acm53
20.11.02, 14:01
Rzeczpospolita, 20.11.2002
PIOTR KOWALCZUK
Z RZYMU
Włoskie media biją na alarm: "Futbolowi grozi wybuch!". Po spektakularnej
katastrofie Fiorentiny (degradacja do czwartej ligi, prezes Cecchi Gori w
areszcie domowym), śmierć zajrzała w oczy rzymskiemu klubowi Lazio -
mistrzowi Włoch w 2000 roku. Cierpliwość wierzycieli wyczerpała się. Włoski
futbol płaci za lata życia na kredyt - w świecie finansowej fikcji,
fałszywych bilansów i transakcji pod stołem. Za nieposkromione ambicje
najbogatszych klubów i ich prezesów, a także niefrasobliwość banków, płacą
przede wszystkim kluby biedne, a także włoska reprezentacja.
Piłkarze Lazio właśnie odebrali pensje za czerwiec. Kiedy zobaczą następne
pieniądze - nie wiadomo. Manchester United uruchomił swoich adwokatów, bo nie
otrzymał od Lazia ani centa z 19 milionów euro za Jaapa Stama. O 12 milionów
euro za Gaizkę Mendietę upomina się sądownie Valencia, o połowę tej sumy Ivan
de la Pena. Ponad milion euro Lazio musi zapłacić klubowi Chievo za matactwa
przy transferach Corradiego i Eriberta. Ale nie są to największe kłopoty
prezesa Sergia Cragnottiego. Jego imperium - międzynarodowy koncern spożywczy
Cirio - nie może spłacić 150 milionów euro za wypuszczone obligacje. 3
listopada minął termin, więc Law Debenture Trust (LDT), kontrolujący rynek
papierów wartościowych, ogłosił niewypłacalność Ciria. LDT może dobić Cirio,
nakazując natychmiastowe spłacenie wszystkich zobowiązań (termin niektórych
upływa za 2 lata) - w sumie ponad miliard euro.
Problem w tym, że Cirio ma 51 procent udziałów w Lazio i było finansowym
gwarantem niezapłaconych transferów. Audytor zdecydował, że koncern (17
tysięcy zatrudnionych we Włoszech), aby uniknąć katastrofy, musi się pozbyć i
Lazia, i Cragnottiego. Kilkanaście lat temu prezesowi udało się udobruchać
bankierów i wymigać od 17 miesięcy więzienia. Nieco później udała mu się
jeszcze większa sztuka: ugodził się z bankami po trzech dniach negocjacji,
które musiał prowadzić już z celi. Jednak w czwartek od człowieka, o którym
mówi się, że potrafi sprzedać lodówki Eskimosom, odwrócił się ostatni bank.
Cragnotti musi sprzedać Lazio. Żąda 200 milionów euro, ale kapitalizację
klubu wraz z ośrodkiem treningowym w Formello optymiści szacują na 80
milionów. Z dwóch powodów: Lazio w lipcu było zadłużone na ponad 100 milionów
euro, a teraz mimo sprzedaży Nedveda i Crespa jest niewiele lepiej. Po
drugie, lojalni wobec prezesa piłkarze zgodzili się czekać na pieniądze tylko
do grudnia. Jeżeli nie otrzymają zaległości, będą mogli za darmo przejść do
innego klubu. Wtedy "majątkiem" Lazia będą wyłącznie długi. Otwarcie mówi się
o tym, że rzymski klub pójdzie w rozsypkę.
Sposób, w jaki prowadził interesy prezes Cragnotti, nie jest wyjątkiem, lecz
regułą w Serie A. Obroty w zawodowym futbolu włoskim w zeszłym sezonie
wyniosły 1,5 miliarda euro, a wydatki 3 miliardy. Tylko cztery kluby Serie A
(Inter, Juventus, Milan i Chievo) płacą pensje i podatki na czas. W Serie B z
płatnościami zalega 14 klubów.
Prezes rewelacyjnego Chieva (czwarte miejsce w tabeli), Luca Campedelli,
wyznał, że chce sprzedać klub, bo finansowo nie nadąża za konkurentami.
Chievo zamknie ten rok bilansem pół miliona euro strat, a Campedelli nie
zamierza ryzykować majątkiem rodzinnej firmy cukierniczej. Suma wydaje się
śmieszna, jeśli zważyć, że przeciętna roczna pensja piłkarza w Serie A to 819
tysięcy euro. Ale nie wszystkich na to stać. W jednym z wywiadów cukiernik
zwierzył się, że wśród prezesów bogatych klubów czuje się jak facet, który
musi przystąpić do gry w pokera, mając pieniądze zaledwie na otwarcie. Co
więcej, smutne doświadczenia transferowe z prezesem Cragnottim przekonały go,
że gra toczy się znaczonymi kartami.
Campedelli ma wrażenie, że we włoskim futbolu, oprócz pojedynków na boisku,
potężni prezesi prowadzą między sobą grę na finansowe wyniszczenie przy
zielonym stoliku, w której siłą rzeczy brać muszą udział też biedni. Różnica
polega na tym, że prezes Interu Massimo Moratti może wstać od stolika (jak w
zeszłym sezonie), przegrywając niemal 100 milionów euro, a dla Chieva strata
jednej dwusetnej tej sumy jest nokautującym ciosem.
Skąd bogaci prezesi mają pieniądze na tak kosztowną grę? Publicysta "Gazzetta
dello Sport" tłumaczy to starym angielskim aforyzmem: "Jeśli winien jesteś
bankowi tysiąc funtów, masz kłopot. Jeśli winien jesteś miliony - to bank ma
kłopot". Kredytów udzielano klubom pod zastaw przyszłych wpływów z transmisji
telewizyjnych, tyle że kluby często nie miały na to żadnej umowy. Opłaty
transferowe między klubami rozkładane są na lata. Spodziewane (jak uczy
doświadczenie niepewne) wpływy są podstawą i gwarancją kolejnych transferów i
kolejnych kredytów. Siecią takich transakcji powiązane są wszystkie kluby
Serie A. W tej chwili wiele z nich spłaca odsetki od odsetek. Wszystko
przypomina grę w pokera na zapałki. Ale cierpliwość banków powoli się kończy.
Na razie piłkarze wielu klubów muszą pogodzić się z redukcją zarobków.
Nic więc dziwnego, że w Serie A toczy się teraz mordercza walka o każdy
grosz. Przed meczem Inter - Ajax prezes Moratti nie mówił: "gramy z
Holendrami", lecz: "gramy o 20 milionów euro". Jeszcze nigdy włoskie kluby
nie były pod taką finansową presją. W lidze i europejskich pucharach grają
zatem piłkarze z niezaleczonymi kontuzjami, a na zgrupowaniach kadry zamiast
graczy pojawiają się teraz zwolnienia lekarskie. Gazety już zgadują, ilu z
piłkarzy, którzy będą niezdolni do gry w dzisiejszym towarzyskim meczu z
Turcją, pojawi się na San Siro w trzy dni później w derbach Inter - Milan.
Słychać żądania (jak w Anglii), by związek płacił klubom za występy ich
graczy w reprezentacji.
Właśnie w egoizmie klubów fachowcy upatrują główną przyczynę słabej ostatnio
gry reprezentacji Włoch. Paradoksalnie, od meczu z Turcją zależy "być albo
nie być" trenera Trapattoniego, który i tak pozostał na stanowisku tylko
dlatego, że najbogatsze kluby nie mogły dojść do porozumienia, kto ma go
zastąpić. W tej sprawie związek futbolowy też praktycznie nie ma nic do
gadania. -