hanys_hans
16.09.06, 18:23
Ausdruki starego Smolorza: Balakwastry i fizmatynta
Korzenie naszego górnośląskiego języka sięgają średniowiecza i to był ostatni
jego żywy kontakt z polszczyzną. Potem już rozwijał się w izolacji, otoczony
licznymi językami europejskimi, w tym także łaciną. Wokół pojawiały się coraz
to nowe zjawiska i pojęcia, więc nasi przodkowie musieli tworzyć słowa,
posługując się zwrotami sąsiadów. A że mało kto zwracał uwagę na znaczenie,
często te zapożyczenia zaczęły w śląszczyźnie żyć własnym życiem, zupełnie
tracąc pierwotny sens. I tak pojawiły się balakwastry. Dziś pod tym pojęciem
kryją się rzeczy nikomu niepotrzebne, kupione lub nazbierane bez sensu
(Posłała'ch synka do sklepu i nakupowoł mi balakwastrów; albo też: Erich
poszoł na hołda i naznosił do dom balakwastrów). Gdybyśmy chcieli poszukać
pochodzenia tego słowa, to aż prosi się łacińskie quastor czyli kwestor albo
sędzia śledczy. A więc pierwotnie balakwaster oznaczał byle-kwestora albo
byle-sędziego. Dziś pojęcie żyje zupełnie bez związku ze swym rodowodem.
Jeszcze zabawniejszy jest rozbrat znaczenia i pochodzenia fizmatyntów. W
górnośląskiej świadomości za tym słowem kryją się skomplikowane, niezrozumiałe
pojęcia albo też pokrętne tłumaczenia winowajcy przyłapanego na gorącym
uczynku. (Rechtór we szkole godali same fizmatynta i jo nic s tego niy wiym;
albo: Przestoń fanzolić fizmatynta i godej kajżeś był jak cie niy było.) Z
powstaniem tego słowa wiąże się bardziej legenda niż etymologia. Podobno
przyniósł je któryś z naszych pradziadków służących w pruskiej armii podczas
wojny francuskiej w 1871 r. Wzięty do niewoli żabojad rozpaczliwie odwodził
przodka od oddania zamierzonego strzału (franc. tu vises ma tente - celujesz w
mój namiot). Nasz przodek ostatecznie nie wystrzelił, ale też i nigdy nie
zrozumiał, czego chciał od niego przestraszony Francuz. A słuchanie
fizmatyntów zamiast z francuskim pochodzeniem, utożsamiamy raczej z siedzeniem
na tureckim kazaniu.