maheda
01.12.07, 13:15
Dzisiaj przeżyłam SZOK!
W tak polecanym przeze mnie sklepie Febe w Galerii Krakowskiej zresztą :(
Weszłam tam ze swoją biuściastą koleżanką, poprosiłyśmy o miarę krawiecką
(panie w szoku "miarę?... ale po co?" - niemniej jednak miarę podały).
Koleżanka wyjaśnia, że przyszła ze mną, żebym pomogła jej dobrać rozmiar - a
sprzedawczyni w średnim wieku - MY TUTAJ NIE POTRZEBUJEMY ŻADNEJ POMOCY, zaraz
pani dobierzemy stanik. (!!!!!!!!!!!)
Ale ponieważ miałam już miarę w dłoniach, pani sokolim okiem sprawdziła, ile
mi wychodzi na centymetrze krawieckim - wyszło (na ciuchy i przy obwodzie za
dużym ze względu na źle dobrany stanik) 85 cm.
Mówię, że prosimy w takim razie jakąś 80tkę i jakąś 75tkę, a pani "widziałam,
tam było 89! to jest 85D!"
No SZOK! Mówię, że przecież jeszcze nie mierzyłam w biuście, więc skąd ona
może wiedzieć, jaka miseczka? :/
Koleżanka nie wytrzymała i mówi, żę 85D, to ona ma teraz na sobie... a pani
triumfalnie (tryumphalnie?) "no proszę! I jak dobrze leży!" :////////
Koleżanka z niekłótliwych, powiedziała, że w takim razie owszem, poprosi 85D.
Ja, żeby kobieta dołożyła jeszcze 80F.
Pani w średnim wieku do mnie: dla _pani_ proszę, 80F.
Mówię, że nie dla mnie, tylko do przymierzenia dla koleżanki.
"A dla pani?" i moja odpowiedź "A dla mnie, to pani nie ma staników w sklepie,
bo noszę brytyjskie 75J". Kobieta się nadęła tak, że myślałam, że pęknie...
Poszłyśmy do przymierzalni, tamtych staników nawet zresztą nie tknęłyśmy, bo
po co... dziewczyna przymierzyła trzy moje staniki i chyba powinna celować w
btytyskie 75G, ewentualnie 70H z jakichś rozciągliwców, co daje Jej - jak
wiecie - maaaasę możliwości.
Od baby wyszłyśmy, baba udawała, że mnie nie widzi.
Co za idiotka.
Wrrrrrrrrrrrr.....
A stąd nie wiem, gdzie to dać - bo się kwalifikuje zarówno do wątku o głupich
ekspedientkach, jak i do wątku o sklepach stacjonarnych, jako argument KONTRA.