Gość: Kibol
IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl
06.01.03, 21:43
Konkretny "Kolejorz"
DOBIEGA końca przetarg, którego stawką jest karta Krzysztofa Gajtkowskiego.
Wcześniej zabiegały o niego: Wisła Kraków, Groclin, Zagłębie Lubin i Górnik
Zabrze, jednak najbardziej konkretny okazał się Lech. W środę piłkarz zjawi
się w Poznaniu i podpisze 4-letni kontrakt z "Kolejorzem".
- Prezes Piotr Dziurowicz poinformował mnie, że rozmowy z Lechem na temat
mojego transferu zostały praktycznie zakończone - wyjaśnia "Gajtek". -
Pozostały tylko formalności, które prezes ma załatwić w poniedziałek. W tej
sytuacji nie ma przeszkód, bym podpisał kontrakt z Lechem. Wygląda na to, że
od razu dołączę do nowej drużyny, która wybiera się na zgrupowanie do Czech.
Ale o szczegółach dowiem się w trakcie wizyty w Poznaniu.
- Ponoć wyceniono pana na milion sto tysięcy złotych. Czy taką kwotę otrzyma
za pana katowicki klub?
- Wiem, że w negocjacjach była mowa o takiej właśnie sumie. Może się później
zmieniła, ale nie sądzę, by poszła w dół. Myślę, że jestem wart tych
pieniędzy.
- Prezes Dziurowicz dość często powtarza w wywiadach prasowych, że pański
kontrakt z GKS Katowice wygasa w czerwcu 2004 roku. Pan twierdzi, że rok
wcześniej, co ma związek z pewną klauzulą, dołączoną do umowy. Jak to jest
naprawdę?
- Prezes czasami potrafi mnie rozbawić, ale nie widzę tutaj powodów do
niepokoju. W wywiadach nie mówi o tym, jakie warunki dotyczą wspomnianej
klauzuli. A chodzi o to, że mój kontrakt z GKS zostałby automatycznie
przedłużony o rok, gdybym dostał zaległe pieniądze. Jeśli jednak ich nie
otrzymam, a tak właśnie będzie, wówczas kontrakt kończy mi się w czerwcu tego
roku. Mam dokument w domu i potrafię czytać.
- Wynika z tego, że musi się pan pogodzić ze stratą tych pieniędzy, albowiem
odchodzi pan do Lecha Poznań.
- Nie mam nic przeciwko temu, by prezes wypłacił mi te pieniążki. Sytuacja
jest jednak taka, że konkretne pieniądze kontraktowe dostanę w Lechu i to
mnie zadowala. Na pewno nie będę stratny na przejściu do Poznania. A te
zaległości w GKS nie były zbyt duże. Chodzi o trzy raty kontraktowe i premie
za jesienne mecze, z wyjątkiem tego z Lubinem.
- Dlaczego wybrał pan akurat ofertę "Kolejorza", mimo że było kilka innych
klubów, które chciały pana zatrudnić?
- Było dużo szumu w gazetach, ale mało konkretów. Co z tego, że chciał mnie
Groclin, Zagłębie czy Górnik, skoro żaden z tych klubów nie skontaktował się
później ze mną. Najbardziej konkretny był Lech, który przedstawił naprawdę
ciekawą propozycję. Działacze poznańscy przystali od razu na moje warunki
finansowe, nie było żadnych sporów. W tej sytuacji zgodziłem się na
przeprowadzkę do Poznania i gra w Lechu powinna przynieść mi dużo satysfakcji.
- W tej sytuacji może się pan już żegnać z kolegami z katowickiej drużyny.
- W poniedziałek będę jeszcze trenował na Bukowej i pożegnam się z kumplami.
Zaproszę ich na piwo, myślę, że wypada się tak zachować. Mam nadzieję, że
pieniądze uzyskane za mój transfer pozwolą na to, by można było uregulować im
zaległości.
[TEMPO]