marisella
05.08.09, 17:09
Za radą Wielkiej Moderatorki zakładam nowy wątek, bo wątek "Effuniak - 6" to
nie jest najwłaściwsze miejsce na posty odbiegające od tematu (czyli na te,
które nie opisują konkretnego, posiadanego modelu).
A piszę, żeby się pożalić, bo nie mam stanika, choć przez rok cierpliwie na
niego czekałam, choć przez rok wlewano we mnie nadzieję, że będę miała w co
swoje skarby włożyć. No i nie mam, ale teraz już przynajmniej wiem, że mieć
nie będę.
Może mój żal nie byłby tak wielki i tylko machnęłabym ręką, gdybym miała
szufladę pełną innych staników. Ba! Gdybym miała choć jeden dobry stanik, w
którym moje piersi zmieszczą się w całości...
Zaczęło się pięknie, jak zapewne same pamietacie - obietnice staników we
wszystkich możliwych/potrzebnych rozmiarach i powiewne cudeńka jako prototypy.
Jak wiele z dziewczyn - na początku lipca stanęłam w sławetnej kolejce i
czekałam na szczęśliwe wieści. Wydawało się nawet, że spełnienie stanikowych
marzeń blisko - na zlocie krakowskim we wrzesniu zeszłego roku, który Maheda u
mnie zorganizowała, pozanałam Ewę i przymierzyłam stanik, który przygotowała z
myślą o mnie - przejrzystego, miękkiego białego halfcupa z jakimś seledynowym
wzorkiem (Ula i dziewczyny śmiały się, że z firanki). Łeżał dość dobrze -
owszem, obwód może trochę podjeżdżał a biust baunsował, ale jak rany, ja mam
grubo ponad 130 cm w biuscie i nic nie będzie mi trzymało piersi całkiem
nieruchomo, chyba że je zabetonuję razem z górną połową tułowia. Sympatyczna
Ewa zasępiła się jednak nad tym obok Mahedy i doszły do wniosku, że przeszycie
ramiączek bliżej środka pomoże. A zatem Ewa zgarnęła stanik, obiecała przeszyć
i wysłać mi go wnet. Na obietnicy stanęło.
Czekałam sobie tak grzecznie i czekałam, aż w styczniu zapytałam czy w ogóle
mam jeszcze na co czekać, czy też może Ewa wycofała się już z planów szycia w
takich rozmiarach.
Dostałam zapewnienie, że nie, że jeszcze w połowie stycznia dostanę stanik do
sprawdzenia (kraciasty halfcup). Nie dostałam, ale Ewa napisała, że z końcem
stycznia będzie w Krakowie, więc się długo nie odwlecze. No dobrze, Tydzień w
tę stonę czy w inną, żadna różnica dla desperata :) Z wizyty w Krakowie też
nic nie wyszło, bo Ewa miała masę zajęć, no ale to jasne, każdy ma swoje
życie. Wciąż jednak na stanik liczyłam i nikt mnie z tego błędu nie
wyprowadzał, wręcz przeciwnie. Obserwowałam sobie więc wszystko spokojnie na
forum - zapowiedzi sklepu i tak dalej i czekałam nadal.
W kwietniu (a może to był maj?) wpadłam na chwilę na stanikowy zlot krakowski,
bo od Mahedy dostałam cynk, że Ewa ma mieć coś w dużych rozmiarów na nią i na
la_parisiene (a mamy na oko biusty dość podobne). Przyjechałam, zdjęłam
bezczelnie z naszej Paryżanki jej biustonosz :) założyłam na siebie i...
ujrzałam buły. Niestety 90K był za mały zdecydowanie. Pokazałam się Ewie,
która mnie jeszcze dodatkowo roznegliżowała, wymierzyła i stwierdziła, że jej
teoria (o mierzeniu w zwisie zdaje się) się potwierdza. Ewa zajrzła też do
swojego kajecika i stwierdziła, że odpowiedni dla mnie stanik wyśle mi zaraz w
poniedziałek po weekendzie, bo chce mieć dopracowane i sprawdzone przed
łódzkim zlotem także te duże rozmiary. Wprawdzie plunge już nie prezentował
się na mnie tak dobrze, jak sądziłam, że prezentowałby się halfcup, ale i tak
się dziko cieszyłam. Czekałam więc jak głupia na paczkę i co chwilę
wypytywałam o nią Mahedę (bo to na jej adres mój stanik miał przyjść). No i
nic. Nie ma stanika.
W międzyczasie pojawiła się szuflada. Pomimo, że stałam w kolejce, nic o
szufladzie nie wiedziałam, bo byłam akurat jedną z tych osób, do których nie
dotarł mail Uli, bo maile te, jak się okazało, gdzieś się zawieruszały. Trochę
mi się zrobiło przykro, ale ostatecznie - na blogu i tak nie było nic dla
mnie, więc nie było czego żałować. Czekałam natomiast aż coś się pojawi, może
własnie ten stanik, który po zlocie miał do mnie trafić a nie dotarł.
Nie pojawiało się nic odpowiednio dużego, a Ewa była na urlopie, więc
napisałam do Uli pytając, czy wie coś na temat stanika dla mnie. Ula natomiast
(bardzo taktownie i uprzejmie - tu nie mogę zaprzeczyć, bo to wyjątkowo miła
dziewczyna) dała mi do zrozumienia, że raczej nie mam na co liczyć - o staniku
dla mnie (tak zrozumiałam) nic nie wiedziała, uświadomiła mi za to, że z
ankiety przeprowadzonej na blogu wynikło, że zapotrzebowanie na staniki w
rozmiarze 90K zgłosiły 2 osoby, więc póki co kwestia tego rozmiaru nie będzie
traktowana prorytetowo, natomiast jesli chcę - szwalnia może mi to 90K uszyć.
No tak. Tylko mnie to 90K niepotrzebne, bo jest dużo za małe, o to przecież
się rozchodzi...
Poprosiłam więc Ulę, żeby przekazala mój mail Ewie i czekałam na odpowiedź. Z
tego co widzę, Ewa już dawno z urlopu wróciła i zaległości w czytaniu
nadrobiła, a ja nadal nic nie wiem, wnioskuję więc, że powinnam się już
odczepić. Że dużych rozmiarów nie będzie, w każdym razie nie tak dużych, a ja
się po prostu niepotrzebnie napaliłam, czytając ten ponad rok temu, że u Ewy
nie będzie biustów za dużych i każdy swój stanik znajdzie.
Przyznam, że mam żal. Pomimo tego, że Ewę lubię (na tyle na ile mogę, bo
przecież słabo ją znam, spotkałyśmy się tylko raz w życiu...), jest
sympatyczną i pełną życia kobietą, jest mi przykro, że zostałam przez nią
zrobiona w jajko. A wydawało mi się, że nie jestem grymaśną klientką - nie
miałam żadnych szczególnych zachcianek, oczekiwałam tylko swojego rozmiaru,
było mi ostatecznie obojętne nawet w jakim kolorze, jakim fasonie, jakim
czymkolwiek, byleby był. Podobały mi się fikuśne koronki, ale przełknęłabym
też zupełnie gładko groszki z kratką i krówki z kwiatkami, nawet te
nieszczęśne króliki i napisy Mommie, byle tylko mieć stanik.
I jest mi przykro, że cała ta Ewy inicjatywa, która zdawała się chyba
największym wybawieniem dla tych, które nic na siebie nie mogą znaleźć,
przyniosła jednak trochę inne efekty - znów Ci, który są w środku tabelki i
coś tam gdzieś na siebie w ostateczności znajdą, mają po prostu większy wybór,
a stworzenia mniepodobne, olewane przez wszyskie Freye, Panache, Comeksimy,
Gaie i inne, nadal nie mają w czym chodzić. Chodzą więc takie Mariselle po
świcie, lobbują, przekonują kobiety do dobrych rozmiarów, namawiają na
posmakowanie stanikowego raju, który otwiera lobby i zapewniają, że w
stanikach może być bardzo wygodnie, a potem podbiegają do autobusu i wciskają
biust w klatkę piersiową, a po wejściu czają się na ile się da, żeby poupychać
z powrotem pod pachy piersi, które bezczelnie uciekły podczas biegu i zaczęły
tworzyć nad miseczką kolejną parkę :) A na aerobik indywidua takie zakładają,
poza za małym i za szerokim stanikiem, dwa ciasne podkoszulki (z czasów 30 kg
temu) a na to obszerny męski T-shirt i świrują jarzębinę, że im dobrze stanik
piersi trzyma, a nie truchtają w miejscu i unikają energicznych podskoków,
własnie dlatego, że mają problemy z kolanami ;)
Wracając jednak do tematu - zawiodłam się i ten swój zawód orz straconą
nadzieję musiałam uczcić tą chwilą refleksji, może mnie ktoś po główce
pogłaszcze, żeby mi się lepiej zrobiło. O ile ktoś miał na tyle cierpliwości,
żeby dotrwać do tego momentu :)
A może właśnie źle myślę? Może to moja wina, bo za mało Ewę męczyłam, za mało
się upierałam, może nie sprawiałam wrażenienia, że mi tak cholernie zależy?
Może na za wiele liczyłam, za dużo sobie wyobrażałam i zbyt wiele oczekiwałam?
Nie wiem, w każdym razie jakoś mi tak ostatnio przykro w związku z tym
wszystkim...
m.