Dodaj do ulubionych

Oczko wodne - kilka pytań

16.05.04, 18:17
Może nie wszystkich te pytania zainteresują, ale ja wolałbym wiedzieć, a
ponieważ napotkałem na informacje wzajemnie sprzeczne, proszę tutaj ekspertów
od tych spraw o możliwie pełne wyjaśnienie.

Dla informacji: mam bajorko, które trudno zaliczać do typowych "oczek
wodnych", bo bardziej przypomina zbiornik p.poż o pojemności 28m3,
powierzchni lustra około 32m2 i maksymalnej głębokości 1,5m.
Część pytań powstała w wyniku lektury poradnika-albumu "Ogrody wodne"
autorstwa Thomasa Helberga, wydanego przez Oficynę Wydawniczą "Delta W-Z"
roku niewiadomego (nie ma zwyczaju podawania w stopce takich rzeczy)
za "Franckh-Kosmos Verlags-GmbH & Co" ze Stuttgartu.

A teraz pytania:

1/ Substrat.
W/w dzieło zaleca stosowanie substratu w postaci mieszaniny gliny z piaskiem.
Czy jest jakaś specjalna funkcja dla gliny w tym substracie, poza zlepieniem
całości do kupki i - co nieuchronne - zmniejszeniem przejrzystości na skutek
wymywania gliny z substratu pod wpływem ruchów wody?
Czy też - można sobie tę glinę podarować?

2/ Moczarka kanadyjska.
Na stronie 155 wspomnianego dzieła czytamy o moczarce: "Nie ma jednak
zdolności oczyszczania wody i zużywa tlen".
Czy to polega na prawdzie?

3/ Trzciny, pałka wodna.
Czy ktoś ma jakieś doświadczenia z pozyskiwaniem i sadzeniem tych roślin i
zechce się podzielić?

4/ Pałki wodne.
Na stronie 165 czytam o pałkach:"Wszystkie gatunki pobierają z wody składniki
pokarmowe i wpływają istotnie na ilość zawartego w niej tlenu"
Co to oznacza: czy wydzielaja tlen czy go pobierają?

Za odzew ślicznie dziękuję :)

Pomachiwajki

Stary zgred
Obserwuj wątek
    • antares777 Re: Oczko wodne - kilka pytań 23.05.04, 22:23
      Widzę,że nasz ekspert pojawił się na chwilkę, więc nieśmiało podciągnę - a nuż
      zauważy :)

      Pomachiwajki :)

      Stary Zgred
    • mdabkowska Re: Oczko wodne - kilka pytań 26.05.04, 15:35
      Ja niestety nie w kwestii oczek wodnych.
      Podobnie jak Sylwia jestem na Forum od niedawna i mam problem z
      zaklimatyzowaniem się.
      Na moje pytania odpowiada niezawodny Ekspert.
      Pewnego razu ku mojej radości otrzymałam list od Pana, Drogi Antaresie o
      zwalczaniu robaków używkami.
      Za poradę, do której się zastosowałam, dziękuję.

      Pozdrawiam
      Magda
      • antares777 Re: Oczko wodne - kilka pytań 26.05.04, 19:23
        Drobiazg - zawsze do usług :)

        Jeśli dobrze zrozumiałem - poszłaś w moje slady i też używasz? ;)
        To miłe pomysleć sobie, ze nie jesteśmy na tym padole osamotnieni :)

        Pomachiwajki

        Stary Zgred
        • mdabkowska Re: Oczko wodne - kilka pytań 27.05.04, 11:06
          Robaki w doniczkach potraktowałam z miłosierdziem, humanitarnie.
          Co do reszty to zmilczę, wszak to forum ogrodnicze:)

          pozdrawiam
          Magda z Mazowsza
    • jamyszka Re: Oczko wodne - kilka pytań 27.05.04, 12:00
      antares777 napisał:

      > 1/ Substrat.
      > W/w dzieło zaleca stosowanie substratu w postaci mieszaniny gliny z piaskiem.
      > Czy jest jakaś specjalna funkcja dla gliny w tym substracie, poza zlepieniem
      > całości do kupki i - co nieuchronne - zmniejszeniem przejrzystości na skutek
      > wymywania gliny z substratu pod wpływem ruchów wody?
      > Czy też - można sobie tę glinę podarować?
      >
      Sądzę, że ta glina jest konieczna przy zakładaniu świeżego oczka (rośliny
      przecież muszą skądść brać papu). I nie sądzę, żeby ruchy wody były aż tak
      duże, żeby poruszały warstwę przydenną.

      > 2/ Moczarka kanadyjska.
      > Na stronie 155 wspomnianego dzieła czytamy o moczarce: "Nie ma jednak
      > zdolności oczyszczania wody i zużywa tlen".
      > Czy to polega na prawdzie?
      >
      Hmmm...
      Nie czytałam żadnego opracowania na temat moczarki, ale mój ptasi móżdżek się z
      tym nie zgadza. Bo jako roślina zielona, pod wpływem fotosyntezy, pobiera
      składniki z wody a oddaje tlen. dodatkowo koaguluje na swoich liściach drobne
      zawiesiny. Stąd może wrażenie, że zanieczyszcza, bo jak się ją poruszy, to woda
      wokół niej mętnieje (Oławka jest jej pełna - znam ją). I w Oławce żyją też
      stworzenia wodne, więc z tym poborem tlenu przez moczarkę, też przesadzono. Tak
      jak każda roślina zielona, pobiera tlen do swoich procesów wtedy, gdy nie ma
      światła (przecież znasz tę zasadę, że w sypialni nie powinno być dużo roślin).

      > 3/ Trzciny, pałka wodna.
      > Czy ktoś ma jakieś doświadczenia z pozyskiwaniem i sadzeniem tych roślin i
      > zechce się podzielić?
      >
      Ja wzięłam je z Oławki i wstawiłam w pojemnikach z ziemią do swojego zbiornika
      działkowego (duża wanna). Stanowiły świetny akcent ozdoby jak również,
      przyciągnęły ważki - i skończyły się komary :) Poza tym woda była zawsze
      klarowna i czysta.

      > 4/ Pałki wodne.
      > Na stronie 165 czytam o pałkach:"Wszystkie gatunki pobierają z wody składniki
      > pokarmowe i wpływają istotnie na ilość zawartego w niej tlenu"
      > Co to oznacza: czy wydzielaja tlen czy go pobierają?
      >
      Wszystkie podwodne oddają tlen do wody, bo w świetle dziennym taki jest proces
      fotosyntezy. Dlatego zakwity glonów są tak niepożądane, bo pływając na
      powierzchni oddają tlen w powietrze, a jednocześnie swoją masą zaciemniają
      światło roślinom podwodnym.
      Tu mała uwaga na temat tlenu - jego ilość w wodzie uzależniona jest od
      temperatury (prawo rozpuszczalności gazów w cieczy - im wyższa, tym niej tlenu)
      oraz procesów gnilnych (im więcej zanieczyszczeń - tym większe zużycie tlenu
      przez grzyby i bakterie). Tlen można zwiększać w wodzie poprzez fontanny i
      kaskady. Ale polecałabym je umieszczać w części zacienionej, by nie powodować
      nagrzania wody.

      > Za odzew ślicznie dziękuję :)
      Nie ma za co :)) Trochę się pomądrzyłam :P
      Pozdrawiam :)
      JM
      • antares777 Re: Oczko wodne - kilka pytań 28.05.04, 01:56
        Dziękuję Jamyszce za zainteresowanie :)

        Założyłem ten temat nie z kompletnej niewiedzy, ale z chęci upewnienia się, czy
        od czasów, kiedym ja pobierał nauki i to z gruntu niesłuszne (bo za tow.
        Wiesława) do czasów wszechwiedzących reklam (!!!), nastąpiły jakieś gruntowne a
        rewolucyjne zmiany w stanie wiedzy, czy też... literatura, o której wspominam
        (śliczne wydanie), nadaje się przede wszystkim na przykrywkę słoika (systemu
        Wecka) ze śmietaną.

        I tak, wszystkie te sprawy z chlorofilem i fotosyntezą itede, znane mi w formie
        przedstawionej tu przez Jamyszkę, są zbieżne z moim stanem wiedzy i... wysnuwam
        wniosek (i naukę na przyszłość), że jeśli coś jest napisane, to nie oznacza to
        nic więcej ponad to, że ktoś to napisał. A może ktoś jest innego zdania?

        O substracie:
        > Sądzę, że ta glina jest konieczna przy zakładaniu świeżego oczka (rośliny
        > przecież muszą skądść brać papu). I nie sądzę, żeby ruchy wody były aż tak
        > duże, żeby poruszały warstwę przydenną.

        Teoretycznie (na mój rozum) gliny - czy to zwietrzelinowe czy polodowcowe -
        powinny być odżywczo obojętne - podobnie jak piaski. Natomiast oprócz działania
        zmętniającego (co podtrzymuję, bo sam obserwowałem moimi własnymi patrzydłami)
        powinny wpływać (tak mi się zdaje, a potwierdza to w wątku 3739 Ignorant -
        pomachiwajki:))) ) na podwyższenie pH - co z kolei powoduje powstanie
        korzystniejszych warunków dla rozwoju glonów.

        O pałkach i trzcinach:
        Zadałem pytanie, bo próbowałem "pozyskać" je w sposób naturalny - tak jak Ty, z
        okolicznych bajorek. Pałki przyjęły się i nawet zakwitły, natomiast z trzcinami
        mi się to nie udało (robiłem to już trzy razy). Ponieważ jestem zdeterminowany:
        w moim bajorze i pałki i trzciny BYĆ MUSZĄ, próbowałem się może dowiedzieć
        czegoś, co by mogło stanowić światło i ewentualnie wykryć popełniony przeze
        mnie błąd.

