Gość: Richelieu*
IP: 195.117.90.*
28.12.02, 13:56
W najbardziej liberalnych państwach uczy się tolerancji dla innych kultur od
najmłodszych lat. Nawet w Polsce tolerancja zaczyna zyskiwać na znaczeniu.
Wiemy, że zwyczaje Murzynów czy muzułmanów są nieco dziwne, ale nasze
zwyczaje mogą dla nich wydawać się równie dziwnymi. Świat się kurczy, znikają
granice, następują masowe migracje za pracą, za lepszym życiem. Przywożą
imigranci swoją kulturę, tą dziwną i niezrozumiałą do państw z `naszego`
kręgu kulturowego. Przywożą i chcą ją nadal kultywować.
Kiedyś Europejczycy i Amerykanie płacili składki na misjonarzy, aby nawracali
niewiernych. Teraz uważa się, że misjonarze są tylko po to, by oferować pomoc
medyczną. Bo teraz szanuje się czyjeś wielowiekowe tradycje. Nawet jeśli są
przeniesione na grunt `nasz`. I szanuje się wycinanie całych zewnętrznych
organów płciowych Nigeryjek. I szanuje się prawo muzułmańskiego ojca do
zabicia córki jeśli ta nie podporządkuje się radzie mężczyzn i samemu ojcu.
Gdzie wobec tego ustawić granicę dla tolerancji innych kultur? Bo przypadki
drastyczne rażą, ale są miliony przypadków cichych, a bolesnych, które toczą
się przez życie imigranta, który chciałby żyć jak rówieśnicy nie imigranci,
ale w kraju zostawionym gdzieś tam, trzyma go tradycja i honor. Jak prawo ma
postępować z ludźmi, którzy popełnili przestępstwo w nowym państwie, ale są
czyści wobec prawa przywiezionego skądś tam. Czy zakaz nauki dla kobiet
muzułmańskich może być wykonywany w europejskim państwie? Czy, czy, czy...
To gorsze od nowogwinejskiego kanibalizmu.