ceylley
08.03.10, 20:29
Nie wiem, czy miałyście już może taki temat, bo nie jestem w stanie
wszystkiego przeczytać, ale problem jest o tyle interesujący, że postanowiłam
Wam go opisać.
Ale może zanim główna myśl, to wstępniaczek o mnie. Nie wiem, jak przebiegało
Wasze uświadomienie, ale mnie ostanikował mąż ;) Jestem Wrocławianką. Kilka
lat temu otworzyła się u nas Milla. Towarzyszył temu artykuł na Gazeta.pl o
asortymencie i "ideologii" tego sklepu. Ja gazet i innych takich nie czytuję,
ale mój mąż tak. Czytał czytał, pooglądał mnie i stwierdził, że on mnie do
takiego fajnego nowego sklepu zabierze, bo ja chyba złe staniki kupuję. No i
mnie zabrał. Panie mnie obmierzyły, wymacały i z mojego 75E (triumphowego)
wyszło masqueradowe 65FF/G. Mąż oczywiście zachwycony bo biust mam pod brodą
;) Ja w zasadzie też, bo mogłam wrócić do kilku bluzek, w których wcześniej
biust wyglądał jakbym go na kolanach nosiła. Tak zaczęło się moje
uświadomienie. Przeszukując internet w poszukiwaniu uświadomionego stanika
trafiłam na Wasze forum. I tak sobie od dłuższego czasu zaglądam i czytuję,
ale dopiero dzisiaj, pierwszy raz postanowiłam się do Was odezwać, ponieważ
tknęło mnie coś ciekawego.
Od tygodnia pracuje w pewnym sklepie z bielizną. Asortyment do dyspozycji mam
duży więc mogę "szaleć" z "naszymi" rozmiarami. W miarę moich możliwości
staram się uświadamiać klientki i dobierać im dobre rozmiary. Rozmiarówka "na
sklepie" jest bardzo szeroka. Jak czegoś nie ma to zawsze można sprowadzić.
Nikt nie wzdycha i nie kwęka jak słyszy pytanie o np. miseczkę H.
Moim prywatnym problemem w sklepie nie jest asortyment tylko klientki:
Przychodzą panie w różnym wieku, prosząc o różne rozmiary (głównie B, C,
czasem D). Dostają do zmierzenia około 20 modeli a następnie stwierdzają, że
wszystkie są kiepskie i fatalnie leżą. Na moją wyraźną prośbę, czy mogę
zobaczyć, żebym na przyszłość wiedziała, co jest nie tak, czasem, łaskawie
wpuszczą mnie do kabiny, a tam: tylne zapięcia prawie pod szyją (zapięte na
najciaśniej), buły z góry, buły pod pachami, czasem biust ucieka dołem pod
fiszbiną.
Na moją sugestię, że "może Pani wypróbuje większą miskę" (obwody przestałam
ruszać, jak kilka razy usłyszałam, że chcę je udusić), słyszę najczęściej,
"ale ja na pewno mam B. Ja od 20 lat noszę B. Co mi Pani tu wymyśla".
Wzięłam się na sposób i po prostu zaczęłam przynosić bez pytania większe
miski, z komentarzem, że "może ten fason będzie lepiej leżał" Kiedy z
wyjściowego B, C uda mi się dojść do pasującego E, F, G, H. Okazuje się, że
nagle 15 z 20 modeli leży idealnie (około 5 zazwyczaj nie pasuje do kształtu
biustu). Panie również stwierdzają, że "no teraz lepiej", po czym spoglądają
na metkę z pytaniem co to za stanik, żeby już wiedziały na przyszłość. Wtedy
okazuje się, że to np. miska F. I tu losy toczą się w zależności od klientki.
Przy bardzo tolerancyjnych kończy się na pytaniu, czy to jakaś "inna"
rozmiarówka i ostatecznej akceptacji faktu posiadania miski F. Ale zdarzają
się też takie, którym nie przeszkadza fakt, że stanik leży idealnie. I można z
ich strony usłyszeć "no pani chyba żartuje" albo "nie przesadziła pani
trochę", albo (moje ulubione) "przecież wyraźnie prosiłam o B". I Wy się
dziwicie, że panienki pracujące w zwykłych sklepach są zszokowane jak słyszą
pytanie o miskę G???
Dodam, że nie staram się uszczęśliwiać klientek na siłę ucząc ich całej
ideologii, a jedynie przynoszę im pasujący na nie stanik, bo myślałam, że
właśnie na tym ta praca polega. Jednak kobiety bardzo nie chcą mieć wygodnej
bielizny a przed miską większą niż E bronią się jak przed ogniem. Jesteście w
stanie mi to wyjaśnić?