cahir4
05.12.08, 22:04
Temat pojawiał się w różnych wątkach i spory gorące budzi, więc moim zdaniem
na swój własny watek zasługuje.
matylda 1001 napisała:
"O wierze Boryny w ostry przełaz mówi Mateusz. Jest zły na Jagusię bo czuje
się odtrącony. Tyle samo w tym prawdy, co w tej porceneli,
którą podobno kupił żonie Maciej. Wiadomo, Jaguś chadzała za
stodołę. Tak z zachowania Mateusza, jak i z jego wypowiedzi nie
wynika, żeby Jagusia była dla niego zbyt łaskawa. Może gdzieś tam
przyparł ją do chojaka, może były jakies miłosne całunki i wyznania,
ale chyba nic poza tym. Gdyby było inaczej, to Mateusz napewno by
się inaczej zachowywał. Boryna też nie był naiwny. Tego, co mówili o
Jagusi na poważnie nie brał. Gdyby po slubie okazało się, że była
napoczęta, to jego stosunek do żony by się zmienił, od początku by
ją bardziej pilnował. Jeśli chodzi o Antka, to chyba wtedy, w brogu
dopiero, uzyskał to, czego pragnął. Wcześniej podobali sie sobie,
ale ich znajomość była oficjalna. Pamiętacie jak Jagusia rozmawiala
z Antkiem, gdy spotkali sie na kapuścisku?, rozmawiali ze sobą
uzywając oficjalnej formy "wy". Tak nie rozmawiają ze soba ludzie,
którzy znają się z miłosnych spotkań. Wniskuję, że wszystko, co
mówili o Jagusi to plotki."
To że Mateusz wygaduje różne brednie, bo go Jagusia odtrąca, to jedno. Ale nie
zawsze tak było. Kiedy wraca "ze świata" wita się z nią, jakby się bardzo, ale
to bardzo dobrze znali - z miejsca się do całowania i obejmowania rzuca. Jaguś
woła "puść", ale "tak całował, że mu dziewczyna całkiem zmiękła i leciała
przez ręce kiej woda". Puścił ją co prawda, bo przyszedł Jędrzych, ale
"poglądali na się iskrzącymi, głodnymi oczami, jakoby się zjeść chcieli".
Co by się stał, gdyby nie Jędrzych spekulować nie będę, bo się nie stało. Ale
Dominikowa gwałtownie bałamuta wygnawszy czyni córce ostre wyrzuty, na co ona
rzecz jasna nie czuje się winna, bo:
"a na zwiesnę, co matka wypominają... to... spotkał ją przy przełazie... mogła
się to wyrwać takiemu smokowi?... kiej, ją tak ozebrało, że... a potem mogła
się to ognać przed nim?..."
Moc ją odeszła, w dołku zemdliło...
Nawiasem mówiąc, jak jej nic nie ozbierało, to się potrafiła wyrwać i o
klepisko amanta niepożądanego ciepnąć.
Po tym powitaniu co prawda więcej łakomie na Mateusza nie spoglądała za
bardzo, ale przytoczony fragment dowodzi moim zdaniem jednoznacznie, że swego
czasu dostał on był, co chciał.