Gość: duch olabogi
IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl
03.11.03, 09:11
natrafilem na rzetelnie zrobiony tekst o kontrakcie Uche - pomieszczony,
oczywiscie, w prasie krakowskiej. Nie mialbym nic przeciwko temu, zeby mimo
tego starcia tabloidow i tabloidowego dziennikarstwa toczonego w Warszawie -
toz nawet dzial sportowy Rzepy stacza sie w slynna depresje zarzecznego
wyznaczona poziomem PS - rzetelne dziennikarstwo gdzies sie jednak uchowalo,
na przyklad w Krakowie...
-----------------------------------------
,Przegląd Sportowy" piórem red. Romana Kołtonia ogłosił, że istnieje
możliwość wcześniejszego odejścia z Wisły - wbrew woli klubu - Nigeryjczyka
Kalu Uche, którego z krakowskim pracodawcą wiąże ważny do 30 czerwca 2006 r.
kontrakt. Dziennikarz używa pojęcia ,klauzula odejścia" do tego zapisu, który
mówi o możliwości nałożenia na Uche kary w wysokości 1,5 miliona euro za
naruszenie punktów umowy związanych z ewentualnym zerwaniem kontraktu
podpisanego 1 lipca 2002 r. Ale zapłacenie kary, wbrew temu co głoszą
menedżerowie, nie oznacza, że Uche czy ktokolwiek inny staje się wolnym
piłkarzem. Bo kara nie nie ma nic wspólnego z kwotą transferową.
Red. Kołtoń w swoim materiale pisze ,klauzula odejścia jasno i wyraźnie mówi,
że piłkarz może odejść za 1,5 miliona euro..." Po czym obok cytuje fragment
kontraktu ,...Wisła nałoży karę w wysokości 1,5 miliona euro". Tylko swoista
nadinterpretacja w tych dwóch zacytowanych zdaniach pozwala postawić znak
równości pomiędzy karą, a ,klauzulą odejścia".
O tym, że w kontrakcie istnieje zapis o karze 1,5 miliona euro po raz
pierwszy pisaliśmy na łamach ,Gazety Krakowskiej" jeszcze w sierpniu.
Rozmawiając z najskuteczniejszym polskim adwokatem zajmującym się obroną
interesów piłkarzy w sporach z klubami, Agatą Wantuch, nasza gazeta poprosiła
panią mecenas o odniesienie się do tej sprawy. Powiedziała ona wówczas:
- ...gdyby był w nim (kontrakcie Uche - przyp. red.) rzeczywiście zapis o
wysokości odstępnego i znalazłby się klub zainteresowany wykupieniem go, to
wystarczyłoby wpłacić te pieniądze do kasy i Wisła nie miałaby tu już nic
więcej do powiedzenia...
Zdania pani adwokat, która w swojej dotychczasowej karierze broniła tylko i
wyłącznie interesów piłkarzy, nigdy zaś nie występowała w imieniu klubów
przeciwko nim, trudno nie uznać za obiektywne.
Trzymając się zapisów kontraktowych pomiędzy Uche i Wisłą najważniejsze
oczywiście jest to stwierdzenie o karze za naruszenie zapisów umowy pomiędzy
obiema stronami. Czy w takiej sytuacji zapłacenie kary - zgodnie z przepisami
PZPN, UEFA i FIFA - powoduje, że piłkarz staje się wolny i może dysponować
swoją kartą zawodniczą? W rozmowie jaką przeprowadziliśmy z panią adwokat w
październiku uzyskaliśmy dość przejrzystą interpretację prawa (niewątpliwie
daleką od tego co myślą menedżerowie, którzy żyją z handlu zawodnikami).
- Kara regulaminowa za zerwanie umowy nie powoduje automatycznie, że piłkarz
staje się wolny. Po zapłaceniu kary trzeba bowiem jeszcze uregulować sprawy
transferowe. To znaczy, że taki krok (doprowadzenie do sytuacji, w której
następuje zapłacenie kary - przyp. red.) pociąga za sobą podwójną opłatę za
piłkarską wolność. Zgodnie z przepisami związkowymi Uche po ewentualnym
zapłaceniu kary nadal jest zawodnikiem Wisły - powiedziała ,GK" Agata Wantuch.
Szukając najbardziej życiowego przykładu, który może dotknąć każdego z nas w
zderzeniu z prawem można ten temat ująć tak: zapłacenie odsetek karnych za
naruszenie warunków umowy nie oznacza, że jesteśmy zwolnieni od spłaty
zaciągniętego długu. Tak sam Uche. Nawet płacąc karę za naruszenie warunków
umowy nie może uciec od opłaty transferowej jaka Wiśle do czerwca 2006 r
przysługuje.
Mamy świadomość, że tam gdzie chodzi o duże pieniądze każdy kruczek prawny
może obrócić się przeciwko Wiśle. W samym klubie pewnie boją się, że ich
przekonanie o racji może boleśnie zderzyć się z układami na najwyższych
szczeblach władz piłkarskich, gdzie polskie kluby nadal nie mają dostępu. Nie
chodzi oczywiście o to, że FIFA czy UEFA będą łamały prawo, żeby zrobić na
złość Wiśle. Bardziej na miejscu jest pytanie: jeżeli będą wątpliwości, to na
czyją korzyść zostaną one zinterpretowane? Historia dyplomacji w wydaniu
Polskiego Związku Piłki Nożnej nie nastraja optymistycznie, gdy trzeba
odpowiadać na tak postawione pytania...
Mecenas Michał Tomaczak w wypowiedzi dla ,PS" twierdzi:
- W polskim prawie rzadko stosuje się konsekwencje złamania umowy.
Ale skoro sam przyznaje, że w kontrakcie między Uche i Wisłą jest taki zapis:
-... który można przetłumaczyć jako ,naruszenie", ,złamanie", czy
wręcz ,zerwanie" - to podważenie tego zapisu przez obrońcę Uche byłoby
podważeniem całego kontraktu. Kontraktu na podstawie którego Uche zdobywał z
Wisłą mistrzostwo Polski, grał i promował się w europejskich pucharach,
wreszcie zarabiał pieniądze.
Janusz KOZIOŁ - Gazeta Krakowska