Czyżby...

26.06.09, 18:39
Wynurzam się z chałupinki skoro świt wprost w wilgotny zapach bujnej
świeżej soczystej zieloności jaworów, lip, buków...
Przepiękną pieśnią wita mnie drozd śpiewak siedzący na środkowym
modrzewiu i z głębi lasu matowym fletem kos, a wokół wtóruje im
radosny świergot całego ptasiego drobiazgu.
Człapię raźno, choć jak zwykle niechętnie (bo do pracy) a nade mną
pośród wierzchołków drzew prześwieca błękit pogodnego nieba.
Jest raźno, rześko, ale nie zimno.
Zostawiam za sobą wysoki las i poprzez sosnowy młodnik strojny teraz
w młode bujne pędy przyrostów zmierzam w kierunku cywilizacji...
Już otwarta przestrzeń ugorów. Tu prawdziwa zieloność nie krępowana
ludzkimi kaprysami rozrasta się bujna i kolorowa. W zaniżeniu
bagiennym mijam kobierzec przez naturę z fantazją utkany z łanu
skrzypów i kropelek rosy skrzących się diamentowymi refleksy i
obwiedziony różowofioletową otoczką z firletek i ostów przetkaną
jaskrawożółtymi akcenty kwitnących jeszcze kosaćców.
Tam aż po horyzont wyznaczony ciemną smugą lasu snują się zwiewne
przeźroczyste smugi mgły...
Słoneczko już wisi ponad lasem, już przyjemnie masuje ciepłym swym
dotykiem... A wokół niesie się melancholijne monotonne nawoływanie
trznadli i świerszczy granie. Z lasu dobiega charakterystyczny
dźwięk kukułki i gdzieś hen z daleka dolatuje dudnienie dudka.
Powoli ponad wszystko wybija się radosny szczebiot jaskółek
baraszkujących zwinnie i beztrosko. To już wieś, senna jeszcze...
Zaraz przystanek. Zaraz wchłonie mnie autobus i powiezie tam gdzie
dzielnie czas swój mitrężył będę dla dobra swego i bliźnich...

I już wróciłem radośnie do chałupinki. Już trwa najpiękniejszy dzień
tygodnia „piatkiempopołudniu” zwany...
Państwo drozdowie postanowili pochwalić się nam swym potomstwem i
właśnie prezentują nam swe trzy pisklaki. Pociesznie baraszkując po
naszej polance uganiają się za owadem.
I choć niebo błękit swój skryło za chmur zasłoną, choć wiatr się
wzmaga i gdzieś zza lasu boruczenie nadciągającej burzy się niesie
to przecie jakoś jakby cieplej się zrobiło nie tylko w sensie
fizycznym, jakby weselej, spokojnie, błogo... Jakby w odwiecznej
walce dobro nad złem właśnie górę wzięło...
Czyżby więc...?
Czyżby faktycznie wielki strateg górą był a wraże siły pierzchły
gdzieś w popłochu?
Wszak jeno Jarosław wielki owo uosobienie cnót wszelakich
niestrudzony bojownik o dobro nasze wspólne dokonać tego był w
stanie. pospołu z bratem swym mniejszym

Najniższe ukłony!
błogą czynnością nicnierobienia otumaniony M.J.
    • yoma Re: Czyżby... 26.06.09, 18:47
      Pięknie masz.

      U mnie właśnie jeden sąsiad odkrył w sobie talent do śpiewu, a drugi do
      perkusji. Ratunku!
    • lernakow Re: Czyżby... 26.06.09, 19:24
      M.J.?
      Słyszałem, że nie żyjesz.
      Może stąd te rajskie wizje?
    • Gość: ares Re: Czyżby... IP: *.adsl.inetia.pl 26.06.09, 19:34
      >gdzieś zza lasu boruczenie nadciągającej burzy się niesie

      Geniusz...
      • cuzmider Re: Czyżby... 26.06.09, 23:37
        szaleniec?
        • yoma Re: Czyżby... 27.06.09, 11:31
          Mjocie, wracaj na FO, tam cię cenią i tęsknią :)
    • mjot1 Piątekpopołudniu niestety kończy się... 28.06.09, 22:30
      A wczoraj rozkwitły dwie lipy. Płoną na tle błękitu nieba i ciemnej
      zieleni sosen swym seledynowo złotym blaskiem a wokół niesie się
      upojny aromat...
      Powietrze na polance jest nim tak nasycone, że aż gęste, wręcz
      czujesz jego słodki miodowy smak.
      Delikatny wietrzyk szepcze zalotnie z listkami... A tam wśród
      kwiecia i listowia uwija się owadów różnorodność i mnogość wielka.
      I to ich fantastyczne uspokajające murmurando... Ta wspaniała
      chóralna owadzia pieśń… Tu usłyszysz wszystko od falsetów poprzez
      soprany, tenory, alty po basy.
      Ta niezliczona ilość dźwięków przeróżnych w jedną wspólną układa się
      harmonię, wszystko tu współgra jak w pieśni cerkiewnej.
      Siedzisz sobie pod brzózką w miłym towarzystwie sącząc leniwie
      złocisty napój i wszystkimi zmysły chłonąc uspokajający
      multimedialny pokaz oddajesz się bez reszty błogiej czynności
      nicnierobienia...
      Ta... Niechybna to zasługa uskutecznianej przez miłościwie nam
      panujących „polityki miłości”...

      Najniższe ukłony!
      Zasępiony nadciągającym nieubłaganie poniedziałkiem M.J.
    • mjot1 Nareszcie! 30.06.09, 22:27
      Od kilku dni sprawdzam sumiennie...
      I doczekałem się. Są!
      Świetliki, zwane też (jedynie słusznie ponoć) robactwem
      świętojańskim.
      Cudowne seledynowe światełka przemykają bezgłośnie wśród drzew...
      A wokół już noc... spokój... cisza...

      No któż sprawiłby, jeśli nie oni ;-)

      Dobrej nocy
      rozpromieniony M.J.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja