1-edziadek
20.06.08, 15:32
Czy polskich zawodników można nazywać "PIŁKARZE"? Po ostatnich Euro
dużo łatwiej będzie mi udowodnić moją tezę nawet najbardziej
zaślepionym kibicom polskich pożal się Boże „piłkarzy”. Ja naszych
ligowców tak jak wielu dawnych zawodników oraz działacze innych
dyscyplin od dawna nazywamy "SKÓROKOPY"! Normalnie myślący i
oceniający człowiek patrząc na mecze polskiej reprezentacji powinien
widzieć, że nasi nie potrafią podstawowych czynności, które powinien
już mieć opanowane junior tzn. dokładnie podać i przyjąć! Pomijam
oczywiście granie obrońców między sobą jak mówił K. Górski „ja do
ciebie ty do mnie” lecz przy przeciwniku, min. 30-40 m z odpowiednią
rotacją, wysokością, siłą, z pierwszej piłki itp. Bez specjalnych
problemów można ocenić skuteczność na 20 maks. 25%, a rzutów rożnych
na 10%! Były mecze, że przez całe spotkanie nie było dokładnego
dośrodkowania z rogów i wolnych. Jeśli już jakieś podanie dotarło do
naszego zawodnika to znów skuteczność dobrego przyjęcia jest na
poziomie ok. 30% i nie ma szybkiego, dobrego odegrania bo patrz
wyżej. Mam retoryczne pytanie do piłkarzy, trenerów, działaczy i
nawiedzonych kibiców: kto z Was zatrudni np. glazurkarza, który
ułoży Wam prosto co 4-5 płytkę i będzie żądał zapłaty jak ten
najwyższej klasy solidny fachowiec? Czy nazwiecie takiego fachowcem
czy partaczem i polecicie znajomym? A teraz praktyczna nauka
statystyki i wytłumaczenie wyników naszej reprezentacji: jeśli co
4te podanie i co 3 odbiór jest dobry to co 12te zgranie między dwoma
zawodnikami może być zalążkiem dobrej akcji. Ale to dopiero jedno
zagranie a na dobra akcje musi być 20-30 zagrań! Biorąc nawet tylko
20 podań to teoretycznie powodzenie ma co 288 akcja i to całe
wytłumaczenie naszej skuteczności czyli jedna bramka w dodatku ze
spalonego w ok. 280 min (10 min. to przedłużenie meczów). A gdzie
gra bez piłki, strzały na bramkę (dokładnie mówiąc w stronę linii
końcowej), odejście od przeciwnika gdy my mamy piłkę a dochodzenie
blisko przeciwnika gdy mają oni? A tragiczne dryblingi i pożal się
Boże kiwki? A krycie przez obrońców samych siebie zamiast
przeciwnika i ZERO antycypacji wobec gry przeciwnika? Aby nie kopać
dalej leżącego pytanie, gdzie nasi trenerzy komentujący grę widzieli
w tej bryndzy dobrą grze naszych? A dlaczego nasi choć w części nie
mogą grać podobnie do prawie wszystkich drużyn? Tu kłania się
psychologia: ponieważ oni są odpowiedzialni za takie właśnie
wyszkolenie naszych wybrańców z prawie 40 mln. (a co z tymi w
polskich ligach?) więc muszą nam wciskać dyrdymały próbując wmówić,
że coś tam było może nie wspaniałe ale bardzo dobre, tylko... i tu
kolejne dyrdymały dlaczego nic z tego nie wyszło. Najmniej w tym
jest winy Beenhakkera, a swój udział ma wielki znawca futbolu L.
Kaczyński za odznaczenie. To tak, jakby chwalić kucharza po 1ym
daniu, który przypalił 2gie.
Reasumując: jeśli mamy nazywać naszych i zagranicznych „piłkarze” to
proponuję tamtych nawyzywać artystami a naszych wyrobnikami, bo nie
zasługują nawet na rzemieślników.
Natomiast za psychozę spodziewanych sukcesów odpowiadają głównie
dziennikarze, którzy podpuszczali wszystkich jak pijanego na
ślizgawkę, aby teraz mieszać z błotem wszystkich za brak cudu. I
przed i po mieli o czym pisać, gadać, snuć wielkomocarstwowe wizje
itp.
Od dawna dziękuję canal+ za zakodowaną ligę, bo szkoda nerwów, oczu
i prądu na skórokopów, grających chodzonego zamiast bieganego i
jeszcze mających pretensje, że dostają za mało kasy od wszystkich. A
przecież z żółwia nie będzie konia wyścigowego nawet jeśli mu
posmaruje d...miodem czy innym super środkiem.
Przepraszam za zbyt długą ocenę ale musiałem odreagować tę
ogólnonarodową paranoję
Pozdrawia Scyzoryk, który oglądał we wspaniałych latach 60tych na
Śląsku Górnika, Polonię, Ruch i zagraniczne z Santosem na czele.