jerzy.wozniak
07.05.07, 10:19
Podciągnę wątek o kotach bo musze wbić nóż w serce moim oponentom (patrz
oświadczenie), którzy tak czysto i szlachetnie ze mną polemizowali.
Otóż narody dzielą się na mądre i głupie te mądre do niszczenia gryzoni
wyhodowali ogromne ilości ras terierów, psów do walki głównie ze szczurem
wędrownym przed którym kot ucieka jak przed wodą święconą. Przy okazjii
tepiły też szczura śniadego (nielicznego) oraz myszy i inne gryzonie
pustoszące ich magazyny. Dla mało oczytanych (całe szczęcie na forum to
nieliczne wyjątki) podaję, że u nas i w całej Europie, występują dwa gatunki
szczura. Śniady niewielki i płochliwy, którego kot czasem dopada i wędrowny
większy bardziej agresywny, którego kotek się boi zaś obecnie gatunek ten
jest dominujący. Gatunek ten dotarł do Polski w średniowieczu i odtąd
opanował nasze miasta. To właśnie albinotyczne szczury wędrowne są
popularnymi zwierzętami laboratoryjnymi oraz hodowlanymi czyli szczurki do
klatek. Poprzez wieki gatunek ten był uciążliwy nie tylko na lądzie, ale
także na morzu i do jego zwalczania – Tu uwaga Kociarze! – stosowano
wyłącznie psy przewożone specjalnie w tym celu na statkach. Koty, jeśli tam
się znalazły, były raczej maskotkami i rzecz jasna musiały spadać na reje
przed terrierem szczurołapem. To właśnie z powodu agresywności i szybkości
szczura wędrownego w terierach utrwalono takie cechy jak szybkość, zajadłość,
nieustępliwość oraz wielka odwaga w niepozornym ciele. Szczur bowiem to
przeciwnik nie lada - rzecz jasna ten większy, wędrowny. Teriery niszczyły
też wielkie ilości myszy bowiem nie jadły ich a jedynie ubijały. teraz sami
sobie zadjcie pytanie dlaczego w tym celu nie chodowano kotów. Odpowiedź jest
prosta - bo się do tego nie nadawały. Jeszcze raz więc podkreślam ze koty nie
zwalczają szczurów, przynajmniej nie na taką skalę jak się to powszechnie
uważa. Są zaś w naszym naturalnym środowisku są zakałą gdyż jest to gatunek
obcy nie mający miejsca w rodzimych powiązaniach troficznych i jako taki
powinien być w wolnej przyrodzie eliminowany. Na koniec podaję dla tych
najbardziej agresywnych, że sam miałem przez lata uroczą kotkę syberyjską i
uważam, że była cudownym zwierzęciem o manierach księżniczki, ale za cholerę
nie wypuścił bym ja na swoją działkę, gdyż było by mi szkoda i jej i tej
zniszczonej przez nią rodzimej przyrody.
No to na tyle.
Jurek