Dodaj do ulubionych

Mam dość mojego ogrodu-szkodniki:(

21.05.11, 16:44
Przejrzałam wzdłuż i wszerz ogród.
Ucieszyłam się (z daleka), że Chopin puścił liście, wiąz holenderski zielenieje z radości...

I co?
Ano tak:
-chopin ma każdy pączek czarny; urywam czubek i w każdym larwa:(
-pozostałe róże całe w mszycach, chyba rdza się szykuje do skoku, liście młode ale już się zwijają i czernieją na bokach
-porzeczki i agresty pienne nie mają już liści, wszystko zjedzone przez gąsienice (w ciągu dwóch dni)
-wiąz znów ma liście zwinięte a w środku robale, w zeszłym roku zostały tylko nerwy zamiast liści
-trawnik to już nie trawnik a mleczo-chwastnik
-jałowce coś podsychają na końcach
-na świerkach galasy
-na modrzewiu ochojniki
-trzmielina zjedzona do gołego pędu

.....
i tak dalej

Już nie mogę:(((

Czy cokolwiek rośnie bez oprysku, pestycydów, herbicydów czy jak to tam zwał? Gdzie nie pójdę to coś moje rośliny podgryza.
Obserwuj wątek
    • enith Re: Mam dość mojego ogrodu-szkodniki:( 21.05.11, 17:14
      Nie mam pojęcia, czym ratować twój ogród, ale jestem pod wielkim wrażeniem twojej znajomości wroga, czyt. chorób i szkodników :-)
      • onofrio Re: Mam dość mojego ogrodu-szkodniki:( 21.05.11, 19:33
        enith napisała:

        > Nie mam pojęcia, czym ratować twój ogród, ale jestem pod wielkim wrażeniem twoj
        > ej znajomości wroga, czyt. chorób i szkodników :-)


        Autorka wątku po prostu stosuje Starotestamentową zasadę, że aby zwyciężyć wroga
        trzeba go najpierw poprawnie nazwać; to połowa zwycięstwa :)
        • kocia_noga Re: Mam dość mojego ogrodu-szkodniki:( 21.05.11, 20:16
          Może cię pocieszy, że niedawno postanowiłam pozbyć się niektórych roślin, żeby poszerzyć ścieżki, żeby się cholerne pomrowy nie lęgły i nie zżerały mi wszystkiego co ładne, np lilii.
          • pitahaya1 Re: Mam dość mojego ogrodu-szkodniki:( 21.05.11, 22:43
            Róże w przyszłym roku wylecą, coś mnie tak w kościach strzyka.
            Nie mam do nich siły. W zeszłym roku chyba wszystko je oblazło, zjadło, na koniec mrozy przytuliły. Ale one dzielne są, nieocieplane, niezakopcowane (jakoś tak się to nazywa) a mimo to żyją.
            Tylko już do ych chorób nie mam siły. W zasadzie mogę cały sezon pryskać.
            • kocia_noga Re: Mam dość mojego ogrodu-szkodniki:( 22.05.11, 09:40
              pitahaya1 napisał:

              > Róże w przyszłym roku wylecą, coś mnie tak w kościach strzyka.
              > Nie mam do nich siły. W zeszłym roku chyba wszystko je oblazło, zjadło, na koni
              > ec mrozy przytuliły. Ale one dzielne są, nieocieplane, niezakopcowane (jakoś ta
              > k się to nazywa) a mimo to żyją.
              > Tylko już do ych chorób nie mam siły. W zasadzie mogę cały sezon pryskać.
              >

              Coś mi się przypomniało. Miałam ładną różę pienną którą stale obłaziły a to mszyce, a to muszki, a to wirus. Pzresadziłam ją, żeby nie szpeciła mi tamtego miejsca w inne i zapomniałam o szkodnikach. Miejsca w ogrodzie się zmieniają - zacienienie, otoczenie, gleba, więc może je przesadź gdzieindziej? Szkoda, żeby wypadły.
              • pitahaya1 Re: Mam dość mojego ogrodu-szkodniki:( 01.06.11, 18:01
                U mnie nie ma opcji "gdzie indziej". Uwierz mi:)))
      • pitahaya1 Re: Mam dość mojego ogrodu-szkodniki:( 21.05.11, 22:41
        Aha, po trzech latach walki też będziesz ekspertem:) Teraz tylko pytanie, kto kogo prześcignie i kto tę walkę wygra.
        Galasy usunięte, na ochojniki mam już oprysk.
        Tylko tych róż mi szkoda. Chopin piękny jest, taki dostojny, wdzięczny. Kwiaty mają 15-20cm średnicy. I musiałam mu wszystkie pąki urwać:( Płakać mi się chce. Przetrwał zeszłoroczną wojnę z tymi robalami, przetrwał zimę.
    • zaplanujurlop Re: Mam dość mojego ogrodu-szkodniki:( 22.05.11, 09:50
      Niestety, tak to już jest, że czym szlachetniejsza odmiana tym bardziej narażona na robactwo, grzyby, mrozy.
      Żywopłot mam zrobiony z dzikich róż (takich jak rosną np na wydmach). I jedyne co muszę z nimi robić to przycinać je na równo. Ich nic nie ruszy. Ani robactwo, ani mrozy, ani susze.
      A w przypadku pozostałych róż, szybko się nauczyłem że muszę być przygotowany zanim wróg się pojawi :)
      Zresztą to samo mam z agrestem czy z nektarynką. Mniej więcej wiem kiedy zostaną zaatakowane (bo wróg pojawia się każdego roku) i jestem przygotowany :)
      Ważne tylko, żeby go nie przegapić bo potrafi zrobić spustoszenie w ciągu 2-3 dni.

      ----------------------------
      A na wakacje polecam agroturystyka Mazury
      • lellapolella Re: Mam dość mojego ogrodu-szkodniki:( 22.05.11, 11:41
        ja bym się nie poddawała bez walki:) Chopin to klasyk wielkokwiatowy, powtarza kwitnienie, więc jeśli oberwiesz chore pąki, po prostu zakwitnie później. To, co nazywasz początkami rdzy, może być wciąż jeszcze skutkiem wczesnomajowego przymrożenia, tym bardziej, że rdza wśród nowoczesnych róż nie jest znów tak częstą chorobą, w odróżnieniu od mączniaka czy czarnej plamistości.
        No i warto może byłoby zakopcować róże przed zimą... wychodzą z walki z mrozem i wiatrem silniejsze, byle co ich później nie rusza;)
        na wyrzucenie róż zawsze jest czas
        • donetta Re: Mam dość mojego ogrodu-szkodniki:( 25.05.11, 07:19
          Z tymi różami to święte słowa. Moje miały wnet czarne łodygi, choroby grzybowe zaatakowały wszystkie róże i już byłam skłonna je wykopać i spalić, ale że mam kilkanaście róż, tak więc i wydatek byłby niemały aby kupić nowe, tak więc przycięłam nisko, spryskałam na choroby grzybowe, potem w kwietniu sypnęlam florowitem do róż i teraz rosną jak szalone, ani sladu chorób, spryskałam na mszyce, bo się dobrały, i teraz czekam na bezwietrzny dzień aby zrobic oprysk miedzianem.

          merlin.pl/Pozegnanie-z-ojczyzna_Renata-Czarnecka/browse/product/1,881804.html
        • pitahaya1 Re: Mam dość mojego ogrodu-szkodniki:( 01.06.11, 18:01
          Pourywałam, opryskałam i zaczynają kwitnąć. Nie wiem tylko co z chopinem, jakieś marne te pąki, takie małe. Chopin to chopin, kwiaty zawsze miał wielkie.
    • dar61 misz-masz, czyli równowaga 22.05.11, 19:08
      Bioróżnorodność ma swoją i cenę, i skutki, Szanowny {Pitahayo}.

      Tak z ręką na sercu - ile ma {P.} u siebie stref przejściowych między otwartą przestrzenią a gąszczem? Między polanami a gęstwiną? W których aż kipi od żywin i tam, i tam żerujących?
      Czy te wolne, dobrze nasłoneczniające roślinność pasy mogą zadziałać przeciwgrzybowo, bo ma {P.} nieprzegęszczone swe kępy flory?

      Ile ma u siebie budek dla ptaków śpiewających, owadożernych, tych mniejszych, o najmniejszym otworze wlotowym? Półotwartych? Dla ptaka, pełzaczem zwanego, co znajdzie każdego zimującego szkodnika w każdym zakątku kory, muru czy sterty badziewia?

      Ile ma miejsc dla zakładania gniazd nieniepokojonych przez koty, psy, dzieci? Krzewów tak gęstych, że w nie wbić rękę trudno - najlepiej kolczastych?
      Czy na przedwiośniu czyści te ptasie budki, by uśmiercić tak zimujące w podściółce ptasie pasożyty?

      Ile ma kotów własnych i tranzytowych?
      Czy jest zwolennikiem uśmiercania tych samopas się szwendających, zagłodzonych, półzdziczałych kotów i psów?

      Ile ma u siebie pojników dla tych ptaków?
      Ile zimą wykłada karmy, by je u siebie przywiązać na rok przyszły?
      Ile ma luźnego piasku, by mogły kąpieli suchej zażyć?
      Ile ma kipieli płytkich, by w upały kąpieli mokrej mogły zażyć?

      Ile ma zakątków na żer i gniazdowanie dla jaszczurek, jeży, miejsc na norki dla płazów typu wszystko-prawie-żernej ropuchy? Kup całorocznie zalegających chrustu, listowia, kamienistych, nagrzewanych słońcem wzgórków?

      Ile ma kęp traw i ziela niekoszalnego, by tam trzmiele mu się wcześnie zalęgnąć mogły? Samotne pszczoły i osy, diabelnie łase na kęsy?
      Czy ma nagrzane ściany, gdzie wysokowydajne w polowaniach osy stadne, chruściki, szerszenie mogą założyć swe mateczniki i wspomóc w bezpłatnym żerowaniu na nadwyżkach owadzich, i nie tylko owadzich?

      Czy próbował sam sobie zrolować zwój tektury falistej, wcisnął go gdzieś pod suchym daszkiem, by zwabić tam te owady na zimowiska, legowiska i lęgowiska?

      Czy ma w swych zakątkach choć kilka mrówczych band wszystkożernych - i zostawił im kiedykolwiek choć jedną kolonię mszyc, chemią niegnębionych? Choć raz słodki ogryzek im, na ich przednówku, u norek pozostawił? Lub cukierek?

      Czy ma wokół swych włości taki parkan, co prawie w powietrzu wisi - tak, by u dołu mieć wnijście dla małej fauny, jakiej u siebie nie wyhodował, a ona wyhodowała się u sąsiadów lub w dzikszej okolicy? Te jeże, ropuchy, zaskrońce, co większe i z trudem latające drapieżne owady?
      Czy choć raz nie zdybał gigantycznego chrząszcza biegacza, tęcznika czy rębacza, co tak kuszą, by je uśmiercić nadzianiem na szpilkę, a co najmniej rozdeptaniem obcasem?

      Czy sadzi i pielęgnuje Szanowny {P.} pojedyncze okazy zmarzluchów, wysokowyselekcjonowane śródziemnomorskie mutanty, wymagające okryć, podpór, uszczykiwania, kroplowania - ... - oj, chyba tu odpuszczę, wszak entuzjaści są wśród nas.
      I chwała im za to.

      Ale, z drugiego zielonego bieguna - czy ma {P.} wokół swych włości antyzieloną pustynię, bez ani jednego zwabiacza swych szkodników, bez ani jednego nektarodajnego, spadziodajnego, owocodajnego, ściółkodajnego krzewu, łączkopodobnego skwerku, drzewka, drzewa, parku, lasu? Bez rzeczki? Stawku? Rowu?

      Jeśli ma - współczuję.
      • vandikia Re: misz-masz, czyli równowaga 23.05.11, 09:56
        zaciekawiła mnie ipinia dot. mrówek
        u mnei w tym roku mrówki są głównym szkodnikiem, roznoszą mszyce gdzie się tylko da, aktualnie pada mi przez nie wierzba i 2 piękne krzewy róż
        i już nie wiem co z nimi zrobić
        • dar61 Mrówcza i mszyczna równowaga 23.05.11, 15:11
          {Vandikię} zaciekawiła opinia dot. mrówek:

          ...u mnie w tym roku mrówki są głównym szkodnikiem, roznoszą mszyce gdzie się tylko da, aktualnie pada mi przez nie wierzba i 2 piękne krzewy róż...

          I już nie wie, co z nimi zrobić.

          Pisałem tu kiedyś, {Vandikio}, że mrówki można usidlić poprzez zmianę gleby w kierunku utrzymywania przez nią wilgoci, czego mrówki nie cierpią.

          Jeśli ktoś położy sobie np. płytki chodnika wprost na takiej ziemi ogrodowej, to pod nią zwabi się kolonie mrówek, będzie tam dla nich suszej - one takich miejsc szukają.
          Trzeba wtedy dać podkład typowy pod takie ścieżki-chodniczki, z kilkoma warstwami miałkiego piasku i żwiru, bo to utrudni mrówcze osadnictwo.

          Nawet pozostawienie naturalnej ściółki w naszych krzaczkach mrówki stamtąd wyprosi - one wolą tam te nasze plandeki ściółkujące, niż utrzymującą wilgoć warstwę humusu.

          Inny stosowany przeze mnie sposób - częste mieszanie zawartości kompostownika - wypłasza stamtąd mrówcze kolonie, a zaniedbanie tych stert wabi jej tam, szczególnie jeśli to te nowoczesne termokompostowniki, z klapą.

          Żale {Vandikii} mogą mieć przyczynę po prostu w pogodzie, która sprzyja pojawowi mszyc.
          Też i w doborze roślin, niektóre z nich są po prostu dla mszyc smaczniejsze.

          Opinie o przenoszeniu wszyc przez mrówki są dla mnie wielce tajemnicze.
          One je hodują, chronią przed atakami - i to wszystko.
          Mszyca matka rodu [u niektórych gatunków] zimuje, jest lotna. Jej córki mają wiele pokoleń w roku, w tym są osobniki lotnem składające jajka tam, gdzie dolecą.
          Stąd zwalczanie [NADMIARU] mszyc powinni podjąć wspólnie sąsiedzi ogrodowi, bo odpuszczenie tych zabiegów przez jednego da brak efektu - lub nadmiar roboty - dla sąsiada.
          Mszyca lata, zwyczajnie i po prostu lata - z wiatrem.
          A jest bardzo płodna - rodzi, co rzadkie wśród owadów, już swe „córki", które w chwili urodzenia się też mają w sobie swe córki. Dzieworódczo to możliwe, daje gigantyczny przyrost osobniczek w kolonii. Samce się pojawiają tam rzadko, ale są.

          Podejrzewam, że owa wierzba u {Vandikii} może być młodociana, jej wszystkie końcówki pędów są młode - a właśnie takie młode zwykle wabią mszyce [składniki budulcowe, z azotem, z białkami wabią mszyce]. Podrośnie, kłopot się zmniejszy.
          Im wczesniejszy oprysk, tym łatwiej zlokalizować początki inwazji [u sąsiadów...].

          Sposób ma {Vandikia} jedyny - zwalczać mszyce dowolnym ziołowym czy mineralnym sposobem, a kiedy ona podrośnie, to przeżyje dowolny atak mszyc.
          Nasze duże drzewka i drzewa też mszycznieją, ale nieopryskiwane dają tylko nieco mniejszy plon owoców, niż gdybyśmy je chemizowali.

          Kiedyś je eksperymentalnie oczyszczałem z mszyc, ale po 1. to walka z wiatrakami, kosztowne [współczułbym sadownikom i ich klientom, czującym to w cenie produktów], po 2. najskutecznejsza chemia bazuje na pyretroidach, pięknie się kumulujących w owocach [smacznego, berbeciu].
          Preparaty te jednak stosuę tylko dlatego, że mam ich zapas coś kilkunastoletni, a używany tylko na róże nasze, których nie zjadamy ;-)
          Szczypta na litr wody, który starcza na wiele krzewów. Końcówkę preparatu zużywam na odrosty od naszej leszczyny, bo się na nich zawsze mszyce pasą.

          Wracając do mszyc i mrówek - wiekszość gatunków mszyc zimuje w postaci jajeczek składanych pod łuskami pączków roslin, bo stamtąd ma najbliżej do młodych, rosnących, pełnych składników budulcowych pędów. Niewiele daje zwalcznie mszyc do późnych miesiecy, by w pąk nie weszły - jedna zrodzi miliony...

          Mrówki roznoszące w Polsce kolonie mszyc to legendy. Może te z tropików?
          Mrówki nasze [i te z tropików] czynią tak z grzybnią, jaką hodują w zakamarkach próchniejącego drewna.
          Dla nich ta grzybnia to chlebek w naszym rozumieniu... Zaczyn & zakwas..

          Ale mi epistoła się wklepała w klawiaturę - przepraszam za to.
          A szkoda, bo by trzeba o pszczołach nieco [KLIK!]...
          • baas1 Re: Mrówcza i mszyczna równowaga 24.05.11, 21:11
            No to się kolega faktycznie napisał, ale połowę z tego jest u mnie i ta moja fauna jakaś niewdzięczna. O jeżu nierobie wielokrotnie pisałam, osy tylko bzyczą, ptaki jedzą "cóś",bo ciągle dziobią w ziemi, tylko nie tam gdzie trzeba, wilgoć mam, a jakże, i pełno mrówek i pełno mszyc, a i pasy wygrzewane słońcem i bajzel z tyłu garażu,w sensie gałęzi i innych takich, żeby to się wszystko gnieździło. I dzikie krzaki, i z kolcami. Gnieździ się i co? Banda obiboków! Chyba, że gdyby ich nie było, to bym już nic nie miała, może nie nadążają. Nie wiem.
            • dar61 Ogrodowa pustynia 25.05.11, 15:47
              baas1 napisała:

              ... No to (...) Chyba że (...) Nie wiem...

              Jest taka klasyczna i prosta opowieść o aerale dla jednej rodzinki ptasiej, jaką musi ona mieć, by się wyżywić. To nie jest jeden czy dwa ogródki.
              Nasze ogrodowe wychuchane sterylności nie sprzyjają, by mogły tam wyżyć dziś nasi ogrodowi pomocnicy.
              Mój ogrodowy zaskroniec, długi na półtora metra i gruby jak przegub [jak opowiada moja sąsiadka ogrodowa] wygrzewa się u mnie na podtruskawkowej plandece i jest widywany kilometr dalej u mego sąsiada na innym śródleśnym, sośniakowym osiedlu. I to jest jego aerał.
              W miastach, przy kłopotach dostępu dla pełzaczy poprzez granice, taka pomocna menażeria by nam wymarła - i wymiera!
              Ile mamy *budek na osiedlach dla ptaków?

              Jedyna właśnie nadzieja tam w mrówkach rasy niedomowej, w [larwach] złotookach [byle miały gdzie w nasze okna nieosiatkowane na zimę wleźć], w biedronkach [byle warunek jw.], wróżnorodności naszej gatunkowej dla nich, w niesprzątaniu ściółki do ostatniego liścia, pod którą na czas zimy drapieżne chrząszcze miały gdzie się schować i-tak-dalej.
              W naszych ogrodach jeśli choć jakie kwiatki nektarodajne mają całosezonowe kwitnienie jedne po drugich, to już dobrze. A gdzie miedzowe krzewy owocodajne? Zioła z fazą wydawania nasion dla nasionojadów? Dajemy im choć zakwitnąć?

              Temat, {Baas'o_1}, rzeka...

              ---
              */
              Były 2 szt., dołożyłem 4[półotwarte na garażach]+1[półotwarta pod okapem]+2[w sękach w ścianach]+1[pełzacz]+1[sowy]+1[nietoperz]+8[budki classic] + [dwie kryzy p-kotne] + 2 pojniki + 2 karmniki + pół setki krzewów owoco-spadzio-nektarodajnych na opłotkach + 10 sadzonek lipek + [...]

              U rodziców dodałem 3 skrzynki pełne;
              U rodziców dodam [...]
              • dar61 + [...] 25.05.11, 16:02
                Uzupełniłbym owe:
                ...Były (...) dodam [...] ...

                o mych kilka kieszeni workopodobnych, z wygiętych gałązek iglaków, zawieszane na pniach drzew - ale trudno mi jej postać wygóglować do wglądu, a szkoda.

                Prócz tych sztucznych zawsze kilka po sezonie wypatruję w gąszczu naszych posadzonych na "altanie" pnączy, akuratnie przed kotami naszymi zamaskowanych plątaniną chaszczy.
                W sumie wszystkiego tego typu domostw - do dwudziestu, z tego 1/3 zawsze jest wykorzystywana.
                Ogląd lokatorów - przy pojniku:

                fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/2423060,2,4,ptaki-02b.html
            • mamap Re: Mrówcza i mszyczna równowaga 26.05.11, 09:58
              Piekny post! rozweselil mnie wczoraj po ciezkim dniu Jez Nierob itp.
              Biedronki by sie przydaly: w wierszyku z dziecinstwa moich corek Biedronka mowila "ja nie jadam nic oprocz slodkich mszyc". Trzeba sprowadzic biedronki.
          • vandikia Re: Mrówcza i mszyczna równowaga 25.05.11, 21:51
            bardzo fajnie mi się to czytało, dzięki za obszerne wytłumaczenie :)
            • kocia_noga Re: Mrówcza i mszyczna równowaga 26.05.11, 08:07
              Dar, nie każdy mieszka w raju.
          • emagus Re: Mrówcza i mszyczna równowaga 26.05.11, 11:40
            Witam
            ja na trochę inny temat, ale widzę, że są osoby znające się na rzeczy, więc zapytam: Czy znacie może jakieś sposoby na małe zielone chrząszcze wyjadające miętę? Według tego, co udało mi się znaleźć w necie jest to złotka miętowa, ale niestety zero informacji jak się tego pozbyć :(
            Będę wdzięczna za każdą radę :)
            • emagus Re: Mrówcza i mszyczna równowaga 01.06.11, 18:04
              Dzielę się tym co się dowiedziałam. wychodzi na to że trzeba poobcinać każdą miętę ok 10-15 cm od góry i spalić razem ze szkodnikami. To co zostanie spryskać na przemian wodą z mydłem i czystą wodą. Ponoć ma pomóc, zobaczymy...
    • isault Re: Mam dość mojego ogrodu-szkodniki:( 27.05.11, 11:25
      Witam!
      Rozumiem że problemy ze szkodnikami mąga mieć ludzie mieszkajacy w osiedlach, domek przy domku, z młodymi, czyściutkimi ogródkami, idealnie wysprzatanymi, przystrzyzonymi itd. A co powiecie na wieczne problemy ze szkodnikami w 2.5 ha parku przy dworze? Park załozony w XIX w., mamy 150 letnie dęby, lipy, wiązy, swierki, modrzewie, kasztany... gdzie jest ptasi raj. Mamy od jasnej ciasnej niesprzatanej scióki, chaszczy, bioróznorodności po uszy, przewiewnych trawników i co tam jeszcze trzeba. A róże angielskie sa żarte przez mszyce, winorośl przez wciorniastki a morelę własnie zaatakował nam najpewniej rak bakteryjny - nawet w raju są problemy...
      • dar61 Ubogi mnich ... 29.05.11, 01:01
        {Isault}:

        ...2.5 ha (...) mszyce (...) wciorniastki (...) rak bakteryjny...

        Ubogi mnich i jemu podobni napominają:
        - Ponbócek mówi, żeby się dzielić...

        ***

        - Tato! Szpak w twym sadzie tnie twe czereśnie - a ty się nie zrywasz?! Do boju nie wzywasz?! Co się z tobą stało, Rycerzu_Od_Procy?
        - A, już mi się nie chce. Niech se skubią...
        • isault Re: Ubogi mnich ... 01.06.11, 10:03
          :-))) - cóż, tylko dlaczego one nie żrą tego co jest na tych 2,5 ha tylko się skubane na moje róże uparły???? śnieguliczkę na przykład mogłyby sobie wciąć, nie obraziłabym się...
          • dar61 Różana maść 01.06.11, 17:11
            Mamy z róży płatków dżemy? Mamy. Z "owoców" też.
            I maści, pomadki, nalewki.
            Nie bez przyczyny.

            Mają - praktycznie wszystkie róże - kolce? Mają.
            Nie bez przyczyny. Coś w nich tkwi pożytecznego, uzdrawiającego, smacznego.

            {Isault} się pyta, dlaczego?

            Przy jednej róży to będzie się Szanowna {I.} o nią trzęsła.
            Jak będzie miała ich zagon, to jedna w tę - czy w tę - nie będzie już kłopotu.

            P.S. Śnieguliczki owoc jest niesmaczny - wiem, próbowałem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka