sylwiawm
31.03.06, 11:35
Już myślałam, ze sobie posiedzę na naszym forum i trochę się poudzielam, ale
pewnie nic z tego. Teraz znowu z Wiktorią mam problemy. Coś jej się zrobiło
pod paszką i jeździmy do szpitala robić badania. Coraz ich więcej, a ja
wracam stamtąd jakbym przeszła przez pole bitwy. Tyle dzieci choruje. Jak
jest sie na zewnątrz, to nawet się o tym nie myśli. Aż ciężko się robi widząc
cierpiące maleństwa i płaczących rodziców.
Przed nami najdłuży tydzień niepewności, ale na szczęście to tylko tydzień.
Na jedne wyniki czeka się conajmniej 3 tyg(tak powiedziała lekarka), a my tak
dobrze trafiłyśmy, że w środę po południu już będą. We wtorek mamy usg na
oddziale, bo w przychodni czekać trzeba do maja, a tu podobno nie można
czekać. 2 lekarzy ją badało ponad 20 min. Była przerażona, aż zanosiłą się
płaczem. Potem miała do mnie żal, a ja miałam wyrzuty, że płakała. I te oczy
jak na mnie patrzyły, aż serce mi się kroiło taki żal w nich był. Jak sobie
pomyślę, że znowu mnie to czeka to smutno mi się robi, ze moje maleństwo
będzie takie przestraszone i rozżalone.