szwager_z_laband
01.03.08, 12:47
Delegaci UEFA wzięli Śląsk pod lupę
wczoraj
Nieoczekiwane zmiany planów i utrzymywany w tajemnicy program
wizytacji - tak w skrócie wyglądał pobyt na Śląsku pięciu
przedstawicieli UEFA. Wysłannicy federacji mieli ocenić możliwość
rozgrywania meczów polsko-ukraińskiego EURO 2012 na Stadionie
Śląskim.
Sam stadion interesował ich jednak w niewielkim stopniu. Choć po
rezygnacji z wczesnoporannego spotkania w Urzędzie Marszałkowskim w
Katowicach, właśnie to miejsce stało się ich główną bazą wypadową.
- Prezentację stadionu przeprowadziliśmy w Warszawie w ubiegłym
tygodniu, więc Śląski nie ma już dla UEFA tajemnic - stwierdził jego
dyrektor Marek Szczerbowski.
::: Reklama :::
Dla Australijki, Szwajcara, dwóch Włochów i Anglika najważniejsza
była infrastruktura. Dlatego po dwugodzinnym pobycie w Chorzowie
wyruszyli z indywidualnymi misjami: oglądali np. port lotniczy w
Pyrzowi-cach, rozwiązania komunikacyjne i lądowisko helikopterów
przy szpitalu w Piekarach Śląskich, zaliczyli też kurs tramwajem i
autobusem.
O trasie przejazdu trzech żółtych furgonetek, którymi podróżowała
piątka ekspertów, kierowców informowano dopiero w trakcie podróży,
co miało uniemożliwić przygotowanie się dyrektorów obiektów do
wizytacji. Po ich zakończeniu przedstawiciele UEFA pojechali do
Krakowa.
Jak wypadliśmy? Marszałek województwa Bogusław Śmigielski podczas
wieczornej konferencji stwierdził, że szef ekipy UEFA Philippe Bovy
dziwił się, dlaczego Stadion Śląski nie jest wśród czterech aren już
wytypowanych przez Polskę. To może świadczyć, że zrobiliśmy dobre
wrażenie.
- Ten przyjazd to jeden z elementów naszych starań o to, by
mistrzostwa odbyły się nie na czterech, a na sześciu stadionach -
przyznał szef zespołu ds. EURO 2012 PZPN, Adam Olkowicz. - Możliwych
wariantów jest jednak kilka, między innymi dlatego UEFA zmieniła
oficjalną terminologię, i obiekty w Krakowie i w Chorzowie nazywane
są już nie rezerwowymi, ale alternatywnymi.
Ostateczna decyzja UEFA zapadnie po zapoznaniu się jej władz z
najnowszym raportem piątki delegatów.
- Oznacza to, że poniedziałkowy termin, o którym mówiono wcześniej,
należy uznać za nieprawdopodobny. Procedury potrwają pewnie ze dwa
tygodnie - uważa Olkowicz.
Coraz więcej wskazuje jednak na to, że UEFA zdecyduje się na pięć
aren w każdym z państw, a to może oznaczać, że dotychczasowy sojusz
pomiędzy rezerwowymi do tej pory Katowicami i Krakowem zamieni się w
walkę na śmierć i życie.
---------------------------------------------------------------------
-----------
Pięcioro specjalistów z UEFA wystąpiło wczoraj w Katowicach w roli
agentów wywiadu - na potrzeby tej organizacji dokonywali
szczegółowego rozpoznania potencjału, jakim dysponuje nasza
aglomeracja w kontekście jej starań o organizację meczów Euro 2012.
I jak na klasycznych szpiegów przystało postanowili zagrać z
kontrwywiadem, czyli między innymi z dziennikarzami w ciuciubabkę.
Zaczęło się tuż przed północą. Na lotnisku w Pyrzowi-cach wysłannicy
europejskiej piłkarskiej centrali mieli wylądować o 23.30.
Podróżowali z Ukrainy przez Warszawę i samolot wylądował z
opóźnieniem, co nie zniechęciło jednak jedynej ekipy telewizyjnej,
uparcie czekającej na pojawienie się Australijki, dwóch Włochów,
Szwajcara oraz Anglika. Piątka agentów wsiadła do żółtej furgonetki,
która miała być od tej pory ich podstawowym środkiem transportu.
Po krótkim noclegu w "Qubusie" wysłannicy UEFA ruszyli do Chorzowa
na Stadion Śląski. Obecność dziennikarzy naszej gazety oraz
fotoreporterów wprawiła w konsternację grupę oczekujących na
wizytatorów VIP-ów oraz dyrektora obiektu, Marka Szczerbowskiego.
- To oni prosili, żeby nie było prasy i telewizji, nie róbmy
niczego, co mogłoby nam zaszkodzić w walce o mistrzostwa - apelował
dyrektor i nakazał usunąć reporterów poza bramy Stadionu.
Żółta furgonetka pojawiła się kilka minut później, o 9.13.
Wysłannicy przemknęli po schodkach prowadzących do recepcji hotelu i
zniknęli w jego wnętrzu na dwie godziny. - Samego stadionu nie
oglądają, bo to nie jest ich rola. Prezentację Śląskiego oglądali
ich koledzy podczas ubiegłotygodniowej wizyty w Warszawie -
opowiadali pracownicy Stadionu.
Ich słowa częściowo potwierdził Marek Szczerbowski.
- Drogę do sali zorganizowaliśmy jednak w taki sposób, że trochę
Śląskiego jednak zobaczyli. A gdy wyjeżdżali sprawiali wrażenie
zadowolonych. Przyznam zresztą, że we mnie też dominuje takie
właśnie uczucie - dodał dyrektor.
Tuż przed opuszczeniem stadionu przez delegatów zastosowano kolejny,
znany z sensacyjnych filmów manewr.
Zamiast jednej żółtej furgonetki pojawiły się trzy. W odstępach
kilkunastu minut dwie ruszyły w trasę, jedna została na miejscu.
Okazało się, że piątka wysłanników stanowi właściwie trzy ekipy, a
każda z nich ma inne zadanie. Przejazd Średnicówką, wizyty w
szpitalach, lustracja lotniska w Pyrzowicach i mnóstwo innych
punktów realizowanych w ekspresowym tempie. Zaliczyli nawet przejazd
autobusem i tramwajem...
- Mało mówili, ale widać, że są bystrzy i krytyczni, pewnie nie
przez przypadek są uznawani za wybitnych specjalistów w swojej
dziedzinie. Zwracali uwagę na szczegóły, coś sobie notowali i niby
się uśmiechali, ale trudno było ocenić, czy z ich punktu widzenia
naprawdę wszystko było w porządku - opowiadała nam jedna z
towarzyszących delegatom osób.
Pomysły wysłanników federacji mroziły zresztą krew w żyłach ich
polskim opiekunom. Jeden z nich zakładał na przykład przejazd do
Krakowa, który stanowi ich kolejny cel, nie autostradą lecz
pociągiem. A przecież wizyta na katowickim dworcu mogła pozostawić
dosłownie niezatarte wrażenie, nic więc dziwnego, że namawiano ich
do skorzystania z samochodu, bo przecież wieczne remonty na
autostradzie można tłumaczyć właśnie przygotowaniami do mistrzostw.
O tym, że piątka delegatów swoich obserwacji publicznie nie
komentowała wspominać już nie trzeba.
---------------------------------------------------------------------
-----------
Piekarska "urazówka" żadnej wizyty się nie boi
Po dwóch godzinach pobytu na Stadionie Śląskim delegaci rozdzielili
się na trzy podgrupy i rozjechali po całym województwie. Pierwsza
ekipa dotarła do Wojewódzkiego Szpitala Chirurgii Urazowej w
Piekarach Śląskich. Wysłannicy UEFA zobaczyli między innymi oddział
intensywnej terapii, dział diagnostyki i blok operacyjny.
- Byli zresztą doskonale zorientowani w działalności naszej
placówki. Wiedzieli, że pracuje u nas doktor Jerzy Grzywocz, prawa
ręka Leo Beenhakkera. Wiedzieli też o tym jak wielu sportowców było
w przeszłości naszymi pacjentami - powiedział nam Bogdan Koczy,
dyrektor placówki. Jak przyznał w ostatnim momencie dowiedział się o
zmierzających do jego szpitala delegatach UEFA.
- Powiedziałem: nie ma problemu. Nie mamy nic do ukrycia. Dla nas
takie wizyty to standard. Goście byli bardzo zadowoleni z tego, co
zobaczyli. Przekonali się, że mamy taki sam sprzęt jak reszta
Europy - zapewnia.
Skoro dyrektor do "za pięć dwunasta" pozostawał w nieświadomości,
tym bardziej pacjenci szpitala nie mieli pojęcia, że oddziały
wizytują delegaci UEFA.
- Widziałam ich, ale myślałam, że to sanepid. Dobrze jednak, że
wybrali akurat ten szpital. Pacjenci mają tu rewelacyjną opiekę -
przyznała Monika Pisarczyk, jedna z pacjentek.
Piekarska "urazówka" nie była jedynym szpitalem, jaki wczoraj
odwiedzili delegaci UEFA.
Zajrzeli również do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego numer 5
w Sosnowcu oraz Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach.
- Interesowała ich ponadto rozbudowa Drogowej Trasy Średnicowej w
Rudzie Śląskiej, dojazd do lotniska w Pyrzowicach, a także stan
pozostałych dróg w regionie. Przejechali się też tramwajem i
autobusem, by sprawdzić jak działa komunikacja publiczna - wyliczał
Daniel