Dodaj do ulubionych

Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wieszaka"

    • mmm-mm Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 05:10
      A ja nigdy nie bylam w sklepie ze stanikami z obwodami od 60. Nie ma takiego
      niedaleko mnie. Nie wiem czy sie kiedykolwiek w Polsce wybiore do jakiegokolwiek
      sklepu stacjonarnego, chyba ze bedzie mial maskaradki od obwodu 60 i staniki z
      pionowym cieciem i scislym obwodem 60. Inne po prostu nie dla mnie:) Nie bede
      sie meczyc w zabudowanej freyi nawet jesli ma dobry rozmiar. Ale widze mordercze
      spojrzenia pan w przymierzalni w sklepach z ciuchami. Nieraz oddam wszystkie
      rzeczy, ktore przymierzalam (zwlaszcza spodnie, nieraz tylko jedne sa dobre albo
      zadne), innym razem wezme czesc lub wszystkie jak sa dobre i ceny przystepne. I
      nie mam wyrzutow sumienia. Sklepy duze, maja codziennie wiele klientow itd, jak
      nie ja kupie to zrobi ktos inny nastepnego dnia. I to nie ja probuje sie wcisnac
      w rozmiar XS, S rozwalajac bluzke w szwach. Widzialam nieraz w przymierzalni jak
      ciuchy sie wrzynaly w cialo i byly strasznie rozciagniete. Nie lepiej dobrac
      ciuch do sylwetki i tym sposobem cieszyc sie dobrym wygladem, podkreslajac to co
      ladne w naszym ciele? Ja nie kupuje bluzek o kroju lepszym dla duzobiusciastych.
      Roznica jest taka ze oczywiscie nie prosze pan pracujacych tam o podawanie
      kolejnych ciuchow i dopasowanie rozmiaru. Natomiast doskonale rozumiem jak
      wkurza przymierzanie kilkunastu stanikow i kupowanie je potem przez internet
      przez ososby, ktore caly czas tak robia. Mam chyba jedna wade: nie jestem
      gadatliwa i prosze o pomoc tylko jak sama nie wiem jak rozwiazac problem, na
      propozycje pomocy odpowiadam zazwyczaj "Nie, dziekuje". W zadnym wypadku to nie
      wynika z napompowania.
    • joankb Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 08:25
      Ja, z różnych względów należę do tzw. trudnych klientów. Mało kupuję,
      impulsywnie prawie nigdy, mało co mi się podoba, miewam czas akurat 15 minut
      przed zamknięciem.
      Tradycyjna forma sklepu jest nie dla mnie.
      Nie jestem wyjątkiem - ludzkość już dawno odkryła sklepy samoobsługowe, gdzie
      ilość godzin pracy obsługi/złotówkę sprzedaży jest niska, samodzielność klienta
      duża.
      I usługi w tych sklepach też są :)).
      Tak korzystam z okulisty/optyka, przenosząc się tylko za swoją okulistką w
      wygodniejsze miejsce.
      Myślę, że ze stanikami też tak będzie, trochę cierpliwości.
      Na razie zostaje największy sklep świata - Internet. I to sobie i innym zbyt
      trudnym dla stacjonarek - polecam.
    • tfu.tfu moje 3 grosze 05.08.09, 08:33
      ja już 100000 razy pisałam, że podstawą w kontaktach międzyludzkich jest
      SZACUNEK dla drugiego człowieka, jego CZASU PRACY i CZASU WOLNEGO. serio, my nie
      chcemy mieć nadgodzin, choćby najlepiej płatnych, bo nasz czas wolny jest
      BEZCENNY! i chcemy iść do domu: do mężów, dzieci, zwierzaków.
      też jesteśmy ludźmi, też nas czasem głowa boli, strzyka w kolanie i ciśnienie
      nam skacze. staramy się, żeby KAŻDA Klientka wyszła zadowolona, niestety,
      niektórych się nie da zadowolić.
      I uwierzcie mi, największą frustracją jest dla nas, kiedy NIC, ale to absolutnie
      NIC nie pasuje.
      każdej malkontentce polecam 8-9h biegania od przymierzalni do szuflady i tak w
      kółko, to ciężka praca fizyczna połączona z pracą umysłową, czasem po 2-3h
      jesteśmy wykończone, ale zawsze szczęśliwe, jeśli uda się dopasować biustonosz.
      Staramy się pokazywać nowe kolekcje w katalogach, mówić na co warto "polować",
      odkładamy czasem i na 2 tygodnie biustonosze, kiedy jest taka potrzeba.
      ja serio kocham moją pracę, nie zamieniłabym jej na inną, ale do szału mnie
      doprowadzają sytuacje, kiedy Klientka w przymierzalni zaciągnie stanik
      pierścionkiem i mówi potem: "to pani se utnie", a stanik kosztuje np. 250PLN
      albo wbiega Pani i pyta czy mamy toaletę i czy może skorzystać (ni słowa o
      biustonoszach nie było, zaznaczam ;)), a kiedy grzecznie odpowiadam, że bardzo
      mi przykro, ale toalety dla Klientów nie mamy, wybiega obrażona (do warzywniaka
      też chodzi na siku? :O)
      • kura17 Re: moje 3 grosze 05.08.09, 09:19
        hehe, ja akurat rozumiem te "wbiegajace na siusiu", bo sama mam "trudny" pecherz
        i bywa, ze MUSZE zrobic siusiu tu-i-teraz ;)
        ale nie mam obrazonej miny, tylko zrozpaczona, co najwyzej :)
    • kura17 pytanie do brafitterek i ekspedientek 05.08.09, 09:24
      ja mam pytanie - czy naprawde jest tak zle z klientkami, jak moze sie wydawac z
      tego watku? smutne sa takie zachowania (brak szacunku dla innych ludzi) i az sie
      zastanawiam, czy rzeczywiscie wiekszosc z nas taka jest (czlowiek czlowiekowi
      wilkiem...), czy moze wychodzi to tutaj troche przerysowane, bo nasze
      brafitterki wreszcie moga to z siebie wyrzucic (i slusznie, ze moga!)?

      ja po sklepach malo chodze (nie lubie), w takim stacjonarnym ze stanikami bylam
      raz. na ogol wybieram podobne, jak Joankb - samoobslugowe (i tak czesto mam
      wyrzuty, ze za dlugo zajmuje przymierzalnie...).
      na ogol obserwuje albo neutralne, albo mile kupujace i w zasadzie zawsze mile,
      pomocne sprzedajace (jesli widze na wejsciu "lale pilujaca paznokcie", to od
      razu wiem, czego sie spodziewac, hehe...).

      oczywiscie w sklepach spedzam minimalna ilosc czasu, wiec nie mam duzego
      doswiadczenia.
      dlatego interesuje mnie, czy "lobbowki" to postawa nagminna, czesta, rzadka? ile
      (oczywiscie w grubym przyblizeniu) jest takich klientek? polowa? mniej? wiecej?
      • maheda Re: pytanie do brafitterek i ekspedientek 05.08.09, 09:31
        Gdyby takich osób było więcej, niż tych neutralnych lub miłych, to myślę, że
        sklepy z bielizną zniknęłyby z rynku całkowicie ;)
        Osoby typu "lobbówka" to zdecydowana mniejszość, żeby nie powiedzieć, że
        margines kupujących.
        Ale to jak z łyżką dziegciu w beczce miodu - potrafi zepsuć humor na cały dzień.
        • kura17 Re: pytanie do brafitterek i ekspedientek 05.08.09, 09:49
          a nie, to jasne, ze jedna taka dziennie potrafi zepsuc humor!
          czasem nawet jedna przykra uwaga/rozmowa tak dziala - nie trzeba byc nawet
          narazonym na obslugiwanie takie osoby ;)

          ja to rozumiem. tylko przerazilo mnie, ze rzeczywiscie moze byc tych lobbowek az
          tak duzo, ze zyc sie odniechciewa na dluzej ;)
          • madzioreck Re: pytanie do brafitterek i ekspedientek 10.08.09, 19:16
            kura17 napisała:

            > a nie, to jasne, ze jedna taka dziennie potrafi zepsuc humor!
            > czasem nawet jedna przykra uwaga/rozmowa tak dziala - nie trzeba byc nawet
            > narazonym na obslugiwanie takie osoby ;)
            >
            > ja to rozumiem. tylko przerazilo mnie, ze rzeczywiscie moze byc tych lobbowek a
            > z
            > tak duzo, ze zyc sie odniechciewa na dluzej ;)

            Nie jest tak źle, po prostu takie osoby lepiej się zapamiętuje :)
      • melamina Re: pytanie do brafitterek i ekspedientek 05.08.09, 09:31
        Przejaskrawiamy. To jasne.
        U mnie prawdziwa lobbówka trafia się +/- raz w tygodniu.
        Mierzące bez kupowania, ale z zapisywaniem jedna-dwie dziennie.
        Szczególnie na początku sezonu na kostiumy kąpielowe.
        Daje to mniej więcej 1/10 klientek.
        Trzeba tylko pamiętać, że zapamiętuje się głównie osoby denerwujące
        albo nietypowe w inny sposób (ekstremalnie sympatyczną osobę, albo
        taką z ciekawą historią też zapamiętam i opowiem koleżankom :o)
        • kura17 Re: pytanie do brafitterek i ekspedientek 05.08.09, 09:52
          zrozumiale, ze przejaskrawiacie, ale mysle, ze macie do tego prawo :) bo niby
          gdzie i jak mozecie sie poskarzyc????

          dobrze, ze w rzeczywistosci nie jest tak zle.

          o mierzeniu bez zamiaru zakupu zalozylam juz kiedys watek - mialam wlasnie
          watpliwosci moralne, czy tak sie powinno robic. i reakcje byly rozne, ale
          generalnie pozytywne "dla sklepow" - wynikalo z nich, ze jednak niewiele osob z
          premedytacja uprawia taki proceder.
          ale - jak piszesz - 1-2 osoby dziennie to (wg mnie) calkiem sporo. spodziewalam
          sie mniejszej ilosci "zapisywaczek" oraz wiekszej ilosci lobbowe.

          ciekawe, co uwazacie Wy za "mniejsze zlo" - lobbowki, czy zapisywaczki? ;)
          • maheda Re: pytanie do brafitterek i ekspedientek 05.08.09, 09:57
            kura17 napisała:

            > ciekawe, co uwazacie Wy za "mniejsze zlo" - lobbowki, czy zapisywaczki? ;)

            Nie każ mi wybierać między dżumą a cholerą.
            Wolałabym uniknąć obu.
            • kura17 Re: pytanie do brafitterek i ekspedientek 05.08.09, 10:14
              nie kaze wybierac - bylam ciekawa, czy jest roznica (dla Was).

              a jeszcze mam pytanie. czy tak samo przeszkadzaja osoby, ktore "domagaja sie"
              brafittingu wiedzac, ze nic nie kupia oraz takie, ktore same sobie wybieraja
              staniki i "tylko" przymierzaja (blokuja przymierzalnie, ale nie wymagaja
              obslugi), by potem kupic taniej?

              mysle, ze ten watek to dobre miejsce, zeby sobie na rozne pytania z zakresu
              klient-sprzedawca odpowiedziec szczerze, bo czasami naprawde trudno sie
              zorientowac (z obu stron), co moze byc bardzo nietaktowne, czy nawet
              nieakceptowalne.

              ja, na przyklad, z wpisow Tfu.Tfu (juz wczesniej) wiem, zeby nie zaprzatac
              obslugi krotko przed zamknieciem sklepu - absolutnie to rozumiem! owszem, zdarza
              mi sie wtedy cos kupowac (akurat mam czas), ale wtedy zawsze dziekuje za pomoc,
              robie wszystko sama, ciuszki odwieszam i absolutnie nie wymagam obslugi - one
              maja co robic przed zamknieciem sklepu!
              • maheda Re: pytanie do brafitterek i ekspedientek 05.08.09, 10:22
                Tak, obydwa rodzaje pseudo-klientek przeszkadzają (mówię o osobach blokujących
                przymierzalnię na godzinę i więcej), bo uniemożliwiają dokonanie zakupu osobom
                realnie nimi zainteresowanym.
                Więc działają na szkodę sklepu.
                • kura17 godzine w przymierzalni??? 05.08.09, 10:37
                  naprawde kobiety, ktore nie korzystaja z brafittingu potrafia tyle siedziec???
                  to ile stanikow na raz biora ze soba?
                  tutaj (niemcy) w wiekszosci sklepow odziezowych jest jakis limit ubran branych
                  do przymierzalni (5-10). to tez limituje czas (chyba, ze jest sie z "osoba
                  towarzyszaca", albo jest maly ruch i ktos z obslugi pomaga).
                  ja, jak chce zmierzyc stosy ubran, to ide do przymierzalni kilka razy na max 20
                  minut jednorazowo, a potem znow stoje sobie w kolejce...
                  • maheda Jedna pani siedziała godzinę w przymierzalni 05.08.09, 10:52
                    z dwoma stanikami.
                    Nie mogła się zdecydować, który będzie lepiej pasował jej do sukienki, w której
                    zamierzała pójść na imprezę.
                    No i tak zakładała raz jeden, raz drugi. A na to tę kieckę.
                    I wychodziła pokazać się koleżance.
                    No i tak właśnie przez godzinę...
                    • arwena-g Re: Jedna pani siedziała godzinę w przymierzalni 05.08.09, 11:16
                      I zdecydowała się w końcu?
                      • maheda Re: Jedna pani siedziała godzinę w przymierzalni 05.08.09, 11:21
                        Tak, kupiła świetnie dobrany kolorem do kiecki w nieodpowiednim dla siebie
                        rozmiarze.
                        Stąd zresztą właśnie wynikał kłopot - jeden stanik był idealnie dobrany kolorem
                        do sukienki, ale biust w nim zwisał, bo rozmiar był nieodpowiedni, a drugi
                        stanik był idealnie dobrany do biustu, który to biust był fantastycznie
                        podniesiony, zaokrąglony i tak dalej, ale kolorystycznie do sukienki nie pasował
                        wcale, a gdzieś pod ramieniem wystawała odrobina tego niedobranego stanika.
                    • mmm-mm Takie pytanie. 05.08.09, 18:25
                      Czy nachodza cie wtedy mysli pelne przeklenstw lub bluzgow jakie chcialabys
                      powiedziec do takiej osoby? Bo pierwsze co by mi przyszlo do glowy to:
                      "Wybierzesz ***** dzisiaj ten stanik, czy nie?" I to byloby najlagodniejsze
                      zdanie. Przepraszam jesli ci cos takiego w zyciu nie przychodzi do glowy podczas
                      pracy. Probuje tylko stwierdzic czy jestem choc troche normalna:D
                      • maheda Możliwe, że ja nie jestem 05.08.09, 19:00
                        Mnie nie przychodzą do głowy bluzki, tylko raczej załamka w stylu "popatrz,
                        kobieto, ile osób czeka... cholera, już trzecia kobieta ze stanikami do
                        mierzenia zrezygnowała z czekania widząc, jak po raz setny wychodzisz w kółko w
                        jednym z tych dwóch staników...".
                        Mnie to załamuje.
                        Jeśli ma problemy decyzyjne - niech poprosi koleżankę o obfotografowanie się ze
                        wszystkich stron w obu stanikach, a potem poprosi obsługę o ich odłożenie na
                        dwie godziny i pójdzie sobie do knajpki obok pooglądać zdjęcia i się
                        pozastanawiać...
                        • mmm-mm Re: Możliwe, że ja nie jestem 06.08.09, 18:15
                          Tez bym sie zalamala w takiej sytuacji, bo ja podejmuje decyzje dotyczace
                          garderoby szybko. Jestem nerwusem denerwujacym sie w sekunde, chociaz zwykle
                          jestem zupelnie spokojna, ale co moglo wyjsc po obu rodzicach nerwusach i
                          dziadkach z obu stron tez nerwowych:) Podziwiam opanowanie, ktorego nigdy nie
                          osiagne.
                  • everywoman-to-ja Re: godzine w przymierzalni??? 05.08.09, 18:42
                    Niestety, niektórzy mają genetycznie chyba niezdolność do podejmowania decyzji.
                    Parę tygodni moja koleżanka okupowała przymierzalnię w Peachfieldzie przez
                    godzinę, nie mogąc się zdecydować, czy lepiej kupić "ładniejszy", czy dobrze
                    dopasowany. Ja sama miałam już jej naprawdę dosyć. Tutaj duży szacunek dla Pań
                    ze sklepu, które zniosły to ze stoickim spokojem.
                    Myślę, że niektórzy "po prostu tak mają", i niestety jest to jeden z elementów,
                    które trzeba wkalkulować w koszty działalności.
      • zupa_grzybowa Re: pytanie do brafitterek i ekspedientek 05.08.09, 10:20
        Na szczęście nie zdarzają się często - może kilka razy w tygodniu.
        Ale przyznam, że wcześniej nie wyobrażałam sobie, jak niektóre
        klientki mogą się zachowywać. Nigdy nie siedziałabym nawet pięć
        minut po zamknięciu sklepu, a co dopiero godzinę, prędzej spaliłabym
        się ze wstydu. Wcześniej do sklepów stacjonarnych przychodziłam po
        konkretną rzecz i nigdy nie prosiłam o przyniesienie wszystkiego w
        moim rozmiarze - wydawało mi się, że to nadmierne zawracanie głowy
        ekspedientki (teraz widzę, że niesłusznie).
      • madziaost Re: pytanie do brafitterek i ekspedientek 05.08.09, 11:36
        Pewnie się narażę, ale co tam:)
        Najgorsze są "forumowe wycieczki". Dziewczyny skrzykują się na różnych forach,
        by nawiedzić sklep. Przychodzą w grupach po 5-6. Dosłownie okupują
        przymierzalnie (nie jedną, o nie!) wygłaszając na cały głos mądrości typu: o
        matko, jaka ohydna frejowa zmarcha! beznadziejne te staniki! a te fiszbiny w
        panaszach?! co za dziadostwo, toż to sięga na plecy! a jakie to rozciągliwe, na
        tyłek bym sobie nałożyła! a ramiącha jakie wstrętne i szerokie, a jaki pod szyję
        zabudowany, z golfu by mi wystawał!
        Proszę sobie wyobrazić, co mogą myśleć PRAWDZIWE klientki, które czekają w
        kolejce i słyszą to wszystko. Często nie znają sprzedawanych przez nas marek, z
        trudnością dały się namówić na wyznaczenie rozmiaru, ale były zaciekawione i
        skłonne nawet poczekać na swoją kolej w przymierzalni. Czekanie wydłuża się do
        1/2 godziny, godziny. Nie każda tyle wytrzyma słuchając w dodatku opinii
        "znawczyń" o tym, jakie to dziadostwo próbujemy wcisnąć klientkom.
        Natomiast wycieczka nacieszyła się już epatowaniem wiedzą i pokazaniem nam, kim
        jesteśmy i bez dziękuję/do widzenia/pocałuj mnie w.. opuszcza sklep.
        • ganbaja Re: pytanie do brafitterek i ekspedientek 05.08.09, 13:03
          :-((
          Aż nie wiadomo jak coś takiego skomentować.
          Zapewne to neofityzm ma na zachowanie tak duży wpływ, ale żeby
          nie mieć rozumu?
          Współczuję.
        • drzazga1 OT zajmowanie przymierzalni przez "wycieczke";)) 07.08.09, 21:28
          Tak mi sie przypomnialo, ze niedawno, w dublinskim Debbenhamsie pani
          ekspedientka nie pozwolila skorzystac z jednej przymierzalni dwom
          dziewczynom - znaczy mnie i jeszcze jednej forumce...
          Ciekawe, co podejrzewala :DDD <rotfl>
          A tak powaznie, znajac niezle "obyczaje" prezentowane przez spora
          czesc ludnosci tubylczej to ja ja nawet troche rozumiem...:/

          Tak poza tym zakazem to kobita sie nami specjalnie nie interesowala,
          poza odruchowym (i tak naprawde nicnieznaczacym w praktyce)
          pytaniem "Are you ok?" - na ktore zawsze nasuwa mi sie odpowiedz,
          ktra wprawilaby pewnie pytajaca w niezle pomieszanie:D - nie
          wykrzesala z siebie checi pomocy. W sumie dobrze;), bylysmy we dwie,
          wiec przez drzwi przymierzalni jedna uzgadniala z druga co przyniesc
          z sali sprzedazowej i w jakim rozmiarze, dzieki czemu czas spedzony
          w przymierzalni wynosil moze ze 45 minut zamiast 1,5 godziny -
          duuuzo bylo do mierzenia. Zreszta pani pilnujacej znudzilo sie
          sterczenie i sobie w koncu poszla - na szczescie, bo np. sama w
          przedziwnie wypadajacym rozmiarowo gorsecie Ultimo dopielabym sie
          moze po kwadransie.
          Kazda z nas pare sztuk bielizny tam nabyla, ale na pewno nie jest to
          zasluga obslugi...
          • madziaost Re: OT zajmowanie przymierzalni przez "wycieczke" 07.08.09, 21:38
            Ale raczej nie robiłyście na cały głos czarnego PR-u sklepowi, prawda?:) A to
            duuża różnica:)
            • drzazga1 Re: OT zajmowanie przymierzalni przez "wycieczke" 08.08.09, 23:05
              Nie robilysmy, bo i po co?
              Kroje stanikow Panache i Freyi znam, wiem czego sie spodziewac i
              chociaz zachwycona nimi nie jestem, to podobne uwagi moglabym
              wyglaszac co najwyzej do konstruktorow z tych firm - a watpie, zeby
              oni akurat wtedy w sklepie byli obecni.
      • madzioreck Re: pytanie do brafitterek i ekspedientek 10.08.09, 19:15
        kura17 napisała:

        > ja mam pytanie - czy naprawde jest tak zle z klientkami, jak moze sie wydawac z
        > tego watku? smutne sa takie zachowania (brak szacunku dla innych ludzi) i az si
        > e
        > zastanawiam, czy rzeczywiscie wiekszosc z nas taka jest (czlowiek czlowiekowi
        > wilkiem...), czy moze wychodzi to tutaj troche przerysowane, bo nasze
        > brafitterki wreszcie moga to z siebie wyrzucic (i slusznie, ze moga!)?

        Ja wprawdzie nie brafitterka i nie ekspedientka, tylko osoba obsługująca w
        banku, ale może też odpowiem, jak to jest z tymi klientkami i klientami, bo
        ludzie pewnego pokroju zachowują się wszędzie podobnie. Generalnie rzecz biorąc,
        w większości ludzie są uprzejmi, mili, sympatyczni itd. Ale, powiedzmy, jeśli
        obsłużę dziennie ze 30 osób, to niech mi się trafi ze 3 takich, co mi nerwy
        porządnie zepsują, a nie napiszę tu, jakie mam zdanie o ludziach ogólnie,
        wychodząc z pracy po takim właśnie dniu. Mimo, ze 27 było uprzejmych i
        sympatycznych. Są ludzie, którym się wydaje, że to moja wina, że nie zapłacili
        raty w terminie. Przecież mam telefon i mogłam do niej/niego zadzwonić, prawda?
        Przecież nic innego nie robię, tylko sprawdzam codziennie, czy któryś z kilku
        tysięcy klientów nie zapomniał o czymś :/ To tylko przykład jeden z wielu.
    • orange_juce Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 09:26
      Aż nie chce się wierzyć że są osoby które zajmują przymierzalnie przez godzine czy dwie. Nie wyobrażam sobie co można tak długo robić w przymierzalni!?
      Nie dziwie się irytacji sprzedawczyń na osoby które spędzaja tyle czasu w przymierzalni tylko po to aby spisać sobie pasujące staniki.
      Ja w sklepie stacjonarnym byłam kilka razy. Na 3 wizyty w przymierzalni dokonałam 2 zakupów z których jestem bardzo zadowolona. I napewno nie zajeło mi to więcej niż 15 minut.
      Raz była to upatrzona wcześniej maskaradka, a drugi raz kostium frei. Jak dla mnie była to naprawde duża kwota.
      Co prawda ja jako osoba z natury nieśmiała nie miałam odwagi po dopasowaniu stanika pomierzyć sobie jeszcze kilku "na przyszłość", chociaż miałam na to naprawde ochote. Głupio było mi zajmować czas sprzedawczyni chociaż żadnych tłumów w sklepie nie było.
      Może jestem przewrażliwiona ale ten jeden raz gdy nic nie kupiłam to czułam wyraźnie niezadowolenie sprzedawczyni. To jeden z powodów dla których rzadko zagladam do stacjonarnych.
      Nie stać mnie na dokonywanie wszystkich zakupów stanikowych w stacjonarnym, ale od czasu do czasu mogę sobie na nie pozwolić. Teraz np czekam na fioletową elizke :) którą napewno zakupie stacjonarnie.
      Mi osobiście brakuje możliwość samoobsługi w takich sklepach. Tak żebym mogła sobie wziąść z wieszaczka to co chce i sama w spokoju przymierzyć. Jak znam siebie wtedy częściej zaglądałabym do sklepu i dokonywała zakupów.
      Jeśli chodzi o odnoszenie się do obsługi nigdy nie zdarzyło mi się powiedzieć nic niestosownego. Ale tak jak któraś przedmówczyni nie wyobrażam sobie żebym musiała zabawiać rozmową obsługę. Nie leży to poprostu w mojej naturze.
    • ko_kartka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 09:29
      O, jak dobrze, że głośno to napisałaś Mahedo! Bo ja byłam lekko przerażona
      częstymi poradami na forum "idź do stacjonarnego poprzymierzać, a potem zamów se
      to samo w necie", ale że jestem tu nowa, to siedziałam cicho... Dla mnie to
      jest, węzłowato ujmując, dziadostwo. Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli
      kogoś naprawdę nie stać na wydanie 30 zł na stanik, to bardzo nie lubi się do
      tego przyznawać i w związku z tym nie robi z siebie wiochy z przymierzaniem i
      zapisywaniem w kajeciku. I oczywiście nie mówię o sytuacjach, kiedy z
      przymierzanych 50 staników nic nie pasuje i wychodzi się z niczym, bo nic nie
      pasuje.

      Ja nie chodzę do sklepów stacjonarnych z brytyjczykami właśnie z tego powodu, że
      nie jestem jeszcze gotowa, żeby wydać 250 zł na jeden stanik (bo potrzebuję ich
      teraz kilku naraz, może gdy będę kupować wyłącznie dla przyjemności, to się
      wybiorę), a nie będę zawracać paniom gitary przymierzaniem. Wybrałam zamawianie
      w necie, z czym łączy się odsyłanie i frustracja, że nie wiem, czy stanik
      dobrałam sobie dobrze ;) Gdybym mogła pójść na brafitting, za który zapłaciłabym
      jakieś 50 zł, ale nie czuła się po nim zobowiązana kupić stanika za 250 zł - to
      bardzo chętnie bym się wybrała.

      Myślę, że wielu klientkom myli się modne "asertywne" podejście: "płacę i
      wymagam" z nowoczesnym niewolnictwem. Też byłam kiedyś po drugiej stronie lady,
      też wiem, że zagryza się zęby na takie klientki, chociaż najchętniej by się je
      wygoniło ze sklepu, a te miłe wita się szerokim uśmiechem od progu. Nieraz
      zresztą wchodzę do sklepu, gdzie ekspedientka jak chmura gradowa siedzi za kasą
      - i często gęsto wystarczy się uśmiechnąć, powiedzieć serdecznie "dzień dobry" i
      z pani schodzi napięcie po takich "asertywnych" klientkach.
      • madzioreck Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 10.08.09, 19:22
        ko_kartka napisała:

        > Myślę, że wielu klientkom myli się modne "asertywne" podejście: "płacę i
        > wymagam" z nowoczesnym niewolnictwem.

        Zgadza się.

        Nieraz
        > zresztą wchodzę do sklepu, gdzie ekspedientka jak chmura gradowa siedzi za kasą
        > - i często gęsto wystarczy się uśmiechnąć, powiedzieć serdecznie "dzień dobry"
        > i
        > z pani schodzi napięcie po takich "asertywnych" klientkach.

        To też się zgadza. Czasem, przyznaję, zdarza się, że jak mnie klient zeźli, to
        następny nie widzi uśmiechu od ucha do ucha. Ale są tacy ludzie, którzy od progu
        potrafią człowiekowi umilić dzień :)
    • luliluli Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 09:47
      skłoniło mnie to do refleksji nad sobą, ale z racji, że stacjonarnie w całym
      życiu byłam tylko raz w Intimo a resztę życia zapewne spędzę w Karoline, jak to
      ma miejsce teraz, w sklepie widuję same znajome twarze i nie wyobrażam sobie,
      jak mogłabym je w jakikolwiek szorstki sposób potraktować.
      Mam nadzieję, że gdybym zachowała się jak kretynka, ktoś by mnie o tym
      poinformował?;))
      Zdarzyło mi się też bywać w pseudouświadomionych sklepach, ale nawet wtedy nie
      starałam się robić wariatki z ekspedientki, bo niby czemu miałoby to służyć?
      chyba lepszą metodą jest wyrażenie zadowolenia z faktu, że jest ktoś jeszcze,
      kto np. sprowadza brytyjczyki, im więcej tym lepiej;) i tak dobrze nastrojona
      miłą rozmową pani może kiedyś będzie mieć ostatni egzemplarz jakiegoś fajnego
      modelu...:P
      na szczęście nigdy nie trafiłam osobiście na jakąś naiwedzoną fanatyczną źle
      uświadomioną ekspedientkę, więc szczerze mówiąc nie wiem, co się robi w takich
      sytuacjach, jak znam siebie - pewnie bym zamieniła dwa słowa i wyszła, bo na
      beton nie ma rady i szkoda nerwów;))

      a tak z drugiej strony - sądzę, że to nie tylko stanikowe sklepy mają z tym
      problem. Jak ktoś jest naburmuszonym pacanem i idzie do sklepu, żeby się poczuć
      jak gwiazda, a nie tylko po to, żeby nabyć kolejną część codziennej garderoby,
      to chyba nie ma znaczenia, jaki sklep zaszczycił swoją męczącą obecnością:)
    • jehanette Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 09:58
      Mi się zdarzyło słyszeć uczynną właścicielkę sklepu stacjonarnego, która
      zdesperowanej klientce szukającej konkretnego modelu na konkretną okazję
      doradziła, gdzie znaleźć ten model w innym sklepie. To też jest strategia
      marketingowa, następnym razem ta klientka tak mile potraktowana chętnie wróci i
      kupi coś u niej :) Ale to wyjątkowa sytuacja i właścicielka sama wyszła z tą
      inicjatywą, nie przyszłoby mi do głowy, żeby przymierzać w stacjonarnym,
      spisywać i kupować w necie. W necie kupuję w zasadzie tylko to, czego nie mogę
      dostać w stacjonarnym, bom leniwa - jak idę do stacjonarnego, to brafitterka
      pomoże mi dobrać rozmiar, rzuci krytycznym okiem no i będę mogła kupić od razu i
      od razu się cieszyć swoim nabytkiem, nawet wyjść w nim będę mogła :D.
      • kuraiko Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 15:09
        a odwrotna sytuacja, kiedy naiwnie zapytałam w pewnym sklepie, czy
        jakieś modele znajdę w innym sklepie (naiwna byłam, przecież to
        konkurencja) i usłyszałam "ooo tam mają mały wybór". co się okazało
        totalną nieprawdą, bo w sklepie nr 1 otrzymałam do mierzenia 2
        staniki z rozmiaru i koloru, który mnie interesował, a w drugim
        bodajże 6 modeli. Ja rozumiem, że chronią się przed konkurencją, ale
        kłamstwo zawsze jest brzydkie. Jeśli już to mogłaby
        powiedzieć "niestety nie orientuję się"...
        Powiedzmy, że to jedna z 3 nieprzyjemnych sytuacji w tym sklepie,
        może i oferta teraz ździebko poszerzona o Gorsenię, ale obsługa
        nadal ma swoje humory.
        Gdyby dziewczyna zachowała się uczciwie, to też bym miała bardziej
        pozytywną opinię nt tego sklepu. A praktycznie to mierzenie i
        pytanie tam o cokolwiek wiąże się ze strachem, bo laski normalnie
        nie są zalatane, ruch taki sobie, wejdzie 2 klientów i ogląda, nie
        usłyszą ani be ani me, dopiero jak dostąpi się łaski podania czegoś
        przez obsługę i nie zakupi, to obsługa zaczyna wyrażać uczucia
        (negatywne).
        ale to po prostu brak profesjonalizmu, wiedzy o tym co się
        sprzedaje, zatrudniają panienki "z ulicy", takie co
        się "prezentują", a w głowie pusto :/
    • ocisza Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 09:58
      Jako klientka jestem chyba nietypowa, bo wychodząc ze sklepu, w którym
      ekspedientka bardzo uprzejmie zajęła się mną i dobrała fajny biustonosz, ale nie
      kupiłam go ponieważ nie można było (jeszcze wtedy) zapłacić kartą, miałam
      poczucie winy. Głupio mi było po prostu, że nie mogę sobie pozwolić na wyjęcie
      pieniędzy z bieżącego konta tylko musiałabym sięgnąć po kredytówkę.

      Byłoby mi wstyd iść do sklepu z założeniem, że dobiorę rozmiar i kupię w sieci.
      Wolałabym poczekać pół roku czy rok na jakiś zlot w okolicy. Taki zlot z
      założenia ma służyć pomocy w doborze rozmiaru, podzieleniu się wiedzą i
      możliwości pogadania o stanikach. Na zlocie nie byłoby nietaktem poprzymierzać
      stosu staników i mówić głośno, że zacznę na ten najlepszy polować na ebayu czy
      allegro.

      A co do płatnego brafittingu to uważam, że to całkiem sensowny pomysł. Tyle, że
      przekreśla to możliwość pomocy nieuświadomionej, która przypadkiem wstąpiła do
      takiego sklepu. Bo pani, która przecież od 20 lat nosi 75B nie zapłaci ani
      złotówki za profesjonalną poradę. No, ale fakt - uświadomione sklepy są przede
      wszystkim po to, żeby zarabiać, a dopiero w dużo dalszej kolejności po to, żeby
      lobbować. I to też rozumiem...
      • ganbaja Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 10:36
        Wydaje mi się, że jeśli w sklepie byłaby wyrażna reklama-informacja dotycząca profesjonalnego doboru stanika, poprawiającego wygląd itd. to wiele kobiet nawet święcie przekonanych, że mają właściwy rozmiar skorzystałoby z samej ciekawości. Wtedy nie powinno się informować klientki o rozmiarze przyniesionego do zmierzenia stanika, ale podać rozmiar dopiero gdy wszystko jest ok i klientka widzi poprawę w wyglądzie.
        I uważam, że taka usługa powinna być płatna, nie jakoś ogromnie, ale 10 czy 15 zł to kobieta wstępująca do sklepu ze stanikami po 150 czy 250 zł, jest w stanie wydać. Oraz pomysł, że jeśli się zdecyduje na zakup dobranego stanika to opłata nie zostanie pobrana, jest wyśmienity.
    • arwena-g Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 11:18
      Ja nie zaglądam do sklepów stacjonarnych. nie kupię stanika za 200 zł. Poluje na
      okazje w necie. Źle się czuję zabierając czas, gdy wiem, ze na pewno nic nie kupię.
    • dorotaifilip Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 12:09
      1. Bardzo dobrym pomysłem według mnie jest wprowadzenie w sklepie
      jako dodatkowej usługi - płatnego bra-fittingu. Pomimo szukania,
      czytania od prawie roku, nadal uważam, że mam nie do końca
      prawidłowo dobrany rozmiar lub nie trafiłam na stanik bliski
      ideałowi.
      Chętnie na coś takiego umówiłabym się. Nie miałabym wtedy wyrzutow
      sumienia, że mierzę tyle staników i z żadnego nie jestem zadowolona.
      Warto by było też wprowadzić limit czasu na takie przymierzanie i
      dobieranie rozmiaru.

      2. Wyznam Wam, że jestem taką klientką, która na zakupach spedza
      bardzo długi czas w przymierzalni. A jak założę sobie, że chcę
      danego dnia coś zaplanowanego kupić, tym dłużej nad tym rozmyślam. I
      przymierzam i zdejmuję, i przymierzam i zdejmuję........
      Dwa biustonosze na zmianę mogę mierzyć ponad godzinę. Wyjdę po
      takiej godzinie z jednym. A w domu przymierzam i zdejmuję,
      przymierzam i zdejmuję........ i myślę: a moze ten drugi by lepiej
      leżał.
      Wygląda jak choroba, ale jeszcze nią nie jest. Jest za to bardzo
      męczące. Dlatego wolę zakupy robić sama i w sieciówkach
      samoobsługowych. Jełśi w zwykłym sklepie robię zakupy, to niestety
      męczę sprzedawczynie.

      3. Prawda jest też taka, że w pobliskim lumpku potrafie szybciej sie
      zdecydować. Wchodzę, przymierzam i biorę lub nie. Bo jest też druga
      prawda - stosunek zarobków (moich) do cen biustonoszy jest
      nienormalny. Łatwiej mi znieść w zwiazku z tym wpadkę przy kupowaniu
      przez net (wyprzedaże, allegro) niż w sklepie stacjonarnym. Jeśli
      kupuję stanik za 200 zł, to potrzebuję czasu do upewnienia się, że
      akurat ten stanik jak najlepiej na mnie leży.

      Wnioski: są "lobbystki", "lobbówki" i "wątpiace ubogie".

      dorota
      • klymenystra Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 12:59
        No coz, bije sie w piersi - w BOSiu w Krakowie zachowalam sie jak lobbowka, ale
        szlag mnie trafil, jak zobaczylam brytyjczyki za ponad 200 zlotych, a na moja
        prosbe o biala freye retro 30G, pani chciala mi dac 30D. Ten model znam i wiem,
        jaki mam w nim rozmiar, wiec powiedzialam z ironia, ze na pewno nie bedzie dobry
        i wyszlam. Inna sprawa, ze czekalam na oblsuge strasznie dlugo, panie
        ekspedientki zajete byly pania, na oko bardzo majetna ( w przeciwienstwie do
        mnie), ktora kupila w efekcie fhancuskie kohonki za 300 zlotych w rozmiarze typu
        80B...
    • samanta-the-best Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 13:05
      po tym, co przeczytałam w tym wątku, pomimo że bardzo mi odpowiada atmosfera w
      moim ulubionym sklepie z bielizną i generalnie pomoc Pań w nim pracujących też,
      jednak jak pójdę w najbliższym czasie, to z pewnością będę się czuć niemiło, bo
      może nie jestem super wymarzonym klientem kupującycm wszystko, co zostanie mi
      podane do mierzenia, i może niecnie zabieram Paniom czas, podczas którego
      mogłyby w czasie pracy poplotkować, posiedzieć na necie czy porobić cokolwiek,
      ale nie to, za co się im płaci.. nie chcę przeszkadzać, szanujmy swój czas..?


      jestem w szoku, kiedy czytam opinie "nie zamierzasz kupowac, nie przymierzaj!" -
      przedziwne, że wszędzie indziej mogę przymierzać ile chcę, tylko staników nie,
      bo się niszczą.. buty też się niszczą, jak się przymierza, ciuchy tak samo. w
      sklepie z butami też potrafię przymierzyć 10 par a potem zamówić na allegro za
      pół ceny - nie mam do siebie o to pretensji, bez przesady. szczególnie, że
      nieraz odbierałam te zamówione buty przez net w sklepie stacjonarnym(w którym
      mierzyłam), w którym kosztują więcej, niż w sieci - spox, wiem, że wynajem
      lokalu, pracownicy etc etc etc.
      ale tak naprawdę, nikt Was sprzedających nie zmusza do prowadzenia tych sklepów!
      nie robicie łaski pozwalając przymierzać i kupować stacjonarnie, a ja tekst
      wcześniej wspominany odbieram jako cholerne robienie mi łaski. bo ktoś mi czas
      poświęca i swoją pracę. za to przecież bierze pieniadze! jak ma dość takiej
      pracy i klientek, to może czas pracę zmienic na inna.

