Dodaj do ulubionych

czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury?

06.12.15, 20:51
Moja stanowczo odmówiła czytania byleczego sad
Obserwuj wątek
    • nevada_r Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 07.12.15, 10:55
      No i bardzo słusznie, czytanie powinno być przyjemnością, a niektóre lektury, nie dość, że głupie, to jeszcze są nudne. Dogadaj się z nią, że niektórym lekturom da szansę, a inne jej odpuść, o ile jest dzieckiem czytającym. Ewentualnie jak ci STRASZNIE zależy, możesz jej puścić audiobooka albo pomóc w czytaniu.
        • nevada_r Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 07.12.15, 11:32
          Ta, męcz się, dziecko, z "W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta, bo jak nie przeczytasz, to znaczy, że jesteś debilem. tongue_out

          Człowiek wykształcony w dzisiejszych czasach to taki, który potrafi sam sobie ZNALEŹĆ potrzebne informacje, korzystając z wiarygodnych źródeł. Nie musi wszystkiego wyklepać na pamięć, bo już na szczęście nie mamy komunizmu i nie jest tak, że jedynym źródłem wiedzy o świecie jest przestarzała encyklopedia z półki [bo nic innego nie ma].

          To samo z książkami - człowiek wykształcony powinien potrafić sobie samodzielnie znaleźć książki, jakie go interesują, i jakich potrzebuje w danym momencie życia. Nie uważam, że znajomość takiej np. Antygony albo Krzyżaków świadczy o tym, że jest się człowiekiem wykształconym. Wystarczy, że takie lektury znają osoby z zacięciem polonistycznym. Reszta zawsze może sobie doczytać, o ile kiedykolwiek będzie chciała/potrzebowała.

          Dodatkowo: uważam, że szkoła zawala sprawę, zmuszając do czytania takich ramot i nudziarstw, bo wg mnie główną jej funkcją w młodszych klasach powinno być ZACHĘCANIE do czytania i pomoc w wyborze odpowiedniej lektury. A nie zniechęcanie nudziarstwem.

          Poza tym:
          > Są rzeczy, które powinno się znać (klasyka światowa), jeśli chce się być człowiekiem wykształconym.

          Niby kto ma decydować o tym, co należy do tej klasyki? Są ludzie, którzy rozpływają się nad Proustem albo nad "Finnegan's Wake" i dla nich to ideał literatury. Dla mnie to rzeczy nie do przeczytania. Więc niby KTO ma o tym decydować i po co niby? To książka ma służyć czytelnikowi, a nie czytelnik bałwochwalczo książce, uważam za idiotyczne zmuszanie się do przeczytania czegokolwiek "bo to takie wartościowe".
          • agni71 Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 07.12.15, 11:48
            > Człowiek wykształcony w dzisiejszych czasach to taki, który potrafi sam sobie Z
            > NALEŹĆ potrzebne informacje, korzystając z wiarygodnych źródeł.

            ale tu nie chodzi o znalezienie informacji, tylko o znajomość literatury. A literatura to nie tylko treść, ale również forma.

            > To samo z książkami - człowiek wykształcony powinien potrafić sobie samodzielni
            > e znaleźć książki, jakie go interesują, i jakich potrzebuje w danym momencie ży
            > cia.

            Moim zdaniem rozwijające dla człowieka jest również czytanie literatury trudniejszej, dla czystej przyjemności zazwyczaj wybiera się jednak coś co łatwo, lekko się czyta.

            > Dodatkowo: uważam, że szkoła zawala sprawę, zmuszając do czytania takich ramot
            > i nudziarstw, bo wg mnie główną jej funkcją w młodszych klasach powinno być ZAC
            > HĘCANIE do czytania i pomoc w wyborze odpowiedniej lektury. A nie zniechęcanie
            > nudziarstwem.

            A kiedy twoim zdaniem kończą się młodsze klasy, a zaczynają starsze? Czy gimnazjum to młodsze klasy? Czy od gimnazjalistów można już wymagać jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego, związanego z czytaniem czegoś trudniejszego?

            To książka ma służyć czytelnikowi, a nie czytelnik bałwochwalczo ksią
            > żce, uważam za idiotyczne zmuszanie się do przeczytania czegokolwiek "bo to tak
            > ie wartościowe".

            A ja uważam, że książka to nie tylko rozrywka, to również środek do samorozwoju czytelnika. Skoro jesteś taka pragmatyczna, to może podziała na ciebie argument, ze mięsień niećwiczony zanika. Dotyczy to również mózgu smile
            • nevada_r Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 07.12.15, 12:17
              >znajomość literatury.

              Jak pisałam - znajomość literatury zostawiłabym literaturoznawcom; od tego oni są; co więcej - oni to lubią. Jestem osobą, która czyta masę książek [nie tylko kryminałki, ale również tzw. wartościową literaturę], ok. 100-200 książek w roku. Zawsze uwielbiałam czytać. A mimo to również ja przez lektury szkolne przebrnęłam metodą zakuć-zdać-zapomnieć i już w tym momencie nie pamiętam prawie nic z tego, o czym mnie uczyli. Bo do niczego mi to po prostu nie jest potrzebne [a w razie czego umiem sobie znaleźć potrzebne informacje]. To samo z lekturami - były wśród nich takie, które uwielbiam [np. Lalka czy nad Niemnem], ale były i takie, o których chciałam jak najszybciej zapomnieć [Rozdzióbią nas kruki, wrony] czy takie, przez które nawet ja nie dałam rady przebrnąć [Trylogia, której nie znoszę do dzisiaj].

              >Moim zdaniem rozwijające dla człowieka jest również czytanie literatury trudniejszej

              Zgadzam się, ale szerzej rozwinę to niżej. wink

              >Czy od gimnazjalistów można już wymagać jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego, związanego z >czytaniem czegoś trudniejszego?

              Można byłoby zacząć wprowadzać trudniejszą lekturę, jeśli w podstawówce położono by nacisk na uczenie czerpania przyjemności z czytania. Ale po pierwsze tak nie jest, a po drugie - w gimnazjum większość książek to nudne piły, więc to przesada w drugą stronę.

              >A ja uważam, że książka to nie tylko rozrywka, to również środek do samorozwoju czytelnika.

              I znowu się zgodzę. Z tym, że uważam, że w tym celu trzeba LUBIĆ czytać. To pierwsza i najważniejsza rzecz! A jeżeli zniechęcimy te biedne dzieci, katując je nudnymi, przestarzałymi lekturami [bo ktoś uważa, że z jakiegoś powodu są wartościowe i to KANON, i w ogóle rzecz święta], to jak skończą szkołę, przede wszystkim z ulgą odłożą książki na półkę i nigdy do nich nie zajrzą. A co dopiero mówić o rozwijaniu gustów czytelniczych czy jakimkolwiek samorozwoju, jak przeczytają program telewizyjny, to będzie sukces. sad

              Dlatego dla mnie ideałem byłoby najpierw - uczenie dzieci dobierania właściwych dla nich lektur [przeczytaj wątki na forach dziecięcych - rodzice się skarżą, że lektury są niedobrane, bo jedno 8-letnie dziecko łyknie Dzieci z Bullerbyn w dwa dni z przyjemnością, a drugie przez trzy tygodnie sobie z tym nie poradzi. A trzecie w ogóle znudzi ta lektura, bo wolałoby przeczytać takiego Franklina czy coś innego]. Poza tym bardzo ważne byłoby pokazanie, że czytanie może być przyjemnością [i to niesamowicie ważne zadanie szkoły, większość dorosłych Polaków nie czyta; więc nie przekaże tego swoim dzieciom]. Dopiero później można wprowadzać lektury czy coś bardziej ambitnego, ale i tak zostawiłabym to raczej dla licealistów, i to tych z profilu polonistycznego. Bo naprawdę nie uważam, że każdy powinien znać cały kanon, to jest dla mnie rodzaj snobizmu. Niektórzy snobują się, że mają nowy wypasiony telewizor albo samochód, a tzw "inteligenci" snobują się, że czytają książki z kanonu. tongue_out
              • agni71 Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 07.12.15, 12:28
                nevada_r napisała:

                > >znajomość literatury.
                >
                > Jak pisałam - znajomość literatury zostawiłabym literaturoznawcom;

                a jak ktoś ma się dowiedzieć, że taką ścieżkę kariery chce obrać, gdy w szkole czyta tylko Frankliny? wink

                > >Czy od gimnazjalistów można już wymagać jakiegokolwiek wysiłku intelektual
                > nego, związanego z >czytaniem czegoś trudniejszego?
                >
                > Można byłoby zacząć wprowadzać trudniejszą lekturę, jeśli w podstawówce położon
                > o by nacisk na uczenie czerpania przyjemności z czytania. Ale po pierwsze tak n
                > ie jest, a po drugie - w gimnazjum większość książek to nudne piły, więc to prz
                > esada w drugą stronę.

                A jeśli nie położono wcześniej nacisku na uczenie czerpania przyjemności z czytania, to mają te "Frankliny" czytać przez cały okres edukacji?

                Poza tym bardzo ważne byłoby pokazanie, że czytanie może być p
                > rzyjemnością [i to niesamowicie ważne zadanie szkoły, większość dorosłych Polak
                > ów nie czyta; więc nie przekaże tego swoim dzieciom]. Dopiero później można wpr
                > owadzać lektury czy coś bardziej ambitnego, ale i tak zostawiłabym to raczej dl
                > a licealistów, i to tych z profilu polonistycznego.

                Czyli co konkretnie proponujesz dla szkół ponadpodstawowych - unikanie czekogolwiek trudniejszego w odbiorze, no niedajbuk, ktoś niewprawiony sobie nie poradzi? Kto do wieku 12-13 lat nie polubił czytania, to już pewnie nie polubi. Moim zdaniem warto czytać kanon w gimnazjum, ze względu na tych, być może nielicznych, którym to się przyda (przyda na wielu płaszczyznach).

                Co do lektur szkolnych, to czytałam wszystkie, większość jednak z przyjemnością i/lub z pożytkiem dla mnie. Sama z siebie raczej bym "Chłopów" odłożyła, ale że musiałam przeczytać, to i dobrze. Teraz to doceniam. I nie, nie wyszłoby na to samo, gdybym po te powieść sięgnęła w wieku dorosłym. Inny odbiór. Nie przebrnęłam przez jedną, właśnie "Finnegan's Wake", ale to już na studiach.
                • nevada_r Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 07.12.15, 12:38
                  >A jeśli nie położono wcześniej nacisku na uczenie czerpania przyjemności z czytania, to mają te "Frankliny" >czytać przez cały okres edukacji?

                  No nie, to trzeba oczywiście wypośrodkować. wink Mimo to jestem pewna, że czytające z przyjemnością dzieci nie poprzestaną na Franklinie, tylko SAME, z własnej woli będą sobie wyszukiwać coraz to inne lektury. A czy to będą Chłopi, czy Nad Niemnem, czy Harry Potter - to już zależy od człowieka. Każdemu pasuje co innego. Dlatego nie przejmowałabym się tak bardzo tym, że się zatrzymają w rozwoju. Naturalnie szkoła powinna proponować nowe, wartościowe rzeczy i zachęcać do ich czytania, ale niech to będą rzeczywiście fajne, nowoczesne rzeczy, a nie nudne piły, na litość. Tyle fajnych książek teraz powstaje, nie samym Sienkiewiczem człowiek żyje.

                  >Kto do wieku 12-13 lat nie polubił czytania, to już pewnie nie polubi.

                  Są wyjątki. Mój własny osobisty mąż nie czytał właściwie nic; zaczął dopiero, jak poszedł na studia. I to przypadkiem - musiał dojeżdżać na uczelnię godzinę w jedną stronę i czytał z nudów. tongue_out Zaczął od fantasy i dalej jakoś to poszło. A teraz ja mu podrzucam coś do czytania, przy czym absolutnie nie zależy mi, żeby znał święty KANON tongue_out, ale daję mu rzeczy, które mogą mu się spodobać. I okazuje się, że z przyjemnością przeczytał zarówno Hyperiona, jak i Zaklęte rewiry. Bez przymusu.

                  >I nie, nie wyszłoby na to samo, gdybym po te powieść sięgnęła w wieku dorosłym. Inny odbiór.

                  Może bardziej dojrzalszy. Jak sobie jako dorosła przeczytałam Moralność pani Dulskiej, to odkryłam w niej masę rzeczy, których nie byłam w stanie wyłapać jako dzieciak. I tak samo jest z większością lektur, do których wracam.
                  • agni71 Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 07.12.15, 13:29
                    nevada_r napisała:

                    > No nie, to trzeba oczywiście wypośrodkować. wink Mimo to jestem pewna, że czytają
                    > ce z przyjemnością dzieci nie poprzestaną na Franklinie, tylko SAME, z własnej
                    > woli będą sobie wyszukiwać coraz to inne lektury.

                    No dobrze, jeśli dobrze zrozumiałam, w szkole podstawowej i gimnazjum (a jeśli PIS zmieni system, to do końca 8-klasowej szkoły podstawowej) dzieci mają nie mieć lektur obowiązkowych, mają nie poznawać tzw. kanonu. Maja mieć wyrabianą chęć czytania. Na lektury i kanon przyjdzie czas w liceum. A co z młodzieżą, która nie pójdzie do liceum, tylko do technikum lub zawodówki. Oni nie muszą znać nic? Jeśli sami nie sięgną, to po prostu nie będą znali, nie będą kojarzyli?

                    Tyle fajnych książek teraz powstaje, nie samym Sienkiewiczem
                    > człowiek żyje.

                    akurat Sienkiewicza to bym mocno przetrzebiła z kanonu lektur wink

                    >
                    > >Kto do wieku 12-13 lat nie polubił czytania, to już pewnie nie polubi.
                    >
                    > Są wyjątki. Mój własny osobisty mąż nie czytał właściwie nic; zaczął dopiero, j
                    > ak poszedł na studia. I to przypadkiem - musiał dojeżdżać na uczelnię godzinę w
                    > jedną stronę i czytał z nudów. tongue_out

                    Sama przyznajesz, że to wyjątki, ja zauważam, że odwrotny proces jest znacznie częstszy, osoby nawet dużo czytające w dzieciństwie i młodości, w wieku dorosłym przestają czytać.

                    przy czym absolutnie nie zależy mi, żeb
                    > y znał święty KANON tongue_out,

                    zakładam, że ty kanon znasz, nie przeszkadza ci więc ani odrobinę, że mąż nie do końca posługuje się tym samym kodem kulturowym, nie kojarzy np. cytatów, a wzmianka o doktorze Judymie prowokuje go do spytania czy to nowy lekarz w waszej przychodni (żartuję, żeby nie było, nie znam twojego męża i nie wiem, czy choćby tego Judyma kojarzy)

                    >
                    > >I nie, nie wyszłoby na to samo, gdybym po te powieść sięgnęła w wieku doro
                    > słym. Inny odbiór.
                    >
                    > Może bardziej dojrzalszy.

                    Z pewnością, dlatego warto wracać do pewnych książek, wartościowe jest również porównanie swojego odbioru dawniej i dziś.

                    • nevada_r Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 07.12.15, 13:48
                      No, jeżeli ktoś uczęszcza do technikum np. gastronomicznego, to raczej wiedza o książkach Prusa mu się w życiu nie przyda, prawda? On się powinien uczyć innych rzeczy, takich, które mu się przydadzą w dorosłym życiu. Zresztą nie miałabym nic przeciwko zachęcaniu dzieciaków do czytania czegoś bardziej wartościowego [pisałam o tym], ale żeby to było z sensem i nie na zasadzie: przeczytaj tę książkę na wtorek, a później będzie test z wiedzy [najczęściej test dotyczący idiotycznych szczegółów, typu: kolor bluzki pobocznego bohatera w trzecim rozdziale] i wypracowanie.

                      >zakładam, że ty kanon znasz, nie przeszkadza ci więc ani odrobinę, że mąż nie do końca posługuje się tym >samym kodem kulturowym, nie kojarzy np. cytatów, a wzmianka o doktorze Judymie prowokuje go do >spytania czy to nowy lekarz w waszej przychodni

                      Nie wiem, czy kojarzy Judyma, zapytam. tongue_out I nie, nie przeszkadza mi, że nie skojarzy; najwyżej mu wytłumaczę i tyle. A tak swoją drogą, to ileż razy w życiu rozmawia się o Judymie i jego rozdartej sośnie? wink

                      A swoją drogą: trochę za bardzo odeszłyśmy od tematu wątku. tongue_out W każdym razie ja bym radziła autorce wątku, żeby czasem odpuściła niektóre lektury; z własnego doświadczenia wiem, że są takie piły, których nie ma sensu czytać, bo i tak nic z nich nie zostaje.
                      • agni71 Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 07.12.15, 13:52
                        nevada_r napisała:

                        > No, jeżeli ktoś uczęszcza do technikum np. gastronomicznego, to raczej wiedza o
                        > książkach Prusa mu się w życiu nie przyda, prawda?

                        Oj, to się chyba jednak nie dogadamy, bo ja książek (beletrystyki) nie traktuję w kategoriach przyda się/nie przyda. Zresztą, moim zdaniem, przyda się - rozszerzy horyzonty, poszerzy słownictwo, może da cos do myślenia, umysł pogimnastykuje... Niekoniecznie w ścisłym związku z karierą zawodową, rozumiesz?
                        • nevada_r Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 07.12.15, 14:02
                          Może się jednak dogadamy. Chociaż częściowo. tongue_out Bo ja się w 100% zgadzam z tym, co napisałaś:

                          >Zresztą, moim zdaniem, przyda się - rozszerzy horyzonty, poszerzy słownictwo, może da cos do myślenia, >umysł pogimnastykuje... Niekoniecznie w ścisłym związku z karierą zawodową, rozumiesz?

                          Tylko że dla mnie rola szkoły polega nie na autorytatywnym rozkazywaniu uczniom, co mają przeczytać, ale właśnie na zachęceniu do czytania, pokazaniu, że to jest fajne, pokazaniu, jak wybierać lektury dla siebie. I jak mówię - jeżeli ktoś lubi czytać, to sam będzie szukał okazji do tej aktywności i sam będzie się rozwijał [w dodatku - z przyjemnością]. A jeżeli zostanie zniechęcony na początku drogi szkolnej, to nie ma o czym mówić. Może i ten Judym mu w głowie zostanie, ale NIC więcej. Bo sam nie będzie chciał czytać.
                      • srubokretka Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 07.12.15, 14:58
                        > On się powinien uczyć innyc
                        > h rzeczy, takich, które mu się przydadzą w dorosłym życiu

                        Do szufladek wszystkich na dziendobry, tak jak w De? To po co sie uczylas o Judymie, po co wiedze o nim teraz wykorzystujesz w dyskusji?
                        Pewne rzeczy dotyczace kanonu lektur docenilam dopiero na emigracji. Moj maz wyjechal z Pol bedac dzieckiem. Jak ogladamy pol tv on sporej ilosci rzeczy nie "czuje", mimo ze zna j.pol bdb. To samo ja mam z tv am. Nie jest to mile uczucie, mimo ze to nie kontakt z rozmowca, tylko tv.
                        • nevada_r Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 07.12.15, 16:03
                          >To po co sie uczylas o Judymie, po co wiedze o nim teraz wykorzystujesz w dyskusji?

                          Właśnie, cholera, nie wiem po co mi ten Judym i cała wiedza o nim. Mogę sobie o nim podyskutować raz na kilka lat na forum i tyle. Bo, nie oszukujmy się - pula wiedzy zmienia się bez przerwy, czy nam się to podoba, czy nie. I teraz młodzieży o wiele bardziej przydaje się znajomość memów niż Judyma, a szkoła ciągle go tłucze...

                          >Do szufladek wszystkich na dziendobry, tak jak w De?

                          Nie do szufladek, nie na dzień dobry, i nie wszystkich, przeczytaj o czym pisałam.
                      • lokitty Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 10.12.15, 10:38
                        Mnie w życiu codziennym absolutnie nie przydaje się wiedza szkolna z np. biologii, chemii czy geografii, ale cieszę się, że zostało w głowie choć na tyle, żeby wyjaśnić dziecku różne zjawiska przyrodnicze i pogodowe albo zrozumieć artykuł medyczny, w którym jest akurat interpretacja wyników badań podobnych do moich.
                        Jeżeli okrajamy tak bardzo wiedzę humanistyczną, to zredukujmy też i wiedzę ścisłą czy biologiczno-chemiczną - tylko, po pierwsze, nic nie będziemy wiedzieli o świecie, po drugie, nie będziemy też wiedzieli, czy jakaś dziedzina wiedzy nas interesuje, czy warto ją pogłębiać, podążać taką ścieżką, czy może pozostać na poziomie czysto szkolnym, a więc minimalnym. Dla Ciebie problemem jest przeczytanie Sienkiewicza czy Prousta, dla mnie z kolei zagadnienia związane z analizą matematyczną i algebrą liniową (i nie za bardzo widzę ich przełożenie na rzeczywistość, która mnie otacza, ale jestem w stanie zbadać np. przebieg zmienności funkcji czy wyznaczyć pochodne).
                    • jakw Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 01:38
                      agni71 napisała:

                      > . Na lektury i kanon przyjdzie czas w liceum. A co z młodzieżą, któr
                      > a nie pójdzie do liceum, tylko do technikum lub zawodówki.
                      Mam wrażenie , że technika zawsze były szkołą , na której końcu była możliwość zdawania matury z polskiego. Więc i lektury są także. Z kolei nie wiem ile jest osób w zawodówkach które byłyby strasznie nieszczęśliwe z powodu tego, że nie przerabiają grubaśnych lektur. Podejrzewam jednak, ze nie tak wiele.


                      > Sama przyznajesz, że to wyjątki, ja zauważam, że odwrotny proces jest znacznie
                      > częstszy, osoby nawet dużo czytające w dzieciństwie i młodości, w wieku dorosły
                      > m przestają czytać.
                      Mój mąż też z takich co właściwie nie czytał. Do czasu aż wpadłam na rodzaj lektur mu pasujących. Nie, nie są to żadne książki z serii lektury szkolne.

                      > zakładam, że ty kanon znasz, nie przeszkadza ci więc ani odrobinę, że mąż nie d
                      > o końca posługuje się tym samym kodem kulturowym, nie kojarzy np. cytatów, a wz
                      > mianka o doktorze Judymie prowokuje go do spytania
                      Jeśli mąż dojeżdżał na uczelnię to maturę musiał mieć. A skoro musiał mieć maturę to pewnie na lekcji tego nieszczęsnego Judyma męczyli. A jak męczyli to, nawet jeśli nie czytał, nazwisko nie jest mu obce.



                      > > >I nie, nie wyszłoby na to samo, gdybym po te powieść sięgnęła w wie
                      > ku doro
                      > > słym. Inny odbiór.
                      Oczywiście, że inny odbiór. Przecież te książki były pisane dla dorosłych ludzi , a nie dla małolatów bez doświadczenia życiowego. Przy czym ja przeczytawszy po 10 latach "Ludzi bezdomnych" odkryłam że jest to zupełnie inna książka niż mi się wydawało. 10 lat wcześniej odfajkowałam ją w przekonaniu, że głupia i nigdy po nią nie sięgnę (ale się kiedyś nudziłam więc sięgnęłam), a doktor Judym to jakiś lekki kretyn.
                      • agni71 Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 08:01
                        > Mam wrażenie , że technika zawsze były szkołą , na której końcu była możliwość
                        > zdawania matury z polskiego. Więc i lektury są także.

                        Ja wiem, co jest i co było. Pytam o koncepcję nevady, jak ona to sobie wyobraża, skoro w SP ma być tylko zachęcanie do czytania.

                        • nevada_r Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 08:40
                          >Pytam o koncepcję nevady, jak ona to sobie wyobraża, skoro w SP ma być tylko zachęcanie do czytania.

                          No ok, na szybko. Tak, w SP powinno być tylko takie zachęcanie; jednocześnie nauczyciele i reszta szkolnych pracowników powinna pokazywać, że czytanie jest fajne. Ideałem jest dla mnie Singapur [poczytaj sobie bloga forumowej koleżanki Azji od kuchni] - tam jest kładziony taki nacisk na czytanie, że codziennie jak odezwie się specjalny dzwonek, wszyscy [nauczyciele, uczniowie, nawet woźna] przerywają to, co teraz robią, chociażby to był środek lekcji, wyciągają książkę i zaczynają czytać. Dzieci wszędzie widzą czytających dorosłych, powtarza im się, że to bardzo ważne; że ważne jest również dobranie odpowiedniej książki do czytelnika, i się tego ich uczy [bo jeden dzieciak jest na poziomie prostego Franklina, a drugi sam potrafi przeczytać Pana Dolittle]! Mają związane z książkami konkursy, typu sprawdź, ile książek ważysz albo przeczytaj jak najwięcej książek na N, albo zrób plakat o swojej ulubionej książce i zachęć innych do jej przeczytania. Nauczycielka im czyta na lekcjach i przerywa w jakimś ciekawym momencie, mówiąc, że reszta za tydzień, po czym się okazuje, że cała klasa przeczytała resztę książki własnym sumptem, bo ich ciekawiło, co będzie dalej! Da się, tylko trzeba chcieć, mieć pomyślunek i kreatywność.

                          Owszem, SIngapurczycy przesadzają z kolei z innymi aspektami wychowywania dzieci w szkołach, ale akurat z książkami trafiki IDEALNIE.

                          A u nas dowalamy dzieciaka obowiązkowymi lekturami, których zdarza się, że sam nie rozumie albo nie potrafi przeczytać [popatrz np. na Starszym dziecku skargi rodziców, że muszą tłumaczyć słowa z Pana Dollittle. A jak jest jakieś dziecko, którego rodzice mają gdzieś jego naukę, to jak sobie z tym ma poradzić?], albo go w ogóle nudzą, bo to starocie. A później jeszcze dodajemy święty polski KANON, i to już jest gwóźdź do trumny i mogiła. Jak dzieciak POMIMO szkoły nie lubił czytać, to dzięki szkole tej umiejętności nie nabędzie. A jakby szkoła uczyła przyjemności z czytania, to dzieci jak dorosną, również sięgałyby po książkę, bo by wiedziały, że to fajne.

                          Poniżej parę linków do bloga Azji, wybranych na szybko; ale ogólnie polecam całego bloga. smile

                          azjaodkuchni.blogspot.com/2012/10/gdy-dyrektor-bajki-opowiada.html
                          azjaodkuchni.blogspot.com/2012/10/noc-w-bibliotece.html
                          azjaodkuchni.blogspot.com/2012/07/pukowniki-z-marsa.html
                          azjaodkuchni.blogspot.com/2012/05/ile-ksiazek-wazysz-czyli-matematyka-dla.html
                          azjaodkuchni.blogspot.com/2013/03/ambasador.html
                          • olena.s Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 09:22
                            Dorzucę doświadczenia ze swojej cudzoziemskiej podstawówki. Po części pokrywają się z Azją, po części nie, bo szkoła bardziej wyluzowana.
                            Szkoła pilnowała czytania, ale nie narzucała konkretnych tekstów. Promowała czytanie różnych gatunków, od biografii (ale człowiek sobie sam wybierał, czy interesuje go One Direction czy Einstein), przez komiksy, literaturę faktu po materiały popularnonaukowe. Unikała przymusu, podejrzeń, kontroli. Umiała poradzić sobe z faktem, że dzieci nie tylko lubią różne książki, ale też mają zróżnicowane umiejętności. Organizowała kiermasze, czytanie na głos, wymianę książek, zapraszała autorów, zawieszała zdjęcia nauczycieli z ulubonymi ksiażkami i uczniów takoż.
                            Miała doskonałe efekty. O detalach można sobie poczytać w linkach.
                            katar1.blox.pl/2012/05/Co-zrobic-zeby-czytaly.
                            html://katar1.blox.pl/2012/05/Czytanie-ostatni-raz-w-tym-roku-slowo.html
                            katar1.blox.pl/2012/04/Ksiazki.html
                            katar1.blox.pl/2011/02/Czytanie-w-szkole.html
                            katar1.blox.pl/2012/05/W-ciemnosci-pzy-latarce.html
                              • olena.s Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 13:49
                                Tak, rozczaruje cię, ale na pewno smile. Dowodem jest zarówno skala czytelnictwa uprawianego dobrowolnie przez dzieci, poziom ich umiejętności czytelniczych wykazywany poprzez obiektywne badania w ramach testów MAPs odbywających się 3x na rok, a wreszcie przyjęcia na pierwszorzędne uczelnie światowe.
                                Wspomniałam kiedyś JEDNĄ dziewczynkę, której i zdolności i/lub umiejętności odbiegały od oczekiwań rodziców i wymagań co lepszych uczelni, a ty od pięciu lat usiłujesz za jej pomocą coś udowodnić.
                                • joa66 Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 14:21
                                  Wspomniałam kiedyś JEDNĄ dziewczynkę, której i zdolności i/lub umiejętności odbiegały od oczekiwań rodziców i wymagań co lepszych uczelni

                                  Wiem, ze wspomniałaś o tym raz i pewnie do tej pory tego żałujesz. Jednak nie da się zignorować związku między czytaniem trudnych i "nudnych" tekstów z zasobem słownictwa.

                                  Badania/dostawalność się na studia jest dyskusyjnym argumentem, bo liczą się często inne czynniki.
                                  • nevada_r Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 14:31
                                    >Jednak nie da się zignorować związku między czytaniem trudnych i "nudnych" tekstów z zasobem słownictwa.

                                    Nie wiem, czy nie doczytałaś, a pisałam chyba o tym kilka razy. Związek się zgadza. Tyle, że jeżeli to ma mieć sens, to człowiek musi być zajawiony na czytanie. Po prostu. Bo wtedy sam ze swojej własnej woli będzie chciał się rozwijać i będzie szukał coraz to innych lektur, przy okazji rozwijając słownictwo.

                                    A jak zawalimy dzieciaki nudziarstwami, to może i je przeczytają, jak będą zmuszone, ale w głowie nie zostanie im literalnie NIC. A dodatkowo się zniechęcą. Więc czy naprawdę jest sens? Czytanie to powinna być przyjemność, a nie katorga.
                                    • joa66 Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 16:01
                                      Czasami można rozwijac słownictwo "wbrew woli". To nie jest problem dla dzieci zadbanych edukacyjnie, bo rodzice zadbają o indywidualny dobór "lektur", o rozwój słownictwa (bo to przecież nie tylko lektury, ale wizyty w teatrze, kino, dyskusje, itd) Gorzej z dziećmi z domów gdzie mniej dba się o edukację - te dzieci mogą zostac na etapie "Zmierzchu" czy innych przygód Lalki Barbie, a ich szanse na "dogonienie" bardziej zadbanych edukacyjnie rówiesników są nikłe.
                                      • nevada_r Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 16:26
                                        >Gorzej z dziećmi z domów gdzie mniej dba się o edukację - te dzieci mogą zostac na etapie "Zmierzchu" >czy innych przygód Lalki Barbie, a ich szanse na "dogonienie" bardziej zadbanych edukacyjnie >rówiesników są nikłe.

                                        Na litość, czy ty w ogóle czytasz to, co piszę? Dotarło do ciebie to, że dzieciak zmuszony do przeczytania nudnej książki, nie zapamięta z niej właściwie NIC? To o jakim rozwijaniu słownictwa ty tutaj mówisz? Zrób sobie rachunek sumienia; przypomnij sobie tytuł książki, którą wymęczyłaś w gimnazjum - pamiętasz z niej cokolwiek? Założę się, że niezbyt wiele, chyba, że tobą wstrząsnęła albo cię obrzydziła, wówczas pewnie zapamiętasz te okropne fragmenty.

                                        Najpierw trzeba zadbać o to, żeby człowiek lubił czytać. A później można mu zacząć stawiać wyzwania czytelnicze.
                                        • joa66 Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 17:10
                                          Na litość, czy ty w ogóle czytasz to, co piszę? Dotarło do ciebie to, że dzieciak zmuszony do przeczytania nudnej książki, nie zapamięta z niej właściwie NIC? To o jakim rozwijaniu słownictwa ty tutaj mówisz? Zrób sobie rachunek sumienia; przypomnij sobie tytuł książki, którą wymęczyłaś w gimnazjum - pamiętasz z niej cokolwiek? Założę się, że niezbyt wiele, chyba, że tobą wstrząsnęła albo cię obrzydziła, wówczas pewnie zapamiętasz te okropne fragmenty.


                                          Nie "dotarło" , bo po prostu się nie zgadzam z tezą "nie zapamięta nic" . Bo nie o 'zapamiętanie tu chodzi" tylko ćwiczenie czytania trudnych i "nudnych" tekstów. Zapewne nie wiesz skąd znasz wiele słow a one mogły na przykład przyjść z lektur, których tytułów już nie pamiętasz (o treści nie wspominając). Tak samo jak radzenie sobie z tekstem, który wydaje się trudny i nudny. Można się poddać , można spróbować zrozumieć.

                                          A to tylko jeden aspect problem. O poznaniu kanonu kultury/literatury nie wspomninam.

                                          p.s. I jak chyba zauwazyła fogito, sam fakt, że nie ma lektur nie powoduje nagłej miłosci do czytania. Pomóc rozwijac tę miłośc można także z kanonem lektur.
                                      • jakw Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 20:47
                                        joa66 napisała:

                                        > Czasami można rozwijac słownictwo "wbrew woli". To nie jest problem dla dzieci
                                        > zadbanych edukacyjnie, bo rodzice zadbają o indywidualny dobór "lektur", o rozw
                                        > ój słownictwa (bo to przecież nie tylko lektury, ale wizyty w teatrze, kino, dy
                                        > skusje, itd) Gorzej z dziećmi z domów gdzie mniej dba się o edukację - te dziec
                                        > i mogą zostac na etapie "Zmierzchu" czy innych przygód Lalki Barbie, a ich szan
                                        > se na "dogonienie" bardziej zadbanych edukacyjnie rówiesników są nikłe.
                                        Ale z tego wcale nie wynika, że wszyscy muszą czytać to samo. Jeden może przeczytać Żeromskiego, inny Prusa, a kto inny Gombrowicza
                                      • zofijkamyjka Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 21:06
                                        za bardzo w tych rodziców wierzysz. Moja mama pochłaniała wszystko, tata czytywał od czasu do czasu... ja sporo czytałam odkad nauczyłąm sie czytać, siostra prawie wcale....czyli kazdy po swojemu. Moja córka dla odmiany czyta niewiele /beletrystyki nie bardzo lubi/ a i ja i mąż czytamy dużo.
                                  • olena.s Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 19:08
                                    A czemu miałabym żałować mówienia prawdy?? Nie twierdzę, że "moja" szkoła niezawodnie wyedukuje każde dziecko, twierdzę, że fenomenalnie edukuje ogromną większość, i to z bardzo znikomym przymusem, stresem, nudą, wyścigiem szczurów, ciśnieniem na piątki, poczuciem marnowanego czasu, za to ze świetną nauką pracy w grupie, dobrze wpojoną odpowiedzialnością społeczną i umiejętnością kreatywnego wykorzystania szkolnych doświadczeń. Większości uczniów skutecznie zaszczepia też zamiłowanie do czytania, co mnie jako mola książkowego niewymownie cieszy.
                                    Ponadto powiem ci to samo, co Fogito: kanon będzie w Polsce obowiązywał, i to pewnie nawet bardziej klasyczny i bardziej obowiązkowy niż obecnie (dziś nauczycieli krępuje głównie kiepska tradycja i zasoby bibliotek szkolnych, ale nie przepisy). Powinnaś się więc z tego radować, bo z pewnością "trudnych i nudnych tekstów z zasobem słownictwa" dzieciaki będą miały pod dostatkiem. Alleluja!
                                    Zachowaj też dowolnie krytyczną opinie na temat mojej szkoły i moich wniosków. Ja pozwolę zaś sobie nadal lekce twoje poglądy ważyć, i zachować w zamian swoje zdanie, oparte tak na obserwacjach, jak i na twardych danych.
                          • agni71 Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 10:33
                            No dobrze, wszystko fajnie, tez jestem za zachęcaniem do czytania, choć nie jestem przeciwniczką lektur szkolnych jako takich (kwestia reformy tego kanonu).

                            Ale bardziej mnie ciekawi, kiedy i czy w ogóle, i komu wprowadzać jednak jakiś kanon? Przez kanon nie mam na myśli Sienkiewicza i Orzeszkowej, raczej myślałam o literaturze światowej (w tym polskiej) i o zapoznawaniu z różnymi formami twórczości (jak choćby wspomniana gimnazjalna "Antygona"). Jeśli się nie pokaże w szkole, że cos takiego było, to pewnie mało kto, wychowany na literaturze rozrywkowej, sięgnie sam z siebie po dramaty antyczne. A moim zdaniem warto wiedzieć, że cos takiego było, i na czym polegało.

                            Powtarzam, kanon lektur jest do odświeżenia, niekoniecznie przez wyrzucenie wszystkiego co stare i napisane trudnym językiem, oraz opowiadające o dawnych czasach, a przez może wybór innych utworów, reprezentatywnych dla pewnych trendów, stylów, idei. Ale jednak budzi mój opór całkowita rezygnacja z jakiegokolwiek kanonu. Choć pewnie cywilizacja by nie upadła od tego? Chociaż?
                            • nevada_r Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 11:19
                              >Ale bardziej mnie ciekawi, kiedy i czy w ogóle, i komu wprowadzać jednak jakiś kanon? Przez kanon nie mam >na myśli Sienkiewicza i Orzeszkowej, raczej myślałam o literaturze światowej (w tym polskiej) i o >zapoznawaniu z różnymi formami twórczości (jak choćby wspomniana gimnazjalna "Antygona").

                              Jakieś książki obowiązkowe można byłoby wprowadzać już od gimnazjum [o ile podstawówka będzie służyła zachęcaniu do czytania]. I wówczas można by wspomnieć o tym, że było coś takiego, jak dramaty antyczne czy treny. Ale dokładniejsze, drobiazgowe omawianie każdego takiego zjawiska wrzuciłabym do liceum, i to tylko dla klas o profilu polonistycznym. W końcu naprawdę takie rzeczy interesują tylko polonistów; po co resztę tym katować?

                              >Jeśli się nie pokaże w szkole, że cos takiego było, to pewnie mało kto, wychowany na literaturze >rozrywkowej, sięgnie sam z siebie po dramaty antyczne. A moim zdaniem warto wiedzieć, że cos takiego >było, i na czym polegało.

                              Pamiętam, że czytałam tę Antygonę, ale nie pamiętam, o czym to jest. Choćbyś mnie zabiła, nie potrafię sobie przypomnieć żadnego fragmentu. Z Judyma kojarzę tylko rozdartą sosnę, a i to tylko dlatego, że to się raz na parę lat przewija gdzieś w rozmowie, jak np. teraz na forum. I przypuszczam, że tak jest z 90% ludzi - czytają rzeczy, które ich nie interesują i których nie potrzebują, bo muszą, a później zapominają z ulgą.

                              A takie "znanie tylko po to, żeby znać" i żeby się móc pochwalić taką wiedzą na zasadzie "jestem lepsza, bo ja wiem, a ty nie" jest snobizmem.

                              >Choć pewnie cywilizacja by nie upadła od tego?

                              Na przykładzie Singapuru widać, że nie tylko by nie upadła, ale więcej - rozwijałaby się prężnie. tongue_out
                              • olena.s Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 13:52
                                > A takie "znanie tylko po to, żeby znać" i żeby się móc pochwalić taką wiedzą na
                                > zasadzie "jestem lepsza, bo ja wiem, a ty nie" jest snobizmem.
                                Jakże głęboko się z tobą zgadzam! Cały nasz kanon (dobra, pod 80%) służy wyłącznie snobizmowi i wspieraniu narodowych mitów.
                                Dodam, że snobizm oparty o szkolny kanon jest cienki jak włos.

                                > Pamiętam, że czytałam tę Antygonę, ale nie pamiętam, o czym to jest.
                                Antygonę, podobnie jak Fredrę, Zapolską, mickiewiczowskie "Dziady" czy Szekspira powinno się oglądać, nie czytać. Co za matoł utrzymuje w szkołach powszechnych lekturę sztuk teatralnych, w czasach, kiedy można przez dwie godziny lekcyjne pokazać świetnie wystawioną produkcję na każdym głupim komputerze w najmniejszej szkole położonej na najdalszej prowincji?

                                Ale dokładniejsze, dr
                                > obiazgowe omawianie każdego takiego zjawiska wrzuciłabym do liceum
                                Protestuję przeciwko użyciu zwrotu "każdego". Nie, my pokazujemy dzieciakom tylko cienki wycinek mało istotnych i krótkotrwałych zjawisk lokalnych. Nie pokazujemy ani Wed, które mają 3500 lat, ani początku powieści, ani de Laclosa, ani realizmu magicznego, ani współczesnych dyskursów literackich, ani biografii, ani polemik, ani epistolografii, ani sf (chociaż może jakiś Lem jest w kanonie?), prawie nie ma literatury faktu, chyba wcale nie ma rzeczy popularnonaukowych. Myslę, że nie ma w ogóle fanfików, ani innych sciśle internetowych produkcji. Nie ma dystopii, a młodzież teraz to mocno czyta, poza Hobbitem nie ma fantasy.
                                W ogóle 80 procent kanonu to literatura polska, a pewnie 70% to literatura polska sprzed I WWŚ.
                                Z mojej własnej szkolnej kariery pamiętam, że względnie znośna była sama końcówka liceum, czyli od dwudziestolecia w górę. Ale to przecież była 1/4, a może i 1/6 szkolnego czasu lekturowego.

                                > >Choć pewnie cywilizacja by nie upadła od tego?
                                >
                                > Na przykładzie Singapuru widać, że nie tylko by nie upadła, ale więcej - rozwij
                                > ałaby się prężnie. tongue_out
                                Nie upadłaby, tak samo jak nie upadła od wprowadzenia pięcioprzymiotnikowych wyborów, nauki czytania dla dziewczynek i dzieci chłopskich, czy rezygnacji z nauczania francuskiego, greki i łaciny.
                                • nevada_r Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 14:13
                                  >ani sf (chociaż może jakiś Lem jest w kanonie?)

                                  Za moich czasów, czyli dawno temu, pani w podstawówce wymyśliła, że dziewczynki przeczytają "Anię z Zielonego Wzgórza", a chłopcy - kilka opowiadań o Pirxie. Przeczytałam i to, i to, i doszłam do wniosku, że Lem jest fajniejszy niż nudna Ania. tongue_out Co dowodzi, że idiotyzmem jest sztywna lista lektur, bo "wszystkie dziewczynki lubią Anię i na pewno wszystkie dziewczynki znudzą się Pirxem".

                                  Dodatkowo gdzieś się jeszcze przewinęły jakieś kawałki Bajek Robotów i Cyberiady; więc niby coś drgnęło, ale poza tym - ciągle dramat.
                                • fogito Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 15:01
                                  Olena, Sorki, ale mój syn na języku polskim ma przeróżne gatunki literackie i nie jest to tylko literatura polska. Co do czytania sztuk teatralnych, to ja uwielbiam czytać Szekspira a nie zawsze mam czas pójść do teatru. Szczerze tez popieram snobizm czytelniczy. Mój maz w systemie amerykańskim nie miał lektur i nie czyta książek wcale. Jego brat rownież nie czyta. Chyba wiec jednak ten system nie wywołuje euforii czytelniczej. Jak ktoś czyta to lektur sie nie boi. A jak ktoś nie czyta to nic mu nie pomoże ani nie zaszkodzi.
                                  • olena.s Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 18:07
                                    Fogito, z pewnością są nauczyciele, którzy mając (a póki co mają ) taką możliwość rozbudowują interesująco lektury swoich klas. Ale to nie jest obowiązująca lista szkolnych lektur, to nie jest kanon (który za chwile PiS podobno zatwierdzi ku chwale wspólnoty narodowej i genetycznych patriotów, amen) i nawet nie jest to lista zawierająca dominantę książęk "przerabianych" w polskich podstawówkach czy gimnazjach..
                                    O obyczajach czytelniczych twojego męża i jego rodziny pisałaś wielokrotnie, więc nie powtarzajmy proszę. Mogłabym przytaczać badania dotyczące swobodnego wyboru książek i wpływu tegoż na czytanie, ale też już to kiedyś robiłam, więc mi się nie chce, sorry.
                                    Moje zdanie jest oparte o obserwacje własne, nie ze szkoły selektywnej, ale (demograficznie) takiej z niezłej okolicy. Szkoły, w której nie ma bryków, a dzieci sporo czytają i w większości to lubią. Stąd i mój zachwyt dla stosowanych metod, stąd obserwowane efekty, które są, jakie są, i cieszą mnie wielce. A że z całą pewnością w najbliższych latach w Polsce będzie obowiązywał powszechny kanon i narzucane lektury, więc i ty znajdziesz powód do radości w dziedzinie edukacji literackiej.
                                    • joa66 Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 18:34
                                      olena, mylisz dwie sprawy : zawartość listy lektur i istnienie lektur jako takich..

                                      "Moje zdanie jest oparte o obserwacje własne, nie ze szkoły selektywnej, ale (demograficznie) takiej z niezłej okolicy. Szkoły, w której nie ma bryków, a dzieci sporo czytają i w większości to lubią. Stąd i mój zachwyt dla stosowanych metod, stąd obserwowane efekty, które są, jakie są, i cieszą mnie wielce." Podobnie u mnie wink
                                    • fogito Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 18:46
                                      Demonizujesz z tym kanonem lektur. Od x lat nauczyciele maja swobodny wybor co do wyboru lektur i korzystają z tego, ze nie ma żelaznych pozycji. Z PISem tez przesadzasz, ale to juz przemilczę. Nie wiem w jakim Ty teraz jestes kraju, ale jeśli w Stanach, to nie bardzo sie jest czym zachwycac.
                                      • nevada_r Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 22:00
                                        >Demonizujesz z tym kanonem lektur. Od x lat nauczyciele maja swobodny wybor co do wyboru lektur i >korzystają z tego, ze nie ma żelaznych pozycji

                                        Tak, ale wciąż to jest wybór jednej, konkretnej książki, którą ma przeczytać cała klasa, nieważne, czy książka jest dla dzieci interesująca, na odpowiednim poziomie itp.
                                        • fogito Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 08.12.15, 22:23
                                          Wszystkim nie dogodzisz. Jednakże jak przeczyta cała klasa to jest możliwość dyskusji o książce. Poza tym poziom jest dobierany odpowiednio do wieku, wiec jeśli dzieciak nie ma deficytów to spokojnie da radę. Sa książki, ktore każdy człowiek znać powinien zarówno w literaturze polskiej czy np angielskiej. Nie wyobrażam sobie, zeby kończyć szkole bez znajomosci literatury wyższych lotów.
                                          • olena.s Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 09.12.15, 13:45
                                            O ile wierzyć szkolnym bibliotekarzom, których podczytywałam szukając inspiracji dla księgozbioru biblioteki latającej polskiej szkoły w Doha - owszem. Ale bywasz przecież w gimnazjum rejonowym, możesz sama wypytać o budżet biblioteki czy podpytac nauczycielki polskiego o możliwości manewru.
                                            • fogito Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 09.12.15, 13:53
                                              Raczej dajesz sie podejść. Ja znam nauczycieli polskiego z roznych szkol. Mój syn ma lektury z polskiego. Ja sama miałam szkolna bibliotekę na wsi. Nigdy z dostaniem książki nie było problemu. Nawet w tak zaniedbanej dzielńicy jak Praga Północ swietnie funkcjonuje biblioteka dla dorosłych i dzieci. Tam wypożyczam lektury dla syna i o dziwo świetne ksiazki po angielsku, bo nowości maja multum w roznych językach. Chyba dawno w Polsce nie byłaś, bo zaczynasz brzmieć jak Maksio.
                                              • olena.s Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 09.12.15, 14:01
                                                Miła Fogito, zapytaj nauczycieli, zapytaj bibliotekarzy. Masz z nimi kontakt, możesz sprawdzić w mgnieniu oka.
                                                Książki z kanonu, klasyka wydawana masowo, tanio i bez konieczności płacenia praw autorskich kosztuje parę groszy. Książki spoza kanonu kosztują kilka razy drożej. Pamiętaj, że kluczem w polskim systemie lektur obowiązkowych jest liczba egzemplarzy w obiegu. Bibioteka powinna mieć możliwość wypożyczyć w jednym czasie (!) przynajmniej kilkanaście egzemplarzy danego tytułu, żeby szkoła mogła wymagac przeczytania książki. Jestem przekonana, że biblioteki w szkołach prywatnych mają więcej możliwości i te ograniczenia krępują je znacznie mniej, a może i wcale. Ale biblioteki szkół rejonowych mają budżet jaki mają - po prostu sprawdź, zamiast się ze mną spierać.
                                                • fogito Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 09.12.15, 14:27
                                                  Ja jestem otoczona polskimi nauczycielami, korzystam z wielu bibliotek szkolnych i dzielnicowych. Mam pogląd rownież ma te w mojej wsi. Nie musze o nic wiecej pytac. Dostep do lektur jakichkolwiek to wydumany problem. Mozna,spokojnie wypożyczyć,Miziolkow jak i Tajemniczy Ogrod. Trzeba tylko chciec. Moj syn dostaje w swojej szkole lektury do ręki, ale wszystko inne ma z biblioteki publicznej. Ja nie wiem co ty chcesz udowodnic. W Polsce książek jest multum wszelkiej maści i nie dostęp jest problemem w kwestii czytelnictwa.
                                                • morekac Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 20.12.15, 09:11
                                                  Oleno
                                                  z tego, co mi wiadomo, w ostatnim roku był program dofinansowania szkolnych bibliotek - możliwe, że trochę się poprawiło pod tym kątem. Ale gdzieś tam czytałam, że znaczny % bibliotek szkolnych w jakimś województwie nie wystąpił o to dofinansowanie...
                                                  • olena.s Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 21.12.15, 15:49
                                                    Wiem. Był przede wszystkim program dofinansowania bibliotek publicznych, i krajowy budzętowy i pomoc od Gatesów, i program Orange i pewnie jeszcze inne o których nie mam pojęcia. Jest też zapowiedź sporego dofinansowania bibliotek szkolnych w ramach krajowego programu czytelnictwa, ale to już na lata kolejne.
                                                    Jestem przekonana, że sytuacja bibiotek szkolnych może sie zdecydowanie poprawić w sensie dostepu do nowości dla indywidualnego czytelnika. Ale to nie będzie kupowanie 20 egzemplarzy, każdego tytułu lektur. No, może jekiegoś hitu w rodzaju Pottera to jeszcze, ale juz nie będzie tak, że kiedy nauczyciel zechce by dzieci czytały konkretnego "Kuleczkę", albo najnowszego Szczygielskiego, albo "Biegnij Chłopcze, Biegnij" to biblioteka będzie w stanie dostarczyć żądany tytuł w odpowiedniej liczbie egzemplarzy.
                                                    Rozwiązaniem byłby czytnik dla każdego dziecka i abonament, albo rezygnacja z lektur obowiązkowych w trybie cała klasa czyta Puca na poniedziałek.
                                              • agni71 Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 09.12.15, 17:21
                                                Mój s
                                                > yn ma lektury z polskiego. Ja sama miałam szkolna bibliotekę na wsi. Nigdy z do
                                                > staniem książki nie było problemu.

                                                Nawet w 30 egzemplarzach?

                                                Potwierdzam, ze dostępność książek jest problemem. U mojej gimnazjalistki następną lekturą ma być "Moje drzewko pomarańczowe". W bibliotece szkolnej nie ma chyba ani jednego egzemplarza, w publicznej w naszej miejscowości - 2 egzemplarze. Ostatecznie ja kupiłabym córce te książkę, może jako ebooka, gdyby było znacząco taniej niż w papierze, ale pewnie większość rodziców olałaby kwestię. Udało jej się jednak pożyczyć od koleżanki, która ma własny egzemplarz.
                                          • olena.s Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 09.12.15, 14:35
                                            Oczywiście - nie. Ale nie będa musiały miec co roku na stanie 20 egzemplarzy każdego tytułu ze świętego kanonu.
                                            Pisałam o biografiach - wyszło niedawno kilka różnych fajnych dla średniej podstawówki - o Koraczku, o św Faustynie, Heweliuszu itp. Zamiast kupić 20 Faustyn szkoła będzie mogła stopniowo kupowac po 2 Koraczki, 2 Heweliuszy, 2 JPII i tak dalej. Plus gdyby dzieci (podstawówkowe) musiały po prostu czytac, a nie czytać akurat Puca czy inną Antygonę, to ta sama reguła pomagałaby im także w bibliotekach pozaszkolnych. Bo jedno dziecko wzięłoby Puca, drugie Miziołki, trzecie Mikołajka, a czwarte Pana Wołodyjowskiego.
                                              • olena.s Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 09.12.15, 14:59
                                                A czy ktoś to negował, bo nie zauważyłam? Możesz oczywiście dyskutować z własnymi tezami, ale wówczas nie kieruj wypowiedzi do mnie.
                                                Ile biblioteki szkolne mają sztuk nowości na ile sztuk klasyki? Ile sztuk nowości po 22 PLN może rocznie kupić biblioteka szkolna, powiedzmy w gimnazjum, w którym bywasz? I przede wszystkim ile egzemplarzy danego tytułu musi mieć biblioteka, by nauczyciel mógł wybrać jako lekturę jakąś nieklasyczną pozycję bez narażania się na protesty rodziców, którzy muszą zdobyć książkę?
                                                • fogito Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 09.12.15, 15:34
                                                  Ty lamentujesz, ze w polskich bibliotekach szkolnych same starocie. Ja wiem, ze mnóstwo nowości, bo je widzę na polkach. Ty zaś siedzisz w Ameryce i czerpiesz wiedzę w necie. Nie pojmuje o co ci chodzi. Serio. .. Nowe książki to minimum 35 złotych. W gimnazjum gdzie mam praktyki jest piękna biblioteka i poli zawalone nowościami wybacz, ale iloscimsztuk nie liczyłam, bo ńie mam na to czasu. Dzieciaki czytają lektury, bo taki jest wymóg. Ostatnio czytali Hobbita. Jakos zdążyli wszyscy na czas. Mieli nowe wydanie. Nie rozpadająca sie staroć. Nie każdy ma lekturowa traumę. Naprawdę.
                                                  • olena.s Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 09.12.15, 15:58
                                                    Fogito, albo świadomie manipulujesz, albo te setki czytanych przez ciebie książek nie umozliwiają ci czytania ze zrozumieniem.
                                                    Nie pisałam, że "w polskich bibliotekach szkolnych same starocie". Pisałam, że w bibliotekach szkolnych musi być tyle egzemplarzy omawianych lektur, że znacząco wpływa to na zakres zakupu innych pozycji (zwłaszcza, że pozycje obowiązkowe są tańsze niż nieobowiązkowe, bo wydawcy zarabiają na hurcie). Dlatego nauczyciele mają mniejsze możliwości manewru przy wyborze książek, które mają obowiązkowo przeczytać ich uczniowie.
                                                  • fogito Re: czy Wasi gimnazjaliści czytają lektury? 09.12.15, 17:01
                                                    A ja myślę, ze szukasz dziury w całym. Nie zauwazylam aby pozycje obowiązkowe byly tańsze. Moze te w miękkich okladkach są, ale te w twardych maja takie same ceny jak 'nielektury'. W bibliotekach są przeróżne ksiazki. Z nowości najwięcej tych nagradzanych w konkursach. Dobudowujesz jakas przedziwna teorie, żeby udowodnić iż obowiązkowe czytanie zabija chec czytania. Moim zdaniem nie tedy droga.
                                      • olena.s No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 13:22
                                        Znana mi jest twoja odraza do wszystkiego, co amerykańskie, oraz przekonanie, że awersja rodziny twojego męża do czytania stanowi dowód na nieczytanie wszystkich obywateli USA.

                                        Niemniej porównanie wygląda dość miażdżąco dla nas.
                                        Polska, najnowsze badania Biblioteki Narodowej, dodam, ciut lepsze niż poprzednia edycja:
                                        41,7% Polaków oświadczyło, że w mijającym roku przeczytało przynajmniej jedną książkę.
                                        Do 12,3% wzrósł odsetek czytających od 3 do 6 książek , 1-2 książki - 16,4 % (2012 r. - 15,7 %) oraz więcej niż 7 książek - 11,3 % ( 2012 r. - 11,1%).
                                        Statystyczny Polak czyta półtorej ksiażki rocznie (średnia arytmetyczna).

                                        Ameryka, najnowsze badania https://www.pewresearch.org/fact-tank/2015/10/19/slightly-fewer-americans-are-reading-print-books-new-survey-finds/:
                                        72% procent Amerykanów przeczytało książekę w ubiegłym roku. Średnio przeczytali po 12 książek, mediana (punkt środkowy, od nieczytających do czytających nałogowo) wyniósł 4 książki rocznie. Niczego nie przeczytało 27% dorosłych Amerykanów.
                                        Poniżej dane z podziałem na grupy demograficzne.
                                        https://www.pewresearch.org/files/2015/10/FT_15.10.09_books_averageRead.png

                                        Zastrzegę, że nie wiem, czy to kwestia mody, czy szkół, czy lektur, czy bibliotek, czy wrodzonych cech genetycznych, czy wolnego czasu, czy oczekiwań społecznych, czy konieczności zawodowych, czy dowolnego połączenia którychś z tych czynników albo i jeszcze innych, które nie przychodzą mi do głowy. Niemniej coś w klimacie USA wpaja skłonność do książek bardziej, niż coś w klimacie polskim.
                                        • joa66 Re: No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 14:31
                                          Żeby miec TWARDE dane, należałby mieć badania oparte na tej samej metodologii.

                                          p.s. Poza tym, tak na marginesie, warto zadać sobie pytanie czy książka jako taka jest celem w samym sobie i co jest ważniejsze dla "obycia" , intelektualnego wyrobienia: KSIĄŻKA "Przygody Barbie" czy wizyta w teatrze na Hamlecie. Przypuszczam, że wg Ciebie Przygody Barbie.
                                          • olena.s Re: No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 14:52
                                            Owszem, najlepsze byłyby międzynarodowe badania oparte na wspólnej metodologii. Niemniej badań wspólnych nie ma, a oba cytowane wydają mi się dość wiarygodne i bezstronne.
                                            Wizyta w teatrze (i jeszcze byś sie zaczęła zaraz kłócić, że Narodowy w Warszawie to więcej niż jakaś tam buda w Cinncinati) to inna kwestia. Tu mówimy, przynajmniej ja mowię, o czytaniu. I to czytaniu nieuciskanych szkolnie dorosłych, czyli o ludziach podejmujących swobodne wybory czytelnicze.
                                            Ani BN ani Pew nie zajmował się kwestią jakość intelektualnej tekstów, więc twoje pytanie musi zawisnąć w próżni.
                                                  • olena.s Re: No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 16:03
                                                    A ilu Polaków jest imigrantami? Ilu jest w Polsce Czarnych albo (najmniej czytających) Latynosów? A ilu imigrantów do USA pochodzi z krajów,, w których polityka szkolna w zakresie czytelnictwa również opiera się na zachętach w latach młodszych? A jaki odsetek Polaków chce studiować ponadlicealnie, a jaki %Amerykanów nie wychodzi poza edukację przedmaturalną lub wręcz porzuca szkołę średnią (w USA w dużej części stanów obowiazekk szkolny ustaje po 16 lub 17 urodzinach.)?
                                                    Widzisz, pytań, na które nie mamy odpowiedzi można postawić sporo, i postawić je tak, aby wspierać jedną bądź drugą, przeciwną tezę. Dlatego ja ich nie stawiam.
                                                  • olena.s Re: No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 15:48
                                                    A moje - co jasno napisałam x postów wyżej - że coś w klimacie USA wpaja skłonność do książek bardziej, niż coś w klimacie polskim (bo tego cytowane badania dowodzą moim zdaniem dość dobitnie). Działania obowiązkowej i powszechnej szkoły są bardzo prawdopodobnym, acz nie jedynym czynnikiem który ma znaczący wpływ na późniejsze czytelnictwo dorosłych.
                                                    Tym bardziej, że kiedy spojrzysz na metryczkę demograficzną, okaże się, że grupą podnoszącą polskie wyniki jest młodzież 15-19, a wiec uczniowie ostatnich 4 lat cyklu edukacyjnego. W badaniach USA ta grupa jest nieobecna (poza osobami mającymi więcej niż 18, a mniej niż 19 lat). Czyli nasze szkoły dość skutecznie powodują, że młodzież czyta (zaledwie 29 procent nie przeczytało ani jednej książki, a aż dwadzieścia procent przeczytało ich przynajmniej 7), ale wpływ ten znika natychmiast po ustaniu nacisku i odebraniu ostatniego świadectwa.
                                                  • joa66 Re: No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 16:05
                                                    Działania obowiązkowej i powszechnej szkoły są bardzo prawdopodobnym, acz nie jedynym czynnikiem który ma znaczący wpływ na późniejsze czytelnictwo dorosłych.

                                                    Nie zauważasz konsekwentnie jednej rzeczy. Nie ma ŻADNEGO dowodu, na to , że obowiązkowy kanon lektur ma związek z czytelnictwem. Powszechna szkoła to nie tylko kanon lektur obowiązkowych lub jego brak, ale także sposób tzw "przerabiania" lektur (skoro przy lekturacj jesteśmy). Mickiewicz w kanonie nie jest zły. Złe jest wypracowanie "Dlaczego Mickiewicz jest najwybitniejszym polskim poetą".

                                                    I powrócę do poprzednich spraw: (1) badania są nieporównywalne (2) czy czytanie 40 odcinków Lalki Barbie/Poradnika domowego marty Stewart cos daje? co? (3) Kanon lektur absolutnie nie wyklucza czytania dla przyjemnosci. Może to wykluczać nieciekawa oferta szkolnej/lokalnej biblioteki, styl zycia danej rodziny, itd. Nie lektury.
                                                  • olena.s Re: No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 16:29
                                                    Powtarzasz się, Joa. Ja nie piszę o dowodach (zresztą tak samo nie mam dowodów na zgubny skutek kanonu, jak ty nie masz dowodów na jego dobroczynny efekt). Piszę o prawdopodobnych czynnikach powodujących tak kontrastowo różną skalę czytelnictwa.
                                                    Kiedyś wspominałam o innych badaniach, tym razem wykonanych na młodzieży, z których wynikał jeden główny wniosek: najważniejszym czynnikiem powodującym, że książka zostanie przeczytana jest jej samodzielny wybór przez czytelnika. Im bardziej wybór narzucony, tym prawdopodobieństwo przeczytania mniejsze. Uważasz, że wniosek jest niuprawniony?

                                                    Dalej: Badania są porównywalne, acz nie są niestety swoimi idealnymi kopiami. Pytania były podobne, obie próby są reprezentatywne, badania dotyczą analogicznych okresów i wykonano je w zbliżonych terminach. Wiek respondentów wręcz faworyzuje polskie wyniki. Gdyby dotyczyły innego tematu nie usiłowałabyś tak zajadle podważyć ich wiarygodności.
                                                    Kolejna kwestia. Oczwiście sposób pracy z tekstem jest ogromnie ważny. Co nie znaczy, że wybór tekstu ważny nie jest. Im więcej tekstów czytanych z niechęcią, tym trudniej jest przekonać uczniów, że czytanie jest fajne. Ale zauważ, że wśród nauczycieli amerykańskich tak samo znajdują się utalentowani i denni jak wśród polskich.
                                                    Ponieważ w żadnych badaniach nie ważono intelektualnej jakości lektur, twoje pytanie ma się do tematu nijak, pozwól, że je pominę.
                                                    Nie wiem, na jakich założeniach opierasz tezę, że dzieci puszczone luzem w literacką dżunglę wyniosą z niej wyłącznie "Zmierzch". Teza ta wydaje mi się z wielu powodów wątpliwa. Po pierwsze, tylko i wyłącznie osoba, którą nauczono przyjemności czytania będzie poświęcała dobrowolnie czas na to zajęcie, i tylko taka osoba ma szansę sięgać w dorosłym życiu po teksty bardziej wymagające. Po drugie, nie zauważyłam, aby w Polsce największe nakłady miał Proust do kupy z Feynmanem - jak (zapewne) wszędzie najwięcej sprzedaje się popu.
                                                    I na koniec - zgadzam się, że doświadczenia domowe, ceny książek, oferty bibliotek są ważne. Natomiast nie zgadzam się (a i ty nie masz żadnych dowodów) z tezą, że narzucanie tytułów wpływu nie ma.
                                                  • nevada_r Re: No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 16:31
                                                    >czy czytanie 40 odcinków Lalki Barbie/Poradnika domowego marty Stewart cos daje? co?

                                                    Daje. Przyjemność z czytania. Pokazuje, że czytanie może być fajne. To najważniejsze. A oprócz tego: poszerza słownictwo [TAK, nawet w przypadku lalki Barbie mogą się zdarzyć słowa, których dziecko nie zna] i pomaga ćwiczyć czytanie. I daje motywację "przeczytałam SAMA CAŁĄ książkę!" [nieważne, że książka ma 15 stron i wielki druk; chodzi o efekt psychologiczny]. Być może taka Barbie zachęci do sięgnięcia po coś innego, już nieco bardziej ambitnego.

                                                    I strasznie nie podoba mi się twoja pogarda dla tej lalki Barbie; wychodzi z ciebie ten snobizm, o którym pisałam, i który jest obrzydliwy "ja jestem mądra, bo w tym wieku czytałam Karolcię, a te debile są na poziomie komiksów i Franklina; nie będę się zadawać z takim dnem umysłowym.

                                                    >Kanon lektur absolutnie nie wyklucza czytania dla przyjemnosci.

                                                    Ale ty cały czas patrzysz na problem z drugiej strony - patrzysz z punktu widzenia człowieka, który lubi czytać. Taki owszem - nie zniechęci się nudną książką, przemęczy się, bo on wie, że są też książki fajne, i do nich wróci. Ale ile jest takich ludzi?

                                                    To teraz pomyśl o drugiej stronie - o dzieciach, które pochodzą z domów, w których się nie czyta. Kilkadziesiąt procent polskich dorosłych nie przeczytało przez rok ŻADNEJ książki! Więc oni siłą rzeczy nie przekażą dzieciom, że czytanie jest fajne, bo sami o tym nie wiedzą. I teraz ostatnią szansą jest szkoła [bo te dzieci NIE mają innych wzorców, tylko szkołę]. Ale pomyśl logicznie: jeśli teraz szkoła zarzuci takie dzieci lekturami za trudnymi, z którymi mają problemy [bo może w ogóle kiepsko czytają] albo nudnymi, to te dzieci tylko UTWIERDZĄ się w przekonaniu, że czytanie jest nudne. I wyrośnie kolejne pokolenie osób nieczytających. I kółko się powtórzy. Dlatego, żeby cokolwiek się zmieniło z polskim czytelnictwem, najpierw trzeba ludzi przekonać, że fajnie czytać - i nie wyśmiewać ich, że czytają Greya czy inny Dom nad rozlewiskiem. Nieważne, że to mało ambitne, może to ich zachęci do sięgnięcia po coś lepszego.
                                                  • joa66 Re: No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 16:43
                                                    bo on wie, że są też książki fajne

                                                    Dlaczego nie wie?

                                                    Czy ta sama osoba, która mu wskaże książki "fajne", zabierze do księgarni, biblioteki , wspólnei czyta itd, nie może tego robić POMIMO lektur (które sa obowiązkowe od jakiego wieku/której klasy?)

                                                    Co stoi na przeszkodzie?
                                                  • nevada_r Re: No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 17:15
                                                    >Czy ta sama osoba, która mu wskaże książki "fajne", zabierze do księgarni, biblioteki , wspólnei czyta itd, >nie może tego robić POMIMO lektur (które sa obowiązkowe od jakiego wieku/której klasy?)

                                                    >Co stoi na przeszkodzie?

                                                    A kto niby miałby to robić i kiedy? Nauczyciele? Oni muszą omawiać święty, nieśmiertelny kanon. Rodzina? Nie, bo rozmawiamy o dzieciach z rodzin nieczytających. No więc kto miałby czas i ochotę pokazywać takim dzieciom przyjemności płynące z czytania???
                                                  • olena.s Re: No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 17:34
                                                    Dodajmy, że aby to pokazywanie miało szansę zadziałać, potrzebny jest całkiem spory czas przy miłych zbiorach. Jednorazowa lekcja biblioteczna nie załatwi sprawy, wielokrotna lekcja biblioteczna przy braku właściwych dla czytelników książek - tez nie.
                                                  • nevada_r Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 08:43
                                                    No chyba napisałam wyraźnie - jakby nie było lektur, wówczas to NAUCZYCIELE mieliby czas, żeby robić z dziećmi te wszystkie aktywności uatrakcyjniające czytanie [proszę, poczytaj blog Azji od kuchni]. Teraz po prostu nie mają na to czasu, bo mają święty PROGRAM, który muszą zrealizować, bo są z tego rozliczani.

                                                    No to słucham. Tak chcesz zbawiać świat, żeby wszyscy byli zadowoleni i żeby głupie lektury też były - kto ma niby zachęcać dzieci do czytania? Nauczyciele czasu nie mają. Rodzice są do tego niezdolni. To kto? Z nieba zstąpi armia Supermanów? uncertain
                                                  • olena.s Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 10:50
                                                    Joa, a może byś tak powiedziała, jakie widzisz zalety lektur obowiązkowych w podstawówce? Jakie korzyści dzieci czerpią z faktu, że wszystkie mają na jeden termin przeczytać tę samą książkę? Własną piersią bronisz tych lektur - jeżeli nie wyłacznie z przekory, to dlaczego właściewie?
                                                    I nie, lektur nie jest za dużo. W GB małe dzieci (6-11) czytają średnio od 20+ (infrequent readers) do 40+ksiażek (frequent readers) w roku, podczas gdy u nas lektur obowiązkowych jest pewnie nie więcej niż 3-6 w młodszych klasach.
                                                    I nie, to nie jest kwestia lektur źle dobranych,, bo każda lektura będzie dla kogoś źle dobrana i nudna, czego dowodzą nawet tutejsze spory o to, czy Ania jest nudna, a Puc nadaje się do czytania.
                                                  • joa66 Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 12:59
                                                    olena, pisałam wielokrotnie, ale jeżeli chcesz, to będę się powtarzaćwink

                                                    I nie, lektur nie jest za dużo

                                                    Chyba mylisz lektury obowiązkowe (o których mówimy) z książkami jako takimi. Napisałam, że może LEKTUR jest za dużo, nie to, ze dizeci mają do przeczytania za dużo dowolnych książek

                                                    I nie, to nie jest kwestia lektur źle dobranych

                                                    Tak, to może byc kwestia lektur źle dobranych. Dobrze dobrana nie oznacza, że wszytskim się podoba (tak samo jak nie musi wszytskim się podobac przyroda czy jezyk angielski). Dobrze dobrana oznacza dobrę relację między wiekiem dziecka, trudnością tekstu i jego długością. Trzecioklasita swobodnie może przeczytać kilkustronicowy "trudniejszy" tekst, niekoniecznie 300 stronicową książkę "dla dzieci" pisana "przestarzałym językiem. Dobranie lektury to także refleksja nad tym dlaczego dziecko powinno przeczytać ten a nie inny tekst.

                                                    Jakie zalety lektur obowiązkowych w podstawówce widzę ja (pomijając fakt, że wątek jest o lektirach w gimnazjum)?

                                                    - dopilnowanie tego aby każdy uczen miał szansę na spotkanie z literaturą dobrej jakości, na spotkanie z może troche trudniejszym leksykalnie i strukturalnie języku

                                                    - wprowadzanie do literatury i kultury polskiej i światowej. Sorry, ale nie da się "przerobić" wszystkiego w gimnazjum i liceum, a odwołania do klasyki znajdujemy nie tylko w kulturze wyższej, ale także w codziennym języku. I może lepiej "Brzydkie Kaczatko" przeczytać w podstawówce a nie w gimnazjum.

                                                    -dobrze przygotowana lista lektur nie uniemożliwia nikomu czytania dla przyjemnosci, a co ważniejsze - do pracy szkoły/nauczyciela nad zachęcaniem dzieci do czytania dla przyjemnosci. Dobrze przygotowana lista lektur nie przeszkadza w przeprowadzaniu innych pro-czytelniczych programów i lekcji.

                                                    I na koniec - nigdy i nigdzie nie broniłam KONKRETNEJ LISTY lektur. Nie broniłam też sposobu w jaki niektórzy nauczyciele lektury omawiają.
                                                  • olena.s Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 17:36
                                                    Koncept obowiązkowych lektur jest równoznaczny z lekturami źle dobranymi dla ogromnej, większej albo mniejszej części dzieci. Jest też dość kuriozalny w podstawówce, bo to jest czas aby dzieci nauczyły się czytać, szukać, wybierać, żeby poznały rodzaje książek i nauczyły się je wykorzystywać. I moim zdaniem o wiele cenniejsze jest, kiedy Kazio znajdzie drogę do swoich książek, nawet jeżeli ceną tego jest brak znajomości z brzydkim kaczątkiem (którego treść i tak zna z innych mediów).
                                                    > - dopilnowanie tego aby każdy uczen miał szansę na spotkanie z literaturą dobre
                                                    > j jakości, na spotkanie z może troche trudniejszym
                                                    Super, ale tego nie trzeba robić poprzez lektury obowiązkowe - wystarczą czytanki z podręcznika. 5 stron na lekcji, zamiast 50 czy 250 w domu.
                                                    -dobrze przygotowana lista lektur nie uniemożliwia nikomu czytania dla przyjemn
                                                    > osci, a co ważniejsze - do pracy szkoły/nauczyciela nad zachęcaniem dzieci do c
                                                    > zytania dla przyjemnosci.
                                                    Uniemożliwia tym, którzy nie nauczyli się czytana dla przyjemności. Uniemożliwia poprzez wpojenie dziecku, że czytanie jest nuuuuuudą, którą należy załatwić po szkolnemu trzema Z. Albo brykiem (nb. wiesz zapewne, ze są bryki da klas młodszych- patrz bryk.pl). Korzyści, moim zdaniem, zero.
                                                  • fogito Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 14:02
                                                    A kto,powiedział, ze poza lekturami dzieci w Polsce nie czytają innych książek? Poza tym te brytyjskie książeczki czytane przez dzieci sa cieniusienkie. Maja one troszkę inne zadanie niż powieści, bo generalnie sluza do nauki czytania.
                                                    Syn miał masę lektur w podstawówce i cieszę sie, bo poznał tę ambitniejsza literaturę. Z angielskiego lekturą był np. "Pamiętnik Anny Frank", z polskiego np. "Tajemniczy ogród". Dzieci w szkole omawiają lektury, dyskutują, piszą wypracowania, robią prezentacje, inscenizacje do lektury. Po przeczytaniu "Awantury o Basię" nagrywali w parach wywiad z Basia, który potem prezentowano na ekranie. Bardzo fajne ćwiczenie. W czasie czytania mitów greckich robili scenki teatralne do poszczególnych mitów. Mój syn wrócił z podarta koszula od mundurka tak sie wczuł w swoją role Prometeusza. Z lekturami mozna fajnie pracować w klasie, bo to mit, ze każdy nauczyciel robi test z lektury i zamyka temat. Nawet za moich czasów tak ńie było. Dla mnie znajomość literatury jest niezbędna w procesie kształcenia. Nie wyobrażam sobie, zeby syn po skończeniu szkoły nie znal "Małego Księcia" albo "Nedznikow" Hugo.
                                                  • olena.s Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 17:05
                                                    > A kto,powiedział, ze poza lekturami dzieci w Polsce nie czytają innych książek?

                                                    A ktoś to powiedział? Gdzie?
                                                    Ponieważ nie ma (skądinąd to dość symptomatyczne) danych na temat tego, ile czytają polskie dzieci, więc wychodząc z założenia, że nie są tępsze od brytyjskich uznałam, że skoro w UK czyta się 20-40 sztuk, to nasze obowiązkowe 3-6 czy ile tam średnio w podstawówka wymaga, nie jest wielką ilością.
                                                  • fogito Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 17:59
                                                    Ale z jakiej racji porównujesz polskie lektury obowiązkowe, ktore sa powieściami z cwiczebnymi książeczkami brytyjskimi, ktore maja czasami zaledwie 10 stron? Lektury służą zaznajomieniu sie z literatura a książeczki w szkolnych bibliotekach w UK przeznaczone sa do nauki czytania. Syn przeczytał w podstawówce setki takich książeczek, bo to sie czyta w 10-15 minut. Gdyby w UK wymagano lektur na miane Tajemniczego Ogrodu to sadze, ze wynik byłby podobny czyli maks dwie książki do szkoły na miesiąc.
                                                  • olena.s Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 19:04
                                                    A czy ja porównuję, nieszczęsna fogito? I skąd ty nawiasem mówiąc wiesz, o jakich książkach pisze w raporcie Scholastic?
                                                    I w ogóle, mam rozumiec, że uważasz, że ilość lektur w krajowej podstawówce jest zbyt duża, skoro porównujesz te polskie i brytyjskie książki, tak?
                                                  • fogito Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 20:12
                                                    Nieszczęsna? Atakujesz personalnie z braku argumentów?
                                                    Za długo siedzę w systemie brytyjskim, zeby nie wiedzieć jakie książki sie w szkołach brytyjskich czyta w podstawówce.
                                                    W polskiej podstawówce jest wystarczająca liczba lektur w programie. I nie ja je porównuje do ćwiczebnych książeczek w szkołach brytyjskich tylko ty.
                                                  • olena.s Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 23:21
                                                    "Nieszczęsna" bo całkowiecie nietrafnie domyślasz się cudzych intencji i interpretujesz cudze wnioski.
                                                    I jak widze słusznie doprecyzowałam, czego dotyczyły obliczenia scholastic, tylko nie zwróciłaś na to uwagi. Nie odnosiły sie do książek szkolnych, tylko do tekstów czytanych dobrowolnie. "Reading for fun/pleasure/leisure" jest definiowane jako NIEOBOWIĄZKOWE czytanie, nie na czyjeś polecenie, nagrodą za które jest tylko oczekiwana przyjemność lektury. Natomiast w pełni zgadzam się, że dzieła czytane przez sześciolatków są raczej skromne objętościowo.
                                                  • srubokretka Re: No, to popatrzmy na dane. 11.12.15, 04:47
                                                    > Natomiast w pełni zgadzam się, że dzieła
                                                    > czytane przez sześciolatków są raczej skromne objętościowo.

                                                    Mozesz to sprecyzowac? Ja nie pamietam, zebysmy czytali 32 stronnicowe w 1kl.
                                                    www.amazon.com/First-Grade-Takes-Miriam-Cohen/dp/1595720553/ref=sr_1_1?s=books&ie=UTF8&qid=1449802066&sr=1-1&keywords=First+Grade+Takes+a+Test
                                                    Mnie zszokowalo, ze nauczycielka w 1kl czyta im fragmenty "Charlotte's Web" (to chyba jest przyklad am. lektury, bo w wielu szkolach ja przerabiaja). W 2kl przerabiali ja cala.
                                                    Ja odnosze wrazenie, ze system am. tez opiera sie na lekturach, tylko moze mniej radykalnie, mniej globalnie ze wzgledu na zroznicowanie spoleczenstwa i ilosc swiatopogladow itd. Jednym slowem jest bardziej gietki.... bo musi.
                                                  • fogito Re: No, to popatrzmy na dane. 11.12.15, 11:25
                                                    Oj zeby to było takie proste... Ze względu na różnice w sposobie nauki czytania pomiędzy językiem angielskim a polskim rożne sa tez książki dla dzieci. W systemie angielskim wydawane sa książki do nauki czytania o rożnym poziomie umiejętności. Poziomów w brytyjskich wersjach moze byc nawet kilkanaście. Syn zdaje sie kończył na 15 poziomie. Książeczki dla 4-5 latków mogą miec jedno zdanie na stronie a samych stron z 10. Reszta to ilustracja. I tak stopniowo coraz wiecej zdań na stronie aż do poziomów najwyższych, gdzie tekst jest na całej stronie, wyrazy i zdania odpowiednio trudniejsze i brak ilustracji a stron moze ze 40-50.Te najtrudniejsze wersje to książki popularnonaukowe, skrócone wersje klasycznych książek itp. Syn zdaje sie te ćwiczebne książki skończył czytać w Year 4 albo 5. Juz nie pamietam. Tak to sie wlasnie uczy czytania po angielsku.
                                                    Po polsku zaś dzieciaki w wieku 5-7 lat poznają literki i wlasciwie juz w klasie I czytają lektury, czyli książki pełnowymiarowe. Nie ma tego stopniowania imrozciagniecia nauki czytania na kilka lat, bo wynika to ze specyfiki obu języków. W angielskim dzieci zapamiętują wymowę wyrazów lub zbitek liter po to aby czytać pózniej oczami cały wyraz. Po,polsku znając litery jesteśmy w stanie odczytać wszystko i tylko,od biegłości zależy jak szybko przeczytamy. Pojawiły sie ostatnimi czasy takie książeczki do nauki czytania dla dzieci wzorowane na wersjach angielskich i nawet niektóre opowiadania sa fajne, ale to nie sa powieści w stylu Pana Kleksa, który chyba czytany jest w drugiej klasie. Nie wiem, czy w szkołach brytyjskich czytają klasykę poza cwiczebnymi książkami. W szkole syna, ktora rządzi sie prawami szkoły międzynarodowej lektury sa i zestaw podawany jest na początku roku.
                                                    Jedynym minusem jaki widzę w systemie polskim jest zbyt szybkie przejście od nauki literek do czytania lektur, ktore powalają objętością i w efekcie to rodzice czytają a nie dzieci. Tu błąd popełniają nauczyciele, bo z zestawu lektur powinni wybierać na początek to co jest prostsze a nie walić Kleksa od razu. Poza tym głośne czytanie na lekcji tez mogłoby pomoc. I tu zahaczamy o drażliwy temat czytania na głos w początkowym etapie nauki, którego jestem gorąca zwolenniczka wink
                                                  • srubokretka Re: No, to popatrzmy na dane. 11.12.15, 13:05
                                                    > Po polsku zaś dzieciaki w wieku 5-7 lat poznają literki i wlasciwie juz w klasi
                                                    > e I czytają lektury, czyli książki pełnowymiarowe.

                                                    Jak czytaja? Nie czytaja, bo polskie 6latki nie czytaja (wiem, sa wyjatki). W usa w szkolach zaczyna sie nauke czytania w wieku 4l (wprowadzono to niedawno i nie wiem czy we wszystkich stanach juz obowiazuje). Jest naprawde duzo czytajacych samodzielnie 6latkow, mimo to pelnowymiarowe i do tego moim zdaniem ciezkie (dla 6latka) lektury czytane sa na zajeciach. Moze juz nie pamietam, ale wydaje mi sie , ze dzieci 6letnie nie sa wystawiane na temat smierci przyjaciela. Prawda?

                                                    > Jedynym minusem jaki widzę w systemie polskim

                                                    Naprawde tak rozowo ten system postrzegasz? Masz mozliwosc, to powinnas poleciec do usa na rok i na wlasne oczy zobaczyc, jak tu dzieci ucza czytac i nie tylko.
                                                  • fogito Re: No, to popatrzmy na dane. 11.12.15, 15:01
                                                    Widzę wiecej minusów systemu nauczania w Polsce, ale to temat rzeka. Co do czytania dużym minusem jest nauka przez gloskowanie. Pomimo, ze mamy cudowna metodę sylabową opracowana przez Cieszyńską to niewielu nauczycieli i rodziców z niej korzysta. I to jest kolosalny błąd, bo ucząc przez gloskowanie dzieciaki dukaja i nie sa w stanie tych lektur przeczytać samodzielnie. Obniżenie wieku rozpoczęcia szkoły nie wiązało sie chyba za bardzo z doborem lektur na trochę niższym poziomie i chyba to co było kiedyś dla dzieci 7 letnich teraz dostało sie 6 latkom. A to tez błąd, bo wielu z nich płynnie nie czyta.
                                                    Ja uczyłam czytać syna w wieku 4 lat metoda sylabową i dlatego on juz czytał jako 5 latek, ale wiem, ze nie jest to powszechny zwyczaj. Jednakże gdyby uczono sylabową wcześniej to moze nie byłoby takiego problemu z czytaniem lektur w początkowej fazie edukacji.
                                                    Nie dziwi mnie, ze w Stanach zaczynaja sie uczyć czytać w wieku 4 lat, bo ma to związek zarówno ze specyfika języka jak i z inna forma edukacji. Co jest akurat dużym plusem. Nie wiem, czy czytają klasykę w szkole, ale moze ty sie wypowiesz. W księgarniach na pewno jest, bo przywożę comroku pełna walizkę.
                                                    Ja nie mam zamiaru zostawać w Stanach dłużej niż na kilka tygodni, wystarczy mi ze znów muszę lecieć na Święta uncertain mój syn swego czasu chodził do amerykanskiego przedszkola. Było ok, ale bez szału. Poza tym umarlabymz głodu i depresji po kilku miesiącach, wiec rok nie wchodzi w grę.
                                                  • fogito Re: No, to popatrzmy na dane. 11.12.15, 06:30
                                                    W systemie brytyjskim te wszystkie książeczki sa czytane dobrowolnie. To taka nomenklatura szkolna, bo dzieci do niczego nie sa przymuszane. Sluza do nauki czytania a nie do poznawania literatury. W każdym razie ja porzucam temat, bo to nie jest porównywalne z literatura dla dzieci.
                                                  • nevada_r Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 19:09
                                                    > A kto,powiedział, ze poza lekturami dzieci w Polsce nie czytają innych książek?

                                                    Statystyki, które mówią, że 60% dorosłych Polaków nie przeczytało ANI JEDNEJ książki w ciągu roku. To co, ty myślisz, że wszystkie dzieci czytają jak szalone, a po 18 roku życia nagle przestają? Nie - dzieci tych rodziców również nie czytają, bo nie ma im kto pokazać, że to fajne. Rodzice i rodzina nie; szkoła nie, bo musi realizować program i nie ma czasu na fajne zajęcia wspierające czytelnictwo.

                                                    Twoje dziecko czyta; obracasz się w kręgu ludzi, którzy czytają i ich dzieci też, ale prawdziwy świat tak NIE wygląda. Rozejrzyj się.

                                                    I tak, ja się jak najbardziej zgadzam, że dużo lektur wczesnoszkolnych jest bardzo fajne. Z tym, że dzieci o tym nie wiedzą. I nie dowiedzą się, bo jednemu się spodoba Lindgren, drugiemu Muminki, trzeciemu Pan Dolittle, a czwarty jest na poziomie komiksów, w związku z czym żadna książka mu się nie spodoba, bo będzie za trudna. W klasie nie da się omówić piętnastu różnych książek, a jak się da jedną lekturę dla wszystkich, to większość powie "nudne", przeczyta z niechęcią [chociaż może komuś się spodoba], a później zapomni. Bo to nie będzie dla nich przeżycie, tylko zadanie domowe.

                                                    Dodatkowo jak nie czytają na co dzień, to to będzie dla nich trudne, bo np. nie zrozumieją wielu słów. Kto niby im pomoże? Rodzice i szkoła nie. Ja jeszcze pod koniec gimnazjum miałam w klasie osoby, które nie potrafiły płynnie czytać [gimnazjum było dobre, ale klasa kijowa]! To co ty sobie wyobrażasz, jak oni mieliby przeczytać książkę???

                                                    Dlatego najpierw trzeba zachęcać do czytania i nauczyć wybierania odpowiednich książek. A później można proponować lektury i liczyć, że załapią.

                                                    >Nie wyobrażam sobie, zeby syn po skończeniu szkoły nie znal "Małego
                                                    > Księcia"
                                                    Zabawne; dla mnie Mały Książę to ckliwa przereklamowana książeczka i na pewno nie zasługuje na miano "świetnej książki". Mogę się zgodzić na "dobrą". wink
                                                  • fogito Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 20:32
                                                    Jeśli 'Mały Książę 'to dla ciebie ckliwa książeczka to właściwe nie mam wiecej pytań. Moze po prostu nie rozumiesz co czytasz.
                                                    Wiadomo, ze wielu dorosłych porzuca czytanie, bo przenosi sie przed telewizor albo komputer. Ńie dziwi mnie to wcale. Choć ja znam tylko i wyłącznie czytających dorosłych. Poza moim amerykańskim mężem jak juz było powiedziane. To jednak, ze dorośli porzucają czytanie z lenistwa, braku czasu i ogólnego zapędzania tym bardziej skłania mnie do zaopiekowania sie dziećmi i zaprezentowania im najlepszych przykładów literatury europejskiej i światowej. Swoją droga słyszałam w radiu, ze w Polsce najpopularniejszym prezentem na święta Bożego Narodzenia jest książka. Codziennie widuje tłumy w księgarniach, wiec nie wiem gdzie sa ci nieczytający.
                                                    Piszesz o dzieciach jakby były kompletnie ograniczone a każde przeczytanie książki było dla nich męką. Ja nie wiem skąd ten obraz. Moze projektujesz własne doświadczenia. Nawet w gimnazjum, gdzie teraz praktykuje widuje dzieciaki z książkami na korytarzu. Owszem 80% gapi sie w komórki. Ale około 20% czyta i to nie sa lektury, bo często zagaduje i tyram co czytają.
                                                  • nevada_r Re: No, to popatrzmy na dane. 11.12.15, 10:06
                                                    >Choć ja znam tylko i wyłącznie czytających dorosłych.

                                                    No to po co się wypowiadasz, jak na temacie się nie znasz W OGÓLE? Nawet własnego doświadczenia nie masz; tobie się wydaje, że świat jest jednowymiarowy i wszyscy uwielbiają czytać. A tu guzik prawda. Powstrzymaj się od wypowiadania się w takich tematach, bo od razu widać, że się nie znasz i głupoty piszesz. "Słyszałam w radiu", "widuję w sklepach" - to jest niesamowicie naiwne podejście i do tego niezgodne z prawdą.

                                                    >Piszesz o dzieciach jakby były kompletnie ograniczone a każde przeczytanie książki było dla nich męką. Ja >nie wiem skąd ten obraz. Moze projektujesz własne doświadczenia.

                                                    Pisałam - w gimnazjum było kilka osób w klasie, które nawet płynnie czytać nie potrafiły. Do liceum poszłam lepszego, więc tam takich nie było. Ale na studiach już spotkałam ludzi nie czytających nic w ogóle. W pracy też takich mam.

                                                    I teraz: badania wskazują, że 60% dorosłych nie czyta nic. Wsadź sobie w buty swoje prywatne obserwacje, bo w księgarniach trafiasz na tę czytającą garstkę.
                                                  • fogito Re: No, to popatrzmy na dane. 11.12.15, 11:31
                                                    A ty masz wokół siebie takich co nie czytają? Sama tez nie czytasz, ze jestes ekspertka? wink
                                                    Jeśli w księgarniach trafiam na garstkę, to kurczę, to strasznie wielka garstka jest. Nie wiem, gdzie mieszkasz i skad pochodzisz, ale zaczynam sie bać surprised
                                                  • morekac Re: No, to popatrzmy na dane. 20.12.15, 09:29
                                                    fogito napisała:

                                                    > Jeśli 'Mały Książę 'to dla ciebie ckliwa książeczka to właściwe nie mam wiecej
                                                    > pytań.

                                                    Po prostu ludzie miewają różne gusta, też mnie nie zachwycił, nie ma co się oburzać.

                                                    >Codziennie widuje tłumy w księgarniach, wiec nie wiem gdzie sa ci ni
                                                    > eczytający.
                                                    Tak jak u rzeźnika nie spodziewałabym się wegetarian, tylko mięsożerców, tak samo w księgarni spodziewałabym się osób czytających, nie zaś takich, które na myśl o czytaniu książek doznają drgawek. To, że widujesz tam ludzi, nie oznacza, że ci, których tam nie widujesz, to również zapaleni czytelnicy.

                                                    >Nawet w gimnazjum, gdzie teraz praktykuje widuje dzieciaki z książ
                                                    > kami na korytarzu. Owszem 80% gapi sie w komórki. Ale około 20% czyta i to nie
                                                    > sa lektury, bo często zagaduje i tyram co czytają.

                                                    To nie przeczy wynikom badań, że znaczna część ludzi nie wzięła w ostatnim roku do ręki żadnej książki. To, że co ktoś przeczyta i 300 książek w roku nie musi skutkować tym, że ktoś inny przeczyta chociaż jedną.
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                                                  • jakw Re: No, to popatrzmy na dane. 20.12.15, 13:25
                                                    Obserwacje w księgarniach to chyba w ogóle o niczym nie świadczą. Ja w księgarniach nieinternetowych bywam właściwie wtedy gdy kupuję jakieś prezenty w ostatniej chwili. Z książek , które kupuję, to zdecydowana większość jest w postaci elektronicznej. Ostatnio, jeśli czytam coś "w papierze" to są to książki z biblioteki. Liczba czytanych przeze mnie książek oznacza jednak prawdopodobnie to, że , o ile wierzyć statystykom czytelnictwa, przypada na mnie z kilkanaście osób, które nie przeczytały żadnej książki w tym roku
                                                  • fogito Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 13:47
                                                    Nevada, nie wiem, w która strone lecisz, ale zwolnij... Lektury to książki. Najcześciej bardzo dobre książki. Sa dzieci, ktore chętnie je czytają. To, ze książka staje sie lektura nie oznacza, ze automatycznie staje sie głupia. Syn przerabia sporo współczesnych książek nagrodzonych w konkursie Koziołka Matołka czy Astrid Lindgren. Czy one tez sa głupie? Kolega syna ostatnio pożyczył mu swoją ulubiona książkę "Chłopcy z Placu Broni". Syn zaczął czytać a potem okazało sie, ze jest to rownież lektura wybrana przez jego nauczycielkę polskiego. Czy Ci jedenastolatkowie zostali zmuszeni do czytania i bedą mieli traumę na całe życie? Kolega syna miał w szkole lekturę, która go zachwyciła i pożyczył koledze. Tak to wlasnie działa. Nie jest to ani głupia książka ani głupia lektura. Życzę wiecej wiary w młodzież. Warto znać literaturę, bo jest wtedy o czym rozmawiać wink
                                                  • fogito Re: No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 20:22
                                                    Nie święty i nieśmiertelny. Kanon jest teraz przeróżny. Dzieciaki w roznych szkołach omawiają rożne książki. Nie wiem czy uważacie, ze Polska patologia słynie, ale w bibliotece na Zabkowskiej (Praga Północ) zawsze sa dzieciaki i to sa głownie dzieci z rodzin bardzo biednych i naznaczonych alkoholem. Siedzą, czytają, rysuja, grają na komputerach. I sa tam Panie, ktore sie nimi zajmują jak matki w domu, ktore byc moze lezą pijane. W każdy razie ja nawet z Pragi nie znam obrazu Polski jaka opisujecie.
                                                  • joa66 Re: No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 20:28
                                                    Z kilku innych części Polski - biblioteki miejskie bardzo się rozwijają i mają bardzo ciekawą ofertę czytelniczą, kulturalną i edukacyjną. Nie wiem jak jest w bibliotekach szkolnych. Ale trochę z innego "poletka" - w małych miasteczkach na wsiach jest wielu bardzo zaangażowanych nauczycieli i dyrektorów szkół, chyba jednak bardziej niż w miastach gdzie dostęp do szeroko rozumianej kultury i edukacji jest łatwiejszy.
                                                  • nevada_r Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 08:45
                                                    Wypowiedź sonrisy [i kilka innych] z tego wątku:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,46,159467048,159467048,Lektury_kl_2.html

                                                    "Natomiast w tym roku było wesoło (3 kl.), pani się chyba coś pomyliło, kazała dzieciom czytać wiersze Tuwima - jako lektura, dzieciaki czytały powoli, bo żaden termin nie został podany. I nagle pani powiedziała dzieciom, że mają NA JUTRO przeczytać O psie, który jeździł koleją. Moja córka przeczytała prawie całą, ostatnie trzy rozdziały ja jej przeczytałam, bo już nie miała siły (inne lekcje jeszcze były), ale większość dzieci nie przeczytała. Rodzice byli ogólnie wściekli, a cała ta sytuacja wzięła się z tego, że w naszej szkole nie ma wystarczającej liczby lektur i nasz pani zdobyła książki (i rozdała dzieciom) na jeden dzień i następnego dnia miała już je przekazać kolejnej trzeciej klasie. Oczywiście nic z tego nie wyszło, bo tylko kilkoro dzieci przeczytało.
                                                    Teraz omawiali Piątkę z zakątka i sytuacja ta sama, brak książek zarówno w bibliotece szkolnej jak i pobliskiej miejskiej. My akurat mamy swój egzemplarz, który był pożyczany kilkorgu dzieciom.
                                                    A niedawno córka przyszła ze szkoły i opowiadała, że pani z młodszej klasy (nie wiem czy 1 czy 2) chodziła po klasach i pytała dzieci, kto ma w domu Pięciopsiaczki i może pożyczyć, bo mają w programie do omawiania, a w bibliotece nie ma. Córka za pożyczenie tych Pięciopsiaczków, dostała od pani czekoladę. To chyba pani rzeczywiście zdesperowana była, bo nikt podobno nie miał i na lekcji dzieciom czytała ten nasz egzemplarz."

                                                    JEST problem z dostępnością książek, to, że ty nie doświadczyłaś, nie znaczy, że inni go nie mają.
                                                  • fogito Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 14:11
                                                    W tym wypadku zawodzi zarówno nauczyciel jak i rodzice. To jest dla mnie jakieś ekstremum. Ze znanych mi szkol dzieci dostają listę lektur na cały semestr we wrześniu. Nikt nie jest zaskoczony. Każda lektura to minimum dwa tygodnie na przeczytanie. Jeśli biblioteka szkolna jest kiepska, to sa inne biblioteki publiczne. Ja w swojej maleńkiej wsi rodzinnej mam dwie biblioteki - jedna to szkolna a druga publiczna ( nowy budynek i masę książek). I sa tez w Polsce księgarnie z całymi działami lektur. O internecie nie wspominając. Jak ktoś ma trochę oleju w głowie to sobie poradzi. Z tym, ze zdaje sobie sprawę, ze sa ludzie, ktorzy z lenistwa nie zrobią nic tylko bedą biadolić.
                                                  • nevada_r Re: No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 17:17
                                                    >W zcym przyjemność z czytania jest lepsza niż przyjemność z oglądania telewizji/surfowania po necie?

                                                    Jak dla mnie w niczym, wcale nie twierdziłam, że książki lepsze [uwielbiam siedzieć w necie]. Ale przypominam, że rozmawiamy o sposobach na zwiększenie czytelnictwa wśród dzieci. Nie o tv czy necie.
                                                  • lokitty Re: No, to popatrzmy na dane. 10.12.15, 22:05
                                                    Nie musi być lepsza, może być po prostu inna, ale dawać podobny poziom odczuwania satysfakcji z poznania ciekawego tematu/odczuwania emocji itp. itd. Ja uwielbiam i książki, i filmy, jedno mi się z drugim nie kłóci wink.
                                        • fogito Re: No, to popatrzmy na dane. 09.12.15, 14:32
                                          Nie chcialabym burzyć twojej laurki, ale Amerykanie do czytania książek zaliczają czytanie stron internetowych. I wtedy rzec by mozna czytają bardzo dużo. Podobnie jak moi gimnazjaliści. Moj maz tez uważa, ze czyta bardzo dużo choć książkę bierze do ręki jedną na kilka lat. I jak tu badania statystyczne przeprowadzać wink