Gość: ciekawe
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
30.10.06, 15:27
Poniedziałek, 30 października 2006
Głosuj bez meldunku
PAP 02:20
"Przyszywani" wyborcy, czyli osoby, które mieszkają i pracują nie tam, gdzie
są zameldowane, mogą mieć ogromny wpływ na wynik wyborów samorządowych -
ocenia "Metro".
Wprawdzie żadna instytucja w Polsce nie dysponuje dokładną liczbą Polaków
mieszkających w jednej miejscowości, a związanych poprzez studia czy pracę z
innym miastem, ale zapytani przez gazetę socjologowie szacują tę grupę na 2-
2,5-milionową armię wyborców. To mniej więcej tyle, ile w ubiegłorocznych
wyborach parlamentarnych oddało głosy na Samoobronę i LPR. Wszyscy oni mogą
zgodnie z uchwałą Państwowej Komisji Wyborczej z dnia 6 grudnia 2004 roku
głosować w miejscu zamieszkania, a nie zameldowania.
REKLAMA Czytaj dalej
Aby im to ułatwić, grupa młodych ludzi zainicjowała kampanię "Głosuj bez
meldunku". To nasza obywatelska inicjatywa - mówi Krzysztof Miszewski,
koordynator kampanii. Wystarczy wydrukować dostępny na stronie internetowej
www.glosujbezmeldunku.pl wniosek do rejestru wyborców, wypełnić go, wpisując
swoje dane, i udać się do najbliższego urzędu w swojej dzielnicy lub gminie,
gdzie obecnie mieszkamy. Tam należy przedstawić umowę o pracę lub umowę
wynajmu mieszkania lub pokoju.
Nie jest wymagany stały meldunek. Urzędnik może nas zapytać, dlaczego chcemy
tu głosować lub o nasze plany związane z tym miastem. W ciągu trzech dni
otrzymamy listem poleconym zgodę z urzędu. Jednocześnie nasze nazwisko
zostanie wykreślone z listy wyborców w miejscowości, gdzie jesteśmy
zameldowani.
Ci przyjezdni mogą nieźle namieszać w wyborach - przekonuje prof. Kazimierz
Krzysztofek, socjolog z Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.
Siłę "przyszywanych" wyborców najlepiej widać w dużych miastach. W Warszawie
podczas ostatnich wyborów było 1 mln 215 tys. osób uprawnionych do
głosowania. 12 listopada podczas wyborów samorządowych może ich być ponad 300
tysięcy więcej.
Na listach wyborczych w Krakowie w ub. roku zarejestrowanych było 589 tys.
obywateli. Teraz może ich być o 105 tys. więcej. To 20 proc. wszystkich
wyborców w mieście - zauważa Piotr Malcharek, komisarz wyborczy w wyborach do
rad dzielnic Krakowa.
To interesująca, aktywna i nowoczesna grupa społeczna, która potencjalnie
wzmocniłaby pozycję niejednej partii - zauważa Tomasz Andryszczyk, szef biura
prasowego PO. Kto przekona do siebie przyjezdnych, ma szansę wygrać -
stwierdza prof. Kazimierz Krzysztofek. (PAP)
Więcej: Metro - Głosuj bez meldunku