Dodaj do ulubionych

Reanimacja kapitana Klossa.

08.11.06, 19:00
Kanclerz Gerhard Schroeder wykazuje się typową dla siebie wrażliwością,
porównując w przeddzień swojej wizyty w Warszawie powstanie warszawskie do
zamachu na Hitlera.

W podwórkowych zabawach chłopców w wojnę, w latach sześćdziesiątych i
siedemdziesiątych Niemcem zostawał zwykle ten najsłabszy. No bo nikt nie
chciał być Niemcem. Jeśli był jakiś sposób na zdobywanie poparcia społecznego
przez komunistów, zwłaszcza poparcia dla podporządkowania Polski Sowietom, to
było nim straszenie obywateli niemieckim rewizjonizmem. W epoce Gomułki
nieustannie słyszeliśmy o ziomkostwach, które czyhają na polskie granice
zachodnie. Propaganda dostawała zadyszki od odmieniania przez przypadki
słów „ziemie piastowskie". List biskupów polskich do biskupów niemieckich,
sławne „przebaczamy i prosimy o przebaczenie" stał się powodem niebywałego
ataku propagandowego na Kościół pod hasłem „wyprzedawania polskich
interesów". Do służby zaprzęgnięto nawet zestaw haseł propagandowych
nienawistnej komunistom Narodowej Demokracji.

Niewiele zmieniło się przez cały okres PRL-u. Jeszcze za czasów Jaruzelskiego
nieustannie eksploatowanym motywem nienawistnej propagandy było przebierania
prezydenta Raegana w płaszcz krzyżacki.

Nadzieja pojednania
Z drugiej strony, w czasie stanu wojennego polska opozycja zdobyła się na to,
by sformułować program polityki zagranicznej, w którym jako jeden z istotnych
warunków odzyskania niepodległości przez nasz kraj zostało wymienione
zjednoczenie Niemiec. Wtedy, gdy sami Niemcy bali się mówić o zjednoczeniu,
kiedy prowadzili politykę „dialogu niemiecko-niemieckiego"
ludzie „Solidarności" mówili o perspektywie upadku muru berlińskiego.

W naturalny sposób łamał się też stereotyp pracowicie wykuwany przez
propagandę - straszliwego, złego Niemca. Coraz więcej ludzi wyjeżdżało na
Zachód - głównie do Niemiec Zachodnich albo do Berlina Zachodniego (nie
trzeba było wizy) i dostrzegało, że Niemcy nie są hitlerowcami. Jeszcze
liczniejsza była turystyka „na dowód" do NRD. Polacy jeździli po buty, po
czajniki z gwizdkiem i setki innych rzeczy, a przy okazji spotykali Niemców.
Coraz częściej bywało tak, że Hans pobił się z Jankiem nie o historię, tylko
o Jolkę. Zaczynało normalnieć.

Po roku 1989 za jedno z największych osiągnięć rządów polskich i niemieckich
uznano podjęcie procesu pojednania między naszymi narodami. Kanclerz Helmut
Kohl, pomimo własnych wątpliwości, pomimo nacisków ze strony organizacji tzw.
wypędzonych, uznał formalnie polską granicę zachodnią. Doszło do całej serii
gestów pojednania. Niemcy zdobyli się na to, by zacząć wypłacać odszkodowania
dla ludzi, którzy byli wywiezieni na roboty przymusowe. Polacy z kolei
przestali demolować pamiątki niemieckiej przeszłości na Śląsku i Pomorzu.
Uznano wreszcie prawa ludzi poczuwających się do niemieckiej przynależności
narodowej. W polskim Sejmie od piętnastu lat zasiadają reprezentanci tej
mniejszości.

Ale już wtedy zaczęły pojawiać się zgrzyty. W czasie negocjacji traktatu
polsko-niemieckiego ówczesny minister spraw zagranicznych Hans Dietrich
Genscher upierał się (skutecznie) przy nierównoprawnym potraktowaniu Niemców
w Polsce i Polaków w Niemczech. Polacy nie zostali uznani za mniejszość
narodową. Organizacje polskie w RFN są ciągle traktowane instrumentalnie, nie
mogą się doprosić o rządowe wsparcie, a władze niemieckie robią wszystko, by
polska reprezentacja w Niemczech była słaba i podzielona.

Niewrażliwość socjalistyczno-historyczna
Staraliśmy się przez lata bagatelizować te zgrzyty. Najważniejszą sprawą
wydawało się poparcie Niemiec dla członkostwa Polski w NATO i Unii
Europejskiej. Chcieliśmy wierzyć, że Niemcy przemyśleli historię ostatnich
kilkudziesięciu lat, że obok oczywistego interesu politycznego, jakim było
dla Niemiec rozszerzenie NATO i Unii na wschód, w ich postawie jest także
element historycznej wrażliwości. Myliliśmy się.

Po zrealizowaniu polsko-niemieckiej wspólnoty interesów, kiedy Niemcy
przestały być krajem granicznym Zachodu, zaczęły się coraz ostrzejsze spory.
Zbiegło się to z dojściem do władzy ekipy socjalistycznej w Berlinie. Ekipy,
która w odróżnieniu od chadeków Kohla, nie wykazywała się specjalnym
wizjonerstwem i wyczuciem historii. Ludzie Schroedera doszli do wniosku, że
wreszcie ostatecznie pożegnali się z przeklętym dziedzictwem II wojny
światowej. Że Niemcy powinny być traktowane tak samo jak wszystkie inne
kraje. Po czym szybko i sprawnie zaczęli udowadniać, iż broń Boże nie można
tak robić. Zaczęło się od groźnego pomysłu międzynarodowego potępienia tak
zwanych dekretów Benesza. Przypomnę, że owe dekrety były podstawą prawną
wysiedlenia Niemców Sudeckich z terenów Czechosłowacji. Z ludzkiego punktu
widzenia wypędzenie było czymś okrutnym. Tyle tylko, że strona niemiecka
zapomniała o powodach wydania tych dekretów. Zapomniała o powszechnym
poparciu, jakim cieszył się wśród Niemców Sudeckich Adolf Hitler, zapomnieli
o zbrodniach wojennych i wreszcie o całym bilansie II wojny światowej.
www.opoka.org.pl/biblioteka/X/XU/reanimacja_j23.html
Obserwuj wątek
    • stix Reanimacja kapitana Klossa. 08.11.06, 19:02
      To samo można powiedzieć o reakcji na polskie oczekiwania, że zostaną wypłacone
      jakieś odszkodowania ludziom, którzy pracowali jako robotnicy przymusowi.
      Pierwszy niemiecki negocjator, siedząc naprzeciwko reprezentującego Polskę
      Wiesława Walendziaka, zaczął wywodzić z niebywałą bezczelnością, iż robotnikom
      przymusowym żyło się w Reichu całkiem dobrze, a dla niektórych były to wręcz
      wczasy. Walendziak odpowiedział mu wtedy, że tak się składa, iż jego babcia w
      czasie takich wczasów umarła z głodu. Niemcowi - jak mawia młodzież -szczęka
      opadła, i nie zdobył się na żaden komentarz. Co więcej, sądzić można, że
      niemiecki polityk nie wykazał się w czasie rozmów cyniczną bezczelnością, tylko
      po prostu powtórzył obiegowe sądy krążące w jego środowisku.

