mjot1
29.05.06, 20:09
Dlaczego tak jest, że wspaniała większość tzw. „miłośników natury” ceni to,
czego człowiek jest twórcą?
Dlaczego ów przeciętny „miłośnik” piękno, użyteczność i szlachetność
postrzega w tym jeno, co sam właśnie naturalności, skromnego lecz prawdziwego
piękna i szlachetności uprzednio pozbawił poprzez okaleczanie czy krzyżowanie
(często kazirodcze)?
Dlaczego „władca świata tego” właśnie to, co naturalne tępi z taką
zaciekłością i wszelakimi możliwymi sposoby już to żelazem, już ogniem od
chemii i broni biologicznej włącznie nie stroniąc?
Samozachwyt to pospołu z hipokryzją wybełtany jeno? Czy też może (by rzec
delikatnie) inne zaślepienie jakoweś?
Dlaczego subtelne skromne piękno jest w pogardzie a zachwyt wzbudza to co
nienaturalne, rozbuchane, agresywnie przejaskrawione niczym ladacznica...
Ale to przecie gustu rzecz, więc nie ma sensu dalej snuć dywagacji...
Najniższe ukłony!
Sobie a muzom cyniczny M.J.