daje radę

Mimo nachalnej promocji, bilbordów, wywiadów i szumu medialnego panu
Krajewskiemu udało się napisać przeciętną, dobrze czytającą się książkę.
Gorszą od Widm w mieście Breslau, ale lepsza od dwóch pierwszych części
cyklu. Schemat opowieści znany jest z poprzednich dzieł Autora, czyli
najpierw wypad w przyszłośc, tu rozłozony na dwie raty - 1954 i i 1950 oraz
trzon główny, czyli marzec / kwiecień 1945 w ostrzeliwanym przez Rosjan
Wrocławiu. Rosjanie robią za złych, Niemcy robią za zdesperowanych, Mock robi
to co zawsze, czyli marudzi, wierzy w swoje ideały (acz na szczęscie wreszcie
je łamie) i daje się wrabiać babom w idiotyczne historie, za co solidnie i
słusznie obrywa. Intryga przewidywalna od samego poczatku, ale to jakby cecha
tego auora, że pisze nieźle ale w żaden sposób nie potrafi/nie próbuje/ nie
stara się (niepotrzebne skreslic) manipulowac czytelnikiem i oparta na
klasycznym noirowym schemacie 'damsel in distress'. Na szczęscie mało
Wrocławia, raczej tym razem służy jako dekorcyjna ruina. Pojawiają się
postacie z poprzednich częsci cyklu - Krauss, Zupita, Cornelius oraz parę
nowych, bardzo fajnie poprowadzonych postaci nowych - Brendel i profesor
Knopp.
Zakończenie jest na tyle otwarte, że jak WAB lub inne duże wydawnictwo
przyleci z duża kasa, to możemy byc pewni części piątej i kolejnych.
P