kocia_noga
19.05.13, 13:44
Opowiem wam historię dziwną i nawet lewkko niesamowitą.
Jesienią wykopałam karpy dalii i po przesypaniu piaskiem wyniosłam do piwnicy. Jak się zrobiło ciepło i uwierzyłam prognozom pogodowym, że to już zimy koniec - wyniosłam karpy do zimnej szklarenki, powsadzałam do donic, coby podpędzić. I przyszły te mrozy -17 stopni, a ja zapomniałam o daliach. Potem odwilż, potem następne mrozy... potem przypomniałam sobie o kwiatach, podlałam, za dwa-trzy tygodnie obserwowałam bez nadziei, czy coś nie wyłazi, aby następnie wykopać je z ziemi i obejrzeć - wszystkie martwe jak Gogol :(. Szczerze to nawet nie byłam specjalnie zmartwiona, bo karpy dostałam od jakiegoś sklepiku jako gratis, a postanowiłam nie utrzymywać kłopotliwych roślin. Więc wykopałam dół, tam złożyłam szczątki, grób liliją zasiewa, zasiewając tak śpiewa " i ten szczęśliwy, kto padł śród zawodu jeżeli poległym ciałem" posadziłam na wierzchu tojeść orszelinowatą. I - niestety, nie opanowałam sztuyki pisarskiej, pewno już wszyscy się domyślili i nie ma zaskoczenia - no więc dalie odbiły! Przemarznięte zbutwiałe karpy, które obejrzałam szukając śladów życia wybiły kilkoma silnymi, zdrowymi pąkami. Tojeść też z resztą. Coś podobnego, sama w to nie mogę uwierzyć.