        O tlenie w wodzie - zjawiska fizykalne związane z rozpuszczaniem gazów w wodzie
        nie są mi obce (jak również z metodami mechanicznego wprowadzania gazów do
        wody) - natomiast nie bardzo zrozumiałem, co chciałaś wyrazić pisząc:
        > Tlen można zwiększać w wodzie poprzez fontanny i
        > kaskady. Ale polecałabym je umieszczać w części zacienionej, by nie powodować
        > nagrzania wody.

        Czy miałaś na myśli owe fontanny i kaskady i zwiększoną w tych urządzeniach
        powierzchnię wody, narażoną na kontakt z cieplejszym powietrzem?

        > Nie ma za co :)) Trochę się pomądrzyłam :P

        I o to właśnie chodzi: żeby się powymądrzać a nie posty ograniczać do "dzień
        dobry - bardzo Cię lubię". To drugie jest może przyjemne, ale do stanu wiedzy
        nie wnosi nic nowego ani oryginalnego :)

        Pozdrawiam i pomachuję

        Stary Zgred :)
        • jamyszka Re: Oczko wodne - kilka pytań 28.05.04, 10:26
          antares777 napisał:

          > Dziękuję Jamyszce za zainteresowanie :)
          >
          :)

          > Założyłem ten temat nie z kompletnej niewiedzy, ale z chęci upewnienia się,
          czy
          >
          > od czasów, kiedym ja pobierał nauki i to z gruntu niesłuszne (bo za tow.
          > Wiesława) do czasów wszechwiedzących reklam (!!!), nastąpiły jakieś gruntowne
          a
          >
          > rewolucyjne zmiany w stanie wiedzy, czy też...
          Hmmm...
          Nikt nie podejrzewał Ciebie o jakąkolwiek ignorancję;)
          Każde pytanie jest dla mnie sprawdzianem:)
          I tak na oko, to w tym samym czasie nauki pobieraliśmy:P
          A czy coś się zmieniło od tamtego czasu?? Owszem, tak!
          Hihihihi... Doszło pojęcie "pamięć wody" ... hahahaa...

          > i... wysnuwam
          > wniosek (i naukę na przyszłość), że jeśli coś jest napisane, to nie oznacza
          to
          > nic więcej ponad to, że ktoś to napisał. A może ktoś jest innego zdania?
          Można też domniemywać, że tłumacz nie jest obeznany z problemem :(
          A jeśli chodzi o słowo pisane - pamiętasz ten dowcip z drzazgą w ręce??

          > Teoretycznie (na mój rozum) gliny - czy to zwietrzelinowe czy polodowcowe -
          > powinny być odżywczo obojętne - podobnie jak piaski.
          To jak to się ma do wszelkich opracowań na temat ziemi ogrodowej, określającej
          ziemię gliniastą jako najbogadszą w składniki?? I nie ma mowy o jej wzbogacaniu
          lecz o poprawieniu struktury??
          Co to znaczy - "dżywczo obojętne"?
          Bo dla mnie piaski są, po prostu, jałowe.

          >Natomiast oprócz działania
          > zmętniającego (co podtrzymuję, bo sam obserwowałem moimi własnymi
          patrzydłami)
          > powinny wpływać (tak mi się zdaje, a potwierdza to w wątku 3739 Ignorant -
          > pomachiwajki:))) ) na podwyższenie pH - co z kolei powoduje powstanie
          > korzystniejszych warunków dla rozwoju glonów.
          Ojej, glina na ogół jest lekko (powtarzam - lekko)zasadowa (tak na szybko
          znalazłam opracowanie na temat madów
          www.rozanski.gower.pl/ekotoksykologia2002.htm - Oddziaływanie
          zanieczyszczeń ropopochodnych na gleby)
          A jeśli chodzi o zmętnienie, to co przeszkadza przykryć glinę warstwą piasku i
          żwiru??
          Jeżeli jest prawidłowy proces samooczyszczania się wody w zbiorniku, to jako
          woda stojąca - powinna być przeźroczysta (tu też odgrywaja rolę fauna wodna).
          >
          > O pałkach i trzcinach:
          > Zadałem pytanie, bo próbowałem "pozyskać" je w sposób naturalny - tak jak Ty,
          z
          >
          > okolicznych bajorek. Pałki przyjęły się i nawet zakwitły, natomiast z
          trzcinami
          >
          > mi się to nie udało (robiłem to już trzy razy). Ponieważ jestem
          zdeterminowany:
          >
          > w moim bajorze i pałki i trzciny BYĆ MUSZĄ, próbowałem się może dowiedzieć
          > czegoś, co by mogło stanowić światło i ewentualnie wykryć popełniony przeze
          > mnie błąd.
          Hmmm... Domniemywam, że sadzisz je w piasku - widocznie bogatszego podłoża
          potrzebują.

          >
          > O tlenie w wodzie - zjawiska fizykalne związane z rozpuszczaniem gazów w
          wodzie
          >
          > nie są mi obce (jak również z metodami mechanicznego wprowadzania gazów do
          > wody) - natomiast nie bardzo zrozumiałem, co chciałaś wyrazić pisząc:
          > > Tlen można zwiększać w wodzie poprzez fontanny i
          > > kaskady. Ale polecałabym je umieszczać w części zacienionej, by nie powodo
          > wać
          > > nagrzania wody.
          >
          > Czy miałaś na myśli owe fontanny i kaskady i zwiększoną w tych urządzeniach
          > powierzchnię wody, narażoną na kontakt z cieplejszym powietrzem?
          >
          Poruszyłeś tu dwa problemy wpływające na pojemność gazów w wodzie:

          1. Powierzchnia kontaktu z gazem (powierzchnia wody)
          2. Temperatura wody i otoczenia

          ad. 1.
          Zwiększenie powierzchni wody uzyskujemy poprzez jej rozdrobnienie. Do tego
          wykorzystujemy fontany i kaskady.
          ad. 2.
          Gdy temperatura wody jest wyższa niż otoczenia, to następuje jej schładzanie -
          a więc powiększa się jej pojemność gazowa. Gdy natomiast mamy stosunek
          odwrotny - temperatura wody jest niższa niż otoczenia - to następuje jej
          ogrzewanie, w wyniku czego pozbawiana jest gazów w niej zawartych.
          Wniosek więc jest prosty:
          - rozdrabniając wodę w miejscu nasłonecznionym, przyspieszamy proces
          odgazowywania wody i może się zdarzyć, że kropla wpadając do zbiornika, może
          zawierać mniej tlenu, niż wylatując z wylotu fontanny:(
          Można to sobie uzmysłowić w domu, porównując czasy zagotowywania się wody w tym
          samym naczyniu w małej i większej ilości.

          >To drugie jest może przyjemne, ale do stanu wiedzy
          > nie wnosi nic nowego ani oryginalnego :)
          Ale jest konieczne dla umocnienia się w swojej wiedzy :)

          Pozdrawiam :)
          JM
          • jamyszka Polatałam w sieci :) 28.05.04, 22:57
            Moja wanna to nic w porównaniu z problemami jakie mają właściciele oczek.
            Zwłaszcza tych mniejszych. Glony są jednak dużym problemem.
            Gliny rzeczywiście nie używają do roślin, ale ziemię. I sadzą je w pojemnikach,
            ze względu na ich silną ekspansję.
            Zresztą, poczytaj sobie sam i pozachwycaj zdjęciami:))
            www.pmp.p-net.pl/
            www.republika.pl/jachoo/index.html
            Zwróciłeś uwagę na możliwość oczyszczania wody torfem??

            A tu jeszcze inne oczka:
            www.akwafoto.pl/oczkowodne.php
            oczko4you.republika.pl/oczko.html
            A może wyrośnie tu też miłośnik raków?
            www.mikrojezioro.met.pl/atlas_zw/raki_gl.html
            hmmm... Ciekawam, kiedy Twoje oczko obejrzymy:)
            Pozdrawiam:)
            JM

          • antares777 Re: Oczko wodne - kilka pytań 31.05.04, 00:36
            Witaj Jamyszko :)

            Najpierw przepraszam za długi brak odzewu, ale wiesz - samo życie :)

            Po drugie:
            > A jeśli chodzi o słowo pisane - pamiętasz ten dowcip z drzazgą w ręce??
            tego akurat sobie nie przypominam :( , ale zapewne jest to jakaś odmiana
            dowcipu o chirurgu i parkanie ;)

            A teraz do rzeczy:

            > > gliny powinny być odżywczo obojętne - podobnie jak piaski.
            > To jak to się ma do wszelkich opracowań na temat ziemi ogrodowej,
            określającej
            > ziemię gliniastą jako najbogadszą w składniki?? I nie ma mowy o jej
            wzbogacaniu
            >
            > lecz o poprawieniu struktury??
            > Co to znaczy - "dżywczo obojętne"?
            > Bo dla mnie piaski są, po prostu, jałowe.

            I dalej jest o odczynie glin :)

            Nie wypada mi nic innego, tylko w pierś się trzepnąć, a mocno i przyznać do ...
            a nazwij to sobie jak chcesz :) , ale wybacz.

            Ale od początku: poprzednie rośliny sadziłem w substracie gliniano-piaskowym.
            Zdecydowanie to zajęcie mi nie odpowiadało, a to z powodu konieczności robienia
            rozkopów tego, co tak ładnie już się zabliźniło i zielenią pokryło - w celu
            pozyskania (a właściwie odzyskania) gliny - to po pierwsze. A po drugie to to,
            że wyglądałem przy tym zajęciu jak początkujący garncarz (podziwiam pracę
            garncarzy - czasem trafię jakiś smakowity kasek na orbicie, ale ja w tej roli -
            brrr).

            No i teraz, gdy przyszła pora na odbudowanie bajorka, kombinowałem jak koń pod
            górę, jak się od tego zduno-garncarzenia wymigać. Stąd było moje pytanie: a po
            cholerę tam glina? Sadzić będę w pojemnikach, więc jeśli zasypię mieszanką
            piaskowo-żwirową (drobną pospółką) to roślinka się utrzyma i nie fajtnie, a
            odżywiać się będzie tym, co jej woda przyniesie - tak se po swojsku
            kombinowałem.
            A Ty mi tu nadajesz, że te roślinki mają z gliny papu - szczególnie, że w
            pierwszej fazie po napełnieniu zbiornika kranówą, liczyć by mogły jedynie na
            chlor albo inny mikrobozabijacz.
            Piszesz dalej:
            > A jeśli chodzi o zmętnienie, to co przeszkadza przykryć glinę warstwą piasku
            i
            > żwiru??
            No i tu jest problem: przykryć można, jak się sadzi do gruntu - dużego dna.
            Jeśli natomiast sadzi się do skrzynek - niektóre są naprawdę małe - to jak
            przykryć? Wypadałoby najpierw na epidian albo inny butapren ponaklejać ten żwir
            i piasek na dno i ścianki (wszystko porowate) skrzynki, a potem wsadzić
            korzonek opatulony w glinkę do środka i przykryć piaseczkiem. Można, tylko że
            tej gliny będzie jak piąstka niemowlęcia, a robota w sam raz dla tych, co się
            na dożywociu nudzą. :(

            Tak więc widzisz, że kombinowałem, ale potykałem się o bardzo silny sprzeciw
            wewnętrzny.

            Dalej napisałaś:
            > Jeżeli jest prawidłowy proces samooczyszczania się wody w zbiorniku, to jako
            > woda stojąca - powinna być przeźroczysta (tu też odgrywaja rolę fauna wodna).

            Jeżeli jest! A jeżeli nie ma?
            Jak wspomniałem - moje bajorko teraz odbudowuję - jeśli nie ma jakiejś dziurki
            w folii ( a to się okaże jutro), to jeszcze z 10 godzin i będzie pełne wody.

            Wiosną ubiegłego roku wyłowiłem wszystkie amury (z 10 kilo) i wszystkie żaby (z
            50 sztuk), które mi padły zimą pod lodem, spompowałem "wodę", przepłukałem i
            odstawiłem do wietrzenia - miałem po prostu i zwyczajnie dość. Wietrzyło się
            przez okrągły rok, a teraz odtwarzam.

            Dwa lata temu wszystko było ślicznie i przejrzyście - mogłaś czytać gazetę
            (gdybyś ją umieściła na dnie na głębokości półtora metra). I wtedy przyszły
            glony !!! Wyglądały jak skrętnica - zielony materac, dający sie wyłowic
            grabiami (z niemałym trudem, bo nasączony wodą ważył spore kilogramy). Z tym
            się dawało żyć, dopóki razem z glonami nie zaczęły wyjeżdżać rośliny z dna,
            żaby i ślimaki, bo rozdzielić je nie było w mocy. Zaznaczam, że woda obok owego
            materaca nadal była absolutnie przejrzysta i żyły niej i zaby i traszki mnie na
            chwilę odwiedziły i ptaszęta piły ją bez wstrętu.
            Wtedy ktoś podpowiedział: wpuść amury - zeżrą w try miga. Posłuchałem - ale o
            dwa dni za późno, bo (jak dobrze pamiętam) od 3 do 28 maja był okres ochronny i
            amurów nie odławiali i musiałem czekać przez cały maj. Osobiście przytargałem z
            hodowli spod Zatora 10 sztuk i wpuściłem. Żarły jak opętane i materac znikał w
            oczach - aż nagle przestały. Pomyślałem sobie, że się przeżarły i że trzeba
            sprowadzić następne (choć dostrzegałem w tym trochę przesady), gdy coś mnie
            tknęło i postanowiłem im grabiami pomóc. Jakież było moje zdziwienie, gdy
            zamiast olbrzymiej i ciężkiej buli, na grabie nawijało się kilka zaledwie
            nitek, a reszta jak nasmarowana po prostu zjeżdżała do wody. A więc glony
            wyglądające tak samo, juz nie były tymi samymi!!! Może by było inaczej, gdybym
            te amury zdążył kupić jeszcze w kwietniu???

            Do tej pory nie wiem, jak to wytłumaczyć :((((

            Nie dziw się, ze podnoszę sprawę pH, bo na glony jestem uczulony.

            Według mojej aktualnej wiedzy, rozwojowi glonów sprzyjają następujące warunki:
            1/ temperatura wody - podaję z głowy 20 - 30 stopni - na pewno taka będzie i
            nic na to nie poradzę,
            2/ pH powyżej obojętnego - stanę na uszach, aby nie dopuścić, stąd niechęć do
            wszystkiego, co mogłoby to spowodować,
            3/ nasłonecznienie - niestety, nie mam pomysłu jak wsadzić bajoro do ciemni,
            4/ "przenawożona" woda - i z tym mam zamiar powalczyć.

            Mam zamiar - już kupiłem - zastosować preparat TRIGGER 3, reklamowany na
            którejś ze stron, które mi wyszukałaś - wielkie dzięki za trud. Teoretycznie
            nie powinien być teraz potrzebny, ale praktycznie - w piasku, który pozostał z
            poprzednich lat i jest "po przejściach", tyka bomba przenawożenia - nie mogłem
            się zdecydować na wymianę kilkunastu ton piasku i żwirku.

            Po drugie - wymienię substrat w strumieniu: żyzną glebę zastąpię piaskiem i
            niech roślinki sobie łykają co im potrzebne z przepływającej wody. I tak muszę
            wszystko wykopać, bo gdzieś w folii jest dziura i mi gubi wodę.

            Po trzecie - ostatni mój pomysł: do strumienia dam mieszankę piaskowo - torfową
            i niech przepływająca woda powoli się zakwasza.

            I teraz dylemat: Czy w tytułowym (niemal) substracie, w którym będę umieszczał
            roślinki w skrzynkach, nie zastąpić gliny torfem?

            Oto jest pytanie!

            Prawdzie kiedyś już wrzuciłem worek z torfem do wanny, która robi w tym
            wszystkim za wieżę ciśnień i cały czas obmywała go woda, ale nie zauważyłem
            jakichkolwiek efektów. Może źle patrzyłem?

            Alem się rozklepał - pora już kończyć. )

            Pomachiwajki

            Stary Zgred

            P.S. Zdjęcia? Hmmm... Teraz nie ma co pokazywać, bo wygląda toto jak zbiornik
            p.poż. Ale może kiedyś :) No, chyba że znajdę coś starego, ale chyba nie o to
            chodzi?
            • jamyszka Re: Oczko wodne - rozważanie 06.06.04, 04:57
              Antaresie:))
              Nie mam oczka wodnego, a moje doświadczenia z roślinami są z wanny na podręczną
              wodę na działce. Wiesz, czasami trzeba garść wody wylać na jakąś roślinkę lub
              ręce umyć - do tego więc ta wanna służy. Jest walcem o przekroju eliptycznym
              1,5 m x 0,80 m i 1,25 wysoka. Woda uzupełniana w miarę potrzeby wodą podskórną.
              I, jak nie było roślin, to robiła się żółto-brązowa (żelazo), a potem zielona
              (przez glony) i były też komary. A 2 lata temu zachciało mi się ją przyozdobić
              roślinkami wodnymi. Poszłam więc i z Oławki przyniosłam parę. Wsadziłam je do
              pojemnika (podziurkowana butelka 5 l po wodzie mineralnej)z ziemią ogrodową (a
              nie gliną) i ... rośliny mi wypłynęły. Pojemnik więc obciążyłam kamieniem i
              wsadziłam go do siatki po cebuli. I grało:))
              Zauważyłam, że wodzie też się to spodobało, bo nie robiła się już mętna, ani
              nie zielenieniała:) I z roślin wodnych zaczęły korzystać ważki, a
              więc "załatwiły" mi komary. I właściwie przestałam marzyć o rybach. Ale w
              zeszłym roku dostałam 5 karasi (rzecznych) wiec je wpuściłam i stosowałam
              napowietrzanie wody naturalne, tzn. wąż napełniający trzymałam wysoko nad
              powierzchnią wody. I żadna ryba nie padła przez cały sezon. A na zimę
              wypuściłam je do rzeki, bo u mnie by zamarzły. No i ja opróżniam wannę na zimę.
              Jak widzisz, trudno to nazwać oczkiem wodnym, a oczyszczanie wody właściwie nie
              ma sensu.
              Kiedyś uczyłam się o wodzie, stąd zainteresowanie problemem. Ale, niestety,
              okazało się, że to tak dawno było, że nieprawda:(
              Weszłam więc w net, co jak wiesz, nie było to niemiłe;)
              Hmmm...

              1. Glina, ziemia mąci wodę gdy jest przepływająca (jak ktoś mądrze to
              zauważył). Woda przepływająca wskazana też jest, by uniknąć rozwojowi glonów.
              Może inne pojemniki (takie z "odzysku", np. garnki, kamionki lub wiadra
              plastykowe - w nich łatwo wypala się dowolne otwory w dowolnym miejscu)?
              2. Jeśli upierasz się przy tych kupnych skrzynkach, to możesz przecież te
              skrzynki uszczelnić dowolnie perforowaną folią i wypełnić je tylko ziemią. Nie
              musiałbyś wykopywać gliny:)
              3. Wydaje mi się, że żwirek czy większe kamienie są konieczne na warstwie
              ziemi, aby zapobiec wypływaniu roślin, zwłaszcza przy świeżym ich umieszczaniu
              w oczku.
              4. Wraz z roślinami, przyszły z nią ślimaki i różne takie z wody. Dlatego
              pisałam o faunie. Jak zaopatrujesz się w sklepie - to chyba jest ona uboższa.
              Pozdrawiam:)
              JM
              • antares777 Re: Oczko wodne - rozważanie 10.06.04, 01:29
                No, to dokonałaś "twórczego dostosowania istniejących rozwiązań (technicznych i
                przyrodniczych) do wyznaczonego celu", co mi trąci RACJONALIZACJĄ ;) :)))
                I - jak widzę - z powodzeniem. Raduję się razem z Tobą :)

                jamyszka napisała:

                > okazało się, że to tak dawno było, że nieprawda:(

                A może pozory mylą? ;)

                > Może inne pojemniki (takie z "odzysku", np. garnki, kamionki lub wiadra
                > plastykowe - w nich łatwo wypala się dowolne otwory w dowolnym miejscu)?

                To nie wchodzi w grę :( Nim Główny Nadzorca Inwentarza Zlamusowanego podjąłby
                decyzję, co ewentualnie możnaby na ten cel ofiarować, nade mną by brzózka
                szumiała :)

                > 2. Jeśli upierasz się przy tych kupnych skrzynkach, to możesz przecież te
                > skrzynki uszczelnić dowolnie perforowaną folią i wypełnić je tylko ziemią.
                > Nie musiałbyś wykopywać gliny:)

                To jest do wzięcia pod rozwagę - zwłaszcza że te fabryczne pojemniki
                zaprojektowane są niezupełnie sensownie i trza je będzie racjonalizować.:)
                Z mojego punktu widzenia, mają one niezaprzeczalną zaletę: mają wymiary
                modularne, co umożliwia budowanie z nich sztucznych wysp i półwyspów nad wodą
                głęboką. Trzeba tylo skonstruować sobie odpowiednie stelaże do skrzynek.

                > 3. Wydaje mi się, że żwirek czy większe kamienie są konieczne na warstwie
                > ziemi, aby zapobiec wypływaniu roślin, zwłaszcza przy świeżym
                > ich umieszczaniu w oczku

                Nie zaobserwowałem wypływania, natomiast podpieranie kamieniami roślinek
                przewracających się w zbyt płytkich skrzynkach jest normą. Racjonalizacja, o
                której wyżej wspomniałem, miałaby na celu powiększenie ich głębokości poprzez
                przecięcie poziome i wmontowanie wstawek pomiędzy część denną i krawędziową.

                > pisałam faunie. Jak zaopatrujesz się w sklepie - to chyba jest ona uboższa.

                A broń mnie przed sklepem Najświętsza Matko Naturo!
                Ze sklepu tylko "technika" - reszta ma być z "ziemi". :)

                Pomachiwajki

                Stary Zgred
    • elaos Re: Oczko wodne do Antaresa 28.05.04, 11:32
      Witam. Czy Twoje oczko funkcjonuje samoistnie czy też uzbrojone jest w
      kosztowne przepompownie, filtry, lampy itp. Przymierzałąm się do oczka o
      podobnej pojemności jak Twoje, ale im więcej czytałam mądrych książek tym
      bardziej duch we mnie malał. Pomijając nawet koszty tego ustrojstwa, to nie
      mogę zostawiać włączonej elektryki na czas wyjazdu, a bywam tam 2-3 razy w
      miesiącu, a zimą dużo rzadziej. Alternatywą jest jeszcze elektrownia wiatrakowa,
      ale dla paru żab?
      Wszystkie poradniki są pisane jak reklama dla producentów sprzętu oczkowego, a
      ja myślę (czasem mi się to zdarza), że bajoro odpowiedniej wielkości powinno
      utrzymać się samo, może nie będzie przecudnej urody, ale na pewno będzie
      bardziej naturalne.
      • antares777 Re: Oczko wodne do Antaresa 31.05.04, 03:09
        HejHej!

        Przejawem pozytywnego myślenia z mej strony byłoby powiedzieć, że śpieszę z
        odpowiedzią, ale ... pono "co się odwlecze to nie uciecze" :)
        Już jestem na posterunku i postaram się skrótowo, ale w miarę możliwości
        wyczerpująco, wyłuszczyć co mam na sumieniu :)

        ) Witam. Czy Twoje oczko funkcjonuje samoistnie czy też uzbrojone jest w
        ) kosztowne przepompownie, filtry, lampy itp.

        I tak i nie :)

        ) Wszystkie poradniki są pisane jak reklama dla producentów sprzętu oczkowego,

        Zgoda! Bo im wcale nie zależy na tym, żeby to u Ciebie działało - oni chcą to
        po prostu sprzedać i to możliwie najdrożej. Egipcjanie wybudowali piramidy,
        które stoją tysiące lat, tylko .... ile niepotrzebnego materiału w nie
        wsadzili? Podobnie autorzy poradników, sprzedadzą Ci armatę do strzelania do
        much, chociaż pospolita packa bardziej jest przydatna.

        ) ja myślę (czasem mi się to zdarza), że bajoro odpowiedniej wielkości powinno
        ) utrzymać się samo, może nie będzie przecudnej urody, ale na pewno będzie
        ) bardziej naturalne.

        I ja tak sądzę, i taka mi przyświecała idea, aby to było bajorko z wodą na tle
        (niby)naturalnego krajobrazu, gdym się za budowę tego brał. A o urodzie można
        godzinami i tomy, tylko nikt jeszcze nie wymyślił uniwersalnego gustu :(
        Tak na marginesie: żeby coś było ładne, to musi być w tym odrobina kiczu - jak
        pieprzyk w rosole :)

        A inna idea - różnie na to można spojrzeć - to ta, że prawdziwy chłop do
        śmierci pozostanie chłopcem (najwyżej procę zamieni na wiatrówkę) :)

        I tak się te dwie idee u mnie spotkały i starły i wymieszały i ... wyszło ( a
        właściwie ciągle wychodzi) to co jest.

        Jak już przed chwilą pisałem w odpowiedzi do Jamyszki (proszę zajrzyj), teraz
        jestem na etapie odbudowy (i udoskonalania) tego co działało, tak więc raczej
        opiszę Ci stan docelowy niż stan faktycznie w tej chwili funkcjonujący.

        ) Czy Twoje oczko funkcjonuje samoistnie (?)

        Tak, taka jest idea, aby się to wszystko samo pasło

        ) czy też uzbrojone jest w
        ) kosztowne przepompownie, filtry, lampy itp

        Tak i nie :)

        Tak, bo jest uzbrojone (lamp nie ma), ale nie kosztowne. Nie kosztowne, bo nie
        uważam, by dobre musiało być drogie (choć bywają odstępstwa od tej reguły) -
        wiele renomowanych firm sprzedaje swoje wyroby jako "noname", żeby obejść
        narzucone limity. Kupuję tanie i najwyżej wyrzucam (no, nie dosłownie) gdy się
        zużyje albo zmieni mi się nagle koncepcja.
        Poza tym - to jest zasada - staram się nie naśladować (a broń Boże kopiować) -
        toteż nakład jest o tyle mniejszy, że sam sobie za wymyślanie cudów na patyku
        (większa frajda niż strzelanie z procy) nie płacę.

        Ale do rzeczy. Rozumiem, że interesuje Cię, com w tym moim bajorze zainstalował
        (albo mam zamiar to zrobić)

        W zasadzie są to 4 "tematy" - zacznę od najdziwniejszego, bom to przeżył i
        doświadczył, a o tym nawet Grecy nie śnili:

        1/ Oczko wodne czy gąsior z winem?

        Jeśli nie wierzysz to zapytaj Mjota: do spuszczania wina z gąsiora (dymiona,
        balonu) służy rurka, naukowo zwana lewarem. Wprowadzamy gumową rurkę do
        gąsiora, zanurzamu ją w zawartej w nim cieczy, zasysamy, a gdy już niebo
        poczujemy na języku, należy rurkę zacisnąć, koniec jej wprowadzić do szyjki
        butelki, która stoi niżej niż lustro płynu w gąsiorze i zwolnić ucisk. W
        cudowny sposób butelka się napełni - SAMA!! :)))))
        Jednocześnie płynu w gąsiorze ubędzie :(

        A co ma piernik do wiatraka, a wino do bajorka? Ano ma, a lepiej: w
        szczególnych przypadkach mieć może :(

        Tak wszystkiego to znowu nie wymyślam - bo byłoby to niepraktyczne. Skopiowałem
        pomysł z książki (?), aby folię wychodzącą z wody "zakotwiczyć" w gruncie.
        Istota rozwiązania sprowadzała się do tego, że folia po wyjściu z wody, na
        brzegu przebiega 30 cm poziomo, po czym jej krawędź jest zawinięta w dół i
        zrolowana w dołku, a cały odcinek "brzegowy" jest przykryty darnią. Daje to
        fajny efekt, bo "z trawki od razu do wody".
        Jest fajnie, jeśli poza brzegiem folia jest folią, a nie folią przykrytą
        piaskiem.

        Ale ja sobie wykombinowałem, że całe foliowe dno pokryję 10 cm warstwą piasku
        z kamykami i że to dno "wyjedzie mi na powierzchnię w postaci 2 -
        metrowej "plaży". No i tak zrobiłem!!! I napełniłem wodą! I byłem rad a
        szczęśliwy. I nazajutrz szczena mi opadła, jak mi z rachunków wyszło, że mi
        poszło gdzieś 2 m3 wody. Dopełniłem i nazajutrz znów było to samo.
        Nic, tylko dziura!!! No i co robić, gdy folia zamurowana? :(((((
        Nie pamiętam, jak na to wpadłem, ale nagle stwierdziłem (zapewne w rozpaczy
        usiadłem sobie w tym miejscu), że trawnik naprzeciw plaży jest ZDECYDOWANIE
        mokry, podczas gdy w innych miejscach tego stwiedzić nie było można.
        A więc: woda uciekała przez plażę!!!
        I tak rzeczywiście było: pomiędzy drobinami piasku następowało podciąganie
        kapilarne, aż ponad poziom folii, a potem już poziomo i w trawnik - najbardziej
        naturalny z lewarów ruszył i ciągnął. Perpetuum mobile zatrzymywało się, gdy
        woda w bajorze opadła na tyle, że podciąganie kapilarne nie podchodziło ponad
        folię. A że plaża ma około 2 metrów, a piasku było 10 cm, to był to lewar o
        przekroju poprzecznym 20 dm2 - kudy mu do 5mm rureczki do ściągania wina.
        Antidotum: 3m plastikowego elastycznego sączka fi 80 mm, zakopanego w poprzek
        plaży z końcami obniżonymi o ok. 10 cm i zamaskowanymi kamieniami załatwiło
        sprawę. Wydatek około 20 zł plus godziny myślenia :)

        2/ System napowietrzania:

        Na razie nie działa, bo coś nie było tak z tym myśleniem ;)
        Zabudowany jest kolektor i system rurek rozprowadzających. Kolektor jest
        zbudowany z elementów instalacji odpływowych z rynien dachowych - PCV za
        (powiedzmy) 30zł, a rurki (do kupienia w sklepach motoryzacyjnych) plastikowe,
        przezroczyste fi8mm z nawierconymi otworkami fi1mm co 10 cm (zagrzebane w
        piasku). Ja mam 12 niezależnych rurek rozłożonych na całej powierzchni dna - o
        ogólnej długości ca 50m (w zaprzyjaźnionym sklepie po 1zł za metr).

        Nie za bardzo działał system "produkcji" powietrza na głębokości 1,5m , bo
        wymyśliłem sobie do tego celu STRUMIENICĘ (analogicznie do psiukacza
        fryzjerskiego - tylko na odwrót), "napędzaną" przez pompę zatapialną 2,5m3/h.

        Ale to musi zadziałać, tylko trafię na mądrego tokarza. A jeśli nie zadziała to
        wykorzystam agregat ze starej lodówki i musi pójść, tylko będzie mniej
        inteligentne :)

        Spodobał mi się pomysł z dokarmianiem roślinek za pomocą CO2 - bez żadnych
        adaptacji można wykorzystać to co istnieje - wystarczy gaśnicę śniegową podpiąć
        do rurki doprowadzającej powietrze atmosferyczne i poluzować zawór.

        Ogólny koszt wszystkich zabudowanych urządzeń nie przekracza 400 zł.

        Do tego jeszcze jest "bomba", czyli obudowa pompy, służąca do filtrowania wody
        podawanej do zwężki strumienicy, wykonana z dwóch (białych) plastikowych
        wiaderek typu Castorama, z kawałka siatki tynkarskiej i ze stalowej taśmy
        szerokości 2 cm i długości odpowiedniej (z opakowań skrzynek ze szkłem np.
        okiennym) - koszt materiałów 10 zł.

        3/ System filtrowania wody:

        Od razu: jeśli przeczytasz gdzieś o pompie i przewspaniałym filtrze, który ....
        itede to możesz śmiało w twarz się roześmiać. Nie ma takiego filtru
        fabrycznego!!!! Bo być nie może!!!! Bo jak się pojawią glony, to w ciągu kilku
        godzin cały system się zatka!!!

        A teraz u mnie - części składowe:
        a/ pompa - koniecznie do wody brudnej - wydajność 4,5m3 - będzie więcej
        (najtańsze w promocji Makro Cash & Carry były po około 100 zł),
        b/ wąż elastyczny 1" - najmniej można kupić 20 m za ok. 100 zł,
        c/ rury PE fi32mm około 25 m - za (?) 100 zł,
        d/ stara wanna 170 cm,
        e/ łączniki do rur PE i zawory odcinające jakieś 40 zł,
        f/ kulowy zawór zwrotny - wykonanie własne z piłeczki gumowej, kielicha
        uszczelniającego spłuczkę przy muszli klozetowej i zacisku taśmowego - 15 zł
        g/ rura doprowadzająca do wanny 0,5 m fi 50mm plus dwa kolanka 20zł,
        h/ filtr zgrubny - podwójna siatka tynkarska o oczkach 5mm rozp
      • antares777 Re: Oczko wodne do Antaresa - cd. 31.05.04, 03:11
        i/ filtr pośredni - sitko kuchenne plastikowe siatkowe o oczkach ok.1mm,
        obciążone pierścieniem ze stali zbrojeniowej fi 5mm,
        j/ "podpórka" pod ten filtr z obciętego dna butelki PET 1,5l,
        h/ filtr drobny z sitka jw ale do herbaty - oczka ɘ,5 mm,
        i/ "podpórka" pod ten filtr z dna PETa 0,5l,
        j/ rury PCV fi 50 i przejściówki do fi 25mm i jakieś kolanka i trójniki - ca 30

        k/ "estetyka" "źródełka": 2 miski z włókna kokosowego, zazbrojone odpowiednio
        (jak siatka na globusie) drutem stalowym i zagruntowane (obficie) epidianem -
        20 zł.
        l/ kamyki do żródełka (wykopane z ziemi)
        m/ strumień: 25 metrów razy ok. 75 cm folii "stawowej" z PCV - 0,8mm - odpad ze
        stawu - kiedyś płaciłem po 10 zł za m2 w sklepie firmowym.
        n/ niezbędna elektronika - projekt i wykonanie własne - materiały około 350 zł.
        o/ roślinność w strumieniu w/g uznania, pomysłowosci i tego co Niebo zesłało.

        Działa to tak:
        Pompa, zanurzona w najniższym miejscu stawu pompuje wodę do wanny oddalonej o
        około 25 metrów. Wanna przedzielona jest pionową (pochyloną pod kątem 75stopni)
        siatką filtru wstępnego. Gdy wanna się napełni - zainstalowany w wannie czujnik
        poziomu wyłącza pompę. Woda grawitacyjnie - poprzez filtry z sitek zamontowane
        nad otworem wylotowym - przepływa sobie pod ziemią i wybija w kokosowych
        źródełkach. Stamtąd spada około 15 cm i dalej pomiędzy roślinnością snuje się
        leniwie strumieniem do stawu, po drodze poszumując na dwóch minikaskadach z
        kamyków i błąkając się po dwóch minizakolach. Do stawu wpada drewnianą rynną (z
        wydrążonego pnia gruszy) i trochę przy tym popluskuje - i już.

        Gdy woda w wannie opadnie dostatecznie nisko - drugi z czujników zamontowanych
        w wannie powoduje złączenie pompy.
        Czyli mamy takie filtrowanie:
        a/ siatka 2,5mm
        b/ sitko 1mm
        c/ sitko 0,5mm
        d/ filtr piaskowy w źródełku
        e/ korzonki, łodygi i wszystko, co tkwi w strumieniu.

        Samo się to pasie i nic nie trzeba robić za wyjątkiem sprzątania filtrów.
        Normalnie wystarczy raz dziennie przepłukać strumieniem wody.
        Ale gdy pojawiły się glony, a szczególnie gdy ryby jęły je szarpać na strzepy i
        kłaczki - 6 razy dziennie nie wystarczało. :(
        Myślę nad zastąpieniem filtrów siatkowych systemem komór przelewowych
        łatwodemontowalnych, z odpowiednim systemem wewnętrznych śluz - wtedy
        czyszczenie filtrów odbywałoby się znacznie rzadziej.

        4/ System zaopatrzenia w wodę deszczową
        automatycznie pobiera wodę do strumienia z rynny z dachów budynków
        gospodarczych - ok. 60m2 - po odczekaniu czasu niezbędnego na spłukanie
        brudnych dachów - tymczasowo "rozbrojony" ze względu na bezpieczeństwo dzieci
        (ostre krawędzie). Materiały to typowe elementy instalacji kanalizacyjnych i
        dachowych z PCV za ca 70zł plus oś przepustnicy gaźnika ze starego fiaciska,
        plus kawałek płytki z laminatu epoksydowo-miedzianego plus jakieś stare łożysko
        z fiaciska (jako ciężarek) :)

        I to by było (z grubsza) na tyle :))

        Na wszystkie następne pytania odpowiem z przyjemnością :)

        Pomachiwajki

        Stary Zgred

        P.S. Przepraszam za literówki :)
      • antares777 Re: Oczko wodne do Antaresa - errata - suplement 31.05.04, 03:26
        Coś mi "zezarło" kawałek tekstu, więc podaję w całości i proszę o wetknięcie go
        sobie w odpowiednie miejsce: :));)

        h/ filtr zgrubny - podwójna siatka tynkarska o oczkach 5mm rozpięta w ramce
        (dostosowanej do kształtu wanny), wykonanej z liny wspinaczkowej fi10mm,
        zagruntowanej epidianem; do tego rozpórka aluminiowa i troche drutu miedzianego
        ze starego transformatora - do zszycia do kupki (dobra, niech będzie 25 zł),

        I z innej beczki:

        > Pomijając nawet koszty tego ustrojstwa, to nie
        > mogę zostawiać włączonej elektryki na czas wyjazdu, a bywam tam 2-3 razy w
        > miesiącu, a zimą dużo rzadziej. Alternatywą jest jeszcze elektrownia
        wiatrakowa
        > ,
        > ale dla paru żab?

