stix
16.12.07, 09:05
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34239,4736231.html
W 2006 r. w Saksonii Anhalt doszło do 1240 mniej lub bardziej
poważnych ataków na cudzoziemców. Wykrywalność nie przekroczyła 2
proc.
W Magdeburgu w ostatnią niedzielę do nocnego autobusu wsiadła
rodzina irackich imigrantów z dziećmi. Ich matka była w piątym
miesiącu ciąży. Gdy autobus zapełnił się po brzegi, grupa
miejscowych zaczęła wykrzykiwać rasistowskie hasła - "Otwórzcie
okna, bo oni śmierdzą", "Dla obcokrajowców nie ma tu miejsca". A
potem przeszli do czynów i poturbowali ciężarną Irakijkę. Autobus
nie reagował, dopiero gdy brunatni zwiali, kierowca zawiadomił
policję.
Irakijka leży w magdeburskiej klinice, a lekarze nie są pewni, czy
uda się jej donosić ciążę. Policja wyjaśnia sprawę. Według "Spiegla"
dostała już doniesienia pasażerów feralnego autobusu, że to
Irakijczycy sprowokowali bójkę swoim zachowaniem.
Tego samego dnia grupa Niemców napadła na nigeryjską rodzinę
wychodzącą z knajpki. Niemcy przy okazji pobili interweniującego
policjanta i punka, który stanął w obronie Nigeryjczyków, a potem
wzięli nogi za pas. W innej części miasta do mieszkania Nigeryjki
dobijał się pijany biały 33-latek, wykrzykując rasistowskie obelgi.
We wschodnich Niemczech wydano już miliony euro na kolejne programy
walki z rasizmem. Przykład Magdeburga i Saksonii Anhalt, którego
miasto to jest stolicą, pokazuje, że w dużej mierze pieniądze
trafiły w błoto.
W 2006 r. w całym landzie miało miejsce 1240 mniej lub bardziej
poważnych ataków na cudzoziemców. Wykrywalność sprawców nie
przekroczyła jednak 2 proc., co było najgorszym wynikiem w całych
Niemczech, a trzeba jeszcze powiedzieć, że w Saksonii Anhalt odsetek
cudzoziemców jest najmniejszy.
W tym roku statystyki wyglądają lepiej, ale tylko na papierze. Jak
podaje "Spiegel", zmieniono sposób liczenia przestępstw i co
najmniej 200 incydentów w rubryce "rasizm" nie wpisano. Uzasadniano
to tym, że np. rysownie na murze swastyk może być tylko wygłupem.
Gdy kilka tygodni temu sprawa upiększania statystyk wyszła na jaw,
szef landowego urzędu kryminalnego podał się do dymisji.
Media i politycy wyliczają też bezlitośnie wpadki policjantów w
walce z brunatnymi. Np. dwa lata temu podczas nalotu na imprezę
neonazistowskiej NPD puścili wolno złapanego funkcjonariusza.
Tłumaczył się, że na imprezę brunatnych przyszedł przez przypadek.
Policjanci nie reagowali na neonazistowskie ekscesy nawet wtedy, gdy
dochodziło do ciężkich pobić ciemnoskórych czy podpaleń ich domów.
Szef policji w Dessau ingerował w śledztwa przeciwko tamtejszym
neonazistom, a prowadzącym je funkcjonariuszom radził, by
podchodzili do spraw z mniejszym zapałem. "Mitteldeustche Zeitung"
donosi nawet, że w Dessau wykreślono ze policyjnych statystyk 11
rasistowskich przestępstw.
Inni policjanci fuszerowali dochodzenia przeciwko neonazistom,
bezwzględnie traktowali ich przeciwników, np. wszczynali śledztwa
przeciwko antynazistowskim działaczkom fotografującym
demonstrujących brunatnych albo brutalnie traktowali antynazistów
podczas zadym.
Sprawę od miesiąca bada komisja śledcza w landtagu. Komentatorzy
podkreślają jednak, że w Saksonii Anhalt neonaziści nie mają silnych
struktur, a ich główna partia NPD nie cieszy się takim poparciem jak
w Meklemburgii czy Saksonii.
Land boryka się z bezrobociem i biedą, a frustrację niektórzy Niemcy
wyładowują na cudzoziemcach. Nikt nie jest jednak w stanie pojąć,
dlaczego zawodzi policja.
Zieloni domagają się dodatkowych szkoleń dla policji, magdeburskie
centrum pomocy dla ofiar rasizmu chce rozpocząć specjalną kampanię w
autobusach i tramwajach. Chodzi o to, by pasażerowie zareagowali,
gdy znowu podpici łysi zaatakują cudzoziemską rodzinę. Politycy chcą
też, by sądy rzadziej orzekały dla neonazistów kary w zawieszeniu.