Niestety, wyszukiwarka nie działa, i nie mogłam zalinkować zarchiwizowanych
wątków, może później się naprawi (wyszukiwarka).
Jestem po lekturze "Przyjaciółki diabła", dwie inne książki autora ukazały
się, hoho... kilka lat temu.
I wracając do "Przyjaciółki", kawałek niezłej lektury, pod warunkiem, że
lubimy drobiazgowe śledztwo,i kibicujemy liderom kryminalnej akcji, czyli
śledczym Alanowi Banksowi i Annie Cabot.
Kto czyta Rankina, będzie usatysfakcjonowany, bo to i kilka morderstw, a
sprawcy nie widać, a to pokręcone życiorysy głównych bohaterów (bo jakże by
inaczej), gdzie alkohol leje się strumieniami, nie tylko u policjantów zresztą.
I tak w oparach tytoniowo-alkoholowych a nawet kilka razy łóżkowych,
systematycznie i nieubłaganie zbliżamy się do rozwiązania zagadki, której
początek miał miejsce kilkanaście lat temu. Mianowicie ścigamy
seryjnego mordercę.
Raczej nie jestem z tych bardzo uważnych czytaczy, nawet jak coś mi się w oko
rzuci, to przelatuję dalej i zapominam.
Ale tu (tak jak i u Lapidusa w Szybkim cahu) dwie rzeczy mnie zastanowiły. Kto
ma książkę to strona 25 i 26 ( jej poranna toaleta, chyba że tak ma być), a
potem strona 306 (sprawa deseru), ale to tak na marginesie, bo może coś sobie
ubzdurałam

.
A zupełnie nie na marginesie, z tekstu na skrzydełku książki : "Przyjaciółka
diabła" to 17 powieść z cyklu o detektywie Banksie".
Kochamy naszych wydawców i liczymy na tom 18, zapominając o 16 wcześniejszych.