corina
13.01.02, 12:13
Rywalizacja, zmagania, gry sa tak stare jak ludzkosc. Nie bez przypadku gry
byly czescia skladowa kazdej rozwinietej cywilizacji. Kiedys natknelam sie na
ciekawa uwage. Gra to cos znacznie wiecej niz zabawa czy sprawdzian
umiejetnosci rywali.
W o wiele wiekszym stopniu jest to sprawdzian charakteru i poziomu kultury
rywali- rozumianej tutaj znacznie szerzej niz wiedza o tym jak spozyc lososia.
Ostatecznym, decydujacym kryterium nie jest sama wygrana, lecz zachowanie
rywali po zakonczeniu gry. Dopiero wtedy okazuje sie kto jest zwyciezca i nie
ma to nic wspolnego z wynikeim gry.
Gentleman (czy wszyscy pojmuja znaczenie tego slowa?) to wlasnie ten, ktory juz
kilkaset lat temu potrafil respektowac zwyciezce, uznac jego przewage i
zmierzajac do zwyciestwa pracowal nad soba, doskonalil sie a nie w podly
sposob "demontowal" rywala, obrazajac i zniewazajac go. Tak postepuja ludzie
mali, slabi, podli nie rozumiejacy sensu pojecia kultura, ktorej nieodzowna
czescia jest wlasnie gra.
Nie bez przypadku takich wlasnie ludzi okresla sie mianem "loser", ludzi,
ktorzy zawsze przegrywaja.
Tacy wlasnie wloserzy rozbijaja sobie glowy na stadionach pilkarskich podczas
gdy na kortach tenisowach oklaskuje sie obu rywali i nie ma tam miejsca na
gwizdy. To sa wlasnie dwa swiaty, tych ktorzy zawsze przegrywaja i tych, ktorzy
wygrywaja.
Czytajac wiekszosc wpisow na tym forum, obserwujac reakcje polskich kibicow
trudno pozbyc sie wrazenia, ze udzial "loserow", ludzi przegrywajacych zawsze i
wszedzie jest w Polsce przerazajaco wysoki, skoro nawet taki sport jak skoki
narciarskie przyciaga ich az tak wielu.