Dodaj do ulubionych

Rok ogrodnika

07.02.08, 14:05
Luty ogrodnika


W lutym ogrodnik kontynuuje prace styczniowe, przede
wszystkim tak, że uprawia głównie pogodę.[...]
Dalszą pracą ogrodową jest ściganie pierwszych oznak
wiosny. Ogrodnik nie da się nabrać na pierwszego
chrabąszcza albo motyla, który[...] jest zazwyczaj
ostatnim z ubiegłego roku, który zapomniał umrzeć.
Pierwsze sygnały wiosny sa najbardziej zwodnicze . Są
to:
1. Krokusy [...]
2. Cenniki ogrodnicze, które przynosi listonosz.
Chociaż ogrodnik zna je na pamięć (tak jak Iliadę
zaczyna od słów Menin, aeide, thea, zaczynają się te
katalogi od słów Acaena, Acantholimon, Acanthus,
Achillea, i tak dalej, co każdy ogrodnik potrafi
wyliczać jakby sypał z rękawa, mimo to czyta je
pieczołowicie od Acaeny po Wahlenbergię albo Yuccę
ciężko zmagając się ze sobą, co by tu jeszcze zamówić.
3. Przebiśniegi [...] i powiadam wam, że żadna palma
zwycięstwa ani drzewo wiadomości, ani wawrzyn sławy
nie jest piękniejszy od tego białego i kruchego
kieliszeczka na bladej łodyżce,chwiejącego się w
słotnym wietrze.
4. Sąsiedzi są również niefałszowanym znamieniem
wiosny. Gdy tylko powyłażą do swoich ogródków z
łopatami i motykami, nożycami i łykiem, farbami do
malowania drzew i rozmaitymi proszkami do
pielęgnowania gleby, doświadczony ogrodnik poznaje, że
nadchodzi wiosna, więc ubiera się w stare spodnie i
wychodzi do ogródka z łopatą i motyką, aby i jego
sąsiedzi poznali,że nadciąga wiosna i przekazywali
sobie przez płot tę radosna nowinę.

Ziemia się otwiera [...] ogrodnik stwierdza, że jego
ziemia jest zbyt ciężka, zbyt zawiesista albo zbyt
piaszczysta; krótko mówiąc wybucha w nim namiętność,
aby ją ulepszyć. [...] istnieje tysiąc środków
służących do ulepszenia ziemi, na nieszczęście
ogrodnik nie ma ich zazwyczaj pod ręką.
W mieście jest poniekąd trudno mieć pod ręką w
mieszkaniu gołębi nawóz, bukowe liście, zbutwiałe
krowie łajno, stary tynk, stary torf, zleżałą darń,
zwietrzałą ziemię z kretowiska, leśny humus, piasek
rzeczny, bagno ze stawu rybnego, ziemię z wrzosowisk,
węgiel drzewny, popiół drzewny, zmielone kości,
trociny z rogu, starą gnojówkę, końskie ścierwo,
wapno, torfowiec i inne odżywcze, spulchniające i
błogosławione składniki, nie biorąc pod uwagę dobrego
tuzina azotowych, mineralnych i rozmaitych innych
nawozów.

Są chwile, w których ogrodnik życzyłby sobie uprawiać,
przerzucać i kompostować wszystkie te szlachetne
ziemie, przyprawy i gnoje, niestety wówczas zabrakłoby
mu w ogródku miejsca na kwiatki.
Tak więc przynajmniej ulepsza jak tylko może, zbiera
po domu skorupki od jajka, spala kości które zostały
od obiadu, przechowuje swe obcięte paznokcie, wymiata
sadzę z komina, wygrzebuje ze zlewu piasek, wbija na
laskę na ulicy piękne kawałki wyschniętego końskiego
łajna i wszystko to pieczołowicie zagrzebuje do swojej
gleby, ponieważ są to spulchniające, ciepłe i gnilne
substancje. Wszystko, co istnieje, albo się nadaje do
gleby, albo nie. Tylko tchórzliwy wstyd staje
ogrodnikowi na przeszkodzie w zbieraniu na ulicy tego,
co pozostawiają po sobie konie, ale kiedykolwiek widzi
na bruku piękną końska kupę, wyrywa mu się z piersi
choć westchnienie, cóż za marnowanie darów bożych.

Gdy człowiek wyobrazi sobie taką górę gnoju na
chłopskim podwórzu... ja wiem,że istnieją różne
proszki w blaszanych pudełkach, możesz sobie kupić co
ci przyjdzie do głowy, różnego rodzaju sole,
ekstrakty, wywary i mączki; możesz szczepić glebę
bakteriami, możesz obrabiać ją w białym płaszczu jak
pan asystent na uniwersytecie albo w aptece. To
wszystko możesz robić
miejski ogrodniku;
ale jak sobie wyobrazisz taką brunatną, t ł u s t ą
g ó r ę g n o j u na chłopskim podwórzu...

Wiecie jednak, że kwitną już przebiśniegi i oczar
rozkwita żółtymi gwiazdkami, i ciemierniki mają już
tłuste pąki, a gdy porządnie się przyjrzycie (musicie
przy tym zataić dech), znajdziecie pąki i kiełki na
wszystkim - tysięcznym cieniutkim pulsem bije zycie w
ziemi. My ogrodnicy już się nie damy, już wypuszczamy
nowe pędy.



K.Čapek "Rok ogrodnika"
Obserwuj wątek
    • rudas21 Re: Rok ogrodnika 07.02.08, 14:28
      deerzet..bardzo mi poprawiłes humorek tym tekstem..właśnie wróciłam
      z ogrodu,gdzie zgrabiałam suche trawki ,listki...a ludzie tak
      dziwnie patrzyli,nie wiem czy będą także szukac wiosny i o tym
      powtarzac,czy moze będą doszukiwac sie we mnie obłędu...hehe...może
      za wcześnie sie tam wybrałam...zimowit wyłazi z ziemi,i krokusa
      spotkałam...
    • horpyna4 Re: Rok ogrodnika 07.02.08, 18:34
      Przynajmniej w lutym jakoś działa. Bo w styczniu, jak słusznie
      stwierdził autor, "ogrodnik przede wszystkim uprawia pogodę".
      Kupiłam tę książeczkę jakieś 20 lat temu i w dodatku z przeceny.
      Potem dokupiłam jeszcze kilka egzemplarzy na prezenty dla takich,
      co doceniają nie tylko treść, ale przyde wszystkim styl.
      • deerzet Re: styl/ česka povaha 08.02.08, 01:16
        V Čapkových cestopisech nejde o zeměpisnou studii, ale
        o zachycení zvláštností, zvyků a životního stylu. V
        těchto dílech je velmi bohatý jazyk, který byl později
        často napodobován, ale nikdo nebyl schopen se Čapkovi
        přiblížit. Tyto cestopisy jsou velmi pěkné, ale v
        mnoha směrech již zastaralé, jazykovou bohatost zde
        lze označit i za trochu nečtivou. Popisuje své vlastní
        cesty. Forma jakou tyto cestopisy psal připomíná jeho
        sloupky. Nejdříve cestopisy posílal do Lidových novin,
        až později vyšly knižně.


        Zahradníkův rok – (1929), jedná se o fejetony o
        zahradničení, zároveň zde pomocí reakcí na děje
        související se zahradničením (např. počasí) vystihuje
        českou povahu.
    • mmmmr Re: Rok ogrodnika 07.02.08, 20:02
      to jest świetny tekst i poprawia humor :), dziękuję
    • gabula777 Re: Rok ogrodnika 07.02.08, 22:40
      Dobry tekst, a uśmiałam się przy
      >>zaczynają się te
      > katalogi od słów Acaena, Acantholimon, Acanthus,
      > Achillea, i tak dalej <<...
      bo skojarzyłam jakoś z litanią do... Wszystkich Ogrodników:-)
      • effi007 Re: Rok ogrodnika 09.02.08, 07:05
        humor pierwsza klasa i styl do podziwiania:)

        litania do ogrodników - hihihi - dobre :)
        • anna.2007 Re: Rok ogrodnika 09.02.08, 08:51
          Mój sąsiad ma 150 krów i robi śliczną górkę gnoju w jednym miejscu.
          Co za zapach i radość dla entomologa badacza błonkoskrzydłych.
          • dar61 Re: ... [ineksprymable] 09.02.08, 09:43
            Są na to gromadzenienie *łajna przepisy.

            Z grubsza je pamiętam jako obowiązek w ciągu TRZECH
            dni takiego postępowania (przyoranie gnojowicy,
            obornika etc.), by perfuma już się nie ulatniała.

            Moi sąsiedzi, czuli na *takim punkcie, swe górki
            obornika ziemią obsypują zanim przekopią na ogródku.

            Inne czasy, inni Czapkowie...
            Tak nam rzeczywistość skrzeczy.
    • deerzet Jak się zakłada ogródki 10.02.08, 13:03
      Motto
      Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się.
      Kilka lat? Ożeń się.
      Całe życie?

      Załóż ogród...

      Kon Fu Tse (Konfucjusz)


      Ogródki można zakładać w różny sposób: najlepszym
      jest wynajęcie do tego celu ogrodnika. Ogrodnik
      nawsadza wam rozmaitych patyków, prętów i badyli, i
      będzie twierdzić, że są to jawory, głogi, bzy , krzewy
      wieloletnie i niskopienne oraz inne gatunki
      przyrodnicze; potem będzie ryć w ziemi, przewracać ją
      do góry nogami i znowu ją udeptywać, ze żwiru zrobi
      dróżki, wetka tam i tu do ziemi jakieś zwiędłe liście,
      o których będzie mówić, że są to rośliny wieloletnie,
      rozrzuci w miejscu, gdzie ma być przyszły trawnik,
      nasionka, nazywając je rajgrasem angielskim i
      mietlicą, wyczyńcem łąkowym, grzebienicą i tymotką,
      wreszcie odejdzie pozostawiając ogródek nagi i goły
      jak w 1. dniu stworzenia świata, kładąc wam tylko na
      serce, abyście tę całą glebę codziennie pieczołowicie
      podlewali, a gdy wyrośnie trawa - kazali sobie
      przywieźć piasek na ścieżki. No dobra.

      Można by się spodziewać, że podlewanie ogródka to taka
      prosta sprawa....

      [pominięto drastyczne sceny walki z wężem ze względu
      na południową porę]

      ...miejsce walki wymazani błotem aż po uszy i obficie
      zlani wodą; jeśli natomiast chodzi o ogródek, zmieni
      się miejscami w błotniste kałuże, podczas gdy w innych
      miejscach popęka z pragnienia.

      Jeśli będziecie postępować tak codziennie, po 14
      dniach zaczną wam
      w y r a s t a ć__c h w a s t y.
      Dlaczego z najlepszego nasionka trawy wyrastają
      najbujniejsze i najb. kolczaste byliny, pozostanie
      jedną z tajemnic przyrody; pewnie należałoby siać
      ziarna chwastów
      aby wypączkował z nich piękny trawnik. Po 3 tygodniach
      trawnik gęsto
      porasta o s t e m
      i innym obrzydlistwem płażącym się lub też po łokieć
      zakorzenionym w glebie; jeśli chcesz to wyrwać z
      ziemi, natychmiast ci się przerwie przy korzeniach
      albo pociągnie z sobą całe grudy ziemi. Tak to już
      jest [im] większe plugastwo, tym b. zdolne jest do
      życia.

      Tymczasem na zasadzie zagadkowej wymiany materii żwir
      ścieżek przekształcił się w najb. lepki i najb.
      mazisty muł, jaki sobie w ogóle można wyobrazić.

      Niemniej należy chwasty z trawników wykorzenić;
      plewisz je, a w ślad za twoimi krokami przyszły
      trawnik zmienia sie w gołą, brunatną glinę, jaką była
      w 1. dniu po stworzeniu świata. Tylko w 2 albo 3
      miejscach wyłazi coś na kształt zielonej pleśni, coś
      zdychającego, rzadkiego i podobnego do mchu; nie może
      być wątpliwości, to właśnie
      w y r a s t a__t r a w k a. Krążysz wokól niej na
      czubkach palców i odganiasz wróble; a gdy wypatrujesz
      oczy po ziemi, na agrestach i porzeczkach, zanim
      zdążyłeś się obejrzeć, pojawiły się 1. listeczki -
      nadejścia wiosny nigdy nie upilnujesz.

      [...]
      Pewnego dnia otworzysz oczy, a ogródek będzie zielony,
      wysoka trawa skrzyć się będzie rosą, a z gęstwiny
      różowych koron wyjrzą nabrzmiałe, brunatne pączki; i
      drzewa się postarzeją [Mirzanie], będą rozłożyste i
      ciemne, o ciężkich koronach, pełne niepokojących
      zapachów w wilgotnycm cieniu. A ty już nie będziesz
      wspominał wątłego, gołego, brunatnego ogródka
      poprzednich dni, niepewnego meszku 1. trawy,
      nieśmiałego pękania 1. pąków, całego gliniastego,
      ubogiego i wzruszającego piękna ogródka
      który
      powstaje.

      No dobrze, ale teraz trzeba
      podlewać,
      plewić
      i oczyszczać ziemię z kamieni.
      *************************************


      K.Čapek "Rok ogrodnika"
      Zahradníkův rok – (1929)

      tłumaczyła z wdziękiem
      Halina Janaszek-Ivaničkowá '1986




    • deerzet Czerwiec ogrodnika 08.06.08, 09:17
      Czerwiec ogrodnika


      Czerwiec to przede wszystkim okres sianokosów, ale jeśli chodzi o
      nas, ogrodników miejskich, nie wyobrażacie tego sobie tak prosto, iż
      pewnego pięknego ranka, skoro świt, naostrzywszy kosę, w
      rozchełstanej koszuli, potężnym zamachem ramion zetniemy ze świstem
      skrzącą się trawę nucąc przy tym ludowe pieśni.
      Sprawa wygląda poniekąd inaczej. Przede wszystkim my, ogrodnicy,
      chcemy posiadać angielską murawę, zieloną jak kula bilardowa i gęstą
      jak dywan, murawę doskonałą, trawnik bez zmazy, darń jak aksamit,
      łączkę jak stół. No cóż, na wiosnę stwierdzamy, ze ta angielska
      murawa składa się z jakichś łysin, dmuchawców, koniczyn, gliny, mchu
      i kilku twardych i pozółkłych kęp trawy.
      Trzeba to najpierw wyplewić; tak więc przykucnąwszy na ziemi,
      wyrywamy z murawy nieprzyzwoite chwasty, pozostawiając za sobą
      ziemię pustą, przyduszoną i tak gołą, jakby na niej tańcowali
      zbójnicy albo stado zebr. Później zalewamy to wszystko wodą i
      pozostawiamy na słońcu, by skiełkowało; następnie postanawiamy
      skosić to, co wzeszło. Podjąwszy tę decyzję, niedoświadczony
      ogrodnik zabiera się i wędruje na pobliskie peryferia, by odnaleźć
      na wypalonej i gołej miedzy babkę z wychudłą kozą, podgryzującą głóg
      albo siatkę kortu tenisowego.
      [...]

      Doświadczony ogrodnik nabywa po prostu maszynę do strzyżenia trawy;
      to jest to coś takiego na kółkach, trzaska jak karabin maszynowy, a
      kiedy przejeżdża się tym po trawie, jej źdźbła latają tu i tam;
      powiadam wam, sama radość. Gdy znajdzie się taka maszyna do koszenia
      w domu, wszyscy członkowie rodziny, począwszy od dziadka, a na wnuku
      kończąc, biją się o to , kto będzie kosić, cóż to bowiem za
      wspaniała zabawa z trzaskiem praskiem ścinać bujną murawę. "Puście
      mnie", prosi ogrodnik, "ja wam pokażę, jak to się robi". Po czym
      zaczyna rozjeżdżać się maszyną po trawniku, z obrzędowością
      mechanika i oracza w jednej osobie. "Teraz już ja", prosi błagalnie
      drugi członek rodziny. "Jeszcze kawałeczek", broni swoich praw
      ogrodnik i znowu rozjeżdza się z traskiem, kosząc trawę tak, że
      wszystko fruwa w powietrzu. To są pierwsze, uroczyste sianokosy.
      "Słuchaj", powiada po pewnym czasie ogrodnik do innego z członków
      rodziny, "nie chciałbyś tak wziąć maszynki i pokosić trochę trawy?
      To jest ogromnie przyjemna praca". "Wiem otym", odpowiada członek
      rodziny chłodno, "ale ja dzisiaj niestety nie mam czasu".

      Sianokosy, jak wiadomo, są dobą burz. Przez kilka dni zbiera się na
      burzę na niebie i na ziemi, słońce pali, ziemia pęka, a psy
      śmierdzą, gospodarz z troską spogląda w niebo i oświadcza, że
      powinno lunąć. Po czym rzeczywiście pojawiają się złowieszcze chmury
      i zrywa się dziki wiatr pędząc przed sobą tumany kurzu, kapelusze i
      zerwane liście, w szczytowym okresie zawieruchy ogrodnik wpada do
      ogrodu z rozwianym włosem, nie po to, by przeciwstawić się
      rozpętanym żywiołom w charakterze romantycznego poety, ale po to, by
      poprzywiązywać wszystko, co przewraca się i łamie od wiatru, by
      odnieść swe narzędzia i krzesełka i w ogóle [wogle] stawić czoło
      klęsce żywiołowej. Podczas gdy bezskutecznie próbuje poprzywiązywać
      łodygi dalii, spadają pierwsze wielkie i gorzkie krople, na chwilę
      zawisa w powietrzu trwoga i oto trzask! przy akompaniamencie
      grzmotów spada wielka ulewa.Ogrodnik kryje się za progiem swego domu
      z ciężkim sercem przyglądając się temu, jak ogródek chwieje się i
      zwija pod uderzeniami deszczu i wichury; a gdy już nastaje
      najczarniejsza chwila, wypada z domu jak mąż ratujący tonące
      dziecię , by przywiązać nadłamaną lilię.
      [...]

      Gdyby mogło to dać cokolwiek, ogrodnik codziennie padałby na kolana
      wznosząc ku niebu takie oto mniej więcej modły: "Panie Boże, spraw
      to jakoś tak, aby codziennie padało mniej więcej od północy do
      trzeciej rano, ale wiesz, powoli i ciepło, aby wszystko mogło
      wsiąknąć; ale by przy tym nie padało na smółkę, smagliczkę i
      posłonek, lawendę i pozostałe kwiaty, które Twej nieskończonej
      mądrości znane są jako rośliny kochające suszę - jeśli zechcesz,
      spiszę Ci je na kawałku papieru; a słońce, aby świeciło przez cały
      dzień, ale nie wszędzie (na przykład nie na i rododendron) i nie
      nazbyt; aby było dużo rosy , a mało wiatru, dostatek dżdżownic, ale
      żadnych mszyc i ślimaków, żadnego mączniaka, i aby raz na tydzień
      padał roztwór krowieńca i gołębiego nawozu, amen".
      Albowiem wierzcie mi, tak było również w Ogrodzie Rajskim, inaczej
      nic by tam nie wyrosło, nie bądźcie dziećmi.

      A skoro wypowiedziało się słowo "mszyce", powinienem dodać ,że
      właśnie, przede wszystkim w czerwcu, należy mszyce tępić. Są na to
      różne proszki, preparaty, mikstury, ekstrakty i smrody, arsen,
      tabaka, mszycol [BIOCZOS i macerat z CEBULI - dop. d.] i inne
      trucizny, które ogrodnik jedne po drugich wypróbowuje, gdy tylko
      stwierdzi, że mu na różyczkach rozmnażają się zielone, nabrzmiałe
      wyssanym moszczem szkodniki. Jeśli zastosujecie te środki z
      zachowaniem pewnej ostrożności i we właściwej mierze, stwierdzicie,
      że wasze róże czasami przeżyją owo tępienie mszyc bez szkody dla
      samych siebie, wyjąwszy ich spalone liście i pąki; jeśli chodzi
      natomiast o mszyce, to tępienie służy im wprost nadzwyczajnie, można
      powiedzieć, że rozkwitają w tym czasie, pokrywając gałązki róż.

      Potem należy je - z głośno manifestowanym objawem wstrętu - gałązka
      po gałązce ROZMIAŻDŻYĆ.

      W ten oto sposób niszczy się zatem mszyce; ogrodnik cuchnie jeszcze
      długo potem tabaką i mszycolem.
    • deerzet Grudzień ogrodnika 04.12.08, 22:41

      fotoforum.gazeta.pl/3,0,1580261,2,1.html
      Ba, teraz jest już wszystko gotowe
      Aż do tej pory rył, kopał, i spulchniał, przewracał, gnoił (...) a
      dopiero teraz, gdy ogródek znalazł się pod śniegiem, przypomina
      sobie, że o czymś zapomniał - popatrzeć nań.

      Ponieważ trzeba wam wiedzieć, że na to nie miał czasu. Gdy w lecie
      biegł popatrzeć na kwitnący dzwonek, musiał się po drodze zatrzymać,
      aby wyciągnąć z trawy chwast. Gdy chciał się porozkoszować pięknem
      rozkwitłych ostróżek, stwierdzał, że musi im dać podpórki. Gdy
      rozkwitły mu astry, biegł po konewkę, aby je podlać. Gdy kwitł mu
      floks, wyrywał chwasty, gdy mu kwitły róże, przyglądał się, gdzie ma
      poobcinać dziczki albo zniszczyć ten mączniak, gdy rozkwitły mu
      chryzantemy, rzucał się na nie z motyką, aby im spulchnić zleżałą
      ziemię. Nic na to nie poradzę, stale było coś do roboty; czyż możesz
      wsadzić ręce w kieszenie i tylko na to patrzeć, jak to wygląda?

      Teraz to jest już, chwała Bogu, wszystko gotowe, no jeszcze by można
      coś zrobić; tam z tyłu ziemia jest jak ciężki cent; a ten chaber
      właściwie chciałem przesadzić, ale zostawmy to w spokoju; już
      napadało śniegu. A gdybyś tak, ogrodniku, po raz pierwszy poszedł
      obejrzeć swój ogródek?

      fotoforum.gazeta.pl/3,0,1580263,2,3.html
      Tak, to czarne, co wyłazi spod śniegu, to jest brunatna smółka, to
      suche źdźbło to jest orlik; ten kawałek spalonego liścia to jest
      tawułka. A spójrzmy, tamten badyl to jest aster ericoides, a tam,
      gdzie niczego nie ma, jest pomarańczowy pełnik europejski, a ta
      kupka śniegu to jest goździk, oczywiście, to goździk. A tamta łodyga
      to jest chyba krwawnik.
      Brr, ależ ziąb! człowiek nawet w zimie nie może się porozkoszować
      swym ogródkiem.
      (...)

      Dobrze jest pomyśleć i o innych rzeczach, mamy pełen stół
      nieprzeczytanych książek, weźmy się do nich; mamy tyle innych planów
      i kłopotów, zacznijmy od nich. Tylko czy pozakrywaliśmy wszystko
      dobrze choiną... Czy daliśmy dość przykrycia trytomie, nie
      zpomnieliśmy zakryć ołownik? A czy nie powinno się zacienić kalmii
      jakąś gałązką? Czy aby nam nie zmarznie azalka? A co się stanie
      jeśli nie wykiełkują nam bulwy astra azjatyckiego. W tym przypadku
      posadzimy na ich miejsce ... poczekajmy ... Poczekajmy, zajrzyjmy
      najpierw do któregoś z cenników.
      Albowiem w grudniu ogródek zawarty jest w wielkim mnóstwie
      ogrodniczych katalogów. Sam ogrodnik przezimowuje pod szkłem w
      ogrzewanej izbie, zawalony po kark bynajmniej nie gnojem ani choiną,
      ale ogrodniczymi cennikami i prospektami, książkami i broszurami, w
      których się doczyta:

      1. że najcenniejszymi i wręcz niezastąpionymi kwiatkami są te,
      których do tej pory w swym ogródku NIE MA;
      2. że wszystko, co tam ma, jest "poniekąd delikatne" i "chętnie
      wymarza" albo że posadził na jednym zagonku obok siebie
      roślinkę, "którą należy chronić przed wilgocią"; że to, co ze
      szczególną uwagą sadził w czasie najmocniej operującego słońca,
      wymaga "pełnego zacienienia" i vice versa;
      3. że istnieje 370 albo jeszcze więcej rodzajów kwiatów,
      które "zasługują na więcej uwagi i nie powinno ich brakować w żadnym
      ogrodzie"; albo które są przynajmniej "całkiem nową i zadziwiającą
      odmianą, która przewyższa dotychczasowe wyniki".

      fotoforum.gazeta.pl/3,0,1579065,2,4.html
      (...)
      W tym momencie zimujący ogrodnik całkowicie przestaje się zajmować
      tym, co w swym ogródku ma, pochłonięty tym, czego w nim nie ma; tego
      czego nie ma, jest naturalnie daleko więcej, rzuca się na katalogi
      podkreślając w nich to, co jeszcze musi sobie zamówić, czego mu na
      litość boską nie może już w ogródku zabraknąć. Za pierwszym zamachem
      zaznacza sobie 490 roślin wieloletnich, które, żeby nie wiadomo co,
      zamówi; podliczywszy je, poniekąd chłodno i z krwiawiącym sercem
      zaczyna wykreślać te, których tym razem się zrzeknie. Tę bolesną
      eliminację musi przeprowadzić jeszcze pięciokrotnie, pozostaje mu
      wreszcie jakichś 120 "najpiękniejszych, najwdzięczniejszych,
      niezastąpionych" roślin wieloletnich, które - uskrzydlony dogłębną
      radością - natychmiast zamawia: "Poślijcie mi je w początku
      marca!" - Boże, gdyby już był marzec, myśli sobie drżąc jak w febrze
      z niecierpliwości.

      (...)
      Nic się nie da zrobić, trzeba czekać. Wówczas ogrodnik rzuca się na
      coś innego, powiedzmy na sofę, na tapczan albo na szezlong, usiłując
      oddać się zimowemu naturalnemu snu.
      Po upływie pół godziny zrywa się z pozycji horyzontalnej inspirowany
      nową ideą.
      Doniczki!
      Przecież można uprawiać kwiatki w doniczkach! Nagle objawia sie
      przed nim gęstwina palm i latanii, smokowców i trzykrotek,
      asparagusów, kliwii, aspidister, mimoz i begonii w całej ich
      tropikalnej krasie, a wśród nich, jak wiemy, rozkwitnie jakaś ta
      przyspieszona prymulka i hiacynt, i cyklamen; korytarz przekształca
      się w równikową dżunglę, po schodach będą spływać zwisłe pędy, a na
      okna postawimy roślinki, które będą kwitły jak szalone (...) biegnie
      do ogrodnika za rogiem (...) stwierdza, że to , co zgromadził, nie
      wygląda wcale jak równikowa puszcza, ale raczej jak mniejszy
      garncarski kram; że nie może niczego dać na okno, ponieważ - jak z
      fatalizmem głoszą domownicy ż e ń s k i e g o rodzaju - okna są na
      to, aby się przez nie wietrzyło; że nie może niczego dać na schody,
      ponieważ przez to się ponoć porobi tylko świństwa i ponalewa wody;
      że nie może swego holu zmienić w tropikalną puszczę, dlatego że mimo
      jego błagalnych próśb i zaklinań kobiety nie pozwolą na to, aby tam
      nie otwierać okien na mroźne powietrze.

      Tak więc ogrodnik zmuszony jest odnieść swe skarby do piwnicy,
      gdzie, jak się pociesza, przynajmniej nie zmarzną; a na wiosnę,
      grzebiąc w wilgotnej glebie na dworze, zapomina
      o nich
      na śmierć (...)

      fotoforum.gazeta.pl/3,0,1580262,2,2.html

      *******************

      K.Čapek "Rok ogrodnika"
      Zahradníkův rok – (1929)
      Ilustracje Josef Čapek

      tłumaczyła z wdziękiem
      Halina Janaszek-Ivaničkowá '1986
    • ewa553 Re: Rok ogrodnika 05.12.08, 09:01
      musze sprawdzic czy tego Haska ktos przetlumaczyl na niemiecki.
      Tak bardzo byloby mi to potrzebne, aby moja niemiecka przyjaciolka
      (bez ogrodu) przestala wreszcie pytac, czy jestem juz gotowa z
      ogrodem! Jak takiej (bez ogrodu) wytlumaczyc, ze prawdziwy ogrodnik
      nigdy nie jest gotowy z pracami ogrodowymi, ze zawsze jest cos do
      zrobienia, a jak juz - wydawaloby sie - jest wszystko gotowe, to
      nagle odkrywa sie mnostwo ciekawej pracy w ogrodzie....
      • anna.2007 Re: Rok ogrodnika 05.12.08, 20:55
        Ja muszę Czapka wreszcie w bibliotece "namierzyć" i poczytać. Byle
        do wiosny.
        • zastepowa Re: Rok ogrodnika 05.12.08, 23:29
          I mimo, że mineło tyle lat, wciąż aktulne.
          Super tekst.
          • leeliana Dziękczynnie... 06.12.08, 12:01
            się kłaniam, deerzecie, za cytaty z Capka, przypomniałam sobie, uśmiechnęłam
            się, wyallegrowałam egzemplarz :-) Z ogrodniczym zmarzniętym pozdrowieniem dla
            wszystkich! A znacie "Teorię Nie-uprawiania ogrodu" Kołakowskiego?
        • mirzan Re: Rok ogrodnika 06.12.08, 13:50
          Przeczytaj przy okazji Inwazję Jaszczurów.
          www.allegro.pl/search.php?string=inwazja+jaszczur%C3%B3w&from_showcat=1&category=0&country=1
          • leeliana Re: Rok ogrodnika 07.12.08, 09:51
            Jeśli to do mnie, mirzanie, to uprzejmie informuję, że jakiś czas temu czytałam,
            jako i inne Capkowe dokonania... Zatem - Capki z głów, Panowie i Panie, przed
            portretem cesarza... :-)
            • mirzan Re: Rok ogrodnika 07.12.08, 11:24
              Ten cesarz przez muchy udekorowany,to był u Haska,w gospodzie gdzie
              Szwejk przesiadywał...
              • leeliana Re: Rok ogrodnika 07.12.08, 22:15
                Ale nie da się raczej zdjąć haska z głowy... ;-)
                • mirzan Re: Rok ogrodnika 07.12.08, 22:22
                  leeliana napisała:

                  > Ale nie da się raczej zdjąć haska z głowy... ;-)

                  Można go przykryć capkiem.Albo beretem.Przykrywam od jutra Klaudyną.
    • szadoka Re: Rok ogrodnika 07.12.08, 12:04
      cudowne. Posiadam jedna ksiazke Ciapka (niestety nie te).

      "Osiol: tfu takie powazne czasy a czeresnia nie wstydzi sie kwitnac ".
      • deerzet W imieniu Karla Čapka - diakujem/ Šadoce 07.12.08, 23:35
        {Šadoce}, w imieniu nieciapowatego K. Čapka, słów kilka:

        O českich čereśniach, čęstokroć w ćasto ćurkniętych, ćekawie, ač
        časochłonnie česką čćonką [čyli K.Čapka], tutaj čččytajmy [i pišmy]:

        grzegorj.w.interia.pl/ftestpl.html
        • szadoka Re: W imieniu Karla Čapka - diakujem/ Šadoce 09.12.08, 15:29
          :))) jakos mi sie Ciapek (fonetycznie ) bardziej podoba niz Capek
          (ktory cos nie pachnie :))
          Ja dziekuje za absolutnie cudowne cytaty.
          Pedze uprawiac pogode , bo cos deszczem zarosla...
          • gabula777 Re: W imieniu Karla Čapka - diakujem/ Šadoce 09.12.08, 20:37
            Ciapek lepiej:-), a ja dzisiaj w grudniu...plewiłam, nie tylko 'deszczem'
            zarosło, ale pospolitą gwiazdnicą .Cholerstwo, całe wielgachne kępy rosły w
            żywopłocie z berberysu, a wiosną kwitną tam dzikie krokusy i ranniki, chyba
            ledwo byłoby je widać.Toto nie marznie, kwitnie w najlepsze i rozsiewa się.
            • leeliana Re: W imieniu Karla Čapka - diakujem/ Šadoce 09.12.08, 21:24
              Mmmm, gabulo, gwiazdnica...:-) Też mam to paskudztwo, do tego jeszcze jedno
              ziółko przebrzydłe - wygląda jak malutka koniczynka z czerwonymi listeczkami,
              pomarańczowożółte kwiatki, nawet toto ładne, ale jak spośród kory na rabacie
              wyłazi albo ze szpar pomiędzy płytkami to mnie nachodzi żądza niszczenia, nawet
              zimą :-) Owocnego pielenia :-)
              • deerzet Oxalido-Chenopodietum polyspermi u Leeliany 09.12.08, 21:38
                www.atlas-roslin.pl/gatunki/Oxalis_europaea.htm

                Mamy toto też...
                Nienawidzę, choć podziwiam plenność, też.
                • horpyna4 Re: Oxalido-Chenopodietum polyspermi u Leeliany 10.12.08, 11:40
                  Deerzecie kochany, piszesz o szczawiku żółtym. Jest on wprawdzie
                  plenny, ale dość łatwo się go wyrywa. Prawdziwym problemem jest ten
                  o czerwieniejących listkach, czyli szczawik rożkowaty. Przy nawet
                  najstaranniejszym wydłubywaniu zawsze coś zostaje w ziemi, zwłaszcza
                  gliniastej. I żadne ściółkowanie korowiną mu niestraszne, w każdym
                  razie nie do końca.
                  www.atlas-roslin.pl/gatunki/Oxalis_corniculata.htm.
                  • deerzet Re: O. corniculata u D.E. Jourdina 10.12.08, 12:17
                    Dzięki Wszechwiedząca {Horpyno}!

                    www.atlas-roslin.pl/gatunki/Oxalis_corniculata.htm
                    Ach, więc to jest to dziadostwo, co mi zawitało na zagonki wtedy jak
                    sąsiad warzywnik zamienił na trawnik....

                    A ów zajęczy czy żółty mi służą do podszkalania berbeci-sąsiadek
                    ogródkowych w rozpoznawaniu roślinek po smaku szczawianów. Taaakie
                    oczy robią, jak im opowiadam, że roślinki nie siusiają, bo mają
                    pieluchy w wodniczkach w tkankach.
                    Dla takich chwil rozpoznawania tego błysku "wiem!" w oczach mini-
                    słuchaczki warto być nauczycielem...

                    Dlaczego Was, o Wszechwiedzące Wspaniałe Panie, tu czytać warto?
                    By taki Deerzet nie uważał się za wszystkowiedzącego :)
                    By się dowiedział, co to jest odmiana botaniczna, czy ten, jak mu
                    tam było? - O. corniculata.

                    To ja całe zycie mówiłem prozą, a o tym nie wiedziłałem, że to
                    rożkowaty!

                    Tęsknię do czasów dzieciństwa, gdy u rodziców kury pozostawiane w
                    wygrodzonym rejonie ogródka na zimę wyjadały tam wszystkie nasiona
                    chwastów, o zieleninie nie wspominając.
                    Chyba opatentuję to eko-odchwaszczanie...

                    Dzięki składam {Horpynie} za hurra-opinię [oksadelisową].

                    PS. Drapak L-kształtny szczawik za różki z chodników ściąga.
                    Z korowej rabatki - sam znikł.
                    Pod nacią marchwianą - jam ci to, nie chwaląc się, uczynił...
                    D.E(r).Z.
                    • gabula777 Re: O. corniculata u D.E. Jourdina 10.12.08, 13:24
                      Chyba popularniejszy w ogrodach jest jego purpurowy wariant (oxalis corniculata
                      atropurpurea)Ja mam bynajmniej ten i u wielu znajomych tez taki widziałam, w
                      słońcu listki są bordowe, a w cieniu ciemnozielone z bordowym odcieniem.Ładne to
                      jest, ale uciążliwe, bo nie dość , że rozłazi rozłogami to 'strzela' nasionkami.
                    • horpyna4 Re: O. corniculata u D.E. Jourdina 10.12.08, 13:50
                      Horpyna nie jest wszechwiedząca, tylko ma w ogródku oba te
                      dziadostwa. Żółte i rożkowate.
                      A że jest z natury leniwa, to one się z niej śmieją. Zwłaszcza
                      rożkowate.
                      Na szczęście udało się jej trochę podszkolić niekumatego małżonka na
                      tyle, że odróżnia te świństwa od innych roślin. Mniszki od trawy też
                      odróżnia.
                      Małżonek bierze więc czasem do ręki śrubokręt i idzie popracować...
          • deerzet Šadoce/ Gabuli 09.12.08, 21:30
            ligoblog.blox.pl/2008/12/Stilic-czy-moze-jednak-Sztilic.html

            Zachwalam {Gabuli} grubą korową [KOROWINOWĄ] podsypkę w żywopłocie
            uczynić - jako i ja mam.
            Wiosną korę tę podnoszą cebulice tam posadzone, przekwitają, a inna
            żadna wsiewka nam się tam nie pojawia - choć o dwa metry jest
            zażewie zarazy: słodkie, dzikie fijołki...
            • gabula777 Re: Šadoce/ Gabuli 09.12.08, 22:54
              Korową podsypkę mam w owym żywopłocie, ale on sędziwy już dość i
              rozłożysty(prawie 20 -letni) i kora podsypana była grubo jak dobrze pamiętam
              tylko po posadzeniu.Teraz przydałoby się nasypać znowu, przymierzam się, ale czy
              aby potem cebulki nie będą zbyt głęboko? Druga rzecz to silne południowe wiatry,
              które wywiewają mi tę korę, na żwir między żywopłotem a domem.
              • deerzet Kora/ korowina 09.12.08, 23:31
                {Gabulo}, podkreślam:
                KOROWINA.
                Takie kęsy grube na 2-3-4 cm.
                Ta korowo-trocinowa mielonka workowana, prosto ze sklepu, nawet mi z
                deszczem spływała...

                Swoją KOROWINĘ w płatach, do POŁAMANIA, - sąsiadom podbierałem z ich
                porąbanego stosu opałowego. Dopiero wtedy - jak mi w mym lasku
                okolicznym zabrakło tej, jaką wyzbierałem w promieniu kilometra :)))

                Ad głębokość:
                Swoją korowinę na tulipanach, żonkilach i właśnie cebulicach też
                podejrzewałem, że mi ich kwitnienie mechanicznie powstrzyma.
                Gdzie tam!
                Ładnie wypchnęły wiosną się ich liście nowe i pąki, w niebo
                wystrzeliły krasą swą triumfalną!
                Warunek: WĄSKIE , dowolnie długie połamane kęsy tej korowiny.

                Jedyne, na co narzekałem, to uparte codzienne, [świtem powodowane]
                PRZEWRACANIE i wywalanie tej korowiny na ścieżki przez buszujące w
                żywopłotach nasze KOSY...
                Z początku ową korę dociążałem antykosowo kamieniami [w miejscach
                bezkwiatowych].
                Potem ma kocia ogrodowa rezydentka kosom buszowanie w zbożu mych
                żywopłotów z dzioba wybiła.

                A kosom i tak podrzucam wszystkie me znaleziska typu poczwarnych
                poczwarek, pękatych pędraków - na płaskim talerzyku czy pokrywce od
                wiadra.
                Rano - puste są.

                Smacznego czerwonodzioby mój tropicielu.

                Pozdrawiam {Gabulę} potrząsająć za grabulę.

                D.E.Z.
                • gabula777 Re: dzięki Deerzet 10.12.08, 09:25
                  O widzisz! to jest myśl, nie przyszło by mi to do głowy, żeby płaty kory były
                  WĄSKIE, ale grube.Stara kora jest już zleżała, zbutwiała mocno nasiąka wodą i
                  nie 'fruwa' od wiejących silnie południowo- zachodnich wiatrów.Muszę poszukać
                  takiej kory w tartaku;;również pozdrawiam :-)
                  • leeliana Uwierzycie? 13.12.08, 17:41
                    Mój oxalis, jakkolwiek go dalej określać, wziął się właśnie z zakupionej kory do
                    ściółkowania roślin! Zanim nie wpadłam kilka dobrych lat temu na ten teraz jakże
                    popularny pomysł i nie przytaszczyłam (rękoma ślubnej połowy) kilku worów grubej
                    kory, miałam zerowy stan szczawików w ogrodzie. Skąd wzięła się gwiazdnica?
                    Podejrzewam jakąś roślinkę zakupioną w szkółce o przemycenie cieniuteńkich
                    korzonków, potem to już samo poszło... Rdzenne to mam skrzypy, paskudny
                    podagrycznik, i kilka innych banalnych acz uciążliwych chwaścisk. Ponoć dobrze
                    służą do określania rodzaju gleby, ale u mnie wespół wzespół rosną i takie dla
                    zasadowej i takie dla kwaśniej, i dla piaszczystej i dla wilgotnej :-) Też tak
                    macie?
                    • gabula777 Re: Uwierzycie? 13.12.08, 19:46
                      Też u mnie tak jest, że rośnie podagrycznik( najwięcej tego i u sąsiadów też),
                      pokrzywa(jak ta lala, również żegawka), pięciornik rozłogowy, złocień
                      właściwy,jasnota purpurowa, rzeżucha łąkowa, rdest, szczaw, powój polny,trochę
                      skrzypu a więc chwasty typowe dla wilgotnej i żyznej gleby.W jednym miejscu
                      złocień zupełnie zdominował trawę i mam 'pole margaretek', bardzo praktyczne,
                      koszone trzy razy w roku.W innym miejscu sama wyrosła wilgociolubna tojeść
                      rozesłana i zdominowała trawę, podobnie jak bluszczyk kurdybanek.W innej części
                      ogrodu, położonego nieco wyżej rośnie sobie jastrzębiec kosmaczek, prosienicznik
                      gładki, pięciornik piaskowy, a więc chwasty typowe dla suchej gleby.Gwiazdnica
                      pospolita lubi żyzne, wilgotne i chłodne gleby i nie trzeba znikąd jej
                      'przynosić' sama się pojawi, podobnie jak i znienawidzony przeze mnie tasznik.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka