yoma 13.09.10, 15:15 szanowni państwo robią? Bo to jest szkoła falenicka i szkoła otwocka, a ja stosuję wawerską :) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
wadera3 Re: A co z nóżkami od kań 13.09.10, 16:47 Ja bez szkoły, ale na ogół dokładam do jakiejś zupki, albo suszę. Odpowiedz Link Zgłoś
yoma Re: A co z nóżkami od kań 13.09.10, 17:10 Szkoła falenicka - wyrzucić (grr) szkoła otwocka - zjeść od razu. Wcale nie są włókniste. Szkoła wawerska - zasuszyć, aż się rozpadną na takie wiórki, i posypywać tym w zimie jajecznicę. Właśnie susze w piecu. Albo o nich zapomnę, albo nie :) Odpowiedz Link Zgłoś
irenazu Re: A co z nóżkami od kań 15.09.10, 19:56 Ja też zawsze suszę i wykorzystuję tak jak i inne suszone.A jak trzeba na już coś pachnącego grzybkiem to właśnie kruszę owe nóżki. Odpowiedz Link Zgłoś
amore-pomidore Re: A co z nóżkami od kań 05.10.10, 17:30 No proszę, ile to człowiek jeszcze rzeczy na forum się może dowiedzieć :) Zawsze wyrzucałem nóżki od kani jak kotlety szykowałem. Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 [Niuch-niuch] 05.10.10, 18:44 Kiedyś, w epoce kryptoprzedalergicznej dobrzewąchalnej, suszyłem całe wiadra kani, tak się darzyły nam w czasie letnich łazęg po lasach. Wysuszone nie miały żadnego zapachu ani suszone, ani w zupie. Więc albo już wtedy miałem sparaliżowany węch [też i moi współzbieracze i współsuszacze], albo w mym regionie zbierackim one nie pachniały, albo forumianki nas tu czarują. Nie pisałem o tym tu świeżo, bo wie {Amore-p.}, czy zjemy ten trzon, czy nie, nie ma znaczenia. Grzyb to zwykły zamulacz jelit, niestrawny = nie do strawienia] i wydalamy go w stanie właściwie nienaruszonym. O zamulaniu wątroby i mózgu nie piszę, bo fala zatruć minęła, a inna fala smakoszy trujaków chyba nie jest do pohamowania. Warte może jest do dodania - żebym na wroga grzybów nie wyszedł - że jak kiedyś posmakowałem na surowo suszonych grzybów prawdziwych, takich nanizanych po wysuszeniu, to takiego smaku chrupek jeszcze nie jadłem. Spałaszowałem ich w kilka dni coś z połowę, co jak mamcia wykryła, to dostałem zakaz na ciąg dalszy. Resztę zbioru, który ciut za długo wisiał po wysuszeniu i nieco zwigotniał, zjadły owady na sucho, wdzięcznie robiąc z nich sito. Owad więc wie, co dobre ;) Dziś grzybów jadam śladowe ilości - co polecam, bo od czasów czarnobylskich jakoś u nas trącą strontem. - Proszę? Wiem, wiem, mamy zbiory grzybów suszonych na kilka lat, i tych w słoiczkowanych kilkadziesiąt, zaraz im to opowiem, nie poganiaj... Odpowiedz Link Zgłoś
yoma Re: [Niuch-niuch] 05.10.10, 19:17 Patrz wsadziłam więc nos do słoiczka suszonych nóg kań i strontu nie wyczułam, kanie owszem :) Może chodzi o to, żeby suszyć na słońcu. Chrzanię stront, żarówek coraz bardziej nie wolno używać, mogę se sama świecić. Odpowiedz Link Zgłoś
wanda43 Re: [Niuch-niuch] 05.10.10, 21:16 Z tydzien temu za chalupą znalazlam cala kolonie kani. Najladniejsze zebralam i przytargalam w liczbie 16 sztuk. Niestety, pan mąż naogladawszy sie i nasluchawszy o zatruciach zakazal spozycia, wziął i wywalil. :( A one takie smaczne! Odpowiedz Link Zgłoś
yoma Re: [Niuch-niuch] 05.10.10, 21:26 No właśnie się wybieram przyrządzić posiłek. Z takowych. Spacyfikować ci męża? :) Odpowiedz Link Zgłoś
wadera3 Re: [Niuch-niuch] 05.10.10, 22:45 Gdyby mój wywalił mi kanie, sam zginąłby marnie. Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 [Niuch-niuch-niuch] 05.10.10, 22:58 Może mąż miał czuja? Może dzięki tamu przeżyliście? U nas kanie nie rosną kolonijnie. Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 [błysk-błysk] 05.10.10, 23:14 Po co zaraz stront, {Yomo}. Warto może miast świetlówek z żarówek przeskoczyć jeden poziom i wejść w oświetlacze diodowe? Mamy takich przenośnych latarek diodowych już pięć, wszystkie starsze odłożyłem do kartonika dla przyszłych pokoleń grzebaczy w naszej piwnicy. Wśród nowych latarek dwie mamy słońcem ładowalne, pozostałe to tzw. kręciołki, niektóre zdatne też do awaryjnego zasilania komórkowców. Szóstą ojczulek na śmierć zakręcił. Przy komputerkach mam ze trzy oświetlacze w USB w postaci diodowej, pod sufitem w dwóch miejscach diodówki, w dwóch lampkach nocnych też - od wymiany pozostałych powstrzymuje mnie wygodnictwo, bo prawie wszędzie, też i na lampkach nocnych, mam ściemniacze. Wreszcie naprawiłem ściemniacz przy lampie stojącej z żarówką ksenonową. I mamy nikłe rachunki za prąd. Widziałem już damskie torebki z panelem słonecznym do ładowania akumulatorków w komórkowcach. Może warto iść w technologie. Choć ja nadal rozpoznaję piaskowca modrego... Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 [błysk-błysk] ? 05.10.10, 23:49 Jeśli chodzi o modrzaka, to zjedliśmy. Resztę techniki może jutro poskładam w kupę i uwiecznię. Odpowiedz Link Zgłoś
yoma Re: [błysk-błysk] ? 06.10.10, 12:42 Jeśli można prosić. Remont chałupy się kroi, na obecnym etapie mogę projektować/instalować wszystko :) Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 [błysk-błysk]? Ach! 06.10.10, 18:34 A, teraz rozumiem. Ja tu biegam za rodzinką, żeby mi pooddawała do prezentacji w forum owe oświetlacze luzem a {Yomie} się marzy instalacja. Nasz zbiór oświetlaczy luzem nie wymaga żadnych przeróbek instalacji. Te przenośne to ładowane słońcem [3 sztuk się doliczyłem jednak[, reszta to kręciołki. Ściemniacze do lamp, jakie mam, mogą obsłużyć żarówki żarowe do kilkuset wat w jednym kandelabrze oraz najnowocześniejsze świetlówki, wśród których znalazłem na razie jeden wzór, który w ogóle ma opcję ściemniania. A' 50 PLN/ szt. Poczekam jak stanieją i jak naukowcy dojdą, dlaczego ekologicne świetlówki nie są ekologiczne ;-) Podobnie jest z instalacją ze ściemnianymi żarówkami halogenowymi - każda jest obudowana niezależną kompletną oprawą i wtykana po prostu w gniazdko [mówię/ klawiaturuję o przenośnych lampach]. Pod sufit i na ściany ich nie montuję, bo nasze tam osobne ściemniacze sprawiłyby kłopoty z halogenami. Halogenowe lampy stojące mają ściemniacze dość często, a te biurkowe b. rzadko. Jedną taką stołową zdobyłem i jest... dość rozrywana w domu. Szczególnie przy oglądaniu teleogłupiacza. Do obsługi oświetlenia z diodowymi panelikami są dwa rozwiązania. Albo kupujemy całą kompletną instalację z prostownikiem [podobnie jak halogenowe żarniki te diodki LED muszą być zasilane napięciem stałym, każda inastalacja różnym, zależnym od liczby i rodzaju diod] - i tu rzeczywiście miałaby {Yoma} nieco dłubaniny, ale do nich instalacji nie wstawia się w ściany - bo wymiana panela na inną liczbę diodek nie może wiązać się z pruciem ścian czy podsufitek. Zmieniamy przy awarii wtedy tylko zasilacze i specjalne rozgałęźniki, całość maskowana jest obudową mebli, osłonkami itp. Drugim rozwiązeniem, jakie zaczyna opanowywać domy, jest sposób przetestowany przy kompaktowych świetlówkach - w podstawce tych "żarówek" diodowych jest prostowniczek i całość wkręcamy w dowolne obudowy lampek, jakie obsługiwały dotąd żarówki. Jest tam zasilanie prądem zmiennym i nie trzeba pruć ścian ani obudów lamp. Te diodowe niby-żarówki kupuję i preferuję, choć mają wady*. Niestety moje ściemniacze nie ściemniają tych diodożarówek, po ich wkręceniu w oprawki zasilanie musi być pozostawione na maksimum [bez ściemnienia]. I wszystko pasuje. Jak się człek zapomni i odruchowo ściemni, to po prostu nie świecą. Przy zastosowaniu oświetlenia diodowego z osobną instalacją jest więcej możliwości aranżacji - są tam znane zapewne {Yomie] różne linie świetlne, jakie można nakleić np nad [wokół/ obok] lustrem, pod każdym stopniem schodów, nad biurkiem - ale rzeczywiście ich instalacja wymagałaby co najmniej wczytania się w podręcznik lub wynajęcie elektryka i aranżera wnętrz. Mnie one jednak się swym brakiem zamaskowania diodek nie podobają. Ale de gustibus... Dopóki one są bez opcji ściemniania ja patrzę na nie ze wzgardą ;) ------------ KOMPUTEROWE oświetlenia: Od dawna można kupić, szczególnie do laptopów, wtykane w gniadka USB diodowe lampeczki. Można zdobyć też takie wolnostojące, na baterie. Pierwsze są wygodne, a do drugich zachwalam akumulatorki i dużo chińskiego samozaparcia. Choć mam już chyba z setkę akumulatorków i kilka do nich ładowarek, to polecam jednak oświetlenie wykorzystujące zasilanie oferowane przez sam komputer. Stacjonarny komp daje zawsze nadwyżkę mocy, więc znaleźć wolne gniazdko USB do lampki jest nietrudno. Niektóre klawiatury mają wręcz z wierzchu służące do tego zasilania wygodne gniazdko. Wtykamy tam lamkę diodową z giętkim masztem, dowolnie maszcik kierujemy i już można w nieoświetlonym pokoju poklawiaturować. Nawet laptopowy akumulator nie wyczerpie oświetlaniem diodowej lampki swej mocy, bo lampka ta ciągnie moc tak do pół wata. Lampki do oświetlenia pomieszczeń biorą średnio watów 1 [słownie jeden]. Ja mam też i trzeci wariant oświetlenia - podświetlaną samą klawiaturę. Może kiedyś, kiedy wreszcie uporządkuję biurko, wyświetlę sobie wirtualną klawiaturę na nim i stare klawiatury pójdą do lamusa. Uff, wybór {Yomie} umożliwiłem i teraz mogę powybrzydzać osobno. /* o wadach poniżej. Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 [błysk-błysk]? - eeee... 06.10.10, 19:00 Każde z instalowanych oświetleń ma wady i zalety. Szanowna {Yomo}. Ale diodowe nie ma, jak halogenowe, mocy uszkodzenia wzroku - halogeny wymagają kwarcowego szkła w postaci osłonki, chłonącego emitowany przez halogen snop ultrafioletu. Nie ma też migania, jakie uszkadza wzrok przy świetlówkach - choć świetlówki kompaktowe są dziś zachwalane jako niemigające, to proszę się przekonać, że do czytania przy nich zalecany jest tylko jeden, specjalny typ świetlówek. Wadą lampek diodówek jest to, że nie są tanie na starcie, przy zakupie, ale biorą mało prądu - pod warunkiem, że nie służą do oświetlenia dużych obiektów - ostatnio forumianie opisywali nowo zamontowane oświetlenie krakowskich Sukiennic, z diod właśnie, i jeden z nich wspomniał, że nie będzie taniej dla magistratu na rachunku rocznym... Wadą na Sukiennicach będzie dodatkowy koszt odgarniania śniegu z diodówek, bo one go nie topią ;) Dzięki temu świetnie nadają się do oświetlenia spod ziemi krętego wjazdu do posesji w latyfundium u {Yomy}. Wadą następną diodówek jest też zbyt ukierunkowane światło. Dlatego one świetnie sprawują się w latarkach, dając skondensowany snop. Jak wkręca sobie taką latarkolampkę diodową {Yoma} w oprawkę lampy pod sufit, to po włączeniu daje ona krąg światła na podłodze, ale z trudem poświata oświetli ściany. Może to i dobrze dla pająków... Widzę już w sprzedaży takie jeżyki, diodożarówki wkręcane, co mają na swej powierzchni kulistej ze sto diodek i chyba pokój wreszcie oświetlą, ale ich cena nie jest mała i ja osobiście poczekam, aż producent przetestuje je na Chińczykach i potani. Jeśli {Yomie} się ten jeżyk spodoba, to proszę go przetestować i nas tu powiadomić! Używam na razie lampodiodek o snopie światła skupionym, do czytania przy nich światła mi wystarcza. Przecież po pokojach można chodzić w nocy i na pamięć, po ciemku... Ja wtedy omijam pająki i wszystko jest w porządku ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
yoma Re: [błysk-błysk]? - eeee... 06.10.10, 19:18 Z czego wynika, że mogą dane diodki służyć jako oświetlenie pomocnicze i dziękuję, chętnie rozważę. Jeżyk mi się zbytnio z lampą halogenową, dyskotekową, kojarzy. Ale snop do czytania czemu nie. Czyli oświetleniem zasadniczym pozostawałyby żarowki i nie będzie mi Komisja Europejska pluła w twarz, u kumpla w garażu czeka na mnie worek zarówek setek, a w ostateczności będę świecić łuczywem. Świetlówki? Jakie świetlówki? :) Serdeczne dzięki, Darze, za elaborat. A nawet dwa :) Odpowiedz Link Zgłoś
yoma Re: [błysk-błysk]? Ach! 06.10.10, 19:13 A to ja bardzo chętnie poproszę oświetlacze luzem, bo pojęcia nie mam, jak wyglądają. Stacjonarne :) Ściemniacz posiadam, w sypialni, żarówki ściemnia normalne żarowe, takie z drucikiem, na suficie. Pytanie kluczowe brzmi: czy tymi diodkami da się normalnie oświetlić pomieszczenie? Bo wijący się sznur wokół lustra mnie czemuś nie urządza, nie moja bajka :) Elektryka mam, a remont chałupy oznacza m.in remont całej instalacji elektrycznej wewnętrznej, mogę szaleć :) Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 LED i inne 06.10.10, 20:11 LEDwo weszły LEDowe latarki, a już pojawiły sie wśród nich latarki solarne, {Yomo}. Swego czasu tu w mej okolicy była moda na kilkudniowe i kilkunocne biwaki w poniemieckich obiektach Międzyrzeckiego Regionu Umocnionego. Kilka ładnych dni bez wychodzenia z bunkrów. Eksploracja podziemna. Wtedy latarki na kręciołek były ze zwykłą żarówką, ale były. Ojciec mi przypomniał, że taką, jak mu wtedy sprezentowałem, miał już w dzieciństwie. Nazywano ją "z dynamem". Dzisiejsze są lepsze, jeśli mają zamiast żarówki właśnie LEDYy. Nie wierzę, by {Yoma} nie chciała być uzieleniana najnowszymi tendencjami w ekologicznych technologiach energooszczędnych. Oto kilka ich próbek: breloczek latarka A latarka B1 Latarka B2 latarka "z pompką" [na dynamo] Od kiedy wszedłem w te nowe technologie to zaczynam zapominać o bateriach. A mam wśród swych latarek też i dwie takie, co wystarczy nią popotrząsać, by wygenerować moc wystarczającą do jej świecenia. Taka kiedyś też przydałaby się w wyprawach do "bunkrów"... Swiecić na zielono, to móc, {Yomo}. --- ...wijący się sznur wokół lustra... Nie myślałem o tych okołobożonarodzeniowych błyskadłach-wężykach. Myślałem o takich paskach, jakie nakleja się na np. pionowe ścianki podstopnika na schodach i właśnie wokół toaletek w buduarach ponowoczesnych. Są ciekawe, ale dość industrialne. Marzył mi się kiedyś taki pasek, by podkleić pod spodem blat szafki komputerowej, spod którego wysuwa się "szuflada" z klawiaturą. Miałem już taki LEDowy pasek w rękach w sklepie, już medytowałem o prostym samowłą/-wyłączaczu generowanym przesunięciem półki, ale zniechęciło mnie to, że - by się on raczył świecić - musiałem dokupić kabelki i zasilacz - a sprzedawcy nie umieli mi określić, czy mogę ów pasek podpiąć do zasilania w komputerze, jaki prąd zasilania potrzebowałby, jakie napięcie. Poczekałem dwa latka i gotową taką lamkę kupiłem, wpinam ją i naginam nad klawiaturę. Żeby tylko ona jeszcze gotować... eee, wyłączać się dała bez wyjmowania jej z gniazdka USB, to byłbym zadowolniony bardziej. Czego i {Yomie}, i nie tylko jej, życzę. Odpowiedz Link Zgłoś
yoma Re: LED i inne 08.10.10, 14:22 A bunkry pod Lubrzą kolega zna, hę? Niby boczna linia MRU, ale takie jakieś głęboko schowane... Chyba że je od czasu mojej ostatniej bytności ucywilizowano :) Paski na podstopniki, hmmmmmm.... industrialne mogłyby sobie nawet być... hmmmmm..... Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 bunkier i inne pająki 08.10.10, 15:17 "Bunkry pod Lubrzą" my zwiemy "pod Boryszynem". Znam i te, i te pod Kaławą, gdzie jest rezerwat Nietoperek, na szczęście dziś nie zwiedzany. I znam spór o wymówienie dzierżawy podboryszyńskich bukrów wlokący się w sądzie kilka ładnych lat. W tym mam jednak pewną dozę narastającego zniechęcenia do militariów w postaci tych bunkrów - szczególnie po kilkakrotnym oglądnięciu dorocznych pokazów zdobywania tych bunkrów przez neomilitarystów, wiedzących pefekt co to karburator w ich willisach, a niewiedzących, co to nocek Bechsteina czy lepiężnik. Diodki na schodkach mnie inklinują w kinowe nastroje. Ale jak kto nie lubi oglądać pajęczyn pod sufitem to, kto wie... Odpowiedz Link Zgłoś
yoma Re: bunkier i inne pająki 08.10.10, 15:32 Mówimy o tych takich bardzo starannie schowanych w lesie, co to i willisem nie dojedzie? Pod Boryszynem. Będę pamiętać. Przepraszam. Ja nietutejsza :) > w kinowe nastroje. O to to to - nie wiedziałam, z czym mi się kojarzy, a teraz już wiem. BTW zaczął się festiwal filmowy, a ja zamiast latać do kina kwiatki z balkonu ściągam. Nic to, w tygodniu sobie odbiję. Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 LEDy stacjonarne 06.10.10, 20:34 Piękne, nietanie: tanialampa.pl/go/_category/index.php?idc=id_14&order=2&page=3&producer_id=0&record_row=long&lang=pl Odpowiedz Link Zgłoś