      Mocarstwowość wypędzonych
      Potem było jeszcze gorzej. Nagle ożywiły się w Niemczech środowiska
      związane z organizacjami wypędzonych. Chadecka posłanka do Bundestagu Erika
      Steinbach okazała się niezwykle skuteczną lobbystą interesów tego środowiska.
      Sama Steinbach urodziła się w Rumi koło Gdyni i przedstawia się jako osoba
      wypędzona ze stron ojczystych, zapominając, że jej ojciec był żołnierzem, a
      rodzice mieszkanie w Rumi dostali po wypędzeniu stamtąd Polaków i byli typowymi
      okupantami, którzy przyjechali na tereny polskie. Niemniej
      środowisko „wypędzonych" uzyskało posłuch w Niemczech. Wystąpiło ze
      skandalicznym pomysłem budowania w Berlinie centrum przeciwko wypędzeniom,
      które ma ukazać Niemców jako jedną z największych ofiar II wojny światowej. To
      jeszcze nic. Wywodzący się z BdV (Bund der Vertriebenen) Rudi Pawel-ka jest
      twórcą organizacji nazwanej Powiernictwem Pruskim, organizacji koordynującej
      roszczenia niemieckie wobec Polski. Rząd federalny z dużą dozą hipokryzji
      wywodzi, że jako państwo, Niemcy nie wysuwają żadnych żądań wobec Polski. Ale
      jednocześnie prywatnie tysiące Niemców zamierza wysunąć wobec Polaków żądania
      zwrotu mieszkań, ziemi i ruchomości straconych po wojnie. A że komuniści po II
      wojnie światowej zmiany własnościowe przeprowadzali wyjątkowo niechlujnie i
      odmawiali przekazania przesiedleńcom ze Wschodu na Śląsk i Pomorze prawa
      własności, (jest to wciąż wyłącznie prawo wieczystej dzierżawy) żądania
      niemieckie mają szansę realizacji. Właściwą reakcją rządu Niemiec byłoby
      przejęcie na siebie roszczeń. Tego jednak kanclerz zrobić nie chce. I
      natychmiast wykazuje się typową dla siebie wrażliwością, porównując w
      przeddzień swojej wizyty w Warszawie powstanie warszawskie do zamachu na
      Hitlera. Nie rozumie, że działania grupki spiskowców, którzy zamierzali
      skuteczniej prowadzić wojnę zaborczą, nie są w żaden sposób porównywalne z
      bohaterskim zrywem miasta poddanego wyjątkowo okrutnej polityce okupacyjnej.

      Wreszcie pani Steinbach organizuje w Niemczech serię imprez pod
      hasłem „empatii" z Polakami z okazji 60. rocznicy powstania. Niestety
      organizuje te imprezy z udziałem kardynała Lehmanna, przewodniczącego
      episkopatu Niemiec. I jakoś nikt nie ma poczucia niestosowności takich działań
      pod sztandarem wypędzonych po wszystkich wypowiedziach ludzi z tego kręgu.

      Do historycznych niezręczności Niemcy dodają również bardzo poważne działania
      polityczne wprost sprzeczne z polskim interesem. W ciągu ostatniego półrocza
      kanclerz Niemiec sześciokrotnie żądał publicznie przyznania Niemcom statusu
      mocarstwa światowego, czyli stałego miejsca (z prawem weta) w Radzie
      Bezpieczeństwa ONZ. Ze stoi to w całkowitej sprzeczności z ideą wspólnej
      polityki Unii Europejskiej, jak widać, Niemcom nie przeszkadza. Polacy
      natomiast zostali postraszeni, iż bez podniesienia podatków (czytaj:
      zmniejszenia naszej konkurencyjności w Europie) nie dostaną dotacji unijnych.

      Polityka Niemiec znalazła się na niebezpiecznym zakręcie. Same Niemcy
      przeżywają najgłębszy od kilkudziesięciu lat kryzys gospodarczy, a jednocześnie
      próbują wrócić do polityki mocarstwowej w tradycyjnym stylu. I chyba tylko
      kompletny brak historycznej pamięci każe im zapomnieć, co znaczyła dla Europy
      niemiecka mocarstwowość przez całe XX stulecie. Niestety, na ołtarzu tej
      mocarstwowości złożył rząd w Berlinie pojednanie polsko-niemieckie. Pozostaje
      jedynie mieć nadzieję, że następcy Schroedera wykażą się większym wyczuciem i
      że znowu nie będziemy na polskich podwórkach przyglądali się sytuacjom, gdy
      tylko z przymusu chłopcy wcielają się w role Niemców.

      JERZY MAREK NOWAKOWSKI
      www.opoka.org.pl/biblioteka/X/XU/reanimacja_j23.html
      • szwager_z_laband Re: Reanimacja kapitana Klossa. 09.11.06, 09:45
        To afera, jaka wybuchła po ujawnieniu tajnej akcji I Departamentu Ministerstwa
        Spraw Wewnętrznych. Akcja Żelazo prowadzona była w latach 70-tych XX wieku w
        Zachodniej Europie. Polegała na przeniknięciu do przestępczych struktur i
        poprzez przestępczą działalność (napady rabunkowe, kradzieże a nawet
        morderstwa) zdobywanie pieniędzy, złota i dzieł sztuki. Finansowano nimi
        działalność wywiadu PRL. Część profitów trafiła do rąk oficerów zaangażowanych
        w akcję i nadzorujących ją z kraju. Szefem I Departamentu był w tamtym czasie
        generał Mieczysław Milewski.

        W jednej z takich akcji zginął francuski policjant. Z "Żelazem" związani byli
        trzej bracia Janosze: Jan, Mieczysław i Kazimierz, którzy prowadzili
        przestępczą działalność w zamian za zapewnienie bezkarności w PRL oraz udział w
        zrabowanych łupach.

        Akcja "Żelazo" wyszła na jaw w połowie lat 80-tych.

        Źródło:
        Materiały IPN.
        ------------------------------------------

        Ze zrabowanych na zlecenie MSW 200 kg złota bracia Janoszowie dostali 40 kg.
        Resztę ukradli złodziejom zasłużeni towarzysze z PZPR. Osłodą miała być
        gwarancja bezkarności. Kiedy 19 kwietnia 1984 r. do centrali bezpieki przy ul.
        Rakowieckiej w Warszawie zgłosił się międzynarodowy gangster Mieczysław Janosz,
        po prostu zażądał wypełnienia kontraktu. Powołał się na swoje związki z
        Departamentem I (wywiadem) MSW i zażądał wypuszczenia aresztowanego bandyty,
        swojego brata Kazimierza. Groził ujawnieniem informacji na temat swoich
        przestępczych powiązań z członkami kierownictwa MSW i KC PZPR. Taki był
        początek jednej z największych afer kryminalnych PRL, określanej potem mianem
        afery "Żelazo".

        Kontakty z bezpieką Kazimierz Janosz nawiązał w latach 50., w czasie służby w
        Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W 1960 r. dostał polecenie osiedlenia się
        wraz z braćmi na Zachodzie, gdzie po kilku latach miano nawiązać z nim
        łączność. I rzeczywiście, do Janoszów dotarli oficerowie kontrwywiadu. Wkrótce
        sprawę przejął Wydział III (niemiecki) Departamentu I MSW, kierowany przez płk.
        Mieczysława Schwarza. Najważniejsze decyzje dotyczące Janoszów podejmował
        jednak ówczesny szef PRL-owskiego wywiadu gen. Mirosław Milewski. W Niemczech
        Kazimierz Janosz wraz z braćmi Mieczysławem i Janem założyli grupę przestępczą
        zajmującą się głównie kradzieżami i paserstwem. Z czasem szajka zaczęła
        dokonywać napadów na sklepy jubilerskie, a nawet na bank. O tym, jaką
        działalność prowadzą Janoszowie, dobrze wiedzieli ich opiekunowie z wywiadu
        PRL, którzy czerpali z tego procederu finansowe korzyści, w zamian zapewniając
        im schronienie w PRL.

        Operacja "Żelazo"
        Kiedy szajce Janoszów zaczął się palić grunt pod nogami, zwrócili się o pomoc
        do centrali. Mniej więcej w 1969 r. w Departamencie I MSW zapadła decyzja o
        wycofaniu ich do Polski. Ale nie za darmo. Opracowano plan operacji o
        kryptonimie "Żelazo", która miała przynieść duże zyski MSW. Janoszowie mieli
        wszelkimi dostępnymi metodami zgromadzić duży majątek, którym po powrocie do
        kraju musieliby się podzielić fifty-fifty z opiekunami z bezpieki.

        Z polecenia centrali około 1970 r. Kazimierz Janosz zrezygnował z prowadzenia
        restauracji w Hamburgu - "przykrywki" jego interesów. Założył firmę handlującą
        biżuterią i powiadomił ludzi Milewskiego, że jest gotowy do akcji. Potem
        dokonał ogromnych zakupów złota, srebra, biżuterii, luksusowych towarów
        konsumpcyjnych, za które miał w ciągu siedmiu dni zapłacić przelewem.
        Oczywiście, rachunków nie zamierzał regulować, opróżniając kontow banku i
        przygotowując zgromadzone łupy do podróży do kraju. A było co pakować. W sumie
        około 200 kg złota w sztabach i wyrobach jubilerskich, tysiące kamieni
        szlachetnych, siedem kontenerów wyrobów ze srebra oraz wielomilionowy majątek w
        towarach deficytowych w PRL: luksusowych ubraniach, zegarkach itp. Razem dwa
        wagony. Na granicy transporty odbierał inspektor wydziału III Departamentu I
        mjr Marek Strzemień. Sam Janosz pojawił się w kraju 8 maja 1971 r., przywożąc w
        skrytkach swojego mercedesa ponad 100 kg złota.

        Porachunki w bandzie
        Towarzysze Janosza z MSW nie dotrzymali warunków umowy. Ukradli mu 90 proc.
        luksusowych towarów i oddali ledwie około 40 kg złota. Reszta, zanim z granicy
        została przetransportowana do centrali MSW, była rozkradana i rozdawana. W
        systemie przewożenia, liczenia i przechowywania dóbr, skonstruowanym przez gen.
        Milewskiego, mógł się obłowić każdy. Nim Janosz dotarł do swoich walizek,
        znikły już najbardziej wartościowe przedmioty: kolie wysadzane drogocennymi
        kamieniami, kasety z brylantami i szmaragdami i znaczna część innej biżuterii.
        W sumie bezpieczniacy zagarnęli jakieś 150 kg złota i kosztowności oraz dobra
        materialne warte miliony marek. Łup był tak okazały, że ludzie Milewskiego
        postanowili się pochwalić zdobyczą przełożonym. W Katowicach zorganizowano
        wystawę, na której zjawili się tow. Franciszek Szlachcic, I sekretarz Edward
        Gierek i Zdzisław Grudzień oraz kilku innych członków kierownictwa PZPR. Jak
        opowiadał potem Kazimierz Janosz, partyjni przywódcy biegali po sali jak
        dzieci, obwieszając się kosztownościami.

        Ślad po wielu najcenniejszych precjozach wiedzie do Milewskiego i na nim się
        kończy. W dokumentach jest wiele śladów po kopertach z biżuterią i
        najcenniejszymi kamieniami, które Milewski zawoził do KC. Co się z nimi
        stało, "nie ustalono". Tylko niektóre precjoza rozdawane w centrali MSW
        ewidencjonowano. Z ewidencji wynika, że złoty zegarek na urodziny dostała żona
        Mieczysława Moczara, Alfreda. Kiedy w 1984 r. próbowano dokonać inwentaryzacji
        pozostałości zdobytego skarbu, doliczono się około 30 kg złota. Kilkakrotnie
        więcej znikło.

        Pod skrzydłami gen. Milewskiego
        Janoszowie dostali niewielką część łupu. Nie więcej niż 10 proc. przywiezionych
        dóbr konsumpcyjnych i liche 30 kg złota. Osiedlili się w rodzinnych
        Mikuszowicach koło Bielska-Białej i zaczęli prowadzić restaurację. Przynajmniej
        oficjalnie. A nieoficjalnie nadal kierowali potężną przestępczą organizacją
        korzystającą z życzliwej opieki kierownictwa MSW. Ilekroć aresztowała ich
        milicja, z Warszawy przyjeżdżali wysocy funkcjonariusze wywiadu, którzy
        natychmiast "ukręcali łeb" sprawie. Prośby prokuratury niemieckiej o wydanie
        niebezpiecznych przestępców były przez władze PRL kompletnie ignorowane.
        Wkrótce w Komitecie Wojewódzkim PZPR, KW MO i w prokuraturze tajemnicą
        poliszynela było, że Kazimierz Janosz znajduje się pod opieką gen. Milewskiego.
        Jego gang działał coraz bardziej zuchwale, przynosząc kolejne zyski centrali.
        Wykonywał też na Zachodzie "akcje likwidacyjne", czyli zabójstwa zlecane przez
        MSW.

        W końcu lat 70. Janoszowie planowali napad na jeden z banków w Niemczech. Miał
        im on przynieść 10 mln marek. Wedle planu opracowanego w centrali, pieniądze
        pochodzące ze skoku miano przerzucić kanałami wywiadu przy współpracy z
        towarzyszami ze Stasi. Planu jednak nie wykonano, podobnie jak w wypadku innej
        operacji przeprowadzonej przez Janoszów w Szwecji. Zamordowano tam jubilera,
        którego dobytek (około 80 kg złota i 3 kg brylantów) zamierzano przerzucić
        pocztą dyplomatyczną do Polski. W sprawę zamieszani byli premier Piotr
        Jaroszewicz i ówczesny sekretarz KC Stanisław Kania. Wywiad PRL zamierzał też
        wykonać rękami Janoszów jeszcze inną operację. W 1977 r. płk Jan Rodak zlecił
        Janoszom zabójstwo przebywającego wówczas na Zachodzie Adama Michnika.
        Przedsięwzięcia nie udało się zrealizować - Janosz nie chciał tego wykonać z
        pobudek patriotycznych.

        Wielka wsypa
        W 1984 r. Kazimierz Janosz po raz kolejny trafił do więzienia. Jego brat
        Mieczysław, niewiele się namyślając, pojechał do Warszawy po pomoc. Tu zażądał
        widzenia z kierownictwem MSW, opowiadał o swoich układach i wspólnych
        interesach. Janoszowie szantażowali kierownictwo PZPR tym, co widzieli na
        zorganizowanej przez MSW wystawie biżuterii. Wedle dokumentów bezpieki:
        przedstawi
        • szwager_z_laband Re: Reanimacja kapitana Klossa. 09.11.06, 09:46
          Wielka wsypa
          W 1984 r. Kazimierz Janosz po raz kolejny trafił do więzienia. Jego brat
          Mieczysław, niewiele się namyślając, pojechał do Warszawy po pomoc. Tu zażądał
          widzenia z kierownictwem MSW, opowiadał o swoich układach i wspólnych
          interesach. Janoszowie szantażowali kierownictwo PZPR tym, co widzieli na
          zorganizowanej przez MSW wystawie biżuterii. Wedle dokumentów bezpieki:
          przedstawiciele kierownictwa partii oglądający złoto i wyroby ze złota
          zachowywali się w sposób podrywający ich autorytet. Fakt ten - podobnie jak
          wiele innych - Janoszowie byli zdecydowani ujawnić, jeśli sprawy ułożyłyby się
          nie po ich myśli.

          Janoszowie operowali datami i faktami, jak z rękawa sypali nazwiskami znanych
          sobie oficerów MSW. Nie mogli konfabulować. Bezpieką kierował wówczas już gen.
          Czesław Kiszczak, który nie darzył Milewskiego specjalną sympatią. Nadto był z
          innej partyjnej frakcji. Powołano resortową komisję, która miała dokładnie
          zbadać sprawę. Kierował nią gen. Władysław Pożoga. W trakcie działań komisja
          (jej dokumentacja w postaci kilkudziesięciu tomów znajduje się dziś w IPN)
          napotkała zmowę milczenia przestępców z MSW, ale mimo to opisała wiele
          szczegółów operacji - napady, strzelaniny i morderstwa. Wiele innych faktów
          skrzętnie zatuszowano. Z dokumentacji usunięto nazwiska niemal wszystkich
          zamieszanych w sprawę członków KC PZPR poza Mirosławem Milewskim. Mimo to
          końcowy raport komisji wspominał o tym, że za operację "Żelazo" odpowiedzialni
          byli m.in. szefowie MSW, ministrowie gen. Stanisław Kowalczyk, Wiesław Ociepka
          i Franciszek Szlachcic, a w samej akcji brało udział kilkudziesięciu oficerów
          MSW, w tym czterech czy pięciu generałów. Komisja nie miała wątpliwości, kto
          był mózgiem przestępczych operacji. Jak wynika z wyżej przedstawionych ustaleń,
          operację "Żelazo" na wszystkich jej etapach organizował, kierował i nadzorował
          tow. Milewski jako dyrektor Departamentu I, a następnie podsekretarz stanu oraz
          minister spraw wewnętrznych.

          "Surowe represje"
          Generał Milewski nie był specjalnie zmartwiony. Znał swoją partię od lat, więc
          mógł ufać, że pozostanie bezkarny. W czasie kontaktów z powołaną później
          komisją Biura Politycznego KC PZPR odmawiał odpowiedzi, co stało się z
          zaginionym złotem, prezentując przy tym wyjątkową butę. Miał nawet pretensje,
          że nie docenia się zasług takich jak on zasłużonych członków PZPR. Uważał, że
          za "Żelazo" spotkały go dotkliwe i niezasłużone represje: jako jedyny członek
          kierownictwa na 40-lecie PRL nie otrzymałem żadnego odznaczenia.

          Czołowi uczestnicy operacji zostali "przykładnie i surowo" ukarani przez PZPR
          kierowaną wówczas przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Milewski został zmuszony
          do odejścia z partii. Franciszek Szlachcic dostał naganę partyjną.
          Podobne "represje" spotkały czołowych oficerów Departamentu I MSW: gen. Józefa
          Oska, gen. Jana Słowikowskiego i płk. Eugeniusza Pękałę. Płk Mieczysław
          Schwarz, który odbierał transporty "Żelaza" na granicy, oraz płk Waldemar
          Wawrzyniak dostali upomnienia. Żaden członek szajki stanowiącej kierownictwo
          MSW ani szajki Mieczysława Janosza nie stanął przed sądem. Sprawę dyskretnie
          zatuszowano.

          W 1990 r. Jaruzelski już jako prezydent utrzymywał, że zrobiono tak "w
          interesie kraju", by nie dekonspirować metod działalności polskiego wywiadu za
          granicą. Oczywiście, było to kłamstwo. Prawdziwymi motywami zatuszowania sprawy
          była obawa przed publicznymi zeznaniami braci Janoszów i niechęć do pokazania
          prawdziwego oblicza służb specjalnych PRL. Operacja "Żelazo", przeprowadzona
          przez rzekomo elitarne struktury wywiadu MSW, była ewidentnym świadectwem
          postępującej degrengolady komunistycznego aparatu partyjno-państwowego epoki
          Janoszów, Milewskiego i Jaruzelskiego.

          Piotr Gontarczyk
          (Doktor nauk humanistycznych. Wicedyrektor pionu archiwalnego IPN. Niedawno
          opublikował książkę "Tajny współpracownik 'Święty'. Dokumenty archiwalne sprawy
          Mariana Jurczyka")

          • szwager_z_laband ps 09.11.06, 09:49
            OŚWIĘCIM : Bielskie Stowarzyszenie Ofiar Wojny musi wydać Skarbowi Państwa
            oświęcimskie żwirowisko - zadecydował 28 II Sąd Rejonowy. Wyrok nie jest
            prawomocny. Stowarzyszenie Ofiar Wojny może się od niego odwołać do Sądu
            Okręgowego w Krakowie. Sędzia Małgorzata Sadło uzasadniła wyrok m.in. tym, że
            na podstawie notatek policji i zeznań świadków można stwierdzić, iż Kazimierz
            Świtoń przebywał na żwirowisku w sposób ciągły. Stawiał na nim krzyże i
            przyczepy kampingowe. Dostęp do terenu miały także inne osoby. To uzasadniało
            utratę zaufania Skarbu Państwa do dzierżawcy, w efekcie czego mógł on
            wypowiedzieć umowę. Sąd dodał także, że nie jest uprawniony do badania, czy
            decyzje władz kościelnych były zgodne z prawem kanonicznym. Na jednej z
            wcześniejszych rozpraw Mieczysław Janosz, prezes SOW, uznał przejęcie
            żwirowiska przez Skarb Państwa za "bezprawną manipulację, niezgodną z prawem
            kanonicznym". Sąd podkreślił zarazem, że wpis dokonany w księdze wieczystej
            jest zgodny ze stanem faktycznym, w związku z czym Skarb Państwa był stroną w
            sporze. Kwestionował to Mieczysław Janosz, prezes SOW i Karol Głogowski,
            interwenient uboczny (tzn. osoba nie pozwana, która jednak uczestniczy w
            procesie po stronie pozwanych-PAP). Prezes Stowarzyszenia Ofiar Wojny od 1998
            obiecywał ofiarom i spadkobiercom ofiar wojny, że uzyska dla nich odszkodowania
            od rządu niemieckiego. Prokuratura zapowiadała w zeszłym roku, że sprawdzi, czy
            Mieczysław Janosz oszukał cztery tys. starszych osób. Obiecywał, że załatwi im
            po 50 tys. marek odszkodowania od rządu Niemiec. Od każdego wziął wcześniej po
            20 zł, które - jak twierdził - przenaczono na organizację spotkania osób
            zainteresowanych otrzymaniem odszkodowania. W lipcu zeszłego roku "Gazeta
            Wyborcza" poinformowała, że Janosz był zamieszany w aferę "Żelazo".
            Zorganizowały ją pod koniec lat 60. PRL-owskie służby specjalne, a wykonywali
            ją bracia Janoszowie. Jak opowiadali "GW" b. funkcjonariusze MSW, Janoszowie
            dokonywali oszustw, napadali na jubilerów w Niemczech i we Francji. Połowę łupu
            oddawali polskiemu wywiadowi. Podczas napadów zginęły dwie osoby. W 1993 r.
            Janosz wydzierżawił od karmelitanek żwirowisko przylegające do b. obozu w
            Oświęcimiu. W 1997 r. wspierał Kazimierza Świtonia stawiającego na żwirowisku
            krzyże. Współpracował z "Samoobroną", a w 2000 r. w wyborach prezydenckich
            poparł gen. Wileckiego. Janosz na konferencji prasowej w Warszawie w sierpniu
            1998 mówił m.in. o "agresji Żydów w celu przejęcia całego obozu
            oświęcimskiego"; wymieniał też z nazwiska biskupów, którzy, według niego, są
            Żydami. Wypowiedzi te badała nawet prokuratura - nie doszło jednak do
            oskarżenia.) Podczas czwartkowej, ostatniej rozprawy Mieczysław Janosz zwrócił
            się o jej odroczenie z powodu nieobecności swego obrońcy Henryka Dzido, który
            miałby się zapoznać z nowymi dokumentami. Sąd odrzucił wniosek, gdyż Dzido
            został prawidłowo zawiadomiony o rozprawie. Janosz zbulwersowany postanowieniem
            opuścił salę rozpraw. Podkreślił, że w procesie chodzi nie tylko o sprawy
            prywatne, lecz o reprezentowanie wszystkich polskich ofiar nazizmu. Dodał też,
            że wypowiedzenie umowy dzierżawy to "przekręt prawny, gdyż państwo wyłudziło
            sporną nieruchomość nie mając do niej prawa". Pełnomocniczka Skarbu Państwa
            Dorota Kmiecik powiedziała, że proces dowiódł jeszcze raz, że dzierżawca
            pozwolił Kazimierzowi Świtoniowi na użytkowanie żwirowiska, a Świtoń naruszył
            powagę miejsca. W listopadzie 1999 Sąd Rejonowy w Oświęcimiu zadecydował, że
            dzierżawca żwirowiska, czyli Stowarzyszenie Ofiar Wojny z Bielska-Białej, ma je
            oddać Skarbowi Państwa. W grudniu prezes stowarzyszenia Mieczysław Janosz
            złożył zażalenie. W połowie czerwca 2000 bielski Sąd Okręgowy uchylił wyrok
            Sądu Rejonowego z Oświęcimia i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. W
            uzasadnieniu bielski sąd podkreślił, że Sąd Rejonowy w Oświęcimiu nie wykazał
            dostatecznie prawa Skarbu Państwa do żwirowiska. Nie oparł się bowiem na wpisie
            do księgi wieczystej, przez co nie można jednoznacznie stwierdzić, czy Skarb
            Państwa mógł żądać wydania nieruchomości od stowarzyszenia. Sąd uznał również,
            że z akt sprawy nie wynika w jaki sposób Kazimierz Świtoń, który przebywał na
            żwirowisku od lipca 1998 do maja 1999, korzystał z nieruchomości. Zdaniem sądu
            mógł on bowiem korzystać tylko z niewielkiej części tej nieruchomości, co może
            mieć wpływ na zasadność wypowiedzenia umowy. W sierpniu 1998 Urząd Rejonowy,
            reprezentant Skarbu Państwa, wypowiedział Stowarzyszeniu Ofiar Wojny umowę
            dzierżawy żwirowiska. Podstawą tej decyzji był punkt, mówiący o konieczności
            zachowania powagi należnej temu miejscu. Skarb Państwa uznał, że akcja
            stawiania tam krzyży bez wiedzy Kościoła katolickiego, zainicjowana przez
            Kazimierza Świtonia, narusza ten punkt umowy i umożliwia jej wypowiedzenie. Na
            żwirowisku, gdzie rozstrzeliwano więźniów KL Auschwitz, znajduje się papieski
            krzyż, którego usunięcia domagały się niektóre środowiska żydowskie. W jego
            obronę zaangażował się Kazimierz Świtoń, który w lipcu 1998 zaapelował do
            wiernych o stawianie kolejnych krzyży na Żwirowisku. W maju 1999 samozwańczy
            obrońca krzyża został usunięty ze żwirowiska, a ponad 300 krzyży - z wyjątkiem
            papieskiego - przeniesiono do klasztoru w Harmężach koło Oświęcimia.

            • ballest Re: ps 09.11.06, 10:55
              Z tego co czytom, to rzad PRLu, to same przestepcy, ktorych by musiano za mordy
              sadzic.
              Jak IPN o tym wie, kim sa Janoszowie, to czymu ich nie sadzom?
              Caly "dobrobyt" Polski oparty jest na machlojkach i gangsterskich manipulacjach.
              • szwager_z_laband Re: ps/ps 09.11.06, 12:37
                .10.2006 Polska.

                Do Społecznej Koalicji Sprzeciwu wobec Roszczeń Niemieckich przystapiły
                następne organizacje : Dolnośląskie Stowarzyszenie Obrony Proletariatu (
                Włodzimierz Budzyń ) , Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu w Polsce ( dr Leszek
                Skonka ) , Krajowy Związek Lokatorów i Spółdzielców ( Andrzej Krzyżanowski ) ,
                Przymierze Narodowej Odnowy ( Krzysztof Stańczyk ) , Redakcja " Nowej
                Awangardy " ( Maciej Wydrych ) , Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda
                Gierka ( Mieczysław Kozłowski ) , Stowarzyszenie im. Romana Dmowskiego w
                Wrocławiu ( Dariusz Stępiński ) , Lewica Narodowa ( Adam Lubski ) Związek
                Polaków w Niemczech "Piast" ( Zdzisław Duda ) . Pełna lista organizacji
                znajduje się na stronie : koalicja-sprzeciwu.cba.pl/. Ponadto Koalicja
                wystosowała następujacy apel : "My, organizacje społeczno-polityczne
                współtworzące Społeczną Koalicję Sprzeciwu wobec Roszczeń Niemieckich, wyrażamy
                zaniepokojenie pojawiającymi się coraz częściej w mediach informacjami o
                roszczeniach kierowanych w kierunku Polski przez Niemców zrzeszonych w Związku
                Wypędzonych kierowanym przez panią Erikę Steinbach. Wyrażamy jednoznaczny
                sprzeciw wobec wszelkich inicjatyw zmierzających do powrotu tak zwanych Ziem
                Odzyskanych do Niemiec oraz do ponownego przejmowania przez Niemców
                nieruchomości należących do nich przed rokiem 1945. Stajemy razem w obronie
                obecnych granic Rzeczypospolitej Polskiej". Kontakt : bszczesny@autograf.pl



                1.10.2006 Bielsko-Biała.

                W " Rzeczpospolitej " tradycyjnie zaatakowano po raz kolejny zasłużonego
                działacza narodowego , prezesa Stowarzyszenia Ofiar Wojny mec. Mieczysława
                Janosza w tekscie " Wywiad przekrętów - towarzysze z Żelaza " . Jak zwykle
                autorem paszkwilu jest związany z IPN-em historyk Jerzy Morawski. Wcześniej ''
                Rzeczpospolita " atakowała środowisko Stowarzyszenia Ofiar Wojny w tekstach "
                Towarzysze z Żelaza " ( 29.04.2006 ) , " Skarb braci Janoszów " (
                17.05.2006 ) , " Zlecenie na Trutnia " ( 18.06.2006 ) , " Pecunia non olet " (
                14.07.2006 ) oraz " Mokra robota " ( 20.08.2006 ) . Wszystkie teksty zajmowały
                dwie strony gazety.



                • ballest To je bezczelnosc! 09.11.06, 13:01
                  "Związek Polaków w Niemczech "Piast" ( Zdzisław Duda )"

                  Tych zaroz wydalic!

                  A temu zasluzonymu Janoszowi dac dozywocie!
                  • szwager_z_laband Re: To je bezczelnosc! 09.11.06, 13:03
                    oni byli pora dni tymu w TV Polonia - opowiadali jak mordowali i kradli - tos
                    miou widziec ...
                    • szwager_z_laband ORKAN 09.11.06, 13:03
                      tak sie nazywaua odnich knajpa we Hamburgu
                    • ballest Re: To je bezczelnosc! 09.11.06, 13:07
                      Jou chyba koniec widziou, pokouali nawet uot nich Haus!
                      • szwager_z_laband Re: To je bezczelnosc! 09.11.06, 13:23
                        www.niniwa2.cba.pl/morawski_towarzysze_z_zelaza.htm
                        • ballest Re: To je bezczelnosc! 09.11.06, 13:42
                          Strona se nie uotwierou, moze na wieczor se uotworzy!
                          • szwager_z_laband Re: To je bezczelnosc! 09.11.06, 13:46
                            je tego tam za tela, ale dej znac eli to roztworzysz - jak niy to to sam dom
                            poleku
                            • ballest Re: To je bezczelnosc! 09.11.06, 13:53
                              Uotwarlo se, ale dej to, bo to je richtig dobre!
                      • socer-schlesier Re: To je bezczelnosc! 09.11.06, 13:55
                        A jak myślicie,te kradzieże niemieckich samochodów na szeroką skalę nie było przez polskich rządzących "WSPIERANE"?
                        Przecież nie raz miałem tę chołotę na swoim placu.Co mnie u nich uderzyło- ta pewność siebie,całkowite poczucie bezkarności.To ja na swoim podwórku miałem się ich bać,nie oni mnie,złodzieje.Za każdym razem gdy policja przijeżdżała na interwencję pouczała nas (co mnie bardzo denerwowało) żeby gdy złodzieje kradną mi auto,w ogóle nie wychodzić z domu.Nic tylko tm bandytom jeszcze bramę otworzyć.
                        U niejakiego polskiego ministra z lat dziwiędzisiątych p H.Goryszewskiego przecież policja znalazła cały stos tablic samochodowych skradzionych samochodów.
                        • ballest Re: To je bezczelnosc! polske Hahary 09.11.06, 15:06
                          Laband juz dugo uech taki ciekawy "lektury" nie czytou, ze pou Europy Wschodni
                          zyje z pracy niemieckiego podatnika, to wiym od downa, ale ze np. polskie
                          wladze jeszcze nielegalnie sie niemieckie mienie przywlaszczaly, to mi do glowy
                          nie wchodzi.
                          Przeca uone, czytaj gorole gorsze som jak w moji najgorszy wyuobrazni!

                          Socer, widzisz, ze i czynsc polskich elit rzadzacych to urodzone zlodzieje i
                          przestepcy.
                          Ach, jou se to wydrukowou!
                          ;)
                          • szwager_z_laband Re: To je bezczelnosc! polske Hahary 09.11.06, 15:09
                            jo se przipominom jak jo do Niymiec uciykou - na promie bou jedyn szycha = tyn
                            tam robiou co chciou

                            ps

                            we Szwecji boua szczylanina we porcie sisz naszego statku
                            • ballest Re: To je bezczelnosc! polske Hahary 09.11.06, 18:47
                              No to mosz Glück, ze jeszcze zyjesz!

                              Laband to co czytom to je OKROPNY HORROR!!
                              - cos mi se zdou, ze se w Polsce duzo nie zmieniouo, ze uoni dali tak agujom,
                              to som przeca nieokrzesane DZIKUSY! bez kultury i poszanowania dlo innych!
                              Uoni tylko swoja kasa widzom, obojetnie jakim kosztem do ni przydom!
                              • szwager_z_laband Re: To je bezczelnosc! polske Hahary 09.11.06, 18:54
                                przeczytej se to do pounego obrazu:

                                Zarobić na odszkodowaniu


                                O

                                Ł

                                E

                                C

                                Z

                                E

                                Ń

                                S

                                T

                                W

                                O




                                Dorota Kania



                                Ruszyła procedura wypłat odszkodowań za pracę przymusową w III Rzeszy. Żeby
                                otrzymać pieniądze z niemieckiego funduszu odszkodowawczego, trzeba złożyć
                                odpowiednie dokumenty w Fundacji Polsko– Niemieckie Pojednanie. Tymczasem jak
                                grzyby po deszczu pojawiają się różne stowarzyszenia lub związki oferujące
                                pośrednictwo i pomoc w załatwieniu formalności

                                Niedawno w lokalnej prasie w województwie dolnośląskim ukazało się ogłoszenie
                                informujące o pomocy w uzyskaniu odszkodowań za pracę przymusową w III Rzeszy.
                                Warunkiem jej udzielenia była wpłata na konto ogłaszającego się stowarzyszenia
                                50 złotych na poczet kosztów przyszłej korespondencji. — My nie pobieramy
                                żadnych pieniędzy. Osoby, które się do nas zgłaszają, mogą na miejscu za darmo
                                zrobić kserokopie dokumentów. Liczymy też, że Poczta Polska zwolni naszą
                                korespondencję od opłat — mówi Jacek Pająk, wiceprezes zarządu Fundacji Polsko–
                                Niemieckie Pojednanie. Także, jak dowiedzieliśmy się w fundacji, od początku
                                jej istnienia podejmowane są próby wyłudzenia odszkodowań.

                                Martwe dusze Największa — i do tej pory jedyna — afera, która znalazła swój
                                finał w sądzie, jest związana z kierowanym przez Mieczysława Janosza
                                Stowarzyszeniem Ofiar Wojny. Mieczysław Janosz, były oficer SB, uczestnik
                                afery „Żelazo", dwa lata temu był dzierżawcą żwirowiska w Oświęcimiu, gdzie
                                Kazimierz Świtoń stawiał krzyże. Konflikt wokół krzyży stawianych w pobliżu
                                obozu koncentracyjnego był szeroko komentowany przez światowe media i zakończył
                                się wypowiedzeniem umowy dzierżawy Stowarzyszeniu Ofiar Wojny. Zanim na
                                żwirowisku pojawiły się krzyże, warszawski oddział stowarzyszenia gromadził i
                                przesyłał dokumenty uprawniające do wypłat odszkodowań z Fundacji Polsko–
                                Niemieckie Pojednanie. Później okazało się, że wiele z tych dokumentów
                                sfałszowano: kserowano zaświadczenia o pobycie w obozie koncentracyjnym, z
                                których wcześniej wymazano wszystkie dane. W puste miejsca wpisywano dane
                                kolejnych osób, które rzekomo przeszły gehennę obozu koncentracyjnego. Być może
                                sprawa nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie przypadek. W połowie
                                lat 90. na konto fundacji wpłynęło 2,5 tysiąca złotych jako… zwrot niesłusznie
                                wypłaconej zapomogi. Jej pracownicy zainteresowali się tym i dotarli do osoby,
                                która dokonała wpłaty. Nikt wówczas nie przypuszczał, że to dopiero początek
                                ogromnej afery. Cóż się bowiem okazało? Stanisław N., który zwrócił pieniądze,
                                dostał je bez cienia własnego udziału. Zapomogę wypłacono na podstawie
                                zaświadczenia Biura Informacji i Poszukiwań Międzynarodowego Czerwonego Krzyża
                                w niemieckim Arolsen. Zaświadczenie zostało sfałszowane i wysłane do fundacji
                                przez działaczy warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Ofiar Wojny.
                                Przedstawiciele stowarzyszenia przychodzili kilkakrotnie do Stanisława N.,
                                domagając się 50 procent uzyskanej sumy za „załatwienie sprawy". Stanisław N.
                                odmówił i zwrócił pieniądze fundacji, a wówczas jej pracownicy sprawdzili
                                wszystkie wnioski o zapomogi poświadczone przez Stowarzyszenie Ofiar Wojny.
                                Znaleziono ponad 400 sfałszowanych dokumentów dotyczących głównie fikcyjnego
                                pobytu w obozach koncentracyjnych lub też nieprawdziwego uwięzienia. Były też
                                przypadki fałszowania dokumentów w taki sposób, że wymazywano jedynie imię i
                                nazwisko, zostawiając inne dane. — Sprawdzaliśmy te dokumenty poprzez
                                niemieckie organizacje i okazywało się na przykład, że dokument jest wystawiony
                                na kobietę, a w rzeczywistości należał do mężczyzny, co jasno wynika z
                                oryginalnych niemieckich papierów — wyjaśniają pracownicy fundacji. Po
                                sprawdzeniu dokumentów w fundacji sprawa trafiła do Prokuratury Wojewódzkiej w
                                Warszawie. Po blisko trzyletnim śledztwie sporządzono akt oskarżenia o
                                sfałszowanie dokumentów i wyłudzenie kilkuset tysięcy złotych. Oskarżono
                                Eugeniusza G., Piotra W. i Małgorzatę M. występujących w imieniu Stowarzyszenia
                                Ofiar Wojny. Wśród oskarżonych znalazł się także sekretarz zarządu głównego
                                stowarzyszenia. Do tej pory ta sprawa nie ma sądowego finału — nie wyznaczono
                                nawet terminu rozprawy.

                                Wzajemna pomoc Stowarzyszenie Mieczysława Janosza potwierdzało także
                                autentyczność dokumentów, które w Fundacji Polsko– Niemieckie Pojednanie
                                składało Stowarzyszenie Dzieci — Byłych Więźniów Hitlerowskich Obozów
                                Koncentracyjnych. — Także i w tym przypadku sprawa trafiła do prokuratury —
                                mówią pracownicy fundacji. Okazało się, że dokumenty, których autentyczność
                                potwierdziło stowarzyszenie Janosza, były sfałszowane. Dlaczego ludzie Janosza
                                zdecydowali się „pomóc" innemu stowarzyszeniu? Chodziło zapewne o podział
                                zysków, ale to nie był jedyny powód. Przewodniczącą Stowarzyszenia Dzieci —
                                Byłych Więźniów Hitlerowskich Obozów Koncentracyjnych była bliska znajoma
                                Janosza, profesor Bożena Krzywobłocka, znana w czasach PRL z antykościelnych
                                wystąpień. Wspólnie z Mieczysławem Janoszem należeli do antysemickiego
                                Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald". Także i ta sprawa znalazła się w
                                prokuraturze, ale Mieczysław Janosz jest w niej — podobnie jak i w pierwszej —
                                tylko świadkiem.

                                Człowiek z „Żelaza" Kim jest Mieczysław Janosz, zagorzały antysemita, bojownik
                                o oświęcimskie krzyże? Jego wątpliwa kariera zaczęła się od momentu wstąpienia
                                do Służby Bezpieczeństwa. W latach 60. na polecenie wywiadu MSW osiedlił się w
                                Europie Zachodniej. Do RFN wyjechał razem z braćmi: Kazimierzem i Janem, którzy
                                też byli w SB. W Hanowerze i Hamburgu otworzyli kilka restauracji. Pod
                                płaszczykiem legalnej działalności zajmowali się: napadami (między innymi na
                                banki), przemytem, kradzieżami, zabójstwami. Działali wspólnie z przestępcami z
                                Niemiec, Szwecji i Francji. Gdy kilka lat temu dziennik Życie opisywał
                                szczegóły afery „Żelazo", autor artykułu postawił bardzo prawdopodobną tezę:
                                współczesny układ mafijny zbudowali ludzie wywodzący się z dawnej bezpieki.
                                Nielegalna działalność Janoszów potwierdza tę opinię. Przez cały czas nad ich
                                pobytem na Zachodzie czuwał I Departament MSW. Kazimierz Janosz na polecenie
                                swoich przełożonych założył w Hamburgu firmę eksportowo–importową wyrobów
                                jubilerskich. Ogromne ilości złota i drogich kamieni pochodzące z napadów i
                                rabunków szmuglowano do Polski. W większości precjoza trafiły do I Departamentu
                                (nieoficjalnie mówi się o ponad 200 kilogramach złota i kamieni szlachetnych),
                                jednak część złota bracia zachowali dla siebie. Pracownicy wywiadu zaciągali u
                                nich bardzo wysokie, dolarowe pożyczki. To prawdopodobnie stało się przyczyną
                                śmierci Jana Janosza. Do dziś nie wiadomo, gdzie i dlaczego zginął. Przestępczą
                                działalność Janoszów opatrzono kryptonimem „Żelazo". Była to największa afera
                                związana z działalnością wywiadu PRL. Sprawa została nagłośniona dopiero na
                                początku lat 90., gdy Kazimierz Janosz, były pułkownik SB, stanął przed sądem
                                oskarżony o narażenie skarbu państwa na straty prawie 7 miliardów złotych.
                                Sprawa sądowa nie przeszkodziła mu w uzyskaniu koncesji na prowadzenie
                                prywatnej wytwórni wódek. Oprócz niego w całym kraju taką koncesję dostały
                                tylko cztery osoby.

                                Kuszące zyski Pionierska działalność w wyłudzaniu odszkodowań przez
                                stowarzyszenia Mieczysława Janosza już znalazła naśladowców. — Nie będziemy
                                zdradzać szczegółów, bo nie chcemy podawać instrukcji fałszowania dokumentów —
                                tłumaczy swoją powściągliwość wiceszef zarządu fundacji Jacek Pająk. Pracownicy
                                fundacji podkreślają, że ofiary III Rzeszy mogą same, bez pośrednictwa
                                jakiegokolwiek stowarzyszenia, ubiegać się o odszkodowanie. Tymczasem usługi w
                                zakresie kompletowania dokumentów oferuje kanadyjska firma Polish–German
                                En
                                • szwager_z_laband Re: To je bezczelnosc! polske Hahary 09.11.06, 18:55
                                  Kuszące zyski Pionierska działalność w wyłudzaniu odszkodowań przez
                                  stowarzyszenia Mieczysława Janosza już znalazła naśladowców. — Nie będziemy
                                  zdradzać szczegółów, bo nie chcemy podawać instrukcji fałszowania dokumentów —
                                  tłumaczy swoją powściągliwość wiceszef zarządu fundacji Jacek Pająk. Pracownicy
                                  fundacji podkreślają, że ofiary III Rzeszy mogą same, bez pośrednictwa
                                  jakiegokolwiek stowarzyszenia, ubiegać się o odszkodowanie. Tymczasem usługi w
                                  zakresie kompletowania dokumentów oferuje kanadyjska firma Polish–German
                                  Enterprise. Podstawowym warunkiem stawianym przez nią jest podpisanie przez
                                  poszkodowanego upoważnienia, że gotówka zostanie przelana na konto kanadyjskiej
                                  firmy.Wyłudzanie odszkodowań dotyczy nie tylko tych od Niemców. Podobnym
                                  procederem z pewnością chcieli się zająć ci, którzy podszyli się pod poznańską
                                  firmę EWE. Miała ona jakoby oferować za adresy członków Związku Więźniów
                                  Politycznych Okresu Komunistycznego w Lublinie od 500 do 3 tysięcy marek.
                                  Dociekliwi członkowie związku skontaktowali się z firmą EWE, która
                                  kategorycznie wyparła się tego, że chciała kiedykolwiek kupować adresy i dane.
                                  Sprawa trafiła do prokuratury, ale na razie nie wiadomo, kto podszywał się pod
                                  poznańską firmę. Do korzystania z pośrednictwa w ubieganiu się o odszkodowania
                                  zachęca również Stowarzyszenie Romów w Polsce. Rozprowadza ono wśród Cyganów
                                  dokumenty, które po podpisaniu przez zainteresowanego upoważniają
                                  Stowarzyszenie do reprezentowania go. Taka osoba musi także zadeklarować, że
                                  nie będzie wnosiła żadnych skarg przeciwko stowarzyszeniu. Ale to jeszcze nie
                                  koniec. Za załatwienie odszkodowania przedstawiciele Stowarzyszenia Romów w
                                  Polsce z siedzibą w Oświęcimiu chcą 30 procent jego wysokości. Taki zapis
                                  wprawdzie nie figuruje w dokumentach, ale Cyganie, do których dotarli
                                  przedstawiciele stowarzyszenia, przyznają, że był to warunek stawiany w
                                  rozmowach. Na uwagę zasługuje fakt, że prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce
                                  Roman K. jest oskarżony o oszustwa przy rozdzielaniu zapomóg ze szwajcarskiej
                                  fundacji Shoah. Kilkudziesięciu Romów zamiast przyznanych 1500 franków
                                  szwajcarskich dostało 1500 złotych. W Fundacji Polsko–Niemieckie Pojednanie
                                  zapewniają, że do uzyskania odszkodowania nie są potrzebne pełnomocnictwa dla
                                  jakiegokolwiek stowarzyszenia. Mało tego, kilkanaście dni temu rząd przyjął
                                  ustawę, która zwalnia odszkodowania z wszelkich opłat i podatków. Oznacza to,
                                  że załatwiając odszkodowanie bezpośrednio w fundacji, nie trzeba płacić żadnych
                                  pieniędzy.

                                  • szwager_z_laband ps 09.11.06, 19:16
                                    narodowiec.com/polskapolityka/sow/wydawnictwa_statutowe/page_01.htm
                                    • szwager_z_laband Re: ps/ps 09.11.06, 19:18
                                      www.auschwitz-muzeum.oswiecim.pl/new/index.php?tryb=news_big&language=DE&id=37
                                      • szwager_z_laband Re: ps/ps 09.11.06, 19:21
                                        Stowarzyszenie Ofiar Wojny, występując w imieniu setek starszych osób, domaga
                                        się od IPN wypłaty odszkodowań za pracę w III Rzeszy. - To oszustwo. IPN nie
                                        zajmuje się wypłatą odszkodowań - ostrzegają prokuratorzy. Od kilku miesięcy do
                                        Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie i jego oddziałach w całym kraju
                                        przychodzą pisma ze Stowarzyszenia Ofiar Wojny z Bielska-Białej. Listy są z
                                        nagłówkiem "Akt oskarżenia członków Stowarzyszenia Ofiar Wojny z siedzibą w
                                        Bielsku-Białej", a oskarżonymi m.in. Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie oraz
                                        Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji z siedzibą w Genewie. Korespondencję
                                        podpisał prezes Stowarzyszenia Ofiar Wojny Mieczysław Janosz i dwaj jego
                                        współpracownicy. Wszystkie "akty oskarżenia" są identyczne - różnią się tylko
                                        danymi pokrzywdzonych osób. Prokuratorzy IPN nie mają wyjścia - muszą zająć się
                                        korespondencją i każde pismo SOW potraktować jak doniesienie o popełnieniu
                                        zbrodni wojennej. - Żaden z tych "aktów oskarżenia" nie wskazuje na konkretne
                                        zbrodnie popełnione przez hitlerowców, a jedynie opisuje pewien ciąg zdarzeń.
                                        To wprowadzanie ludzi w błąd, bo student prawa wie, że do instytucji zajmującej
                                        się ściganiem przestępstw składa się zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa,
                                        a nie akt oskarżenia - podkreśla prokurator Lucjan Nowakowski z pionu śledczego
                                        IPN w Warszawie. Prokuratorzy IPN w Katowicach prowadzą bardzo ważne śledztwa -
                                        m.in. w sprawie zamachu na Jana Pawła II i wprowadzenia stanu wojennego. Prezes
                                        SOW Mieczysław Janosz jest znany prokuratorom IPN. Na polecenie wywiadu MSW w
                                        latach 60. zamieszkał w Europie Zachodniej. Razem z braćmi - Janem i
                                        Kazimierzem - był zamieszany w aferę "Żelazo". Bracia Janoszowie napadali na
                                        jubilerów w RFN, a łupem dzielili się ze służbami PRL. Rzeczpospolita 4.10.2006
                                        r.
                                        • szwager_z_laband i co do Slonska 09.11.06, 19:26
                                          przeczytej se to, bo i sam je o M.Janoszu!

                                          www.slonsk.de/Slonsk/Aebi/NS/NatioShlonsko3.htm
                                          • rita100 Re: i co do Slonska 09.11.06, 19:29
                                            godzina czytania

                                            ale prawda to jest
                                          • ballest Re: i co do Slonska 09.11.06, 21:36
                                            Laband, to niemieckie szacunki, ze 20% tych odszkodowan za jakie Niemcy placily
                                            sa sfalszowane to je za malo, jou powiym co najmnij 50% a wiec kolo 5 miliardow
                                            Euro! to je suma bardzo wielkou!
                                            Jak moga ludzie tak klamac?
                                            • szwager_z_laband Re: i co do Slonska 09.11.06, 21:45
                                              to je wstryntne, ani poszanowania do ofiar Oswiyncimia itd niymajom ...
                                              • ballest Re: i co do Slonska 10.11.06, 14:19
                                                Gorolom se yno i wyloncznie o Kassa rozuazi, byle Niymcow kiwnonc!
                                                To som ludzie bez wstydu!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka