Dodaj do ulubionych

Nici, sznurki a gołębie

04.09.08, 08:37
Ostatnio w czasie spacerów z córką co raz częściej widzę gołębie bez
palców, ze zdeformowanymi łapkami i aczasem wręcz bez łapek,
przyczyną tego stanu są sznueki i nici, które wyrzucamy do śmieci,
gołębie jako wszyskożerne grzebią w tych śmieciach i zaplątują się
w nie. Najczęściej próby oswobodzenia kończą się na zaciśnięciu
sznurka/nitki na łapce zwierzaka co sprawia mu olbrzymie cierpienie
a w konsekwencji obumarcie części łapki.
I tu mój apel, w przypadku wyrzucania tego typu odpadów tnijmy je na
mniejsze kawałki, myślę że nie jest to zbyt uciążliwe, a biednym
gołębiom oszczędzi cierpienia a czasem nawet uratuje życie.
Bardzo proszę w imieniu swoim i gołębi.
P.S. dzieci w przedszkulu do którego chodzi moja córka są już
edukowane w tym kierunku.


Obserwuj wątek
    • mirzan Re: Nici, sznurki a gołębie 04.09.08, 12:40
      Czy nas w kraju są gdzieś wysypywane śmieci na zimię a nie do
      pojemników?Widziałem gołębie noszące kromkę chleba na szyi, ale nigdy
      z nitką czy sznurkiem.
      • kachad Re: Nici, sznurki a gołębie 04.09.08, 15:46
        Zapewniam Cię, że jest ich mnóstwo, jak uda mi się sfotografować to
        wstawię link.
        • mirzan Re: Nici, sznurki a gołębie 04.09.08, 19:32
          kachad napisała:

          > Zapewniam Cię, że jest ich mnóstwo, jak uda mi się sfotografować
          to
          > wstawię link.
          Nie sądzę, aby zdjęcie rozsypanych śmieci było interesujące. Czy
          ktoś coś robi, aby śmieci nie były rozwalone? Mam wrażenie,ze jeśli
          nie będzie sznurków, to reszta jest w porzadku.
          • kachad Re: Nici, sznurki a gołębie 05.09.08, 09:21
            Nie zdjęcie śmieci, ale gołębi
            • horpyna4 Re: Nici, sznurki a gołębie 05.09.08, 09:49
              Dotyczy to nie tylko gołębi. Ofiarą żyłek (np. wędkarskich) pada
              również ptactwo wodne. Ludzie powinni mieć jednak trochę więcej
              wyobraźni.
          • yoma Re: Nici, sznurki a gołębie 05.09.08, 14:12
            Mam wrażenie, że Kachad uważa, że ludzie nic nie robią, tylko maniacko i z
            uporem wyrzucają do śmieci sznurki
    • yoma Re: Nici, sznurki a gołębie 04.09.08, 13:22
      I bardzo dobrze, precz ze srakami!
      • deerzet sznurki a bociany 05.09.08, 14:50
        Choć gołębie w miastach spełniają rolę latających szczurów, są też
        zainfekowane różnym paskudztwem - ale tu nieco {Yoma} przesadziła.

        Owe sznurki są główną przyczynĄ nógzanikania, właśnie.
        Np. u bocianów.
        Bocianiątka się zaplątują, zaciskanie nóżkę deformuje, kaleka
        rośnie, z gniazda jest zrzucany, lub dzielony przez rodziców na
        porcję świeżyny dla 2. potomka w gnieździe, {Yomo}.
        • yoma Re: sznurki a bociany 05.09.08, 15:55
          To apelujmy do rolników, żeby sznurka do snopowiązałek nie zostawiali na polach
          :) Zrozumiałam, że w wątku chodzi o problem miejski.

          Jakem życzliwa dla rozmaitej żywiny, to jednak nie fanatycznie. Komara, jak mnie
          utnie, nie pogłaszczę, lecz pacnę. Mszyce i prusaki tępię. Do tej samej
          kategorii należy gołąb, czyli srak.

          Brudne to do tego stopnia, że własne gniazdo kala, o ile gniazdem można nazwać
          dwie gałązki na krzyż, bo tyle im wystarcza. Głupie to takie, że nawet odruch
          Pawłowa u tego nie występuje. Sra, wybaczcie wyrażenie, wszędzie. Zniechęcić
          tego nijak. Mnoży się jak króliki od marca do listopada. Życiem poczętym balkon
          bombarduje. Kwiatki łamie.

          Mniemam, że ani ty, Deerzecie, ani autorka wątku balkonu użytkowo-estetycznego
          nie macie?

          A co do bocianiątek, przynajmniej świeżyna się nie marnuje i wykarmieniu służy :)
          • kachad Re: sznurki a bociany 06.09.08, 11:54
            Otóż, mam balkon-taras 35m2, dużo kwiatów, stół krzesła, leżaki
            i.... biegającą dość często po balkonie fretkę, gołębie mnie nie
            napastują.....
            • yoma Re: sznurki a bociany 09.09.08, 17:28
              No widzisz. A u mnie gołębie wiją sobie bezczelnie gniazdko tuż pod nosem kota.
              Też biegającego.
          • deerzet Sznurki, torebki, psie łajno - wsio ryba 06.09.08, 13:37
            Mieszkam w parterniaku. W domu rodzinnym właśnie wykończyłem
            rodzicom balkonotaras. 15 m bież. balkonu i 16 m kw. tarasu.

            Gołębie przy domu rodziców POGONIŁEM, jak mi tam o świcie sierpówki
            samce niewyżyte, samiczki spragnione, charakterystycznym
            niemelodyjnym fiukaniem po ciężkiej robocie sen o świcie odbierały.
            Nie siadały na balkonie - a na słupie bliskim oknu o świcie.
            Tydzień straszenia rzucanymi jabłkami-spadami i nauczyły się, że
            antena na dachu i ów słup groźne.

            Zimą owe tureckie importy i grzywacze DZIKIE podkarmiałem. Na ich
            nadmiar latem jest jedyny sposób sprawdzony - NIE DO-KAR-MIAĆ w
            mieście.
            One od lat około 100 do miast przeniknęły, z odpadków się utrzmując.
            Dziś nawet, co mnie cieszy - bo są też importem WIEJSKIM,
            odpadkowym - z miast wróble znikają, głodem zmuszone do reemigracji
            na południe Europy - ich ojczyzny. Miasta czystsze - mają też mniej
            lisów i jenotów mniej.

            Na forum weterynaryjnym znawczynie zachwaliły sobie czynione NA
            ZAMÓWIENIE, i kupowane gotowe, SIATKI p-ko wyskakiwaniu kotów z
            balkonów, podając ich [siatek, choć i kotów też] przydatność
            antygołębią.

            Proszę więc {Yomę} - niech przetestuje siatkę i z kup skrobania
            zrezygnuje
            • yoma Re: Sznurki, torebki, psie łajno - wsio ryba 09.09.08, 17:30
              Siatek nie będę testować, toż czułabym się we własnym domu jak za kratami. A
              odruch Pawłowa... a raczej jego brak u sraków... cóż...

              Jeśli ktoś pięć razy dziennie dostawałby w dupę z procy, aż pierze leci, to w
              końcu nauczyłby się, że tu nieprzyjemnie i tu siadać nie należy, czyż nie?
              Wypławek by się nauczył! A sraki nie.

              Łbów im nie ukręcam, ale kochać nie będę i dlatego rzewne apele w obronie sraków
              mnie nie wzruszają.
    • wami41 Re: Fruwajace szczury!!!!!!!!! 06.09.08, 22:29
      Golebie to nic innego jak fruwajace szczury. Roznosza te same
      pasozyty i choroby. Do tego jeszcze s.... na dachy i elewacje domow.
      Czy my jestesmy na tyle bogatym spoleczenstwem aby sobie pozwolic na
      niszczenie elewacji domow i kamieniczek? Malo tego, te chorobska
      ktorych czesto ludzie sobie nawet nie kojarza z sasiedztwem golebi.
      Nie mam zadnej litosci dla tego badzewia
      • mirzan Re: Fruwajace szczury!!!!!!!!! 06.09.08, 23:36
        Mają tak schludny, czysty,porządny wygląd i eleganckie zachowanie,
        że sam chciałbym tak wyglądać.
      • deerzet Re: Fruwajace smakowitości 07.09.08, 15:14
        Gołębie pono smaczne są, {Wamio}...

        W Chinach [ludowych] najpierw zwalczano muchy hurtem, potem była
        akcja antywróblowa, potem Chińczykom owi "mądrzy" pomysłodawcy akcji
        zwalczania odumarli byli.
        I dobrze im tak.
    • luiza-w-ogrodzie Re: Nici, sznurki a gołębie 08.09.08, 05:56
      Hm, a nie wystarczy wyrzucac smieci w szczelnie zawiazanych torbach
      i do szczelnie zamykanych pojemnikow?

      To rzeklszy, sama kilka lat temu oswabadzalam pol-oswojonego
      rodzimego golebia (Crested Pigeon); mial ciasno oplatana na nozce
      elastyczna nitke, jakby wypruta z jakiegos ciucha; zlapalam go i
      nitke obcielam, ale juz nigdy potem tak blisko do nas nie
      podchodzil.

      Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry!
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • horpyna4 Re: Nici, sznurki a gołębie 08.09.08, 09:51
        Niestety, problem polega na tym, że śmieci są rzucane wszędzie.
        A wszelki prymityw jest niereformowalny. Coś jest zbędne, to się
        wyrzuca za okno (w warunkach miejskich, bo na wsi większość syfu
        ląduje w lesie).
        • deerzet Meldunek Horpynie 08.09.08, 15:15
          Cały przysiółek wokół mej śródleśnej głuszy już jest wysprzątany.

          WSZYSTKO, co nie pasowało do leśnego otoczenia wyzbierałem na spółkę
          z sąsiadem. I lodówki po POPRZEDNICH lokatorach [w tym po eks-
          dyrektorze szkoły pobliskiej], i przerdzewiałe siatki ogrodzeniowe,
          i buty, i gruz, i dachówki i papę i ów kłąb pończoch...

          Przy tym tylko jedną postgermańską monetę tam znalazłem sprzed stu
          lat...

          Z gałęzi układamy tam gustowne sterty ku uciesze ropuch i jeży.
          Kupy kamieni spiętrzamy, Budki i kosze lęgowe dowieszamy, psy na
          uwięzi prowadzimy... Pojnik uzupełniamy.
          Nad kotem się zlitowałem i mu dzwoneczek z obrózki zdjąłem.
          Aha - i paśnik swego chowu tam stoi, i lizawka z solą.
          Dzięki czemu lornetki nie trza używać do obserwacji zwierza.

          Po uważaniu zezwoliliśmy sąsiadce jej chwasty jeno z ogródka
          gustownie rozrzucać po lasku. Sąsiadka nie ma kompostownika jako
          jedyna.

          W sąsiedniej wiosce pojemniki do selekcji odpadów są zapełniane w
          mig.

          Tak więc osądy {Horpyny} trza zktualizować.
          W miastach zaś owe podzrucane śmieci skutkują dziwną redukcja
          wielkości i liczby koszy publicznych natrotuarowych ;))

          {Horpyny} słowa:
          [... bo na wsi większość syfu ląduje w lesie). ...].

      • deerzet Re: podchodzenie 08.09.08, 14:52
        Proszę sie nie czuć urażoną, ale {Luizowe} lokalne zwierzaki są
        jeszcze nieco niezurbanizowane, że tak powiem :)))

        W Europie zdarza się, że zwierz dziki, w linkę zaplątany np. na
        porożu, z zaciśniętą puszką na ryju czy z sarniątkiem zaplątanym w
        jakimś sidle - DO CZŁEKA o pomoc się zgłasza.
        Nie obawiając się go podchodzi, prowadzi do owego sarniątka w
        głuszę.

        Nie są to rzadkie przypadki tu, w Starym Kraju, {Luizo}.
        Mają zaległości w tym zgłaszaniu się o pomoc Wasze krajowe animale...

        Choć właściwie może Wasze delfiny i inne walenie są od naszych w tym
        lepsze.

        Co do pojemników. Nic się nie oprze głodnemu niedźwiedziowi, lisowi
        czy innemu szopowi. . Kłódka na klapie - no chyba że ona.

        A nie sortują tam u Was śmieci?
        No taaak, Wy protokołu z Kioto nie podpisaliście... I Hamerykanie
        też.
        :)))

        My nie mamy śmieci, my mamy surowce wtórne. Plus kompost.
        I złomiarzy
        :)))
        • luiza-w-ogrodzie Trivia australijskie 09.09.08, 05:03
          deerzet napisał:
          >Proszę sie nie czuć urażoną, ale {Luizowe} lokalne zwierzaki są
          >jeszcze nieco niezurbanizowane, że tak powiem :)))

          >W Europie zdarza się, że zwierz dziki, w linkę zaplątany np. na
          >porożu, z zaciśniętą puszką na ryju czy z sarniątkiem zaplątanym w
          >jakimś sidle - DO CZŁEKA o pomoc się zgłasza.
          >Nie obawiając się go podchodzi, prowadzi do owego sarniątka w
          >głuszę.
          >Mają zaległości w tym zgłaszaniu się o pomoc Wasze krajowe
          animale...

          >Nie są to rzadkie przypadki tu, w Starym Kraju, {Luizo}.

          Luiza: Deerzet, ladne te bajki z mchu i paproci :o) Linki poprosze.
          Sam wiesz, ze sa to tak rzadkie wypadki (dotyczace glownie zwierzat
          podkarmianych przez ludzi) ze opisuje sie je w gazetach jako
          sensacje. W Australii dzikich zwierzat sie nie dokarmia, wiec i do
          ludzi nie sa przyzwyczajone. Ptaki to inna historia. Swoja droga,
          gdyby ten czubaty golab nie byl przez nas przyuczony do jedzenia z
          reki, nie moglabym go zlapac i usunac mu nici z nogi.

          >Choć właściwie może Wasze delfiny i inne walenie są od naszych w
          tym lepsze.

          Luiza: LOL, na pewno!

          >Co do pojemników. Nic się nie oprze głodnemu niedźwiedziowi, lisowi
          >czy innemu szopowi. . Kłódka na klapie - no chyba że ona.

          Luiza: U nas nie ma szopow ani naturalnych drapieznikow, te ktore sa
          to sprowadzone przez ludzi dingo i lisy. To pewne ze znacznie
          latwiej jest zabezpieczyc sie przed nimi niz przed wilkami czy
          niedzwiedziami, jak wiadomo stadnie biegajacymi zimowa pora po
          ulicach polskich miast :o)

          >A nie sortują tam u Was śmieci?

          Luiza: Sortuja od co najmniej kilkunastu lat (tyle tu mieszkam).
          Mieszkancy domow i blokow maja osobne pojemniki na smieci, surowce
          wtorne i zielone odpady. Plus punkty zbiorcze dla odpadow
          chemicznych, elektronicznych i motoryzacyjnych.

          >No taaak, Wy protokołu z Kioto nie podpisaliście...

          Luiza: Jak to nie? Czwartego grudnia zeszlego roku nasz nowy premier
          Kevin Rudd podpisal protokol z Kioto co bylo jego pierwsza formalna decyzja jako szefa rzadu.

          >My nie mamy śmieci, my mamy surowce wtórne. Plus kompost.
          >I złomiarzy

          Luiza: Rok temu gdy bylam w Polsce jeszcze byly tam smieci. W duzych
          ilosciach, czesto widoczne a jeszcze czesciej wyczuwalne wechem.
          Kompost nie byl wowczas zbyt popularny a odwiedzalam ogrodki
          dzialkowe i ogrody przy domach mojej rodziny; kompostuja ludzie,
          ktorych nie stac na kupno nawozow sztucznych, jakie bardziej zamozni
          dzialkowicze rozrzucaja szczodra reka. Czy cos sie zmienilo?
          Zlomiarzy u nas nie ma a ci z Polski stali sie slawni nawet poza jej
          granicami :o)

          PS1 Deerzet, jak sie Tobie podoba moja sygnaturka?

          PS2 Trivia australijskie jeszcze raz: Australia ma najwieksze w
          swiecie obszary ziemi zajete pod organiczna uprawe warzyw i owocow.
          Polecam wizyte w Australii, kraju o ktorym niewiele sie wie w Polsce.

          Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry!
          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          Australia-uzyteczne linki
          • mirzan Re: Trivia australijskie 09.09.08, 07:28

            > Polecam wizyte w Australii, kraju o ktorym niewiele sie wie w
            Polsce.

            Mój kolega był tam z wizytą u syna. Z nudów podlewał trawnik.
            Przyjechali jacyś urzędnicy, narobili synowi awantury,że na czarno
            emigranta zatrudnił.Synowa narobiła mu awantury,że wodę marnował.
            • luiza-w-ogrodzie Re: Trivia australijskie 09.09.08, 08:10
              mirzan napisał:

              > Mój kolega był tam z wizytą u syna. Z nudów podlewał trawnik.
              > Przyjechali jacyś urzędnicy, narobili synowi awantury,że na czarno
              > emigranta zatrudnił.Synowa narobiła mu awantury,że wodę marnował.

              A kolega znal jezyk angielski? Nie? To nic dziwnego ze sie nudzil...

              Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry!
              .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
              Australia-uzyteczne linki
              • mirzan Re: Trivia australijskie 09.09.08, 08:13
                Moje pokolenie zna rosyjski.Nawet gdyby znał to i tak wszędzie było
                za daleko,a własnego samochodu nie miał.
          • deerzet Kontrasty polskie 09.09.08, 13:08
            {Luizy} słowa:

            [...Deerzet, ładne te bajki z mchu i paproci :o) Linki poproszę...]
            Sznurków nie poda Deerzet, bo dopiero od lata zeszł. roku ma stałe
            łącze by air i nie wszystko jeszcze odszukał w sieci.
            Opowieści Żwirki i Wigurki, kolorystów myśliwych i wędkarzy też
            filtruje. Prasę kolorową vel brukową nie kupuje i nie czyta.

            [...W Australii dzikich zwierząt się nie dokarmia, więc i do
            ludzi nie są przyzwyczajone...]
            W Polsce dokarmianie staje się de mode - tylko w kopne śniegi i w
            lute mrozy [rzadkość, ostatnio pamiętam je z ... 1988 roku].
            Tak ratuje się jeszcze introdukowane tu żubry.
            Ptaki zimą też już nie powinno się dokarmiać. Tak zalecają właśnie
            biolodzy. .

            [...U nas nie ma szopów ani naturalnych drapieżnikow...]
            W Polsce też myśliwi zastępują owych drapieżców, ale cosik im nie
            wychodzi to zastępstwo. Zamiast selekcyjnych, zdeformowanych poroży
            łowcy mocują na swych ścianach nekro-trofea "medalowe", rekordowe ;)

            [... sprowadzone przez ludzi dingo ...]
            Deerzet gdzieś wyczytał, że owe pieski Wasze przybyły naturalną
            drogą i POTEM zostały udomowione i re-zdziczały. Is n’t it ?

            [...wilkami czy niedzwiedziami (...) stadnie biegającymi zimową porą
            po ulicach polskich miast :o)...]
            Polskie misie, z importu ze Słowacji, polscy ABS-iacy [Absolutny
            Brak Karku] topią w strumieniach, niedaleko ich gawr.
            Wilki?
            Nie ma w Polsce takich. Te, co biegają to mieszańce wilko-psów, stąd
            nie boją się podchodzic do osad i psów odgryzać od łańcuchów.
            A po śmietnikach od niedawna biegają lisy, co to się namnożyły, jak
            W Polsce zaczęto stosować lisie szczepionki dogębowe na wściekliznę.
            I nikt z Polek nie chce kupować lisich błamów - do cieplejszych
            antypodów z Polski wyjeżdżając. Za miłością swego życia? Może jako
            branka?
            Biegaja tu za to dziki, łosie, węże i kajmany [uciekinierzy z wanny].

            [...Sortują od co najmniej kilkunastu lat (tyle tu mieszkam).
            Mieszkancy domow i bloków mają osobne pojemniki na smieci, surowce
            wtórne i zielone odpady. Plus punkty zbiorcze dla odpadow
            chemicznych, elektronicznych i motoryzacyjnych...]

            Deerzet sortuje od kilku dziesiątek lat. Od kiedy pamięta, rodzice
            tak czynili.
            Deerzet NIE MA pojemników na odpady, pardon - nie ma odpadów. Opala
            gazem, czasem drewnem --> popiół kompostuje. Gruz z lasu --> wyboje
            na leśnej drodze wypełnia za zezwoleniem i z uciechą kolegi
            leśniczego. Złom, wiadomo gdzie lub za darmo - komu. Szkło, wiadomo.
            Eks-olejem z auta uwiecznił już sąsiadom wszystkie ogrodowe furtki.
            Teraz zbiera olej na uwiecznienie obudowy kompostownika z
            krawędziaków drewnianych.
            Foliowe odpadki zostawia w sklepie - ku zdziwieniu ekspedientek... Z
            kubków po jogurcie ma zestaw do produkcji rozsady.
            Fekalia - namawia swych sąsiadów ze wspólnoty gruntowo-
            mieszkaniowej, by wreszcie pomysł o dotację do bio-oczyszczalni na
            osadzie zrealizowali.
            Ale się D. rozgadał...

            A tym sąsiadom ze wspólnoty to nie zapomni, jak go po ciemku ich
            oberherszt podglądał, gdzie po ciemku D. chodzi, czy nie podrzuca
            śmieci do sąsiadów pojemników, które oni z początku do drewutni
            zamykali.

            Tak polskich miastach już się nawet wzajemnie pilnujemy, czy do
            pojemników ktoś OBCY nie oddaje tej folii czy innej butelki. Z ulic
            mego rodzinnego miasta zniknęly właściwie kubły.
            A w lasach to mamy właściwie śmieci NIEMIECKIE. Bo u nich w Reichu
            surowo za to składowanie płacą :)))

            [...nasz nowy premier K.Rudd podpisał protokół z Kioto...]
            No to brawo. Ale jak pamiętam to ziem dla tambylców to jakoś oddać
            nie chce Wasze zbielałe społeczeństwo. Kilka lat temu coś obiecał
            Wasz parlament, potem gdzieś to się odwróciło, nieprawdaż Szanowna
            {Luizo}?


            [...Rok temu gdy byłam w Polsce..]
            Och vel łał, więc jednak można!

            [...jeszcze były tam śmieci. ...]
            Skansen u nas zanika dzięki dotacjom do ... wsi.
            W miastach, wiadomo - zawsze później postęp dociera...
            Bo tam drożej się żyje. W mej rodzinnej miejscowości przysiółki na
            przedmieściach ODMÓWIŁY miastu wstąpienia doń - z przyczyn PODATKÓW.

            [...Kompost nie był wowczas zbyt popularny a odwiedzałam ogródki
            działkowe i ogrody przy domach mojej rodziny...]
            Są różne rodziny ;)

            U nas można zakupić bezwonny obornik w postaci suchego granulatu w
            gustownych wiaderkach.
            Podesłać go {Luizie}?

            [...kompostują ludzie, których nie stać na kupno nawozow sztucznych,
            jakie bardziej zamożni działkowicze rozrzucają szczodrą reką. Czy
            cos sie zmieniło?...]
            Mamy sąsiadów sobków. Śmiali się w głos na widok sąsiadów,
            grzebiących się na ogródku. Teraz widząc, że sąsiadka po karotkę i
            szalotkę wychodzi na próg, zagadują drugiego wiekowego sąsiada, czy
            jego ugór nie mogliby użyć na ogródek...Jego podokienny minikwietnik
            też wyprosili. Walnęli tam szczepina na badylu wierzbę, cmentarnr
            płożące się żywotniki, barwinek, posypali korą i podziwiają.
            Czas ich leczy.

            W mieście u rodziców sąsiadka aptekarka ogródek zamieniła na
            trawnik. Witaminy kupuje.

            [...Złomiarzy u nas nie ma ...]
            Spokojnie! Jak coś u siebie zbudujecie, to będą mieli co
            rozbierać ;))

            [...ci z Polski stali się sławni]
            Dostali nagrody Darwina pod gruzami zawalonych przez siebie kominów
            i hal.
            A i moda na lofty [durne słowo chwast] zahamowała rozbiórki
            pustostanów fabrycznych. Mieszkań ci u nas niedostatek...

            [...nawet poza jej granicami :o)...]
            Herostratesów nie sieją...

            [..PS1 Deerzet, jak się Tobie podoba moja sygnaturka?...]

            A spostrzegł, spostrzegł był ostatnio. Ale w Polsce grinapowanie to
            standard, {Luizo} Z Dalekiego Ogrodu...
            Jednak worki z młodokompostem i pomiotem ptasim na altankowych
            dachach jednak to u nas rzadkość...

            [PS2 Trivia australijskie jeszcze raz: Australia ma najwieksze...]
            Kto ma największą produkcje soku z jabłek w świecie to ja się nie
            chcę pytać.
            Dziś jabłek zjadłem już 4 szt. Na Winobraniu w Z. Górze skubniemy z
            kilo tych bomb witaminowo-kaloriowych, bo inaczej sfermentują i
            się "zmarnują" [Australijczycy to Francuzów z rynku europejskiego
            winnego nie wygryzają cenowo?]... Po powrocie kolacja jabłkowa.
            Choć nie, trzeba objeść jerzyny przecież.
            Żyć się chce, {Luizo}.

            [...Polecam wizytę w Australii, kraju o ktorym niewiele się wie w
            Polsce...]
            Wie się co nieco. Ale o Waszych tambylcach ciągle za mało. I o
            owocach z antypodów też za mało.

            No to tyle nowośći dla Dalekiej {Luizy}. Czas do Gruenberga zawitać.

            Zachwala {Luizie} [i nie tylko] Winny gród [i nie tylko]

            DeErZet
            • deerzet Errata 09.09.08, 13:17
              Jeży się włos Jerzemu po zjedzeniu jeżyn i jarzyn.
              I wypada miejscami, mimo kuracji wcierkowej z zacierki jarzynowo-
              jeżynowej.
            • luiza-w-ogrodzie Absolutnie uwielbiam Deerzetowe posty 10.09.08, 01:20
              Przeczytalam z przyjemnoscia, niestety, nie mam czasu odpisac bo w
              pracy mam dzisiaj nieco pracy :o)
              Pozdrawiam z wiosennego Sydney
              PS Dingo przyjechaly z ludzmi z obszaru obecnej Indonezji juz jako
              udomowione psy i w Australii ponownie zdziczaly. Straszymi nimi
              turystow :o)
              Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry!
              .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
              Australia-uzyteczne linki
              • deerzet Re: nieszczekliwe nibypsy 10.09.08, 12:18
                Z tymi dingopsami są różne teorie. O ich przybyciu na antypody NA
                DZIKO , bez pomocy człeka, też.

                Pozdrawiam z jesiennego Lubus-landu.
                DeErZet

                P.S. Niemców na Winobraniu zielonogórskim jakby mniej.
                Na antypody na urlopy wybyli, czy co?
                Podziwiają zapewne owe murowane muzykalne operowe żagle na
                wybrzeżu...
                D.

                • luiza-w-ogrodzie Re: nieszczekliwe nibypsy 11.09.08, 02:14
                  Oj, nieszczekliwe tak, ze az przerazaja. Sasiedzi dwa domy dalej
                  maja 4 dingo (i wysoki stalowy plot z przeciagnietym kablem
                  elektrycznym na szczycie), gdy sie podchodzi do ich domu, psy stoja
                  w milczeniu w glebi ogrodu i przypatruja sie a w pewnym momencie
                  rowniez w milczeniu atakuja, rzucajac sie na plot. Za to czasami
                  romantycznie wyja i czuje sie wowczas jak w australijskiej gluszy...

                  Niemcow jest mniej na zielonogorskim winobraniu, bo zlotowka za
                  mocna, prosze Australii nie winic za odbieranie Polsce turystow :o)
                  Zreszta Niemcy (i Skandynawowie) wola jezdzic do Tajlandii i na
                  Bali. Co do sydnejskiej opery, zbudowana jest na planie cwiartek
                  pomaranczy a nie zagli, ale przyznaje ze ksztalt i kolor oraz
                  umiejscowienie budynku kojarza sie z zaglowcem.

                  Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry!
                  .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
                  Australia-uzyteczne linki
                  • deerzet Re: okablowanie 11.09.08, 12:16
                    Kabel na płocie odpowiednikiem anglosaskiego odwiecznego zwyczaju
                    murkowania murem na sucho granic z sąsiadem na błoniach?

                    Jest taki dobry [skuteczny] treserski zwyczaj: dobrze wyszkolony psi
                    stróż skuteczny jest wtedy, jeśli WPUŚCI intruza do np. ogródka, ale
                    NIE WYPUŚCI [żywego].
                    Wystarczy dla prawnego duszy uspokojenia posesję opatrzeć i
                    piktogramem i napisem "Trepasser will be eaten".
                    Bez nawet gawiala, kajmana czy innego krokodyla.

                    Może i dingo dobry?
                    Przecież to tylko przez kontakt z człekiem w psie narodził się
                    pomysł o szczekaniu. Lub taki pies został wyselekcjonowany.
                    A szczekliwych psich sąsiadów ma Deerzet dość!
                    Ma przez nich myśli psobójcze i psowłaścicielabójcze.

                    Dziwnych sąsiadów ma Daleka {Luiza}...
                    • luiza-w-ogrodzie Re: okablowanie 11.09.08, 13:31
                      Przyjrzalam sie posesji sasiadow - kabel maja tylko na bramie
                      wjazdowej, psi wybieg jest z innych stron ograniczony garazem,
                      sciana domu i zwyklym acz wysokim drewnianym plotem. Puszczaja tez
                      psy na ogrod, gdzie jest tylko takiz sam drewniany plot, ale na
                      podmurowce, zeby sie nie podkopaly.

                      Deerzet, dingo nie da sie tresowac do przebywania w ludzkiej
                      spolecznosci, beda sluchac wlascicieli ale nie mozna liczyc na duzo
                      wiecej. Sa zaklasyfikowane jako niebezpieczne zwierzeta i trzeba
                      miec licencje na trzymanie ich na terenach zabudowanych.

                      A co do pomyslu odstraszania niepozadanych gosci i intruzow, mam w
                      ogrodzie tabliczke "Trespassers will be composted" :o)
                      • deerzet Dwoistość polska 13.09.08, 22:39


                        Mam, Szanowna {Luizo}, "mięszane" wnioski co do odgradzania się w
                        swej posesji.
                        Nie wiem, nie wiem, ciekawe co w Polsce dzisiejszych przemian
                        przeważy. Czy wzorem nuworyszy - twierdze otwierane pilotem
                        nabramnym, czy otwarte na sasiada niskie płotki i zaglądanie z
                        wizytą bez zapowiedzi.

                        Wiem, wiem, że to wygodne, wzorem anglosasko-germańskim ZAPOWIADAĆ
                        wizytę swą, krótką zapewne.
                        Ale w mej strefie pamięci sąsiadodzieciństwa bywało inaczej.
                        I zwierz mógł zawitać niewyganiany, a i sąsiad/ka wpadał/a po sól i
                        zostawał/a na kolacji...
                        Mam we wspomnieniach zwyczaj przesiadywania na gankach czy
                        przypłotowych ławeczkach seniorskich całodobowo prawie.
                        Miłe toto i antytelewizyjne, rzekłbym.
                        A dziś w tej Anglosasogermanii to trzeba wymyślać jakiesik Dni
                        Sąsiada by się zaprzyjaźniać.

                        Te Wasze zezwolenia na trzymanie dingo to dobry trend. U nas latami
                        wykluwa się prawo o trzymaniu psów ras niebezpiecznych, o
                        paszportach dla zwierząt, o czipach podskórnych, przemycie tkanek/
                        żywizny g-ków chronionych et cerata...
                        Warto brać Wasze sprawdzone rozwiązania w ciemno, zdaje mi się.

                        A tę tabliczkę {Luizową} o kompostowaniu to jednak bym przerobił na
                        jakisik ideogram.
                        Nie wszyscy wizytanci umieją czytać.
                        Do mnie na mój ogródek uciekały do mnie spod kurateli rodziców ich 3-
                        4-letnie pociechy, a ja je oduczałem, z radochą nieopisaną, bojaźni
                        przed wszystkim co się rusza i jest nieznane.
                        Dzieci za szybko jednak wyrastają, eeech.

                        W mym zakątku niby-altanki, nota bene przyległej bokiem do
                        kompostownika, jest tabliczka o treści:
                        "Chcesz być szczęśliwy kilka chwil?
                        Upij się.
                        Kilka lat?
                        Ożeń się;
                        Całe życie?
                        ZAŁÓŻ OGRÓD!
                        - Kon Fu Tse".

                        Niektóre panie to tam czytając, o dziwo czują się urażone.
                        Nie jest mi ich wtedy odejścia stamtąd żal...
                        ;(

                        Nie urażając {Luizy}
                        Kreśli się z poważaniem
                        na piaskach w laskach bez karasków
                        DeErZet
                        • luiza-w-ogrodzie Odgradzanie sie 15.09.08, 04:34
                          Deerzet, mysle ze australijskie "odgradzanie sie" (mam na mysli
                          ploty miedzy sasiadami) wynika w dwoch powodow: trzymania w ogrodach
                          zwierzat oraz potrzeby prywatnosci (wg zasady "my home is my
                          castle"). W Polsce widze coraz wiekszy ped do odgradzania sie
                          tlumaczony glownie jako zabezpieczenie przed kradzieza (tak
                          przynajmniej slyszalam, gdy przepytywalam znajomych o
                          powody "pancernego" ogradzania posesji w czasie ostatniego pobytu w
                          kraju).

                          Sama mieszkam na obszarze kilku ulic zaklasyfikowanym
                          jako "character area" co znaczy ze wyglad ulicy jest mniej wiecej
                          taki, jaki byl oryginalnie 50-70 lat temu i nie wolno go zmieniac.
                          Od frontu wszystkie domy maja 80cm ceglane murki w ktorych czasem sa
                          niskie furteczki ale nikt nie ma bramy wjazdowej - podjazdy do
                          garazy sa otwarte i kazdy moze wejsc na posesje. Miedzy ogrodami na
                          tylach domow sa proste drewniane ploty 150-180cm, chroniace przed
                          wedrowkami psow, dzieci (dla maluchow zagrozeniem sa baseny),
                          krolikow, kur i kaczek.

                          Dni Sasiada nie mamy, nawolujemy sie przez ploty i odwiedzamy
                          nawzajem, a jesli ktos z nas pracuje we frontowym ogrodku, jest to
                          najlepszy pretekst do sasiedzkich plotek :o) Mniej wiecej polowe
                          wlascicieli domow na mojej ulicy stanowia emeryci, reszta to rodziny
                          z pracujacymi doroslymi i dziecmi od 4 do 19 lat, wiec nie wszyscy
                          maja czas na prace w ogrodzie i pogadanie. Z tych mlodszych ja
                          jestem najwieksza pasjonatka ogrodnictwa. Wiekszosc mieszkancow
                          stanowia Anglosasi, ale sa tu dwie wloskie rodziny, jedna koreanska,
                          jedna mieszana czesko-zydowska i mloda para z adoptowanym murzynskim
                          chlopczykiem. No i nasza rodzina.

                          Powiedzenie Konfucjusza jest u nas rowniez popularne, choc dla
                          potrzeb ogrodu musialabym je zmodyfikowac na:
                          > "Chcesz być szczęśliwy kilka chwil?
                          > Upij się.
                          > Kilka lat?
                          > Wyjdz za mąż;
                          > Całe życie?
                          > ZAŁÓŻ OGRÓD!"
                          ...i nie wiem, czy moj Buszmen by sie z tym zgodzil :o)

                          Pozdrawiam wiosennie
                          Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry!
                          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.</a>
                          Australia-uzyteczne linki
                          • deerzet Szczelne płoty/ kradzieże/ animale 15.09.08, 12:22
                            Szanowna {Luizo}. Może tam u Luizy inne odległości i o nieproszonego
                            złodzieja trudno.
                            A u nas?
                            Płoty w Polsce [plus coraz częściej kamery] to o dziwo żadna
                            przeszkoda dla złodzieja. Złapany, zlokalizowany, rozpoznany - nie
                            kończy swej "działalności" z przyczyny NIEKARANIA za "niską
                            społeczną szkodliwość czynu". [autopsja sąsiedzko-rodzinna].
                            Powtarzalność jego penetracji posesji posesjonatów to
                            więc "never_ending_story". No chyba, że posesjonat palbą wypali
                            skutecznie + przed sądem się wywinie. Nie od zemsty rodowej,
                            niestety. A było tak niedawno w Polsce.

                            O grodzeniu dróg w spółdzielczych osiedlach i całych osiedli w
                            Polsce to {Ewa} słyszała? Wyczytałem to [nieautopsyjne] tu w G.
                            Wyborczej [niezalinkuję, niech {Ewa} WRESZCIE zacznie wierzyć
                            Deerzetowi na słowo, a nie tylko Swemu Buszmenowi!]

                            Nasze europejskie zwierzęta i tak przefruną do sąsiadów [dałem
                            kiedyś Rodzicom mego zmarłego sąsieda darowiznę: miniaturowe kurki;
                            sąsiedzi Rodziców nieco narzekali/ kurki zjedzono].

                            "Character area" w Polsce zwą się dziś "Strefa A/B/C ochrony
                            zabytków" - albo "budynek zabytkowy".
                            To 1. - u mych rodziców, to 2. - u mnie.
                            Ogrodzenia w takich miejskich dzielnicach jak u mych Rodziców też
                            nie mogą być, o dziwo, całe z drewna ["wiejskie"?] - "plan
                            zagospodarowania przestrzennego" to się zwie.

                            Ogrodzenie? Mam na widoku pod oknem u Rodziców płot sąsiada,
                            rzekłbym: lita palisada, ostrokół na 2point5 metra. To taki sąsiad,
                            co z nikim wokół się nie wita, nie zna słowa dzień dobry w swym
                            słowniku.
                            Taki Pawlak a rebour. Ma on nawet na swym przyposesjowym chodniku
                            ŁAŃCUCH odgradzający chodnik od jezdni... Chodnik jest na aerale
                            PUBLICZNEJ drogi.

                            Nie mają {Luizowe} osiedla nieproszonych dzikich wizytantów zapewne.
                            Te lite wysokie płoty wam to zapewniają. No chyba, że te opisywane
                            przez {Luizę} papagaje na waszych nieznanych mi owocwych gatunkach
                            drzew:)))

                            W Polsce to choćby tu na forum o ZBYT dużej szczelności ogrodzeń
                            przydomowych i BRAKU WIZYT np. utęsknionych jeży już dużo pisano.
                            Pamiętam wizyty jeży w ogródku mych Rodziców W ŚRODKU miasta
                            kilkanaście lat temu. Od kiedy wyasfaltowano osiedlową uliczkę i
                            pojawiła sie podmurówka na wszystkich parkanach - jeże wymarły.

                            O wpływie na umieralność jeży w związku ze sterylnośćią trawników i
                            klombów to sobie kiedyś doktorat może palnę.

                            O, to są i nie-krajowcy tam u {Luizy} "na dzielnicy"! Więc nie tylko
                            nasi tam dotarli...

                            U mnie w osadzie śródleśnej, jak się sprowadzili nasi następni
                            nauczyciele, to od razu widać było, że oni miastowi - i to nawet tak
                            z ponad 100-tysięcznej aglomeracji [Gorzów, kiedyś G. Wlkp.].
                            Od razu ich pochodzenie rozpoznano: otóż nie znali słów "Dzień
                            Dobry".
                            Nawet w wersji bantu, jidisz czy swahili, o ingliszu nie
                            wspomniawszy.
                            Trochę im piórek przytarliśmy, już dzieńdobrują.

                            Wiosenną {Luizę}, a szczególnie jej Cierpliwego Buszmena
                            pozdrawia jesiennie [altostratusy, temp. 10-15 stp.]
                            DeErZet

                            P.S. Załączmy widok ogrodzenia patrymonialnego:
                            www.emetro.pl/emetro/52,85654,4565143.html?str=4&i=5
    • inguszetia_2006 Re: Nici, sznurki a gołębie 11.09.08, 11:21
      Witam,
      Moje gołębie mają się dobrze;-) Już myślałam, że je odstraszyłam, a
      tu nici. Są takie wierne;P Nie mam już do nich siły.
      Acha, mają całe łapki. Znaczy się elita;-)
      Pzdr.
      Inguszetia
      • gabula777 Re: Nici, sznurki a gołębie 11.09.08, 11:47
        Moje odstraszyły w tym roku sroki, które gniazdowały na wysokim świerku.Chyba
        skutecznie, ale skrzeczących srok w środku nocy pod oknem sypialni też nikomu
        nie życzę :-)
      • yoma Re: Nici, sznurki a gołębie 11.09.08, 13:41
        Trochę pomaga sztuczny kruk. Ale tylko trochę.
    • kachad Re: Nici, sznurki a gołębie 11.09.08, 13:07
      Nie wiem od czego to zależy, ale u mnie na balkonie na prawdę nie ma
      gołębi, może boją się Wacka (mój fretek), który dość często biega po
      balkonie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka