gytheon
21.03.07, 15:57
Witam!
We wtorek 20 marca 2007 roku o godzinie 18:07 ktoś włamał mi się na kompa i
podrzucił parę programików do plików systemowych. Wyczynu tego dokonał
omijając zabezpieczenia Firewalla, lecz został namierzony przeze mnie
osobiście, gdy programy się pouruchamiały i zaczęły nawiązywać kontakt z
kompem, z którego je wysłano. Niestety mając zainstalowane najnowsze programy
zabezpieczające w rezultacie dostałem dokładny raport kto, gdzie, jak:
ICM Networking Group, Pawinskiego 5A, 02-106 Warszawa, Poland + nazwiska osób
( Rafal Maszkowski i Maciej Anczura), z których kont te dane osoby, lub ktoś,
kto się włamał na te konta, próbował tricków spyware.
Wiedząc co, gdzie, jak postanowiłem zadzwonić do ICM ( Internetowe Centrum
Modelowania Komputerowego Uniwesytetu Warszawskiego ) skąd ktoś rozrabiał -
dodzwoniłem się do dyrektora i usłyszałem ekstra gadkę:
"Zapewniam pana, że nasi pracownicy nie mieli z tym nic wspólnego" (instykt
ojcowski?)
"Oni gardzą Windowsem i zajmują się tylko Linuxem" (podtekst włamania?)
"Na pewno źle pan przeczytał po angielsku" ( studiuję na Uniwersytecie
Berkeley w Kaliforni :D )
"To ktoś podrzucił panu sfałszowany raport" (hehe - jasne)
"Na pewno źle pan zinterpretował treść komunikatów" (mam to czarno na białym)
"Oni się tym nie zajmują" (oficjalnie nie muszą ;P)
Słowem: takiego wciskania kitu to od ostatnich wyborów w Polsce to nie
słyszałem. Pewnie koleś myślał, że go nagrywałem - otóż: nie nagrywałem
rozmowy ( a szkoda! ).
Mogłem to olać, ale za to się świetnie ubawiłem słuchając takich wypocin.
Czy dobrze postąpiłem w takiej sytuacji, czy może powinienem poza straszeniem
przekazać sprawę do jakichś służb?