Dodaj do ulubionych

Witam Z Australii

25.09.09, 13:03
U mnie dzieje się multum - jest wiosna co oznacza:

- otwarte prywatne ogrody - Floriada w Canberze,
- TUlip Festival w Bowral,
- Sustainable House weekend,
- piknik firmowy Buszmena,
- festiwal filmów latynoamerykańskich,
- prace ogrodowe,
a do tego mam codzienne prostowanie króliczki.

Siedzę na werandzie, sprzątacze wyszli i słucham jak króliczka w
pokoju obok szeleści słomą w klatce, a drobny deszcz postukuje o
metalowa rurę kozy.

Jakoś śpiąco się zrobiło pod zachmurzonym niebem, ale nie narzekam,
deszcz przychodzi w idealnym czasie - tuz przed weekendem... Wracam
do pracy, wiosennie pozdrawiając przy wtórze lekkiego kichania
spowodowanego katarem siennym.

Popadywało przez większość nocy, niebo jest niskie i szare - pewnie
będzie padać jeszcze więcej, co mnie bardzo cieszy. Wszystkie ptaki
radośnie dra dzioby, ogród zazielenił się przez noc. Królik
wypuszczony z zagrody w ogród skacze śmiesznymi wysokimi lukami, żeby
nie zamoczyć sobie brzuszka w mokrej trawie.

Zbieram się do rożnych zajęć - najpierw praca, potem chwila w
ogrodzie, żeby wysiać kolejną skrzynkę rożnych sałat, bazylie, dynie
i ogórki do rozsadzenia za miesiąc, a jeśli się wyrobię z raportami
to w południe urwę się na basen.

Wasza Iluzja
Obserwuj wątek
    • leloop Re: Witam Z Australii 25.09.09, 14:14
      w jakim celu w Australii na wiosne prostuje sie kroliki ?
      • lellapolella Re: Witam Z Australii 25.09.09, 15:19
        heh, zazdroszczę wiosny:)
        Z królikami jest tak: każdy wie, że sprowadzone do Australii przez kolonistów,
        stały się poważną plagą. Została ona opanowana dzięki wzmożonemu wysiłkowi
        całego społeczeństwa, poprzez wyrzynanie, trucie, odstrzelenie, gazowanie i inne
        środki masowego rażenia tak skutecznie, że następne pokolenia zapomniały już
        jaką udręką była wszędobylska i niszczycielska obecność tych, skądinąd, miłych
        pluszaków i zapragnęły hodować je jako zwierzęta domowe. Rząd był bezradny wobec
        ruchu obywatelskiego AZWK(Australijski Związek Wielbicieli Królików), aby jednak
        nie doprowadzić do powrotu króliczego kryzysu, wprowadził surowe restrykcje:
        można hodować jedynie te króliki, które charakteryzują się określoną krzywizną.
        Rząd oparł się tu na badaniach rosyjskich uczonych, którzy udowodnili, że
        krzywizna królika jest ściśle związana z jego zdolnością do rozrodu.
        Obawiam się, że Iluzja ma nielegalnego królika i wiedziona niemądrym, kobiecym
        sentymentalizmem, próbuje go ocalić przez regularne prostowanie.
        • leloop Re: Witam Z Australii 25.09.09, 21:07
          i to sie robi wlasnie wiosna ? ;)
          Lella, spoko do nas tez wiosna zawita,... wkrotce ;)
          • bei Re: Witam Z Australii 27.09.09, 18:56
            hejka- jakze ja zazdroszczę Ci WIOSNY:)
            • an.ta Re: Witam Z Australii 27.09.09, 19:19
              Zazdroszczę, zazdroszczę i jeszcze raz zazdroszczę wiosny. Tylko
              prostowania królika nie zazdroszczę.
            • iluzja-w-zagrodzie Re: Witam Z Australii 30.09.09, 13:30
              bei napisała:

              > hejka- jakze ja zazdroszczę Ci WIOSNY:)

              //////////////////////////////////////////////////////

              Przyjdzie i do Was za pół roku, kiedy u mnie nastaną smutne, ciemne i deszczowe dni.
    • iluzja-w-zagrodzie Nie lubię poniedziałku, a WY ? 28.09.09, 12:44
      Chyba przez Wasze weekendowe imprezy tak mnie dziś głowa boli, sama przecież nic
      nie zrobiłam, żeby ten stan sprowokować. Leloop, Lellapolella, jeżeli dziś
      czujecie się dobrze, to znaczy ze ja za Was cierpię ;o) i za innych, którzy
      imprezowali.

      Większość weekendu przespałam (z przerwami na pójście na basen i medytacje
      oczywiście) bo od czasu burzy piaskowej w środę (z małymi poprawinami w sobotę
      rano) kaszle i kicham i ciężko mi w płucach. Ohyda.
      W piątek w ogrodzie zlądował rój pszczół i zawisł na kalistemonie nad ścieżką do
      szopki z narzędziami i kompostownika, wiec przemykamy tamtędy szybko i w
      przykurczu, żeby głową nie zahaczyć o ciężko zwisające pszczele kłębowisko.
      Zadzwoniłam do stowarzyszenia pszczelarzy i ktoś dzisiaj wpadnie je zabrać.
      Chętnie bym sama założyła ul w ogrodzie, ale nie mam czasu na jego obsługę.

      Dziś oprócz nuuuudnych rzeczy w pracy mam przed sobą do przejrzenia i
      wypełnienia stos formularzy związanych z przeniesieniem się córki do innej
      szkoły. Nastroju nie poprawia mi brak zmiany w stanie naszej króliczki - po
      dwóch tygodniach nadal głownie pełza, choć nieco więcej odpycha się nogami, ale
      w porównaniu z poprzednim złamaniem, kiedy niemal każdy dzień przynosił poprawę,
      tym razem wygląda to bardzo źle. Pewnie w tym tygodniu wezmę ją do króliczego
      specjalisty i zobaczymy co zawyrokuje, ale mam złe przeczucia.
      A tymczasem na horyzoncie dwa tygodnie szkolnych wakacji i roczne egzaminy
      córki, uśpienie króliczki w tym momencie grozi zawaleniem świadectwa...

      Strasznie długi dzień dzisiaj, czuję się jakbym pracowała 20 godzin, tymczasem
      zostały jeszcze dwie godziny do końca! Gdzie jest marudząca kozetka? Chyba
      pierwszy raz w historii forum odczuwam potrzebę zwalenia się na nią w stanie
      pomroczności ciemnej...


      Wasza Iluzja
      • lellapolella Re: Nie lubię poniedziałku, a WY ? 28.09.09, 15:23
        Iluzjo droga, mam tak na trzeźwo, nawet zarabiam w ten sposób na życie:))
        Ech, trochę pozytywniej tam na antypodach- głowa boli przez nas, problemy przez
        poniedziałek... Wiosnę masz, dziewczyno, a kłopoty jak kłopoty- miną:)Po
        wyjaśnieniu sprawy króliczki życzę sukcesów prostowniczych.
      • leloop Re: Nie lubię poniedziałku, a WY ? 28.09.09, 20:39
        Iluzjo, jezeli chodzi o imprezy to nie te lata, nie ta watroba :/, od 15 lat
        jestem przykladna matka, zona i kucharka ;) a widocznie w kwestii jezykowej mam
        taka sama przypadlosc jak Lella ;)
        w zwiazku z tym reklamacje o swoje antypodowe bole glowy zglaszaj pod inny adres
        SVP ;)
        Krolika jest mi bardzo szkoda, rozumiem, ze ma jakas przypadlosc ortopedyczna.
        tak to jest gdy z zalozenia dzikie zwierze trzyma sie w klatce wbrew jego naturze :?
    • iluzja-w-zagrodzie U mnie bez zmian 30.09.09, 13:36
      Dzisiejszy dzień był piękny, słoneczny, ale nie za ciepły. Wczoraj trochę
      gotowałam, a potem imprezowałam. Oczywiście ryłam też w ogrodzie. Posadziłam
      maliny i zbudowałam druciany płotek dookoła nich, żeby kury się nie dobrały do
      sadzonek, a jesienią do owoców. Posadziłam też drzewko awokadowe i rabarbar,
      trzymajcie kciuki. W rozsadniku posiałam bazylie, kolejną skrzynkę sałaty oraz
      wsadziłam cięte pędy malin i krzewu zwanego "mintbush", jaki wykończyły króliki
      w swoim ogródko zanim się spostrzegłam - a tej odmiany nie można już kopic w
      sklepach! Oby się wszystko przyjęło... Dziś wsieję fasole w wielkie donice i
      rożne dyniowate do małych doniczek na rozsadzenie w październiku.
      Ogród wygląda coraz lepiej, wiata na drewno już stoi, mamy też płytki do jej
      wybrukowania, kumpel złota raczka zapowiada, że to zrobi a potem wybrukuje
      podstawę do altanki po czym weźmie się za projekt główny, czyli nowy chodnik i
      ścianę oporową kolo przydomowej wiaty.
      Gdy się ściemniło pojechałam odebrać obraz, jaki kupiłam poza Sydney parę
      miesięcy temu. Artysta go oprawił, a że jego wczoraj syn jechał do Sydney na
      strażacki dyżur, przywiózł mi obraz i musiałam "tylko" jechać na drugi koniec
      miasta po odbiór, ale to i tak lepiej niż powtórna wizyta w pracowni - półtorej
      godziny jazdy w jedna stronę.
      Siedząc dziś w biurze, tłukłam comiesięczne raporty i kichałam - będzie burza,
      pyłki szaleją, ale po przejściu deszczu będzie ich mniej w powietrzu.
      Przygotowałam się już do łapania wody i dziś rano wyczyściłam rynny pod dachem
      ogrodowej wiaty i sprawdziłam, czy w domu pompa od głównych zbiorników jest
      podłączona do prądu. Zaczął się El Nino, więc trzeba łapać każdą kroplę deszczu!
      Jest wiosna i wszystko idzie ku lepszemu... Córka po ustawieniu w jej pokoju
      nowej szafy garderobianej wszystko posprzątała (SZOK!). Króliczka zdecydowanie
      poprawia się, łazi i kica (ciągle bardzo niezgrabnie, ale to powinno się z
      czasem zmienić gdy się wzmocni) i przestała się obsikiwać, więc zniknęły jej
      odparzenia wewnątrz ud.
      Perspektywa reszty tygodnia wygląda dobrze: oprócz przyjemnych drobiazgów do
      zrobienia w ogrodzie mam dużo do czytania: otrzymane w prezencie książki
      ogrodnicze lokalnej autorki Meredith Kirton, książkę o robieniu własnych
      kosmetyków, a z Polski nowy numer "Twojego Stylu"... Przy okazji polecam Wam
      "Glebie" ("Depths") Mankella Henninga, znanego głownie jako pisarza szwedzkich
      kryminałów. Lubię te kryminałki, nie lubię jego afrykańskich powieści, zaś
      "Glebie" to zupełnie coś innego: przeżycia szwedzkiego inżyniera marynarki,
      mierzącego glebie Bałtyku i własnej duszy...

      Czas się zabrać do domowych, życzę Wam spokojnej reszty tygodnia - żadnych
      chorób, rodzinnych kłótni.
    • iluzja-w-zagrodzie Prace wiosenne w ogrodzie 08.10.09, 09:30
      Chyba to perspektywa wiosny wyciągnęła mnie z ogólnego doła, w jakim tkwię od tygodnia. Dół wziął się nie wiadomo skąd - może z powodu kurzu, albo z depresyjnego widoku króliczki, która jakoś nie może się wyprostować...
      A tymczasem zapowiada się ogrodowy sezon.
      Właśnie przyszły burze z lekkim deszczem, w nocy mają nadejść ulewy, jutro będzie cały dzień lało, a potem przez kilka dni mają być przelotne deszcze. W takim układzie łażenie po buszu odpada, ale sadzenie jest stosowne jak najbardziej. Zobaczywszy ową prognozę zamówiłam dziś rano metr sześcienny kompostu i rozrzuciłam go na frontowym trawniku, żeby wsiąkł z deszczem. Bolą mnie ramiona i kark, ale jest zrobione!
      W tym tygodniu mam krótki tydzień pracy - cztery dni i w dodatku bez szefowej (która pojechała na tygodniowy urlop), a potem tydzień urlopu dla mnie, więc w sumie czuję się jakbym miała dwa tygodnie wolnego ;o)
      Teraz siedzę przed kompem i sprawdzam kursy ogrodnicze w pobliskim koledżu, chyba na początek zapiszę się na permakulturowy...
      Pozdrawiam znad stołu zasłanego opakowaniami nasion i magazynami ogrodniczymi - miłego dnia wszystkim!
    • iluzja-w-zagrodzie Proza życia... czyli prace wiosenne w ogrodzie 12.10.09, 16:09
      Przepraszam za milczenie, ale z powodu rehabilitacji króliczki ze złamanym kręgosłupem zwanej Misia jestem zupełnie ugrzęźnięta w prozie życia. Do tego zaliczyłam trzy imprezy urodzinowe (jakoś dziwnie się składa ze mam kilka znajomych panien i wszyscy maja urodziny skomasowane w 10 dniach), byłam na otwarciu wystawy obrazów przyjaciółki no i jak co roku spędziłam cały dzień na wystawie ogrodniczej (wzięłam wolne z pracy, żeby pójść w piątek bo w weekend są tłumy).

      Dzięki naszym wysiłkom Misia kilka tygodni po złamaniu chodzi i nawet zaczęła podskakiwać i stawać na tylnych łapkach, opierając się o klatkę. 3-5 razy dziennie robimy jej po 15-30 minut gimnastyki rozciągającej tylnych nóg i masaże wibracyjne przy pomocy elektrycznej szczoteczki do zębów, żeby pobudzić nerwy. Miała też kilka sesji akupunktury, po której jest zrelaksowana i śpiąca a potem zaczyna brykac i więcej uzywać słabszej lewej nogi. Wet akupunkturzysta twierdzi, że króliczka może odzyskać pełną sprawność, wet fizjoterapeutka widzi duże postępy. Zmniejszył się też problem z nietrzymaniem moczu, który mógł powodować infekcje i był wskazaniem do uśpienia. Na razie biedaczka musi siedzieć w małej klatce, aż jej się zrosną kości, potem będziemy ją wypuszczać w kuchni, a jak nabierze sił, zamieszka z powrotem w królikarni w ogrodzie.

      W ogrodzie wiosna w pełni, wszystko kwitnie, jesteśmy w stanie alertu żeby wyszukiwać i niszczyć gniazda małych agresywnych ptaków zwanych tu "noisy miner" - ostatnie gniazdo jakie zrzuciliśmy było misternie wyścielone włosami naszego starszego, a obficie liniejącego królika. Wskutek zakupów na wystawie ogrodniczej i przybyłych z Diggers Club przesyłek mam do wsadzenia kilka krzaczków malin, rabarbar, drzewko awokadowe i kilkanaście kliwii żółtych i czerwonych. Nie wiem, kiedy to wszystko zrobię...

      A tu ciągle cos nowego wyskakuje, w tym tygodniu będę zamawiać rozrywki i hotele na zimowy wyjazd do Norwegii i Czech. Przylatuję z córką do Polski w połowie grudnia, wylatujemy z końcem stycznia, planujemy zobaczyć zorzę polarną w Norwegii i Pragę zimą (najlepiej na Nowy Rok - wszelkie wskazówki mile widziane) i wpaść na kilka dni do Berlina i do syna do Anglii. 7 tygodni poza Australia (w tym 2 tygodnie pracy z filii firmy w Poznaniu)! Nie wiem, jak ja tyle czasu wytrzymam poza ogrodem. Cale lato mnie ominie :o( no ale potem
      córka będzie miała dwa lata maturalne, więc takie długie wyjazdy nie będą wchodziły w grę.

      No i tyle u mnie. Wygląda na to ze schyłek lata na forum owocuje świetnymi nastrojami i pozytywnymi wydarzeniami, więc nie pozostaje mi nic innego, tylko życzyć utrzymania takich klimatów jak najdłużej...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka