striker
09.05.02, 14:43
Niestety źle się dzieje w naszej reprezentacji. Ci, którzy losami kadry
interesują się nie tylko przez pryzmat tego co dzieje się na boisku od dawna
wiedzą, że pomimo iż wiele mówiło się o wspaniałej atmosferze panującej wsród
reprezentantów to jednak wcale tak różowo w naszej drużynie nie jest. Od
dłuższego czasu w kadrze utrzymywała bardzo silną pozycję grupa na której czele
stał Świerczewski. Obok niego do grupy należą: Iwan, Koźmiński i Kłos. Do
historii hotelu Sobieski w Warszawie przeszły już ich wspólne spotkania, na
których to kucharz Sowa serwował reprezentantom coraz to bardziej wyszukane
posiłki a nasi piłkarze obgadywali... No właśnie, jak myślicie co obgadywali?
Mam nadzieję, że nie to jak jeszcze bardziej podporządkować sobie kadrę. I nie
chodzi tu tylko i wyłącznie o to kogo Świerczewski i spółka chcieliby w kadrze
widzieć ale przede wszystkim o kasę. Kontrakt z firmą reklamową Sprunga to
przecież pomysł naszych bohaterów. Dodam, że kontrakt ten nie za bardzo chciało
podpisać kilku innych reprezentantów (jedynym który sie wyłamał był Olisadebe)
ale wpływy owej czwórki u Engela były na tyle silne, że niechętni kontraktowi
woleli go jednak podpisać aby utrzymać miejsce w kadrze. Słynne awantury z Erą
czy też ostatnio z Vistulą, oczywiście inspirowane przez Świerczewskiego z
trójką kolegów, to nic innego jak próba ochrony własnych interesów. Dlaczego
Świerczewskiemu w osiągnięciu formy piłkarskiej tak bardzo przeszkadzały sesje
zdjęciowe dla Vistuli i poprzednio także dla Ery a już kręcenie reklamówek dla
PKO nie? Ano dlatego, że za Vistulę i Erę pieniądze trafiały do PZPN ale za PKO
do kieszeni Świerczewskiego i kolegów. Oczywiście, że w reklamach bierze udział
także grupa reprezentantów spoza tej czwórki ale nie do końca nie wiedzą chyba
(albą wiedzą tylko boją się o tym powiedzieć głośno), że najwięcej kasy trafia
jednak na konta naszych bohaterów bez wzgledu na to czy sami biorą w tym udział
(z racji urody Iwan i Kłos nie byli rozchwytywani przez twórców reklam) czy też
nie. Układ był czytelny dla kierownictwa kadry i PZPN ale pierwszym, który
zdecydował sie walnąć pieścią w stół był Boniek. Najpierw była próba
wyjaśnienia sprawy ze Sprungiem ale chłopcy z naszej czwórki postawili się więc
Boniek sięgnął po ostatniego asa w rękawie jakim dysponował i odstrzelił Iwana.
Dlaczego akurat jego? Świerczewski i Koźmiński byli nie do ruszenia bo na ich
pozycje nie było raczej alternatywy. Kłos? Jego pozycja w tej grupie polegała
raczej na dotrzymywaniu towarzystwa kolegom więc z nim czy bez niego grupa
nadal by istniała i knuła pod siebie. Został więc Iwan. W rankingu Engela dawno
wyprzedzony i zdeklasowany przez Karwana (choć mimo to Iwan grał w pierwszej
jedenastce bo tak chiał Piotruś Ś.) więc żadna strata w sensie sportowym. Za to
cios zadany grupie mógł być na tyle silny aby zaryzykować. I Boniek
zaryzykował. Prawdę mówiąc szykuje się niezła awantura w najbliższą niedzielę
bo kolesie (+ Wałdoch, Hajto i Matysek) mają się spotkać w Wiedniu aby ustalić
plan jak to przekonać Engela (czyt. Bońka) aby w kadrze znów pojawił się Iwan.
Prawdopodobnie podczas pierwszego dnia zgrupowania, kiedy to Engel ma
zamiar "poważnie podyskutować" o sytuacji w kadrze, dojdzie do swoistej próby
sił. Ciekawy jestem czy wszyscy zawodnicy kadry poprą rewoltę "naszej czwórki".
Dziwi mnie tylko jedno: jakich argumentów użył Świerczewski aby jego stanowisko
poparli Wałdoch, Hajto, Matysek i Dudek...? Może udział w zyskach z kontraktu
ze Sprungiem...?