Dodaj do ulubionych

Punkt Konsultacyjny

16.01.02, 20:25
Od czwartku (jak podała Stołeczna) dzięki inwestorowi osiedla Zielone Zacisze,
w nieodpłatnie przekazanym lokalu, w jednym z nowo oddanych budynków na tyłach
ratusza (przy św. Wincentego), otwarty zostanie nowy punkt konsultacyjny, gdzie
policjanci i psychologowie będą przyjmować mieszkańców Targówka i im pomagać.
Obserwuj wątek
    • sloggi Re: Punkt Konsultacyjny 17.01.02, 08:51
      Będę się czuł naprawdę bezpiecznie mając w bloku obok Końsultanta.
      • sloggi Re: Punkt Konsultacyjny 18.01.02, 08:07
        To jest teren po PGR więc nie konsultanci, tylko końsultanci po SGGW-AR tam
        będą się produkować. Zarżę wówczas z radości.
    • palker Re: Punkt Konsultacyjny 17.01.02, 21:36
      Komisariat, do którego wstawiono kozetkę psychoanalityka, musi sie nazywać
      Punkt Konsultacyjny
      • beata_ Re: Punkt Konsultacyjny 17.01.02, 21:38
        Jeśli sama kozetka wystarczy, to pod naszym śmietnikiem stoi coś w tym rodzaju -
        może i u nas założą?
      • atob Re: Punkt Konsultacyjny 17.01.02, 21:42

        palker napisał(a):

        > Komisariat, do którego wstawiono kozetkę psychoanalityka, musi sie nazywać
        > Punkt Konsultacyjny

        Co na to kibice pilkarscy?????
        Beda chodzic tam?
        • d.z Re: Punkt Konsultacyjny 17.01.02, 21:43
          atob napisał(a):

          >
          > Co na to kibice pilkarscy?????
          > Beda chodzic tam?

          Operacje muzgów raczej w szpitalach się robi;)))
          • d.z Re: Punkt Konsultacyjny 17.01.02, 21:53
            Już pojawiła się wątpliwość więc wyjaśniam są "muzgi" i mózgi
            Normalni ludzie mają mózgi i te raczej operacji nie wymagają:)

    • lelesio Re: Punkt Konsultacyjny 18.01.02, 09:52
      Oglądałem to wczoraj w kurierze.
      Poza kozetką mają też chłopcy komputer.
      Jeden próbował nawet go włączyć ale pierwsza próba
      zakończyła się niepowodzeniem. Potem (pewnie po
      konsultacjach) już coś migało na ekranie,
      coś jakby fotki. Z komentarza wynikało że teraz
      policjanci notki zamiast na kartkach będą robić w
      komputerze co przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa
      mieszkańców :)))
      A tak na serio to myślę że sam pomysł jest niegłupi.
      Co z niego wyjdzie zobaczymy (-cie:).
    • Gość: plutonow Z pamiętnika konsultanta. IP: *.*.*.* 18.01.02, 14:24
      PONIEDZIAŁEK - Dostaliśmy komputery. To takie
      telewizorki z pudełkiem i kawałkiem harmonii. Fajne są.

      WTOREK - Cały dzień siedzę przed komputerem. Chyba się
      popsuł.

      ŚRODA - Przyszedł nasz dzielnicowy i włączył komputer
      do gniazdka.

      CZWARTEK - Dzisiaj pracujemy na komputerach jak
      szaleni. Dostałem się na 10 level. Ale Złotówa był
      lepszy. Padł na 12-tym.

      PIĄTEK - Nie mogę przejść 13 poziomu. Dzisiaj chyba
      znowu zostanę na noc.

      SOBOTA - Rano przyszli inni policjanci. Żona zgłosiła
      moje zaginięcie. Na razie zamieszkam u Złotówy.

      NIEDZIELA - Bank zamknięty. Nie mogę się doczekać
      poniedziałku.

      PONIEDZIAŁEK - Dzisiaj szkolenie. Razem ze mną idzie
      Złotówa i Brombą. Wykładowca załamał się już po 10
      minutach. Cos jednak wynieśliśmy z tego szkolenia. Ja
      mam piękny komplet długopisów, a Złotówa nowy rzutnik.

      WTOREK - Nareszcie mamy kserokopiarkę. Przy pierwszym
      uruchomieniu Złotówa naświetlił sobie oczy. Później
      Bromba postanowiła odbić sobie słownik. Teraz czekamy
      na nowa kserokopiarkę. I na powrót Bromby ze szpitala.

      ŚRODA - Alarm bombowy. Ewakuacja budynku. Ktoś zostawił
      podejrzaną reklamówkę w toalecie. Saperzy ja
      zdetonowali. Teraz potrzebny będzie remont WC, a nasz
      dzielnicowy będzie musiał jeszcze raz zrobić zakupy.

      CZWARTEK - Wypłata. Postanowiłem zaszaleć. Kupiłem
      sobie nowe skarpetki. Nawet niedrogo, choć na druga
      musiałem pożyczyć.

      PIĄTEK - Razem z Ziutkiem jedziemy w delegacje.
      Niestety, mój rower ma przebite koło, więc Ziutek
      bierze mnie na ramę. Po drodze zatrzymujemy się na
      nocleg. Spanie na świeżym powietrzu ma swoje dobre strony.

      SOBOTA - Delegacja bardzo się udała. Wszyscyśmy się
      fajnie bawili. Najgorzej będę wspominał Izbę Wytrzeźwień.

      NIEDZIELA - Rano okazało się, ze ukradli nam służbowy
      rower. Do domu wracaliśmy wiec na piechotę.

      PONIEDZIAŁEK - Mamy nową pracownicę. Postanowiliśmy
      wymyślić jej jakąś ksywkę. Po 3 godzinach intensywnego
      myślenia już ją mieliśmy. Nazwaliśmy ja: Nowa.

      WTOREK - Nowa dzisiaj nie przyszła. Podobno
      zrezygnowała z pracy. To wina Złotówy. Nie każdy
      wytrzyma na widok grubego faceta ubranego jedynie w
      banknot 10 złotowy.

      ŚRODA - Bromba wróciła ze szpitala. Ale trafił tam
      Ziutek ze skomplikowanym złamaniem kości śródnercza.
      Upadła mu jakaś kartka i poprosił Brombę, żeby
      się odsunęła. Wtedy ona poszła mu na rękę.

      CZWARTEK - Z okazji wdrażania u nas nowoczesnych
      technik pracy, inspektor kazał nam pisać na
      komputerach. Jako pierwsza komputer zapisała Bromba. Na
      moim tez już brakuje miejsca.

      PIĄTEK - Czyścimy komputery. Okazało się, ze
      inspektorowi chodziło o cos innego. Za to teraz
      komputery w ogóle już nie działają. Może woda była za
      gorąca...

      SOBOTA - Nareszcie łykent. Zbieramy ze Złotówa grzyby.
      Odchodzą razem z tynkiem. Na niedziele zostanie nam już
      tylko przedpokój.

      NIEDZIELA - Rano wpadł do nas sąsiad z góry. Do czasu
      wyremontowania sufitu będziemy mieszkać we trzech.

      PONIEDZIAŁEK- Spóźniłem się do pracy. Wszystko przez te
      korki. Już mi się całkiem przetarły. Będę musiał sobie
      kupić jakieś inne buty (Ale drugi raz już nie kupię
      sandałów. W zimie.).

      WTOREK - Zostałem właścicielem komórki. Ze Złotówą już
      nie dało się mieszkać.

      ŚRODA - Zginął mój zszywacz. Nikt się nie chce
      przyznać. Ale ja podejrzewam Brombę. Ma nowa sukienkę.

      CZWARTEK - Pogodziłem się z żoną Ziutka. Moja domaga
      się rozwodu. Rozprawa jutro.

      PIĄTEK - Siedzimy z żoną przed salą rozpraw. Nagle
      słychać, jak sędzia krzyczy do woźnego: powódkę!
      Idziemy do domu. Nie będzie nas sądził jakiś pijak.

      SOBOTA - Byliśmy na imieninach u Bromby. Strasznie się
      wymalowała i wystroiła. Wyglądała jak pisanka. Złotówa
      tak jej powiedział. Wtedy ona zaproponowała, że ugotuje
      mu jajka. Złotówa jakoś dziwnie zbladł. Jajek w każdym
      bądź razie nie było. Była kura i Coca-Cola. Podobno po
      okazyjnej cenie. Import z Belgii.

      NIEDZIELA - Jakoś dziwnie się czuje. Dowiedziałem się
      również, że Bromba jest w szpitalu. U Złotówy nikt nie
      odbiera. Pewnie pojechał na ryby.

      PONIEDZIAŁEK- Ciągle kiepsko się czuję. Lekarz
      powiedział, że to zatrucie, więc dzisiaj siedzę w domu.
      Postanowiłem pooglądać sobie telewizję.
      Niestety, wieczorem już nie mogłem nic oglądać.
      Sąsiedzi zasunęli zaslony.

      WTOREK - Jestem w pracy. Wszyscy już wyzdrowieli. Miło
      popatrzeć na znajome twarze. Żeby tylko tak Bromba
      wszystkiego nie zasłaniała.

      ŚRODA - Zainstalowali u nas w pracy automat z Pepsi
      Cola. Albo mamy straszne szczęście albo ten automat
      jest popsuty. Wszyscy wrzucający monety i zawsze coś
      wygrywają.

      CZWARTEK - Ząb mnie strasznie rozbolał i w nagłym
      przypływie odwagi poszedłem do dentysty. Na fotelu po
      mojej odwadze już nie było śladu. Wyskoczyłem z fotela
      jak z procy. Dopiero po pokonaniu jakichś 5 km wyjąłem
      z zęba wiertło. Po jakimś czasie dogonił mnie dentysta.
      Samochodem. Znalazł mnie po szlaczku z części jego
      aparatury, jaki za sobą zostawiłem.
      Jej spłacanie zajmie chyba resztę życia. Moich dzieci i
      wnuków. Za to ząb już mnie nie boli.

      PIĄTEK - Dla poprawienia wystroju biura Bromba
      przyniosła jakieś zielsko w doniczkach. Złotówa jak to
      zobaczył, strasznie się ucieszył. Powiedział mi,
      że to marihuana i zaczął robić skręty. Fajny miał
      odlot. Po tym jak to Bromba zobaczyła. Zresztą, to nie
      była wcale marihuana, tylko jakieś paprotki.

      SOBOTA - Poszedłem z Brombą i Złotówą do kina. Bromba
      przyniosła wiadro popcornu. Ale cholera nie chciała się
      podzielić. Mieliśmy miejsca w pierwszym rzędzie. Po
      reklamach Złotówa zwymiotował, ja cały seans
      płakałem (choć to była komedia), a Bromba dostała zeza
      rozbieżnego.

      NIEDZIELA - Pojechaliśmy ze Złotówa na ryby. Ale
      smażalnia była zamknięta. Pojechaliśmy więc do
      mieszkania Złotówy. Skończyło się jak zwykle: na
      śledzikach i wyborowej.

      PONIEDZIAŁEK- Bromba powiedziała, że napiłaby się
      herbaty. Ja na to, że ja też. Niestety, herbaty nie ma
      już od dwóch tygodni.

      WTOREK - Dzisiaj Złotówa zrobił wszystkim herbaty. Była
      jakaś dziwna, jakby ziołowa. Ciekawe, dlaczego paprotki
      Bromby nie mają już liści. Przecież to jeszcze nie jesień.

      ŚRODA - Po pracy poszliśmy z Ziutkiem na mecz. Było
      extra. Piłkarze początkowo grali niemrawo, ale za to w
      drugiej połowie już bardzo szybko poruszali się po
      boisku. Za nimi zaś gromada kibiców.
      Padły tez bramki. Obie. W ogóle atmosfera była bardzo
      gorąca. Za to cały czas schładzały nas policyjne
      sikawki. Mam z tego meczu dużo pamiątek: policyjny
      kask, pałki, tarczę z napisem POLICJA, skrawki munduru,
      siniak od ławki na plecach, wybite dwa przednie zęby,
      jakieś szaliki.

      CZWARTEK - Nudy. Gdyby Złotówa niechcący nie podpalił
      biurka inspektora, dzień byłby na straty. Na
      inspektorze długo jeszcze utrzymywała się piana. Nie
      tylko ta z gaśnicy.

      PIĄTEK - Ziutek przyszedł dzisiaj bardzo wesoły. Co
      prawda nie minęło jeszcze 48 godzin, ale go już
      wypuścili. Jutro nasza Drużyna ma mecz wyjazdowy.
      Ziutek obiecał, że mi coś przywiezie.

      SOBOTA - Dzisiaj pierwszy raz w życiu leciałem.
      Potrącił mnie samochód. Ciężarowy. Kierowca ciężarówki
      bardzo się wkurzył i zaczął mocno trząść drzewem na
      którym wylądowałem. Gdyby mu w międzyczasie nie ukradli
      wozu,
      kto wie jak by to się skończyło.

      NIEDZIELA - Nareszcie zdjęli mnie z drzewa. Strażacy to
      super goście. Zabrali mnie na akcję. Nie wiem, dlaczego
      się śmiali. Przecież ten kot którego zdjęli z drzewa
      nie był wcale do mnie podobny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka