iryska2604
22.11.19, 17:43
Od kilku dni padają pytania: Ile wzrosną ceny energii elektrycznej w 2020 r.? Ile zapłaci przeciętny Kowalski? A rząd uspokaja i przekonuje, że nie zapłacimy więcej.
Po exposé Mateusza Morawieckiego, w którym premier przekonywał, że służba zdrowia ma się świetnie, a rząd PiS walczy skutecznie z nadużyciami podatkowymi (oczywiście dzięki Marianowi Banasiowi), opowieści o braku podwyżek cen energii to największe kłamstwo ostatnich dni. Można sobie włożyć je między bajki albo gdzie kto chce.
Ale na pewno nie można im wierzyć.
W kraju, w którym energetyka oparta jest na brudnym paliwie - węglu, nie ma możliwości, aby uniknąć wzrostu cen energii. Opłaty za emisję CO2 będą rosnąć i tego trendu nie cofniemy. Zauważył to przemysł energochłonny, który pakuje manatki (w sobotę nastąpi np. wygaszenie wielkiego pieca ArcelorMittal w Krakowie), a ten, który jeszcze dycha, kupuje na zapas prawa do emisji CO2. Drożeć też będzie węgiel i produkcja energii z niego. Naiwny jest ten, kto sądzi też, że importowany węgiel będzie utrzymywał stałą cenę.
Dlaczego rząd nie chce tego przyznać? Bo to byłoby jawne przyznanie się do tego, że kierunek polityki energetycznej państwa jest błędny. To byłoby przyznanie racji Unii Europejskiej. To oznaczałoby konieczność zmiany naszej polityki, a w konsekwencji daty ogłoszenia odejścia od węgla.
Poza tym najpierw były wybory do europarlamentu, potem do parlamentu, teraz przed nami wybory prezydenckie.
Do tego czasu rząd będzie próbował zamrażać ceny energii, czyli mówiąc wprost: odkładać podwyżki na później. Będzie robić dokładnie to, co robi z polskimi rodzinami, które wciąż wierzą, że 500+ to szansa na lepsze życie. A że żywność, benzyna, ubrania i koszty utrzymania domu drożeją w niespotykanym dotąd tempie, pochłaniając 500+? Może nikt nie zauważy.
Z cenami energii będzie podobnie: zamrozimy je, ale rosnące koszty produkcji energii pokryjemy innymi opłatami.
Ceny za to będą się w tej zamrażarce piętrzyć, mnożyć, buzować, aż w końcu Kowalski dostanie rachunek, w którym zobaczy nie kilkunasto-, lecz kilkudziesięcioprocentowy wzrost opłat za prąd. Wtedy może się obudzi. Ale będzie już po wyborach prezydenckich.
wyborcza.pl/7,155290,25434338,prad-z-zamrazarki-kopnie-podwojnie.html
Wtedy suweren sie obudzi i zacznie pomstować na ONYCH którzy doprowadzili do podwyżek. Zawsze są jacyś ONI. Tylko czy im przyjdzie do głowy kim są? Przeciez na Tuska i PO nie będzie mozna już zwalić, wiec... Ciekawa jestem.