Gość: Darko
IP: *.pppoe.sistbg.net
24.06.10, 17:52
We wrześniu ubiegłego roku minęła kolejna, już 13, rocznica otwarcia
przez premiera W. Cimoszewicza TSSE Europark Wisłosan. W swoim
pierwotnym wymiarze strefa obejmowała powierzchnię 609 ha na terenie
Stalowej Woli, Staszowa, Nowej Dęby oraz Tarnobrzega-Machowa.
Zabiegi parlamentarzystów o otwarcie strefy ekonomicznej na terenie
ówczesnego województwa tarnobrzeskiego wiązały się z katastrofalną
sytuacją przemysłu województwa, w ogromnym stopniu uzależnionego od
eksportu.
Istniejący w Machowie oraz Staszowie przemysł siarkowy od
lat 90tych przynosił częściej straty niż zyski, był jednakże motorem
napędzającym koniunkturę w promieniu wielu kilometrów. Zakłady w
Nowej Dębie, znane w całej Polsce min. z produkcji żelazek,
przegrywały z tanim i tandetnym importem z Chin. Włączenie Stalowej
Woli w obszar strefy miało uratować istniejąc na terenie huty
powołane spółki-córki macierzystego zakładu.
Pomimo niewielkich efektów działania strefy – szczególnie w
odniesieniu do okolic Tarnobrzega – lobbing mający miejsce w
Warszawie powodował włączenie nowych terenów do obszaru jej
działania. W 2001 roku dokonano włączenia obszarów znajdujących się
w Radomiu, Nisku, Połańcu oraz Jeziórku. Rok 2002 przyniósł
włączenie terenów w Gorzycach, Baranowie Sandomierskim oraz Jaśle.
Kolejny 2003 rok zaznaczył się włączeniem obszarów obszarów Ożarowie
Mazowieckim, Pionkach, Poniatowej i Majdanie Królewskim. W
rezultacie Tarnobrzeska (?) Specjalna Strefa Ekonomiczna funkcjonuje
na terenie 5 województw (!)
Całkowity bilans istnienia strefy wydaje się być imponujący.
Utworzono blisko 17 000 nowych miejsc pracy i jest to niewątpliwie
wynik działalności Zarządu Strefy, który budzi respekt. Jeżeli
jednak weźmiemy pod uwagę fakt, iż 50% przyrostu miejsc pracy miało
miejsce w podstrefie wrocławskiej obraz wydaje się bardziej ponury.
By jeszcze bardziej go urealnić nie wolno zapominać, iż w rejonie
Tarnobrzega przemysł siarkowy zatrudniał bezpośrednio ponad 11 000
pracowników a wraz z firmami kooperującymi generował zatrudnienie
ponad 15 000 pracowników. Blisko 40 proc. wszystkich pensji w
Tarnobrzegu wypłacał „SIARKOPOL”. W naszym mieście – Tarnobrzegu –
20 lat temu pracowało 27 000 ludzi. Dzisiaj jest to zaledwie 13 000.
Taka jest miara jego gospodarczego upadku. Po ciosie w postaci
likwidacji województwa tarnobrzeskiego w 1999 roku – czemu miały
przeciwdziałać odpowiednie środki wspierające według zapewnień
premiera J. Buzka – likwidacja przemysłu siarkowego w sierpniu 2001
roku stanowiła prawdziwy nokaut dla życia gospodarczego Tarnobrzega.
W ślad za urzędami wojewódzkimi miasto opuściły przedstawicielstwa
banków (Narodowy Bank Polski) i oddziały wielu przedsiębiorstw,
pogłębiając tym samym recesję. Jest powszechnym odczuciem, iż na tle
tych wydarzeń działania Zarządu Strefy oraz władz w Warszawie wydają
się co najmniej niewystarczające. Potwierdzają to w sposób
bezwzględny liczby. Strefa przyniosła w Machowie niespełna tysiąc
nowych miejsc pracy, czyli około 7 procent całkowitego zatrudnienia
w strefie. Obserwacje prowadzą do jeszcze ostrzejszego spojrzenia,
gdyż co najmniej połowa pracowników dojeżdża do pracy w strefie
spoza Tarnobrzega. Wygląda na to, iż większym dynamizmem odznaczają
się sami tarnobrzeżanie szukający zatrudnienia tysiące kilometrów
poza miastem – czasem w warunkach obozów pracy jak z epoki
stalinizmu - jak mi jest to wiadome z osobistych doświadczeń
Likwidacja miejsc pracy w Tarnobrzegu postępowała dużo
szybciej niż w Stalowej Woli czy w Rzeszowie. W ciągu 15
lat ubyło w Tarnobrzegu 55 proc. ogólnej ilości miejsc pracy, czyli
14 322. W skali województwa podkarpackiego jest to najwyższy
wskaźnik świadczący o postępującej deindustrializacji i degradacji
miasta. Jeszcze na początku lat 90-tych liczba osób pracujących w
Tarnobrzegu stanowiła około 50 proc. mieszkańców (podobnie jak w
Rzeszowie). Obecnie pracujący w Tarnobrzegu stanowią 24 proc.
mieszkańców (w Rzeszowie 42 proc.). Aby można było mówić o
porównywalnych do Rzeszowa szansach na znalezienie pracy w
Tarnobrzegu musiałoby być około 21 000 zatrudnionych! Znaczący jest
wskaźnik wynagrodzeń w sektorze prywatnym na terenie Tarnobrzega.
Tutaj różnica pomiędzy dochodem z pracy w Tarnobrzegu a
średnim dochodem z pracy w kraju wynosi aż 830 PLN. Nawet porównując
tą wielkość z zarobkami w prywatnych firmach w odległym o 70 km
Rzeszowie można zauważyć blisko 600 złotową różnicę w
dochodach. Jest to jeden z najbardziej widocznych efektów
upadku „SIARKOPOLU” jako głównego pracodawcy w mieście i regionie.
Rząd traktuje TSSE na zasadzie strażaka – w przypadku
regresu gospodarczego w jakimś rejonie powołuje się w nim kolejną
podstrefę tarnobrzeskiej TSSE. Prowadzone obecnie rozmowy o
włączeniu terenów w Łapach na północ od Warszawy stanowią pewien
przełom. Tarnobrzeska strefa rozwinęła się od Odry po Bug. Teraz
rozwija się od Bieszczad po… no właśnie gdzie są granice rozwoju?
Albo granice absurdu?
Każdy, ale to każdy strateg wojskowości przyzna, iż
nadmierne rozciągnięcie sił nie sprzyja osiągnięciu strategicznych
celów. Z naszej historii można przytoczyć tutaj przykład fatalnych
założeń obronnych całej naszej zachodniej granicy we wrześniu 1939
roku. Z takim objawem mamy do czynienia w przypadku TSSE, która już
obecnie jest największą strefą w Polsce, a w dalszym ciągu czynione
są wysiłki w celu jej kolejnego rozszerzenia.
Półmetek został przekroczony. Do zakończenia funkcjonowania
stref pozostało zaledwie 10 lat. Spodziewanie się poważnych
inwestorów w ciągu ostatnich kilku lat ich istnienia wydaje się
myśleniem życzeniowym. Czyli najbliższe 3 do 4 lat określą
ostateczny obraz przemysłowy stref, również tej tarnobrzeskiej. Nie
odkryję tutaj nowej prawdy, gdy stwierdzę, iż my, mieszkańcy
Tarnobrzega młodego pokolenia, którzy jeszcze tu pozostali prosimy o
szansę na pracę. Nasze miasto pięknieje niemalże z każdym rokiem.
Jest dużo bardziej zadbane niż wiele innych. Cóż z tego, kiedy spora
część jego mieszkańców utrzymuje się z rent, emerytur bądź zasiłków
socjalnych jak dodatki mieszkaniowe lub opieka społeczna. My, ludzie
młodzi – pełni sił – czujemy się upokorzeni, gdy musimy być
utrzymywani z rodzicielskich świadczeń emerytalnych. To nie jest
recepta na rozwój. To nie prowadzi do postępu. Bez możliwości pracy
będącej realnym wzrostem zamożności nie tylko pracownika i jego
rodziny, lecz całego społeczeństwa, nie ma mowy o dalszym rozwoju
całego państwa.
Na zakończenie skieruję pewną myśl, ideę również do władz
samorządowych naszego miasta.
Kilka dni temu miałem możliwość przebywania w Gliwicach. Dla
mnie miasto wyglądało na bardzo zaniedbane. Brudne elewacje, pełno
zapuszczonych zaułków, miejscami krajobraz jak po wojnie. A mimo
wszystko czuło się dynamizm. Atmosfera była rzeczywiście inna od tej
naszej tarnobrzeskiej. I nie chodzi tutaj o jej skład chemiczny.
Spojrzenie na podstawowe dane przyniosło wyjaśnienie. Bezrobocie w
Gliwicach wynosi niewiele ponad 6 procent. Wskaźnik 3 – 4 procentowy
przyjmuje się jako stan pełnego zatrudnienia dla wszystkich, którzy
rzeczywiście chcą pracować. Tymczasem w Tarnobrzegu wskaźnik
bezrobocia przekracza 15 procent.. Tutaj tkwi wyjaśnienie innego
usposobienia mieszkańców Gliwic. Ich bezpieczeństwo socjalne.
Przyznam, iż również ja osobiście mógłbym w dalszym ciągu – jak to
miało miejsce za czasów mojego dzieciństwa w Tarnobrzegu - poruszać
się chodnikami wyłożonymi z wielkowymiarowych płyt żelbetowych lub
podziurawionymi i popękanymi. Wygląd chodników jest ważny, lecz nie
jest najważniejszy. Ważniejsza jest praca. Bezpieczeństwo socjalne
wynikające z pracy sprawia, iż można snuć