Gość: zzz
IP: *.acn.pl / 10.130.128.*
02.11.02, 14:22
DZIĘKI takim meczom jak Lecha z Legią o polskiej lidze zaczyna się mówić.
Takie spotkania elektryzują, przyciągają uwagę kibiców, mediów i sponsorów.
Polski Związek Piłki Nożnej powinien zacierać ręce. Tymczasem... podcina
gałąź, na której sam siedzi. Bo mecz Lecha z Legią nie miał być szczególny
ze względu na to, że Zbigniew Wójcik zmierzy się z Aleksandarem Vukoviciem.
Dla Vukovicia Wójcik jest zwykłym, szarym Arkadiuszem Miklosikiem, czyli
przeciwnikiem anonimowym. Ten mecz miał być niespotykany ze względu na
kibiców obu drużyn, walczących o miano najlepszych w Polsce. Od zawsze, a
szczególnie od roku 1993, kiedy po decyzji PZPN mistrzostwo Polski
powędrowało z Łazienkowskiej na Bułgarską, te spotkania są "świętą wojną".
Teraz tej "wojny" nie będzie. Co w zamian? Zwykła, ligowa kopanina drużyny
walczącej o utrzymanie z mistrzem Polski.
Działacze Wydziału Bezpieczeństwa krzykną w tym momencie: "Co w takim razie
mieliśmy zrobić po zamieszkach na Łazienkowskiej? Nic?!". Ostatnio coraz
częściej mówi się, iż nie jest najważniejsze, kto zaczął - kibice Legii czy
Widzewa - bo wszyscy są tak samo winni. Tylko, że właśnie stwierdzenie, kto
zaczął, jest kluczowe dla wydania właściwego, sprawiedliwego wyroku, a równa
wina wszystkich to fikcja z założenia. Kibice Widzewa przeprowadzili
przemyślaną akcję - rozkręcili płot, wbiegli na boisko z zamiarem "zdobycia"
flag Legii. Każdy, kto ma jakiekolwiek pojęcie o subkulturze kibicowskiej,
wie, iż flagi to rzecz święta. I każdy, kto nie jest wyjątkowym naiwniakiem
wie, iż w obronie swoich flag fani wbiegną na płytę. I nieważne, czy będzie
to się działo na stadionie Legii, Lecha Poznań, Wisły Kraków, Panathinaikosu
Ateny czy AC Milan. Trzeba tylko rozróżnić atak od obrony. Ale to chyba dla
działaczy PZPN za trudne. Dla nich wyroki dla wszystkich muszą być równe,
żeby tylko nikt nie poczuł się urażony. Dlatego urażeni są wszyscy i
bezustannie.
Jeśli PZPN karze Legię za złą organizację meczu, to tak, jakby mówił
wprost: - Macie za niskie płoty, w drutach nie płynie prąd, nie wykopaliście
rowów między boiskiem a trybunami. Skoro centrali nie podobają się
zabezpieczenia na Łazienkowskiej, to znaczy, że zamiast stadionów wolałaby
mieć ogrody zoologiczne, a na pewno nie obiekty piłkarskie. Problem nie leży
w zabezpieczeniach, bo każde da się obejść, co pokazuje przykład
okratowanego stadionu Legii. Problem leży w mentalności kibiców. W tym
wypadku - łódzkich.
Najciekawsza jest treść uzasadnienia zakazu wyjazdowego dla kibiców za
zamieszki w Warszawie - otóż podobno kibice Legii bardzo źle zachowali się w
Płocku. Nagle sobie przypomniano, że coś działo się na meczu, na którym nic
się nie działo. Nie dość, że wydano bezsensowny werdykt, to jeszcze zabrakło
odwagi, aby zgodnie z własnym sumieniem go uzasadnić. Nawet dziecko wie, że
nie chodzi o żaden Płock. Najwidoczniej na inteligentny pretekst zabrakło
fantazji. n
Juz myslalem ze wszyscy dziennikarze to idioci jak widac nawet w PS sa
myslacy