jerzy.wozniak
01.03.06, 07:22
Zacząłem powoli przygotowania do wiosennych wysiewów pod osłonami. Cóż ja
nieszczęsny uczyniłem – otóż udałem się do sklepu zwanego Obi i kupiłem tam
ziemię do pikowania. Po przytarganiu do domu wora otworzyłem go i cóż
zobaczyłem - skład śmieci to jest: kije nawet nie rozłożone o długości 10cm,
bryły gliny, kawały drewna z torfu oraz opentańczo wielką ilość korzeni
prawdopodobnie topoli i były one jeszcze stosunkowo świeże – długość około
15 – 20 cm. Jak wie każdy, kto cokolwiek w życiu pikową takie coś nie nadaje
się do tej czynności gdyż rośliny pikowane wymagają szczególnie dobrego
podłoża, pulchnego bez gnijących części i wolnego od chorób grzybowych.
Zakląłem najszpetniej jak mogłem i w ziemię tą posadziłem moją wiekową
difenbachię (sam liść ma 60cm długości). Teraz po niespełna dwóch tygodniach
to coś zwane przez producenta ziemią, pokryła się warstwą grzybów pleśniowych
i bez wysiewu wyrosło na nim około 50 różnych roślin. Na dodatek widać, że za
chwilę pojawią się też grzyby (takie kapeluszowe) co świadczy, że podłoże to
zgarnięto ze starej szklarni).
Pomyślałem więc ze może warto o tym pisać bo takich głupich jak ja może być
więcej, a jeśli posądzą w to coś szumnie zwane ziemią do pikowania,
rzeczywiście przepikują siewki to mają wiosenny wysiew z głowy. Piszcie wiec –
pomożecie innym ustrzec się błędu!
Jurek