      Ocisza napisała
      "No, ale fakt - uświadomione sklepy są przede wszystkim po to, żeby zarabiać, a
      dopiero w dużo dalszej kolejności po to, żeby lobbować."

      fajne, bo ja bym zinterpretowała to tak, jakby sklepy uswiadomione miały
      najpierw uświadamiać kobiety - czyli pozwalać przmierzać, oglądać i doradzać, a
      potem zarabiać.. nie popadając w przesadę z instytucją charytatywną oczywiscie.
      ale jeśli chcecie uchodzić za uświadamiające i pomocne, to nie ma siły, takie
      musicie być - albo ma się serce do czegoś i się to robi dobrze, albo się nie ma
      i się krytykuje że ktoś przyszedł przymierzyć i nie kupił..

      faktycznie, w żadnym sklepie nie ma czegoś takiego, takiej presji, jak w
      bieliźnianych..
      szkoda, bo atmosfera sklepu wpływa na decyzje, i te na szybko, i długofalowe,
      czy wrócę czy już nie. ja do swojego wróce na pewno, bo nikt do mnie nie miał
      nigdy pretensji że przymierzyłam 5 sztuk i kupiłam jedną albo wcale, ale
      ocenianie wszystkich klientek na wzór jednej, która 2 staniki mierzy godzinę i
      potem uogólnienie "nie chcesz kupowac, nie mierz wcale" jest trochę
      niesprawiedliwe i świadczy o Was, drogie sprzedające


      czuję pewien niesmak po przeczytaniu tego wątku.
      zawsze podchodzę do wszelkich pracowników sklepów z sympatią (bo sama w sklepie
      kiedyś pracowałam) i jak pomyslę, ze pomimo tego jedna z drugą mnie choćby w
      takim wątku jak tu obsmaruje, bo przymierzałam i nie kupiłam, to normalnie szlag
      trafia. może lepiej by własnie lobbówką, świdrować spojrzeniem ekspedientkę
      bardziej, niż ona świdruje nas, a potem wyjść, zapomnieć, i tyle.
      • paulinago Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 13:17
        Do restauracji też nosisz własne jedzenie, albo do fryzjera idziesz z własną
        obsługą?
        Abstrahując od tego, że brafitting jest usługą, w omawianych przypadkach
        wliczoną w cenę stanika, to punktu usługowo - handlowe, nie są po to, żeby je
        wykorzystywać, tylko z nich korzystać. Jak nie masz zamiaru, to uważam to za
        nieuczciwe.
      • felisdomestica Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 13:27
        Ja nie jestem właścicielką sklepu, wypowiadam się jako klientka wyłącznie. I twierdzę: nie chcesz kupić - nie mierz. Jeśli uważasz, że w sklepach stacjonarnych jest za drogo, kupuj w necie, ale z całym dobrodziejstwem inwentarza, tzn. bez mierzenia, z ryzykiem odsyłania. Coś za coś. Na coś się trzeba zdecydowac. Tymczasem ty chcesz mieć najlepsze z jednego i z drugiego. I nie naskakuj na włascicielki sklepów, że mogą zrezygnowac skoro im się nie podoba. Bo jeśli zrezygnują, to gdzie przymierzysz :-)?
        • kuraiko Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 15:12
          a jak to jest sklep bez brafittingu i nie ma kolejki do
          przymierzalni, to też nie wolno mierzyć, jeśli nie ma się zamiaru
          kupna?
          • cissnei Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 17:41
            O właśnie, o to też chciałabym zapytać. Ja jestem raczej samotniczką, nie
            nawiązuję łatwo kontaktów z ludźmi, jestem miła i grzeczna, ale raczej nie
            wyobrażam sobie, żeby nieznana osoba oglądała mnie bez stanika, choćby była
            nawet bardzo uprzejma i delikatna. Mam takie prawo, myślę, że nie jest jakieś
            wielkie dziwactwo (w każdym razie ja sama miewam jeszcze większe :P). Jestem
            typem osoby, która cichutko chodzi po sklepie i szuka tego, czego jej potrzeba.
            Nie wyobrażam sobie, żebym miała zabierać ekspedientkom ich cenny czas, po
            prostu czułabym się głupio, gdyby ktoś robił coś za mnie. Dlatego też raczej
            ciężko byłoby mnie namówić na brafitting, bo wolę samodzielnie dobrać sobie
            odpowiedni rozmiar. A ponieważ nie jestem jakoś szczególnie przywiązana do
            literek i cyferek, pewnie chciałabym poprzymierzać różne rozmiary. Z tym, że
            najwygodniej byłoby mi po prostu zdjąć te staniki z wieszaka i wejść z nimi do
            przymierzalni, nie zawracając nikomu głowy i nie prosząc o poradę. I czy
            samodzielny brafitting w sklepie, mogący lecz niekoniecznie prowadzący do
            zakupu, jest czymś bardzo nagannym? Pytam poważnie, bo naprawdę nie chciałabym w
            żaden sposób naruszyć jakichś niepisanych zasad.

            Inna sprawa, że na zakupy wybieram się z moim chłopakiem, który nigdy nie
            przepuściłby takiej okazji - już się cieszy na sobotnią wyprawę do sklepu ;) Nie
            wydaje mi się, żeby w przymierzalni było miejsce dla trzech osób. Na szczęście
            zwykle szybko wiem, czy chcę coś kupić, czy nie, dlatego nigdy nie siedzę w
            przymierzalni godzinami, zwłaszcza mając niezawodną pomoc w męskiej postaci ;)

            Jeszcze raz podkreślam - bardzo szanuję i podziwiam ekspedientki, które po całym
            dniu pracy potrafią jeszcze wykrzesać z siebie uśmiech i nie traktować każdego
            przymierzacza jak natręta. Ale chciałabym , tego pierwszego razu, kiedy wybiorę
            się wreszcie do dobrze zaopatrzonego sklepu, móc trochę w nim posiedzieć i
            posprawdzać różne modele, nie czując się zobligowaną do kupienia połowy z nich.

            Natomiast osoby domagające się mierzenia i dobierania, a po godzinie zapisujące
            nazwę modelu z zamiarem kupienia go gdzieś indziej również uważam za niegrzeczne
            i niekulturalne.
            • maheda Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 17:48
              Jest całkiem spora liczba pań, przychodzących do sklepów ze swoimi panami,
              pełniącymi rolę doradców.
              Wtedy istotnie brafitterki rzadko wchodzą do przymierzalni, bo panowie
              przeważnie władczymi gestami odganiają natrętne brafitterskie muszyska ;)

              Oczywiście trochę tak na wesoło mówię - żeby mi żadnej obrazy majestatu nie
              było, bardzo proszę :)

              Pewnie, że nie każda pani życzy sobie wejścia kogokolwiek do przymierzalni.
              Nie każda taka osoba jest natrętem i osobą podejrzaną - po prostu niektóre panie
              sobie nie życzą i myślę, że każda ze sprzedawczyń w sklepach z bielizną świetnie
              o tym wie :)
              • cissnei Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 18:05
                Dziękuję, dobrze wiedzieć :) Nie no, raczej nie wyobrażałam sobie natrętnych pań
                pchających się do przymierzalni i wyganiających stamtąd moją drugą połówkę, ale
                mimo wszystko uspokoiłaś mnie ;)

                Jeszcze w kwestii brafittingu - myślę, że najważniejszą rzeczą jest tutaj
                delikatność i takt. Przyznam, że nie lubię takiego podejścia typu starsza
                ciocia, co to na biustach zjadła zęby (smacznego :P), mówiąca protekcjonalnym
                tonem 'ależ dziecko, coś ty na siebie włożyła!', szarpiąca mnie za ubranie, a na
                moje próby wymówienia się od rozbierania się przed nią, cmokająca z dezaprobatą
                'ależ kochana, ja nie takie cycki widziałam, czegóż się wstydzisz, głupia,
                przecież wszystkie jesteśmy takie same!'. Choćby taka osoba była nie wiadomo jak
                kompetentna i miała miarkę w oku, to wywołałaby u mnie traumę i paraliżujący
                strach przed nieznajomymi osobami w przymierzalni.

                To, oczywiście, przejaskrawiona personifikacja moich obaw, bo przecież nigdy nie
                miałam do czynienia z żadną brafitterką, ale to jedna z tych rzeczy, których
                obawiam się w związku z wizytą w sklepie stacjonarnym. Jeśli ktoś się orientuje,
                że w Krakowie znajduje się brafitterka będąca dokładnym przeciwieństwem
                powyższego opisu, to nie mówię nie, może kiedyś się skuszę :) I popieram opcję
                płacenia za dobór rozmiaru, na podobnej zasadzie, co np. darmowe badanie oczu
                przy zakupie okularów u optyka, a bez zakupu - 40 zł. Sklep przecież po coś te
                panie zatrudnia.
                • maheda Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 18:13
                  W Krakowie na Wysłouchów 3 w Intimo4You brafitterki nie są nachalne, ale w razie
                  czego potrafią służyć pomocą.
      • maheda Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 13:51
        samanta-the-best napisała:

        > może niecnie zabieram Paniom czas, podczas którego mogłyby
        > w czasie pracy poplotkować, posiedzieć na necie czy porobić cokolwiek,
        > ale nie to, za co się im płaci..

        ... porobić cokolwiek, czyli na przykład popracować z "głupimi klientkami",
        które chcą coś - o zgrozo - kupić w tych szalenie drogich sklepach?

        > w sklepie z butami też potrafię przymierzyć 10 par a potem zamówić na allegro
        > za pół ceny - nie mam do siebie o to pretensji, bez przesady.

        Dla mnie to skandal.

        > spox, wiem, że wynajem lokalu, pracownicy etc etc etc. (...)
        > nie robicie łaski pozwalając przymierzać i kupować stacjonarnie, a ja tekst
        > wcześniej wspominany odbieram jako cholerne robienie mi łaski. bo ktoś mi czas
        > poświęca i swoją pracę. za to przecież bierze pieniadze!

        A jak myślisz, skąd się biorą te pieniądze?
        Jeśli nie wiesz, to ja podpowiem - zarabiane pieniądze biorą się z kieszeni
        klientek, które ową mamonę zostawiają w sklepie.
        Czy to naprawdę takie zadziwiające?
        Jeśli takich klientek nie będzie, a wszystkie odwiedzające byłyby "tak
        racjonalne", jak Ty, sklepy stacjonarne przestałyby istnieć.

        > fajne, bo ja bym zinterpretowała to tak, jakby sklepy uswiadomione miały
        > najpierw uświadamiać kobiety - czyli pozwalać przmierzać, oglądać i doradzać, a
        > potem zarabiać.. nie popadając w przesadę z instytucją charytatywną oczywiscie.

        Mam nadzieję, że otworzysz kiedyś taki sklep i poświecisz wszystkim innym swoim
        przykładem.
        • samanta-the-best Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 18:56
          Maheda, bardzo, bardzo, bardzo przesadzasz.
          ale nie chce mię odhaczać po kolei zdań w twojej wypowiedzi i ripostować.
          w sklepie póki zachowuję się kulturalnie, mogę przymierzać i kupować bądź nie,
          co chcę. nikt mnie nie zobliguje do zakupu, bo Pani była dla mnie miła i się
          starała (czasami jest mi głupio, ze w końcu nic nie kupię z jakiegoś powodu a
          ona się faktycznie starała, ale to inna kwestia) i taka jest prawda.
          możecie się żalić, że tak jest, ale nie tylko wlaścicieli sklepów czy
          nietypowych usług dotyka kryzys, i nic dziwnego, ze ludzie mniej kupują. mniej
          zarabiają, to i kombinują jak zrobić, żeby wydatki były mniejsze.

          te zarzutu o szanowanie czasu sprzedawczyć itp - co to znaczy szanować ich czas??
          nie brudzę specjalnie w sklepie, nie rozpieprzam za przeproszeniem ciuchów gdzie
          popadnie a potem oddaję wszystko zwinięte w rulon, tylko zawsze zawieszam na
          wiszaczku dokładnie tak, jak było nim zdjęłam - nawet jeśli sposób zawieszenia
          Pani urozmaiciła do granic możliwości, chyba z nudów, bo z jakiegoż by innego
          powodu?
          zazwyczaj też chodzę na zakupy z kimś, więc generalnie pomocy potrzebuję tylko
          przy wyjeciu z szuflady tego, co nie jest wywieszone. jakby było, to Pani może
          sobie siedzieć i paznokcie piłować tudzież siedzieć w necie - jak będę pomocy
          potrzebować, to grzecznie poproszę

          i nie widziałam, przyznaję, nigdy klientów takich jakich Wy tu opisujecie.
          pewnie dlatego, ze takich nie ma albo jest pół procent z całej populacji, a Wy
          dorabiacie im chyba jakieś łatki..

          przedziwne,że ludzie chodzą do sklepów.. a jednak! są tacy, którzy lubią
          poprzymierzać, pooglądać, podotykać zanim kupią. albo przemyśleć w domu, czy aby
          na pewno czegoś potrzebują, i wrócić po to, albo nie

          jak będę przechodzić teraz koło jakiegoś sklepu z bielizną, to będę mędzić i
          przymierzać wszystko co się da. i nie kupować ;) też sobie zrobię studium
          psychologiczne i poobserwuję zachowania sprzedawczyń i doradzaczek ;) ;)
          • kocio-kocio Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 19:08
            Samanta, a czy Ciebie ktoś w tym wątku wywołał po imieniu?
            Ktoś napisał, że Samanta-the-best jest okropną klientką?
            Bo to chyba nie koniecznie o Tobie wątek.
            A to że nie widziałaś kogoś, kto oddaje rzeczy zwinięte w rulon, nie znaczy, że
            ktoś taki nie istnieje.
            Ja na przykład nigdy nie widziałam albinosa z czerwonymi oczami, a wiem, że
            takie osoby są.
          • ko_kartka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 19:43
            Uparcie nie chcesz spojrzeć na wszystko z drugiej strony, a po to ten wątek
            został założony.

            Kiedyś była taka akcja, żeby nie sprzątać po sobie w makdonaldzie, to zatrudnią
            więcej osób do sprzątnia, czy cuś. I taka mentalność widzę, Ciebie dotknęła -
            zajmę pani sprzedawczyni czas, w końcu to jej praca, a i ja i tak kupię sobie to
            samo gdzie indziej, bo tu za drogo. Dla mnie to robienie z siebie dziadówki, a
            nie wina kryzysu czy tego, że ludzie mało zarabiają. Taka mentalność po prostu,
            która nie ma nic wspólnego z pieniędzmi.

            Ja osobiście nie widzę sensu w przymierzaniu ciuchów, jak nie mam za co ich
            kupić - mogę se ewentualnie pooglądać, a to paniom nie przeszkadza. A jak nie
            potrafisz pomyśleć, czemu drogie staniki są pakowane do szuflad i "wydzielane"
            przez ekspedientkę, to Twój problem.
          • paulinago Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 20:12
            IMHO - brak przesady w wypowiedzi Mahedy. Ktokolwiek i kiedykolwiek pracował z klientami - wie o co chodzi. Wydaje mi się, że problem zakorzeniony jest gdzieś głęboko, generalnie w stosunku do innych ludzi i świata. W mojej opinii relacja handlowa nie zwalnia nikogo z obowiązku poszanowania godności drugiego człowieka - jeśli dla kogoś to obowiązek, a nie naturalna postawa.
            I oprócz tego jest jeszcze coś, co sprawia, że czasami klientom wydaje się, że sensem istnienia sklepów jest możność przymierzania. Sensem sklepu jest finalizacja transakcji. I dlatego Samanto nie wydaje mi się, że przytaczane opisy są o Tobie, skoro - jak sama wcześniej napisałaś - nie masz założenia finalizacji poza sklepem. Nie znaczy to jednak, że to się nie zdarza. Sama miałam do czynienia z taką postawą klientów, a w pośrednictwie w obrocie nieruchomościami, taka postawa to bankructwo pośrednika. Nie inaczej ma się sprawa wobec innych towarów i usług - wiem, bo ongiś miałam do czynienia z innymi branżami, dlatego świetnie rozumiem o czym Dziewczyny mówią.
            Inna sprawa to odwieszanie towaru - jeżeli jest ekspedientka, to z jakichś przyczyn właściciel założył (zapewne z różnych względów - od higienicznych, po kradzieże), że lepiej dla obsługi i towaru będzie, jeśli to ona - ekspedientka - będzie się nim opiekowała. I oczekiwanie, że pozwolą na samodzielne przebieranie to trochę tak, jakby wymagać indywidualnej obsługi w hipermarkecie. Zasady to zasady.
            • samanta-the-best Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 10:34
              powyższe wypowiedzi - no comment.


              nie musi mnie interesować, ż czego sie utrzyma sprzedawca/właściel sklepu. nie
              muszę też myśleć długofalowo czy utrzyma sklep czy nie. niech zadba o taki
              asortyment, który będzie się sprzedawał (choćby poprzez mieszany asortyment
              angielsko-polski, który też się przecież powoli rozwija i w większości jest
              tańszy od ang).
              ja koncentruję się na procesie kupowania - i będę to robić tak jak mi
              najwygodniej i najkorzystniej. i nie zamierzam mieć z tego powodu wyrzutów sumienia

              pozdrawiam :)
              • paulinago Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 10:46
                Generalnie wydaje mi się, że prezentujesz zupełnie nie ten kaliber uciążliwości :)
                Ale jeżeli chcemy sprawę, AŻ tak polaryzować, to znam osoby, które bez
                mrugnięcia okiem kupują kradzione (na zamówienie!!!) ubrania i też nie widzą w
                tym nic złego, bo:
                a) czasem tam coś kupią,
                b) sklepy mają zbyt wysokie ceny,
                c) jak ja nie kupie, to ci złodzieje sprzedadzą komuś innemu,
                d) jakoś przecież muszą sobie radzić, itd....
                To nie jest żadne oskarżenie, tylko chce pokazać, że część pseudoklientów żeruje
                na sklepach. Ponieważ jest to rozciągnięte w czasie i ilości, to jakoś łatwo się
                usprawiedliwić, ale z własną wódką do knajpy pójść, już wszyscy (no, prawie)
                poczytują za buractwo, albo chociaż zgadzają się z tym, że rzeczywiście tak nie
                wolno.
                • samanta-the-best Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 15:15
                  "Generalnie wydaje mi się, że prezentujesz zupełnie nie ten kaliber uciążliwości :)"


                  ;)

                  pozdrawiam
    • filoruska Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 13:34
      Już ktoś powyżej napisał o kupowaniu okularów. Dobranie odpowiednich
      oprawek wymaga dłuższego czasu. To, że jakieś mi się podobają, to
      jeszcze nie wszystko. Muszą jeszcze pasować do szkieł, rozstawu
      źrenic itd. Wymaga to pracy nie tylko osoby dobierającej, ale
      jeszcze okulisty. Mogę przyjść z receptą, a mogę skorzystać z usługi
      u optyka. Różnica taka, że sama się nie obsłużę, a w sklepie z
      bielizną mogę sama. Jak idę, to najpierw się rozglądam, bo może nie
      ma modelu oprawek, który by mnie zainteresował. Tak samo ze
      stanikami, mogę rozejrzeć się po wieszakach, czy są modele, które by
      mnie zainteresowały kolorystycznie, fasonami. Jak nie ma czegoś, co
      mnie zainteresuje, to wychodzę i nie mierzę, nie marnuję czasu
      ekspedientki. Dopiero jak mi się coś spodoba, to proszę o podanie,
      przymierzam. I wtedy zaczynam rozmowę. Może się okazać, że coś, co
      wybrałam, absolutnie do mnie nie pasuje (do oczu czy do biustu), ale
      ekspedientka już wie, jaki styl mi odpowiada, że ma podawać coś
      podobnego (jak szukam czarnego stanika, to nie podaje różowych, jak
      szukam metalowych oprawek, to nie daje mi plastikowych). A
      jednocześnie ona widzi, czego nie podawać ze względu na kształt
      biustu/rodzaj potrzebnych szkieł. Ja zawsze otwarcie infrmuję, jaki
      pułap cenowy ma być nieprzekroczony (przy oprawkach rozrzut cen jest
      olbrzymi).
      Oczywiście do optyka mogę przyjść tylko na badanie i za to wtedy
      płacę. Jeśli dobieram oprawki, to mam usługę darmo.
      Nie twierdzę, że tu jest 100% analogii. Przy okularach mamy o wiele
      więcej czynników, które wpływają na ostateczną ich cenę. Ale nie
      bawię się w pełną usługę, jeśli nie ma oprawek, które by mnie
      zainteresowały.
      Przy doborze stanika może też warto zacząć od tego, czy któryś z
      dostępnych w sklepie modeli chciałabym kupić, bo mi się podoba (po
      jednym egzemplarzu każdego dostępnego modelu i koloru mogę przecież
      oglądnąć na wieszakach). Jeśli nic nie ma, to po co zawaracać głowę
      sprzedawczyniom. Jeśli jest, to konkretyzujemy wymagania: cena,
      rozmiar, dopasowanie do mojego biustu. Sprzedawczyni nie przynosi
      wszystkiego co ma, tylko konkretnie z zawężonego podczas rozmowy
      zakresu, przynosi tylko to, co może mnie zainteresować. Jeśli chce
      przynieść coś więcej, zaproponować, to już jej inicjatywa, czy
      podejmie się dodatkowej pracy/czasu/chodzenia/namawiania bo liczy na
      dodatkowy zarobek.
      A brafitting osobno za osobną opłatę - jeśli przychodzi klientka,
      która wyraźnie informuje, że chce sobie dodapasować. Wyraźna
      infromacja, że to kosztuje np. 10 czy 30 zł. Jeśli coś sobie
      dopasuje i kupuje, to wtedy sprzedawczyni może powiedzieć, że
      dzisiaj promocja i nie płaci za usługę. Byłabym w tym momencie
      zaskoczona na plus i sklep by zyskał. A jeśli nic się nie dobierze,
      to w zależności od polityki sklepu, przy miłej klientce można też
      można zaoferować promocję i umówić się na następną wizytę, jak
      dojedzie coś, co jej pasuje (wziąć numer komórki, emaila i zaprosić
      do sklepu po dostawie). Jeśli klientka tylko notuje modele/jest
      nieprzyjemna, to bez wyrzutów sumienia kasować za usługę.
      Jeśli klientka tylko prosi o podanie rozmiarów i modeli, a potem
      sama przymierza, to nie traktuje tego jako brafitting, a więc nie ma
      odpłatnej usługi.
      I oczywste dla mnie jest, że na pełny brafitting się umawiam, a
      jeśli wchodzę z ulicy, to jestem informowana, że pani ma np. dla
      mnie pół godziny, bo potem ma kogoś umówionego. Tak jest np. u
      fryzjera i nikt się nie dziwi. A wtedy nie ma 10 pań w poczekalni,
      tylko jasny komunikat, kiedy i o której może przyjść.
    • samanta-the-best Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 13:43
      nie rozumiem analogii do restauracji czy fryzjera - prosze o wyjaśnienie jakie
      ma przełożenie restauracja do mierzenia stanika i kupowania bądź nie (ja NIE
      mierzę staników by kupić w sieci, jeśli coś mi odpowiada biorę, jeśli nie to
      nie, proste i logiczne. niemniej zdarza się, że nie odpowiada mimo przymierzenia
      kilku - więc wychodzę na ten znienawidzony typ klienta który zawraca dupę i nie
      zostawia złotówki w sklepie)

      takze, odpowiedziałam i Paulinie, i Felisdomestice (mam nadzieję, że nie
      przekręciłam nicku, jeśli tak to przepraszam z góry :) )

      mi chodzi o samo podejście sprzedawcy do klienta. nie oczekuję, że będzie
      wyznawał zasadę "klient nasz pan" ale też w drugą stronę - "robię ci łaskę że
      możesz poprzymierzać więc kupuj!" także nie


      a co do płatnego brafittingu - nie przyjmie się moim zdaniem. na może 5 kobiet
      które skorzystają 25 uzna, że to wyciąganie pieniędzy za nic, bo przecież samemu
      mozna też poprzymierzać rózne modele, bez prezentowania się Pani i poddawaniu
      jej ocenie, itd (wiem, że to mniej profesjonalne wtedy, ale myślę, że więcej
      osób tak pomyśli jednak)

      • felisdomestica Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 13:59
        A mnie się wydaje, że taka usługa mogłaby się przyjąć, sądząc po tłumach u pani Hani na Smolnej. Wielki szyld w witrynie: "Profesjonalnie dobierzemy biustonosz do twojej figury", albo coś w tym rodzaju. I że można umówić się na konkretną godzinę. I że w przypadku zakupienia stanika usługa gratis.

        • madziaost Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 14:12
          Moim skromnym zdaniem ten pomysł nie przejdzie. Ani odpłatność, ani umawianie na
          godziny. Czasem bardzo ciężko namówić nową klientkę na mierzenie, a gdyby
          jeszcze miała za to płacić? A może nie? Może gdyby to było odpłatne, to byłoby
          bardziej pożądane?:)
          A umawianie na godziny? Niestety wiele z klientek nie odbiera odłożonego dla
          nich towaru, nie odbiera też towaru zamówionego indywidualnie dla nich. Tak samo
          byłoby z "zamówionymi" godzinami.
          • kasica_k Płatny bra-fitting 06.08.09, 01:17
            Wydaje mi się, że koncepcja jest trudna do wprowadzenia. Ale wraz z wzrostem
            popularności bra-fittingu, rosnącą liczbą dobrych sklepów i coraz lepszego
            wyszkolenia obsługi przypuszczam, że gotowość klientek do płacenia za taką
            usługę będzie rosła. Przynajmniej w większych miastach, gdzie więcej jest osób z
            zasobnymi portfelami, dla których wydanie 10 czy 15 zł więcej nie stanowi problemu.

            Pamiętajmy, że na razie wciąż większości społeczeństwa jest z grubsza wszystko
            jedno, czy ma dobrze dobraną bieliznę. Ale warto popatrzeć na to także z drugiej
            strony: jeśli w sklepach zaczną się pojawiać wywieszki z informacją o usłudze i
            ceną, w świadomości klientek zacznie kiełkować podejrzenie, że skoro ktoś chce
            to sprzedać, to może warto kupić? :)
            • plecionka Re: Płatny bra-fitting 06.08.09, 18:24
              Jestem przeciwna takim oplatom. Wystarczy mi, ze w moim przypadku wyprawa do Intimo wiaze sie z jazda komunikacja miejsca trwajaca 40 minut w jedna strone. Jesli jeszcze do tego dojdzie 20 zl za ustalenie rozmiaru to juz chyba nikogo mi sie tam nie uda zaciagnac.
        • ana_maria_k Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 01:00
          Płatny brafitting - to coś dla mnie! Nie jestem do końca pewna rozmiaru,
          chciałabym poprzymierzać różne firmy, a nie mam pieniędzy żeby kupić coś
          stacjonarnie. Nie mydlę nikomu oczu że kupię, a do tego wiem co później zamówić
          w necie żeby obyło się bez odsyłania czy odsprzedawania na allego
      • paulinago Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 14:01
        chodzi o to, że w obu przypadkach usługa jest złożona - np. pijesz spod stołu
        własny alkohol, czy podobnie mało eleganckie akty oszczędnościowe. zresztą to o
        tyle nieważne, że odnosiłam się do sytuacji, w której z założenia transakcję
        finalizuje się poza punktem, z którego się korzysta. i już rozumiem, że takiego
        nie masz. jasne, że nie w każdym sklepie robisz się zakupy. czasem sama plącze
        się beznadziejnie po centrum handlowym, bo coś bym chciała, a nie wiem co. ale
        tak jak pisałam - chodzi o założenie. i myślę, że wszystkie ekspedientki -
        brafitterki, czy właścicielki sklepów odnosiły swoje uwagi właśnie do takich
        sytuacji. No i do dziwnej postawy martyrologiczno - sadystycznej pt.
        pokażemy_głupiej_babie_z_bieliźniaka, która nieodparcie kojarzy mi się z
        etatowymi kolejkowiczami przychodni, od 7 rano czekającymi na wizytę o 14:D
    • besame.mucho Święta racja. 05.08.09, 13:44
      Tako rzecze Maheda :).
      Amen, nie mam nic do dodania.
    • samanta-the-best Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 14:14
      Paula - już łapię :P złożną analogię wymysliłaś hihi ;)

      mimo wszystko, moim zdaniem sklepy stacjonarne sa po to, by ułatwiać, nie
      utrudniać życie. jakbym chciała zamawiać pieczywo przez internet to pewnie też
      by się dało, tylko po co, jeśli moge pójść w 5 min i kupić. chyba że faktycznie
      stosunek cenowy jest znacznie korzystniejszy w opcji internetowej.. co mnie też
      trochę dziwi - skoro oni mogą drastycznie opuszczać ceny, pomijajac te firmy,
      które się nie godzą na to, to przecież to co wisi w sklepie i jest często
      przymierzane i się niszczy mogłoby tak jak w sklepach z butami podlegać większym
      przecenom itd chyba lepiej sprzedać coś taniej niż wcale.. no i te marże, nie
      chce mi się wierzyć, ze te staniki od producenta są tak drogie, szczególnie jak
      kupuje się "hurtowo" (ja to widziałam na przykładzie Dalii - kupiłam w moim
      sklepiku za 109zł stanik, który w wielkim CH i megawypasionym butiku kosztował
      172zł.. rozumiem, jak pisałam, ceny wynajmu i całej tej otoczki, ale nie miejmy
      pretensji do ludzi, że kombinują jak kupić coś taniej, bo nie zarabiają
      10tysięcy miesięcznie..

      jakbym tyle zarabiała, to co drugi dzień pewnie siedziałabym w sklepach z
      bielizną hihi ;)
      niestety, ceny niekiedy są zaporowe, Dorotaifilip o tym pisała wyżej ;)

      • ko_kartka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 14:45
        Ale nie powinnaś się czuć urażona, skoro przymierzasz w JEDNYM sklepie raz 5
        staników i wychodzisz z niczym, za drugim razem 10 i wychodzisz z 3-ma. Wtedy
        jesteś normalnym klientem.

        Ale jeśli idziesz tylko i wyłącznie poprzymierzać, żeby wiedzieć, co zamówić w
        sklepie internetowym - to nawet nie masz prawa nazywać siebie klientem, nawet
        potencjalnym, więc z jakiego powodu ekspedientki miałyby mieć dla ciebie
        szacunek a priori? Ty nie szanujesz przecież ich pracy?

        Mnie też nie stać na stanik za 250 zł w sklepie stacjonarnym - to zwyczajnie nie
        chodzę do takiego sklepu, zamawiam w necie i bawię się w zwroty, co i tak
        wychodzi mi sporo taniej niż cena w stacjonarnym.

        A najbardziej to mnie wnerwiają takie przedstawienia (a nie jestem ekspedientką)
        - "ło pani, a czemu tu tak drogo, ja tu u was nic nie kupię, mnie to nie stać,
        za rogiem z kartona to ja będę mieć 10 staników, kto to takie piniondze wydaje
        na cyckonosze!".
        • ava.adore Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 15:12
          > A najbardziej to mnie wnerwiają takie przedstawienia (a nie jestem ekspedientką
          > )
          > - "ło pani, a czemu tu tak drogo, ja tu u was nic nie kupię, mnie to nie stać,
          > za rogiem z kartona to ja będę mieć 10 staników, kto to takie piniondze wydaje
          > na cyckonosze!".

          Ło, to jeszcze nic. Na ostatnim manikiurze (w salonie w centrum handlowym, co nie jest bez znaczenia dla tej historii ;)) byłam świadkiem dość abstrakcyjnego dialogu: wpada kobieta z rozwianym włosem i gromkim głosem zaczęła domagać się obsługi. Wszyscy byli akurat zajęci, ale zaraz ktoś się poderwał i pyta, czego klientka sobie życzy:
          "Chcę pomalować paznokcie, wolna jest pani?"
          "Nie, widzi pani, mam klientkę, ale zaraz sprawdzę, czy mamy dzisiaj jeszcze jakieś wolne miejsca."
          "Dobrze, dobrze, mogę chwilę poczekać. Ile to będzie kosztować?"
          "Samo pomalowanie <tu pada kwota>."
          "Chryste Panie, co tak drogo?! Rozumiem, że w takiej cenie to też mi je podpiłujecie?"
          "Nie, proszę pani, z podpiłowaniem to będzie <tu pada wyższa kwota>.
          "Zdzierstwo, zdzierstwo, straszne zdzierstwo. Jesteście tu jedynym salonem?"
          "Z tego co wiem, to tak."
          "No, to wszystko jasne."
          "Może pani jeszcze spróbować w Sephorze albo w Douglasie."
          "O, jest tu Douglas? Proszę mi wytłumaczyć, gdzie dokładnie."
          "Gdzieś na parterze, nie jestem pewna..."
          "Przecież pani tu pracuje! <chwila ciszy> Dobrze, sama go znajdę, ale jak nie będą mieli miejsc, to wrócę do pani. Proszę na mnie czekać!"
          I poszła :]
    • kura17 Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 14:30
      ja sobie z ciekawosci przeczytalam watek o LiParie, ktory zostal tutaj
      skrytykowany...

      i widac, ze zawsze (prawie? ;) sa dwie strony medalu.
      tutaj ktos sie skarzyl, jak to mozna wymyslac sobie "najazd" uswiadomionych
      lobbystek na sklep, zeby "przetestowac" personel...
      ... a przeciez podobne rzeczy byly robione w stosunku do brafitterek chantal,
      pamietacie? byly watki, dyskusje, relacje na jakims blogu...
      owszem, tam brafitting byl kiepski, ale przeciez PRZED rzadko wiemy, czy akurat
      jest dobry, czy zly, tak? czyli testowanie chantal bylo ok, ale testowanie
      sklepu LiParie nie? nie bardzo rozumiem, dlaczego?

      no i w tamtym watku bylo sporo uwag dotyczacych jakosci uslug, ewidentnych
      bledow ekspedientek (przynoszenie totalnie innych rozmiarow, niz te, o ktore
      byly proszone, bez poinformowania o tym itp). ja jakos nie zauwazylam tam
      roszczeniowej postawy...
      mozliwe, ze dziewczyny byly "na zywo" nieprzyjemne (podpadaly pod lobbowki),
      tego nie wiemy. ale moze i druga strona nie byla bez winy - prezentowala kiepska
      jakosc uslug?
      pewnie bylo troche tak, troche tak.

      wiadomo - nawet przy zlej usludze wypadaloby sie przyzwoicie zachowac. i mysle,
      ze czesto tak jest. w sumie obiektywnie czasem trudno stwierdzic, "kto ma
      racje", zwlaszcza po relacji jednej ze stron tylko...

      zasady zasadami, a ich stosowanie w praktyce to inna sprawa...
    • kuraiko mahedo - mam pytanie o tą Dalię 70F ;) 05.08.09, 15:20
      czy ten model równał się brytyjskiemu 70F, o które pytała klientka?
      a może podała swoje wymiary i się okazało, że brytyjskie 70F będzie
      na nią za duże? nurtuje mnie ta kwestia ;)
      • maheda Re: mahedo - mam pytanie o tą Dalię 70F ;) 05.08.09, 15:33
        Dziewczyna powiedziała, że odpowiednimi na nią brytyjczykami są te w rozmiarach
        32F oraz 32FF.
        Podałam więc jej 70F Dalii, i okazało się, jak w pierwszym poście.
        Nie sprawdzałam wymiarów, nie dałaby do siebie podejść (i to jej prawo, oczywiście).
        Ten stanik był jedynym, jaki na niej widziałam.
        Resztę mierzyła sama, nie pozwalając nikomu wchodzić - też jej prawo.
        • kuraiko Re: mahedo - mam pytanie o tą Dalię 70F ;) 05.08.09, 18:43
          no, ale ta Dalia powinna być teoretycznie mniejsza miskowo niż 32F
          O_o to nie o to chodzi, że nawet była na nią za duża, tylko czemu
          akurat na hasło "brytyjskie 32F" zaproponowałaś polskie 70F? czy to
          jakiś model dużomiskowy?
          • joankb Re: mahedo - mam pytanie o tą Dalię 70F ;) 05.08.09, 18:57
            Nowa dalia ma brytyjskie miski, a nawet więcej. Przynajmniej te modele, które ja
            przymierzałam.
          • maheda Odsyłam do wątku producenckiego Dalii 05.08.09, 18:57
            Po prostu wiedziałam, że Dalia w niektórych modelach ma miski około brytyjskich.
            Około - oznacza, że Daliowe D jest zdecydowanie (!) większe, niż D brytyjskie, E
            jest trochę większem niż brytyjskie E, F jest w górnych okolicach brytyjskiego
            F, potem G z Dalii jest w okolicach brytyjskiego FF lub G i tak dalej, żeby w
            końcu wylądować na Daliowej miseczce L, która jest wielkości około brytyjskiej
            miseczki J.

            Ta dziewczyna też znała teorię, że teoretycznie powinna mieć mniejsze.
            Ja wiedziałam z praktyki, że jest taka sama lub lekko większa.
            • kuraiko Re: Odsyłam do wątku producenckiego Dalii 05.08.09, 23:12
              oo to komplikuje sprawę z tymi rozmiarami :/ ciekawe w co powinnam
              celować mieszcząc się mniej więcej w brytyjskie 32DD/E zakładając
              niezaniżony obwód (jeśli to prawda, że nowe Dalie są ścisłe). z tego
              co piszesz można wywnioskować, że daliowe 70D jest takie jak
              brytyjskie 70DD O_o
    • kumakk Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 17:07
      Ja widze problem tylko jako klientka, ale czytam ten watek i odczuwam coraz
      bardziej rosnace zdumienie. Nie przyszlo by mi do glowy zrobienie wyprawy
      brafittingowej do sklepu stacjonarnego i zamowienie potem wybranych modeli w necie.
      To nie jest tylko kwestia szacunku - wystarczy zwykle myslenie. Jezeli nie kupie
      niczego - mowiac brutalnie nie dam zarobic sklepowi stacjonarnemu i do tego
      takich jak ja bedzie wiecej, to po prostu nastepnym razem nie bedzie gdzie
      zmierzyc tych stanikow, bo sklep padnie. Wlasciciel sklepu tez musi z czegos
      zyc, wlozyl byc moze w to przedsiezwziecie oszczednosci calego zycia, mnostwo
      czasu, serca i pracy. Jezeli cena przesadnie mnie frustruje to podejmuje drobne
      negocjacje cenowe, a czasem sprzedawca sam proponuje rabat jako stalej klientce.
      Owszem, czesto place za stanik wiecej niz w necie, ale za to mam go od razu, nie
      musze ponosic kosztow odsylania i dostaje profesjonala porade. To wszystko kosztuje.
      Kupuje w sklepie stacjonarnym i w sieci, ale nie wyobrazam sobie, zeby po tym
      jak ktos poswiecil mi mnostwo czasu i dobral kilka biustonoszy wyjac karteczke i
      zapisac sobie modele, zeby kupic taniej.
      To nie tylko brak szacunku, dla mnie takie zapisywanie to zwykle chamstwo,
      naciagactwo i do tego krotkowzrocznosc. Howgh.
      • skrzydlasta Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 20:02
        To ja się przyznam do drobnego kompromisu w kwestii mierzenia w sklepach. Swoje
        staniki kupuje wyłącznie przez internet i nie czuje potrzeby wcześniejszego
        testowania ich w sklepie stacjonarnym (byłoby mi zwyczajnie głupio). Jednak
        problem pojawił się gdy trzeba było znaleźć pierwszy dobry stanik dla mojej
        mamy, która uważa, że stanik trzeba zmierzyć. Pojechałyśmy do sklepu
        stacjonarnego, mama się namierzyła ale stać nas było na kupno tylko jednego
        stanika stacjonarnie, więc wybrała sobie ten, który jej się najbardziej podobał,
        a ja skrupulatnie oglądałam wszystkie i na podstawie tych "badań" drugi stanik
        był już z internetu (teraz mama jest zachwycona zakupami internetowymi). Taką
        postawę chyba można wybaczyć - sklep w końcu zarobił i nie był traktowany
        wyłącznie jako przymierzalnia.
        • anodka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 20:46
          myślę, że warto warto zastanowić się jakimi klientami ogólnie
          jesteśmy, Sama pracuję z klientami( nie w sklepie z bielizną) i
          lubie to pomimo róznych klientów. Zwrócie uwagę przez jakiś czas na
          klientów właśnie( nie na obsługę -jaka by nie była) w
          sklepach,urzędach ,bankach , restauracjach ,przychodniach ,
          gdziekolwiek jesteście. Wszechobecne telefony, krzyczące dzieci,
          glośne rozmowy i poruszane tu sprawy trochę w innym wydaniu w
          zależnosci od specyfiki miejsca. To powinno dużo wyjaśnić.

          Z boku lepiej widać:) może wtedy zrozumiemy o co chodzi w tym wątku.
          Pozdrawiam
          • miedzymorze Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 22:14
            Ale chwila, czy jeśli liczę się z kasą, (a nie z czasem) bo mam taką sytuację a nie inną, to nie mogę porównać cen tego samego produktu w różnych sklepach i wybrać najtańszej oferty ?
            Mamy dwa sklepy stacjonarne z bielizną, w pierwszym przymierzam biustonosz w swoim rozmiarze, idę do drugiego, porównuję ceny, kupuję w tańszym. Czy to jest OK ?
            Mamy sklep stacjonarny i internetowy, w pierwszym przymierzam biustonosz w swoim rozmiarze, klikam na stronie drugiego, porównuję ceny, kupuję w tańszym. Czy to jest OK ?
            Mamy dwa sklepy interntowe, w pierwszym zamawiam biustonosz w swoim rozmiarze, dostaję, a potem po sprawdzeniu w drugim okazuje się, że akurat ten model przecenili i mimo odsyłki mogę go miec taniej, więc odysłam i zamawiam w drugim. Czy to jest OK ?

            Zgadzam się, że oznajmianie głośno i radośnie 'To już wiem co zamówić na allegro' jest niekulturalne, ale też oczekiwanie, że w pierwszym sklepie do którego wejdę od razu coś kupię, bez sprawdzania innych ofert, jest, hm, no trochę naiwne jednak.

            pozdr,
            mi
            • samanta-the-best Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 10:30
              otóż nie. godzisz wówczas w interes sprzedawcy, co jest niedopuszczalne i
              potwornie niekulturalne. po to się trudzi zakładając sklep, żebyś płaciła marżę
              itd - powinnaś to docenić :P


              (przepraszam za ironię, nie mogłam się powstrzymać. ale już nie będę :) )

    • satia2004 Kostar minionego lata? 05.08.09, 21:41
      Jak tak przeczytałam tego posta to mi się skojarzyła wpiska na jakimś blogu 'Kostar minionego lata'.


      Ehhh... najgorsze jest to, że 'lobbówki' są efektem ubocznym działania forum :(
    • zupa_grzybowa Jedzenie i dzieci:) 05.08.09, 22:10
      Skoro już wylewamy swoje żale - to ja jeszcze trochę wyleję:) Chodzi
      mi o kwestię jedzenia w sklepie - dotykania staników na wieszakach z
      rogalem francuskim w ręku, jedzeniu chrupek w trakcie mierzenia
      (tak!), a także uspokajania towarzyszących dzieci bułeczkami i
      herbatnikami. A przecież sprawa z pozoru jest oczywista - na
      jedzenie w sklepie ze stanikami miejsca nie ma.
      Druga sprawa - dzieci. Nic złego nie ma w przychodzeniu do sklepu z
      dziećmi, jeśli nie ma się ich z kim zostawić, pod warunkiem, że
      przez cały czas dzieci będą "zaopiekowane" i będą np. kolorowały
      obrazki albo spały. Ale dzieci biegające, krzyczące, kruszące,
      lejące wodę, zamykające/otwierające drzwi, skaczące po kanapie w
      butach - mogą wykończyć, zwłaszcza, gdy przez cały dzień jest kilka
      wizyt takich znudzonych (nic dziwnego) dzieci. Nie widzę też sensu
      przychodzenia z dziećmi i z mężem, w momencie gdy mąż mógłby z
      dziećmi na spacer pójść. Zwłaszcza, jeśli ten mąż nie reaguje, gdy
      dziecko zrobi kupę w pieluchę i biega po sklepie, roznosząc woń
      ekskrementów. Wchodzą kolejne klientki i co myślą, czując ten
      zapach...?
      • glupia_ekspedientka Re: Jedzenie i dzieci:) 05.08.09, 22:16
        Popieram, nie ma to jak obmacywanie bielizny z drożdżówką lub
        kebabem (!!!) w ręku.
        Samanto-the-best, kilka słów: w tym wątku nie ma psioczenia na
        wredne klientki, które przeszkadzają głupim ekpedientkom w
        kontemplowaniu muchy latającej pod sufitem. W tym wątku został
        poruszony temat pseudo-klientek, które się mają za pępek świata,
        pozostałych mając za swój podnóżek. Proszę, nie stawiaj się na siłę
        w pozycji tej drugiej kategorii osób :)
        • samanta-the-best Re: Jedzenie i dzieci:) 06.08.09, 10:27
          ok, przyjełam.
          tyle że zaczeło się od rozdziału na "normalne" i "przemądrzałe" klientki, a
          doszło do "nie kupujesz, nie zawracaj gitary" - ja się z tym nie zgadzam, ale
          teraz będę się nie zgadzać czynnie w sklepach, a nie na forum ;)


          jedzenie etc - ja sobie nie wyobrażam chodzenia po sklepach z jedzeniem.. nie
          jest tak, ze jak ktoś coś pobrudzi to ma obowiązek naprawić szkodę? zawsze
          myślałam, że tak jest...

      • drzazga1 Re: Jedzenie i dzieci:) 05.08.09, 23:34
        A nie moznaby wywieszki: "prosimy nie wchodzic z jedzeniem i
        napojami - dziekujemy"? Ja rozumiem, ze to moze sie wydac
        lopatologiczne, bo normalny czlowiek nie wlezie z zarlem do sklepy z
        tekstyliami, ale moze podziala na neiktorych? Ja przyznam sie, ze
        bym, jedzaca lub pijaca osobe wyprosila bez wahania, no, chyba, ze
        mialabym gdzies na boczku stoliczek z krzeslem, wtedy zaprosilabym
        do stoliczka az skonczy sie posilac i jeszcze pewnie do umywalki
        zaprowadzila.
    • wanilia00 Pean na cześć mojego ulubionego sklepu 06.08.09, 02:15
      Napiszę go też w wątku o sklepach. Takie właśnie podjęłam postanowienie ;)
      Zwlekałam z tym od kilku miesięcy z powodu choroby, ale ten wątek mnie do tego
      zmobilizował.

      Panie ekspedientki nigdy nie dały mi odczuć, że jestem niewygodną klientką. A
      siedziałam godzinę w przymierzalni i przymierzałam wszystko, co mogło na mnie
      teoretycznie pasować (poza pomarańczem, ciepłą czerwienią i beżem). Pierwszy
      raz, gdy szukałam odpowiedniego rozmiaru. Drugi, gdy po migracji wyrosłam z
      niego. Trzeci, gdy wyrosłam po raz kolejny. Czwarty raz, gdy szukałam ciemnego
      stanika, ale przymierzałam też wtedy wiele innych. Z ciekawości, aby sprawdzić,
      czy będą pasowały - z myślą, że może kiedyś się na nie zdecyduję. Raz wstąpiłam
      z powodu kaprysu i przymierzyłam któryś błyszczący staniczek z Freyi, którego
      nie kupiłam. Nigdy nie kręcono nosem, gdy nie mogłam się zdecydować i
      przymierzałam stanik drugi raz, a zdarzyło się kiedyś, że dokonując ostatecznej
      selekcji - po raz trzeci. Nigdy, gdy mówiłam, że przymierzę Arabelkę, bo może po
      zmianach mój biust się z nią zgra. Panie zawsze chętnie pokazywały katalogi,
      objaśniając, kiedy dane modele się pojawią. Gdy w którymś momencie mój biust na
      miesiąc czy dwa (nie wiem, jakim cudem, ale tak było) przestał być kompatybilny
      z Freyą, ekspedientka ze zrozumieniem zgodziła się, że powinnam spróbować w
      innym sklepie. Całe szczęście, że poznałam ten sklep przed przeczytaniem, że
      sprzedawanie staników jest tak ciężką pracą, że nie należy nadużywać
      cierpliwości personelu.

      Rozumiem rozgoryczenie wobec niekulturalnych zachowań, ale krytykowanie długiego
      przymierzania czy długiego decydowania się na wybór jest chyba przesadą.
      Zwłaszcza w sytuacji, gdy tłum nie szturmuje przymierzalni. (Siedzenie godzinami
      w przymierzalni w godzinach szczytu uważam za niekulturalne ;) ) Odwiedziłam 6
      zmysł pięć razy. Kupiłam tam trzy staniki. Ekspedientki są przemiłe, uczynne,
      chętnie pomagają, są wcieleniem taktu, nawet jeśli spędzam tam całą godzinę. I
      żegnają z uśmiechem, niezależnie od tego, czy coś kupię czy nie.

      A jeśli chodzi o niechęć do kupowania w Internecie wcześniej przymierzonych
      staników, rozumiem rozgoryczenie właścicielek i ekspedientek, ale tak zachowuje
      się jakiś odsetek kupujących. Zdarzyło mi się kupić w necie stanik, który
      wcześniej przymierzyłam. Tyle tylko, że w sklepie stacjonarnym na mnie źle
      leżał, a po kilku miesiącach okazało się, że mój biust dzięki noszeniu dobrych
      rozmiarów "dojrzał" do niego. Nie wszystko jest czarno-białe ;)
      • glupia_baba_z_bielizniaka Re: Pean na cześć mojego ulubionego sklepu 06.08.09, 08:29
        wanilia00 napisała:
        > Rozumiem rozgoryczenie wobec niekulturalnych zachowań, ale krytykowanie długieg
        > o
        > przymierzania czy długiego decydowania się na wybór jest chyba przesadą.
        > Zwłaszcza w sytuacji, gdy tłum nie szturmuje przymierzalni.

        Dlatego nikt tego tutaj nie krytykuje, opisywane sytuacje zawsze dotyczą
        blokowania przymierzalni innym klientkom i uniemożliwiania im zakupów. Jeśli nie
        ma kolejki, proszę bardzo, pani może mierzyć staniki kilka godzin.
    • lukrecjabo Świetny, bardzo mądry tekst:) 06.08.09, 10:57
      Mahedo, a stoisz może w jakimś sklepie troszkę dłużej, żeby się załapać na
      bra-fitting u Ciebie?:) Cieszę się tylko, że na katowickim zlocie z Effuniak
      (rok temu) powiedziałaś, że mam fatalnie dobrane Tango plunge:D Wiesz, te
      autorytety;)


      A jeśli chodzi o relacje klientki - ekspedientki, też mam z tym doświadczenia
      (jako ta po drugiej stronie) i powiem szczerze, koszmarne. Nie dotyczą one co
      prawda staników, ale pewnych typów klientów.
      Przez cały okres studiów dorabiałam sobie właśnie w handlu. Byłam akwizytorką,
      sprzedawcą w sklepie odzieżowym, w spożywczo - monopolowym, stałam na promocjach
      w hipermarketach. Jedna, bardzo nieprzyjemna rzecz rzuciła mi się przede
      wszystkim w oczy. Mianowicie bardzo często klientki/klienci traktują sprzedawcę
      "z góry" uważając go za zło konieczne, za tłuka bez wykształcenia, który stoi za
      ladą tylko i wyłącznie dlatego, że się nie uczył i tylko taki rodzaj pracy jest
      dla niego właściwy.
      I wcale a wcale nie piszę tego dlatego, że wszyscy mają mieć jak jeden mąż
      wyższe wykształcenie i kilka fakultetów, ale dlatego że niektórzy wprowadzają
      klasyfikację ludności na lepszych i gorszych, a ten za ladą jest gorszy na pewno.
      Jest to bardzo smutne w społeczeństwie polskim, ta konieczność, żeby być od
      kogoś lepszym.
      Lobbówki mają bardzo dużo wspólnego ze spotkanymi przez mnie klientami, którzy
      byli najmądrzejsi na świecie, a drugi człowiek według nich nie miała prawa
      zapewne nosić tego miana.....:(
      • kura17 Re: Świetny, bardzo mądry tekst:) 06.08.09, 11:12
        naprawde jest tak zle z klientami? tzn naprawde jestesmy takimi okropnymi
        klientami??? :(

        ja mam mierne doswiadczenie w handlu. tylko raz pracowalam jako
        ekspedientka-pomoc od wszystkiego w sklepie z kanapkami i lunchami i akurat mam
        dobre wspomnienia, jesli chodzi o klientow. wprawdzie to bylo w anglii, moze my
        (polacy) jestesmy inni?

        ale smutne to, kurcze
        • lukrecjabo Re: Świetny, bardzo mądry tekst:) 06.08.09, 11:45
          Nie chcę generalizować i twierdzić, że wszyscy są tacy, bo to nieprawda, ale
          wielu Polaków niestety czerpie jakąś nieznaną mi satysfakcję z udowodnienia
          bliźniemu, że ten jest głąbem.
          Najgorzej było w sklepie spożywczo - monopolowym, gdzie dochodziły dość pijane
          przypadki, rzucające na ladę pieniędzmi znaczącym gestem.
    • chocochoco Dlatego właśnie ja nie przymierzam nic w sklepach. 06.08.09, 12:34
      Bo gdybym coś przymierzyła to czułabym się zobowiązana, żeby to kupić, a tego
      nie lubię, poza tym wolę sklepy, gdzie sama sobie wybieram co chcę przymierzyć,
      a potem sobie to przymierzam w samotności na spokojnie, nie przejmując się
      czasem, a w sklepie z brafittingiem to chyba mało realne... Jedyny sklep, który
      widziałam na własne oczy to sklep Yoshi w Poznaniu, ale tylko weszłam i wyszłam,
      bo nie miałam wolnych 200-300 zł, żeby coś pomierzyć, a głupio mi było mierzyć z
      pełna świadomością, że nawet jak coś będzie leżało idealnie, to tego nie kupię w
      sklepie, tylko później w necie i to najprawdopodobniej w UK... Jak byłam w Gdyni
      to sklepu już nawet nie szukałam, nie dla mnie takie ceny.
      • podwarszawianka A ja kupuję tylko w stacjonarnych 06.08.09, 14:52
        bo mam ten komfort, że mam je w okolicy.

        Chyba trochę się różnię od Was piszących na tym forum, w kwestii podejścia do
        stanika...
        a. idę do sklepu, żeby coś kupić, bo potrzebuję fizycznie, nie psychicznie
        nowego stanika;
        b. nie siedzę w przymierzalni godzinę, bo mi szkoda czasu;
        c. nie kolekcjonuję staników, wybieram z tego co jest; jeśli nie ma rozmiaru,
        czy stanik nie spełnia konkretnych (podanych sprzedawcy) kryteriów - nie kupuję
        i to uważam jest ok wobec sprzedawcy;
        d. nie trzymam się sztywno zasad, stanik nie musi być super idealnie dopasowany,
        ale poprawny i wygodny;
        e. szanuję drugiego człowieka i jego pracę; zawsze; nie krytykuję ekspedientek,
        mimo ich spojrzeń czy tekstów (w moim mieście zwiedziłam wszystkie standardowych
        bieliźniaków), na teksty typu gieeee? spokojnie tłumaczę w czym rzecz, ale nie
        daję nikomu do zrozumienia, że jest głupi bo zna i sprzedaje tylko do D.
        Niedawno ja też byłam na tym poziomie wtajemniczenia;
        f. złota zasada: nie rób drugiemu co tobie niemiłe; może nie wszystkie z Was
        pracują, ale na pewno jest Wam przykro, jak ktoś nie docenia Waszych starań, prawda?
        g. wiem, że netowe sklepy też ktoś też założył dla zysku, ale sztuczne
        oszczędzanie 20-30zł to przesada i fałszywa gonitwa za oszczędnościami, bo i tak
        pewnie skusicie się na droższy kosmetyk czy niepotrzebny ciuch (a złotówka
        dziennie przez pół roku 30złx6mies = 180zł - wystarcza na przyzwoity stanik)
        h. mam dużą satysfakcję, z tego że jestem nieuciążliwa dla ludzi ( w tym
        sprzedawców);
        To tyle, i tak za dużo jak na mnie, ale zdziwiła mnie ta polemika, z czymś tak
        oczywistym, co napisała Maheda.
        W ogóle coraz więcej tych złośliwości i zarzutów na forum ostatnio... wiele z
        Was mija się z ideą tej społeczności.
        • kura17 Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 06.08.09, 15:04
          z jednym sie nie zgodze - czesto roznica miedzy "stacjonarnie" a "netowo" moze
          byc nawet polowa ceny, a nie 2-30 zl.
          porownaj chocby ceny brastopu i dowolnego sklepu stacjonarnego.
          • tfu.tfu Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 06.08.09, 18:49
            kurko, to dolicz do tego jeszcze koszt przesyłki rejestrowanej do PL oraz koszty
            odsyłania niepasujących ;)
            • joankb Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 06.08.09, 19:09
              Można kupować wspólnie, większość z nas tak robi.
              Odsyłam tylko wymiany i drogie staniki, inne sprzedaję.
              • tfu.tfu Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 06.08.09, 19:34
                to w ogóle po co sklepy stacjonarne? po co lobbing? po co cały ten szum? bo ja
                już nie rozumiem...
                kupuję online tak jest, ale tylko coś, czego w stołecznym sklepie stacjonarnym
                nie znajdę. i tak, wolę "przepłacić", ale mieć świadomość, że przed zakupem
                dokładnie obejrzę stanik i siebie w owym. tak mi wygodniej po prostu.
                jak wyjadę do stanów to wszystkie będę musiała kupować online, tam nawet środek
                tabelki nie występuje w stacjonarkach :/
                • kuraiko Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 06.08.09, 21:05
                  zaraz... pisząc o stacjonarnych tu chyba mamy na myśli sklepy z
                  brytolami, a nie z polskimi stanikami w szerokiej rozmiarówce, bo te
                  w sieci kosztują mniej więcej tyle samo co w sklepie stacjonarnym,
                  czasem mniej lub więcej (tu rzeczywiście są różnice w cenie czasem
                  10-30zł). W takim wypadku nie opłaca się kupować w sieci, jeśli coś
                  jest w podobnej cenie w normalnym sklepie w okolicy.
                  Jeśli chodzi o brytyjczyki... w takich sklepach kupią osoby, które
                  po pierwsze STAĆ, inne takie, które nie lubią robić zakupów przez
                  internet. znam osoby, które mają pieniądze, nie korzystają z
                  internetu, bez wahania zapłaciłyby kilkadziesiąt złotych więcej, bo
                  mają taki styl robienia zakupów. poza tym jeszcze ten brafitting,
                  tzn pewnie wiele dziewczyn chce pierwszy stanik dobrze dobrany i są
                  skłonne zapłacić więcej chociażby dlatego, że czują się zobligowane
                  do kupna. No i oczywiście przypadki, kiedy różnica w cenie nie jest
                  duża, a odpada ryzyko dobrania w ciemno złego rozmiaru.
                  No i należy zaznaczyć, że ceny brytyjskich staników w sklepach
                  stacjonarnych NIE SĄ normalne :/
                  • kasienka.b Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 06.08.09, 22:15
                    > No i należy zaznaczyć, że ceny brytyjskich staników w sklepach
                    > stacjonarnych NIE SĄ normalne :/

                    ale co znaczy nie są normalne? Jeśli np. taka Maskaradka kosztuje w Anglii ok 30
                    funtów to dodając wysyłkę i przelicząjąc na złotówki wychodzi około 175 - 180 zł
                    - tyle samo co w polskich sklepach stacjonarnych... Czemu więc nie normalne
                    ceny? Może wyjątkiem jest Freya, ale to juz nie wina sklepów, tylko cen
                    minimalnych narzucanych przez dystrybutora.
                    • miedzymorze Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 06.08.09, 22:32
                      Ale przecież sklep nie kupuje po cenach detalicznych i nie sprowadza każdego stanika osobną przesyłką, litości ;D

                      pozdr,
                      mi
                      • kasienka.b Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 07.08.09, 08:28
                        zgadza się, ale nie widzę związku?
                        Ktoś wyżej napisał, że ceny brytyjskich staników w polskich sklepach
                        stacjonarnych są bardzo wysokie - pokazałam więc, że są na tym samym poziomie co
                        w sklepach angielskich - a nawet czasem niższe w zależności od kursu funta. Sama
                        wysokość cen jest ustalana odgórnie. To na prawdę nie jest tak, że sklepy te
                        staniki dostają za grosze, a potem rzucają wielką marżę i zdzierają z klientek :)
                    • kuraiko Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 07.08.09, 14:14
                      nie są normalne jak na kieszeń przeciętnej Polki. pewnie, że z jakiś
                      względów nie mogą być tańsze, ale wiadomo że dla przeciętnej
                      Brytyjki to nie są żadne wydumane ceny.
                      do tego rzeczywiście ceny są narzucane przez dystrybutora i nie
                      piszę, że to wina sklepów
                      • kasienka.b Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 07.08.09, 14:34
                        patrząc w ten sposób to oczywiście - ja zrozumiałam to tak, jakby przeciętną
                        Polkę było stać na zakup stanika w sklepie brytyjskim, bo jest taniej niż w
                        stacjonarnym polskim...
                        • kuraiko Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 07.08.09, 23:23
                          a to możliwe, jeśli tylko są tam tak duże przeceny, jak innych
                          produktów np płyt CD :) szczerze powiedziawszy nie wiem jak
                          wyglądają przeceny brytyjskich staników w polskich sklepach
                          stacjonarnych, może też są atrakcyjne, bo te w UK podobno tak.
                  • ganbaja Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 07.08.09, 09:13
                    kuraiko napisała:


                    > No i należy zaznaczyć, że ceny brytyjskich staników w sklepach
                    > stacjonarnych NIE SĄ normalne :/

                    Nie zagladałam do sklepów stacjonarnych ani inetrnetowych przez wiele miesięcy. Ale ostatnio zaczynam być w dużej potrzebie i ... to co zobaczyłam zrzuciło mnie z krzesła :-(
                    Pollyanna za ponad 200 zł??? To jakis żart.
                    Ceny są z kosmosu. W każdym razie nie dla mnie zupełnie. Nawet Comexim przegina.
                    Ceny oszalały i niech nikt nie pisze o kryzysie bo to słowo wywołuje u mnie nudności tak samo jak ocieplenie klimatu.
                • joankb Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 06.08.09, 21:22
                  No to tu się różnimy - ja kupuję w sieci, przeważnie w Anglii i na ebayu. W
                  stacjonarnym mogę kupić to, czego w sieci nie ma lub jest w porównywalnej cenie.
                  Tak mi wygodniej, taniej, tracę mniej czasu.
                  I na szczęście nikt mnie nie ocenia :)). Mogę sobie powybrzydzać - do woli,
                  poprzymierzać nawet i godzinę, kupić, albo nie...
                  Mnie odstraszyłyście definitywnie, wolę nawet nie wchodzić.
                  • tfu.tfu Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 06.08.09, 21:30
                    wiesz, to może jednak zamknąć wszystkie polskie stacjonarki? jakoś nikomu się
                    nie chce policzyć jakie koszta ponoszą właściciele sklepów. zamknąć lobby, olać,
                    zasilać brytyjczyków i nie smędzić, że w PL to nic nie ma, baby sprzedające
                    takie straszne harpie (bo chcą wyjść do domu po 8h pracy, a nie 10! i siedzą w
                    soboty do 19 dla jaj, a nie po to, żeby te zapracowane Klientki też miały szansę
                    w komfortowych warunkach robić zakupy), krwiopijcy-właściciele, którzy powinni
                    za friko dawać staniki każdej przechodzącej w imię ideologii, a nie chcieć
                    zarabiać :)
                    sorry, no coś mi się złego zrobiło i nie będę więcej pisać :)
                    • joankb Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 06.08.09, 21:54
                      To znaczy, że mam kupować drożej, mniej wygodnie, zwalniając się z pracy?
                      A kto nie tak dawno pisał, że ceny butów i ciuchów są w Polsce nie do przyjęcia?
                      Stanik to dla mnie taki sam zakup jak ciuch. Tyle, że łatwiejszy, z mniejszym
                      ryzykiem porażki, lżejszy, tańszy w przesyłce. Oszczędzam na nim - bo mogę.
                      • tfu.tfu Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 06.08.09, 22:37
                        i ciuchy i buty kupuję w Polsce, w polskich sklepach. tak samo jak jedzenie,
                        artykuły higieniczne, leki i kosmetyki :)
                        tak, przepłacam, ale lubię mierzyć buty zanim je kupię. nie lubię za to stać 45
                        minut na poczcie próbując odesłać cokolwiek.
                        koniec tematu.
                        śmieszy mnie już to całe "lobbowanie" pt. "a ja i tak kupię w necie, bo taniej" :)
                        • joankb Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 06.08.09, 22:43
                          To są wybory równoważne. I niczego śmiesznego w tym nie ma. Moim zdaniem.
                    • kuraiko Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 07.08.09, 14:16
                      konkurencja nie śpi i niedługo można będzie swobodnie kupić w
                      sklepie "stacjonarnym" polski stanik o kilkadziesiąt - 100zł taniej
                      niż brytyjczyka ;)
        • juannita Re: A ja kupuję tylko w stacjonarnych 06.08.09, 18:43
          Ech,gdybym mogla kupowac w stacjonarnych. Niestety u mnie w Belgii sklepow z szerszym zakresem rozmiarow brak. To znaczy jest jeden sklep z trzema modelami Frei w cenie 5O euro, ale chyba to nie o to chodzi...

          Gdybym miala pod bokiem sklep, to bym w nim kupowala i nie zawracala sobie w ogole glowy kupowaniem w internecie. Ja jestem z gatunku tych, co chetnie placa za wygode.

          Z drugiej strony siedzenie w przebieralni ponad godzine to dla mnie normalne. Rzadko robie zakupy ubraniowe, bo nie cierpie tlumow w sklepach po godzinach pracy albo w sobote. Dlatego od czasu do czasu biore sobie wolny dzien na zakupy i obchodze ulubione sklepy, w ktorych przymierzam tak z polowe asortymentu dostepna w moim rozmiarze i co pasuje, to kupuje.

          Przy okazji nadchodzacej wizyty w Wwie bardzo bym chciala wejsc sobie do jakiegos sklepu stacjonarnego i wreszcie pomierzyc rozne modele stanikow w roznych rozmiarach i zaszalec, jezeli cos mi sie spodoba - jeszcze nie wiem czy sie uda, ale bym chciala...

          I chcialabym poczuc sie w takim sklepie rozpieszczona - dostac do przymierzania wszystkie modele, w roznych sasiadujacych rozmiarach, moc spokojnie sie zastanowic co wezme a co zostawie. W zamian odplacilabym sie usmiechem...no i sporymi zakupami.

          To takie marzenia stanikomaniaczki na stanikowej pustynii :(

          Ale jezeli moglabym zamiast handlowcom brytyjskim dac zarobic handlowcom polskim (za usluge na takim samym poziomie), to zrobilabym to bardzo chetnie.

    • maith taki paradoks 06.08.09, 16:55
      To jest tak, że jeśli ktoś liźnie trochę temat (tak piąte przez
      dziesiąte) to wydaje mu się, że wie już wszystko. Często z dodatkowym
      założeniem, że reszta jest głupia.
      A jak przyjrzy się dokładniej, to dopiero zaczyna mieć wątpliwości
      i... wie, ile jeszcze nie wie. Szczególnie że wielu problemów nie
      mamy jeszcze do końca rozpracowanych. Ale to zaczynają sobie
      uświadamiać osoby, które... nie miałyby problemów z rozpoznaniem
      Mahedy w sklepie :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka