buskijg
10.12.09, 13:43
Mam 35 lat. Gram od jakichś 25 lat, więc jestem chyba nałogowym graczem.
Niestety od jakiegoś czasu rzadko kończę gry. Do niedawna myślałem, że tracę
zainteresowanie tym rodzajem rozrywki ale kilka tygodni temu odpaliłem
DragonAge no i.....skończyłem.W ramach doświadczenia nad zmianami swojej
osobowości wygrzebałem z szafy stara przygodówkę Lucasartsu - The DIG. I co?
Było super. Do samego końca. Nadal lubię grać. Tak sobie myślę, że 90% nowych
gier to fabularne dno. Niezłe intra, 2-3 mocne zwroty akcji po drodze i tyle.
Przez pozostały czas wieje nudą. A przecież ta branża ma największy potencjał
kreowania wirtualnych przygód. Gry ze słabą czy dobrą fabułą kosztują
dokładnie tyle samo! To nie kino gdzie 15 dodatkowych aktorów i 3 statki
kosmiczne realnie wpływają na budżet. Myślę nawet, że słabe gry generują
większe koszty, ponieważ trzeba je mocniej promować. Winę za taki stan rzeczy
obarczam nas. Mamieni co chwila nowymi przełomami w grafice dajemy się nabrać
i kupujemy taką np. Fifę 10. I co? I producent wie, że jak doda Beckhamowi
ileś tam polygonów i wpompuje ileś tam milionów w promocję następnej Fify, to
znów jak barany na rzeź polecimy do sklepu. Nie będzie ryzykował ambitnego
projektu za dużą forsę. Ale widzę światełko w tunelu. Dystrybucja sieciowa
pozwoli funkcjonować małym studiom developerskim, które dzisiaj są skazane na
łaskę dużych dystrybutorów. Etap garażowego pisania gier przez kilku
zapaleńców bezpowrotnie się skończył. Ale małe firmy wypuszczające ambitne gry
dostały nowy kanał dystrybucji, który nie generuje żadnych kosztów. Może nawet
powstanie jakaś OFF-owa scena.....Ale najpierw stream musi stanieć, bo jak na
razie to my możemy kupować w sklepie i wysyłać do innych krajów pocztą. I tak
będzie taniej.
Tyle wynurzeń starego dziada ( w skali "growej" ). Wygadałem się