Dodaj do ulubionych

zielony nawóz raz jeszcze

11.09.09, 09:48
Chciałabym, aby kilka grządek (i ja też:) odpoczęło przez następny
okres wegetacyjny. Co i kiedy radzicie posiać, aby wzbogacić glebę,
ale jednocześnie, aby to jako tako wyglądało przez następne lato, a
potem dało się z łatwością przekopać. Łubin? A może lepiej kilka
roślin po sobie?
Obserwuj wątek
    • yoma Re: zielony nawóz raz jeszcze 12.09.09, 09:04
      Dawaj łubin, mój wiosną posiany do tej pory kwitnie.
    • deerzet Re: zielony nawóz wiele razy 12.09.09, 10:05
      Wszelkie motylkowate poplonowe (czy nawet żyto) szybko dojdą w
      nasiona i mogą się same skoro wysiewać - byłoby to zapewne
      niepraktyczne by ich pogrobowcy kiełkowali rok potem wśród łanów
      innego gatunku.
      Pozostając w zgodzie z zasadami przekopywania/ przyorywania przed-/
      popolonów w czas ich największej masy zielonej należałoby to
      czynić w fazie przed ich zawiązywaniem nasion, w pełni kwitnienia.

      W tym sensie {TezBaby} pomysł na kilkakrotność przekopania jest
      lepszy - ale czy to będzie odpoczynek dla tego mięśniaka, co grządki
      miałby przekopać, to nie jestem pewien...

      Mnie się sprawdzał kiedyś sposób na grządki po zmarłym sąsiedzie
      ogródkowym, skąd, po jego odejściu do Krainy Wiecznych Zbiorów,
      nawała na me włości szła tymotki, wrotycza, dziewanny i innych
      ziółek.
      Zasiałem tam tedy kępiasto [ino chyżo wczesnowiosennie] dynie i
      kabaczki tak, by zakryły swą masą listowia cały ten areał. Całość
      pięknie się zazieleniła, chwastów po[d]stęp zahamowała, jesienią
      stosownie omdlała - nie było ze sprzątaniem wiele problemów - ot,
      tyle, by do kompostownika toto donieść.

      A i wyżerka była. Kilka lat kompoty dyniowe, kabaczkowo dyniowe i
      przekąski kabaczkowo-czosnkowe do pieczystego z tego mieliśmy.
      Potem nastała era sąsiadki na tych włościach - ale to inna, para
      gumiaków, na inną opowieść stosowna...

      Może zapolbrukować ów ugór?
      ;-)
      • tezbaba Re: zielony nawóz wiele razy 14.09.09, 09:50
        > W tym sensie {TezBaby} pomysł na kilkakrotność przekopania jest
        > lepszy - ale czy to będzie odpoczynek dla tego mięśniaka, co
        >grządki miałby przekopać, to nie jestem pewien...

        Dzięki za zrozumienie:) Fakt, nie chcę też sadzić
        roślin "nawozowych", które tak się rozrosną, że nie będą spełniać
        swej pierwotnej funkcji.

        Jeśli komuś wpadnie do głowy jeszcze inny pomysł na jedną roślinę,
        która posadzona przez okrągły rok ziemi się przysłuży, a mnie pracy
        odejmie - będę wdzięczna. Chyba ważne też, aby nie wyrosła zbytnio,
        by przekopywanie na końcu nie było zbytnią mordęgą.

        > Zasiałem tam tedy kępiasto [ino chyżo wczesnowiosennie] dynie i
        > kabaczki tak, by zakryły swą masą listowia cały ten areał

        O, to własnie to, co lubię. Tylko zważywszy na swe niewielkie
        doświadczenie, nie mogę dojść do tego, dlaczego z jednych krzaczków
        owoce są jadalne, a z innych - nie (zbyt twarde). Proszę o
        rozwiniecie tematu, co i kiedy siać czy sadzić, jakie gatunki, czy
        tego naprawdę nie trzeba już nawozić? Czy niewykorzystane warzywa
        dobrze sie rozkładają na kompoście?
        • yoma Re: zielony nawóz wiele razy 14.09.09, 10:56
          Zawsze myślałam, że dyniowate są zarłoczne i nawożenie ich jest wskazane...
          • tezbaba Re: zielony nawóz wiele razy 14.09.09, 12:42
            yoma napisała:

            > Zawsze myślałam, że dyniowate są zarłoczne i nawożenie ich jest
            wskazane...

            Hmm, czyli zamiast wzbogacić, to sobie jednak ziemię wyjałowię?
            I jeszcze dobrych plonów też się nie doczekam?
            I pracy dołożę ...

            Oj, te początki ...
            Z czasem to się pewnie niejedną lekturą obłożę, ale póki co to na
            Wasze rady liczę:).
        • deerzet Cukiniokabaczek do wiosny, wiele razy. W racuszku 14.09.09, 13:38
          Jest coś takiego, jak ugór zielony trwały, obsiany np. wieloletnim
          łubinem. Można tam przejściowo zrobić kośną łąkę, nie zapominając o
          jej okresowym okaszaniu.
          Na jej likwidację trzeba by jednak włożyć nieco więcej pracy -
          zaorać ją mechanicznie. Obsiać mieszanką traw jak dla trawników - i
          to wszystko.

          ---

          Z dyniowatymi {Yoma} ma rację. To żarłoki - ale dotyczy to głównie
          dyń.

          Jadalność cukini jest wieczna. Te niedorostki beznasienne są
          łatwostrawne nawet w skórce - te dojrzałe w pełni, ze skorupą
          tykwopodobną - też są smaczne.
          Zajadamy je, po zebraniu jesienią, mniej więcej do marca [trzymane w
          ciemnicy i w chłodzie].
          Wystarczy je pociąć na talarki, ostrugać dużym nożem z twardej
          powłoki, wydrylować.
          Można je zapiec z nadzieniem mięsnym. Mnie jednak lenistwo nakazuje
          je zemleć, lub zmielić, na makaronopodobną masę i po zarobieniu z
          mąką, jajkiem smażyć z nich pyszne placuszki.
          Żółte, słodsze [to chyba cukinie] - przyprawiamy na słodko, zielone
          [kabaczki?] - na pikantnie.

          Właśnie wczoraj takie zajadaliśmy.
          Niebo w gębie...
          I pono nie tuczą - zachwalam Miłym Paniom!
          O zaprawach z nich na słodko i pikantnie, o kompocikach dyniowych -
          już nie wspominam, bo i pisałem w innym wątku.

          ---

          Ziemia słabsza, co dwa- trzy lata zaobornikowana w ogródku, rodzić
          może świetnie nawet takie kabaczki.
          Tylko wszystko, co okolicy da się przerobić na kompost na tę ziemię
          wraca.
          Ziemia zasobna, typowo ogrodowa, nawet tych ubytków zasobności od
          uprawy dyń nie zauważa.

          Wszystko da się skompostować, nawet warzywo, {TezBabo}.
          A oporniejszym w rozkładzie to się pomaga albo sortowaniem i
          przemieszaniem ze starym kompostem, albo [zalecam!] pomocą młynka,
          rozdrabniacza ogrodowego.
          On wszystko [z]może. nawet suche gałęzie w nim zezrębkowane w góra
          dwa lata zamieniają się w podsypkę dla dyni...

          ... co i kiedy siać czy sadzić ...
          Co dusza zapragnie, Szanowna {TezBabo}...
          Ino po przymrozkach sadzić, a tuż przed nimi - siać. Tymi
          wiosennymi, ma się rozumieć - jeśli {TezBaba} w Polsce, nie w
          tropikach, gazduje.

          D.
          • tezbaba Re: Cukiniokabaczek do wiosny, wiele razy. W racu 14.09.09, 14:07
            deerzet napisał:

            > Na jej likwidację trzeba by jednak włożyć nieco więcej pracy -
            > zaorać ją mechanicznie.

            No własnie, tego się obawiam:( Więc chyba jednak będę po kolei małe
            roslinki przekopywać.

            > Z dyniowatymi {Yoma} ma rację. To żarłoki - ale dotyczy to głównie
            > dyń.

            Czyli wypadałoby nawozić?

            > Jadalność cukini jest wieczna. Te niedorostki beznasienne są
            > łatwostrawne nawet w skórce - te dojrzałe w pełni, ze skorupą
            > tykwopodobną - też są smaczne.

            Ja niektorych egzemplazy nie jestem w stanie niczym obrobić
            (siekiera, tasak pozostaje?).
            A na wiosnę siejesz ze swoich pestek?

            > Zajadamy je, po zebraniu jesienią, mniej więcej do marca [trzymane
            >w ciemnicy i w chłodzie].

            Nie wiedziałam, że tak długo mozna.

            > Wystarczy je pociąć na talarki, ostrugać dużym nożem z twardej
            > powłoki, wydrylować.

            Ostrugać powiadasz? To może o innych roślinkach rozmawiamy;)


            > Niebo w gębie...
            > I pono nie tuczą - zachwalam Miłym Paniom!

            Też tak sobie zaczęłam w tym roku testować ...

            > A oporniejszym w rozkładzie to się pomaga albo sortowaniem i
            > przemieszaniem ze starym kompostem, albo [zalecam!] pomocą młynka,
            > rozdrabniacza ogrodowego.

            Takich pomagaczy to się jeszcze nie dorobiłam, a jak wspomniałam,
            niektóre egzemplarze to niczym beton:(

            >jeśli {TezBaba} w Polsce, nie w
            > tropikach, gazduje.

            Ano, w Polsce, w Polsce. O tropikach to zimą marzę, w lecie nasz
            klimat mi wystarcza. Dzięki:)
            • deerzet Racuszek wiele, wiele razy. Pod rząd 14.09.09, 14:38

              No własnie, tego się obawiam:( Więc chyba jednak będę po kolei
              małe roślinki przekopywać.


              Jest taki wynalazek, chłop sie nazywa. Własny - lubo wynajęty, byle
              umięśniony gdzie-niegdzie ;-)

              Czyli wypadałoby nawozić?
              Wystarczy standardowo co kilka lat naobornikowac, a stale dorocznie
              dokompostowywać.


              Ja niektorych egzemplazy nie jestem w stanie niczym obrobić
              (siekiera, tasak pozostaje?).

              Biorę ci ja duży, rzeźnicki nóż, wykonuję zamach i tnę nawet te
              gruboskorupowce.
              {TezBabie} podpowiadam zerknąć w akapit powyżej, ten z mięśniakiem...
              :-)

              A na wiosnę siejesz ze swoich pestek?
              Tak, czasem jak się karteczki z opisem rocznika gdzie zawieruszą, to
              do sąsiada ogródkowego się wdepnie po pożyczkę, tego wychowanego w
              Dniu Sąsiada Międzynarodowym.

              Nie wiedziałam, że tak długo można.
              Tylko trzeba dobrze przesortowac te uszkodzone, czy zgapione w czas
              ostatnich przymrozków - i te zjeść jako pierwsze lub skompotować w
              twisty.

              Ostrugać, powiadasz? To może o innych roślinkach rozmawiamy;)
              Ojej, bez przesady - w razie gdyby co - jest sąsiad, ten umięśniony
              gdzie-niegdzie...
              Silnym zamachem - w grube plastry, a plastry na płask tym rzeźnickim
              nożem po obrzeżu obciachać.
              Żółte [cukinie?] mają grubszą powłokę, zielone cieńszą - jest wybór
              lepszy niż w salonach Ford...

              Też tak sobie zaczęłam w tym roku testować ...
              Testy?
              Jak się obdarowało sąsiadów już, jak mimo to zostało na zimę ze
              trzydzieści kabaczków i cukini, jak jedna ma średnio ze dwa-trzy
              kilo wagi, to się pół zmielonej cukinii zamraża, a tę drugą połowę
              się zjada z rodzinką na dwa, trzy obiady pod rząd (2-3 dni z
              rzędu...).
              1. dnia na słodko, 2. - na pikantnie, 3. z np. dosypką kakaa. I do
              tego suróweczka z marchewki, żyć nie tyć, powiadam.

              Takich pomagaczy to się jeszcze nie dorobiłam, a jak wspomniałam,
              niektóre egzemplarze to niczym beton:(

              Trochę wiary w siebie!
              Pojedzie Szanowna {TezBaba} na giełdę samochodową, jak Deerzet ongi,
              kupi sobie za 50-150 PLN taki młynek z demobilu [ja mam tak kupione
              trzy, o kosiarkach kilku do trawy, wszystkich sprawnych, nie
              wspominając], i zapomni o nadwe[y?]rężaniu sobie tasakiem rąk...

              Ano, w Polsce, w Polsce.
              Tyz piknie!

              Pozdrawia i smacznego racuszka życzy
              DErZ
              • tezbaba deerzet 15.09.09, 10:37
                Świetnie się Ciebie czyta:):):)
                • dar61 Re: czytadło 16.09.09, 11:30
                  Zawistnie uzupełnię, że Deerzet wysiada przy klasyku Karelu Čapku,
                  autorze tego oto "Roku ogrodnika":

                  Rok ogrodnika

                  ;-)

                  • tezbaba Re: czytadło 16.09.09, 11:58
                    dar61 napisał:

                    > Zawistnie uzupełnię, że Deerzet wysiada przy klasyku Karelu Čapku,
                    > autorze tego oto "Roku ogrodnika":

                    A ja, niedouczona, nie sądziłam, że można z takim rezultatem łączyć
                    hobby ogrodnicze z pasją do pięknego słowa :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka