Dodaj do ulubionych

Wikipedia - Ekspertyza Skunksa

31.10.12, 16:10
O polskiej Wikipedii jako takiej mówi się i pisze w naszych mediach ambiwalentnie: raz , że jest najpopularniejszym źródłem informacji na każdy temat, dwa, że jest niewiarygodna i niemiarodajna. Słyszałam, że twórcy jej amerykańskiej podstawowej wersji nawet się nie pofatygowali, by zdobyć wyższe wykształcenie (a właściwie półwyższe, tzw. college, czyli odpowiednik naszego licencjatu). Kto zna Amerykanów, ten wie, co to znaczy: przeciętny obywatel tego kraju jest ograniczony umysłowo i ma nader mętne pojęcie o świecie . I jest nacjonalistą. Moją wątpliwość budzi budowa słowa wikipedia: część druga „paideia” jest helleńska; to w porządku, ale człon pierwszy został zaczerpnięty z języka hawajskiego. Otóż bazą słowotwórczą dla kultury światowej jest cywilizacja Hellenów i Rzymian, plus języków z nich się wywodzących . A może byście, dear boys, sięgnęli także do dialektu aborygenów, Eskimosów, Zulusów czy Karaimów? Jak się ośmieszać, to na całego...
Haniebnie się skompromitował jeden ze współpracowników polskiej wersji tego kontrowersyjnego portalu, podpisujący się (jakże prymitywnie i ubogo!) Politicus . Jego elukubracja nosi datę 23 stycznia 2012 r. Jest on prawdziwy tchórzem, nie ma odwagi podpisać tych zakłamanych i oszczerczych wypocin własnym imieniem i nazwiskiem. Dlatego nazwałam go skunksem. Nawet profesorowie CKK, którzy z męstwa nie słyną, zdecydowali się podpisywać imiennie wydawane przez siebie orzeczenia (czyli niezatwierdzone habilitacje i profesury). Niechaj delikwent wie, kto konkretnie zmarnował mu życie , a niejednokrotnie wpędził do grobu. Politicus to zajęcze serce; z wykształceniem u niego nietęgo, kiepsko włada językiem ojczystym. Właściwie żadna to polszczyzna, tylko bełkotliwy żargon, coś zbliżonego do żargonu slumsów. Dlatego postanowiłam nazwać go Skunksem. Oto, co pisze. Najpierw z morza znaczków drukarskich wyłania się imię i nazwisko podsądnego. Oczywiście muszę je zmienić; powiedzmy, że jest to Aleksander Lanckoroński herbu Oksza. Przepisuję z obrzydzeniem „recenzję” Skunksa:
Biogram poprzednio składający się z polski humanista, filolog, historyk literatury, edytor, krytyk literacki obecnie rozwinięty „na prośbę”. Jednak od samego początku brak źródeł. Ponadto – jako naukowiec, nieszczególnie encyklopedyczny; jako pisarz także raczej nie – a wszystko z powodu braku jakiejkolwiek zauważalności (o czym świadczyłyby źródła). Baza Ludzi Nauki wspomina o nim, jako o doktorze i podaje, że pracował w UŁ i nic więcej. W katalogu BN można odnaleźć jego publikacje, większość z małych lub uczelnianych wydawnictw. Zatem, albo ścinamy do poprzedniego stuba (zakładając że postać ency, czego nie podzielam), albo kasujemy per WP: ENCY/WP: WER. – Masur juhu? 28 sty 2012 (CET)

 Brak dokonań ency. Do usunięcia Politicus (dyskusja) 11: 12, sty 2012 (CET)
 Usunięto. Brak argumentów za zostawieniem, brak źródeł, brak nagród, publikacje niszowe. Elfhelm (dyskusja) 30 sty 2012 (CET)
 Kategoria: Dyskusje zakończone usunięciem biografii – styczeń 2012.

Skunks ma poważne kłopoty z ortografią, nie stawia przecinków nawet przed że. Z całokształtu tego mini elaboratu wynika, że poza Skunksem w likwidacji biograficznej noty pana Lanckorońskiego brali jeszcze udział dwaj inni ubodzy duchem. Postulat podawania źródeł do artykułu biograficznego jest bezczelny, dawniej tego nie wymuszano; 99% artykułów w tym portalu nie posiada źródeł. Co zresztą grafomani z wikipedii uważają za źródło? Czy chodzi o wzmiankę bibliograficzną (to jest przypis) w pracy innego badacza, czy od razu o książkę o jego twórczości naukowej? O badaczach literatury książek się nie pisze : pojawiają się nekrologi (gdy umrze), wzmianki aprobatywne i polemiczne. Nekrologów jeszcze mu nie napisali, wzmianek o jego dokonaniach naliczyłam ponad dwieście. Mogłabym je tu wymienić. Ale przed kim? Przed obskurantami przepełnionymi złą wolą? Szkoda czasu i atłasu. Jak można oceniać dzieła z dyscypliny naukowej, na której taki ananas kompletnie się nie zna? To zwykła bezczelność.
A cóż to dla nich znaczy „encyklopedyczność”, skracana przez nich do derywatu „ency”? Nie wiem, chętnie przeczytam objaśnienie. A cóż to za kryterium „encyklopedyczność”? – A przed kim to doktor Lanckoroński ma prezentować paletę swoich dokonań? Przed prymitywami i półanalfabetami? A cóż takiego mogą mu w zamian ofiarować? Zaledwie zgodę na zamieszczenie jego biogramu. Już nie skorzysta.
Akceptacja CKK otwiera delikwentowi bramę do lepszego życia: jego pensja podstawowa zostaje podwojona, dostaje do prowadzenia seminaria magisterskie (w najgorszym wypadku licencjackie), tytuł doktora habilitowanego (naukowy) i profesora tej uczelni, w której jest zatrudniony. Ma łatwość w otrzymywaniu grantów, wstęp na konferencje międzynarodowe, udogodnienia w publikowaniu własnych tekstów etc. Oczywiście, są też poważne minusy: niezliczone zebrania kolejnych struktur uczelni: od instytutu po jej senat, chroniczny brak czasu na badania własne, z których przecież periodycznie jest rozliczany , zależność od tych stojących nad nim, konieczność wykonywania poleceń przełożonych, a nawet sekretarek instytutu, że o „paniach” z dziekanatu nie wspomnę. W sumie jednak jest to skórka warta wyprawki. W wypadku polskiej Wikipedii jest dokładnie odwrotnie: nie opłaca się harować, bo praktycznie nic się z tego nie ma, a w dodatku światły człowiek naraża się na szykany ze strony zatrudnionych tam amoralnych ignorantów.
Na zakończenie opowiem dykteryjkę. Pewien ojciec – rolnik wysłał syna do szkół. Po jakimś czasie junior przyjechał do domu. Ojciec – chytry wieśniak – postanowił sprawdzić jego postępy w nauce. Wziął go na stronę i pyta:
- Synu, jak jest po łacinie książka?
- Syn na to: Książkatus.
- A jak jest zeszyt?
- Zeszytus.
- A jak jest pióro?
- Pióratus.
Ojciec podumał chwilę i odzywa się w te słowa:
- Synu, zostaw książkatus, zeszytus i pióratus. Weź widłatus i idź na polatus rozrzucać gnojatus.
W odległych czasach nie było roztrząsarek do obornika. Taka kwalifikacja umiejętności syna świadczyła o tym, że szkoda pieniędzy na szkoły dla niego. Nadaje się wyłącznie do pracy przy gnoju. Tak właśnie ma się sprawa z naszym „politicusem”. Co było do okazania.
PS. Masur juhu? – A w jakim to jest języku? Poważna recenzja nie toleruje tego rodzaju kuriozów.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka