mooh
27.04.06, 14:48
Zosia może godzinami bawić się sama (proszę mnie nie linczować, to nie moja
wina) wyciągając zabawki z pudła i rozwlekając je po podłodze. A ja tak sobie
myślę, że powinnam śpiewać jej piosenki, czytać wierszyki (w końcu cała
Polska czyta dzieciom, tylko nie ja) i uczyć kosi kosi. Jak mnie nachodzi
wyrzut sumienia, to kładę się z nią na kocu, próbuję zabawiać i ... wyraźnie
przeszkadzam, zabierając swym cielskiem cenną przesteń do turlania. I wracam
z podkulonym ogonem na kanapę, pilnuję, gdzie mały szkrab się przemieszcza,
co chwilę ściągam z koła od roweru, firany, wyciągam spod kanapy i czuję
się ... hmmm ... niespełniona wychowawczo-edukacyjnie. A teraz pójdę sie
postukać w czoło, że mi takie ważkie kwestie odbierają przyjemność czytania
gazety.