Gość: antares777
IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl
21.06.02, 01:02
Witajcie!
Są na tym forum dwa wątki: jeden namawiający do opisywaniu zachwytów, a drugi -
do "ekologicznej" walki z "pożytecznym inaczej".
To, co mi się przydarzyło i teraz chcę opisać, pasuje do obydwu wątków ale
sądzę, że zasługuje również na swój oddzielny. Toteż go otwieram - niech gromy
się walą na mą łysą głowę - ale według mnie to ważne.
Jestem zachwycony! Zaskoczony i - uszczypcie mnie, bo nie uwierzę!
Już pisałem, że mam sadzawkę, temi rencyma wykopaną. Pojemność - 28m3,
powierzchnia lustra - około 30m2, głębokość - 0 do 1,60m. Zarosła totalnie
glonami - materac, złożony z zielonych nici, o grubości pół metra. Nic, tylko
się zapłakać, co też zrobiłem, a później zacząłem wypytywać różnych gramotnych,
co z tym można zrobić. Staw nieosłonięty od słońca, roślinność raczej
symboliczna - woda ciepła i dotleniona. To draństwo zaczęło się plenić w sposób
niekontrolowany. O usunięciu mechanicznym nie ma mowy, bo wyciągam to razem z
roślinami, kamieniami z dna i żabami, które zaplątują się w zielony welon. Nie
wspominam tu o ślimakach (błotniarki i zatoczki) - których szkoda skazywać na
męczeńską śmierć na powierzchni. O manewrowaniu odczynem wody też nie ma co
marzyć z uwagi na dość pokaźną ilość wody i wpływ na inne żywe organizmy.
Teorie typu: rozkocić rozwielitkę, bo ona lubi glony i zapuścić ryby drapieżne,
bo jej nie zeżrą - należy też zakwalifikować jako obietnice gruszek na wierzbie.
Płakałem jak bóbr, gdy odwiedził mnie znajomy Krzysio, któremu czasem udaje się
zerwać żonie i wtedy rwie na ryby. "Kaziu, nie przejmuj się, wpuść amura;
wszystko zeżre nim się obejrzysz" - to były jego słowa. Nie uwierzyłem, ale
zacząłem sprawdzać telefonicznie - u potencjalnych dostawców tegoż rybięcia - i
zawsze słyszałem potwierdzenie: to na pewno się uda. Toteż po telefonicznym
umówieniu się z osobą najbardziej kompetentną z kompetentnych, udałem się na
miejsce "masowego pozyskania rybnego materiału konsumpcyjnego", mieszczącego
się w obrębie byłego Księstwa Zatorskiego. Dawało mi to większą szansę na to,
że to co kupię, będzie chciało jeszcze machać ogonem i spełniać swoją powinność
w moim bajorku. Jeszcze nie wierzyłem wtedy, gdy jeden z "odbiorców materiału",
wyglądający na biegłego w temacie, gorąco mnie zapewniał: "Panie, toto dziennie
zeźre tyle, ile samo waży". Kupiłem 10kg - 11 sztuk. Przywiozłem w ogromnym
kotle do gotowania bielizny (niegdyś), później wykorzystywanym do gotowania
słoików z przetworami. Mimo że nakryłem pokrywą i pokrywę przytwierdziłem
drutem, a całość umieściłem w bagażniku - już po dziesięciu kilometrach jazdy
czułem w aucie miły zapach bajorka. Okazało się później, że rybki potrafiły
ogonami unosić pokrywę i zdrowo się nachlapało. Wpuściłem do bajorka. Po
godzinie wszystkie rybki ożyły i pływały w ładnym ordynku, natomiast nie
wykazywały żadnego zainteresowania uprzykrzonym zielskiem. Czyżbym dał się
wpuścić w maliny? Trudno - poczekajmy.
Upłynęło 10 dni i pora na podsumowanie.
Ilekroć je podglądałem - zawsze wesoło się zabawiały pływając w grupce. Można
było zaobserwować, jak zaczepiają się nawzajem po to, by bawić się w berka.
Żerowały chyba w nocy bo:
W ciągu dziesięciu dni zniknęło - w/g oszacowań na oko - około 1m3 glonów
w "upakowaniu naturalnym", co daje na jedną kilogramową rybkę: 10 litrów glonów
dziennie!
W sobotę muszę odłowić 4 sztuki, za jakiś czas (tydzień - dwa) następne cztery
i zostawię sobie 3 sztuki - w celu zachowania równowagi w stawie. Glony nadal
będą się rozmnażać i muszą mieć swego naturalnego wroga.
Macie glony - wpuśćcie amura.
Muszę tutaj dla porządku wspomnieć o negatywach. Jak już kiedyś wspominałem,
woda ze stawu - za pośrednictwem pompy zasila mały strumyk, gdzie się
oczyszcza. Nim trafi do strumienia, musi pokonać trzy filtry siatkowe i jeden
żwirowy. Nim wpuściłem rybki - czyściłem filtry siatkowe co trzy dni i to
wystarczało. Teraz muszę czyścić te filtry trzy razy dziennie, bo ryby
rozszarpują glony na kłaczki, które są zasysane przez pompę i tak skutecznie
zaklejają filtry, że strumień przestaje płynąć.
To tyle.
Gdyby ktoś był zainteresowany informacjami bardziej szczegółowymi - proszę
napisać pod wskazany wyżej mój adres e-mail. Chętnie się podzielę moimi
spostrzeżeniami.
Zpomachiwajkami i podziękowaniami za cierpliwość
Stary zgred