onyx78
27.05.08, 00:23
moj ojciec zmral niecale 4 lata temu, konia z rzedem tym co maja na
to swoje "cudowne" teorie". Nie, nie plakalam. teraz zaczynam po
przeszlo 3 latach. bo zaczynaja dziac mi sie wazne rzeczy , wazne
zyciowe, nie pierdoly. zyciowe decyzje. a wzial byl i umarl mi
najlepszy przyjaciel, najlepszy doradca,obiektywny obserwator,
jedyny, ktory umial powiedziec:nie, ten sie nie nadaje bo....!i se
wzial i umarl. mialy byc min. 3 miesiacie, minimalnie. pol roku. no
i nie dalo rady 13 dni. ciesze sie, ze sie nie meczyl....... w tej
chorobie bywa roznie, nadziei nie ma, ze wyjdzie z tego, ze sie
wyleczy. ...ale nikt nie myslal, ze z 3 miechow, 3 zycia miesiecy
minimum, zostana 2 tyg.nie da sie przygotowac-zreszta nigdy sie nie
da oswoic,ale nie da sie tez oswoic ze w "grudniu po poludniu".nie
da sie.
a teraz mam jakies dzieci robic, sluby brac, ale nie ma JEGO. wiec
siemka i nara!to byl moj
autorytet. i nie mowie tego, bo jego juz nie ma...nie, to byl moj
JEDYNY FACET. ktos, kto zawsze z nim bedzie porownywany...choc
obecny nia-maz to swietny facet, ale w pamieci zawsze zostanie ten
jeden jedyny
TATO. TU I TERAZ NA TWOJA CZES: KOCHAM CIE!i nigdy nikt nie zajmie
tego miejsca w sercu!!!!