wredny.sprzedawca
09.07.06, 20:30
Był już wątek o tym jacy wstrętni są szkółkarze i sprzedawcy roślin.
Proponuję dla równowagi wątek o klientach... mam wrażenie, ze niektórzy z was
stoją po tej właśnie „stronie lady”. Chyba się nie mylę?
Moje własne doświadczenia jako sprzedawcy (i właściciela szkółki zarazem) są
generalnie pozytywne. Jest jednak pewna grupa klientów sprawiających, że nie
zawsze można być nieustająco miłym, usłużnym i tryskającym optymizmem. Opisze
pokrótce kilka takich typów.
Typ „do czego by się tu przyczepić”
Wodzi niezadowolonym wzrokiem dookoła i wszystko ma za złe. Jedna roślina
jest za mała, on chce większą. Jak zobaczy większą, to krzywi się: a czemu
ona taka droga? Mówi, że w innej szkółce widział taką samą (albo większą)
roślinę za pół tej ceny – jednak w końcu i tak kupuje. Ciekawe dlaczego...?
Typ „jasio wędrowniczek”
Mimo dobrze oznakowanego placu sprzedaży detalicznej uwielbia dłuższe
wędrówki. Potrafi wejść do szklarni z korzeniącymi się sadzonkami albo
podeptać rośliny w mateczniku. Prywatny taras przy domu? Cóż to dla niego,
przecież on, pan klient jest tu najważniejszy. Czasami zażyczy sobie by mu
wykopać jakąś roślinę z prywatnej rabaty – „co, nie chce Pani na mnie
zarobić?” dziwi się potem filuternie słysząc odmowę.
Typ „mały spryciarz”
Przychodzi latem z reklamacją na drzewko owocowe kupione podobno wiosną. Mówi
ze „się nie przyjęło”. Etykieta zawsze „jakoś tak się zapodziała”. Mówię mu:
ale widzi Pan, to drzewko to brzoskwinia a ja wiosną w ogóle nie miałam
brzoskwini w sprzedaży... Inny wariant: przynosi drzewko kupione ponoć
jesienią lub wiosną. Patrzę i moje oczy widzą... trzyletnią jabłonkę.
Handlujemy tylko jednorocznymi okulantami, więc... Po dłuższej rozmowie
klient przyznaje, że może się pomylił i to drzewko jednak najpierw się
przyjęło i rosło a padło rok-dwa później. Się pomylił, no cóż;)))
Typ „nie wiem czego chcę, proszę mi doradzić”
W konkursie na najgorszego klienta niezagrożone pierwsze miejsce. Osoba która
nie wie jaką ma ziemię w ogrodzie, nie wie gdzie w ogrodzie ma cień, nie ma
żadnego planu zagospodarowania ogrodu, nie wie jakie rośliny jej się
podobają... być może nie wie nawet że zimą bywa zimno, ale oczekuje że
sprzedawca doradzi jej „coś ładnego do ogródka”. Inny wariant tego
klienta: „proszę mi doradzić coś co będzie się podobało mojej żonie”
(najwyraźniej uważa, że ja znam jego żonę lepiej niż on sam i wiem co jej się
podoba – chociaż na oczy jej nigdy nie widziałam) Koszmar z ulicy Wiązów
wysiada przy takim kliencie.
Typ „miłośnik nowości”.
Na wstępie pyta: a co ma Pani z nowości? Tłumacząc z polskiego na nasze,
takie pytanie oznacza: masz mi pokazać których roślin nie znam albo których
nie mam w swoim ogrodzie i wcale mnie nie obchodzi skąd masz się tego
dowiedzieć.
Typ „powracający z zagranicy”
Narzeka na wszystko, nic mu się nie podoba – nawet ceny (Pani, u nas w
Niemcach takie tuje to za 2 euro można kupić) Co ciekawe jednak, ten typ
klienta dużo i chętnie kupuje. Co jeszcze ciekawsze, zawsze wraca na następne
zakupy. Masochista, a może patriota – kupuje gorsze i droższe, ale polskie?
A może wy znacie jeszcze jakieś ciekawe typy? :))
Przy okazji, ciekawe co amatorzy "czarnej listy szkółek" powiedzieliby na
analogiczne działania w wykonaniu szkółkarzy... Już to widzę oczami
wyobraźni - we wszystkich szkółkach tablice piętnujące wrażych klientów:
klient XX, jeżdżący białym fordem o numerze rejstracyjnym etc etc... cechy
szczególne: złośliwy wyraz twarzy, skarpetki noszone do sandałów, braki w
uzębieniu... Uwaga!! Bywa wulgarny i lubi mu się coś "przykleić" do rąk.
Podobało by się? ;)