kameradin
16.06.06, 22:59
Witam, pisze to forum dla osob ktore maja lub zamierzaja zalozyc oczko
wodne... Opowiem Wam co mi sie ostatanio przytrafilo, oczko mam od kiedy
pamietam.. i zawsze wadawalo mi sie ze to super sprawa tylko ze ma minusy...
w tym roku na wiosne czyscilam, caly dzien czyszczenia, ukladania,
przekladania, myscie ciezkich duzych kamieni, pozniej napelnienie woda i
efekt piorunujacy:) slicznie wygladalo ale szczescie trwalo do nastepnego
dnia tylko, bo okazalo sie ze folia jest przebita!!! i trzeba bylo kupic
inna... pozniej ppo zalozeniu nowej praca od poczatku i okazalo sie ze gdzies
przecieka (pewnie pod kamieniem folia sie wygiela) i znowu tyle roboty!!! od
dzis mnie kregoslup boli... ale nie do tego zmierzam... ryby zostaly w oczku
(ponad 1,5 m glebokosci)...no i nie wytrzymalo oczko mrozow, zamarzlo do dna
i wraz z nim wszystkie rybki (karasie ozdobne,welonki i koi) bardzo mi ich
bylo szkoda bo wsumie cale poprzednie lato z nimi spedzilam, byly
przyzwyczajone, przyplywaly do reki i lapaly za palce, naprawde swietne
uczucie jak jadlu z reki:) ale zdechly:(( na wiosne kupilam inne..nie bylo
mnie w domu raptem 5dni i jak wrocilam dostalam szoku! jedna rybka mi zdechla
wiec postanowilam je zlapac i wlozyc na kilka dni do akwarium ze srodkiem
dezenfekujacym.....jak je lapalam to dostalam szoku!!!
Jedna jak zlapalam to juz byla wsumie w jakims stanie agoni, wlasciwie to
juz nie zyla. Podejrzewam posocznice bo miala bardzo drubiutki brzuszek i
szerwone plamy na ciele (rany)
Druga w stanie tragicznym, luski odchylone od ciala, czarne kropki
(pasozyty), i takie cos jak by wata (pleśniawka) oraz czerwone plamy jak u
rybki poprzedniej. Miala plesniawke wywowala oslabieniem organizmu i ranami,
arany od posocznicy:( - zdechla po kilku dniach naprawde wielkiej walki o
jej zycie!!! (mam jej zdjecie, moge pokazac) ale posocznica nie jest
uleczalna choroba wiec nie bylo szans:((
Trzecia... i w to mi nie uwierzycie!!! miala dolna szczenke wylamana w dol,
tak jej wisiala i tak jakby "policzki" rozerwane a w pyszczku cos czarnego
jakby wlochatego (jakis pasozyt!!!) i jak lapala powietrze to to jej
wychodzilo... zaaobserwowalam ze ona nie moze wogoole jesc, wiec poszlam do
taty i...zrobilam cos co bylo najtrudniejsza decyzja mojego zycia...
powiedzialam zeby ja zabil... wiecie, niby nic, to tylko rybka (ktos pomysli)
ale dla mnie rybki sa naprawde wazne i sie do niej przyzwyczajam pozatym to
nie jest tak HOP SIUP zadecydowac o smierci zwierzatka... ale stalo sie....
Jedna zdrowa rybenka mi zostala i nieldugo kupie inne ale musze cale oczko
odkazic...