        Może i to warto :)
        Niestety, do tego trzeba prądu i to sporo. Obawiam się, że elektrownia
        wiatrakowa nie wystarczy, zwłaszcza gdy nie wieje :(

        Pomachiwajki

        Stary Zgred
    • elaos Re: Oczko wodne - kilka pytań 28.05.04, 11:38
      Grrr, znów się samo wysłało. Ale mniej więcej temat wyczerpałam, tylko wypadało
      by się podpisać, bo to tak jakby bez pożegnania odłozyć słuchawkę.
      Ela
    • mjot1 Re: Oczko wodne - kilka pytań 02.06.04, 19:39
      Przeczytałem.
      Przeczytałem wszystko „od a do z” i jestem pełen podziwu!
      Skąd w Was tyle wytrwałości?
      Ja jak poprzyglądam się sobie tak z boku, bezstronnie to wychodzi mi ni mniej
      ni więcej żem w 100% Polak po mieczu i po kądzieli.

      Najniższe ukłony!
      Z zazdrością i z szczerym aż do bólu podziwem M.J.
      • antares777 Re: Oczko wodne - kilka pytań 02.06.04, 22:50
        mjot1 napisał:

        > Przeczytałem.
        > Przeczytałem wszystko „od a do z” i jestem pełen podziwu!
        > Skąd w Was tyle wytrwałości?

        A ja się zastanawiam, skąd u Ciebie tyle samozaparcia :):)

        > Ja jak poprzyglądam się sobie tak z boku, bezstronnie to wychodzi mi ni mniej
        > ni więcej żem w 100% Polak po mieczu i po kądzieli.

        No i nie wiem, czy bardziej mam odgrzebywać genealogiczne swe drzewo czy też
        przestrzegać Cię przed porywczością niektórych "patriotów" ;)

        Pomachiwajki (na to wszystko)

        Stary Zgred
    • emka_1 co do gliny 03.06.04, 00:13
      chodzi głownie o to, że jest ciężka, lepka i przez to nie wymywa się zbyt łatwo.
      kosze, czy doniczki wystarczy przykryc włókniną i obsypać żwirem. woda nie
      zmętnieje (poza chwilą wodowania doniczki).
      trzcina ma spore wymagania jeśli chodzi o głebokość systemu korzeniowego, no i
      lubi muł. poza tym jeśli się już przyjmie, będzie ekspansywna i może przebijać
      folię. więc jesli być musi, to wsadzona do kastra budowlanego albo innej wanny.

      stawu co prawda nie można wrzucić do ciemni, ale można zacienić powierzchnię
      roślinami pływającymi, np. niewymagająca rdestnicą (potwornie się rozrasta),
      albo hiacyntem wodnym.

      na glony nitkowate niestety nie ma dobrego sposobu:((( pozostaje drąg i
      wyciąganie:((( amurów nie próbowałam, bo zbiornik za mały, a karasie nie z tych,
      co by glony chciały żreć.
      aha, co do innych glonów - dobrze filtrują szczeżuje i rozwielitki. tych
      ostatnich musiała by być pewnie tona:(

      • elaos Re: kochany Anaresie 03.06.04, 09:25
        Pośpiech dla ogrodnika jest pojęciem obcym i nie o pośpiech tu chodziło, a o
        przemyślenia. W końcu oczka czy ogrodu nie zakłada się w jedno popołudnie.
        Przeczytałam uważnie Twoje zmagania z wodą i wreszcie dzięki Tobie podjęłam
        decyzję. Już drugi rok się zastanawiam nad tym oczkiem na zasadzie chciałabym i
        boję się, a teraz już wiem. Jest to pasja, która wciąga jeszcze bardziej niż
        ogród (widzę tego hopla u znajomych) i nie polega to na tym, że wykopię sobie
        dziurę w ziemi, naleję wody i gotowe. Koło oczka trzeba chodzić, myśleć,
        zmieniać, udoskonalać, znowu myśleć i jeszcze raz zmieniać. Wtedy to ma sens, a
        więc w moim przypadku pomysł odpada. Jak wpadam na wioskę na łykend lub parę
        dni, to roboty w ogrodzie i w domu jest tyle, że jeszcze jeden hopel to za
        dużo. Poczekam na emeryturę i jak przeniosę się na wieś na stałe to wtedy
        zafunduję sobie staw. Na razie będę wyżywać się w ogrodzie, A twój post
        wydrukuję i możliwe, że kiedyś skorzystam z Twoich pomysłów, oczywiście za
        przyzwoleniem.
        Pozdrawiam- Ela
        • elaos Re: kochany Anaresie 03.06.04, 09:48
          A tak z babskiej ciekawości, godzina 3 w nocy, to się jeszcze nie śpi, czy się
          już wstało?
          • antares777 Re: Najdroższa Elaos :) 04.06.04, 02:03
            elaos napisała:

            > A tak z babskiej ciekawości, godzina 3 w nocy, to się jeszcze nie śpi, czy
            się
            > już wstało?

            Wpadnij i sprawdź :)

            Ludziska są jak ptaki: i skowronki i sowy (bywają też sępy, orły i takie inne).
            Ja zaliczam się do puchaczy i wstać o szóstej, to dla mnie barbarzyństwo :)

            Pomachiwajki

            Stary Zgred
        • antares777 Re: Najdroższa Elaos :) 04.06.04, 01:57
          Muszę przyznać, żem się nieco zacukał, czytając Twój post, bom nagle urósł do
          rangi tego, co to doradza w sprawach najwyższej wagi (i za nic nie bierze
          odpowiedzialności). Rola kusząca, ale i niewdzięczna, no bo jak tak można: coś
          nastukać na klawiaturze i nagle ktoś inny (po przeczytaniu tegoż) podejmuje
          życiowe decyzje - coś tu chyba nie jest w porządku :)

          Piszesz o pasji. Muszę stanąć trochę z boku (w końcu nie ja pierwszy) i stamtąd
          popatrzeć na się.
          Patrzę, patrzę i widzę smarkacza, który miast zająć się sprawami poważnymi,
          odpowiednimi do jego wieku etc., jak choćby biznesem, bankiem, giełdą, wojną
          czy polityką - czas trwoni na zabawy, na udowadnianie samemu sobie (i to wbrew
          rozsądkowi), że tak też da się. :)
          Na usprawiedliwienie mam jedno: jeśli tym swoim nieroztropnym działaniem komuś
          szkodzę, to swojemu portfelowi, bo rodzina zadowolona, że jej nie zrzędzę, a
          sąsiedzi byli zachwyceni koncertami żab.

          To, co napisałem, to była (jak mi się zdawało) możliwie dokładna odpowiedź na
          Twoje pytanie, brzmiące (z grubsza) "co mam?". Ale to wcale nie oznacza, że być
          to musi. Istnieją tysiące oczek, które funkcjonują i oko cieszą, i są dumą
          właściciela, a wcale tych cudów tam nie ma. Zwróć również łaskawą uwagę na
          fakt, który wali po oczach, żem do systemu biologicznego podszedł WYŁĄCZNIE jak
          technik; dokładnie tak, jak technik podchodzi do maszyny albo mostu :).
          I niech mi Najświętsza Matka Natura wybaczy ten grzech!!!

          A więc nie podejmuj decyzji zbyt pochopnie - to wielka frajda mieć trochę wody,
          w której coś żyje, niekoniecznie uzbrojonej w jakieś plastiki i żelastwa. To
          naprawdę nie jest konieczne.

          Siedzę sobie na pniaczku i patrzę, jak przylatują do wodopoju sierpówki (chyba
          się trochę ze mną zaprzyjaźniły, bo moja obecność im zupełnie nie przeszkadza)
          i sroki i cimle (to po naszemu wróble) i sikorki i jakieś inne pierzaste, które
          mi się nie przedstawiają i jest mi fajnie, bo im frajdę zrobiłem. A jaki
          rwetes, gdy wróble się kąpią!
          Popatruję w toń i widzę, już na trzeci dzień po napuszczeniu wody, że bandyta
          żółtobrzeżek - w liczbie trzech dostrzeżonych - pracowicie kursuje między dnem
          a powierzchnią.
          I pewnie wkrótce pojawią się żaby.

          Wierz mi - im zupełnie jest obojętne, że tam jest jakaś pompa i jakieś
          tranzystory.

          Skuś się i wygrzeb małą dziurę i wsadź kawałek folii. Gdy będziesz na
          emeryturze wyciągniesz tę folię i potniesz na wyłożenie strumienia, a dół
          powiększysz do właściwych rozmiarów. A doświadczenia, jakie zdobędziesz mając
          to małe bajorko na pewno później się przydadzą. To wcale nie musi być ładne i
          takie by podziwiali. Wystarczy, że żabom się spodoba.

          A jeśli moje wynurzenia komuś na coś się przydadzą, ucieszy się moja dusza, bo
          to będzie oznaczać, żem jeszcze niezupełnie pod łopatę :)

          Pomachiwajki

          Stary Zgred
      • antares777 Re: co do gliny 04.06.04, 01:13
        Wielkie dzięki :)

        Jeśli idzie o glinę - argument jest nie do odparcia.
        Poszedłem na łatwiznę i odpuściłem z żyzności wody (w końcu podobno tylko
        świnia nie zmienia poglądów). Przesadzam rośliny z byłego strumienia do
        perforowanych pojemników, które umieszczam na specjalnym stelażu w toni pod
        powierzchnią wody. Ponieważ w strumieniu miałem bardzo żyzną glebę - gęstą,
        zawiesistą, mazistą i lepką jak glina (tylko koloru arcyczarnego), pobieram
        rośliny z tą glebą i obsypuję w pojemnikach drobną mieszanką żwirowo-piaskową.
        Wiem, że ryzykuję i że mogę jeszcze zdrowo popłakać, ale dla eksperymentu
        jestem gotów na wszystko :)

        > trzcina ma spore wymagania jeśli chodzi o głebokość systemu korzeniowego, no i
        > lubi muł. poza tym jeśli się już przyjmie, będzie ekspansywna i może przebijać
        > folię. więc jesli być musi, to wsadzona do kastra budowlanego albo innej
        > wanny.
        Wspomniana gleba na pewno zastąpi jej muł. Od miejsca umieszczenia pojemników
        do dna właściwego z folią jest od 0,5 do 1,3 metra, więc obawy przebicia folii
        chyba nie ma :) Najwyżej podziurawi pojemniki, ale i tak daleko nie pójdzie :)

        > stawu co prawda nie można wrzucić do ciemni, ale można zacienić powierzchnię
        > roślinami pływającymi, np. niewymagająca rdestnicą (potwornie się rozrasta),
        > albo hiacyntem wodnym
        Spróbuję upolować, choć chyba to nie będzie konieczne, bo nim zabrałem się do
        czyszczenia stawu, zauważyłem coś, co przypominało rzęsę. Jeśli wierzyć temu,
        co w necie na jej temat napisano, to powinna w szybkich abcugach pokryć całe
        lustro wody (ciekawe, skąd się wzięła - dawniej jej nie było). I tak sobie
        myślę, że jednak z dwojga złego wolę rzęsę niż te glony.

        > aha, co do innych glonów - dobrze filtrują szczeżuje i rozwielitki. tych
        > ostatnich musiała by być pewnie tona:(
        Szczeżuje mam w planie od dawna, ale niech się najpierw srodowisko ustabilizuje
        bo słyszałem, że są bardzo delikatne. Myślałem też o omułkach, które podobno
        rewelacyjnie czyszczą wodę, ale woda musi być dla nich nieco słonawa.
        A jeśli idzie o rozwielitki - miałem je przedtem i nie wiem skąd się wzięły.
        Tym razem im pomogę.
        Tona to trochę przesada - sprowokowałaś mnie i sobie porachowałem: gdyby
        przyjąć, że w 1 cm3 jest 1 rozwielitka o masie 1 mg (tyle powinna ważyć), to w
        moim bajorze powinno ich być 28 kg, a więc w granicach dopuszczonych przez
        przepisy BHP dla pań :)
        Ja nie będę tak zachłanny i każę ich sobie z pięć kilogramów (na początek, ma
        się rozumieć) :))))

        Pomachiwajki

        Stary Zgred
        • emka_1 Re: co do gliny 05.06.04, 00:05
          zawiesiste i maziste, i do tego czarne? a jak się wywlecze toto na suchy ląd
          zasycha zaskorupiałe? muł pierwsza klasa:) też mam taki. niestety miejscami pół
          metra :( wydobycie tego, to straszne zadanie. no i dziwnie się mnoży:((
          ale szczeżuje sobie w nim zimuja, ryby też, więc sie przydaje.

          szczeżuje lubią wode o pierwszej klasie czystości ( a przynajmniej z takiego
          jeziora pochodzą) no i trochę mułu, piasku do zagrzebywania się. mam kilka od
          ładnych paru lat, żyja sobie i chyba nie narzekają. omułki słodkowodne na jednej
          szczeżui siedzą, ale nie widzę, żeby się rozmnażały:(

          rozwielitki i rzęsa to zasługa ptaków. w przypadku własnej hodowli rozwielitek
          dobrze do zbiornika nieco guana dorzucić. bez przesady, tyle co dwa ptaszki.

          tona rozwielitek jest potrzebna gdy są ryby i inne żyjątka :) zeżrą wszystko.

          rzęsa podobno nie jest dobra, bo zabiera tlen z wody. nie sprawdziłam
          doświadczalnie, bo po kilku nieudanych próbach się poddałam, nie chciała rosnąć
          ( a miałm śliczną trólistną:( - lubi wodę nieruchomą, a w moim oczku cały czas
          działa napowietrzanie.

          aha, oprócz rdestnicy doskonale się pleni inna rodzima roślinka - żabiściek.
          tez trzeba potem wybierać nadmiar i wynosić na wolność (jak ślimaki), ale szybko
          zacienia dużą powierzchnię. no i ładnie się komponuje z liśćmi grzybienia czy
          osoką aloesowatą.

          zastanowiwszy się nieco dochodzę do wniosku, że napowietrzanie w znacznym
          stopniu przyczynia się do ustabilizowania się środowiska - juz drugi rok nie
          muszę stosować żadnych środków chemicznych przeciw glonom. po kilkudniowym
          zmetnieniu wiosennym, gdy jeszcze roślinki powierzchniowe nie sięgają lustra
          wody, wszystko samo wraca do normy. pozostaje jedynie wybierać nitkowate
          świństwo, a i to coraz rzadziej :)

          czego życzę :)

          • antares777 Re: co do gliny 06.06.04, 02:00
            Toż to właśnie i u mnie - taki mazisty muł i wydobądź z tego jakąś roślinę bez
            uszkodzenia, gdy w tym mule są tysiące korzeni i rozłogów - niby pajęczyna
            sieci teletechnicznej :( Wyczaiłem, ze skutecznie działa nóż (uwaga na folię).

            Ze szczeżujami poczekam do następnego roku, a ślimaczki (2 zatoczki) zauważyłem
            już dzisiaj (jeszcze nie ma tygodnia od napełnienia).
            Rozwielitki wpuszczę wkrótce - to przy okazji pozyskiwania trzcin, a guano
            przyjdzie samoistnie, bo ptaszyska się już zwiedziały i mają wodopój i łaźnię
            miejską w jednym.
            Są już nartniki i bandziory żółtobrzeżki - jednego dziś ująłem i upamiętniłem.

            O walorach rzęsy, jako zjadaczu tlenu, nie słyszałem, natomiast główne
            utyskiwania są na jej niezwykłą zdolność do namnażania się.

            Dziękuję za info o roślinkach i polecam stronę:
            www.mikrojezioro.met.pl
            Można tam znaleźć dużo interesujących rzeczy.

            Czy mogłabyś napisać coś o tym, jak działa Twój system napowietrzania, tzn.
            interesują mnie szczegóły techniczne typu: sposób "wytwarzania" powietrza,
            podawania do wody i rozprowadzenia oraz na jakiej jest on głębokości ?

            Pomachiwajki

            Stary Zgred
            • emka_1 Re: co do gliny 06.06.04, 22:26
              dzięki za linkę, w rewanżu polecę ksiązeczkę jamesa allisona 'woda ozdoba
              ogrodu'-bardzo przyzwoity dział techniczny ( z urządzeniami, sposobami
              sprawdzania wszystkiego potrzebnego itd.), opisy roślin i zwierzątek wodnych.

              u mnie, z racji haniebnych wymiarów zbiornika (jakie 1800 l) wystarcza do
              napowietrzania zwykła pompka akwariowa (największa), podłaczona z jednej strony
              do kontaktu, a z drugiej zaopatrzona w stosownej długości rurkę igielitową z
              kostką do rozprowadzania bąbelków.

              przez zapomnienie napowietrzanie zostało właczone na cała zimę, po skutkach
              patrząc tym razem zostanie włączone z rozmysłem.

              aha, kostka znajduje się jakieś 15 cm powyżej poziomu mułu w najgłebszym
              miejscu, albo prawie najgłebszym (ok. 1 m). po drodze jest zamaskowana
              roślinnością nadbrzeżną i wodną, oraz przytrzaśnięta z lekka paroma kamieniami,
              żeby nie tańczyła zbytnio.

              i aha drugie - zmniejszenie zawartości tlenu występuje przy zakryciu całej
              powierzchni wody roślinami. cierpia na tym rosliny podwodne ( moczarka znika
              błyskawicznie) no i ryby:( musi zostawać minimum 30% powierzchni gołej wody,
              znaczy nalezy wybierać nadmiar liści. przy rzęsie będzie to kłopotliwe :(((
              chyba, że przyjdzie ulewa i wytłucze wszystko do zera.
              • antares777 Re: co do gliny 10.06.04, 01:50
                Dzięki za tytuł - mam nadzieję, że nie zawiera takich "mądrości", jak ta -
                cytowana przeze mnie na początku wątku :)

                emka_1 napisała:

                > u mnie, z racji haniebnych wymiarów zbiornika (jakie 1800 l)

                Bez przesady - małe bywa piękne, podczas gdy u mnie to wytrysk megalomanii i
                kopaczego samozatracenia. :)

                Pytałem o napowietrzanie, bo mój "wynalazek" działa rewelacyjnie na głębokości
                0,5m; na metrze działa przyzwoicie, ale na 1,5 metra jest dość odległy od
                oczekiwań. Najświętsza Matka Natura nie daje się oszukać, co wyraża od prawie
                trzech wieków przez równanie Bernoulliego :(
                Ale przynajmniej jest z czym walczyć :)

                Pomysł z wykorzystaniem pompki do napowietrzania na okoliczność walki z lodem
                kupiłem i zastosuję :)

                > nalezy wybierać nadmiar liści. przy rzęsie będzie to kłopotliwe :(((

                Jeśli rzęsa pływa po powierzchni, to sądzę że można ją za pomocą strumienia z
                węża ogrodniczego przpędzić w wybrany kąt stawu a tam wybrać sitem - czy się
                mylę?

                Mam jeszcze jedną troskę - pewnie bym nie miał wątpliwości, gdybym wcześniej
                miał jakiekolwiek doświadczenia z akwarium. Otóż wszędzie w opisach urządzeń do
                napowietrzania napotykam na kostkę, podczas gdy ja w swoim zapale twórczym
                zlekceważyłem ten wynalazek i tylko podziurawiłem rurki. Teraz obawiam się, że
                efekty wydobywania się z nich gazu mogą być odległe od zakładanych, a
                ingerencja w tej chwili w to, co zamontowałem, nie jest możliwa (bez
                spuszczenia wody).

                Pomachiwajki

                Stary Zgred
      • abstrakt2003 Re: co do gliny 05.06.04, 08:47
        to czy glina będzie się "wymywać" czy nie zależy tylko i wyłącznie od szybkości
        z jaką przepływa woda. Jeśli przepływy będą małe glina nie będzie rozmywana.
        • antares777 Re: Do Abstrakta 2003 06.06.04, 01:11
          :) To prawda. Mam niewielkie doświadczenia, ale te co mam (z watahą 10
          jednokilogramowych amurów) mówią mi, że wszystko co przy dnie może znaleźć się
          tuż pod powierzchnią wody. :)
          Więc na zimne chucham :)

          Pomachiwajki

          Stary Zgred
    • elaos Re: Kochany Antaresie 05.06.04, 20:48
      Czytając o Twoim oczku, może nie tyle zwracałam uwagę na rozwiązania
      techniczne (cóż biedna białogłowa może o tym wiedzieć), ile na Twoje podejście
      do tematu. Nie sztuka iść do sklepu i nakupować wodotrysków i gotowych
      strumieni, ale właśnie robić coś z niczego, własnym sumptem, poprawiać,
      udoskonalać, myśleć czasem tygodniami nad nowym pomysłem. Trochę się boję
      zaczynać z tym oczkiem właśnie dlatego, żeby w nim nie ugrzęznąć w całości.
      Boję się, że na bok pójdzie chałupa, a jeszcze wymaga remontu, i ogród, w
      którym zrobione jest może 10% planu. A oczko wodne to jest coś co wymaga od
      właściciela uwagi i czasu, przede wszystkim właśnie, aby spokojnie usiąść,
      zobaczyć co przylatuje, co przybyło, co urosło. Właśnie o tym myślałam, pisząc
      o pasji. Zabawę z ogrodem też zaczynałam od działki pracowniczej, czyli
      marchewki i szczypiorku, a skończyło się na chacie na wsi, z pół hektarem ziemi.
      Bardzo podoba mi się Twój pomysł z małym oczkiem i to na tyle, że jak czas
      pozwoli mi w tym roku, to chyba wydłubię w ziemi niewielką dziurę i spróbuje
      tej zabawy, na razie bez techniki. Jeśli się nie powiedzie to nie będzie
      strata tylko nauka i następne musi się udać. A ładne nie musi być, bo robimy
      dla siebie a nie dla ludzi. Na wsi i tak już się dziwią, że sadzimy jarzębinę i
      derenie, bo to przecież z tego żaden pożytek.
      Serdecznie pozdrawiam - Ela
      • antares777 Re: Najdroższa Elaos :) 06.06.04, 01:42
        elaos napisała:

        > Czytając o Twoim oczku, może nie tyle zwracałam uwagę na rozwiązania
        > techniczne (cóż biedna białogłowa może o tym wiedzieć), ile na Twoje
        podejście
        >
        > do tematu. Nie sztuka iść do sklepu i nakupować wodotrysków i gotowych
        > strumieni, ale właśnie robić coś z niczego, własnym sumptem, poprawiać,
        > udoskonalać, myśleć czasem tygodniami nad nowym pomysłem.
        Cóż - jestem może już reliktem, skamieliną tych, co do serca sobie wzięli
        wyczyny inżyniera Cyrusa Smitha z "Tajemniczej wyspy" Juliusza Verne, a także
        wcielali pomysły z "Młodego Technika" :)

        > Trochę się boję
        > zaczynać z tym oczkiem właśnie dlatego, żeby w nim nie ugrzęznąć w całości.
        > Boję się, że na bok pójdzie chałupa, a jeszcze wymaga remontu, i ogród, w
        > którym zrobione jest może 10% planu. A oczko wodne to jest coś co wymaga od
        > właściciela uwagi i czasu, przede wszystkim właśnie, aby spokojnie usiąść,
        > zobaczyć co przylatuje, co przybyło, co urosło.
        Im wcześniej zaczniesz, tym wcześniej Ci coś urośnie. Najświętsza Matka Natura
        wymaga od nas pokory i czasu. Nie można jej poganiać. A czekając, możesz sobie
        czas wypełnić porządkowaniem i remontami chałupy - tam też pośpiech nie jest
        wskazany, bo ta sama Matka i nad chałupą ma pieczę. W końcu jest i
        przysłowie: "jak masz dobrą robotę to ją szanuj" :)

        > Właśnie o tym myślałam, pisząc
        > o pasji. Zabawę z ogrodem też zaczynałam od działki pracowniczej, czyli
        > marchewki i szczypiorku, a skończyło się na chacie na wsi, z pół hektarem
        ziemi
        > .

        No, to Ty nastajaszczaja barisznia :)
        A jeśli mowa o pasji, to zapraszam Cię (chyba mogę) na stronę prawdziwego
        pasjonata, pana Pawła, który wśród ursynowskich bloków zbudował kawałek zielono-
        wodnego raju.
        www.mikrojezioro.met.pl
        Sądzę, że i inni szajbusi z tego forum znajdą tam coś dla siebie.

        > Bardzo podoba mi się Twój pomysł z małym oczkiem i to na tyle, że jak czas
        > pozwoli mi w tym roku, to chyba wydłubię w ziemi niewielką dziurę i spróbuje
        > tej zabawy, na razie bez techniki. Jeśli się nie powiedzie to nie będzie
        > strata tylko nauka i następne musi się udać. A ładne nie musi być, bo robimy
        > dla siebie a nie dla ludzi. Na wsi i tak już się dziwią, że sadzimy jarzębinę
        i
        >
        > derenie, bo to przecież z tego żaden pożytek.
        Z owoców dereni podobno robi się dżem :)
        "A mucha to nie źwierze, bo z niy ni ma nijakiego pozytku - co jinnego łowca,
        abo..."
        Ja też posadziłem jarzębinę (jest pożytek - do przedszkola na korale brały ode
        mnie jakieś maluchy z sąsiedztwa), robinię (ni ma pozytku ino śmieci i pijawki
        pusco) - właśnie zakwitła i będzie pachnieć. A pewien pan nie może strawić
        (jest zwyczajnie od tego chory), że w samym centrum "ogrodu" posadziłem (celowo)
        najbrzydszy ze wszystkich świerków, bo podwójny i to jeszcze z rozwidlonym
        czubkiem). Toż to obraza dla dobrego smaku i piękna jako takiego.

        Pomachiwajki

        Stary Zgred

        P.S. Jeśli Katula pozwoli, to coś dam z mojego oczka.
        • elaos Re:Kochany Antaresie 07.06.04, 13:12


          > Z owoców dereni podobno robi się dżem :)
          Prawdę mówiąc bardziej nastawiłam się na dereniówke niż na dżem, ale jeśli
          będzie urodzaj to czemu nie.

          > najbrzydszy ze wszystkich świerków, bo podwójny i to jeszcze z rozwidlonym
          > czubkiem). Toż to obraza dla dobrego smaku i piękna jako takiego.
          >
          Przecież takie są najpiękniejsze.
          Tę stronę o oczku znam, podobnie jak staw Leszka Bieleckiego i innych
          pasjonatów jakich udało mi sie odnależć w sieci. Teoretycznie już sporo wiem
          teraz trzeba tylko się odważyć.
          >
          > P.S. Jeśli Katula pozwoli, to coś dam z mojego oczka.

          Nie wiedziałam, że tam u Ciebie stróżuje Katula, a ja cały czas kochany
          Antaresie i kochany Antaresie.
          Trochę przestraszona - Ela
          • antares777 Re: Najdroższa Elaos :) 10.06.04, 02:17
            > > Z owoców dereni podobno robi się dżem :)
            > Prawdę mówiąc bardziej nastawiłam się na dereniówke niż na dżem, ale jeśli
            > będzie urodzaj to czemu nie

            O dżemie napisałem, bo gdzieś czytałem. Natomiast o dereniówce dowiaduję się po
            raz pierwszy. Dopisuję na moją listę niesprawdzonych, na pozycji drugiej, bo
            pierwszą pozycję okupuje już cebulówka :)
            (lista tych sprawdzonych - mniam mniam) jest znacznie dłuższa :)
            Trzeba uważać na wiśniówkę, bo lubi kipieć i paprać cały trud :)

            > najbrzydszy ze wszystkich świerków, bo podwójny i to jeszcze z rozwidlonym
            > czubkiem). Toż to obraza dla dobrego smaku i piękna jako takiego.
            > Przecież takie są najpiękniejsze.

            No to mu (temu człekowi) wytłumacz to, proszę, bo to przekracza moje
            możliwości. :(

            > Nie wiedziałam, że tam u Ciebie stróżuje Katula, a ja cały czas kochany
            > Antaresie i kochany Antaresie.

            Nie tam u mnie tylko tutaj - na foto :) Czy nie wiesz, że Katula robi za
            obercenzora foto, no bo jakby to wyglądało, gdyby jakiś stary zezgredziały
            żartowniś, pod wpływem wiśniówki, śliwowicy czy jakiegoś rodzimego calvados,
            chciał się zrealizować nieprawomyślnie ;)

            >a ja cały czas kochany Antaresie i kochany Antaresie.

            "Mów do mnie jeszcze... Za taką rozmową
            tęskniłem lata... Każde Twoje słowo
            słodkie w mym sercu wywoluje dreszcze --
            mów do mnie jeszcze...

            Mów do mnie jeszcze... Ludzie nas nie słyszą
            słowa twe dziwnie poją i kołyszą,
            jak kwiatem, każdym słowem twym się pieszczę -
            mów do mnie jeszcze..."

            /K.P-T/

            Staram się nie być dłużnym ;)

            Pomachiwajki

            Stary Zgred


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka