Gość: Jaś
IP: *.216-194-20-95.nyc.ny.metconnect.net
03.06.02, 15:35
Kings pokazali frajerską postawę w ostatnim meczu. Sędziwie nie mieli już
wielkiego wpływu na wynik. Kings mieli 50% skutecznosci z rzutów wolnych! Z
czyms takim to można grać na podwórku. Nawet tak tępy koszykarz jak O'Neal
potrafił po latach nauczyć sie rzucać wolne. Divac, Bibby i reszta nie mogą...
Poza tym widać było, że Kigs po prostu sie nie chce. Jakby czekali , aż bozia
im zesle zwyciestwo.
Nie zasługiwali na finał. Co nie znaczy, że Lakers zasłużyli.
Lakers dzieki wybitnemu szcesciu (w 4. meczu błąd sedziów i szczesliwy rzut
Horry'go), sędziom (zwłaszcza mecz 6., który został po prostu podany Lakersom
przez sedziów) i Jacksonowi.
Jackson po prostu kierował zespołem, krzyczał na nich po każdym błędzie i
opracowywał plan akcji nawet wtedy, gdy rzuty wolne mieli Kings. (Bez Jacksona
Lakers byliby niczym i ciągle dostawali by od kogoś 4:0 w playoffs, jak w
poprzednich latach.)
Adelman po prostu siedział i sie martwił, jak Brown w zeszłym roku.
Tu widać, jak różnią sie dobrzy trenerzy od przecietniaków.
Jackson i Riley chcą i robią. Reszta siedzi i sie patrzy.
Jedyni trenerzy to jeszcze Nelson i O'Brien.
A tak naprawdę to 6. mecz, oszukany przez sedziów złamał Kings. Potem już nie
mieli takiej pewnosci siebie.
A Lakers? Liczyli na pobłażliwosc sedziów wobec O'Neala (nie tylko wobec niego,
inni Lakers też robili co chcieli - np. wyrywali piłkę z rąk, bez reakcji
sedziów). A Jackson zrobił przed meczem medytację dla całego zespołu
(psychicznie byli mocniejsi od Kings i dla tego wygrali, Kings byli lepsi pod
względem umiejetnowci).
Jak widać pomaga.
Mam nadzieję, że nie zabił rzadnego koguta w rytuale voodoo.