Dodaj do ulubionych

Pogadajmy na luzie

21.11.09, 14:48
...o różach, co Wy na to? W tej chwili, jako osobę z lekka (he, he) opanowaną
idee fixe, żeby sadzić, sadzić, sadzić do upojenia, interesuje mnie zdanie
ogrodniczek zrównoważonych a nawet, powiedzmy to sobie szczerze, zdrowych na
umyśle: co sądzicie o prymacie sadzenia jesiennego nad wiosennym? Czy
faktycznie jest taki oczywisty? Czy, jak podają niektóre źródła, sporo zależy
od gleby(ponoć na cięższych lepiej wiosną).A może ktoś przypadkiem wie, co
robią róże zimą, tzn. czy nadal sobie rosną spokojnie w szkółkach, czy też
resztki pojesienne zostają zadołowane i wiosną się je sprzedaje(mogłyby wtedy
być lekko w plecy jednak...)
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Pogadajmy na luzie 21.11.09, 16:45
      Uważam, że w naszym klimacie nic nie jest oczywiste.

      Ja na przykład wolę sadzenie wiosenne, bo od razu widać, czy żyje.

      Ale taka jesień jak w tym roku to aż prosi, żeby sadzić.
      Przynajmniej do końca listopada zapowiadają ciepełko, chociaż mniej
      deszczów.

      Z kolei na wiosnę może zrobić się nagle gorąco i sucho. Wszystko
      jest możliwe.

      Róże możesz teraz spokojnie sadzić. U mnie na osiedlu posadzono
      dawno temu róże (wprawdzie pospolite i odporne multiflory) podczas
      grudniowych mrozów (widocznie administracja musiała wykorzystać do
      końca roku fundusze na zieleń).

      Oczywiście zrobiono to odłupując kawał zmarzniętej ziemi, wtykając
      korzenie krzaka w dołek i przykładając z powrotem korzenie tą grudą.

      W środku zimy przyszły temperatury dodatnie, więc krzaki rosnące na
      skarpie wzdłuż mojego ogródka wsadziłam ponownie, tym razem normalnie
      i z podlaniem. Przyjęły się wszystkie.

      Ale co dziwniejsze, przyjęła się również część tych rosnących dalej,
      których nikt nie "poprawiał".
      • edziakrys Re: Pogadajmy na luzie 21.11.09, 18:20
        Ja też lubię sadzenie wiosenne bo na dworze przyjemniej, słoneczko ładnie
        świeci... ale faktycznie-może przyjść upał w maju i trzeba bardzo pilnować, aby
        nie wyschło.
        Sadzenie jesienne nie jest może takie entuzjastyczne, ale roślinka już sobie
        siedzi w ziemi i zaczyna rosnąć kiedy tylko robi się +5.
        A co do róż... Masz rację, to co kupujesz wiosną, to są wykopki jesienne,
        zadołowane i przechowywane. Dotyczy to większości roślin kupowanych z gołym
        korzeniem. Jeśli więc kupisz taką roślinkę jesienią, na pewno będzie "świeższa"
        niż taka sama kupiona wiosną.
      • lellapolella Re: Pogadajmy na luzie 21.11.09, 18:20
        limit na jesień już wykorzystałam, jakkolwiek ta pogoda nie daje mi spokoju,
        tłumaczę sobie jednak, że zanim znów zamówię, zanim dojdą... Takie tam. Ulżyło
        mi jednak, że ktoś preferuje sadzenie wiosną, bo strasznie mnie bolało na myśl,
        że miałabym czekać cały rok, jak polecają mądre księgi:)
        Horpyno, czy, kiedy sadzisz wiosną, stosujesz jakieś tricki przeciw wysychaniu,
        oprócz podlewania? Obsypywanie pędów albo cóś?
        Czy zauważyłaś może, żeby multiflory były podatne na mączniak? Znalazłam
        ostatnio artykuł, w którym z tego powodu podważano ich wartość jako
        podkładek...Znam osobiście tylko dwie i nic ich nie bierze, zdziwiłam się.
        • lellapolella Re: Pogadajmy na luzie 21.11.09, 18:26
          dzięki, edziakrys:) Tak sobie właśnie wykombinowałam z tym dołowaniem, może
          przez zimę zasięgnę języka, jak takie wiosenne róże wyglądają...Ewentualnie
          wiosną się ograniczę troszkę, bo i tak owocowa "Karpatia", której mi zabrakło w
          tym roku pojawi się dopiero w październiku, więc te zakupy się tak szybko nie
          skończą:)
          • dorkasz1 Re: Pogadajmy na luzie 21.11.09, 19:44
            Nie wiem czy powinnam zabierać głos, bo nie jestem całkiem zdrowa :) Świr różany
            mnie nie opuszcza, co więcej, widać wyraźne symptomy zaostrzania się objawów
            chorobowych :)
            Ja wolę sadzenie jesienne.Tej wiosny dostałam róże (ze znanej szkółki), które
            były chyba przechowywane pod jakimś okryciem (namiot foliowy, szklarnia). Na
            świecie jeszcze nie było wiosny, a ja dostałam krzewy, które już "ruszyły".
            Efekt był taki, że po posadzeniu listki przymarzły(mimo tego, że je opatuliłam)
            i strasznie się męczyły przez cały rok. A wszystkie róże, które sadziłam
            jesienią, zawsze się przyjęły. Mimo tego, że niezgodne ze sztuką ogrodniczą jest
            przycinanie krzewów jesienią. No, ale wiadomo, jakoś to do paczki trzeba
            upchnąć. Tak więc, ja wolę przynajmniej kupić jesienią. Jak nie zdążę posadzić,
            to zadołuję, a na wiosnę posadzę tak szybko jak się da, zanim wypuści listki.
        • horpyna4 Re: Pogadajmy na luzie 21.11.09, 20:39
          Wiesz, trudno mi teraz powiedzieć, co stosuję. Dawno nie sadziłam, a
          jak coś stosowałam, to była zupełna partyzantka. Po prostu - różnie.

          Aha, mam dość duży egzemplarz cypryśnika błotnego. To, co zrzuca
          jesienią (czyli całe "piórka" z igłami), jest dobre na wszystko.
          Ściółkowanie, przekopywanie z gliniastą ziemią w celu poprawy jej
          struktury, naturalne okrycie delikatnych bylin - jest naprawdę
          świetny. I tej ściółki jest sporo. Chroni przed wysychaniem rośliny
          w miejcach słonecznych.

          Co do multiflory - potwierdzam, podatna na mączniak jak cholera.
          Mszyce też ją bardzo lubią. Ale ja ją mam za ogrodzeniem i stanowi
          niezłą zaporę przed wandalami. Dodatkowo między nią i ogrodzeniem
          jest jeszcze rząd kolczastych berberysów. Te z kolei bywają obżerane
          na wiosnę przez gąsienice, mączniak też bywa zresztą ich udziałem.

          Z tym, że rośliny są mniej podatne na wszelkie choroby, jak rosną w
          dobrych warunkach. U mnie rosną w kiepskich (glina, że można garnki
          lepić), nic dziwnego więc, że "zapadalność" jest duża.
    • leloop Re: Pogadajmy na luzie 22.11.09, 14:15
      ja wiem, ze nie mam co porownywac zim bretonskich i polskich ale
      ostatnimi czasy i w¨Polsce zdarzaja sie zimy mokre i "cieple".
      zawsze sadze to co jest do posadzenia w koncu listopada i na
      poczatku grudnia, wiem, ze nie bede musiala latac z konewka co 5
      minut ;)
      te poznojesienne sadzenia zawsze sie przyjmuja czego nie moge
      powiedziec o wiosennych :?
      we Francji bardzo popularne jest takie przyslowie :
      "A la Sainte Catherine tout bois prend racine" czyli na Sw.Katarzyne
      (25.11) wszystkie "drewno" dostaje korzeni - w bardzo dowolnym
      tlumaczeniu :) czyli nic tylko robic tak jak madrosc ludowa
      nakazuje :)
      • lellapolella Re: Pogadajmy na luzie 23.11.09, 20:06
        Dzięki, dziewczyny, za rady. Oblazłam włości i widzę, że mało widzę:)tzn.część
        potencjalnych miejsc pod róże muszę "podnieść", żeby było dalej do wód
        gruntowych. Gdyby zima była "taka se", to się wyrobię, a jeśli nastaną mrozy
        itp.paskudztwo, zejdzie mi do jesieni. Postaram się wytrzymać, chyba że:
        1.trafię wiosną na doniczkowane
        2.nękając w marcu szkółkę dowiem się, że róże są ok(he,he, a czego innego mogę
        się dowiedzieć...)
        3.nie wytrzymam
        Jednym słowem, odwieczna walka należnej ogrodnikowi cierpliwości i baranich
        zapędów:D
        Ech...Nie mogłam to się urodzić pod jakimś flegmatycznym Koziorożcem?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka