Dodaj do ulubionych

powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha"

20.11.09, 13:36
Muszę powiedzieć, że ponowne spotkanie po latach z "Kłamczuchą" okazało się... bardzo miłą niespodzianką, naprawdę. Fajne, krwiste, dobrze narysowane postacie, akcja poprowadzona bez pudła (pewnie, że z niewielkim elementem nieprawdopodobieństwa w postaci zawiązania znajomości Anieli i Pawełka i jej kontynuacji, ale w końcu to książka dla młodzieży ;)). Znakomita scena z Mamertem karcącym dzieci za wynajem zabawek w piaskownicy. Po prostu tak podskórnie wyczuwałam, że wcale im tak bardzo nie miał za złe tego biznesu, ale że ogólnie w tamtych czasach i kręgu społecznym panowała niechęć do "prywaciarstwa" i nie daj Boże, zarabiania pieniędzy, więc nie mógł dzieci pochwalić, a musiał skarcić, zatem wybieg z kasztanami był jak dla mnie super. :) Zauważcie przy okazji, jak bardzo zmieniło się podejście wychowawcze. W Polsacie leci już ładnych parę lat "Rodzina zastępcza plus". Jednym z jej bohaterów jest Filip (obecnie już maturzysta), który chce zostać biznesmenem i zarabiać duże pieniądze, więc podejmuje różne działania biznesowe ;) (sprzedaż starych mebli na Allegro, obrót nieoczekiwanie uzyskaną gotówką na giełdzie) już w młodym wieku. Rodzice wcale się temu en masse nie sprzeciwiają, a karcą go jedynie za głupie czy nieetyczne pomysły.

Kłamstwa Anieli wydawały mi się jakieś takie wymuszone przez okoliczności. Nie wiem, czy usprawiedliwione, bo to jednak nieładnie opowiadać dalekim krewnym nieweryfikowalne bajki o macosze i młodszym braciszku - ale z drugiej strony jak inaczej uzyskać lokum blisko uliy Roosevelta? :D Dziś pewnie powiedzielibyśmy na to "kreatywna przedsiębiorczość" :) Po prostu jak to z kłamstwami bywa, w pewnym miejscu sprawca tak się zaplątuje, że musi w nie brnąć dalej, czy tego chce czy nie. Dobrze, że w otoczeniu znalazła się ciotka Lila, która nie wdeptała Anieli w ziemię za Fałata, ;) a przeciwnie, dała jej szansę, słusznie wyczuwając, że za parawanem kłamstewek ukrywa się wcale niekonwencjonalna i ciekawa osobowość.

No i wniosek końcowy, niestety druzgocący, bo właśnie wczoraj skończyłam "Kwiat kalafiora", gdzie recenzja nie będzie już tak dobra. "Kłamczucha" jest świetna, bo opowiada prawdziwie o młodzieży, nie o domu Borejków i nie krzewi borejkowskich ideałów rodzinnych. Nawet Mamertowie, mimo że Tosia piecze w sobotę ciasto, mają nieposprzątane. :)
Obserwuj wątek
    • verdana Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 14:29
      Dla mnie jednak wynajmowanie zabawek dziecim w piaskownicy to nie to
      samo co sprzedawanie przez maturzystę rzeczy na Allegro. To raczej
      sprzedawanie kolegom własnych notatek z lekcji czy wykladu za
      pieniadze, albo pożyczenie przyjaciółce filmu za 5 zł za jedną dobę.
      Niby nie nieuczciwe, ale wyjatkowo niekolezenskie i jakieś takie
      obrzydliwe. Skarciłabym mimo kapitalizmu.
      • soova Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 14:37
        verdana napisała:

        Cytat To raczej sprzedawanie kolegom własnych notatek z lekcji czy wykladu za
        pieniadze, albo pożyczenie przyjaciółce filmu za 5 zł za jedną dobę.


        Wiem, że się narażę, bo mówię do pracownika naukowego wysokiej rangi ;) ale dla mnie pobieranie opłat za korzystanie z notatek od kolegów, którzy sobie programowo odpuszczają wykłady, to normalna transakcja handlowa. Ja inwestuję swój czas i umiejętność sporządzania dobrych notatek, więc dlaczego nie mieliby mi płacić za to, że zastępuję ich na wykładzie, na który nie chodzą, bo im się nie chce rano wstawać lub mają inne, ważniejsze dla nich zajęcia?

        Nie mówię oczywiście o sytuacjach typu przypadki losowe itp. uniemożliwiające uczestnictwo w wykładach. Ale programowe niechodzenie powinno też wymagać ekwiwalentnego wysiłku, choćby finansowego.
        • the_dzidka Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 14:44
          Ohooo, właśnie chyba wlałaś do ogniska butelkę oliwy :)
          Pamiętam, był kiedyś na forum humorum wątek o tzw. sępach różnego
          rodzaju - i wybuchła wielka awantura, ponieważ osoby o takich
          poglądach zostały wyzwane od sobków, nieużytków i uwaga, kujonów,
          którzy nie mając własnego zycia, z braku czegoś lepszego spędzają je
          na uczelni ;)
          Z tym że tam nawet nie była poruszana kwestia sprzedawania własnych
          notatek, a po prostu pozyczania ich "tym, co mają ciekawsze sprawy"
          niż uczęszczanie na zajęcia :)
        • mama_kotula Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 14:59
          Cytatdla mnie pobieranie opłat za korzystanie z notatek od kolegów, którzy sobie programowo odpuszczają wykłady, to normalna transakcja handlowa. Ja inwestuję swój czas i umiejętność sporządzania dobrych notatek, więc dlaczego nie mieliby mi płacić za to, że zastępuję ich na wykładzie, na który nie chodzą, bo im się nie chce rano wstawać lub mają inne, ważniejsze dla nich zajęcia?

          Zgadzam się w każdym calu.
          Pół życia dawałam się wykorzystywać, w końcu powiedziałam dość. Dość powiedziałam w momencie, kiedy nie mogłam się doprosić o notatki z wykładów, które opuściłam mając na stanie kilkumiesięczne dziecko i brak opieki do tegoż, podczas gdy przez poprzednie 2 lata z moich notatek korzystało jakieś 60 osób.
          Od tamtej pory może nie tyle pobierałam opłaty finansowe, ale notatek i jakiejkolwiek pomocy udzielałam na zasadzie transakcji wymiennej.

          Teraz natomiast odwalając prace domowe za leniwych studentów zza oceanu zarabiam całkiem niezłą kasę i bardzo sobie to chwalę ;)
          • verdana Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 16:19
            Cóż, dla mnie zarabianie poprzez pisanie prac domowych za kogoś,
            nawet zza oceanu jest zwyczajnie niemoralne. I tyle. Dla mnie ten
            sposób zarabiania niczym się nie rózni od sprzedazy podrabianych
            dokumentow.
            Rozumiem sprzedawanie notatek obcym, ale nie kolezance (a
            udostepnianie zabawek w piaskownicy to ten drugi przypadek).
            • mama_kotula Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 16:39
              Nigdy nie uważałam się za zbytnio moralną.

              Co do sprzedawania notatek koleżance - jeśli koleżanka programowo się opierdala, śpi do 12:00 i lata po imprezach z myślą "Kotula robi notatki, to sobie od niej wezmę", to nie mam żadnych oporów aby jej te notatki za coś opchnąć (nie muszą to być pieniądze). Oczywiście, mogę jej też tych notatek po prostu nie dać/nie sprzedać, z poleceniem, aby sobie znalazła innego jelenia. Ale, jak już napisałam, nigdy nie byłam zbytnio moralna ;P.
              • verdana Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 16:56
                Cóż, a moją chora ambicja jest wychowac dzieci na osoby uczciwe...
                • rozdzial43 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 18:44
                  verdana napisała:

                  > Cóż, a moją chora ambicja jest wychowac dzieci na osoby uczciwe...

                  Moim zdaniem samo zdrowie bije od tej ambicji! Ja również taką w sobie noszę, a
                  czuję się, dziękuję, prawie dobrze, ekh,ekh, ekh :)

                  Moim zdaniem w wychowaniu małoletnich sprawdza się raczej absolutyzm moralny,
                  jasne wymagania, zasady i założenia.
                  Na relatywizm moralny i tak sami wpadną, gorzej jeśli wpadną w permisywizm,
                  wtedy ogłoszę klęskę wychowawczą.
                  • verdana Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 15:27
                    IMo realatywizm moralny i uczciwość nie musza sie ze soba kłócić.
                    Pod warunkiem, ze ów relatywizm nie polega na zasadzie "jak Kali
                    komus ukraść krowę", ale dopuszcza istnienie różnych moralnosci,
                    przy dość ścisłym trzymaniu sie wlasnej.
                    U moich dzieci się sprawdzaja obie opcje.
                    • rozdzial43 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 15:45
                      verdana napisała:

                      > IMo realatywizm moralny i uczciwość nie musza sie ze soba kłócić.

                      NIe muszą, o ile praktyczną konsekwencją realtywizmu nie będzie przyzwolenie na
                      jakikolwiek wybór. Zresztą odróżnić trzeba permisywne rodzicielstwo od
                      przyjętego i egzekwowanego sytemu wartości i norm.

                      > Pod warunkiem, ze ów relatywizm nie polega na zasadzie "jak Kali
                      > komus ukraść krowę",

                      "Jak Kali komuś ukraść krowę" to IMO nie relatywizm, tylko podwójna moralność.
                      Zwana też hipokryzją.

                      > U moich dzieci się sprawdzaja obie opcje.

                      To zależy w jakim wieku. U małych dzieci lepiej jasno i bez wielkich odstępstw
                      definiować normę. Prawidłowo zdefiniowana i zrozumiała przez dziecko łatwo
                      będzie egzekwowalna.
                      Im dziecko starsze, im więcej przeżyło, widziało, doświadczyło, tym praca
                      rodzica trudniejsza. No i wchodzimy w ten dyskusyjny relatywizm.
              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Notatki 21.11.09, 23:38
                mama_kotula napisała:

                > Nigdy nie uważałam się za zbytnio moralną.
                >
                > Co do sprzedawania notatek koleżance - jeśli koleżanka programowo się opierdala
                > , śpi do 12:00 i lata po imprezach z myślą "Kotula robi notatki, to sobie od ni
                > ej wezmę", to nie mam żadnych oporów aby jej te notatki za coś opchnąć (nie mus
                > zą to być pieniądze). Oczywiście, mogę jej też tych notatek po prostu nie dać/n
                > ie sprzedać, z poleceniem, aby sobie znalazła innego jelenia. Ale, jak już napi
                > sałam, nigdy nie byłam zbytnio moralna ;P.

                Czytam z zainteresowaniem dyskusję o sprzedawaniu notatek.

                Poniżej abstrahuję od oceny moralnej. Do takiej oceny potrzebne jest zrozumienie
                motywacji. Staram się więc tylko zrozumieć motywację.

                Z pozoru można by pomyśleć, że problem postawiony jest następująco: "Ja pracuję
                nad notatkami, koleżanka nie. Ona chce notatek, czyli chce mnie wykorzystać. A
                ja nie chcę czuć się wykorzystana i dlatego żądam opłaty za notatki."

                Jednak non sequitur.

                Kotula nie dlatego żądała opłaty za notatki, że nie chciała czuć się
                wykorzystana, lecz dlatego, że chciała na tym zarobić. Aby bowiem nie być
                wykorzystaną, należało nie dawać notatek.

                A zatem motywacja "nie być wykorzystaną" jest zupełnie oddzielna od motywacji
                "chcieć zarobić".

                W istocie Kotula właśnie chciała zostać wykorzystana - by uzyskać za to
                wykorzystanie wynagrodzenie, które było ostatecznym celem. Gdyby nie chciała
                zarobić i nie chciała być wykorzystana, to by notatek nie dawała.
                • ewaty Re: Notatki 21.11.09, 23:46
                  Jezusicku, a studiowałaś kiedyś? Jeśli tak, to jak było z notowaniem i
                  frekwencją?
                  • ananke666 Re: Notatki 22.11.09, 00:44
                    Skąd, Anuszka w życiu nie studiowała, dlatego właśnie ma w nicku agh.edu.pl i
                    stopień naukowy doktora. (Nie gniewaj się, po prostu nie mogłam się powstrzymać ;))
                    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Notatki 22.11.09, 13:11
                      U mnie na studiach ksera notatek krążyły za darmo. Niektóre renomowane notatki
                      krążyły wiele lat wśród kolejnych roczników. Było to ok. 10 lat temu, ale
                      wątpię, żeby coś się zmieniło, zwłaszcza, że teraz roczniki fizyki są o wiele
                      mniejsze.
                      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Notatki 22.11.09, 13:15
                        A obecnie, to wykładowcy sami zostawiają notatki w internecie do ściągnięcia.
                        (Jedynie potem niektórzy, ci starszej daty, dziwią się, że mało ludzi przychodzi
                        na wykład.) Tak że w mojej dziedzinie i w pokrewnych problem płacenia za notatki
                        jest abstrakcyjny.

                        W każdym razie, chcę powtórzyć:
                        Nie oceniam Kotuli.
                        Jedynie stwierdzam, że miała ona do wyboru:
                        a) Być wykorzystaną i zarobić;
                        b) Nie być wykorzystaną i nie zarobić;
                        Wybrała świadomie możliwość a). Nie jest więc tak, że została wykorzystana bez
                        swojej zgody.
                        • mama_kotula Re: Notatki 22.11.09, 15:52
                          CytatA obecnie, to wykładowcy sami zostawiają notatki w internecie do ściągnięcia.

                          Oczywiście, i tak się dzieje w innych cywilizowanych krajach od dawna.
                          Kiedy wygrywam bid na projekt, i w toku pracy nad nim dowiaduję się, że jest to zadanie domowe, od razu proszę o link do strony z wykładem i streszczeniem i wiem, że go dostanę.


                          Moje notatki z ekonometrii krążą na KUL-u od 5 lat, wziął je ode mnie wykładowca po zdanym egzaminie i powiedział, że są lepsze od jego :P
                    • ewaty Re: Notatki 23.11.09, 01:09
                      Wiesz co, w nicku, to ja mogę sobie hrabinę Kocibrzycką wypisać.
                      • ananke666 Re: Notatki 23.11.09, 01:53
                        No przecież pisałam, żebyś się nie gniewała! nie zwróciłam uwagi na zmianę
                        sygnaturki, ale i tak nazwisko i miejsce pracy łatwo wydłubać. Tytułem nie
                        miota, obecna tu profesor też nie. Nie to, co tabliczkowe profesory-magistry
                        Dmuchawce :)
                        • ewaty Re: Notatki 24.11.09, 22:28
                          No dobra, wcale na nicka nie spojrzałam odpisując:)- biję się w piersi
                          zasuszonym jelitkiem!
                • mama_kotula Re: Notatki 22.11.09, 15:49
                  O ja pieprzę, aleś mi analizy dokonała Anuszka o_0.

                  Wykorzystana się czułam wyłącznie wtedy, kiedy ja wszystkim dawałam notatki, a -
                  jak już napisałam wyżej - kiedy kiblowałam w domu z trzymiesięczniakiem i nie
                  zawsze mogłam być na wykładzie, nie mogłam się doprosić o ksero.

                  Sprzedanie notatek koleżankom (nadmieniam - nie za pieniądze, tylko na zasadzie
                  wymiany barterowej, konkretnie za pewne przysługi tudzież prezenty, ale to
                  akurat nie ma znaczenia, ponieważ one ponosiły koszty) opierdalającym się była
                  to normalna najzwyklejsza brudna moralnie transakcja handlowa.

                  Koleżanki mogły otrzymać te notatki od kogokolwiek z roku, kto chodził na
                  wykłady - ale koleżanki CHCIAŁY je "kupić" ode mnie, ponieważ, nie dało się
                  ukryć, moje notatki były najlepsze, czytelne, odpowiednio sformatowane i
                  uzupełnione materiałem z podręczników. Tak, że ani ja nie czułam się
                  wykorzystana, ani koleżanki nie czuły się oszwindlowane. Obupólna zgoda, si?

                  Co więcej, ja notatki i tak bym robiła w takiej, a nie innej formie - dla
                  siebie. I do piany na ustach doprowadzało mnie, kiedy ktoś mi wcześniej rzucał
                  tekstem "no i tak robisz dla siebie, to co ci szkodzi przesłać". No tak, w sumie
                  co mi szkodzi, i tak robię dla siebie. A mimo wszystko kurwica brała. Ok,
                  przestałam wysyłać pliki z notatkami w ogóle, godząc się na to, iż wyjdę na
                  niekoleżeńską sucz; na maile odpowiadałam bardzo uprzejmie, że przestaję być
                  jeleniem, i że w bibliotece są podręczniki - wysłałam z dobrego serca do
                  najlepszej "przyjaciółki" (aby mogla sobie uzupełnić swoje) z prośbą, aby nie
                  przesyłała reszcie, na następny dzień notatki krążyły już sobie wesolutko po
                  necie, bo "co mi szkodzi".

                  I następnie rozpoczęłam moją brudną moralnie działalność, dzięki której moje
                  dziecko miało stały zapas pampersów i innych miłych akcesoriów ;-). Jednocześnie
                  stale byłam chętna do bezinteresownej pomocy ludziom z roku pt. korepetycje, z
                  której to pomocy ludzie skwapliwie korzystali, a ja to po prostu lubiłam.



                  Całość tego brudnego moralnie procederu odbyła się na Katolickim Uniwersytecie
                  Lubelskim :P:P:P
                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Notatki 22.11.09, 18:55
                    Rozumiem, dzięki za wyjaśnienie.
                    Zmienię to, co napisałam, na bardziej adekwatne. Miałaś więc do wyboru:
                    a) Czuć się wykorzystana i nie zarobić (dawać notatki za darmo)
                    b) Nie czuć się wykorzystana i nie zarobić (nie dawać notatek w ogóle)
                    c) Nie czuć się wykorzystana i zarobić (sprzedawać notatki)

                    Wybór między byciem wykorzystaną lub nie - był pierwszym twoim wyborem.
                    Stwierdziłaś, że nie chcesz.

                    Ale w konsekwencji stanęłaś przed drugim wyborem - zarobić lub nie.
                    Stwierdziłaś, że chcesz.

                    Nadal nie oceniam. Miałaś różne powody, żeby tak wybrać, różne były między wami
                    stosunki, różne formy zapłaty. Trudno to oceniać, nie znając szczegółów. Tylko
                    mówię, że nie dlatego sprzedawałaś notatki, bo nie chciałaś by cię
                    wykorzystywano. Dlatego je sprzedawałaś, bo chciałaś zarobić. Motywacja była
                    zarobkowa, a nie, że tak powiem, obronna.
                    • lezbobimbo Re: Notatki 22.11.09, 19:44
                      Anuszko, no pieknie, mamy wytlumaczenie na notatki u studentow - a teraz czy
                      moglabys wytlumaczyc, dlaczego licealisci kaza sobie placic za korepetycje? :)
                      (proceder uprawiany nawet przez Fryca w Jezycjadzie, bo nie wierze, ze robil to
                      za darmo z przeczystej milosci do krolowej nauk :)
                      • mama_kotula Re: Notatki 22.11.09, 20:08
                        Cytatdlaczego licealisci kaza sobie placic za korepetycje? :)

                        Jak to dlaczego. Bo poświęcają swój cenny czas. A ja notatki i tak bym robiła, więc co mi szkodzi się podzielić, nieprawda :P

                        Powiem tak - chętnie udzielałam korepetycji za darmo, nie mówię, że nie miałam z tego żadnej korzyści (bo ja i tak uważam, że coś takiego jak czysty altruizm i bezinteresowność nie istnieją; istnieje li i jedynie altruizm odwzajemniony), moją korzyści wynikały z udowodnionej zasady, że najlepiej się przyswaja i utrwala wiedzę, ucząc innych. Zatem udzielałam kolegom/koleżankom z klasy/roku, czerpałam korzyści takie czy siakie.

                        Udzielałam też płatnie, ludziom obcym, ponieważ w tym przypadku korzyść "moje lepsze utrwalenie" nie wchodziła w grę, jako iż np. matematykę na poziomie ósmej klasy miałam utrwaloną już dawno.

                        Niemniej do czasu.
                        Kiedy niekorzyści pt. poczucie wkurzenia, straconego czasu i ogólnej jeleniowatości zaczynają przewyższać korzyści pt. dobre PR i utrwalenie i bilans wychodzi mi ujemny, trzeba poszukać sobie czegoś, co mi ten bilans zrobi na zero.
                • szprota Re: Notatki 22.11.09, 20:32
                  No, poczytaliśmy analizę motywów Kotuli, Kotula obudzi się bogatsza o nowe
                  informacje na swój temat i na pewno to doceni.
                  Mam wobec powyższego prośbę do Anuszki o dokonanie analizy przypadku względem
                  zauważonego niegdyś na wydziale prawa napisu w damskiej ubikacji. Nie głosił on,
                  wbrew regułom narracyjnym, "gupi kaowiec", a "dam dupy za skrypty".

                  Ze swojego poletka dodam, że na socjologii praktykowane było darmowe użyczanie
                  notatek, co miało bezpośredni związek z tym, że kierunek był nieliczny,
                  wszyscyśmy się znali jak łyse konie i co weekend resetowali pospołu w Forum
                  Fabricum. Na bardziej obleganych kierunkach notatkami istotnie handlowano. Z
                  perspektywy osoby, która miewała dobre notatki i wie, że ich sporządzenie nie
                  ogranicza się do bezmyślnego zapisu, co mówi wykładowca, odnoszę się do tego
                  procederu ze zrozumieniem.
                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Notatki 23.11.09, 16:46
                    Im lepiej ludzie się znają, tym większe zwykle mają opory przed handlem
                    przysługami. Oczywiście, żeby handlować notatkami, muszą one stanowić dobro
                    trudno dostępne. Gdy np. notatki są w sieci, to i nie ma czym handlować. W
                    różnych sytuacjach opłacają się strategie altruistyczne, koleżeńskie dzielenie
                    się notatkami, ale niekoniecznie zawsze.

                    Wbrew pozorom, moja "analiza Kotuli" nie była po to, żeby ją potępić. Chciałam
                    raczej zdetabuizować motywację pod tytułem "chęć zarobku". Bo czasem ludzie
                    robią coś, gdyż chcą zarobić, ale głośno przypisują sobie inne motywacje, niby
                    bardziej szlachetne. (Nie, Kotula nic sobie nie przypisywała - ja tylko tak
                    ogólnie.) Czy jednak koniecznie chęć zarobku musi być nieszlachetna? Jeśli komuś
                    zależy na zarobku, to dlaczego miałby to ukrywać?
    • kolczykizoldy Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 14:41
      Dialogi w Klamczusze zawsze doprowadzaly mnie do atakow spazmow (pan Kurka, bucu
      jeden! itd). Niedawno na forum ktos wspomnial rozmowe Anieli i taty Kowalika na
      temat lalusiow. Na samo wspomnienie tej rozmowy wybuchnelam gromkim smiechem.

      To jest chyba jakas miara jakosci tych starych ksiazek: chociaz pewne zachowania
      bohaterow wydaja sie niedzisiejsze lub wzbudzaja kontrowersje (vide: Cesia
      harujaca w kuchni albo bicie Mamerciatek), to zabawne momenty nadal smiesza do
      lez. Fajnie.
      • verdana Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 14:50
        Rozumiem, ze mozna sprzedać notatki obcemu leserowi, znanemu z
        widzenia i się nie czepiam - dla mnie to OK. Chodzi mi o sytuację
        sprzedawania ich koledze, czy przyjaciółce. Dlatego też napisalam o
        filmie, czy tez np. o pozyczeniu szaliczka na wyjscie, ale za
        stosowna opłatą.
        Nie, naprawde, na miejscu Mamerta tez bym skarcila dzieci - pewnien
        brak bezinteresownosci w dziecinstwie może dobrze wróży przyszłemu
        biznesmenowi, gorzek przyszlemu człowiekowi.
        Znam pewnego mlodego człowieka, ktory dziecieciem 9-10 letnim będąc
        na wakacjach kupował w kiosku slodycze, ktore następnie sprzedawał
        wieczorem kolegom kolonijnym, kiedy juz kiosk był zamkniety.
        Sprzedawał o połowę drożej i z wakacji wrócił w charakterze krezusa.
        Co rodzice ochoczo pochwalili.
        Wyrósł z niego egoistyczny, roszczeniowy potwór.
        • mmaupa Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 14:59
          Czekaj, czy przyjaciółki nigdy nie bywają leserami? To zupełnie co innego
          pożyczyć takiej nienoszony szaliczek, albo płytę stojącą na półce, a co innego
          dać coś, nad czym spędziło się dużo cennego czasu i pracy.

          Co do chłopca z wakacji - jest popyt, jest podaż. Kolegom nikt nie zabraniał
          kupować słodyczy w ciągu dnia, a że woleli przepłacać wieczorem, to już ich
          sprawa. Jako rodzic pewnie bym takiego "konikowania" nie pochwaliła, ale też i
          nie potępiłabym.
          • ginny22 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 15:45
            > To zupełnie co innego
            > pożyczyć takiej nienoszony szaliczek, albo płytę stojącą na półce,
            a co innego dać coś, nad czym spędziło się dużo cennego czasu i
            pracy.

            Nad notatkami to się spędza raptem 1,5 godziny wykładu - ani to
            wiele czasu, ani pracy. Nie wyobrażam sobie kazać sobie płacić za
            udostępnienie notatek. Dla mnie to niesmaczne.
            Fakt, że nigdy nie zetknęłam się z postawą "cały semestr nie chodzę,
            a na koniec dajcie mi notatki" - tylko z prośbą o notatki od osób
            wracających po chorobie. Kiedy pierwszy raz kolega mi zaproponował,
            że da mi 5 zł za stronę (taka była stawka w jego świetnym
            warszawskim liceum), niemal ze schodów spadłam, że komuś takie
            idiotyzmy po głowie chodzą.
            • mmaupa Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 15:55
              Ja akurat spędzałam dużo więcej - sprawdzałam, poprawiałam rysunki, szukałam dodatkowych źródeł jeśli nie byłam czegoś pewna...

              Żeby nie było - nigdy nikomu nie sprzedawałam swoich notatek, wysyłałam znajomym raczej chętnie (ale tylko dobrym znajomym, którzy na wykładach nie byli z przyczyn losowych). Jednak jestem w stanie zrozumieć to, że ktoś nie chce oddawać pasożytowi swojej ciężkiej pracy ot tak sobie. Pasożytowi, a nie koleżance po operacji.
            • staua Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 16:02
              O ja sie zettnkelam z taka postawa, bylo pare osob, ktore zarabialy,
              bedac na studiach dziennych, wiec nie chodzily na wyklady z zasady.
              Zaluje, ze nie wpadlam na pomysl zadania oplat za swoje wzorowe
              notatki ;-) Od jednego z tych kolegow nigdy nie dostalam z powrotem
              notatek z ewolucjonizmu (ostatni wyklad na studiach), czego bardzo
              zaluje, bo wracam do roznych notatek dosc czesto (a studia
              skonczylam 11 lat temu!)
            • hopdoprzodu Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 26.11.09, 20:08
              Kiedy pierwszy raz kolega mi zaproponował,
              > że da mi 5 zł za stronę (taka była stawka w jego świetnym
              > warszawskim liceum)


              Czy to nie był przypadkiem Bodziu? :))))
          • verdana Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 16:22
            Czyli, najwazniejsze, zeby się oplacało. i tym mlody czlowiek
            powinien sie w życiu kierowac - nic bezinteresownie, wszystko za
            kasę, a najlepiej, gdy się zarobi na naiwnych.
            Takie zarabianie na koloniach to IMO wstęp do zarabiania
            późniejszego typu - wykupujemy wszystkie bilety na koncert i
            sprzedajemy drożej. Niby tez kazdy mogl na to wpaść i zarobić.
            W wychowaniu dziecka trzeba być bardzo ostroznym, bo tego typu
            zachowania naprawde niszcza moralność.
            • mmaupa Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 16:36
              Jest zasadnicza różnica między wykupywaniem WSZYSTKICH biletów na kocert (nie
              dajemy szansy innym na kupno w normalnej cenie), a odsprzedawaniem swoich
              batoników po zamknięciu sklepu. Słodycze nie są towarem ograniczonym, a kolega
              jest po prostu na tyle łakomy (i zamożny), że bez protestu płaci 150% zamiast
              poczekać do następnego dnia, lub zaopatrzyć się na zapas. Zresztą nie wiemy, kto
              zainicjował transakcję w tej formie, Piotruś-lichwiarz, czy Henio-łakomczuch.
              • verdana Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 16:56
                Wiemy. Piotruś - lichwiarz. I nie mowimy tu o doroslych, ktorzy sa
                przewidujacy, tylko o 10 latkach.
                • mama_kotula Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 17:07
                  Verdano, ale ci chłopcy nie byli przez Piotrusia lichwiarza ZMUSZENI do kupienia od niego słodyczy. Mogli od Piotrusia tych słodyczy nie kupować, mogli go wykpić i stwierdzić, że jest oszust i że mają w doopie jego słodycze - dziesięciolatek jest już w stanie coś takiego ocenić.

                  Żeby nie było - nie popieram takich praktyk, ale też nie uważam ich za szczególnie naganne moralnie.
                  • mama_kotula Aha 20.11.09, 17:11
                    Jako wychowawca zapewne bym ten proceder z marszu ukróciła. Co nie wykluczyłoby istnienia czarnego rynku, w dodatku z inicjatywy obu stron. Jeszcze pamiętam kolonijne czasy ;)
                  • soova Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 17:11
                    Pewnie, że nie byli zmuszeni, ale u 10-latka myślenie o z konsekwencjach swoich
                    czynów czy bezczynności to chyba jeszcze takie niedokładnie wykształcone jest?
                    • mama_kotula Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 17:14
                      Cytatale u 10-latka myślenie o z konsekwencjach swoich
                      czynów czy bezczynności to chyba jeszcze takie niedokładnie wykształcone jest?


                      Oczywiście. Dlatego, jak już napisałam, jako wychowawca bym to oficjalnie ukróciła, z pełną świadomością, że czarny rynek nadal będzie istniał na zasadzie prawa popytu i podaży.
                      • anna-pia Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 24.11.09, 23:30
                        mama_kotula napisała:

                        > Cytatale u 10-latka myślenie o z konsekwencjach swoich
                        > czynów czy bezczynności to chyba jeszcze takie niedokładnie wykształcone jest?
                        >

                        >
                        > Oczywiście. Dlatego, jak już napisałam, jako wychowawca bym to oficjalnie ukróc
                        > iła, z pełną świadomością, że czarny rynek nadal będzie istniał na zasadzie pra
                        > wa popytu i podaży.
                        >
                        Będę brutalna.
                        IMO to zależy od poziomu intelektualnego rzeczonego 10-latka.
                    • kkokos Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 18:31
                      soova napisała:

                      > Pewnie, że nie byli zmuszeni, ale u 10-latka myślenie o z
                      konsekwencjach swoich
                      > czynów czy bezczynności to chyba jeszcze takie niedokładnie
                      wykształcone jest?

                      ale też 10-latek chyba już powinien uczyć się na błędach i wyciągnąć
                      wnioski np. na jutro - dziś zetknąłem się ze spekulantem, jutro juz
                      mu nie dam zarobić, bo sam sobie kupię wcześniej
                      • paszczakowna1 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 19:34
                        > ale też 10-latek chyba już powinien uczyć się na błędach i wyciągnąć
                        > wnioski np. na jutro - dziś zetknąłem się ze spekulantem, jutro juz
                        > mu nie dam zarobić, bo sam sobie kupię wcześniej

                        No właśnie w tym punkcie mnie ta historia zdumiewa. Na ogół 10-latki już
                        potrafią planować. Być może woleli w ciągu dnia zająć się czyms bardziej
                        atrakcyjnym, z czego rezygnował Piotruś, udając się do sklepu i robiąc zakupy, a
                        marżę Piotrusia wliczali w koszty. Jeśli tak, to trudno to ocenić jako moralnie
                        naganne, aczkolwiek na miejscu rodziców Piotrusia bym się tym zaniepokoiła, bo
                        jednak lat 10 to nieco za wcześnie na taką postawę.

                        Tym niemniej, ja w wieku lat 12 pożyczałam kolegom starszej siostry pieniądze na
                        piwo biorąc jako procent (cóż, nie da się ukryć, lichwiarski) butelki, i jakoś
                        zupełnie porządna osoba za mnie wyrosła.
                        • mama_kotula Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 20:26
                          No więc też mnie to zdumiewa.

                          Miałam ok. 11 lat i byłam na kolonii letniej.
                          Pewnego pięknego dnia w naszym baraku pojawił się chłopak z grupy obok i zaproponował mi zakup kasety magnetofonowej (zespół litościwie pominę, bo mi wstyyyd) za bodaj 20 tysięcy. Najnowszy album, takie tam.
                          Kotula naiwna kupiła, po czym na dzień następny odkryła tę samą kasetę na stoisku przy bulwarze spacerowym, za li i jedynie 16 tysięcy.
                          Po czym Kotula się nieco zdenerwowała, polazła do grupy obok i zmieszała gnoja z błotem.
                          Po czym, jak się okazało, że spora część dziewcząt z grupy dała się nabrać na tanie-okazyjne-najnowsze-albumy od pana P., pocztą pantoflową puściło się po kolonii informację, że pan P. robi szwindle i oszukuje. Więcej od pana P. nikt kaset nie kupił, dodatkowo zostali powiadomieni wychowawcy (pan P. niestety został ułaskawiony i nie dostał oficjalnej nagany na apelu ze względu na "okoliczności łagodzące" pt. pochodzenie z Domu Dziecka).

                          Tak że ja wnioskuję, iż chłopcy CHCIELI kupować od Piotrusia lichwiarza i GODZILI się na stawkę, którą podał, zdając sobie sprawę, że Piotruś uprawia lichwę.
                          • lezbobimbo Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 22:01
                            mama_kotula napisała: (... opowiesc o kasecie ...)
                            > Po czym Kotula się nieco zdenerwowała, polazła do grupy obok i zmieszała gnoja
                            z błotem.(...) (pan P. niestety został
                            > ułaskawiony i nie dostał oficjalnej nagany na apelu ze względu na
                            "okolicznośc> i łagodzące"

                            No wiesz, bardzo duzo handlu stoi na posrednictwie :) Nie jest chyba tajemnica
                            czy szwindlem, ze n.p. sklepy w miescie sprzedaja detalicznie drozej od hurtowni
                            daleko het za miastem? :)

                            Tak znowu duzo nie zarobil na jednej Tobie, wszak musial tez nabyc kasete,
                            zarobek wyniosl 4 tysiace. Moze Tobie wydaje sie to szwindlem, ale przeciez na
                            straganie rowniez bys wydala pieniadze. Jakby obok byl jeszcze sklep z jeszcze
                            tanszymi, takimi samymi kasetami, to bys opierniczala stragan z kolei, ze
                            szwindluje, bo obok ktos ma taniej? :)
                            • mama_kotula Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 22:40
                              Zarobił całkiem sporo, bo ja jako hrabianka dostałam wtedy na kolonię 120 tys., co było wystarczającą kwotą na burżujskie spędzenie 3 tygodnie kolonii.

                              Szwindel w rozumieniu 11-latków - 11-latek nie zna się na handlu i pośrednictwie ;P. Zgodnie z logiką 11-latka Piotrek oszukał najbliższych kolegów i koleżanki, się znaczy jest świnia, szuja, szubrawiec i śmierdziel :P. Dlatego mnie tak bardzo zdziwiło postępowanie chłopców z historii opisanej przez Verdanę, a konkretnie ich brak reakcji. Ergo, wysnuwam wniosek, że chłopcy chcieli (tzn. taki wniosek wysunęłam, zanim Verdana napisała, że chłopiec wykupywał cały towar ze sklepu i pozbawiał innych szansy zakupienia - co i tak wydaje mi się jakoś mało prawdopodobne).


                              O zgrozo, koloniści którzy kradli na pobliskich straganach i sprzedawali za pół ceny straganowej byli bardzo mile widziani. Wot, logika 11-latków.

                              Natomiast brak oficjalnej nagany do tej pory mi kością w gardle stoi, konkretnie chodzi o okoliczności łagodzące dla tych "biednych dzieci z Domu Dziecka" - bo dziecko z normalnego domu by zostało na apelu zmieszane z błotem i skazane na ciężkie prace społeczne do końca kolonii. Tyle, że to właśnie te "biedne dzieci z domu dziecka" najwięcej kradły i miały najlepszą smykałkę do handlu. I do tej pory pamiętam, jak za jakiś konkurs wygrałam pudełko flamastrów (dobro jeszcze wówczas luksusowe), flamastry zaginęły, znalezione zostały po komisyjnej rewizji w plecaku pewnej Beatki, po czym sprawa została olana, a ja usłyszałam, że mam wspaniałomyślnie odpuścić, bo mi takie pisaki może mama kupić, a Beatka takich nie dostanie.


                              PS. Nota bene po incydencie z kasetą wybaczyłam i zaczęłam z Piotrusiem chodzić :P:P.
                              • mama_kotula Jeszcze dodam 21.11.09, 22:48
                                że wszelkie przejawy handlu pieniężnego na kolonii były oficjalnie i regulaminowo zakazane. Co innego wymiana barterowa ;)
                              • ewaty Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 22:55
                                mama_kotula napisała:

                                konkretni> e chodzi o okoliczności łagodzące dla tych "biednych
                                dzieci z Domu Dziecka" - b
                                > o dziecko z normalnego domu by zostało na apelu zmieszane z błotem
                                i skazane na
                                > ciężkie prace społeczne do końca kolonii. Tyle, że to właśnie te
                                "biedne dziec
                                > i z domu dziecka" najwięcej kradły i miały najlepszą smykałkę do
                                handlu. I do t
                                > ej pory pamiętam, jak za jakiś konkurs wygrałam pudełko flamastrów
                                (dobro jeszc
                                > ze wówczas luksusowe), flamastry zaginęły, znalezione zostały po
                                komisyjnej rew
                                > izji w plecaku pewnej Beatki, po czym sprawa została olana, a ja
                                usłyszałam, że
                                > mam wspaniałomyślnie odpuścić, bo mi takie pisaki może mama kupić,
                                a Beatka ta
                                > kich nie dostanie.
                                >

                                Łoj znam temat.Jakiś czas temu, mając więcej czasu, współpracowałam
                                ze świetlicą środowiskową dla dzieci. Pomagałam im w lekcjach. I
                                właśnie tam widziałam sytuacje: " no jak to, przecież ja jestem
                                bardziej biedny, niż ty, więc mogę ci zabrać długopis/ołówek, zabawkę
                                itd. Dzieci z rodzin, gdzie nie widziano od trzech pokoleń
                                kogokolwiek pracującego.
                                Osobnym wątkiem było to, jak różne firmy pomagały. Ja naprawdę nie
                                wiem, co myśleć o cukierni, która dawała zmiotki okruchów, bo te
                                dzieci naprawdę się na nie rzucały. Dobre to, czy żadne?
                                • mama_kotula Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 23:15
                                  Mojej siostrze w szkole ukradziono NRD-owski piórnik, który sobie przywiozła z kolonii.
                                  Komentarz standardowy: mama kupi ci nowy.

                                  Mama bez mrugnięcia okiem wyrąbała 70% pensji lekarskiej na zakup nowego piórnika z wyposażeniem w pewexie czy innej baltonie.
                                  Ale powiedziała pani dyrektor szkoły, co myśli na temat takiej sprawiedliwości społecznej wszystkim po równo. I znając moją mamę, było bardzo niemiło.

                                  Ja mam bardzo duży uraz do takiej charytatywy z przymusu. Przez takie akcje programowo i bardzo nietolerancyjnie nie lubiłam na koloniach dzieciaków z domu dziecka czy z mopsów (albo jak to się tam kiedyś zwało).
                          • ewaty Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 24.11.09, 22:42
                            Przyznaj się: Modern Talking?
                            • mama_kotula Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 25.11.09, 00:03
                              ewaty napisała:

                              > Przyznaj się: Modern Talking?

                              Nie te czasy ;)
                              New Kids On The Block :P
                              • ananke666 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 25.11.09, 00:09
                                Nie wiadomo, co gorsze :p
                  • verdana Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 14:16
                    Cóz, az tak dobrze sytuacji nie znam. W kazdym razie ciotka tegoz
                    Piotrusia przedstawiała sytuacje tak, jaby koledzy owi byli
                    praktycznie bez wyjscia. Gdybam jedynie, ale sądze, ze Piotruś albo
                    zerował na typowym dla 10 latkow braku przezornosci (rano 10 latek
                    nie przewiduje, ze po kolacji bedzie glodny, chocby to się
                    powtarzało), albo sprzedawał róznym osobom (kazdemu raz i zbierze
                    się majateczek), albo - i wydaje mi się, ze tak było, wykupywał rano
                    co cenniejsze dobra, tak że potem można sobie bylo kupić podeschłe
                    drożdżoweczki, a nie mambe czy coś takiego. Bowiem bylo to jakieś 16
                    lat temu, więc jeszcze przed okresem totalnej obfitosci.
                    Naganne moralnie sa dla mnie nie tyle takie praktyki, ile ich
                    pochwalanie przez rodzicieli.
                    • paszczakowna1 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 14:31
                      > albo - i wydaje mi się, ze tak było, wykupywał rano
                      > co cenniejsze dobra, tak że potem można sobie bylo kupić podeschłe
                      > drożdżoweczki, a nie mambe czy coś takiego. Bowiem bylo to jakieś 16
                      > lat temu, więc jeszcze przed okresem totalnej obfitosci.
                      > Naganne moralnie sa dla mnie nie tyle takie praktyki, ile ich
                      > pochwalanie przez rodzicieli.

                      Jeśli tak, to co innego. Żerowanie na brakach rynkowych jest mocno wątpliwe
                      moralnie, a w pewnych okolicznościach bywa nawet karalne.
        • kkokos Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 18:27
          pewnien
          > brak bezinteresownosci w dziecinstwie może dobrze wróży przyszłemu
          > biznesmenowi, gorzek przyszlemu człowiekowi.


          o,to jest to zdanie, na które czekałam, czytając ten wątek!!!
          o ile ja też bym pewnie nie miała wyrzutów sprzedając notatki
          ewidentnemu leserowi (gdy studiowałam, nikomu nic takiego do głowy
          nie przychodziło, ale ja studia za komuny jeszcze zaczynałam :), to
          taki zmysł biznesowy u kilkulatka jest dla mnie groźny i wygląda
          chorobliwie. kiedyś i gdzieś dziecko musi się nauczyć dzielić z
          innymi, a piaskownica jest do tego znakomitym miejscem.
          • ewaty Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 23:33
            Kurczę, wicie co, dobry temat! W czasie studiów , tak od drugiego
            roku, przyznam, że leserowałam studenckim. Było to związane z
            trafieniem do radia studenckiego i, oj, ile tam było roboty
            fajowskiej! Była na roku dziewczyna robiąca rewelacyjne notatki,
            wszyscy je kserowali, nikomu nie przyszło do głowy, że w zasadzie ją
            wykorzystujemy. Bo, m.in. dzięki jej notatkom miałam stypendium.
            Kurczę, jest to temat do przemyślenia. Bo myśmy, faktycznie, dzielili
            się dokonaniami, niezależnie od zaangażowania i jakości notatek. Ale
            faktycznie , ilość roboty włożonej przez autorkę była gigantyczna, w
            porównaniu z kopistami.Hm...
          • ding_yun Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 11:43

            > pewnien
            > > brak bezinteresownosci w dziecinstwie może dobrze wróży przyszłemu
            > > biznesmenowi, gorzek przyszlemu człowiekowi.

            Tak tak, bo biznesmen to nie człowiek. Osoba, która zarabia na tym, że inni są
            leniwi, łakomi, nie umieją dobrze zarządzać swoim czasem, jest do głębi zepsuta
            i nie może się nawet mianować człowiekiem, tylko biznesmenem, tfu, na psa urok.
            Dżizas, padłam.
            • verdana Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 14:12
              A nie- biznesmen może byc czlowiekiem. Jednakże wychowywanie dziecka
              z nastawieniem, ze przede wszystkim trzeba zarobić, a wszelka
              bezinteresowność to tracenie kasy spowoduje, ze taki biznesmen
              czlowiekiem może przestać być.
              Zarabianie jest OK. Ale zarabianie na przysługach dla kolegów nie
              jest OK. Pamiętam pewna dame, ktora wparowała na przyjęcie
              imieninowe znajomych i rozlozyła swój kramik z patelniami czy czyms
              podobnym, usilując to wcisnąć przyjaciołom i znajomym. Cóż, niby
              uczciwy biznes, a jakoś gospodarzom nie podobalo się handlowanie i
              namawianie znajomych do kupna. Damy więcej nie zobaczylam.
              • mmaupa Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 16:03
                Pamiętam pewna dame, ktora wparowała na przyjęcie
                > imieninowe znajomych i rozlozyła swój kramik z patelniami czy czyms
                > podobnym, usilując to wcisnąć przyjaciołom i znajomym. Cóż, niby
                > uczciwy biznes, a jakoś gospodarzom nie podobalo się handlowanie i
                > namawianie znajomych do kupna. Damy więcej nie zobaczylam.

                Przykład trochę od czapy - świadczy jedynie o tym, że na wszystko jest czas i
                miejsce. Bekanie przy stole też jest "uczciwe", a gospodarze mogą sobie tego nie
                życzyć.
              • klymenystra Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 15:55
                A ja sie tak zastanawiam... Ostatnimi czasy zaczelam prace brafitterki free
                lancerki - oczywiscie, za pojsce na zakupy z kims biore kase. Od znajomych kasy
                nie biore, bo stawke mam w miare wysoka, ale zawsze chce cos w zamian - kawe,
                piwo. Od ostanikowanej instruktoki - 3 zajecia za darmo.
                Tylko ze ja wyznaje zasade obiegu energii. Jesli ja wydatkuje swoja energie i
                nie dostaje nic w zamian, to ta energia sie rozprasza. Czy zeruje na
                nieszczesliwych biustach kolezanek czy tez jestem rozsadna?
                • verdana Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 16:36
                  Zależy. Kupno stanika to nie jest sytuacja dramatyczna i IMO możesz
                  oczekiwac postawienia Ci piwa czy kawy, szczególnie, ze to Twoja
                  praca.
                  Ale jeśli zawsze sie rozliczasz i to nie z dalekimi znajomymi, a z
                  najbliższą przyjaciółka i to nie na zasadzie "teraz zrobilam
                  przyslugę, to mysle sobie, ze ona nie świnia i kiedyś się
                  odwdzięczy, gdy będę potrzebowała", tylko "Jesteś chora? Tak, pójdę
                  Ci po zakupy, ale musisz mi za to cos ofiarować teraz zaraz, bo
                  inaczej siedź sobie głodna" - to znaczy, ze bedziesz miala problem.
                  Bo i Ty nie mozesz liczyc na zaden bezinteresowny gest z niczyjej
                  strony.
                  Albo jeśli np. pójdziesz z kimś towarzysko na spacer i przy okazji
                  doradzisz, a potem zażądasz zaplaty - to jest już chyba krok za
                  daleko.
                  • lezbobimbo Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 16:53
                    verdana napisała:
                    > Ale jeśli zawsze sie rozliczasz i to nie z dalekimi znajomymi, a z
                    > najbliższą przyjaciółka (...)
                    > Albo jeśli np. pójdziesz z kimś towarzysko na spacer i przy okazji
                    > doradzisz, a potem zażądasz zaplaty - to jest już chyba krok za
                    > daleko.

                    Wydaje mi sie, ze Klymenystra odroznia sytuacje potrzeby czy bezinteresownych
                    przyslug od swego platnego zawodu :)
                  • klymenystra Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 17:22
                    Verdano, ja sie z Toba zgadzam co do meritum! Zastanawiam sie tylko, gdzie
                    przebiega granica miedzy przysluga bezintersowna a czynem, za ktory rekompensta
                    sie nalezy. To jest bardzo delikatna sprawa... Czasem tlumaczylam drobiazgi dla
                    zaprzyjaznionego faceta z domu kultury - drobiazgi jednostronne, zawsze na umowe
                    i zawsze placone, chociaz nie wymagaly ode mnie wysilku. A raz przyszla do mnie
                    przyszywana ciocia, ze dostala list po francusku, mialam go przetlumaczyc i
                    odpisac, co ona chciala. Dosyc to bylo trudne, pismo reczne i te sprawy - glupio
                    mi bylo prosic o pieniadze, czy jakis drobiazg za to, ale czulam sie wykorzystana...
                • lezbobimbo Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 16:50
                  klymenystra napisała:
                  > Tylko ze ja wyznaje zasade obiegu energii. Jesli ja wydatkuje >swoja energie
                  i> nie dostaje nic w zamian, to ta energia sie >rozprasza. Od znajomych kasy>
                  nie biore, bo stawke mam w miare wysoka, ale zawsze chce cos w zamian - kawe,>
                  piwo. Od ostanikowanej instruktoki - 3 zajecia za darmo.

                  Zgadzam sie z tym. Nie nalezy wyzyskiwac i zadac forsy za kazdy usmiech, ale nie
                  mozna tez wciaz dawac i dawac "za darmo" bo wtedy samemu sie zostanie
                  wyzysknietym - no oczywiscie trza znalesc jakas rownowage :) Zwlaszcza, mysle,
                  przy takich luznych zawodach freelancerskich, gdzie znajomi to jednoczesnie
                  klienci - trza sie dobrze namyslec, od kogo zadac i ile i czy w ogole - a
                  jednoczesnie nie dac sie wszystkim wydoic :)

                  MM oczywiscie holduje wypruwaniu sie dla wszystkich wampirow wokol (zapomnij o
                  sobie, haruj za darmo za leniuszkow). Popatrzec mozna na n.p. Cesie nieszczesna
                  czy Wiesie - obie skromnie haruja za cala rodzine i gie z tego maja (jeszcze
                  Cesia jest naiwnie dumna ze swej zrecznosci w odroznieniu od Julii, ktora ma
                  zdrowy instynkt samozachowawczy - zas skromna Wiesia usiluje Julie sciagnac do
                  swego wyzyskiwanego poziomu niewolnicy). I ta cholerna "zwykla zyczliwosc"
                  wymuszana na Klamczusze, echhh..
                  Za to na szczescie ciotka Lila wymaga placenia czynszu za swoj pokoj, choc i tak
                  dla Anielli obnizyla (nepotyzm po znajomosci) :)
                  Potem w NeoJezycach nadejda Gaba z Pyza, ktore robote beda wyrywac wszystkim z
                  reki a Gaba bedzie miala wyrzuty sumienia nawet za chwile odpoczynku!
                  (massssakra) oraz Rojek, ktorego "wspolnik oszuka" ale ktory bynajmniej nie
                  wstydzi sie za darmo mieszkac w budce u Majchrzaka :)

                  >Czy zeruje na> nieszczesliwych biustach kolezanek czy tez >jestem >rozsadna?

                  :D :D :D ja chce z tego sygnaturke :)
                  Co do pytania to mysle, ze jestes rozsadna. Zazwyczaj instruktorki sa platne
                  twarda mamona, wiec znajome niech sie ciesza, ze tak niewiele od nich zadasz :)
                  • klymenystra Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 17:27
                    A wez sobie, co chcesz na sygnaturke ;)

                    (czy to sie bedzie liczylo do mojej pracy naukowej? ZNaczy ta liczba cytowan?)
          • lezbobimbo Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 20:09
            verdana:> pewnien> > brak bezinteresownosci w dziecinstwie może dobrze wróży
            przyszłemu> > biznesmenowi, gorzek przyszlemu człowiekowi.

            kkokos napisała:
            > o,to jest to zdanie, na które czekałam, czytając ten wątek!!!
            > o ile ja też bym pewnie nie miała wyrzutów sprzedając notatki
            > ewidentnemu leserowi (gdy studiowałam, nikomu nic takiego do głowy
            > nie przychodziło, ale ja studia za komuny jeszcze zaczynałam :), to
            > taki zmysł biznesowy u kilkulatka jest dla mnie groźny i wygląda
            > chorobliwie.

            Oczywiscie wetkne kostropaty patyk zapytania miedzy Was, nadobne me szprychy, bo
            afera nielicha :)
            Co zlego w tym, ze dziecko zna wartosc pieniadza albo troche zarabia? Dzieci
            przeciez chodza do sklepow, widza transakcje, a co wieksze sa wysylane na
            zakupy. Jak sie nauczy zarabiac, to przeciez rodzice moga pomoc, zeby zarabialo
            uczciwie a nie powiedzmy na krzywdzie innych czy na zdzieraniu z kolegow za
            kazdy usmiech. Ja po prostu nie widze tego rownania, ze jak dziecko zarabia, to
            w przyszlosci bedzie na pewno ZUE i okrutne.
            W Ameryce wiekszosc dzieci jest zapewne chore i ich zmysl biznesowy jest grozny
            (definicja Kkokosa:) bo panuje tam wszak zwyczaj, ze mieszkajace pod miastem
            (suburbia) dzieci robia w domu lemoniade i sprzedaja latem w prowizorycznym
            straganiku obok domu za sakramentalne 10 centow szklaneczka (byc moze teraz w
            czasie kryzysu wiecej:) Przechodza chodnikiem dorosli i inne dzieci, w tym
            najczesciej ich sasiedzi, i kupuja. Co w tym zlego? Nie dosc, ze sa na tyle
            sprawne, ze umieja zrobic lemoniade, to maja dodatek do kieszonkowego. Inne
            dzieciaki rozwoza znowuz gazety po dzielnicy za pomoca roweru. Dzieci majace
            kieszonkowe czy nieco
            forsy z tych drobnych zarobkow ida potem do sklepu i wydaja. Czy to takie zle,
            ze chca potem same miec sklep? Czy trzeba calkiem zabronic dzieciom obchodzic
            sie z pieniedzmi? Czemu moga wydawac, ale nie zarabiac? Nie mam na mysli
            oczywiscie niewolnictwa dzieciecego, czyli tego, zeby harowaly Za Darmo wlasnie,
            tylko niestety nie widze wiele zlego w dzieciecej obrotnosci i handelku malymi
            uslugami :) Kiedy dzieci rosna na nastolatki, to juz moga zarabiac spokojnie,
            prawda?
            Sama zarabialam w wakacje od 7-ego roku zycia milo i dzielnie (nie
            przepracowywalam sie bynajmniej). Owszem, jestem dzisiaj calkowicie amoralna i
            zua wszetecznica, ale czy to na pewno od tego? :D
            Od przyjaciol co prawda nie zadam niczego za me uslugi czy prezenty i
            brzydzilabym sie byc Swiadkiem Amwaya czy innego Zeptera (czyli uczestniczyc w
            takim wlasnie pyramid scheme z patelniami, jaki zaobserwowala Verdana) bo to
            nieuczciwe firmy, co zmuszaja ludzi do bezczelnego, scisle ukierunkowanego
            zerowania na swoim osobistym networku czyli do domokraznego sprzedawania
            wylacznie przyjaciolom i co gorsza, do werbowania ich do tego samego..

            kkokos napisała:
            kiedyś i gdzieś dziecko musi się nauczyć dzielić z
            > innymi, a piaskownica jest do tego znakomitym miejscem.

            O jakze chcialabym, aby MM napisala rownie jasno i klarownie to, co napisalas
            Ty, Kkokosie :)
            Czemu Mamert nie mogl wyraznie powiedziec, ze zabawkami trzeba sie po prostu
            dzielic, zwlaszcza jesli ich koledzy takich nie maja - i ze plac zabaw to nie
            sklep (czy cos w tym stylu)? Zamiast tego powiedzial, ze za walute maja im
            sluzyc wylacznie kasztany i obil je symbolicznie. No to teoretycznie mogly
            prowadzic sklep dalej.. :P A moze Mamert byl po prostu
            wsciekly, ze doszlo do szefowej jego zony? Wszak w komunizmie nie wypada
            zarabiac i powiekszac swej wlasnosci prywatnej, a kto tak czyni ten cinkciarz i
            badylarz.. No i tak Mamert wyrugowal skutecznie z dzieci kapitalizm, ze od tego
            czasu dzielnie nie spojrzaly byly juz wiecej na plugawa mamone, tylko przeszly
            na prosty handel wymienny ;P
            W SK trzeba bylo poskromic Bobcia, zeby nie zechcial zdemolowac calego domu dla
            zarobku na ubezpieczeniu, tam to bylo wyrazne i klarowne i do tego nawet
            smiesznie opisane :) (jeszcze na mnie zarobicie - wylo uszczesliwione dziecko
            :))) Ale tu?

            P.S. a Romcio i Tomcia i tak wiedzieli, ze rodzice najbardziej lubia pieniadze i
            wyjeli im z wlasnych zasobow, aby zrobic im piekny prezent na Mikolaja :D A moze
            to wlasnie dlatego chcialy zarobic, zeby sie przyczynic do skromnego domowego
            budzetu? A potem piroman Bobcio od ubezpieczalni i Tomcio od piaskownicy
            zalozyli razem prosperujaca kwiaciarnie (czy i tam klienci placili kasztanami? :)
            • ewaty Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 21:00
              lezbobimbo napisała:



              > W Ameryce wiekszosc dzieci jest zapewne chore i ich zmysl biznesowy
              jest grozny
              > (definicja Kkokosa:) bo panuje tam wszak zwyczaj, ze mieszkajace
              pod miastem
              > (suburbia) dzieci robia w domu lemoniade i sprzedaja latem w
              prowizorycznym
              > straganiku obok domu za sakramentalne 10 centow szklaneczka (byc
              moze teraz w
              > czasie kryzysu wiecej:) Przechodza chodnikiem dorosli i inne
              dzieci, w tym
              > najczesciej ich sasiedzi, i kupuja. Co w tym zlego?

              Ciekawe, że tego typowego motywu z amerykańskich filmów prawie nikt
              nie zauważa, a każdy chciałby żyć jak klasa średnia w USA- domek z
              białym płotkiem, samochód dla każdego w rodzinie itd. Dzieciństwo
              powinno być czasem przygotowania do bycia dorosłym. A bycie dorosłym
              polega na m.in. na pracy. Indianie, tfu! rdzenni Amerykanie mieli
              takie zabawy dla dzieci, które je przygotowywały do dorosłego życia,
              polegającego na polowaniu, tkaniu itd., widziałam to na jakimś
              pokazie, bardzo fajne pomysły. Nasza szkoła nie przygotowuje do bycia
              dorosłym= pracującym człowiekiem. Kiedyś brałam też udział jako
              ćwiczeniowiec w takich zajęciach dla dzieci w podstawówce, gdzie
              zadano im przygotowanie kiermaszu świątecznego: od przedmiotów na
              sprzedaż, przez przygotowanie stoisk, skonstruowanie spółek, reklamę
              itd. Ileż te dzieciaki miały pomysłów i jaka to była fajna lekcja
              przedsiębiorczości!



              > W SK trzeba bylo poskromic Bobcia, zeby nie zechcial zdemolowac
              calego domu dla
              > zarobku na ubezpieczeniu, tam to bylo wyrazne i klarowne i do tego
              nawet
              > smiesznie opisane :) (jeszcze na mnie zarobicie - wylo
              uszczesliwione dziecko


              Ja już chyba pisałam o tym punkcie na forum, że mnie wkurza. No po
              grzyba było płacić ubezpieczenie, z którego się nie korzysta? Akcję
              wychowawczą z Bobciem można było przeprowadzić goniąc smarka do
              wspólnej naprawy szkód. Kasę i tak trzeba było wydać na firanki,
              farbę itd, więc jakie zarobić? A tak się wychowawczo dowiedział jak
              wlepiać łapówy w postaci zielonego królika, czy co to tam było.
              Co nie znaczy, ze mnie ta scena nie bawi, gdy ją czytam
              • lezbobimbo Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 21:38
                ewaty napisała:
                > Ciekawe, że tego typowego motywu z amerykańskich filmów prawie nikt > nie
                zauważa, a każdy chciałby żyć jak klasa średnia w USA- domek z > białym
                płotkiem, samochód dla każdego w rodzinie itd. Dzieciństwo > powinno być czasem
                przygotowania do bycia dorosłym. A bycie dorosłym
                > polega na m.in. na pracy.

                Albo tez i na odpowiedniej wycenie swoich uslug, bardzo cenna sztuka, wprost nie
                do przecenienia :) Zwlaszcza ktos ma n.p. prace jako wolny strzelec albo sobie
                chalupniczo dorabia, albo chociazby te notatki sporzadza dla calego roku i inne
                takie Grey Areas, to tez nie moze oddawac swej pracy za darmo dla wszystkich
                kolegow..

                >Akcję > wychowawczą z Bobciem można było przeprowadzić goniąc smarka do >
                wspólnej naprawy szkód.

                Przeciez oni nie zaganiali go nigdy do sprzatania po tych ohydnych bananach
                chociazby, to i tu mieliby? To przemile ksiazatko na mysim bobku? :P

                >Kasę i tak trzeba było wydać na firanki,
                > farbę itd, więc jakie zarobić?

                Bobcio tego nie wiedzial, ani chyba nie rozumial, slyszal tylko zawrotna dla
                niego sume, wymieniona przez ajenta. Zawyl ze szczescia, to rzucili sie
                zaklepywac nastepny ogien i iskierke w jego oczach :)
                Przekupywali zreszta nie zielonym krolikiem, tylko ktoras z Fryne i tez nie na
                jego oczach, ale juz pozniej po ptokach jakby..

                Wlasnie sie troknelam - czy to znaczy, ze calkiem zrezygnowali z wyplaty
                odszkodowania? Byc to nie moze! Mam nadzieje, ze Mama Zakowa nie dopuscila do
                tego..
                • ewaty Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 22:01
                  lezbobimbo napisała:

                  > Wlasnie sie troknelam - czy to znaczy, ze calkiem zrezygnowali z
                  wyplaty
                  > odszkodowania? Byc to nie moze! Mam nadzieje, ze Mama Zakowa nie
                  dopuscila do
                  > tego..
                  >

                  Obawiam się, że całkiem. W ramach wychowawczych tegesik. Jesteś
                  pewna, że Fryne była poza punktem wychowawczym Bobcia?
                  Jeśli zacznę bredzić proszę mnie kopnąć. Właśnie degustuję Beaujolais
                  tegoroczne i porównuję z Egri Bigaverem.
                • verdana Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 14:22
                  No cóż, sprzedaż lemoniady przechodniom jest jak najbardziej OK.
                  Natomiast jeśli kolega, z ktorym amerykanskie dziecie bawi się przed
                  domem poprosi o łyk lemoniady, ktora kolega wlasnie pije, i kolega
                  powie "Jak zaplacisz, to ci dam" , to wybaczcie, mnie sie to nie
                  podoba.
                  Nie mylmy dwoch rzeczy - przedsiębiorczosi i transakcji handlowych z
                  obcymi, gdzie sprzedajemy (pozyczamy)produkt przez nas wyprodukowany
                  lub posiadany, z przyslugami, robionymi przyjaciołom i znajomym.
                  Jeśli dziecko uczy się, ze przyslug nie ma, sa tylko transakcje, to
                  nie wróżę mu sukcesu, nawet finansowego, w jego przyszłym zyciu.
                  • croyance Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 18:46
                    W tym miejscu warto jednak wspomniec o tym, ze znajomi czesto bez
                    zadnej przyzwoitosci potrafia wykorzystywac takie sytuacje: jesli
                    dzieciak stoi pod domem i sprzedaje lemoniade, i pojawi sie na to
                    jego kumpel i zazada owej lemoniady za darmo, to nie jest to w
                    porzadku. Tak samo, jak nie jest w porzadku notoryczne chodzenie do
                    znajomego lekarza po bezplatne porady zdrowotne, albo do przyjaciolko
                    fryzjerki po bezplatne farbowanie.

                    Owszem, sa przyslugi, ktorych swiadczyc mozemy z racji naszego
                    zawodu, ale tak, jak mozna sie ewentualnie spodziewac, ze w ramach
                    takiej przyslugi wlasnie znajomy doradca podatkowy sprawdzi naszego
                    PIT-a albo pomoze w jakims podatkowym problemie, tak nie jest fair
                    wymagac, zeby ktos robil za nas caly business plan i prowadzil nam
                    ksiegi, tylko dlatego, ze sie znamy.

                    I jesli przysluga nie jest jednorazowa, to fajnie jest dac znajomym
                    zarobic.
                    • verdana Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 23.11.09, 15:14
                      Zażąda - mozna nie dać. Po prostu. Ale sprzedać przyjacielowi - nie,
                      też raczej nie.
                      I nie mowie o notorycznym naduzywaniu przyslug - ale jesli matka
                      zadzwoni do swojej wieloletniej przyjaciółki -lekarza wiecorem, ze
                      dziecko chore, a ona nie wie co robic, a przyjaciółka odpowie "Dam
                      ci porade jak zaplacisz 100 zł", albo "Za darmo porad nie udzielam",
                      to nie będzie to w porządku. Co innego, jak przyjaciółka dzwoni
                      codzinnie - ale to jest inna kwestia.
                      • mama_kotula Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 24.11.09, 12:59
                        Cytatale jesli matka
                        zadzwoni do swojej wieloletniej przyjaciółki -lekarza wiecorem, ze
                        dziecko chore, a ona nie wie co robic, a przyjaciółka odpowie "Dam
                        ci porade jak zaplacisz 100 zł", albo "Za darmo porad nie udzielam",
                        to nie będzie to w porządku.


                        Tak droga Verdano.

                        Sęk w tym, że jeśli ta przyjaciółka dzwoni wieczorem bo ma chore dziecko i nie
                        wie co ma robić (rotfl, rotfl, rotfl), a lekarz-przyjaciółka odpowiada "jedź na
                        oddział do szpitala/jedź do promedu" (bo jest: zmęczony, ma czas wolny, właśnie
                        uprawia seks, spędza czas na kolacji przy świecach z mężem, wychodzi właśnie do
                        kina na maraton nocny) - to przyjaciółka się OBRAŻA, bo jak to,
                        przyjaciółka-lekarz powinna być do dyspozycji, bo to wszak PRZYJACIÓŁKA. I
                        porada "jedź do szpitala" nie jest uznawana za pomoc przyjacielską, bo
                        przyjaciel powinien rzucić wszystko i w ramach uprawiania swojego zawodu zająć
                        się dzieckiem przyjaciela.

                        Takie jest rozumienie w wielu, bardzo wielu przypadkach, "przyjacielskiej
                        przysługi", jeśli chodzi o pracowników ochrony zdrowia. Leśna Góra przysłoniła
                        ludziom trzeźwe myślenie.
                        • mama_kotula "Czy mógłbyś obejrzeć?" 24.11.09, 13:08
                          W temacie przysług w ramach uprawiania zawodu lekarza - akurat mi się wpasowała felietonopodobna forma z ostatniego numeru "Medium".

                          Lekarz to ma klawe życie - aż chciałoby się zaśpiewać. Cieszy się szacunkiem spolecznym, a pacjenci sami pchają mu się w łapy. Uśmiechacie się pod nosem? Zupełnie niesłusznie. Przekonałam się ostatnio, że wszystko co napisane powyżej to najprawdziwsza prawda.
                          Otóż, nasze najbliższe otoczenie doznało niedawno olśnienia. Po co użerać się z państwową służbą zdrowia, skoro mają lekarza na wyciągnięcie dłoni (mowa oczywiście o moim mężu). I w związku z tym minionych kilka tygodni wyglądało mniej więcej tak:
                          Poniedziałek, wcześnie rano, dzwoni sąsiadka z dołu że jej córka chyba się zatruła i czy mąż-lekarz nie mógłby jej obejrzeć.
                          Wtorek - telefon od teściowej. Kończą się jej leki, więc czy ukochany zięć mógłby wypisać receptę i przy okazji obejrzeć zwichniętą nogę.
                          Środa - w przedszkolu znajomy rodzic pokazuje podbite oko i pyta, czy to coś poważnego.
                          Czwartek, nieprzyzwoicie rano dzwonią znajomi. Ich dziecko strasznie w nocy kaszlało i czy mąż może przyjść je obejrzeć.
                          Piątek - telefon milczy, za to na korytarzu sąsiad go zahacza i skarży się na kołatanie serca.
                          W sobotę nasza córka narzeka "na brzuszek".
                          - Obejrzysz, tatusiu? - pyta z bezgraniczną ufnością stałej pacjentki.
                          Niedziela? Niedziela będzie dla nas! Mnie łapie przeziębienie. Proszę więc męża, aby obejrzał moje gardło. A w poniedziałek...
                          • kkokos Re: "Czy mógłbyś obejrzeć?" 24.11.09, 15:07
                            mama_kotula napisała:

                            > W temacie przysług w ramach uprawiania zawodu lekarza - akurat mi
                            się wpasowała
                            > felietonopodobna forma z ostatniego numeru "Medium".


                            coś podobnego pisała już stefania grodzieńska w latach 40. :) :)

                            • mama_kotula Re: "Czy mógłbyś obejrzeć?" 24.11.09, 15:12
                              kkokos napisała:

                              > mama_kotula napisała:
                              >
                              > > W temacie przysług w ramach uprawiania zawodu lekarza - akurat mi
                              > się wpasowała
                              > > felietonopodobna forma z ostatniego numeru "Medium".
                              >
                              >
                              > coś podobnego pisała już stefania grodzieńska w latach 40. :) :)
                              >

                              No widzisz pani,? jak to się na przestrzeni lat nic nie zmienia ;)
                              Prawda jest taka, że ludzie nadużywają. Nie tylko w dziedzinie medycznej. W każdej innej. Nadużywają, na zasadzie "co ci szkodzi" (rozliczyć PIT, obejrzeć wysypkę u dziecka, przeinstalować system...).
                              • mmaupa Re: "Czy mógłbyś obejrzeć?" 24.11.09, 15:32
                                Dlatego warto mieć dość abstrakcyjny zawód :)
                                • kkokos Re: "Czy mógłbyś obejrzeć?" 24.11.09, 21:10
                                  mmaupa napisała:

                                  > Dlatego warto mieć dość abstrakcyjny zawód :)

                                  pod żadnym pozorem nie wolno być prawnikiem, bo przecież nie tylko
                                  znajomi mają problemy prawne, ale i ich znajomi, i nic to, że jesteś
                                  karnistą, a znajomi mają problemy spadkowe lub z urzędem skarbowym,
                                  przecież jesteś prawnikiem i co to dla ciebie przegrzebać się przez
                                  opasłą teczkę dokumentów i wysmażyć takie pismo, że im w tym us w
                                  pięty pójdzie

                                  pod żadnym pozorem nie wolno też być dziennikarzem ("co oni
                                  wypisują, głupoty takie wygadują, tego się czytać ani oglądać nie
                                  da, po polsku nie umieją, szkół nie kończyli, na niczym się nie
                                  znają... a w sklepie x nie chcieli mi uwzględnić reklamacji, powinna
                                  pani o tym koniecznie napisać, to skandal jest!"), generalnie w
                                  telewizji nie wolno pracować ("tyle kanałów i nie ma co oglądać,
                                  kiedyś to były seriale... a w ogóle to program telewizyjny powinien
                                  wyglądać tak i tak, tego nie powinno być o tej porze, bo ja z pracy
                                  nie zdanżam i wiecznie mi przepada, a jak jest powtórka o
                                  którejśtam, to ja już śpię. i tej młynarskiej już nie pokazujcie, bo
                                  ja jej nie trawię"), w ogólnie pojętym show biznesie ("same wyjce,
                                  nikt teraz śpiewać nie umie, tylko tyłki pokazują... a bilet na
                                  taniec z gwiazdami może pani załatwić?")

                                  • dakota77 Re: "Czy mógłbyś obejrzeć?" 24.11.09, 22:17
                                    Mnie absolutnie nie przeszkadza cudze narzekanie na TV, a z wieloma
                                    pretensjami sie zgadzam:)
                          • bat_oczir Re: "Czy mógłbyś obejrzeć?" 24.11.09, 21:34
                            dlatego ja nigdy nie przyznaję się - dopóki mogę - sąsiadom, że jesteśmy z zoną
                            lekarzami.

                            Taki ze mnie drań....
                            • ewaty Re: "Czy mógłbyś obejrzeć?" 24.11.09, 22:23
                              Dobrze, że mamy lekarza na forum, bo wiesz, ostatnio coś mnie
                              obrzuciło, a te zielone tabletki nie pomagają, mogę przesłać zdjęcia
                              przypadłości?:)
                              • bat_oczir Re: "Czy mógłbyś obejrzeć?" 24.11.09, 22:47
                                ja akurat jestem anestezjolog :) ale zdjęcia tych, no...przypadłości zawsze mile
                                widziane :)
                                • senseeko Re: "Czy mógłbyś obejrzeć?" 24.11.09, 23:19
                                  bat_oczir napisał:

                                  > ja akurat jestem anestezjolog :) ale zdjęcia tych, no...przypadłości zawsze mil
                                  > e
                                  > widziane :)

                                  O anestezjolog! A masz coś na sen? ;)
                                  A na ranne wstawanie?

                                  ;P
                                  • ding_yun Re: "Czy mógłbyś obejrzeć?" 25.11.09, 10:06
                                    Oj święta prawda z tymi lekarzami. Moja mama - stomatolog - non stop ma tego
                                    typu problemy. Leczenie za darmo lub za symboliczne prezenty całej rodziny z
                                    przyległościami to normalka. Najgorszy typ pacjenta to znajomy, który miał wpaść
                                    do gabinetu na leczenie już pół roku temu, ale jakoś mu było nie po drodze, no
                                    nie miał czasu się sobą zająć. I oto nastaje na przykład jakaś wiosenna sobota,
                                    8 rano w mym domu rozbrzmiewa telefon, a to znajomy dzwoni z płaczem, że
                                    strasznie boli, że nie spał całą noc, że jutro wyjeżdża na konferencję i czy
                                    moja mama nie mogłaby wstać, ubrać się, jechać do gabinetu i go przyjąć. Są też
                                    pacjenci wymuszacze - jak nie odbiera się od nich telefonu to dzwonią sprytnie
                                    spod różnych numerów. Jak już lekarza dopadną, to nie odpuszczą. Kiedyś mama
                                    tłumaczyła, że nie będzie jej danego dnia w gabinecie, bo córka przylatuje z
                                    Anglii i musi ją odebrać z lotniska, na co padła odpowiedź: ale gabinet ma pani
                                    przecież po drodze na lotnisko, niech pani wpadnie. W cenie są też porady na
                                    temat aparatów nazębnych dla dzieci, nic to, że od ortodoncji moja mama jest
                                    lata swietlne. Uroczy los, powiadam wam.
            • spokokolarz Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 22:52
              lezbobimbo napisała:

              P.S. a Romcio i Tomcia i tak wiedzieli, ze rodzice najbardziej lubia pieniadze
              > i
              > wyjeli im z wlasnych zasobow, aby zrobic im piekny prezent na Mikolaja :D A moze
              > to wlasnie dlatego chcialy zarobic, zeby sie przyczynic do skromnego domowego
              > budzetu? A potem piroman Bobcio od ubezpieczalni i Tomcio od piaskownicy
              > zalozyli razem prosperujaca kwiaciarnie (czy i tam klienci placili kasztanami?
              > :)

              Ile masz w szufladzie, nieboszczko?
            • kkokos Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 11:25
              > Co zlego w tym, ze dziecko zna wartosc pieniadza albo troche
              zarabia? Dzieci
              > przeciez chodza do sklepow, widza transakcje, a co wieksze sa
              wysylane na
              > zakupy. Jak sie nauczy zarabiac, to przeciez rodzice moga pomoc,
              zeby zarabialo
              > uczciwie a nie powiedzmy na krzywdzie innych czy na zdzieraniu z
              kolegow za
              > kazdy usmiech. Ja po prostu nie widze tego rownania, ze jak
              dziecko zarabia, to
              > w przyszlosci bedzie na pewno ZUE i okrutne


              jak kilkulatek SAM Z SIEBIE wpada na zarabianie w piaskownikcy, to -
              będę się upierać - to jest chore. takie cwaniutkie kilkulatki
              wyrastają potem na rekiny biznesu, których możesz sobie tu bronić i
              sie nimi zachwycać, ale raczej nie chciałabyś mieć za pracodawcę,
              zwłaszcza w kryzysie. jestem przekonana, że takie kilkuletnie
              spryciule, co umieją - nie uczone przez nikogo, tylko wiedzione
              instynktem - zarobić na kilkuletnich kolegach, traktują ludzi w
              przyszłości przedmiotowo i w kategoriach zysku. tak, uważam, że z
              takich dzieci wyrastają wredni, zue, cwane dorosłe, co także ciebie,
              bimbo, sprzedali by trzy razy, zanim byś się zorientowała. i
              proponuję mnie nie przekonywać, ze się mylę, bo i tak się nie dam :)

              i, proszę, nie udawajcie (bo to jak widzę nie tylko bimbo), że nie
              widzicie różnicy między uczeniem dziecka pracy i zarabiania (same z
              siebie te amerykańskie dzieci nie wpadają na to, że można rozwozić
              gazety, dowiadują się o tym od rodziców lub z sąsiedzkiego
              przykłądu) a wrodzonym cwaniakowaniem od małego.
              • lezbobimbo Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 17:06
                kkokos napisała:
                > jak kilkulatek SAM Z SIEBIE wpada na zarabianie w piaskownikcy, to - > będę
                się upierać - to jest chore. takie cwaniutkie kilkulatki
                > wyrastają potem na rekiny biznesu, których możesz sobie tu bronić i > sie nimi
                zachwycać, ale raczej nie chciałabyś mieć za pracodawcę, > zwłaszcza w kryzysie.
                jestem przekonana, że takie kilkuletnie > spryciule, co umieją - nie uczone
                przez nikogo, tylko wiedzione > instynktem - zarobić na kilkuletnich kolegach,
                traktują ludzi w > przyszłości przedmiotowo i w kategoriach zysku. tak, uważam,
                że z > takich dzieci wyrastają wredni, zue, cwane dorosłe, co także ciebie, >
                bimbo, sprzedali by trzy razy, zanim byś się zorientowała.

                Hi hi bez przesady :) Ja sama w biznesie traktowalabym moich podwladnych
                przedmiotowo ;PPP a nie bylam wszak obrotna w piaskownicy, a znajomym robilam
                przyslugi za darmo :)
                Tzn ja nie wierze, ze przedsiebiorczosc w dziecinstwie MUSI koniecznie sie
                przelozyc na traktowanie innych przedmiotowo - ale owszem MOZE - wszystko zalezy
                od rodzicow, opiekunow, otoczenia oraz sytuacji zyciowych, czego poducza bochry
                - czy przedsiebiorczosc sie wyrodzi czy bedzie zdrowa i rozsadna :)

                > i, proszę, nie udawajcie (bo to jak widzę nie tylko bimbo), że nie
                > widzicie różnicy między uczeniem dziecka pracy i zarabiania (same z > siebie
                te amerykańskie dzieci nie wpadają na to, że można rozwozić > gazety, dowiadują
                się o tym od rodziców lub z sąsiedzkiego > przykłądu) a wrodzonym cwaniakowaniem
                od małego.

                Nie wierze we wrodzone cwaniakowanie od malego :) Wierze, ze dzieci moga byc
                przedsiebiorcze z natury, ale liczenia forsy zadne sie raczej nie uczy juz w
                macicy :) Mysle, ze chodzi tu o te rodzice - to od nich zalezy, czy
                przedsiebiorcze dziecko zmieni sie w potwora bez serca, czy w uczciwego kupca,
                co i sie utrzyma i bedzie wielkoduszny jak co do czego przyjdzie :)
                • onion68 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 17:14
                  Wokulskiego takiego :-)
                  Uważam, że niepisane prawo świadczenia bezpłatnych usług znajomym za dyskusyjne
                  trochę. Nie wszyscy, ale są ludzie zwracający się do znajomych z załatwieniem
                  spraw, za które gdzie indziej musieliby zapłacić. I uważam to za wykorzystywanie
                  jak najbardziej. Oczywiście, czym innym jest zrobienie zakupów dla chorego, ale
                  czym innym wykonanie czegoś, co normalnie świadczy się zawodowo.
                  • lezbobimbo Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 17:22
                    onion68 napisała:
                    > Uważam, że niepisane prawo świadczenia bezpłatnych usług znajomym za
                    dyskusyjne> trochę. Nie wszyscy, ale są ludzie zwracający się do znajomych z
                    załatwieniem> spraw, za które gdzie indziej musieliby zapłacić. I uważam to za
                    wykorzystywanie> jak najbardziej. Oczywiście, czym innym jest zrobienie zakupów
                    dla chorego, ale
                    > czym innym wykonanie czegoś, co normalnie świadczy się zawodowo.

                    Zgadzam sie jak najbardziej. Zawodowe uslugi to cos innego niz pomoc choremu czy
                    tego typu dorazna przyjaciolom.
                  • mama_kotula Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 17:34
                    CytatUważam, że niepisane prawo świadczenia bezpłatnych usług znajomym za dyskusyjne trochę. Nie wszyscy, ale są ludzie zwracający się do znajomych z załatwieniem spraw, za które gdzie indziej musieliby zapłacić.

                    Oczywiście.
                    Głównie z drobiazgami - w ich mniemaniu - co to dla ciebie napisać mały programik, co to dla ciebie przeinstalować windows, co to dla ciebie sprawdzić mi błędy w kodzie; nie mówię już o zwracaniu się do lekarza aby przy okazji "obejrzał dziecko", bo tu mi się nóż w kieszeni otwiera.

                    Tylko że nikt nie bierze pod uwagę, że te drobiazgi to jest poświęcony czas (choćby i pół godziny - ziarnko do ziarnka...), energia a i udzielenie swojej wiedzy. I chodzi głównie o docenienie tego, choćby pieprzonym zaproszeniem na kawę czy coś - takie "manie" świadomości, że ktoś ci zrobił dobrze kosztem swojego wolnego czasu i swojej energii.

                    Z doświadczenia własnego wiem, że świadomość ta jest w zaniku, bo "co mi szkodzi". No to mi k.wa właśnie szkodzi, przez co wychodzę na antypatyczną sucz. Trudno.

                    Dlatego uważam, że ok jest system na zasadzie wymiany barterowej - ja tobie zrobię fajne notatki z dyskretnej, a ty mi weź dziecko na spacer gdy ja będę na wykładzie.
                    • onion68 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 17:39
                      Właśnie, czas to pieniądz i utracone korzyści to psy?
                      • mama_kotula Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 17:44
                        onion68 napisała:

                        > Właśnie, czas to pieniądz i utracone korzyści to psy?

                        No nie!

                        Ponosząc te koszty (czas, energia, koszty utraconych korzyści) zyskujesz bonus do "dobre stosunki z przyjaciółmi", bonus do "altruizm", bonus do PR, ewentualnie bonus do "działalność charytatywna". Nie?

                        Ale to fake bonus jest, kiedy jednocześnie rośnie ci poziom wkurzenia i poziom poczucia wykorzystania. Nie zeruje się to, niestety.

                        Nie mówiąc o tym, że bonus do PR to przekleństwo jakich mało. :P
                    • lezbobimbo Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 17:45
                      mama_kotula napisała:
                      > Z doświadczenia własnego wiem, że świadomość ta jest w zaniku, bo "co mi
                      szkodz> i". No to mi k.wa właśnie szkodzi, przez co wychodzę na antypatyczną
                      sucz. Trudno.> Dlatego uważam, że ok jest system na zasadzie wymiany barterowej
                      - ja tobie zrobię fajne notatki z dyskretnej, a ty mi weź dziecko na spacer gdy
                      ja będę na wy
                      > kładzie.

                      No slicznie i klawo teraz pudelku Ty moj wszeteczny :)
                      Ale kto sie wczesniej oburzal i kablowal, ze niejaki Piotrus smial zarabiac na
                      kasetach? A na czym mial, na cebuli? :PPPPP Czy oddawac barterowo, za kasztany?
                      Albo moze za lody :)
                      • mama_kotula Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 17:47
                        Pudelku, rozmawiamy o dorosłych ludziach, a nie o dziesięciolatkach. Zgadza się?
                        W tym momencie mnie działalność Piotrusia nie oburza. Oburzała mnie wtedy.
                        • lezbobimbo Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 17:54
                          mama_kotula napisała:
                          > Pudelku, rozmawiamy o dorosłych ludziach, a nie o dziesięciolatkach. Zgadza się?

                          Tego to nie wiem, wydalo mi sie, ze rozmowa skrecila na tor, ze kto zly
                          dziesieciolatek juz w piaskownicy, to bedzie kazal sobie placic za kazda
                          przysluge w doroslosci :)

                          > W tym momencie mnie działalność Piotrusia nie oburza. Oburzała >mnie wtedy.

                          Aa no to pardon - to wyrazniej pisz, bo wydawalo mi sie, ze do dzisiaj do niego
                          masz zal :) Szatanowi temu odlepilo sie oczko i niedokladnie przeczytal!
                          • mama_kotula Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 18:04
                            CytatTego to nie wiem, wydalo mi sie, ze rozmowa skrecila na tor, ze kto zly dziesieciolatek juz w piaskownicy, to bedzie kazal sobie placic za kazda przysluge w doroslosci :)

                            A nieee, ja w ogóle z tego zboczyłam, bo jakoś mi ta korelacja zbyt prosta się wydaje - i wdałam się w wątek poboczny w temacie "bezinteresowne usługi świadczone przyjaciołom i znajomym", konkretnie w temacie "bezinteresowne usługi a poziom wkurwu usługodawcy w związku z nimi" :P tudzież "bezinteresowne usługi czyli idź do Kotuli, ona ci to zrobi, to dla niej drobiazg i co jej szkodzi".

                            Cytatwydawalo mi sie, ze do dzisiaj do niego
                            > masz zal


                            Nieee, żal to ja mam - jak też napisałam - do tych co uprawiali tę dziwną sprawiedliwość społeczną i do tych, co mi kazali uprawiać przymusową charytatywę.
                            Z Piotrusiem szwindlarzem to ja nawet wolne tańce na dyskotekach tańczyłam i umawiałam się na randki przy śmietniku.
                    • filifionka-listopadowa Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 18:43
                      Cytatmama_kotula napisała:
                      Oczywiście.
                      > Głównie z drobiazgami - w ich mniemaniu - co to dla ciebie napisać mały program
                      > ik, co to dla ciebie przeinstalować windows, co to dla ciebie sprawdzić mi błęd
                      > y w kodzie; nie mówię już o zwracaniu się do lekarza aby przy okazji "obejrzał
                      > dziecko", bo tu mi się nóż w kieszeni otwiera.
                      >
                      > Tylko że nikt nie bierze pod uwagę, że te drobiazgi to jest poświęcony czas (ch
                      > oćby i pół godziny - ziarnko do ziarnka...), energia a i udzielenie swojej wied
                      > zy. I chodzi głównie o docenienie tego, choćby pieprzonym zaproszeniem na kawę
                      > czy coś - takie "manie" świadomości, że ktoś ci zrobił dobrze kosztem swojego
                      wolnego czasu i swojej energii.


                      Przypomina mi to dowcip opowiedziany przez pewną znajomą panią prawnik, z tym
                      samym problemem:
                      "Na przyjęciu rozmawia lekarz z prawnikiem. Co chwila ktoś im przeszkadza,
                      pytając lekarza o darmową poradę w sprawie jakiejś dolegliwości. Po godzinie
                      takiej przerywanej rozmowy zrozpaczony lekarz pyta prawnika:
                      - Co pan robi, żeby ludzie przestali pana pytać o sprawy zawodowe, kiedy jest
                      pan poza biurem?
                      - Daję im rady - mówi prawnik - a potem przesyłam im rachunek.
                      Lekarz trochę się zszokował, ale postanowił spróbować. Następnego dnia, czując
                      się nieco winnym, przygotował rachunki. Kiedy poszedł do swojej skrzynki
                      pocztowej, znalazł rachunek od prawnika."
              • ewaty Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 23.11.09, 01:17
                Ok uznajmy tak: to, że dziecior zna wartość pieniądza i wie, że sam
                może uczciwie zarobić na przyjemnostki jest ok- lekcja na przyszłość.
                Żerowanie na innych jest złe.


                I przypomina mi się dyskusja po powodzi 1997 gdy ludzie handlowali
                chlebem dla powodzian dając cenę złota. Usłyszałam, że to normalne, bo
                towar jest tyle wart, ile jesteś gotów zapłacić.
    • soova Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 17:00
      Ale wracając do tematu: chodziło mi o to, że Mamert wiedział, że dzieci pochwalić za ten biznes nie można, za to należy skarcić, bo takie są normy w ich środowisku. Miałam jednak wrażenie, jakby nie był do końca przekonany o niesłuszności ich postępowania. Każdy rodzic ma przecież takie chwile, gdy sam sobie zadaje pytanie, czy na pewno dobrze postępuje ze swoim dzieckiem, zakazując mu czegoś czy coś nakazując. :) Ten wybieg z kasztanami był zatem jego reakcją na coś, co mu się nie podobało na płaszczyźnie ogólnej (bo to wszak nieładnie, że małe dzieci zarobkują na kolegach z piaskownicy), ale rozpatrując to indywidualnie, postępek ten nie był wcale taki zły (dzieci okazały się przedsiębiorcze). Zauważcie, że Mamert zostaje zupełnie zbity z tropu rozsądnymi pytaniami Tomcia o to, czy zarobili te pieniądze nieuczciwie i wyjaśnieniami motywów (wszak chcieli finansowo wspomóc rodziców). Ten unik, że przyjętą w społeczeństwie fikcją jest niewiedza dzieci o tym, czym są pieniądze, moim zdaniem właśnie wyraża nie do końca jednoznacznie określony wewnętrzny stosunek Mamerta do zarabiania. Na zewnątrz musi postępować zgodnie z normami środowiska, sprzeciwiać się wynajmowaniu przez dzieci zabawek w piaskownicy, wreszcie symbolicznie przeciągnąć im paskiem po pupach (ta scena egzekucji jest zabawna i nigdy nie uwierzę, że u Kowalików regularnie lało się dzieci), ale wewnątrz wcale w duszy Mamerta nie jest to tak poukładane, jak by się zdawać mogło. :)

      Zresztą skąd by się potem zrobił z niego taki potwór, jakiego widzimy w "Noelce"? Musiały już wcześniej kiełkować w nim jakieś straszne materialistyczne miazmaty. :)
      • verdana Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 17:05
        A ja mam raczej wrazenie, ze byl przekonany, ale go to ubawiło. To
        częste - człowiek wie, ze dziecko robi xle, ale to co robi jest
        nieodparcie śmieszne.
        Ja mam raczej przekonanie, ze nie Mamert, pani MM pochwalalaby
        wynajmowanie zabawek, bo bez problemu znalazły by sie
        argumenty "dlaczego nie".
        • soova Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 17:10
          A skąd takie przekonanie? :) Niezmierniem ciekawa. Zawsze mi się wydawało, że stosunek pani MM do pieniędzy jest jednak negatywny (nawet, gdy już sama zaczęła czerpać ze swych książek przyzwoity dochód).
        • paszczakowna1 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 19:16
          > A ja mam raczej wrazenie, ze byl przekonany, ale go to ubawiło. To
          > częste - człowiek wie, ze dziecko robi xle, ale to co robi jest
          > nieodparcie śmieszne.

          Ja nie mam. Mam raczej wrażenie, że Mamert nie uświadamiał sobie, co dokładnie
          uważa za złe, i w związku z tym nie potrafił tego wyartykułować. Przypominam
          dialog - Mamert mówi, że zarobili dzięki temu, że ktoś potrzebował ich środków
          transportu. Tomcio zadaje słuszne pytanie, co w tym złego. Rzecz jasna, na to
          Mamert nie ma odpowiedzi, bo w uzyczaniu srodków transportu za wynagrodzeniem
          nic nagannie moralnego nie ma, tysiące ludzi i przedsiębiorstw tak zarobkuje.

          Natomiast Mamert mógłby zacząć tłumaczyć, że społeczeństwo lepiej funkcjonuje,
          jeśli ludzie pożyczają sobie różne rzeczy z zyczliwości, nie koniecznie
          wymagając wynagrodzenia, i że we własnym interesie Tomcia jest, by taką
          społeczność tworzyć.
          • jottka Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 20.11.09, 20:35
            przyznam, że ja mętnie pamiętam tę scenę, ale zgodziłabym się z paszczakówną.
            niepisany zakaz zarabiania pieniędzy na kumplach w wieku dziecięcym ma imho na
            celu może nie tyle nauczenie jakiejkolwiek moralności, co uniknięcie
            skomercjalizowania dziecięcego środowiska.

            znaczy maluch ma się nauczyć, jak żyć w przyjaźni między ludźmi i samemu/ samej
            się bezinteresownie do dobra wspólnego dokładać, bo to się per saldo w życiu
            opłaca. zyski wspominanego wyżej piotrusia były zapewne imponujące w pieniądzu,
            ale niekoniecznie w wymiarze społecznym (nie w sensie, że koledzy gardzili
            chciwym kapitalistą, tylko w takim, że gdy później piotruś chciał jakiejś
            przysługi, to koledzy mu ją też przeliczyli na pieniądz, a może niekoniecznie w
            tej walucie owej przysługi pragnął).

            a w scenie z mamerciątkami jest jeszcze jedna zagwozdka - mianowicie mamert mógł
            zażądać procentu od obrotu, bo maszyny były jego, tzn. z jego dochodów
            sfinansowane:) to też się bierze pod uwagę w dziecięcym kapitalizmie - maluch
            nie ma jeszcze co sprzedawać, bo sam nic nie posiada. wyjątek mogliby stanowić
            szeroko rozumiani mali artyści, no ale tomcio i romcia akurat za swój teatrzyk
            kasy nie pobierali:)
            • verdana Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 13:05
              Dlaczego były Mamerta? Zabawki dzieci sa chyba dzieci, nie
              rodziców ? Czy przyjmujemy założenie, ze dziecko nic nie posiada, a
              wszystko jest im tylko udostępnianie - włącznie z prezentami? To, ze
              cos jest sfinansowane z dochodow innej osoby chyba jednak nic nie
              mowi o prawie własności.
              • paszczakowna1 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 14:29
                Mamert mógł powiedzieć, że zabawki były przekazane bez licencji na wykorzystanie
                komercyjne. ;-)
            • ready4freddy Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 23.11.09, 12:00
              jottka napisała:

              > przyznam, że ja mętnie pamiętam tę scenę, ale zgodziłabym się z paszczakówną.
              > niepisany zakaz zarabiania pieniędzy na kumplach w wieku dziecięcym ma imho na
              > celu może nie tyle nauczenie jakiejkolwiek moralności, co uniknięcie
              > skomercjalizowania dziecięcego środowiska.

              10/10, brawo jottka! chcialem napisac mniej wiecej to samo, ale jestem wygodny i
              sie podpisze pod Twoim postem, o! :)
    • bat_oczir Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 21.11.09, 15:49
      ja tę książkę kocham przede wszystkim za jedno - za cudowne opisy prób "Hamleta"
      oraz samego przedstawienia - i towarzyszące im dialogi :).
      • yasemin Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 11:20
        Ale za daleko odbiegamy od tematu, więc spieszę ratować sytuację :)
        Już dawno miałam o tym napisać, ale mnie bulwersuje jedna sprawa
        w "Kłamczusze". O tej "zwykłej ludzkiej życzliwości", o której mówi
        Cesia, prosząc Anielę o odstąpienie Danusi roli Ofelii. Aniela,
        która przybyła z małego miasteczka, gdzie nie miała zbyt wiele
        możliwości poćwiczyć swoich zdolności aktorskich, pokazać się na
        widowni i która na pewno długo czekała na taką rolę, miałaby
        rezygnować z niej dla panienki, która w Poznaniu ma tyle możliwości,
        tylko dlatego, że ma ona jakieś problemy emocjonalne? I na pewno w
        większości wydumane? Pomijając fakt, że w końcu Aniela dostała rolę
        jeszcze ambitniejszą, Danka z tą swoją nadwrażliwością powinna pójść
        do psychologa, a nie, żeby przyjaciółka wymuszała na biednej Anieli
        oddanie roli! I słusznie się Aniela, moim zdaniem, pyta, dlaczego
        niby miałaby to zrobić. A argumentowanie o "zwykłej ludzkiej
        życzliwości" wkurza mnie i uważam, że jest nie na miejscu. To nie
        byłaby życzliwość, tylko służalczość i brak asertywności,
        postawa "ja się liczę dopiero na drugim miejscu, najważniejsi są
        inni". Myślę, że na jej miejscu miałabym ochotę rozkwasić Cesi nos
        za taką wypowiedź. Chociaż z drugiej strony, gdybym była Danusią, to
        bym się też wkurzyła, że mi jakaś przybłęda chce zabrać rolę(i nie
        tylko rolę...)
        Jak będzie wyglądało życie takiej nastolatki, która zasugeruje się
        tą książką? Ja w podstwówce i na początku liceum, kiedy słuchałam i
        wierzyłam wszystkim, wprawdzie też odczułam w sobie opór czytając tę
        wypowiedź i, utożsamiając się z bohaterką, poczułam się ograniczana
        (co jest bardzo nieprzyjemnym uczuciem!!!;((() ale myślałam, że
        skoro pisze to tak znana i mądra autorka w wydanej przez wydawnictwo
        książce(myślałam, że żadne wydawnictwo nie wyda jakichś głupot), to
        znaczy, że niestety chyba trzeba się dostosować i tak postępować. I
        tak robiłam (choć nie tylko pod wpływem TEJ książki). I teraz się
        zapytuję: co ja właściwie z tego miałam? Nikt nigdy nie docenił
        mojej "zwykłej ludzkiej życzliwości", a byłam po prostu nieasertywną
        grzeczną dziewczynką, z której dużo osób się śmiało.
        A książka jest super pod względem konstrukcji. Przypomina nawet
        trochę Molierowskie czy Fredrowskie komedie. Można się na niej
        śmiało wzorować ucząc się konstruować powieści.
        • yasemin Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 11:26
          No tak, to o czym była dyskusja, poniekąd się w wypowiedzią o
          życzliwości łączy :)
        • soova Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 12:34
          Już w SK było wiadomo, jak nieasertywną osobą jest Cesia, z powodu nieszanowania jej pozycji w domu szukająca uznania w oczach wszystkich wokół, nawet takiej harpii jak Danka. Przecież Cesia interweniuje u Anieli w sprawie roli Ofelii zupełnie bezinteresownie, znów po raz kolejny żeby się przypodobać "przyjaciółce", która potraktuje to zapewne jako kolejny dowód należnego jej hołdu. Poza tym to takie musierowiczowskie: poświęć się, zrób coś nie dla siebie, a dla innych, wszystko jedno, że z profesjonalnego :) punktu widzenia Danka jest Ofelią beznadziejną, a Aniela na pewno byłaby lepsza. Na koniec widzimy zwycięstwo borejkowskiej koncepcji moralnej w wykonaniu Anieli: "Rzeczywiście, to miło sprawiać radość innym. Bo Cesia wyglądała na rzeczywiście uszczęśliwioną." (o reakcji beneficjentki tego zrzeczenia się roli nic nie wiadomo, kto wie, być może było to dla niej oczywiste, że Aniela powinna jej tę rolę i tak oddać? :)) Bardzo mi się nie podobało, że w tej scenie, zamiast wielkoduszności i szlachetności podkreślono akt poświęcenia się.

          -
        • ananke666 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 16:54
          A ja mam zdanie odmienne. Jak to wygląda z drugiej strony?
          Grupa znajomych i przyjaciół, do której należysz, organizuje szkolne
          przedstawienie. Dostajesz rolę, na której Ci najbardziej zależało. Kujesz tekst,
          odbywasz próby, wkładasz w to wysiłek. I nagle wcina Ci się obca osoba, której
          bynajmniej nie kochasz, a która nawet nie chodzi do tej samej szkoły, po czym
          zostajesz wykopana, bo nauczycielowi bardziej się spodobała. Reżyserowi z Bożej
          łaski, który nie udziela wskazówek (a Danka w rezultacie przecież bardzo dobrze
          zagrała, więc całkiem do kitu być nie mogła), obsadza główną rolę chłopakiem,
          który jest wyłącznie przystojny, a innej dziewczynie bez żenady wyjeżdża z
          tekstem "coo, Gertruda z twoją twarzą? wykluczone". Włożony wysiłek możesz sobie
          wsadzić w buty. Gertrudzie też chyba niefajnie, a przecież także się już
          nauczyła tekstu. Nie byłabyś wkurzona, nie czułabyś się skrzywdzona? Ktoś się
          wysilił, żeby Dankę przeprosić?
          To tylko szkolne przedstawienie, a nie Wielka Premiera. Chyba najważniejsza jest
          dobra zabawa.
          I owszem, uważam, że ludzkie i przyzwoite jest nie wcinanie się, bo Anielli
          chciało się gwiazdorować, popisywać, a przy okazji mogła tym przykopać
          dziewczynie, z którą się nie znosiły. Rezygnacja z roli w jej przypadku to
          przecież nie wykluczenie z imprezy, tylko zmiana roli, Ducha mogła dostać z
          pocałowaniem ręki, o czym wiedziała. Nie wiedziała tylko, że dostanie Hamleta.
          • soova Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 17:44
            ananke666 napisała:

            Cytat> I owszem, uważam, że ludzkie i przyzwoite jest nie wcinanie się, bo Anielli
            > chciało się gwiazdorować, popisywać, a przy okazji mogła tym przykopać
            > dziewczynie, z którą się nie znosiły. Rezygnacja z roli w jej przypadku to
            > przecież nie wykluczenie z imprezy, tylko zmiana roli, Ducha mogła dostać z
            > pocałowaniem ręki, o czym wiedziała. Nie wiedziała tylko, że dostanie Hamleta.


            Oczywiście, że ludzkie i przyzwoite jest niewcinanie się. Ale z paragrafu "wielkoduszność" lub "szlachetność" (wiem, że jestem lepsza, ale odstąpię od wygryzania mniej zdolnej koleżanki, bo jej "prawa" do roli są jednak mocniejsze), a nie z paragrafu "poświęcanie się" (zrobię coś dobrego dla innych, przy okazji zaciskając zęby i męcząc się, ale trudno, trzeba być dzielnym i z uśmiechem znosić przeciwności losu). W książce podkreślono, że zrzeczenie się roli nastąpiło z tych drugich pobudek.

            Co do samej Danki i jej przepraszania za przykrość: przecież ta mameja nawet nie walczy o swoje, wszystko robi za nią jej służka Cesia! Gdyby Dmuchawiec odebrał w taki sposób rolę np. hipotetycznie Idzie Borejko, przypuszczam, że skończyłoby się na wybuchu furii i szybkiej zmianie tej decyzji z przeprosinami.

            Co do Cesi w roli Gertrudy: akurat z książki nie wynika, że akurat konkretnie Cesia znała już partię na pamięć i że miała tę rolę obiecaną. Mogło tak być, ale pewności 100-procentowej nie mamy. Dmuchawiec zachował się jak reżyser, który ma swoją koncepcję obsadową, z tym, że to, co można odpuścić reżyserowi, nie do końca da się wybaczyć wychowawcy młodzieży (i to jeszcze w okresie dojrzewania ;)).
            • ananke666 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 19:11
              > Oczywiście, że ludzkie i przyzwoite jest niewcinanie się. Ale z paragrafu "wiel
              > koduszność" lub "szlachetność" (wiem, że jestem lepsza, ale odstąpię od wygryza
              > nia mniej zdolnej koleżanki, bo jej "prawa" do roli są jednak mocniejsze), a ni
              > e z paragrafu "poświęcanie się" (zrobię coś dobrego dla innych, przy okazji zac
              > iskając zęby i męcząc się, ale trudno, trzeba być dzielnym i z uśmiechem znosić
              > przeciwności losu). W książce podkreślono, że zrzeczenie się roli nastąpiło z
              > tych drugich pobudek.

              Nie zauważyłam, żeby Kłamczucha się gdzieś poświęcała. Ani tym bardziej, żeby
              się męczyła. Raczej ukłuło ją sumienie i to dlatego potem "odczuła dziwną
              lekkość i radość". Bo postąpiła dobrze i pozbyła się małego gniota, sprawiając
              komuś radość niejako przy okazji.

              > Co do samej Danki i jej przepraszania za przykrość: przecież ta mameja nawet ni
              > e walczy o swoje, wszystko robi za nią jej służka Cesia!

              No to co?! Tylko ten jest warty przeprosin, kto walczy o swoje? Znaczy, osoby na
              przykład nieśmiałe - nie mówię bynajmniej tu o Dance - można odkopać w kąt?
              Cesia w tym przypadku to mniejsze piwo, bo to Dmuchawiec powinien pomyśleć o
              przeproszeniu uczennicy. Ceśka do niego przecież nie szła.

              > Co do samej Danki i jej przepraszania za przykrość: przecież ta mameja nawet ni
              > e walczy o swoje, wszystko robi za nią jej służka Cesia! Gdyby Dmuchawiec odebr
              > ał w taki sposób rolę np. hipotetycznie Idzie Borejko, przypuszczam, że skończy
              > łoby się na wybuchu furii i szybkiej zmianie tej decyzji z przeprosinami.
              >
              > Co do Cesi w roli Gertrudy: akurat z książki nie wynika, że akurat konkretnie C
              > esia znała już partię na pamięć i że miała tę rolę obiecaną. Mogło tak być, ale
              > pewności 100-procentowej nie mamy.

              Akurat że umiała tekst, mamy. A po co miałaby się uczyć, gdyby nie miała roli?

              "- Jak tam wasz Hamlet, Cesiu?
              - Umiem już tekst na pamięć - odparła dziewczyna w dżinsach."
              • soova Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 23.11.09, 14:15
                ananke666 napisała:


                Cytat> No to co?! Tylko ten jest warty przeprosin, kto walczy o swoje? Znaczy, osoby n
                > a
                > przykład nieśmiałe - nie mówię bynajmniej tu o Dance - można odkopać w kąt?

                Nie mówię, że jest niewarta przeprosin ze strony Dmuchawca, który ewidentnie wyrządził jej przykrość. Tylko że denerwuje mnie z drugiej strony postawa takiej leliji: odebrano mi rolę, nie będę się skarżyć, może ktoś (Cesia?) coś zrobi w tej sprawie, a ja tu sobie pocierpię w milczeniu. Dlatego nazwałam Dankę mameją.

                Nawiasem mówiąc, Danka nie jest nieśmiała. Jest niezłą manipulatorką, która kreuje się na depresyjną i zamkniętą w sobie poetkę, bo wie, że to jej zapewni orszak w postaci choćby Cesi i Pawła, oraz zwróci na nią uwagę Dmuchawca do tego stopnia, żeby powierzyc właśnie jej główną rolę żeńską.



                Cytat> Akurat że umiała tekst, mamy. A po co miałaby się uczyć, gdyby nie miała roli?
                >
                > "- Jak tam wasz Hamlet, Cesiu?
                > - Umiem już tekst na pamięć - odparła dziewczyna w dżinsach."


                Przepraszam, umknął mi ten fragment. Dmuchawiec postąpił bardzo nieładnie. Ale wiecie co? Moim zdaniem z czysto obsadowego punktu widzenia miał świętą rację, bo Czesia rzeczywiście byłaby świetnym Pukiem, gdyby wystawiano "Sen nocy letniej oczywiście". :) Nie rozumiem, jak mogło mu przyjść do głowy, żeby wcześniej proponować jej rolę Gertrudy (którą znów z powodzeniem mogłaby zagrać Aniela :)).
                • ananke666 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 23.11.09, 15:06
                  > Tylko że denerwuje mnie z drugiej strony postawa takiej
                  > leliji: odebrano mi rolę, nie będę się skarżyć, może ktoś (Cesia?) coś zrobi w
                  > tej sprawie, a ja tu sobie pocierpię w milczeniu. Dlatego nazwałam Dankę mameją


                  A mi dla odmiany wydaje się, że w tym akurat nie ma nic dziwnego. Niektórym
                  łatwiej przychodzi znieść przykrość w milczeniu, niż głośno ogłaszać swoją
                  krzywdę całemu światu. Taka odrobina godności osobistej. O tym, że było jej
                  bardzo przykro, wiedziała chyba tylko Ceśka, najbliższa przyjaciółka, której
                  Danka wcale nie prosiła o żadną przysługę. Tyle, że się wyżaliła, to chyba normalne.

                  > Nawiasem mówiąc, Danka nie jest nieśmiała.

                  Toteż napisałam wyraźnie "osoby na przykład nieśmiałe - nie mówię
                  bynajmniej tu o Dance
                  ".
                  Danka jest antypatyczna i tu jej wcale nie bronię. Co nie zmienia faktu, że jej
                  wysiłek włożony w przygotowanie się do przedstawienia został uznany za niewarty
                  splunięcia. Nie mogę uznać, że zrobione jej świństwo świństwem nie jest - tylko
                  dlatego, że za nią nie przepadam. Dmuchawiec od tego miał mózg, żeby użyć go
                  przy wyborze obsady i to jeszcze zanim uczniowie wkuli tekst sztuki.

                  Nawiasem mówiąc, znacznie lepszą manipulatorką jest łżąca na potęgę i kreująca
                  sobie kilka twarzy Aniela. Danka to jej może buciki polerować.

                  > Ale
                  > wiecie co? Moim zdaniem z czysto obsadowego punktu widzenia miał świętą rację,
                  > bo Czesia rzeczywiście byłaby świetnym Pukiem, gdyby wystawiano "Sen nocy letni
                  > ej oczywiście". :) Nie rozumiem, jak mogło mu przyjść do głowy, żeby wcześniej
                  > proponować jej rolę Gertrudy (którą znów z powodzeniem mogłaby zagrać Aniela :)

                  Odkopując w kąt dla odmiany Celestynę?
                  Co do wyboru Ceśki...
                  O rany, przecież w szkolnych przedstawieniach tak bywa. Bierze się osoby chętne
                  do pracy nad imprezą, mające jakieś tam zdolności w określonym kierunku, a
                  niekoniecznie mające odpowiednie warunki fizyczne, bo nie to jest najważniejsze.
                  Skoro drobna dziewczyna może być Hamletem, to zdrowiutkie jasnowłose dziewczę
                  może być Gertrudą. Tego typu imprezy mają swoje prawa, sama pamiętam
                  przedstawienie wystawione wyłącznie przez dziewczyny, choć większość ról była
                  męska i też fajnie było.
                  • soova Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 23.11.09, 16:14
                    ananke666 napisała:

                    Cytat A mi dla odmiany wydaje się, że w tym akurat nie ma nic dziwnego. Niektórym
                    > łatwiej przychodzi znieść przykrość w milczeniu, niż głośno ogłaszać swoją
                    > krzywdę całemu światu. Taka odrobina godności osobistej. O tym, że było jej
                    > bardzo przykro, wiedziała chyba tylko Ceśka, najbliższa przyjaciółka, której
                    > Danka wcale nie prosiła o żadną przysługę. Tyle, że się wyżaliła, to chyba norm
                    > alne.


                    Powiem tak: nie uważam, żeby opowiadanie głośno o swojej krzywdzie (a Dance Dmuchawiec rzeczywiście wyrządził krzywdę) było wyrazem braku godności osobistej. Nie widzę w tym nic dziwnego, że ktoś wyraża głośno niezadowolenie z powodu doznanej krzywdy, oczywiście pod warunkiem, gdy ma rację i gdy krzywda rzeczywiście nastąpiła bez jego współudziału (a bardzo często tak bywa, że najgłośniej o doznanej krzywdzie krzyczą ci, którzy sami najpierw postępowali nierozważnie, a teraz są nieszczęśliwi).

                    Niemniej w przypadku Danki moim zdaniem właśnie nie chodziło o żadną tam godność osobistą, tylko o zwykłe załatwienie sprawy cudzymi rękoma. Danka świetnie wiedziała, co się stanie, gdy wrażliwej Cesi wyzna, jaka to krzywda ją niezasłużenie spotkała ze strony Dmuchawca. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby sama do niego poszła i zażądała konkretnej odpowiedzi na pytanie o powód odebrania jej roli, mimo że już umie ją na pamięć. Do Anieli, pardon, do Franciszki Wyrobek, też nie podeszła, mimo że w sumie mogła i jej ten argument przedstawić (ćwiczę rolę dłużej, miałam ją pierwsza obiecaną, a ty jesteś tu w zasadzie intruzką i mnie wygryzasz). Ale zawsze lepiej tę sprawę załatwić za pomocą Cesi, której można się wyżalić i wystarczy, wzruszona Cielęcina sama pójdzie i wszystko załatwi.

                    Ciekawe, czemu też Danusia nie pożaliła się swemu rycerzowi? :)

                    CytatNawiasem mówiąc, znacznie lepszą manipulatorką jest łżąca na potęgę i kreująca
                    > sobie kilka twarzy Aniela. Danka to jej może buciki polerować.


                    Z tym też się zgadzam. Tylko że - ujęłabym to w skrócie - Aniela manipuluje, żeby przetrwać, bo nie ma w Poznaniu zarobków, chce mieszkać blisko ukochanego itp. I to ma jakiś wdzięk. Poza tym Aniela ma talent i naprawdę umie grać na scenie. Danusia jest tylko nawiedzoną grafomanką o urodzie Jane Birkin. Jej manipulacje wzbudzają we mnie tylko niechęć, mimo że w sumie też chodzi o ratowanie własnego tyłka (korepetycje w SK) czy własnego przekonania o własnych zdolnościach (rola Ofelii).

                    Cytat Odkopując w kąt dla odmiany Celestynę?

                    To było akurat bardzo hipotetyczne przypuszczenie wykraczające poza treść książki. :)
                    • ananke666 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 24.11.09, 12:44
                      > Niemniej w przypadku Danki moim zdaniem właśnie nie chodziło o żadną tam godnoś
                      > ć osobistą, tylko o zwykłe załatwienie sprawy cudzymi rękoma. Danka świetnie wi
                      > edziała, co się stanie, gdy wrażliwej Cesi wyzna, jaka to krzywda ją niezasłuże
                      > nie spotkała ze strony Dmuchawca

                      Szczerze wątpię.

                      Nic nie stało na przeszkodzie, żeby sama do n
                      > iego poszła i zażądała konkretnej odpowiedzi na pytanie o powód odebrania jej r
                      > oli, mimo że już umie ją na pamięć.

                      Po to, żeby usłyszeć w twarz, że jest do bani i znalazła się lepsza? Dmuchawiec
                      jest subtelny jak taczka cementu. Ja bym nie poszła.

                      > Ciekawe, czemu też Danusia nie pożaliła się swemu rycerzowi? :)

                      O, na pewno się pożaliła. Niestety, źle trafiła, Pawełek to tchórz o wrażliwości
                      kloca :)

                      > Z tym też się zgadzam. Tylko że - ujęłabym to w skrócie - Aniela manipuluje, że
                      > by przetrwać, bo nie ma w Poznaniu zarobków, chce mieszkać blisko ukochanego it
                      > p. I to ma jakiś wdzięk.

                      Ma wdzięk, bo Aniela ma kupę wdzięku i zostaje to zabawnie opisane. Jednak co do
                      przetrwania, to się nie zgadzam.

                      > Danusia jest tylko nawiedzoną grafomanką o urodzie Jane Birkin.

                      Uroda Jane Birkin to niewątpliwie niezwykłej wagi argument przeciwko Dance. A na
                      scenie, jak wiemy, grafomanię widać gołym okiem.

                      > To było akurat bardzo hipotetyczne przypuszczenie wykraczające poza treść książ
                      > ki. :)

                      Nie było aż tak wykraczające. Ktoś tę Gertrudę musiał odegrać, z jakąś dozą
                      prawdopodobieństwa mogę założyć, że to jednak Celestyna. Zresztą jest to niezbyt
                      ważne. Ważniejsze jest to, że Aniela przejmując dowolną rolę wykopuje
                      dotychczasowego wykonawcę.
                    • ginny22 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 24.11.09, 18:43
                      > Danka świetnie wiedziała, co się stanie, gdy wrażliwej Cesi wyzna,
                      jaka to krzywda ją niezasłuże nie spotkała ze strony Dmuchawca

                      E, nie wydaje mi się. Danka była poetką, nie jasnowidzką. Nie sądzę,
                      by żaliła się Cesi, by ta jej coś załatwiła.
                  • rozdzial43 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 24.11.09, 19:29
                    ananke666 napisała:


                    > Nawiasem mówiąc, znacznie lepszą manipulatorką jest łżąca na potęgę i kreująca
                    > sobie kilka twarzy Aniela. Danka to jej może buciki polerować.

                    Zgadzam się, ja też tak widzę asertywną Anielę. Danka i Aniela są w świecie
                    przyrody naturalnymi rywalkami, z tym że Aniela jest inteligentniejsza, bardziej
                    utalentowana i atrakcyjna towarzysko. Co nie zmienia faktu, że obie - i Danka, i
                    Aniela to żarłoczne harpie przyjaciółkowe są :).
                    Naturalnymi ofiarami w świecie przyrody takich emocjonalnych wampirów są właśnie
                    różne Cesie, Kasie (przyjaciółka Anieli z Łeby). No i w jeszcze jednym punkcie
                    wampirki się starły, nie tylko w kwestii przedstawienia. Starły się w punkcie
                    Pawełek Nowacki, tylko znów Aniela okazała się inteligentniejsza, odpuszczając
                    sobie ohydny budyń z soczkiem :))
          • soova Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 23.11.09, 17:00
            Ależ ja się z tym wszystkim zgadzam! Dance rzeczywiście Dmuchawiec wyrządził
            krzywdę, przy okazji odebrał Cesi rolę Gertrudy, zaś Aniella wygryzłaby Danusię
            o mało co z roli. Tylko że nie podoba mi się, że sprawę tej roli załatwia nie
            sama zainteresowana, a Cesia, o której wiadomo, że żadnej innej roli w
            przedstawieniu już dla nie nie będzie i która załatwia to pod hasłem "zrób coś
            dobrego dla innych" (czyli poświęć się). Abstrahując już od faktu, czy Anieli
            się ta rola należała (biorąc pod uwagę układy, nie, ale zdolności - tak, z tym,
            że to już temat na inną dyskusję). Znów jest jak w SK - ojciec Żaczek pożąda
            obiadu, mama rzeźbi, Julia się wypina, a Cesia... zmywa, w tym wypadku
            interweniuje u samej Anieli, żeby jej harpiowatej przyjaciółce nie stała się
            krzywda.
            • ananke666 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 24.11.09, 12:32
              Wiesz, zawsze patrzyłam na to trochę inaczej. Nie "poświęć się i zrób coś
              dobrego" tyko "zabrałaś coś komuś, proszę cię, zwróć". Nie dziwiłam się też, że
              Danka bezpardonowo wykopana i paskudnie upokorzona nie zrobiła nic. To, że
              Celestyna nieproszona idzie i próbuje, jest bardzo do niej podobne.
              O tym, że dla Cesi nie ma roli, właściwie nie wiemy. Ktoś w końcu tę Gertrudę
              odstawiał. Znamy zaledwie 4 role - Hamlet Kowalik, Ofelia Filipiak, Duch Nowacki
              i Horacy Hajduk. Reszty ni mo.
              A w przyjaźni Celestyna dostaje to, czego chce. Wśród nastolatków takie nierówne
              związki nie są rzadkie.
              • bat_oczir Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 24.11.09, 21:42
                > Znamy zaledwie 4 role - Hamlet Kowalik, Ofelia Filipiak, Duch Nowack
                > i
                > i Horacy Hajduk. Reszty ni mo.

                obstawiam, że Poloniusza odgrywa grubasek od Cecylii Niespodzianej :) :)
            • senseeko Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 24.11.09, 23:34
              soova napisała:

              > Ależ ja się z tym wszystkim zgadzam! Dance rzeczywiście Dmuchawiec wyrządził
              > krzywdę, przy okazji odebrał Cesi rolę Gertrudy, zaś Aniella wygryzłaby Danusię
              > o mało co z roli. Tylko że nie podoba mi się, że sprawę tej roli załatwia nie
              > sama zainteresowana, a Cesia, o której wiadomo, że żadnej innej roli w
              > przedstawieniu już dla nie nie będzie i która załatwia to pod hasłem "zrób coś
              > dobrego dla innych" (czyli poświęć się). Abstrahując już od faktu, czy Anieli
              > się ta rola należała (biorąc pod uwagę układy, nie, ale zdolności - tak, z tym,
              > że to już temat na inną dyskusję). Znów jest jak w SK - ojciec Żaczek pożąda
              > obiadu, mama rzeźbi, Julia się wypina, a Cesia... zmywa, w tym wypadku
              > interweniuje u samej Anieli, żeby jej harpiowatej przyjaciółce nie stała się
              > krzywda.

              A tak trochę offtopikowo - nie macie czasami wrażenia, że MM w postaci Celestyny skopiowała samą siebie z młodości?
        • ananke666 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 22.11.09, 19:31
          > Aniela,
          > która przybyła z małego miasteczka, gdzie nie miała zbyt wiele
          > możliwości poćwiczyć swoich zdolności aktorskich, pokazać się na
          > widowni i która na pewno długo czekała na taką rolę, miałaby
          > rezygnować z niej dla panienki, która w Poznaniu ma tyle możliwości,
          > tylko dlatego, że ma ona jakieś problemy emocjonalne?

          Aha. Krew mnie zalewa na takie argumenty. A Danka to niby gdzie, jako przeciętna
          uczennica liceum, miała tyle okazji? A ona to nie czekała?
          Pewnie, czemu Aniella miałaby jej nie robić świństwa, skoro przecież pochodzi z
          małego miasteczka i w związku z tym świństwo przestaje być świństwem...
          • meduza7 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 23.11.09, 09:11
            I tak w książce wychodzi to o wiele lepiej niż w filmie - bo obie (Danka i
            Aniela) ostatecznie dostają ważne, równorzędne role, obie grają bardzo dobrze, a
            nawet przypadkowa obsuwka z zapomnieniem kwiatków dodaje nowego smaczku scenie
            obłędu Ofelii. W filmie natomiast, o ile pamiętam, mamy typowe "pognębienie
            złośnicy" - Ofelią w ostatniej chwili zostaje Aniela, a Danka zostaje na lodzie.
          • yasemin Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 23.11.09, 12:49
            no przepraszam, chyba są w Poznaniu jakieś domy kultury, gdzie
            młodzież może realizować swoje ambicje aktorskie? A zdaje się, że w
            tamtych czasach takich ośrodków było więcej niż teraz. No, a poza
            tym- gdzie tu jest wcinanie się? Przecież to nie Aniela zdecydowała,
            nie zrobiła żadnego zamachu stanu, tylko to nauczyciel tak
            zadecydował, żeby ona zagrała. A nauczyciela się słucha, prawda?
            • ananke666 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 23.11.09, 13:37
              O ile pamiętam, aktorstwo w domach kultury występowało albo rzadko, albo wcale.
              Plastyka, muzyka, fotografia, modelarstwo itp, tak, jak najbardziej. Znamienne,
              że Aniella przez kolejne lata w Poznaniu do takowego nie trafiła.
              Wcinanie się jest wtedy, kiedy zdając sobie sprawę z własnych - większych -
              możliwości, odstawia się popisówkę, a potem entuzjastycznie przyjmuje się
              propozycję złożoną czyimś kosztem. Dmuchawiec, jako nauczyciel z innej szkoły,
              w przypadku Kłamczuchy mógł sobie decydować dokładnie o niczym.
              • mamarcela Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 23.11.09, 15:29
                W samej rzeczy. I jeszcze na dodatek Dmuchawiec to dupa nie pedagog. Teatr
                szkolny to nie jest miejsce dla popisów aktorskich kosztem dobrego samopoczucia
                uczniów, tylko po to, żeby się "reżyser" mógł wykazać. Danka dostała rolę i
                tego się powinien nauczyciel trzymać.
                Zresztą nawet w teatrze zawodowym trudno sobie wyobrazić, że w połowie prób
                zmienia się obsadę, bo się okazało, że suflerka ma talent aktorski, albo nawet
                nagle przybyła do teatru "gwiazda" serialu jakowegoś i łaskawie zgodziła się
                zagrać.
                • pani.filifionka Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 25.11.09, 00:52
                  Rzeczywiście, najbardziej narozrabiał tu Dmuchawiec. Aniela to mimo wszystko
                  piętnastolatka zwariowana na punkcie teatru. Nic dziwnego, że propozycja
                  zagrania Hamleta wywołała u niej dziki entuzjazm. Nawet dużo bardziej subtelna i
                  wrażliwa nastolatka mogłaby nie pomyśleć w takiej sytuacji (przynajmniej w
                  pierwszej chwili), że w gruncie rzeczy robi komuś świństwo. A nauczyciel,
                  zwłaszcza podobno doświadczony, powinien sobie zdawać sprawę, że takich rzeczy
                  się nie robi.

                  P.S. Witam się niniejszym, bo to mój pierwszy post tutaj.

                  • ananke666 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 25.11.09, 02:22
                    A masz, a masz jelitko i kapuśniaczka! Znaczy się, witaj :)
              • ginny22 OT o domach kultury 24.11.09, 18:41
                > O ile pamiętam, aktorstwo w domach kultury występowało albo
                rzadko, albo wcale.

                Hę? W znanych mi dwóch domach kultury było pięć grup teatralnych, z
                czego dwie bardzo ambitne (nastawione na ludzi, którzy chcą iść do
                szkół aktorskich). Nie wierzę, że żyłam w wyjątkowo uteatralnionej
                okolicy.
                • ananke666 Re: OT o domach kultury 24.11.09, 21:20
                  A może jednak? :) Bo ja naprawdę nie pamiętam żadnego. Zresztą, Aniela powinna
                  zwąchać je od razu. A nie zwąchała.
                  • ginny22 Re: OT o domach kultury 24.11.09, 21:29
                    Może dlatego, że pani MM nie wpadła na ten pomysł?
                    Nie wiem, mnie działalność w teatrze amatorskim wydaje się tak
                    oczywistą formą działalności młodego człowiekam, że opcję braku kół
                    teatralnych w domach kultury traktuję jako s-f.
                    • jottka Re: OT o domach kultury 24.11.09, 23:42
                      popieram ginny:) nie wierzę, że w poznaniu, późniejszym mieście "malty" panowała
                      posucha w dziedzinie teatrów amatorskich wszelkiej maści, gdy w takim
                      szczecinie, gdzie jak wiadomo ptaki zawracają w locie, od zawsze wszelkich grup
                      off i off-offowych było wiele chcieć, a może i więcej.
                      • ananke666 Re: OT o domach kultury 25.11.09, 00:08
                        No to inaczej: w Poznaniu musierycznym było z nimi krucho :)
                        A nawet gdyby nie, to naprawdę nie jest powód, żeby włazić komuś z butami w
                        plany. A w przypadku uczennicy tuż po podstawówce argument, że przecież
                        tyle czekała na taką rolę, więc może spokojnie wygryzać
                        konkurencję, uważam za niedorzeczny.
                        • jottka Re: OT o domach kultury 25.11.09, 00:22
                          ananke666 napisała:

                          > No to inaczej: w Poznaniu musierycznym było z nimi krucho :)

                          pewnie tak:) pewnie pani mm nie interesowała się alternatywą i taki efekt - tak
                          samo zresztą ciężko mi w to zamiłowanie anieli do innokientija łączonego z
                          raszewskim uwierzyć, ciut za oficjalno-pedagogiczne to zestawienie. gdyby
                          aniella marzyła o karierze teatrolożki, to jeszcze ujdzie, ale panna z takim
                          ciągiem na scenę? no nie ma tak dobrze:)
                          • ktoszapanemstoi Re: OT o domach kultury 26.11.09, 19:59
                            Skoro mowa już o tym nieszczęsnym przedstawieniu... Gdybym była na miejscu Cesi i usłyszała tę uroczą uwagę Dmuchawca o graniu Gertrudy "z taką twarzą", wyleciałabym z tego mieszkania i więcej tam nie wróciła. Tym bardziej dziwię się reakcji Cesi, która była przecież bardzo wrażliwa, a stanęło na tym, że się zarumieniła i dalej ochoczo wspierała Wspaniałe Arcydzieło Współczesnego Teatru w jego trudnej drodze do sukcesu. Naprawdę nie rozumiem, czym Dmuchawiec zasłużył na tytuł "fantastycznego pedagoga". To jedna z najbardziej chamskich uwag, jakie można rzucić nastoletniej dziewczynie. Nie obchodzą mnie tutaj jego wrażenia estetyczne ani artystyczne aspiracje - pewnych rzeczy się po prostu nie robi, jeśli ma się jakiś minimalny poziom kultury osobistej.
                            Aniela odbierająca rolę Dance - to jest jednak nie fair. O ile łatwo ją można zrozumieć (była próżna, marzyła o czymś takim, nie znosiła Danki), to jednak wciąż jest świństwo. A postawa Dmuchawca... Bez komentarza. Niespełniony reżyser się znalazł, wywalać kogoś z obsady raz po raz, bo taki ma się kaprys...


                            PS. Przepraszam, jeśli ten post pojawi się w połowie dyskusji, zamiast na końcu - nie znoszę pisać na forum gazetowym, zawsze robi mi takie numery...
                            • marslo55 Re: OT o domach kultury 27.11.09, 17:06
                              ktoszapanemstoi napisała:
                              "Gdybym była na miejscu Cesi i usłyszała tę uroczą uwagę Dmuchawca o
                              graniu Gertrudy "z taką twarzą", wyleciałabym z tego mieszkania i
                              więcej tam nie wróciła."
                              A ja bym rzuciła jakąś uroczą uwagę o reżyserze. Na szczęście Cesia
                              w "K" jest już z Jurkiem i jego osąd na pewno wygrywa z artystycznem
                              gustem Dmuchawca, ale gdyby wspaniały pedagog rzucił takim tekstem w
                              SK, toby się mogła długo nie pozbierać. Tata Żak mówi o "pychu
                              czerwonym" przekonany, że prawi córce komplement, Dmuchawiec wręcz
                              przeciwnie. I w sumie - po co? Rola obsadzona, przedstawienie
                              amatorskie... Jeśli Dmuchawiec zawsze taki był, to nie dziwota, że
                              Kreska z góry uważała się za przegraną w starciu z Matyldą.
                            • anutek115 Re: OT o domach kultury 27.11.09, 17:34
                              Gdybym była na miejscu Cesi
                              > i usłyszała tę uroczą uwagę Dmuchawca o graniu Gertrudy "z taką
                              twarzą", wylec
                              > iałabym z tego mieszkania i więcej tam nie wróciła. Naprawdę
                              nie rozumiem, czym Dmuchawiec zasłużył na tytuł "fantastycznego
                              pedagoga".


                              Całkowicie sie zgadzam! Szczerze mówiąc, ja zupełnie nie rozumiem
                              tej uwagi, co to znaczy "z taką twarzą"? Może jestem prymitywna, ale
                              zawsze mi się wydawało, że dobra aktorka (a nie wiemy, czy Cesia nie
                              była dobra) może mieć dowolną twarz, ostatecznie, film i teatr
                              notują dziwne wypadki w rodzaju aktorek grających Julię, a prywatnie
                              będących babciami, białych Otellów i kobiet (innych niż Aniela ;))
                              grających Hamleta. No dobra, można mieć jakąś tam wizję, ale żeby
                              zaraz "z taka twarzą"? Co ona, oszpecona była. Notabene, moim na
                              przykład zdaniem nie mogłaby grać Puka, ja go sobie zupełnie inaczej
                              wyobrażam.

                              Inna sprawa, że Dmuchawiec zasłuzył na tytuł idealnego pedagoga,
                              ponieważ pani MM miała taką ochotę, i tak się jej, drodzy
                              czytelnicy, chciało ;))). W SzK i Kłamczusze on nie jest nie tylko
                              idealnym, ale moim zdaniem nawet dobrym pedagogiem. W KK - nieco
                              lepiej wypada, ale do idealnego mu baaaardzo daleko. Wiem, bo paru
                              idealnych pedagogów miałam i widzę różnicę. Żaden z tych pedagogów
                              nie robiłby ankiety anonimowej, omawiając którą wyśmiewałby
                              wypowiedź uczennicy wywołując ją z nazwiska. Zaden nie obarczyłby
                              uczennicy obowiązkiem opieki nad inną uczennicą i nie pytał
                              potem "Nawalamy, hę, panno X?". Tekstu o "takiej twarzy" też by
                              żaden nie rzucił... Ja, mówiąc szczerze, nigdy nie wiedziałam, za co
                              go uczniowie tak cenią, by za co lubią, wiedziałam bardzo
                              dobrze "Ściągać pozwala! Wcale się nie czepia!!")...

                              --
                              When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his
                              sleep
                              • lezbobimbo Re: OT o domach kultury 27.11.09, 19:01
                                anutek115 napisała:
                                > Inna sprawa, że Dmuchawiec zasłuzył na tytuł idealnego pedagoga,
                                > ponieważ pani MM miała taką ochotę, i tak się jej, drodzy
                                > czytelnicy, chciało ;))). W SzK i Kłamczusze on nie jest nie tylko
                                > idealnym, ale moim zdaniem nawet dobrym pedagogiem. W KK - nieco
                                > lepiej wypada, ale do idealnego mu baaaardzo daleko. Wiem, bo paru
                                > idealnych pedagogów miałam i widzę różnicę. Żaden z tych pedagogów
                                > nie robiłby ankiety anonimowej, omawiając którą wyśmiewałby
                                > wypowiedź uczennicy wywołując ją z nazwiska. Zaden nie obarczyłby
                                > uczennicy obowiązkiem opieki nad inną uczennicą i nie pytał
                                > potem "Nawalamy, hę, panno X?". Tekstu o "takiej twarzy" też by
                                > żaden nie rzucił...

                                Swiete slowa, dobrodziko!
                                MM na pedagogice sie nie zna oczywiscie, wiec sobie ulepila przykre monstrum.
                                Wyznala w swym TRS, ze tym oto monstrumem pragnela byla zlozyc hold swojemu
                                wlasnemu poloniscie z liceum plus matematykowi, ale oni czegos te licealistki
                                jednak UCZYLI. A monstrum niestety wyszlo jak idealna matka Gaba i babcia Mila,
                                czy ubóstwo Borejkow - zgrzytajacy, jak widly po szkle, brak zwiazku miedzy
                                nieznosnymi superlatywami odautorskimi, a rzeczywistymi opisami w tekscie.
                                Dmuchawiec nie jest pedagogiem, bo wiele swoich pupilkow nie uczy. Podobno ma
                                ich uczyc polskiego, tak? Natomiast nadmuchuje sie czcza gadanina o "etyce" przy
                                okazji niezliczonych ankiet (po cholere mu te osobiste dane i co z nimi robi?
                                Nic tylko sie wyzywa na tych, co mu rzeczywiscie cos wyznaja. Ja bym mu klamala
                                na potege, wcale sie nie dziwie tej biednej Beacie z Begonia). Przy okazji
                                cholernych ankiet Dmuchaniec wydziwia tez nad rzekomym brakiem ambicji
                                nastolatków, tudziez nie rozumie, dlaczego taki Jurek pragnie zyc w spokoju, nie
                                idac sam przeciw calej komunie; a takze doznaje czegos na ksztalt snobistycznego
                                szoku, bo cizsam Hajduczek smie interesowac sie sportem, zamiast pierniczeniem o
                                idealach!
                                I jeszcze bzdura sobie w OwR, ze idealnie wychowal pare klas idealistow (tzn.
                                walczacych z systemem) - zapewne czynil to wspaniale, obrazajac ich wyglad,
                                lamiac prywatnosc, zwalajac na nich swe obowiazki i wpedzajac w kompleksy
                                (oprocz TAKIEJ TWARZY Cesi, wali tez do Danki slowy "nie nadymaj sie tak, bo Ci
                                sie robi trzeci podbródek") albo patrzac na uczniow z odraza za pilnosc i brak
                                "fantazji" jak to czynil z Ewa Jedwabinska. Normalnie wór cnot i archaniol Jezyc!

                                >Ja, mówiąc szczerze, nigdy nie wiedziałam, za co
                                > go uczniowie tak cenią, bo za co lubią, wiedziałam bardzo
                                > dobrze "Ściągać pozwala! Wcale się nie czepia!!")...

                                I jeszcze pozwala na poprawianie sobie stopni ukradkiem w dzienniku.
                                Dodatkowo nie uczy ich polskiego o jakis tam przydawkach, nie sprawdza nawet
                                obecnosci, tylko pragnie robic wode z MUSKU (wystarczy mu lac troche wody, tak
                                jak on lubi i juz po lekcji.. - przecudny Niziurski sie mi tu wraz przypomina, z
                                jego DRYFEM gogicznym ze Sposobu na Alcybiadesa :)
                                • andrzej585858 Re: OT o domach kultury 27.11.09, 19:37
                                  Ależ fantastycznie przesadzasz. Az zamarłem z podziwu. Choć powinienem chyba
                                  powiedzieć ze pióro z dłoni mi wypadło.
                                  • anutek115 Re: OT o domach kultury 27.11.09, 21:12
                                    andrzej585858 napisał:

                                    > Ależ fantastycznie przesadzasz. Az zamarłem z podziwu.

                                    Ale, Andrzeju, gdzie ona przesadza? Uzasadnienie poproszę. Może
                                    trochę, jak to Lezbobimbo, daje sie ponieść własnej swadzie, ale ja
                                    widzę sporo racji w jej wypowiedzi. Ja tez bym łgała na ankietach u
                                    Dmuchawca (po tym numerze z Beatą i Begonią? O, słowa prawdy by ode
                                    mnie nie usłyszał, nie wspominając o tym, że jakbym go w parku
                                    spotkała, to bym poza grzeczne "dzień dobry" nie wychodziła świadoma
                                    faktu, że jak coś więcej powiem, pan profesor może tego przeciwko
                                    mnie użyć). A jego zachowanie wobec Ewy Jedwabińskiej (niekoniecznie
                                    to szkolne, o którym wiemy tylko od Ewy, nieobiektywnej, ale to,
                                    którym poczęstował ją jako osobę dorosłą, nietaktowne i
                                    moralizatorskie, i nieładne, IMHO) też nie plasuje go na podium dla
                                    Najlepszych Pedagogów i Wzorców z Sevres Moralności i Mądrości
                                    Życiowej.

                                    Jako osoba, która nigdy nie była szesnastoletnią panienka nie możesz
                                    ponadto w pełni odczuć poniżającej siły słów "z taką twarzą,
                                    wykluczone!". Można to było ująć na dziesiątki sposobów, nawet
                                    przemienić w komplement ("zbyt wiele w tobie pogody i radości
                                    zycia"), a nie walić z grubej rury i dokładać cegiełkę do góry
                                    kompleksów.

                                    Inna sprawa, że w starej Jeżycjadzie Dmuchawiec nie był Wzorcem z
                                    Sevres, tylko lubianym, acz ludzkim (więc ułomnym) nauczycielem. To
                                    dopiero po uczynieniu z niego Wzorca i Wyroczni jego nietaktowne,
                                    niegrzeczne i krzywdzące innych zachowania stają się tym
                                    widoczniejsze i tym bardziej zgrzytają.
                                    • bat_oczir Re: OT o domach kultury 27.11.09, 21:19
                                      > Jako osoba, która nigdy nie była szesnastoletnią panienka nie możesz
                                      > ponadto w pełni odczuć poniżającej siły słów "z taką twarzą,
                                      > wykluczone!".

                                      :) :) he, he, a to ja kiedyś tu zostałem rozwalcowany za seksizm :) :) :)
                                      • andrzej585858 Re: OT o domach kultury 27.11.09, 21:29
                                        bat_oczir napisał:


                                        >
                                        > :) :) he, he, a to ja kiedyś tu zostałem rozwalcowany za seksizm :) :) :)

                                        Ciekawe - swoją drogą ciekawi mnie analiza pojęcia -seksizm - w drugą stronę.
                                      • anutek115 Re: OT o domach kultury 27.11.09, 21:49
                                        bat_oczir napisał:

                                        > :) :) he, he, a to ja kiedyś tu zostałem rozwalcowany za
                                        seksizm :) :) :)

                                        No wypraszam sobie, ja nie wałkowałam :))))! Piszę o tym, co czuje
                                        szesnastoletnia panienka, bo to pamiętam, jako, że nią byłam (a
                                        Andrzej nie, co robić, mimo kukardek i podkolanówek). Może
                                        szesnastoletniego faceta też by to wbiło w glebę, tego nie wiem i
                                        wiedzieć nie mogę, więc się nie wypowiadam.
                                        • andrzej585858 Re: OT o domach kultury 27.11.09, 22:18
                                          anutek115 napisała:

                                          ! Piszę o tym, co czuje
                                          > szesnastoletnia panienka, bo to pamiętam, jako, że nią byłam (a
                                          > Andrzej nie, co robić, mimo kukardek i podkolanówek). Może
                                          > szesnastoletniego faceta też by to wbiło w glebę, tego nie wiem i
                                          > wiedzieć nie mogę, więc się nie wypowiadam.

                                          Wbijało w glebę, oj wbijało :-)) Co prawda nie szesnastoletniego ale
                                          czternastoletniego i to akurat z powodu łydek wyobraż sobie !! Chociaż nie w
                                          kontekście teatralnym ale sportowym.
                                          • lezbobimbo Re: OT o domach kultury 30.11.09, 18:34
                                            andrzej585858 napisał:
                                            > Wbijało w glebę, oj wbijało :-)) Co prawda nie szesnastoletniego ale>
                                            czternastoletniego i to akurat z powodu łydek wyobraż sobie !! Chociaż nie w>
                                            kontekście teatralnym ale sportowym.

                                            Ano wiec widzisz, Andrzeju, cala tutaj nasza awantura (awanturka z bryndzy hi hi
                                            hi, eee, co to ja chcialam, pardon) o Dmuchawca wynika z tego, ze kiedy on jako
                                            pseudorezyser mowi zakompleksionej szesnastolatce, ze jej twarz (!!!) sie nie
                                            nadaje do roli w olaboga, SZKOLNYM przedstawieniu, to tak samo jakby Tobie
                                            14-letniemu jakis szkolny trener powiedzial, ze musisz calkiem porzucic sport,
                                            bo Twoje lydki sa za chude (i za duzo maja kukardek ;).. i ze z takimi nogami to
                                            mozesz najwyzej zbierac pilki i donosic je innym na boisko..
                                    • andrzej585858 Re: OT o domach kultury 27.11.09, 21:23
                                      anutek115 napisała:

                                      >
                                      > Inna sprawa, że w starej Jeżycjadzie Dmuchawiec nie był Wzorcem z
                                      > Sevres, tylko lubianym, acz ludzkim (więc ułomnym) nauczycielem. To
                                      > dopiero po uczynieniu z niego Wzorca i Wyroczni jego nietaktowne,
                                      > niegrzeczne i krzywdzące innych zachowania stają się tym
                                      > widoczniejsze i tym bardziej zgrzytają.

                                      Własnie, byl lubianym nauczycielem. Znowu popełniam ten sam błąd, ciągle go
                                      popełniam, ale postacie literackie przenoszę do świata realnego.
                                      Nietaktowne, niegrzeczne zachowanie nauczyciela hmm.
                                      Jeżeli spojrzę wstecz to miałem prawie samych nietaktownych i niegrzecznych
                                      nauczycieli, własnie takich jak Dmuchawiec i teraz żałuję czasem że jednak co
                                      innego było dla mnie ważniejsze w latach szkolnych niz szkoła.
                                      Dla moich rówieśników ktoś taki jak profesor Dmuchawiec był ideałem
                                      nauczyciela, pomimo swoich wad, ktore oczywiście posiadał.
                              • bat_oczir Re: OT o domach kultury 27.11.09, 20:26
                                > Całkowicie sie zgadzam! Szczerze mówiąc, ja zupełnie nie rozumiem
                                > tej uwagi, co to znaczy "z taką twarzą"?

                                hmmm..........

                                No to wyobraź sobie, że Krzysztof Kowalewski ma zagrać Kmicica.

                                Albo Danny De Vito Robin Hooda.

                                Albo Renee Zelweeger Andromachę z "Iliady".

                                Względnie wyobraź sobie Piotra Gąsowskiego jako zmysłowego pana Rochestera :).

                                > zawsze mi się wydawało, że dobra aktorka (a nie wiemy, czy Cesia nie
                                > była dobra) może mieć dowolną twarz,

                                W Twoim ujęciu nie istniałoby pojęcie "aktor charakterystyczny". A ono istnieje.


                                > ostatecznie, film i teatr
                                > notują dziwne wypadki w rodzaju aktorek grających Julię, a prywatnie
                                > będących babciami

                                oh..moja droga....Olbrychski w swoich pamiętnikach wspomiana że któryś reżyser
                                (czy nie Andrzej Żuławski) proponował mu ujęcie roli Makbeta z onanizowaniem się
                                na tronie na środku sceny.

                                Pewnie że dziwne wypadki na scenie to żadne nvum...ale raczej w ostatnim
                                20-leciu. Kiedyś Szekspir (i nie tylko) był jednak bardziej konwencjonalny.
                                Zauważ - w książce mowa jest w zasadzie tylko o wersjach Kozincewa i Oliviera,
                                takiej na przykład wersji Lubimowa MM chyba na oczy nie widziała, wersji
                                Richardsona chyba też.....

                                Więc nie dziw się, że rumiana Cielęcina mogła Dmuchawcowi do roli posępnej
                                wiarołomnej Gertrudy nie pasować. To jeszcze nie były czasy poprawności
                                politycznej :).
                                • ewaty Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 27.11.09, 20:55
                                  bat_oczir napisał:

                                  > > Całkowicie sie zgadzam! Szczerze mówiąc, ja zupełnie nie rozumiem
                                  > > tej uwagi, co to znaczy "z taką twarzą"?
                                  >
                                  > hmmm..........
                                  >
                                  > No to wyobraź sobie, że Krzysztof Kowalewski ma zagrać Kmicica.
                                  >
                                  > Albo Danny De Vito Robin Hooda.
                                  >
                                  > Albo Renee Zelweeger Andromachę z "Iliady".

                                  >
                                  > Więc nie dziw się, że rumiana Cielęcina mogła Dmuchawcowi do roli
                                  posępnej
                                  > wiarołomnej Gertrudy nie pasować. To jeszcze nie były czasy
                                  poprawności
                                  > politycznej :).


                                  Eee...My nadal rozmawiamy o przedstawieniu szkolnym, czy o spektaklu
                                  profesjonalnym, do którego jest casting i wybiera się spośród
                                  kilkudziesięciu, jak nie lepiej, startujących? O ile pamiętam
                                  zamierzchłe szkolne czasy, to do, choćby recytacji wierszy na
                                  akademiach, polonista wybierał tych, którzy: a)radzili sobie z
                                  pamięciowym opanowaniem dłuższego tekstu, b)umieli uporać się z
                                  tremą, c) mieli na tyle mocne głosy, że było ich słychać na końcu
                                  sali, d)byli w stanie włożyć wysiłek w próbę jakiejś interpretacji
                                  tekstu. Mówię o swoim nauczycielu, który naprawdę starał się nam
                                  zaszczepić pasję teatralną i teatrem się interesował.W K grają
                                  Hamleta, nawet po skrótach mega długi, trudny tekst i ja mam
                                  uwierzyć, że Dmuchawiec miał tak zdolnych uczniów, że w jednym
                                  roczniku znalazł tylu spełniających punkty abcd, że mógł sobie
                                  pozwolić na kaprysy co do wyglądu?

                                  Takie uwagi, jakie wygłosił do Cesi, przy jej wcześniejszym opisie,
                                  jako dziewczyny zakompleksionej (te łydki...)IMHO wywołałyby
                                  niekonrolowaną powódź łez, ucieczkę i serdeczną nienawiść do Hamleta,
                                  teatru itd. W tym wieku, takie uwagi odbiera się wyjątkowo boleśnie.
                                  • andrzej585858 Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 27.11.09, 21:02
                                    Hmm, być może juz nie pamiętam ale wydaje mi się że kwestia łydek została
                                    poruszona przez Danusię w odniesieniu do Anieli co spowodowało naukową
                                    dociekliwość Dmuchawca.
                                    Jakoś nie mogę sobie przypomnieć Cesi jeżeli chodzi o kwestię łydek.
                                    • ewaty Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 27.11.09, 21:24
                                      Był kompleks, był. Cesia uważała swoje łydki z grube, a tekst brodacza,
                                      że ma fajne nogi był dla niej lekkim szokiem.
                                      • bat_oczir Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 27.11.09, 21:30
                                        tylko "niezłe" a nie fajne :) :)
                                      • andrzej585858 Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 27.11.09, 21:31
                                        ewaty napisała:

                                        > Był kompleks, był. Cesia uważała swoje łydki z grube, a tekst brodacza,
                                        > że ma fajne nogi był dla niej lekkim szokiem.

                                        Owszem - ale to nie miało nic wspólnego z Dmuchawcem!!
                                        • ewaty Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 27.11.09, 21:46
                                          andrzej585858 napisał:

                                          > ewaty napisała:
                                          >
                                          > > Był kompleks, był. Cesia uważała swoje łydki z grube, a tekst
                                          brodacza,
                                          > > że ma fajne nogi był dla niej lekkim szokiem.
                                          >
                                          > Owszem - ale to nie miało nic wspólnego z Dmuchawcem!!

                                          Ojej, łydki bezpośrednio nie, ale świadomość nadwrażliwości
                                          nastolatków dotycząca wyglądu powinna być wybitnemu pedagogowi
                                          bliska. Poza tym, jeśli znał swoich podopiecznych, to powinien o tej
                                          cesze Ceśki wiedzieć.
                                  • bat_oczir Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 27.11.09, 21:17
                                    > ja mam
                                    > uwierzyć, że Dmuchawiec miał tak zdolnych uczniów, że w jednym
                                    > roczniku znalazł tylu spełniających punkty abcd, że mógł sobie
                                    > pozwolić na kaprysy co do wyglądu?

                                    czasem wizja reżyserska jest bardzo silna :) wiem coś o tym :) zostałem kiedyś
                                    przez panią w szkle odwalony kolejno od roli księcia i myśliwego i koniec końców
                                    w baśni o Królewnie Śnieżce musiałem zagrać krsnoludka Śmieszka (chociaż, motyla
                                    noga, byłem najwyższy z całej klasy @#$%^) :) :)
                                    • ewaty Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 27.11.09, 21:26
                                      bat_oczir napisał:


                                      > czasem wizja reżyserska jest bardzo silna :) wiem coś o tym :)
                                      zostałem kiedyś
                                      > przez panią w szkle odwalony kolejno od roli księcia i myśliwego i
                                      koniec końcó
                                      > w
                                      > w baśni o Królewnie Śnieżce musiałem zagrać krsnoludka Śmieszka
                                      (chociaż, motyl
                                      > a
                                      > noga, byłem najwyższy z całej klasy @#$%^) :) :)

                                      No widzisz, jakie to może być traumatyczne przeżycie? Pamiętasz to do
                                      dziś...:)
                                      • bat_oczir Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 27.11.09, 21:33
                                        > No widzisz, jakie to może być traumatyczne przeżycie? Pamiętasz to do
                                        > dziś...:)

                                        ale tylko dlatego, że królewnę grała taka moja koleżanka....ech....dziewczyno,
                                        przepadł mi pocałunek w usta (książę) i w rękę (myśliwy)!
                                        • ewaty Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 27.11.09, 21:49
                                          bat_oczir napisał:

                                          > > No widzisz, jakie to może być traumatyczne przeżycie? Pamiętasz
                                          to do
                                          > > dziś...:)
                                          >
                                          > ale tylko dlatego, że królewnę grała taka moja
                                          koleżanka....ech....dziewczyno,
                                          > przepadł mi pocałunek w usta (książę) i w rękę (myśliwy)!


                                          Niech Cię pocieszy, że dla niej ten pocałunek w usta w wykonaniu
                                          jakiegoś paskudka (bo tylko na takie miano zasłużył w porównaniu z
                                          Tobą, czyż nie?:)) jest dla niej na tyle traumatyczne, że do dziś
                                          zwierza się z tego swemu psychoterapeucie na kanapce:))
                                          • bat_oczir Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 27.11.09, 21:56
                                            > Niech Cię pocieszy, że dla niej ten pocałunek w usta w wykonaniu
                                            > jakiegoś paskudka (bo tylko na takie miano zasłużył w porównaniu z
                                            > Tobą, czyż nie?:)) jest dla niej na tyle traumatyczne, że do dziś
                                            > zwierza się z tego swemu psychoterapeucie na kanapce:))

                                            może......:) skądinąd z NK wiem, że wyszła za mąż za innego krasnoludka :) :) :)
                                            • ewaty Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 27.11.09, 22:23
                                              Boszsz...to jak z Jeżycjady!Miłość w pacholęctwie skutkująca
                                              małżeństwem w dorosłości.
                                    • melmire Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 27.11.09, 22:56
                                      To i tak miales szczescie. Mnie przez trzy lata kolka teatralnego nie obsadzono
                                      w zadnej roli. Zadnej.
                                      Jak wystawialismy (?) "Calineczke" dziewczyna grajaca Zuka malo sie przykladala,
                                      cos pyskowala, wiec w pewnym momencie pan rezyser powiedzial " skoro tak, to
                                      Zuka zagra melmire". Boze, jaka bylam szczesliwa, lecialam do domu jak na
                                      skrzydlach....nastepnego dnia okazalo sie ze to byl zart, ze powiedzial to ot
                                      tak, zeby tamta do pionu doprowadzic. Dwadziescia lat minelo, i do tej pory to
                                      pamietam. Jak bym miala szczescie dopasc go gdzies w ciemnym zaulku to bym w
                                      morde dala. Za ten potworny zawod, i za lata kompleksow po nim.
                                      • ding_yun Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 28.11.09, 01:40
                                        melmire napisała:

                                        > To i tak miales szczescie. Mnie przez trzy lata kolka teatralnego nie obsadzono
                                        > w zadnej roli. Zadnej.

                                        Omg, Melmire, ależ miałaś cierpliwość. Trzy lata??? Ja bym takie kółko rzuciła
                                        po paru miesiącach najdalej i jeszcze poleciała do domu z awanturą, że co oni
                                        sobie w ogóle myślą, że kółko jest głupie, pani prowadząca śmierdzi, a w ogóle
                                        to w życiu już moja noga tam nie postanie i nie chcę nawet słyszeć słowa
                                        "teatr". Niechęć do teatru szybko pewnie by mi przeszła, bo to jednak piękna
                                        dziedzina sztuki, ale niechęć do nauczycielki prowadzącej pozostałaby na całe
                                        życie, a na pewno do końca szkoły. Jako dziecko nie pyskowałam nielubianym
                                        nauczycielom (to w gimnazjum), ale uwielbiałam ich traktować z poczuciem
                                        moralnej wyższości, mieć na czole wypisane "gardzę tobą" i każdym gestem dawać
                                        do zrozumienia, że tylko głęboko zakorzenia kultura osobista powstrzymuje mnie
                                        przed powiedzeniem, co sądzę na ich temat. Musiało to wyglądać przezabawnie u
                                        ośmiolatki, ale mnie przynosiło satysfakcję i ponoć byłam w tym niezła :)
                                        • ding_yun Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 28.11.09, 01:50
                                          Ja byłam kiedyś w podobnej sytuacji, co Danka, ale byłam młodsza, chyba w 2
                                          klasie podstawówki. Miałam zagrać w jasełkach Maryję, głównie dlatego, że się
                                          dobre uczyłam i to było chyba w nagrodę :) Poza tym miałam i nadal mam bardzo
                                          donośny głos. Niestety w pewnym momencie przyszła druga pani współreżyserka i
                                          zaczęła kręcić nosem, że Maryję to powinna zagrać jakaś słodka blondyneczka o
                                          delikatnej urodzie i przekonała moją nauczycielkę, żeby w tej roli obsadzić
                                          właśnie taką moją przaśną koleżankę. Ja mam natomiast bardzo ciemne włosy,
                                          ciemne oczy, co w moim pojęciu stanowiło atut, bo rzeczywiście mogę uchodzić za
                                          Żydówkę. Kiedy usłyszałam o tej zmianie miejsc, pouczyłam panią, jakiego
                                          pochodzenia była Maryja i nie omieszkałam skomentować z pogardą, że Żyda to ona
                                          chyba w życiu nie widziała nawet na obrazku.
                                          • kkokos Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 28.11.09, 10:05
                                            Kiedy usłyszałam o tej zmianie miejsc, pouczyłam panią, jakiego
                                            > pochodzenia była Maryja i nie omieszkałam skomentować z pogardą,
                                            że Żyda to ona
                                            > chyba w życiu nie widziała nawet na obrazku.


                                            o, jakże bym chciała tę scenę zobaczyć :)
                                          • klymenystra Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 29.11.09, 22:33
                                            Ja, po dwoch latach paletania sie w kolku teatralnym w rolach: rycerza,
                                            narratora, 2xpasterza, dostalam wielka szanse zagrania Marii w jaselkach. Na
                                            pierwszej probie poszlo mi super i franca prowadzaca teatrzyk powiedziala, ze
                                            bylo idealnie ( a do tej pory nie doceniala mojego talentu aktorskiego,
                                            prawdpoodnie dlatego, ze moja mama nie stawiala samych piatek jej corce...).
                                            Jak latwo sie domyslic - gralam Jozefa :/ Bo nikogo innego do tej roli nie ma,
                                            chlopcow sa braki, a potrzeba chlopcow do trzech kroli, wiec ja zagram Jozefa, a
                                            sliczniutka Ania Marie. Bolalo, nie powiem :(
                                            • mankencja Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 29.11.09, 22:51
                                              wspolczuje.

                                              ja w podstawowce zostalam zmuszona do zagrania aniołka w jasełkach. rola
                                              sprowadzala sie do chodzenia w kolko z innymi dziewczynkami i spiewania koled.
                                              jako, ze spiewanie w wykonaniu wlasnym akceptuje tylko po spozyciu, a jako
                                              12latka alkoholu nie pilam, protestowalam glosno. absolutnie nic to nie dalo,
                                              mialam wystepowac i juz. i wystepowalam. grzecznie drepczac w kolko z
                                              zacisnietymi ustami i rzucajac wychowawczyni gniewne spojrzenia.
                                              • mankencja Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 29.11.09, 22:56
                                                a! na obozie językowym na tak zwanych warsztatach filmowych wystąpiłam w
                                                amatorskim filmiku jako anonimowy biegacz. warunkiem dostania tej roli było
                                                posiadanie w miarę czystych krótkich spodni.
                                              • mama_kotula Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 29.11.09, 23:04
                                                O, jasełka. Jakże uroczo.

                                                Mnie na okoliczność jasełek wtłoczono w ludowy strój krakowski męski i kazano najpierw zagrać na flecie koledę, a następnie robić za narratora w misterium "U szopy"


                                                "tiurli tiurli, tiurli tiurli,
                                                tak muzyczka gra, tak muzyczka gra
                                                a tam w szopie len konopie
                                                a tam w szopie zboże w kopie
                                                klęczy Józef, klęczy Maria..."


                                                Pani reżyser darła na mnie japę, że owo "tiurli tiurli" nie wychodzi mi odpowiednio słodko i dziewczęco. A ja głos mam od zawsze zachrypły jak Fretka z Fineasza i Ferba i raczej niski.
                                                I czułam się jak debil w tej rogatywce z piórem pawim i z flecikiem w ręce.
                                                Argh.

                                                I zawsze dostawałam ch.owe role. Przeważnie rolę narratora, bo miałam pamięć fenomenalną, a narrator zwykle miał najdłuższe i najbardziej monotonne kwestie (poza tym prawdopodobnie tylko do tego się nadawałam, tak sobie teraz myślę). Dwa razy grałam drzewo, w tym raz choinkę bożonarodzeniową.
                                                • mankencja Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 29.11.09, 23:13
                                                  przepraszam, bardzo, dlaczego w stroju krakowskim MĘSKIM miałaś brzmieć słodko i
                                                  dziewczęco?
                                                  • mama_kotula Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 29.11.09, 23:23
                                                    mankencja napisała:
                                                    > przepraszam, bardzo, dlaczego w stroju krakowskim MĘSKIM miałaś brzmieć słodko i dziewczęco?

                                                    Bo moja droga, tiurli tiurli z natury jest słodkie i dziewczęce, ono słodyczą ocieka nawet jak jest napisane.

                                                    Nie mam również pojęcia, czemuż strój krakowski był męski. Prawdopodobnie z braków kostiumowych, ale na litość, mogłam włożyć cokolwiek, aby nie czuć się jak debil.
                                                    I o jak ja pieprzę zazdrościłam tym wszystkim dziewczynom co były chociaż pasterzami! i nie miały tak kretyńskich tekstów. Zazdrościłam nawet tej, co miała być Herodem złym i straszliwym (ale w ostatniej chwili ją wykopał gruby Karol z grubym głosem, który na premierze czytał z kartki tekst - że niby obwieszczenie to było, a po prostu tekstu nie znał, ale za to głos i posturę miał odpowiednie).

                                                    Koniec końców, wystąpiłam oficjalnie raz, przed notablami i dyrekcją sanatorium (bo jasełka wystawialiśmy w sanatorium). Potem dostawałam "ataku astmatycznego" przed każdym kolejnym występem ;P;P;P, tak że w końcu misterium wyleciało z dwugodzinnego programu.
                                                  • ding_yun Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 29.11.09, 23:28
                                                    A ja tak sobie myślę, że chyba moim największym upokorzeniem była rola kozy w
                                                    jakimś przedstawieniu w zerówce.
                                                  • mankencja Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 29.11.09, 23:32
                                                    heh, tysiąc razy wolałabym być herodem, niż idiotycznym aniołkiem. herod z
                                                    reguły nie musi śpiewać, nosić na plecach skrzydeł z drutu i starej firanki (na
                                                    szczęście podkoszulka reumatycznego nie było w komplecie) ani dreptać
                                                  • kooreczka Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 30.11.09, 08:43
                                                    Najlepsza w "jaseukach" była ŚMIERĆ! W podstawówce dostałam tą rolę w zamian za
                                                    "Maryję" i nie żałuję- przynajmniej sobie pobiegałam za Herodem:P
                                                    Lubiłam teatr amatorski, problem ze mną był jednak taki, że nawet dramat
                                                    potrafiłam zamienić w burleskę. Zazwyczaj miałam też miliony pomysłów, które bez
                                                    konsultacji z reżyserem wprowadzałam w życie. Gdy zaproponowano mi jakąś postać
                                                    od razy wiedziałam jak mam grac, jaki strój, jaka muzyka- czasem zaskakująca
                                                    "Zaliczyłam" mni.
                                                    -Ofelię na hulajnodze, w czapce i z torbą listonosza (na kwiaty)

                                                    -Lady Makbet "bez idiotycznych śmiechów i skoków"

                                                    -Makdufa(braki kadrowe:P) który przy gwiezdnowojnowym "Duel od the Fates"
                                                    pozbawiony szabli broni się świecznikiem

                                                    -Ducha Dawnych Świat (muzyka- "Distant Memories" z Titanica), który w czasie
                                                    trwania przedstawienia zapodawał pomysły na improwizowane ulepszenia

                                                    -Macochę w "Królewnie Śnieżce"- do dziś kolega grający Sługę nie przyznał się,
                                                    kto kazał m się przebrać za Lorda Vadera:)
                                                • ewaty Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze- jasełkowa trauma 30.11.09, 00:07
                                                  Mnie w przedszkolu kazali być narratorem w Kopciuszku emitowanym w
                                                  ramach Jasełek (komuna:), trauma polegała na tym, że a) nie było mnie
                                                  widać, b) sukienka uszyta z rozkazu przedszkolanki NIE KOŁOWAŁA
                                                  SIĘ!!!Dla nie rozumiejących, chodziło o to, że jak się w kiecce
                                                  zakręcisz to się robi kółko jak w cygańskich, łowickich itp, a nie
                                                  cnotliwy tulipan ledwie nadęty. Uhhh, jak ja to przeżyłam. I nie
                                                  pomogło to, że po włamie do przedszkola okazało się, że złodzieje
                                                  rąbnęli tylko tę sukienkę z plisami...
                                                  • ananke666 Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze- jasełkowa trauma 30.11.09, 01:57
                                                    ewaty napisała:

                                                    > Mnie w przedszkolu kazali być narratorem w Kopciuszku...

                                                    A ja robiłam za kopciuszka! W roli dołu kiecy balowej wystąpiła spódnica z
                                                    jakiegoś, proszę was, różowego płócienka, z ręcznie wymalowanym kwiotkiem, co
                                                    gorsza, sypniętym brokatem.

                                                    W przedszkolu robiłam jeszcze za jagódkę i za pszczółkę. Siostra zrobiła mi
                                                    śliczny wianek. Pani - pinda jedna! oby z piekła nie wyjrzała - dała go innej
                                                    dziewczynce, z bardziej eksponowaną rolą. Nie muszę chyba mówić, jak mi było
                                                    miło. Siostrzyczka zrobiła mi drugi, ale wobec braków materiałowych już nie tak
                                                    ładny.
                                                    Mama była ugodowa, poza tym nie było jej przy tym, dowiedziała się w domu. Gdyby
                                                    moje dziecko taki numer spotkał, byłoby źle.
                                                • ananke666 Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 30.11.09, 01:48
                                                  mama_kotula napisała:

                                                  > a tam w szopie zboże w kopie
                                                  > klęczy Józef, klęczy Maria..."

                                                  Przeczytałam:
                                                  a tam w szopie zboże w KLOPIE
                                                  klęczy Józef, klęczy Maria...

                                                  Oczyma duszy mojej ujrzałam obsadę pochyloną nad sedesem w pozach sugerujących
                                                  miotanie wiktem.
                                                  • lezbobimbo Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 30.11.09, 18:59
                                                    ananke666 napisała:
                                                    > Przeczytałam:
                                                    > a tam w szopie zboże w KLOPIE
                                                    > klęczy Józef, klęczy Maria...
                                                    > Oczyma duszy mojej ujrzałam obsadę pochyloną nad sedesem w pozach
                                                    sugerujących> miotanie wiktem.

                                                    O pani! Twój klop mnie zabil! Lzy szczesliwego rechotu splywaja mi teraz po
                                                    pleckach :-D
                                                • skrzydlate.bobry Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 01.12.09, 10:19
                                                  mama_kotula napisała:

                                                  > Dwa razy grałam drzewo, w tym raz choinkę bożonarodzeniową.

                                                  Ha! A moja rola życia to były drzwi! Skrzypiące. Potem jako jedyna z całego
                                                  zespołu aktorów byłam wielokrotnie (póki się obóz nie skończył) proszona o
                                                  powtarzanie swojej kwestii :D Znaczy, że nieźle mi to wyszło.
                                              • klymenystra Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 30.11.09, 13:51
                                                yhyhy, teraz za to spiewasz bardzo ochoczo, szczegolnie w miejsach publicznych :D
                                                • mankencja Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 30.11.09, 16:14
                                                  ale z cala pewnoscia nie jestem przy tym trzezwa.
                                                  • klymenystra Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 01.12.09, 00:01
                                                    Z cala pewnoscia :) W koncu ze mna pijesz :)
                                                  • mankencja Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 01.12.09, 17:59
                                                    a propos pijesz - zaproszenie na sylwestra otrzymała?
                                                    mile widziane podkoszulki reumatyczne i zwiewne motyle :P
                                                  • klymenystra Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 02.12.09, 09:18
                                                    Otrzymala i o ile nie dostanie w sylwestra roboty, to przylezie.

                                                    X. ubierzemy w firanke, a mnie w seksi podkoszulek :)
                                                  • mankencja Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 02.12.09, 19:47
                                                    a spinacze przyczepimy obojgu, takie kolorowe
                                                  • mankencja DO WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH 06.12.09, 10:14
                                                    wszystkie chętne kobiety złe wraz z opiekunami również mogą się czuć zaproszone
                                                    na imprezę sylwestrową.

                                                    zielone mazidła, kolory ziemi, firanko-motyle, podkoszulki reumatyczne i dowolna
                                                    ilość błyszczących półkul mile widziane.
                                                  • praktykarz Re: DO WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH 06.12.09, 15:43
                                                    mankencja napisała:

                                                    > wszystkie chętne kobiety złe wraz z opiekunami również mogą się
                                                    czuć zaproszone
                                                    > na imprezę sylwestrową.
                                                    >
                                                    > zielone mazidła, kolory ziemi, firanko-motyle, podkoszulki
                                                    reumatyczne i dowoln
                                                    > a
                                                    > ilość błyszczących półkul mile widziane.

                                                    O, a kiedy ten Sylwester :) ?
                                                    Jak mogę się czuć to się czuję.
                                                    Mam kota, który wgląda jak zła wcielenie: czarny pers-egzotyk z
                                                    żółtymi oczami + 8kg żywej wagi.
                                                    Wirtualnie wpadniemy postraszyć dobre duszki.

                                                  • mankencja Re: DO WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH 06.12.09, 16:58
                                                    czuj się.
                                                    data sylwestra tradycyjna, godzina nieznana.
                                                    o miejscu bedzie potem na priv
                                      • kkokos Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 28.11.09, 10:22
                                        melmire napisała:

                                        > To i tak miales szczescie. Mnie przez trzy lata kolka teatralnego
                                        nie obsadzono
                                        > w zadnej roli. Zadnej.(...)
                                        Dwadziescia lat minelo, i do tej pory to
                                        > pamietam. Jak bym miala szczescie dopasc go gdzies w ciemnym
                                        zaulku to bym w
                                        > morde dala. Za ten potworny zawod, i za lata kompleksow po nim.


                                        a ja zagrałam dwa razy i to dokładnie wbrew warunkom - zawsze byłam
                                        mała i okrągła i w podstawówce zagrałam papkina, a w liceum tytanię
                                        (oberon był taki sam jak ja :). w podstawówce reżyserem był
                                        polonista, a właściwie student na półrocznym zastępstwie,
                                        odróżniający się od reszty grona ped. tym , że mu się cokolwiek
                                        chciało. więc niby reżyserował, ale role rozdzieliliśmy sami :)
                                        w liceum nawet nie było reżysera, a raczej reżyseria była zbiorowa i
                                        obsada też zbiorową decyzją rozdzielona.
                                        • melmire Re: OT o Dmuchawcu reżysiorze 28.11.09, 10:32
                                          U nas "rezyserami" byla jakas para z zewnatrz, ponoc z jakiegos teatru czy cus.
                                          A ja przyznam sie ze glupia bylam, a oni trzymali mnie obiecankami-cacankami, bo
                                          moja mama robila super dekoracje. I na dodatek mieli potencjalne zastepstwo do
                                          kazdej roli, od siedzenia i nic nierobienia znalam wszystkie testy na pamiec.
                                          Ale zastepstwo nigdy nie bylo potrzebne :(
                                          I raz mnie opieprzyli ze za malo sie angazuje :(
                                          Chyba ich odszukam na necie i zrobie zasadzke :)
                                • anutek115 Re: OT o domach kultury 27.11.09, 21:00
                                  bat_oczir napisał:
                                  >
                                  > hmmm..........
                                  >
                                  > No to wyobraź sobie, że Krzysztof Kowalewski ma zagrać Kmicica.
                                  >
                                  > Albo Danny De Vito Robin Hooda.
                                  >
                                  > Albo Renee Zelweeger Andromachę z "Iliady".
                                  >
                                  > Względnie wyobraź sobie Piotra Gąsowskiego jako zmysłowego pana
                                  Rochestera :).

                                  Nie wiem, jak to swiadczy o mojej wyobraźni, bardzo dobrze czy wręcz
                                  przeciwnie, ale Renee Zelweeger w roli Andromachy nie gryzłaby mnie
                                  w oczy, a w dodatku całkiem dobrze umiem wyobrazić sobie Piotra
                                  Gąsowskiego w roli pana Rochestera. Serio to piszę, nie po to, by
                                  się przy swoim upierać :).
                                  >
                                  > W Twoim ujęciu nie istniałoby pojęcie "aktor charakterystyczny". A
                                  ono istnieje

                                  No dobrze, uściślę. Aktorzy charakterystyczni istnieją oczywiście,
                                  choć widziałam paru obsadzonych wbrew tzw. warunkom i sprawdzających
                                  się doskonale, nie mówię, że nie ku ogólnemu zaskoczeniu ;)))). Ale
                                  aktorzy charakterystyczni charakteryzują się (przepraszam za
                                  polszczyznę tego zdania) jakimiś, bo ja wiem, nietypowymi elementami
                                  oblicza względnie sylwetki. A tu mamy do czynienia z przedstawieniem
                                  szkolnym obsadzonym zwykłymi, nie ułomnymi, nie obleśnymi na
                                  twarzach, nie okaleczonymi, nie odbiegającymi od średniej krajowej
                                  nastolatkami. W związku z tym zdecydowanie czepianie się "takiej
                                  twarzy" uważam za nietakt, ale też... no, cze[pianie się.
                                  Jeśli Danusia jest podobna do jane Birkin to moim zdaniem nie pasuje
                                  do roli Ofelii (chociaż ma senną twarzyzkę, nieprawda), a słodki jak
                                  budyń Pawełek nie pasuje na Hamleta (a w związku ze... średnim
                                  talentem uważam go za dużo większy błąd obsadowy niż rumianą
                                  blondynkę jako Gertrudę). I co z tego? Nikogo innego pod ręką nie
                                  było, grali ci, co byli.

                                  > oh..moja droga....Olbrychski w swoich pamiętnikach wspomiana że
                                  któryś reżyser
                                  > (czy nie Andrzej Żuławski) proponował mu ujęcie roli Makbeta z
                                  onanizowaniem si
                                  > ę
                                  > na tronie na środku sceny.

                                  Po Andrzeju Żuławskim to ja się wszystkiego spodziewam ;))), mnie
                                  chodziło o to, że historia teatru notuje dziwne udane wypadki
                                  obsadowe.

                                  > Więc nie dziw się, że rumiana Cielęcina mogła Dmuchawcowi do roli
                                  posępnej
                                  > wiarołomnej Gertrudy nie pasować. To jeszcze nie były czasy
                                  poprawności
                                  > politycznej :).

                                  E, zarza poprawność polityczna... Jak miał coś w rodzaju kółka
                                  teatralnego (bo to chyba coś podobnego było), nielicznego przecież,
                                  i to takiego, gdzie nie było kim obsadzić głównych ról, to może
                                  przy "Hamlecie" nie było sie co upierać. A jak się upierał, to nie
                                  robić dąsów. A poza tym, obsadzenie ślicznego Pawełka, bo był
                                  śliczny, to co jest, pójscie na lep potencjalnych rozszalałych
                                  fanek ;)))? Bo czemu Pawełek, nie Hajduk? Gdyż Hajduk śliczny nie
                                  był?

                                  Otóż po prostu z Dmuchawca taki reżyser jest, jaki pedagog.
                                  • bat_oczir Re: OT o domach kultury 27.11.09, 21:12
                                    > A poza tym, obsadzenie ślicznego Pawełka, bo był
                                    > śliczny, to co jest, pójscie na lep potencjalnych rozszalałych
                                    > fanek ;)))?

                                    :) nie wiem czy widziałaś taki film "Clueless" z Alicią Silverstone w roli
                                    zamożnej rozkapryszonej laleczki, co zakochuje się w intelektualiście?

                                    Tam jest taka fajna scena (cytuję z pamięci), jak aktualna dziewczyna tegoż
                                    intelektualisty peroruje coś na temat Hamleta i Silverstone mówi w pewnym
                                    momencie "To powiedział Poloniusz". "Chcesz mi powiedzieć, że lepiej ode mnie
                                    wiesz co napisał Szekspir?". "Nie wiem, co pisał Szekspir, ale słowo w słowo
                                    pamiętam, co mówił Mel Gibson. A tego nie mówił, to gadka Poloniusza....",
                                    mruczy blond Alicia....:) :)

                                    więc kto wie, może Dmuchawiec frekwencję robił :) :)
                                    • anutek115 Re: OT o domach kultury 27.11.09, 21:46
                                      bat_oczir napisał:

                                      > więc kto wie, może Dmuchawiec frekwencję robił :) :)

                                      No to głupio robił, i świadczy to o nim jako o znawcy ludzi gorzej
                                      niż źle. Nie wiem, jak na płeć męską, ale na płeć żeńską scena ma
                                      wpływ magnetyczny. Dobrze zagrany Hamlet sprawiłby, że na jego
                                      odtwórcę spłynęłoby uwielbienie zapatrzonych wielbicielek, rzecz,
                                      czy Hamlet miałby jakieś niedostatki w urodzie siła sceny uczyniłaby
                                      mało istotną... co piszę! Jakie niedostatki! Że mu tam trochę tego
                                      nosa wystaje, albo że mroczny jest (ach, ajki interesująco mroczny,
                                      mroczny, niemrukliwy!!!).

                                      A kto by zniósł dwugodzinne mamrotanie pięknego Pawełka łykającego
                                      końcówki i zacierającego spółgłoski świszczące ;))? Nawet Aniela
                                      nie...

                                      Alicja Silverstone nie zapamiętała wszystkich słów Hamleta tylko
                                      dlatego
                                      , że Mel Gibson jest piękny, jak mniemam, ale także
                                      dlatego, że potrafił je powiedzieć ;D.
                                      • bat_oczir Re: OT o domach kultury 27.11.09, 21:52
                                        > No to głupio robił, i świadczy to o nim jako o znawcy ludzi gorzej
                                        > niż źle. Nie wiem, jak na płeć męską, ale na płeć żeńską scena ma
                                        > wpływ magnetyczny.

                                        tak myślisz?

                                        Nie wiem, czy jednak mimowolnie nie idealizujesz młodzieży lat 70-ych. Akurat ja
                                        uważam, że aż tak wiele się tu nie zmieniło. I dziś spokojnie 75% dziewcząt
                                        będzie wzdychać do Zakościelnego niż do aktora o wspaniałej dykcji i aparycji
                                        dajmy na to Ala Pacino.


                                        > odtwórcę spłynęłoby uwielbienie zapatrzonych wielbicielek, rzecz,
                                        > czy Hamlet miałby jakieś niedostatki w urodzie siła sceny uczyniłaby
                                        > mało istotną

                                        heh...oto jeszcze jedna kobieta, która uważa, że wygląd zewnętrzny to detal :).

                                        > Alicja Silverstone nie zapamiętała wszystkich słów Hamleta tylko
                                        > dlatego
                                        , że Mel Gibson jest piękny, jak mniemam, ale także
                                        > dlatego, że potrafił je powiedzieć ;D.


                                        nie widziałaś "Clueless", teraz już wiem na pewno :) :).
                                        • anutek115 Re: OT o domach kultury 27.11.09, 22:39
                                          bat_oczir napisał:
                                          Akurat j
                                          > a
                                          > uważam, że aż tak wiele się tu nie zmieniło. I dziś spokojnie 75%
                                          dziewcząt
                                          > będzie wzdychać do Zakościelnego niż do aktora o wspaniałej dykcji
                                          i aparycji
                                          > dajmy na to Ala Pacino.

                                          Akurat ja uważam tak samo :))). Uważam jednak również, że prawdziwy
                                          talent potrafi przykuć uwagę i spowodować, niejako w efekcie,
                                          zatarcie defektów czy też niedoskonałości twarzy aktora, piszę to
                                          opierając się na własnym bogatym doświadczeniu osoby mającej
                                          skłonnosci wpadania w zachwyty na tle :).
                                          >
                                          >
                                          > > odtwórcę spłynęłoby uwielbienie zapatrzonych wielbicielek, rzecz,
                                          > > czy Hamlet miałby jakieś niedostatki w urodzie siła sceny
                                          uczyniłaby
                                          > > mało istotną
                                          >
                                          > heh...oto jeszcze jedna kobieta, która uważa, że wygląd zewnętrzny
                                          to detal :).

                                          Wypraszam sobie podobne insynuacje :). Uważam, że wygląd zewnętrzny
                                          jest bardzo istotny, opinię, że kobiety nie są wzrokowcami uznaję za
                                          seksizm ;) i bardzo lubię pięknych ludzi. Jednakże uważam też, że
                                          nie to ładne co jest ładne, ale co się komu podoba, a skala tego, co
                                          się ludziom podoba po prostu zapiera dech w piersiach.

                                          Ja już tu kiedyś wklejałam linka, ale się powtórzę:
                                          en.wikipedia.org/wiki/Vittorio_Mezzogiorno
                                          To jest facet, który mi się podoba do szaleństwa, wiem, że nie jest
                                          piękny, wiem, że to i owo na twarzy ma krzywe i odbiega od
                                          obowiązujących kanonów urody, gdzieś to mam, podoba mi się do
                                          obłedu, mój mąż, jak go pierwszy raz zobaczył powiedział bezradnie,
                                          że nigdy kobiet nie zrozumie, trudno, nie on pierwszy, nie
                                          ostatni... A jakoś podskórnie czuję, że panu Mezzogiorno bliżej do
                                          Hajduja, niż do Pawełka ;))).

                                          Z drugiej strony oglądałam ci ja kiedyś "Portret Doriana Graya". Jak
                                          się aktor Doriana Graya objawił na ekranie to mię szczęka opadła.
                                          Cud miód chłopiec, ust korale, oczy błękitne, lico bez skazy, firany
                                          rzęs, te rzeczy, myślę, że Pawełek mógłby tak właśnie wyglądać, nie
                                          w moim typie, ale piękny, pomyślałam z uznaniem, że fantastycznie
                                          obsadzony.

                                          Po czym się chłopiec odezwał. Rany koguta, to była MASAKRA.
                                          Mówił tak, jakby ktos naciskał ciągle ten sam klawisz fortepianu, w
                                          tym samym rytmie, bez intonacji, bez ikry, bez niczego. Został
                                          obsadzony ze względu na urodę i zrujnował przedtawienie. Co ciekawe,
                                          nie był to odbiór mnie jednej, osoby o spaczonym guscie, koleżanki z
                                          roku, z którymi dzień później rozmawiałam miały to samo wrażenie.
                                          Mógł był sobie być dowolnie piekny, jego obecność była jednak trudna
                                          do zniesienia. Więc z własnego (bogatego, jak wspomniałam :))
                                          doświadczenia wiem, że czasem, i nie tak rzadko, jak się sądzi,
                                          uroda nie wystarcza.
                                          >
                                          >
                                          > > Alicja Silverstone nie zapamiętała wszystkich słów Hamleta
                                          tylko
                                          > > dlatego
                                          , że Mel Gibson jest piękny, jak mniemam, ale także
                                          > > dlatego, że potrafił je powiedzieć ;D.
                                          >
                                          >
                                          > nie widziałaś "Clueless", teraz już wiem na pewno :) :).

                                          Widziałam, widziała, chociaż dawno temu i niewiele pamiętam. Tylko
                                          objawia nam się niedoskonałość internetu - czyli skazanie na słowo
                                          pisane. Chodziło mi o to, że gdyby Mel Gibson mówił "Byćalbo nie
                                          byćotojes (wdech) pytanie jesże w istocie szlechtniejszo rzeczo
                                          znosić. Pociskizawisnegolosu. Albo stawiszszyczolo morzunedzyprzes.
                                          Opórwybroćzniego, umrzećzasnoć", to Alicja Silverstone nie mogłaby
                                          wiedzieć, co powiedział Poloniusz, bo nie wiedziałaby, co powiedział
                                          Hamlet :). Może jej wystarczało, że Mel Gibson jest tylko
                                          piękny. Ale zapamiętała jego słowa, bo je zrozumiała :)))) - czyli
                                          dlatego, że on je potrafił powiedzieć (a Pawełek, przypomnę, że od
                                          tego zaczęlismy, nie potrafił).
                                          • bat_oczir Re: OT o domach kultury 28.11.09, 09:40
                                            > Alicja Silverstone nie mogłaby
                                            > wiedzieć, co powiedział Poloniusz, bo nie wiedziałaby, co powiedział
                                            > Hamlet :). Może jej wystarczało, że Mel Gibson jest tylko
                                            > piękny. Ale zapamiętała jego słowa, bo je zrozumiała :)))) - czyli
                                            > dlatego, że on je potrafił powiedzieć (a Pawełek, przypomnę, że od
                                            > tego zaczęlismy, nie potrafił).

                                            noo...punkt dla Ciebie. To jest argument. :)
                                          • ginny22 Re: OT o domach kultury 29.11.09, 19:22
                                            > Akurat ja uważam tak samo :))). Uważam jednak również, że
                                            prawdziwy
                                            > talent potrafi przykuć uwagę i spowodować, niejako w efekcie,
                                            > zatarcie defektów czy też niedoskonałości twarzy aktora, piszę to
                                            > opierając się na własnym bogatym doświadczeniu osoby mającej
                                            > skłonnosci wpadania w zachwyty na tle :).

                                            Mam tak samo. Ale zawsze (może niesłusznie) wydawało mi się to dość
                                            eksluzywną rozrywką :)
                                      • ginny22 Re: OT o domach kultury 27.11.09, 22:12
                                        > A kto by zniósł dwugodzinne mamrotanie pięknego Pawełka łykającego
                                        > końcówki i zacierającego spółgłoski świszczące ;))? Nawet Aniela
                                        > nie...

                                        Za pozwoleniem, Aniela kochała teatr bardziej niż Pawełka. Stado
                                        licealistek miałoby zgoła inne preferencje, nieprawdaż, i ślicznemu
                                        Pawełkowi mamrotanie i zacieranie uszłoby płazem, bo taki śliczny.
                                        Patrz: z drewna ciosany Pattison w "Zmierzchu", aktualny bóg seksu.
                                        Nie powiesz mi, że dziewczątka na jego talent aktorski lecą?
                                        • ananke666 Re: OT o domach kultury 28.11.09, 00:04
                                          ginny22 napisała:
                                          > Patrz: z drewna ciosany Pattison w "Zmierzchu", aktualny bóg seksu.
                                          > Nie powiesz mi, że dziewczątka na jego talent aktorski lecą?

                                          Bogiem a prawdą, to one nie lecą na Pattinsona, tylko na Cullena. Bo do tego
                                          trzeba Roli. Grał on w paru filmach i może jakiś tam promil fanek miał, ale na
                                          Olimp seksu wyniósł go tylko i li Edward Cullen.

                                          Nie żebym go broniła jakoś, ale nie miej do chłopczyny pretensji o drewno.
                                          Zaprawdę powiadam Ci, on i tak ma w sobie więcej życia niż książkowy pierwowzór.
                                          Czytałam dzieuo i stwierdzam, że boski Eduardo prezentował wyginał łuk swych
                                          boskich warg w dwóch uśmiechach - szerokim oraz łobuzerskim, a także podnosił
                                          jedną brew. Z bardzo rzadka marszczył się boleściwie albo warczał. Poza tym
                                          miewał kamienne oblicze, czyli nie robił z twarzą absolutnie nic.

                                          Gdyby rolę Cullena dostał kto inny, pies z kulawą nogą nie pamiętałby o
                                          Pattinsonie...
                                          • ananke666 Re: OT o domach kultury 28.11.09, 02:29
                                            Kurr, coś mi poobcinało. Miało być: stwierdzam, co boski Eduardo prezentował na
                                            twarzy: wyginał...
                                          • kkokos Re: OT o domach kultury 28.11.09, 10:17
                                            > Czytałam dzieuo i stwierdzam, że boski Eduardo prezentował wyginał
                                            łuk swych
                                            > boskich warg w dwóch uśmiechach - szerokim oraz łobuzerskim, a
                                            także podnosił
                                            > jedną brew. Z bardzo rzadka marszczył się boleściwie albo warczał.
                                            Poza tym
                                            > miewał kamienne oblicze, czyli nie robił z twarzą absolutnie nic.


                                            o, to znaczy że na podstawie dzieua powinna była być nakręcona
                                            telenowela meksykańska lub wenezuelska - tam wielu najśliczniejszych
                                            prezentuje taki właśnie zestaw min :)

                                            bo (sorry za OT od OT) moda na wampiry dotarła także i do
                                            telenoweli - jest już kilka kostiumowych z wampirzami w rolach
                                            głównych, np. ta:

                                            www.nicovide.jp/videos/nv2450214/
                                            (tylko początek jest takiej złej jakości, ale i tak widać, skąd
                                            wampirze przekleństwo - klątwa indian zabijanych przez
                                            konkwistadorów)
                                          • anutek115 Re: OT o domach kultury 28.11.09, 11:16
                                            ananke666 napisała:
                                            >
                                            > Bogiem a prawdą, to one nie lecą na Pattinsona, tylko na Cullena.
                                            Bo do tego
                                            > trzeba Roli.
                                            Grał on w paru filmach i może jakiś tam promil
                                            fanek miał, ale na
                                            > Olimp seksu wyniósł go tylko i li Edward Cullen.

                                            No i o to mi mniej więcej chodziło. Jasne, że wzdychającym panienkom
                                            wystarczyłoby, że Pawełek jest sliczny, ale tylko dlatego, że
                                            własnie Pawełka im zaoferowano. Natomiast bedę się upierać, że
                                            rewelacyjnie grający Hajduk zyskałby grono wielbicielek, bo
                                            zadziałałaby magia sceny i własnie głównej roli (tak jak u
                                            Pattisona, no spójrzcie na niego, on na niektórych zdjęciach
                                            świetnie wygląda, ale "na żywo", w ruchu to nic takiego
                                            nadzwyczajnego nie jest), wszelkie niedostatki wyglądu poszłyby w
                                            cień albo zostały przerobione na dostatki, historia kina, teatru i
                                            sceny muzycznej notuje setki, o ile nie tysiące takich przypadków.

                                            > Czytałam dzieuo i stwierdzam, że boski Eduardo prezentował wyginał
                                            łuk swych
                                            > boskich warg w dwóch uśmiechach - szerokim oraz łobuzerskim, a
                                            także podnosił
                                            > jedną brew. Z bardzo rzadka marszczył się boleściwie albo warczał.
                                            Poza tym
                                            > miewał kamienne oblicze, czyli nie robił z twarzą absolutnie nic.

                                            Ależ no co ty, Ananke! Boski Eduardo nie marszczył się bolesciwie
                                            z rzadka
                                            . Również czytałam dzieuo i cud, że przebrnęłam przez
                                            tom trzeci, w 4/4 składajacy się z boskiego Eduardo
                                            zawodzącego: "Jakże jestm zły!!! Skrzywdze cię! Skrzywdziłem cię!
                                            Będę cię krzywdził! Musimy się rozstać, bo cię krzywdzę!!!!!". No,
                                            ale trzeci tom nie został jeszcze sfilmowany, jak zostanie, to może
                                            Pattison do zestwau dwóch swoich min będzie musiał dodać i
                                            trzecią ;).
                                            • anutek115 Re: OT o domach kultury 28.11.09, 11:17
                                              anutek115 napisała:

                                              Również czytałam dzieuo i cud, że przebrnęłam przez
                                              > tom trzeci, w 4/4 składajacy się

                                              Zaszalałam, jak widzę. W 3/4 miało być :)))).
                                            • bat_oczir Re: OT o domach kultury 28.11.09, 11:19
                                              > Natomiast bedę się upierać, że
                                              > rewelacyjnie grający Hajduk zyskałby grono wielbicielek

                                              i bez sceny były takie, które zajadając lody, twierdziły, że Jureczek jest
                                              słodki....:)
                                              • anutek115 Re: OT o domach kultury 28.11.09, 11:29
                                                bat_oczir napisał:

                                                > i bez sceny były takie, które zajadając lody, twierdziły, że
                                                Jureczek jest
                                                > słodki....:)

                                                Oraz, że Paweł jest nudny, a w takim Hajduku to się można zakochac
                                                na śmierć :). Otóż to. A dodać do tego trochę świateł sceny? Pogrom,
                                                panie ja kogo, i dywan ze złamanych serc pod Hajdukowymi nogamia
                                                oczami wyobraźni widzę :)))!
                                            • ananke666 Re: OT o domach kultury 28.11.09, 13:05
                                              No dobra, przyznam się. Tomy 3 i 4 mnie pokonały. Posługiwałam się streszczeniem
                                              z wikipedii i funkcją ctrl F, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście były tam aż takie
                                              idiotyzmy. Były. Nie dałam rady przebrnąć.
                                            • paszczakowna1 Re: OT o domach kultury 01.12.09, 11:06
                                              > Natomiast bedę się upierać, że
                                              > rewelacyjnie grający Hajduk zyskałby grono wielbicielek

                                              Może, może. Tyle ze nie ma podstaw przypuszczać, że Hajduk zagrałby lepiej od
                                              Pawełka. W stosunkowo mało wymagającej roli Horacego nie popisał się szczególnie.
                                          • ginny22 Re: OT o domach kultury 29.11.09, 19:20
                                            > Bogiem a prawdą, to one nie lecą na Pattinsona, tylko na Cullena.
                                            Bo do tego trzeba Roli. Grał on w paru filmach i może jakiś tam
                                            promil fanek miał, ale na Olimp seksu wyniósł go tylko i li Edward
                                            Cullen.

                                            Tak, jest to jakiś dowód na to, że ciemny lud (w sensie, że
                                            nieletnie panienki) kupi wszystko, byle to wszystko było odpowiednio
                                            długo lansowane ;)

                                            > Nie żebym go broniła jakoś, ale nie miej do chłopczyny pretensji o
                                            drewno. Zaprawdę powiadam Ci, on i tak ma w sobie więcej życia niż
                                            książkowy pierwowzór

                                            Hm, no nie wiem... ;) Czytałam tylko pierwszy tom dzieua, ale za to
                                            filmy zaliczyłam dwa. Życia w bohaterze filmowym i książkowym jak
                                            dla mnie tyle samo.
                                            • ananke666 Re: OT o domach kultury 30.11.09, 01:42
                                              ginny22 napisała:

                                              > Hm, no nie wiem... ;) Czytałam tylko pierwszy tom dzieua, ale za to
                                              > filmy zaliczyłam dwa. Życia w bohaterze filmowym i książkowym jak
                                              > dla mnie tyle samo.

                                              No to co się czepiasz? Dobrze odegrał znaczy oryginał! <rotfl>
                                    • ananke666 Re: OT o domach kultury 28.11.09, 02:32
                                      > Tam jest taka fajna scena (cytuję z pamięci), jak aktualna dziewczyna tegoż
                                      > intelektualisty peroruje coś na temat Hamleta i Silverstone mówi w pewnym
                                      > momencie "To powiedział Poloniusz". "Chcesz mi powiedzieć, że lepiej ode mnie
                                      > wiesz co napisał Szekspir?". "Nie wiem, co pisał Szekspir, ale słowo w słowo
                                      > pamiętam, co mówił Mel Gibson. A tego nie mówił, to gadka Poloniusza....",
                                      > mruczy blond Alicia....:) :)
                                      >
                                      > więc kto wie, może Dmuchawiec frekwencję robił :) :)


                                      Cichutko i delikatnie zauważę, że Gibson oprócz atrakcyjnej facjaty jest także
                                      dobrym aktorem. Czego o Pawełku powiedzieć się nie da.
                                      • bat_oczir Re: OT o domach kultury 28.11.09, 09:38
                                        > Cichutko i delikatnie zauważę, że Gibson oprócz atrakcyjnej facjaty jest także
                                        > dobrym aktorem

                                        ależ nikt tego nie neguje. Tyle, że Ty uważasz to za wiodące kryterium dla
                                        dziewcząt, a ja za całkowicie drugorzędne.

                                        Gibson idolem stał się nie z powodu Hamleta czy Forever Young, tylko ze względu
                                        na Leathal Weapon i Mad Maxa - gdzie biegał z pistoletem albo grał nieruchomą
                                        twarzą a`la wczesny Eastwood, albo wygłupiał się z psią kością w zębach na
                                        czworakach.
                                        • ananke666 Re: OT o domach kultury 28.11.09, 10:58
                                          bat_oczir napisał:

                                          > ależ nikt tego nie neguje. Tyle, że Ty uważasz to za wiodące kryterium dla
                                          > dziewcząt, a ja za całkowicie drugorzędne.

                                          Pokaż mi, gdzie ja to uważam za wiodące kryterium.
                                          • bat_oczir Re: OT o domach kultury 28.11.09, 11:07
                                            oj, pardon, pomyliłem Cię z anutkiem :)
                                            • anutek115 Re: OT o domach kultury 28.11.09, 11:26
                                              bat_oczir napisał:

                                              > oj, pardon, pomyliłem Cię z anutkiem :) A to cię wcale nie
                                              tłumaczy ;)))). Na twoją uwagę:
                                              bat_oczir napisał:
                                              Akurat j
                                              > a
                                              > uważam, że aż tak wiele się tu nie zmieniło. I dziś spokojnie 75%
                                              dziewcząt
                                              > będzie wzdychać do Zakościelnego niż do aktora o wspaniałej dykcji
                                              i aparycji
                                              > dajmy na to Ala Pacino.

                                              Odpisałam bowiem:

                                              Akurat ja uważam tak samo :))).

                                              Tyle, że dodałam (i będę się chorobliwie przy tym upierać), że magia
                                              głównej roli na scenie (czy w filmie) działa nawet na bardzo
                                              nastoletnie odbiorczynie, i jak zamiast ślicznego pozbawionego
                                              talentu ptysia dostaną one bardzo dobrze grajacego, choć nie tak
                                              prześlicznego młodziana, to one to kupią. I zaraz sie zaczyna
                                              okazywać, że on wcale nie taki brzydki, że tak interesujaco patrzy,
                                              że taki jest daleki od trywialnej, lansowanej przez media urody, że
                                              właściwie to on piękny jest, prawdziwie męską urodą... Serio, ja to
                                              parę razy w zyciu na własne oczy widziałam w wykonaniu koleżanek i
                                              przyjaciółek (i własnym też :)))).

                                              Jest tak, jak Ananke napisała. Wzdychają do Pattisona, Zakoscielnego
                                              czy Pawełka, bo oferuje im się Zakoscielnego, Pattisona czy Pawełka.
                                              Jakby w roli budzącej takie emocje jak Edward Cullen obsadzono
                                              kogokolwiek innego, wzdychałyby do tego innego.

                                              Po prostu popieram dawanie ról tym innym, nie tak sliczniusim, ale
                                              lepszym aktorsko :D.
                                              • bat_oczir Re: OT o domach kultury 28.11.09, 11:48
                                                > okazywać, że on wcale nie taki brzydki, że tak interesujaco patrzy,
                                                > że taki jest daleki od trywialnej, lansowanej przez media urody, że
                                                > właściwie to on piękny jest, prawdziwie męską urodą... Serio, ja to
                                                > parę razy w zyciu na własne oczy widziałam w wykonaniu koleżanek i
                                                > przyjaciółek (i własnym też :)))).


                                                ja też. Po czym umawiają się do kina ze ślicznymi :) :) :) :).
                                                • ananke666 Re: OT o domach kultury 28.11.09, 13:07
                                                  Eee tam, tylko część. Podobnie jak część męskiego rodu umawia się nie z
                                                  dziewczyną, tylko z jej twarzą, dekoltem i nogami.
                                                  • bat_oczir Re: OT o domach kultury 28.11.09, 13:13
                                                    owszem. Podobnie jak w przypadku kobiet - część zdecydowanie
                                                    przeważająca
                                                • lezbobimbo Re: OT o domach kultury 30.11.09, 19:25
                                                  bat_oczir napisał:
                                                  > ja też. Po czym umawiają się do kina ze ślicznymi :) :) :) :).

                                                  Ale co ma umawianie sie do kina albo holywódzkie filmy z Gibsonem do rzeczy z
                                                  przykrym polonista (Poloniuszem hi hi hi) w licealnym przedstawieniu perelowskim? :)
                                              • ananke666 Re: OT o domach kultury 28.11.09, 13:13
                                                Jak powiedziała Rita Hayworth: "Mężczyźni szli do łóżka z Gildą, a budzili się
                                                obok mnie."

                                                Panny marzą o Cullenie:
                                                www.cspaworkshop.org/joomla/images/stories/edward%20cullen.jpg
                                                A nie o Pattinsonie:
                                                www.blogcdn.com/www.tmz.com/media/2008/11/1105_robert_pattinson_inf.jpg
                                • ananke666 Re: OT o domach kultury 28.11.09, 02:44
                                  bat_oczir napisał:

                                  > hmmm..........
                                  >
                                  > No to wyobraź sobie, że Krzysztof Kowalewski ma zagrać Kmicica.
                                  >
                                  > Albo Danny De Vito Robin Hooda.
                                  >
                                  > Albo Renee Zelweeger Andromachę z "Iliady".
                                  >
                                  > Względnie wyobraź sobie Piotra Gąsowskiego jako zmysłowego pana Rochestera :).
                                  >
                                  > > zawsze mi się wydawało, że dobra aktorka (a nie wiemy, czy Cesia nie
                                  > > była dobra) może mieć dowolną twarz,
                                  >
                                  > W Twoim ujęciu nie istniałoby pojęcie "aktor charakterystyczny". A ono istnieje
                                  > .

                                  Co innego film, gdzie do roli casting do roli przewiduje przesłuchanie nawet
                                  kilkuset kandydatów, a co innego szkolne przedstawienie w wykonaniu miejscowego
                                  kółka teatralnego.

                                  Ja dla odmiany odnotuję, że w operze nie takie rzeczy przechodzą. Starszawy
                                  Romeo, Maddalena pod pięćdziesiątkę i z wyraźną nadwagą to normalka. A
                                  ostatecznie Hamleta zagrała dziewczyna nikczemnego wzrostu z lekkim zezem
                                  rozbieżnym. To jest dopiero hardcore. Krzepka blond Gertruda to przy tym drobiazg.
                                  • ananke666 Re: OT o domach kultury 28.11.09, 02:45
                                    do roli casting do roli. Kurde flak idę spać, bo głupoty wypisuję!
                                  • marslo55 Re: OT o domach kultury 30.11.09, 12:13
                                    ananke666:
                                    "w operze nie takie rzeczy przechodzą. Starszawy Romeo, Maddalena
                                    pod pięćdziesiątkę i z wyraźną nadwagą to normalka."
                                    Tak, ale w operze chodzi głównie o głos. Publiczność oper lepiej
                                    zniesie starego Romea z porządnym rezonatorem i wyrobionym głosem
                                    niż świszczącego młodego chłopaczka. Stąd urocze sceny, gdzie np.
                                    Radames opuszcza wolno na podłogę umierającą z głodu stukilową Aidę
                                    i... LUP!!! Albo zażywna Tosca, która po rzuceniu się z mostu głową
                                    w dół odbija się wielokrotnie od czekającego na dole materaca i
                                    ukazuje publiczności w mało dramatycznym wcieleniu. Kto zamknie oczy
                                    i kontempluje muzykę (a wielu tak robi), unika jednak tych
                                    szczególnych widoków. W filmie czy teatrze to nie przejdzie.
                                    • ananke666 Re: OT o domach kultury 30.11.09, 14:24
                                      No przecież to taka luźna uwaga była.
                                      A to było tylko szkolne przedstawienie. Scenografia pewnie autorstwa pani od
                                      plastyki, malowana plakatówką przez kolegów. Czaszka zapewne plastikowa, z
                                      pracowni biologicznej. Ofelia szalała w za dużej kiecy przewiązanej sznurkiem. A
                                      lekko zezowaty Hamlet płci żeńskiej zasuwał w swetrze i rajstopach. Tyjater jak
                                      się patrzy (pamięta ktoś Grodzieńską i Samozwaniec?). Twarz Gertrudy to doprawdy
                                      drobiazg.
                                      • lezbobimbo Re: OT o domach kultury 30.11.09, 19:09
                                        ananke666 napisała:
                                        > A to było tylko szkolne przedstawienie. (...)A
                                        > lekko zezowaty Hamlet płci żeńskiej zasuwał w swetrze i rajstopach. Twarz
                                        Gertrudy to doprawdy> drobiazg.

                                        Moim zdaniem Dmuchawiec po prostu zrobil swinstwo Cesi i upokorzyl ja, jakby to
                                        nie wiem co bylo, casting na Miss Mokrego (ewentualnie licealna miss twarz).
                                        I o co zaklad, ze na tej scenie i tak widownia ledwo w ogole widziala twarze
                                        grajacych? Widzowie pewnie sie skupiali sie glownie na ruchach sylwetek tudziez
                                        na GLOSIE grajacych (Hamleta lekko zezowata, z biustem sporym i chudymi lydkami
                                        w rajstopach, zebrala wszak brawa, entuzjazmy i zakosila serdca publicznosci).
                                        Dmuchawca do woraaaa!
    • praktykarz Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 03.12.09, 09:53
      To jeszcze dorzucę, bo WDPD założyła wątek o KK.
      Zawsze czytając SK i K mam wrażenie, że płynnie przechodząc do KK,
      doznam /i doznaję/ traumy czasoprzestrzennej. Bo nagle wiem, że
      bidna Ceska miała w swojej klasie taką super-bohaterkę Gabę, która
      przecież winna dostrzec cesine zalety i otoczyć ją koleżeńską siłą i
      wsparciem. Dowiem się, że Gaba znała się z całą paczką teatralną już
      od 1 klasy LO, ale żadnej roli, ta humanistka nie dostała, nawet,
      gdy reżyserował jej fan największy. Ceśka+Jurek, Paweł+Danka i Gaba
      to jedna klasy aż do matury.
      Plus bonus w postaci CAŁKOWIETEGO zniknięcia Cesi i Jurka w KK i IS.
      DLACZEGO? Zdecydowanie widzę Cesię w ESD. Jest natomiast Joanna, z
      którą jak wiemy Gabę niewiele łączy /bo dziewucha pusta i nadęta i
      tylko ciuchami się zajmuje i perfumy w prezencie kupuje, zamiast
      KSIĄŻKĘ, jak papa przykazał, no i chodzi do poligraficznej/.
      I ten Pyziak nieszczęsny. W K jest wyraźna i niewątpliwa sugestia
      IMHO, że to chłopak dla Anielki – miły, zdystansowany /starszy
      przecież od reszty poligrafów, bo bidul musiał najpierw pracować,
      aby uczyć się móc/, z którym rozmowy o teatrze prowadziła, i który
      zaprosił ją na Sylwestra przecież! I tu też pojąć nie mogą, dlaczego
      Robrojek i Gaba tak się dziwacznie na tej imprezie zachowują –
      Aniela tam przyszła jako para z Januszem, więc te odbijanki Roberta
      i w drugą stronę – Gaby, nie bardzo mnie zachwycają, na ale to
      właśnie jest to wkroczenie w nowy świat KK.
      Wiem, wiem, wiem, że Gaba /SK, K/ jeszcze nie istniała, ale została
      doszyta do tego patchworku w sposób tak koślawy, że nie mogę... A
      można było to wpleść jakoś zgrabniej, np. przy zamianie mieszkania w
      bloku na kamienicę, dziewczyna zmienia szkołę i już - bo bliżej, bo
      rejonizacja, czy co tam jeszcze i dołącza do grupy w 3 kl LO.
      Zadziwia mnie jeszcze, dlaczego Gaba w późniejszych częściach cyklu
      mówi do Mamerta i Tosi po imieniu /do momentu oczywiście, kiedy
      zostaje teściową Tomcia/. Toż to wujek jej koleżanki, starszy z 15
      lat, więc skąd ta zażyłość? Jednocześnie w CR Natalia i Robert mówią
      do siebie per Pani/Pan:) Normalnie mnie to fascynuje od lat, od
      lat.
      • lezbobimbo Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 03.12.09, 23:11
        praktykarz napisała:
        > Zawsze czytając SK i K mam wrażenie, że płynnie przechodząc do KK,
        > doznam /i doznaję/ traumy czasoprzestrzennej. Bo nagle wiem, że
        > bidna Ceska miała w swojej klasie taką super-bohaterkę Gabę, która
        > przecież winna dostrzec cesine zalety i otoczyć ją koleżeńską siłą i> wsparciem.

        Wlasnie, i to Gaba powinna byla ciagnac cala klase, w tym gnusne migdaly Danki -
        skoro taka silaczka i ulubienica Dmuchawca to nia sie powinien wyslugiwac, a nie
        skakac na Cesie do bicia..
        No rzeczywiscie Gaba zaistniala nagle z nicosci, MM moglaby serio podkreslic te
        zamiane mieszkania na poczatku KK - wtedy byloby calkiem zrozumiale, ze GG nie
        mogla opromieniac calego LO swoja obecnoscia, bo by dotarla dopiero niedawno.
        Niedopracowane troche..

        > Zadziwia mnie jeszcze, dlaczego Gaba w późniejszych częściach cyklu
        > mówi do Mamerta i Tosi po imieniu /do momentu oczywiście, kiedy
        > zostaje teściową Tomcia/. Toż to wujek jej koleżanki, starszy z 15
        > lat, więc skąd ta zażyłość? Jednocześnie w CR Natalia i Robert mówią> do
        siebie per Pani/Pan:) Normalnie mnie to fascynuje od lat, od> lat.

        A do tego w tymze KK Rojek czytal Nutrii bajki na dobranoc, i pewnie patrzyl
        dumnie, jak mu mloda zona rosnie, taka madra i wrazliwa - czyli znal jom od stu
        lat, nawet krecac z Aniella i plodzac jeszcze Belle gdzies po kryjomu ;>

        A Gaba jest swieta Poznanska, wiec moze sie zwracac jak chce do kogokolwiek ;>
      • kkokos Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 03.12.09, 23:28
        praktykarz napisała:

        > Plus bonus w postaci CAŁKOWIETEGO zniknięcia Cesi i Jurka w KK i
        IS.
        > DLACZEGO? Zdecydowanie widzę Cesię w ESD.

        świnta racja.

        Jest natomiast Joanna, z
        > którą jak wiemy Gabę niewiele łączy /bo dziewucha pusta i nadęta i
        > tylko ciuchami się zajmuje /.

        dla kontrastu - każda gwiazda musi błyszczeć na jakimś tle, nawet
        święta poznańska


        I tu też pojąć nie mogą, dlaczego
        > Robrojek i Gaba tak się dziwacznie na tej imprezie zachowują –
        > Aniela tam przyszła jako para z Januszem, więc te odbijanki
        Roberta
        > i w drugą stronę – Gaby, nie bardzo mnie zachwycają,

        a ja mogę, tak się to właście w moim otoczeniu w wieku nastoletnim
        odbywało, idiotyczne czajenie się

        > Zadziwia mnie jeszcze, dlaczego Gaba w późniejszych częściach
        cyklu
        > mówi do Mamerta i Tosi po imieniu /do momentu oczywiście, kiedy
        > zostaje teściową Tomcia/. Toż to wujek jej koleżanki, starszy z 15
        > lat, więc skąd ta zażyłość?

        w tzw. późniejszym wieku 15 lat przestaje mieć aż takie znaczenie i
        to mnie akurat nie boli. rozumiem, ze mamert, o którym w kolejnych
        tomach mówi się jako o słynnym chirurgu-cudotwórcy, zbliżył się z
        borejkami raczej nie na na osi "jam wuj kłamczuchy, wyście rodzice
        jej koleżanki", tylko jako lekarz tej rodziny. to rzeczywiście
        naciągane, ja się tam jakoś nigdy nie zbratałam ani z żadnym
        lekarzem mojej matki (a przeleżała się ona w szpitalach, w jednym 22
        razy w ciągu kilku lat), ani z fryzjerką, ani masażystką, ani
        korepetytorką - ale wiem, ze ludzie tak umieją i to się zdarza. moja
        koleżanka tak się zaprzyjaźniła ze swoją rehabilitantką po wypadku,
        ze bywają u siebie na kolacjach co tydzień od dwóch lat. druga moja
        koleżanka zaprzyjaźniła sie tak ze swą dentysktą. więc to jest
        możliwe (choć rzeczywiście ja też nie czuję tych klimatów).


        Jednocześnie w CR Natalia i Robert mówią
        > do siebie per Pani/Pan:) Normalnie mnie to fascynuje od lat, od
        > lat.


        a to nie doceniasz delikatności obojga :) oni tacy delikatni i w tej
        delikatności tacy niedzisiejsz, poza tym krępuje ich przeczucie tego
        wielkiego uczucia, co jest im pisane :) takich wielkich uczuć nie
        warto trywializować zbytnia bezpośredniością :)
        • praktykarz Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 04.12.09, 11:50
          Zważ, że Ignacy zwraca się do/o Mamercie – dr Kowalik. I to jest
          dziwaczne jakieś, bo przecież stoją na tym samym „szczeblu”, tzn.
          ojcowie -> córki=koleżanki. No dobra czepiam się, wiem.
          Co do Roberta i Natalii i ich delikatności muślinowej, to
          skojarzenie mam wyłącznie z Bridget Jones i jej rozważaniami, czy
          Pan Darcy mógłby się przespać z Lizzy PRZED ślubem /nie mógłby/ i
          czy o TYM w ogóle myślał /myślał/. A Robert zapewne nie. U MM
          erekcja występuje PO ślubie.
          To było do kkokos, ale zapewne gdzieś mnie pyrgnie po drzewku.
          • the_dzidka Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 04.12.09, 12:51
            > U MM erekcja występuje PO ślubie.

            O mój gadzie, jakie cudowne zdanie!!! :D
            Tak nieco OT, to Colin Firth (mniam!) opowiadał w jakimś wywiadzie,
            że podczas kręcenia scen z Elisabeth reżyser kazał mu wyobrażać
            sobie, że ma erekcję :)
            • klymenystra Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 04.12.09, 13:22
              To bylo w Bridget Jones tez ;)
        • paszczakowna1 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 04.12.09, 13:37
          > Jest natomiast Joanna, z
          > > którą jak wiemy Gabę niewiele łączy /bo dziewucha pusta i nadęta i
          > > tylko ciuchami się zajmuje /.
          >
          > dla kontrastu - każda gwiazda musi błyszczeć na jakimś tle, nawet
          > święta poznańska

          Joanna została przyjęta wyłącznie z uprzejmości - była na miejscu, nie wypadało
          jej wyłączyć. Cesi na miejscu nie było. Osobiście uważam, ze to dość naturalne -
          inny nieco krąg znajomych (gros członków ECD to byli poligrafowie, Pawełek się
          przyplątał, bo mieszkał w tej samej klatce co Gabriela, Danusia na przyczepkę do
          Pawełka).

          > Jednocześnie w CR Natalia i Robert mówią
          > > do siebie per Pani/Pan:) Normalnie mnie to fascynuje od lat, od
          > > lat.

          To też zrozumiałe. Robert mógł nieco zgłupieć zetknąwszy się z kimś, kogo się
          znało jako dziecko, samemu będąc wtedy osoba dorosłą. (Dziwnie to jakoś wyszło,
          ale mam nadzieję, że da się zrozumieć.) Sama niedawno przeszłam coś takiego
          (dziewczyna po maturze, którą ostatni raz widziałam jak miała coś 7 lat).
          Ponadto, Robert jest stylizowany na własnego ojca (a może i dziadka), a lat temu
          40 to był standard.
          • praktykarz Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 04.12.09, 16:50
            paszczakowna1 napisała:

            > inny nieco krąg znajomych (gros członków ECD to byli poligrafowie,
            Pawełek się
            > przyplątał, bo mieszkał w tej samej klatce co Gabriela, Danusia na
            przyczepkę d
            > o
            > Pawełka).

            Danka, Paweł, Gaba chodzą do jednej klasy przez całe LO. Tak samo
            jak Cesia i Hajduk. Cesia przyjaciółką Danki, Jurek Pawełka. Toż
            dziwi mnie, że nie uczestniczą w spotkaniach ESD i np. w wyjeździe
            do Łeby, dokąd Danka i Joanna jednak jadą. A Dankę przyjaciółką
            Anielki trudno nazwać. Ale oczywiście jest to moje prywatne,
            osobiste zdziwienie. Być może to LSD miało jakieś poligraficzne
            podłoże:)
            Robert z Natalią od dnia spotkania po latach /czyli spotkania w
            budce Majchrzaka/ do końca końców mówią sobie per wiadomo co. Robert
            bywa u Borejków, córka jego tam mieszka, Ida i Gaba do niego na ty,
            a Natalka twardo – Pan. W późniejszych tomach też. Robert był
            młodszy od Gaby o 2 lata /szkolnie/, Gaba od Natalii o 10
            starsza /wywodzę z 1 źródła czyli KK/, więc dziwi mnie to naprawdę.
            Ciekawe w takim razie, jak zwracała się do Roberta Pulpecja – proszę
            Wuja?

            • anutek115 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 04.12.09, 19:29
              praktykarz napisała:

              > Danka, Paweł, Gaba chodzą do jednej klasy przez całe LO. Tak samo
              > jak Cesia i Hajduk. Cesia przyjaciółką Danki, Jurek Pawełka. Toż
              > dziwi mnie, że nie uczestniczą w spotkaniach ESD i np. w wyjeździe
              > do Łeby, dokąd Danka i Joanna jednak jadą.

              Praktykarzu, czy ja dobrze pamiętam, że sobie mnie wybrałaś na
              Opiekuna Kobiet ;)? A tu proszę, żadnych opiekunów ci nie trzeba,
              tak sobie ślicznuie radzisz i różne rzeczy wynajdujesz, których nikt
              dotąd nie wynalazł, a trudna to sztuka na tym forum. Jako opiekun ci
              to mówię ;D.

              Osobiście w powyżej cytowanej sprawie zgadzam się z tobą, chociaz
              nie winię autorki tak bardzo - ona chyba jeszcze wtedy nie planowała
              zostać Homerem Jeżyc i sagi nie tworzyła, tylko sobie pisała
              powiesci luxno ze soba powiazane.

              > Robert z Natalią od dnia spotkania po latach /czyli spotkania w
              > budce Majchrzaka/ do końca końców mówią sobie per wiadomo co.

              Może troche za długo mówią wiadomo co :), ale ja to trochę rozumiem -
              własnie do szkoły, w której uczę wróciła moja była uczennica,
              obecnie pracownica sekretariatu, i ja do niej mówię "pani". No
              owszem, niby te pięć lat temu ją uczyłam i nawet jedynki czasem
              stawiałam, ale jednak teraz, jako do osoby dorosłej, niezręcznie
              mi...

              Robertowi chyba byłoby bardziej niezręcznie, jako człowiekowi o
              większej ode mnie subtelności uczuć :))).
              • praktykarz Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 04.12.09, 20:25
                anutek115 napisała:

                > Praktykarzu, czy ja dobrze pamiętam, że sobie mnie wybrałaś na
                > Opiekuna Kobiet ;)?

                Na Jowisza!
                Opiekunko!
                Baczne Twe Oko!
                Od 2006 siedzę w krzaku, niby wiem co i jak, ale mały monitoring nie
                zaszkodzi:)
                Zmilczałam Sami-Wiecie-Kogo i paranoje czerwonoarmijne, i inne takie
                tam, ale co ja będę wywlekać, natomiast wątki o „prawdziwych fanach”
                już mnie zmogły i coming out zrobiłam.
                Przełożoną pozdrawiam najsubtelniej:)
                • anutek115 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 05.12.09, 09:29
                  praktykarz napisała:

                  > Zmilczałam Sami-Wiecie-Kogo i paranoje czerwonoarmijne, i inne
                  takie
                  > tam, ale co ja będę wywlekać, natomiast wątki o „prawdziwych
                  fanach”
                  > ;
                  > już mnie zmogły i coming out zrobiłam.

                  ZMILCZAŁAŚ SAMI-WIEMY-KOGO????
                  Kobieto!!!! Ran twoich
                  (psychicznych, powstałych po kontakcie z Sami-Wiemy-Kim) niegodnam
                  całować!!! Bezwzględnie nie ja twoja, lecz ty moją musisz byc
                  opiekunką! Ja nie zmilczałam...

                  > Przełożoną pozdrawiam najsubtelniej:)

                  Przełozona się sama degraduje do roli podwładnej ;D. I sama
                  pozdrawia jak najsubtelniej :))).
            • taria Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 06.12.09, 12:30
              Temat wzajemnych stosunków Natalii i Roberta przypomina mi wątek
              Lewina i Kitty z Anny Kareniny.

              On starszy, znający ukochaną od czasów dzieciństwa, ona zapatrzona w
              innego mężczyznę, niegodnego jej zainteresowania. Starsza siostra,
              uświadamiająca młodszej, że rani serce oddanego jej poczciwiny...
              Dziewiętnastowieczna kurtuazja, nakazująca tytułowanie panią
              dziewczyny na wydaniu, której adorator parę lat wcześniej mówił po
              imieniu i bawił się z nią w ciuchcię.
              • rozdzial43 Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 06.12.09, 12:56
                taria napisała:

                > której adorator parę lat wcześniej mówił po
                > imieniu i bawił się z nią w ciuchcię.

                W ciuchcię się zabawiał zapyziały Pyziol. Miał ci on skłonność do odjazdów już
                za wczesnego młodu.

                Robrojek opowiadał jakąś krzepiącą bajkę wystraszonym dziewczynkom celem ich
                uspokojenia i rozbawienia. Był on bowiem od wczesnego młodu opiekuńczy i opokowaty.
                • taria Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 06.12.09, 18:28
                  > W ciuchcię się zabawiał zapyziały Pyziol. Miał ci on skłonność do
                  > odjazdów już za wczesnego młodu.

                  Faktycznie.

                  > Robrojek opowiadał jakąś krzepiącą bajkę wystraszonym dziewczynkom
                  > celem ich uspokojenia i rozbawienia. Był on bowiem od wczesnego
                  > młodu opiekuńczy i opokowaty.

                  Noż, Konstanty Dymitriewicz Lewin, jak obszył. Wmawia sobie, że nie jest godny ręki księżniczki,lecz gdy wychodzi na jaw, że ta jest zakochana w innym, urażona duma każe mu zaprzestać kontaktów towarzyskich z jej rodziną. Pracowity i pełen szczytnych ideałów na temat naprawiania świata, jednak w gronie rówieśników uważany raczej za sztywniaka i nudziarza...
                  • mmoni Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 06.12.09, 21:49
                    Aczkolwiek Robrojek w ramach swoiście pojętej uczciwości nie przedstawił Natalii
                    do wglądu przed ślubem pamiętniczka z listą swoich podbojów erotycznych - to
                    wydarzenie umieściło Lewina na pozycji 1 na mojej liście najbardziej
                    nielubianych postaci literackich.
                    • praktykarz Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 06.12.09, 22:04
                      Kitty CHCIAŁA Wrońskiego. Ale on się NIE oświadczył. Odautorski
                      przekaz mówi, iż właśnie dlatego był w towarzystwie
                      postrzegany jako człowiek spoza towarzystwa, gdyż pozwalał
                      sobie na flirty z pannami, nie mając na celu prośby o rękę. Kitty
                      odmówiła wiadomo komu, gdyż liczyła na tego właśnie łobuza. Po czym
                      była skompromitowana bo łobuz nic a nic. Odczekawszy u wód, przyjęła
                      naiwnego wraz z jego książeczką doświadczeń/oświadczeń.
                • lezbobimbo Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 07.12.09, 02:17
                  rozdzial43 napisała:
                  > W ciuchcię się zabawiał zapyziały Pyziol. Miał ci on skłonność do >odjazdów
                  już> za wczesnego młodu.

                  Oraz do pozerania zwlok rozbitków w Andach, nie zapomnijmy o tym!
              • kkokos Re: powrót do Jeżycjady - "Kłamczucha" 06.12.09, 21:35
                > To, jak i dlaczego Janusz opuścił Polskę oraz rodzinę, staje się dla mnie dość
                > mało istotnym szczegółem w porównaniu z tym co zostało nam zaserwowane w
                > ostatnich tomach Jezycjady.

                troszku też rozważną i romantyczną zalatuje - choć pułkownik brandon chyba nie
                znał marianny jako dziecka (a może? pamięć wyraźnie już nie ta :(). w każdym
                razie przyjęła go przekonawszy się, że szlachetny starzec (w jej oczach) lepszy
                od tego, który jej zawód miłosny sprawił. i starsza rozsądna siostra też tam
                występuje :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka