Dodaj do ulubionych

Urlopowe ploteczki

17.08.13, 12:12
cyt .Gdybym był młodszy , piłbym wtenczas nie wino lecz spojrzeń twoich najsłodszy nektar dziewczyno …
Ach ach ach wyrwało mi się na podwórku widząc mojego sąsiada podjeżdżającego fordem mondeo mk , podobno najsłodszy model . O tym fordzie zakomunikował mi telefonicznie pragnąc i tak dobić mnie, odkąd ja zakupiłem chevroleta . Obejrzał go wnikliwym wzrokiem i zawyrokował – na ten model nic nie poderwiesz . O masz ci los a niby co miałbym poderwać ? Odtąd najpierw snuł swoje marzenia dotyczące odpowiednich maszyn ciągle wspominając, że zaraz już pojutrze pozbędzie się japończyka i zakupi amerykańca na którego, szał ciał, każda o każdej porze i nocy . Tymczasem z okna domu wychyliła się moja żona pracująca na oku . Widziałeś widziałeś spytała podekscytowanym głosem przyjechał, przyjechał cieszyła się niebywale, z cycatą dodała na końcu . Rzeczywiście z samochodu wysiadła blondynka , urocza o zjawiskowej posturze w letniej sukience tak cieniutkiej ,że bieliznę widać było jakby stała bez sukienki . Zresztą niektóre kobiety mają coś w sobie ,że nawet w palcie wyglądają jakby były bez niego . Oczywiście że widziałem dlatego pomyślałem o tym wierszu Asnyka . Słońce wyraźnie także ożywiło się wystawiając swój pyszczek zza chmurek . Następna która chce zobaczyć nowoprzybyłą - powiedziałem przekrzywiając na głowie kapelusz . Ten kapelusz został mi po wyprawie do Paryża i Barcelony , gdzie był owacyjnie witany przez stylistów zachodnich . Jaka ona gdzie – rozglądała się zaciekawiona moja żona – nikogo nie ma . Daj spokój i tak nie zrozumiesz co siedzi w głowie takiego starca jak ja . Ty to jesteś – dopowiedziała dodając – to która to już w kolejności . Wybacz ale nie prowadzę numeracji , choć nie można powiedzieć, jest na czym oko oprzeć . A co ona ma czego inne nie mają - naprężyła się gwałtownie . Ale ja nie o tym kobieto , popatrz na samochód . Ten lśnił się cały w słońcu , które przygrzewało coraz mocniej . Sąsiad wydobywał coś z bagażnika i schował się za otwartym kufrem , blondynka zaś odwrócona plecami podziwiała jego ogród po zachodniej stronie . Taka maszyna aa a jakie opony ma westchnąłem głośno i spojrzałem się na żonkę . Nie za gorąco ci kochanie mogłabyś rozpiąć bluzeczkę wymamrotałem . Reakcja lubej była natychmiastowa . Już się napatrzyłeś na to zjawisko – przedrzeźniała mnie imitując mój głos - tak ? A sio ? I znikła w otwartym oknie . Oczywiście zaraz pokaże się przy mnie wtedy dokończę mruczenie . Sąsiad tymczasem z daleka pokiwał mi ręka na przywitanie a ja mogłem uchylić kapelusza . Przypomniałem sobie jak to robił Mastroiani . Z pełną gracją i wyższością sąsiedzką . Jego dama spojrzała na mnie przelotnie i uśmiechnęła się , odwzajemniłem uśmiech skręcając głowę na prawo pochylając ją i dotykając ronda kapelusza i uchylając go jeszcze bardziej . Założyłem przy tym nogę na drugą a biała nogawka spodni ułożyła się na kolanie . Pięknie . Tymczasem moja żona wyłoniła się z ganku i usiadła koło mnie. No i co , gdzie poszli dopytywała . skryli się w sypialni wyprobowując miękki zamsz zakupiony w Berlinie . To oni byli w Berlinie ? Skądże kochanie, ale ma taki zamszak wełnisty z grubymi frędzlami które zawijają się na ręce gdy w ekstazie łapie się go w dłonie . Co ty bredzisz , przecież nie piłeś spoglądała na mnie troszkę ze złością . Pożądanie kobieto to poważna sprawa , kiedy dopada mężczyznę ktoś musi ulec – kręciłem guziczkiem na jej bluzce . W tym momencie zadzwonił telefon . Zanim podniosła się z ławki skradłem jej pocałunek i czarowałem spojrzeniem . Masz dwie godziny dzieci wtedy na grila przyjadą . O najsłodsza mk sprawię się o wiele szybciej . Oby nie za szybko . Och mój aniele …Pociągnęła mnie za sobą . Jednak Asnyk to potęga , dodając do tego kapelusz , białe spodnie i koniecznie sąsiada z cycatą ..
cyt.
I kiedy usta różane całował
Tom nic nie pragnął i nie żałował
I dziś drżę jeszcze kiedy chwile te wspomnę .
Obserwuj wątek
    • baska123 Re: Urlopowe ploteczki 17.08.13, 15:50

      Spóźniony.
      Wesołe jest życie staruszka. Pod warunkiem, że kocha kobiety i życie.
      TylkoSagiTobie dorówna. Tylko Wy potraficie tak o kobietach pisać na tym Forum
      Pisz pod jakimkolwiek nickiem.
      Gdybym była blisko Ciebie to nie powstrzymała bym się przed policzkiemkiss Baśka.
      • godzinaosmaminut97poczasie Re: Urlopowe ploteczki 17.08.13, 16:15
        big_grin A nie uważasz że teraz to główny problem polskich emerytów , których oczywiście łupie i zdrowie i ekonomia, denerwuje polityka ,ale na działce szpanuje się tu i tam . W tym opowiadaniu drwiąco humorystycznym jest dzisiejsza sobota i niedziela i oby tak do poniedziałku . Odwzajemniam się uściskami , gdzie twój mąż , gdzie twój mąż czy nie wypadnie zza węgła z jakowąś kłonicą co big_grinbig_grinbig_grin
        E co tam sagi , lebiega panie dziejku suspicious,ale jeśli go polubiłaś trudno oddam mu pole big_grin Zresztą niby dlaczego ?
        • baska123 Re: Urlopowe ploteczki 17.08.13, 16:35
          Spóźniony.
          Małżon mój osobisty leży sobie a leżaku i katuje jakąś książkę, a może krzyżówkę bo długopis trzyma. Sceny zazdrości już za nami.
          Dawałam powody kiedyyyyyś daaaawno taaam.
          Sadyzmu ociupinkę objawiałam, ale wyrosłam już.
          Z sympatii do ludzi i zwierząt bierze się u mnie chęć przytulenia na moment.
          Zdrowiu, ekonomii i polityce ja się nie daję.
          Komary mnie wqrzają. I nie lubię gotowania obiadu w taki gorący dzień.
          Reszta obleci.
          Zdrówka dla Ciebie i Twojej Kochanej. Baśka.
          • godzinaosmaminut97poczasie Re: Urlopowe ploteczki 17.08.13, 16:53
            Komary ?Popatrz u mnie myślałem że to gatunek na wymarciu ani widu ani słychu big_grin EEE obiad to przyjemność, wpadnij zrobię niedzielny kilkudaniowy , dziś zafundowałem sobie rosół i sztuka mięsa w sosie chrzanowym z ziemniakiem z wody ze szczyptą koperku .big_grin Przytulanie jest miłe , nie powiem big_grinbig_grinbig_grin Odwzajemniam wszystko co lubisz big_grinbig_grinbig_grin
            • baska123 Re: Urlopowe ploteczki 17.08.13, 17:15
              Spóźniony Trwajmy więc w wirtualnym uścisku.
              Mój urlop (trzymając się tematu wątku) jest bezterminowy z racji wieku.
              Plotkowanie dozwolone, toż przecież forum ma to w założeniach, nikt prawdy nie dojdzie.
              W oczekiwaniu na historyjki urlopowe miłego wypoczynkowania
              i weny twórczej - życzę Jabaśka.
              • super.222 Re: Urlopowe ploteczki - ludzie mają problemy 19.08.13, 09:37
                www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,14410015,Zanim_nazwiesz_mezczyzne_swinia_i_szowinista__zastanow.html
                .
                .
                Wkleiłam, bo temat bardzo urlopowy i plotkowy.
                Ludzie się wypowiedzieli - gdzie to byli i z kim (moja amerykańska
                ówczesnasympatia)
                big_grin.
                Podczas mojego aktywnego życia zawodowego, często pokonywałam
                schody (ruchome i nieruchome) w innych miastach Europy. Zawsze
                też moje torby podróżne wyładowane były jak bąki, bo w Polsce - wiadomo
                - puste sklepy. Tylko obejrzałam się *bezradnie* przed kolejną przeszkodą
                np. jak wejść na ruchome schody mając obie ręce zajęte? albo . jak wsiąść
                do wagonika kiedy jeszcze dobrze nie stanął i już rusza? (uff big_grin) i nigdy
                nie spotkałam się z odmową na moje spojrzenie. Albo jeden, albo dwóch
                uwalniali mnie natychmiast od ciężaru. Dziękowałam jedynie uśmiechem,
                żeby się nie zorientowali, że jestem cudzoziemką (ach! jak to zabrzmiało)
                i nie umknęli z tymi torbami. Na szczęście do były kraje cywilizowane ...

                Sytuacja opisana w artykule wydaje mi się mało prawdopodobna.
                Pasuje jednak w tym wątku ... jako ploteczka wakacyjna. big_grin
                • godzinaosmaminut97poczasie Re: Urlopowe ploteczki - ludzie mają problemy 19.08.13, 14:57
                  Już sobie ciebie wyobrażałem z tymi wielkimi torbami objuczoną , stojącą na schodach ...
                  Dla mnie sytuacja jest prawdopodobna , dlaczego ? Bo mężczyzna w porę nie spytał o niesienie tego plecaka . A później to już kobieta grając rolę - poradzę sobie , dalej - niech patrzy i czuje się winny , dalej - pyta ,ale dlaczego nie na klęczkach , wreszcie - doniosłam ,ale my się jeszcze złapiemy ...big_grin
                  A zakupy ? Zona wychodzi na zakupy a mąż mówi gdzie idziesz ona odpowiada po zakupy , pójść z tobą , nie . Po godzinie ona wchodzi objuczona jak wielbłąd , ciska oczami takie gromy że lepiej się nie odzywać bo będzie draka na sto fajerek . Jakby mąż poszedł źle , nie poszedł też źle , i mało t5ego ona ma wyciągnięte ręce do podłogi a on ...kompa albo tv ogląda big_grin
    • oregano1 Re: Urlopowe ploteczki 19.08.13, 19:35
      O!-prawie początek powieści,chętnie,mysle,że reszta forumowiczów też,poczyta dalej...smile,pisz,pisz i pisz..
    • godzinaosmaminut97poczasie Re: Urlopowe ploteczki 14.09.13, 08:22
      Kiedy minie fala upałów pierwsze co zrobię to schowam ten wiatrak – pomyślałem , przewracając się z boku na bok . Wiatrak tym czasem był w swoim żywiole , wydmuchiwał pokłady powietrza obracając się miarowo i z charakterystycznym odgłosem elektrycznego silnika po dojściu do ogranicznika prawej strony na moment zatrzymywał się , pokonując jakąś trudność i wchodził w wolniejsze obroty ,żeby zaraz raptownie znów dotrzeć do tej samej najwyższej ilości obrotów wirnika . Nawet mucha widocznie poddała się temu dźwiękowi i została złapana w wir powietrzny gwałtownie pikując i zmieniając swój tor lotu . Nagła ściana powietrza dotarła do jej skrzydełek , lecz nie mogła tak jak wiatrak pokonać tego oporu, więc poddała mu się gwałtownie oddalając się od ramienia mojej zony . Wpatrywałem się w uchylony wykusz , widziałem drgające gorące powietrze a za nim bezkres niebieskiego nieba . Używany bok rozpoznał zmięte prześcieradło wrzynające się w przestrzeń międzyżebrową .Co zrobić, wypada obrócić się …

      No i co się tak wiercisz ? – Pytanie wypłynęło z sennych ust mojej żony , lecz dalej miała zamknięte oczy . Po tym pytaniu zapadłą cisza , głucha cisza niedzielnego popołudnia , żaden dźwięk nie dobiegał z zewnątrz , nawet wiatr, delikatny ledwo zaznaczający się ustał a stojące w dali drzewa zaprzestały kołysania . Jak żołnierze na warcie honorowej na komendę baczność znieruchomiały do odwołania . Przez otwarte drzwi, które miały spotęgować przeciąg, spoglądałem na część podwórka i jak w teatrze zza części odsłoniętej kurtyny, przyglądałem się temu nieznacznemu zakątkowi pełnemu drzew . Tę ciszę przerwał świerszcz grajek , rozpoczął swoją melodię a ja mogłem przenieść wzrok na usta mojej żony . Jak w szkle powiększającym widziałem meszek nad jej górną wargą . Już tyle lat fascynuje mnie , a gdy składam swoje wargi na jej , nie czuję go . W zamkniętych oczach wyłuskuję z pamięci ten obraz zarazem delikatny i pożądliwy . I trzeba jak dziś tego momentu spokoju i ciszy bym mógł się nim napawać do woli , aż mój wzrok zmęczy się i powoli zatracę kontury rzeczywistości , powoli zacznę odpływać w krainę snu . Moje oczy staną się ciężkie , jeszcze kilkakrotnie będę je podnosił i z coraz większym trudem wyostrzał wzrok dostosowując go do interesującego obiektu . Aż w poczuciu przegranej zapomnę o wszystkim i wszystkich …i uniosę się nad tą krainą ciszy , porzucę ciało tak niepotrzebne w wędrówkach sennych . Ciepło promieni słonecznych oblepi mnie ,stanę się małą cząstką kosmosu zupełną drobinką nic nie znaczącą spoglądającą na wierzbę , w której cieniu ukryła się sójka . Rozwierała dziobek z gorąca, lecz daleko nie miała do wody . Tuż pod nią przykryty zieloną osnową stawik , dawał każdemu spragnionemu chwilkę ulgi i ochłody .Ostatnie żaby przeczuwając suszę wiernie się go trzymały i tylko wyłupiaste małe oczka widać było po dokładnym przyjrzeniu się . Dziś nie będzie koncertu przed deszczem wszystkie płazy bacznie obserwowały niebo i skraj pochylonego stoku ku wodzie , skąd mogło przyjść niebezpieczeństwo . Pełzające i lśniące różnymi kolorami od zielonego po fioletowy . Bystre oczka niewielkiej główki unosiły się wysoko udając bardzo niebezpiecznego gada . Ale czy kiedykolwiek zaskroniec może być okularnikiem …

      - Śpisz ? – dosięgło mnie pytanie żony .

      - Skądże układam sobie mowę – odparłem .

      - Jaką znowu mowę , upał ci zaszkodził ? – obróciła się do mnie .

      - Oho , przerwałaś coś bardzo ważnego tego niedzielnego popołudnia, ciszę – odparłem.

      - Ale ja chciałam porozmawiać – rzuciła krotko .

      - Teraz ja zamieniam się w ciszę i ciebie słucham , tylko wiesz co zróbmy łyżeczkę , będzie nam łatwiej dyskutować - powiedziałem obracając się do niej z nów na ten bok z uszkodzonymi żebrami, moja żona wykonała manewr odwrotny i tyle widziałem już meszek nad ustami.

      - Ręce z dala ode mnie, zbyt gorąco jest na oblepianie się i chciałabym, abyś do mnie też mówił a nie tylko milczał . Tym bardziej ,że nie widzę twoich oczu – zakończyła

      - To dobrze ,że nie widzisz , jesteś jak czarownica , nie wiadomo co zobaczysz ,ale potrafisz to wmówić z lekkością właściwą kobietom czarodziejkom .

      -Zbędę milczeniem tą zaczepkę – w jej głosie wyczułem zadowolenie – Mężczyzna to instrument porosty , ot taka fujarka z kilkoma dziurkami .

      - Wiesz podoba mi się to określenie , jest takie erotyczne i z podtekstem, takie głębokie gardło dam , nie każda potrafi zadąć ,ale każda potrafi obślinić fujarkę .

      - No nie mogę z tobą , na swoje nieszczęście wymyśliłam tą fujarkę - poddawała się , nie mogłem do tego dopuścić dlatego musiałem skierować na tory dla niej znane .

      - To jak z rozpoczęciem rozmowy , gdzieś jest początek , jeszcze nie wiesz czy komunikowanie się przebiegnie zgrabnie, zapadnie się w pamięć, czy tez może po wyrzuceniu kilku zdań wszystko ucichnie podobnie jak w dzisiejszym popołudniu.

      - Prawda – zaraz po krótkiej chwili dalej mówiła – przyjaciółka , opowiedziała mi historię nie z tej ziemi , napastował ją szwagier i dopiero po kilku latach odważyła się opowiedzieć o tej sprawie ,ale nie wszystkim , ostatecznie zdaje sobie sprawę ,że stawia w nienajlepszym świetle też siostrę …

      - W jakim znaczeniu ten szwagier? – spytałem

      - Szwagier, mąż siostry , rozumiesz ?

      - Przyjaciółka , która… maż jej siostry , a znam go ?

      - A do czego potrzebne ci takie wiadomości ?

      - No bo jeśli to Irka …

      - Ale Irka nie ma siostry , ma brata …

      - Hm…może Irce się zdawało , jej szwagierka ma typ męski , może jest na poły mężczyzną

      -Przestań ! – Krzyknęła , - do pasji mnie doprowadzisz tym dedukowaniem , żadna Irka , Hanka czy Agata , najmniej ważne kto , ważne czy po kilku latach od sprawy warto o tym powiedzieć .

      - Oczywiście że warto , wiesz musisz mnie umówić z tą przyjaciółką , przejmę jej historie napiszę i mam Pulitzera , sława, Rolls Royce ,czerwony dywan, nagrody…

      - Nie zachłystuj się tak , myślałam że mogę z tobą porozmawiać poważnie .

      -Jesteś niesamowita, jak w niedzielne popołudnie wymagasz ode mnie skupienia prokuratorskiego . W poniedziałek to co innego ,ale dziś ? – moje pytanie zawisło w powietrzu – dziś jestem miłosierny dla każdego mężczyzny i każdej kobiety .

      Tymczasem z drugiego pokoju dobiegło nas pytanie :

      - Dziadku , ale dlaczego fujarkę się ślini ?

      ……………………………………………………!!!!!????

      - Wiesz wnusiu to ze względu na cytrynę …

      - Jak to na cytrynę ?

      - Wytłumaczę ci we wtorek , ponieważ poniedziałek mam zajęty dla babci , a spoglądasz na bramę ?

      - Tak dziadziusiu , ale go jeszcze nie słyszę .

      - Jak tylko się pokaże bierz nawet trzy kubełki , pieniążka masz – dopytałem troskliwie

      - Mam dziadku dostałam od babci …dziadziusiu ? bo ta pani to nie Irenka tylko Ewa , wiesz ta pani z targu

      Oczy mojej zony zrobiły się duże . Prawdę dziecko powiedziało . Ot co .

      Włączyłem radio na stacji VOX pulsowała piosenka Runaway train zespołu Soul Asylum jedna ze zwrotek kończyła się stwierdzeniem – tym razem naprawdę zbłądziłem . Niechże ten lodziarz wreszcie przyjedzie …


      • iryska2604 Re: Urlopowe ploteczki 14.09.13, 22:52
        Pięknie piszesz....
        • super.222 Re: Urlopowe ploteczki 26.09.13, 10:27
          Ty to zawsze potrafisz *odkryć Ameryke. - Irysko ! big_grin
          Urlopowo to już się skończyło.
          Teraz jest jesiennie i deszczowo.
          Pozdrawiam.
        • trollik.morski Re: Urlopowe ploteczki 30.09.13, 07:25
          Ponieważ urlopy bierze się również jesienią, a nawet zimą, to niechże ten godzinaosmaminut97poczasie dalej pisze, ku rozweseleniu forumowej gawiedzi.
          Nie zważając na żadne superzgryźliwości, czy inne wymądrzania się osób, którym się żółć wylewa. uncertain
          • super.222 Re: Urlopowe ploteczki 30.09.13, 07:32
            Popieram , niech pisze, ku rozweseleniu forumowej gawiedzi. big_grin

            A może i Ty ... i Ty ... i Ty .... itd big_grin
            Bozia poskąpiła rozumku? Jeno czytaty, a nie pisaty?

            • super.222 Re: Urlopowe ploteczki 30.09.13, 07:33
              ON pisze ... poszukaj.
          • trollik.morski Re: Urlopowe ploteczki 30.09.13, 07:59
            trollik.morski napisał:
            > ... ku rozweseleniu forumowej gawiedzi.
            Moja Forumowa Gawiedź ma ma zabarwienie pełne sympatii/życzliwości ...
            PS
            Superko, jesteś constans ... BG
            • super.222 Re: Urlopowe ploteczki 30.09.13, 08:45
              Superko ... jesteś constans... napisał *bez namysłu*
              trollik.morski... do mnie.

              A gdybyś chociaż leciutko, minimalnie, prawie jak tchnienie tej
              pięknej jesieni ... zechciał *zrozumieć* przyczyny. To już Ciebie
              nie interesuje ... prawda? Tkwij więc dalej w nieświadomości
              i wysyłaj pod moim adresem super-zgryźliwości- szanowny
              Zgredku. Szczerze mówiąc ucieszyła mnie Twoja dzisiejsza aktywność,
              bo - tak mniemam - spowodowała ją moja nowa obecność na forum.
              A pewnie myślałeś, że już jestem * w lochu* ? big_grin
              Wszystko może się w necie zdarzyć ... a kysz, a kysz ...tfu ... big_grin
              • zgredko Re: Urlopowe ploteczki 30.09.13, 11:07
                super.222 napisała:
                >... ucieszyła mnie Twoja dzisiejsza aktywność...
                Cieszę się, że mogłem komuś/Tobie sprawić uciechę surprised
    • baska123 Re: Powieść , co przestraszy wielu .... 02.11.13, 16:28
      Chociaż Spóźniony to niezastąpiony.
      Zaliczyłam odcinek o Barbarze-wdowie opiekującej się matką.
      I co? I co dalej z tym paleniem? Ja nie palę, mąż jest w pobliżu,
      do mamy ani taty nie mam już dostępu.
      Jeno myślami ich przywołuję, zwłaszcza w takie dni.
      Pozdrawiam i czekam-JaBaśka.
      • sagittarius954 Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 02.11.13, 17:20
        A więc uzbrój się cierpliwość , co tydzień w sobotę w porze popołudniowej jeden odcinek starczy na pół roku big_grin
        Czyta....(j) , sobie sam(a) , bo forum to wielka niemowa big_grinbig_grin
        • super.222 Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 04.11.13, 08:33
          sagittarius954 napisał: do Basi - niestety

          > A więc uzbrój się cierpliwość , co tydzień w sobotę w porze popołudniowej jeden
          > odcinek starczy na pół roku big_grin
          > Czyta....(j) , sobie sam(a) , bo forum to wielka niemowa big_grinbig_grin
          --------------------------------------------------------------------------------------
          A ja? .... ja się nie liczę ? ...... http://s20.rimg.info/4713f2346ab9c8ad8287886563fb8bd7.gif
          • baska123 Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 04.11.13, 15:18
            Superzyca-zazdrośnica jesteś.
            • super.222 Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 07.11.13, 15:42
              W oczekiwaniu na ciąg dalszy powieści
              przedstawiam Ciechocinek ... ach! jakież piękne to czasy ...

              big_grinwww.youtube.com/watch?v=SZFaMcoMwQk
              • sagittarius954 Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 07.11.13, 16:58
                Opisz nam ten Ciechocinek story big_grinbig_grin
                • super.222 Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 07.11.13, 18:35
                  Trzeba by poszperać w pamięci. Czas tak szybko zaciera wszelkie
                  doznania, uniesienia, radość z wolności na 21 dni.
                  Pamiętam, że w tym miejscu tańczyłam po wypiciu dużego piwa.
                  Na piwo chodziło się w towarzystwie jakiegoś pana - koniecznie.
                  Na filmiku budka wygląda przyzwoicie; gdybyś widział poprzednią
                  ... zgroza. Ale piwo było bardzo smaczne. A może tylko po upalnym
                  dniu, smakowało jakoś inaczej. Popatrz, byłam tam: big_grin ... i tylko nie
                  kpij, bo się obrażę ... big_grin

                  Generalnie kobiet jest więcej, dużo więcej. A to pozwala mężczyznom
                  na wybieranie (no nie napiszę , że jak w ulęgałkach .. big_grin)
                  I jeżeli weźmiesz pod uwagę fakt, że nie poszłabym na piwo bez
                  obecności pana przy mnie, to zrozumiesz jak musiałam się starać ...

                  To jest wersja rozrywkowa. Są inne filmiki, na których oddano bardzo
                  starannie (niektóre są świetne) atmosferę tego uzdrowiska. Trochę nudną.
                  W parku muszla koncertowa - prawie nigdy nic się nie działo.
                  Na pierwszym filmiku masz taką długą salę z rzędami stolików, a w głębi
                  parkiet i orkiestra usytuowana gdzieś wysoko pod sufitem.
                  Żadnego kontaktu wzrokowego z muzykami ... beznadziejne.
                  To osławiona *stodoła* gdzie straciło się wiele serc. Byłam tam dwa razy
                  *pierwszy i ostatni*. Ale "Pod sosenką było super". big_grin

                  • super.222 Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 07.11.13, 18:45
                    A mieszkałam tutaj:

                    www.sanatoriumpromien.pl
                    A do *Sosenki* było tak, że *rzut beretem* big_grin
                    • sagittarius954 Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 07.11.13, 19:33
                      a dlaczego mam kpić ? Ja w sanatorium nie byłem ....to i nie wiem nic o leczeniu big_grin
                      Jedynie z opowiadań dlatego twoje traktuje całkiem serio big_grin
                      • super.222 Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 07.11.13, 20:01
                        Sanatoria są dostępne dla wszystkich ubezpieczonych.
                        Tylko trzeba złożyć wniosek i czekać ... u mnie 24 miesięcy.
                        Mam już zaliczony 1 rok ... big_grin
                        • tofika Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 08.11.13, 08:50
                          To ja identycznie (JEDYNIE RAZ W POSZPITALNYM W R 1991 - ale pTERAZ stanowiłam ,że poczekam w kolejce i pojadę
              • super.222 Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 08.11.13, 09:03
                super.222 napisała:

                > W oczekiwaniu na ciąg dalszy powieści
                > przedstawiam Ciechocinek ... ach! jakież piękne to czasy ...
                -----------------
                Sagi - wybacz mi i nie gniewaj się za to zaśmiecenie.
                Chciałam tylko skrócić czas oczekiwania na nowy odcinek powieści,
                a nie przewidziałam, że powodzenie tematu sanatoryjnego zajmie
                tak dużą część wątku. W ferworze dyskusji, nie powstrzymałam
                kolejno następujących postów. A kiedy dzisiaj rano zobaczyłam ...
                no bo gdzie wpiszesz nowy odcinek? a jutro sobota ... big_grin

                Basiu! Czy można oddzielić niepotrzebne tutaj posty? i umieścić je
                w jakimś innym? Cholerka ... to się porobiło ... kiss

                • sagittarius954 Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 08.11.13, 09:12
                  Ale mnie to odpowiada takie dyskusje o tym i o tamtym , i absolutnie nie chcę aby posty stąd znikały albo były umiejscawiane gdzie indziej i nie kłopocz się ponieważ następny odcinek ukaże się tutaj w poście zatytułowanym :
                  Odcinek 2 . Sobota po południu big_grinbig_grin
                  Jeśli sobie życzysz na twoja prośbę następny odcinek big_grin
                  • sagittarius954 Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 08.11.13, 09:17
                    A jednak to będzie sobota wieczór tongue_outtongue_outtongue_out Już mam mętlik w głowie od tych odcinków suspicious
                  • super.222 Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 08.11.13, 10:50
                    No ... to kamień z serca mi spadł big_grin

                    W pewnym momencie zamarzył mi się specjalny wątek, tylko dla kolejnych
                    odcinków powieści. Przeczytam jutro wieczorem. big_grin
                    Kolejny dłuższy weekend rozłożył kompletnie mój harmonogram dzienny.
                    Jeszcze raz wyrażam radość, że w niczym nie zakłóciłam ... wiesz.
                    Supercia pyta: a będą momenty ?
                    • sagittarius954 Re: Powieść , w wydaniu internetowym .... 08.11.13, 11:21
                      życzysz sobie hard czy light big_grinbig_grinbig_grin
    • baska123 Re: Odcinek 3. Niedziela. 16.11.13, 18:54
      Czekam na c.d. Pozdrawiam-JaBaśka.
    • baska123 Re: Odcinek 4. Niedziela przed południem. cd cz4 23.11.13, 18:46
      Znów tydzień czekania?
      • sagittarius954 Re: Odcinek 4. Niedziela przed południem. cd cz4 23.11.13, 19:00
        Gwałtowne najedzenie się , nie sprawia przyjemności , możemy zmniejszyć czekanie , następny w środę ? Odcinek ?
        • baska123 Re: Odcinek 4. Niedziela przed południem. cd cz4 23.11.13, 19:27
          Sagi.
          Niech tak się stanie. Skróćmy czekanie.
          • super.222 Re: Odcinek 4. Niedziela przed południem. cd cz4 23.11.13, 19:35
            Tak już - kurcze - jest na tym świecie, że jednym manna sama
            spada z nieba, a inni muszą zaorać, zasiać, zebrać, zemleć we młynie,
            kupić i dopiero ugotować i zjeść. I to jest niesprawiedliwe.!
            • baska123 Re: Odcinek 4. Niedziela przed południem. cd cz4 23.11.13, 19:40
              Superciu. Nie drzyj szat. Też sobie poczytasz.... przecież.
              • marii51 Re: Odcinek 4. Niedziela przed południem. cd cz4 23.11.13, 20:32
                Infomuję znalazłam czas i akurat czytam już na bieżąco, a naprawdę czyta się
                Twoją powieść
                Sagi z wielką ciekawością ...co też dalej się wydarzy...czekamy ...
              • super.222 Re: Odcinek 4. Niedziela przed południem. cd cz4 23.11.13, 20:49
                baska123 napisała:

                > Superciu. Nie drzyj szat. Też sobie poczytasz.... przecież.
                --------------------
                Gdyby Sagittarius zaprezentował najnowsze opowiadanie na swoim
                forum, mogłabyś i Ty tam wejść i przeczytać jako gość. A tak, to jesteś
                właścicielką tych opowiadań, bo na Twoim forum je drukuje.

                To tak jakby Michnik pisał powieść i drukował ją w odcinkach np., w FAKCIE.
                Czegoś tu nie rozumiem ... ;D

                • baska123 Re: Odcinek 4. Niedziela przed południem. cd cz4 23.11.13, 21:12
                  Superko. Szukasz rysy na krysztale?
                  Nie mam nadmiernego poczucia własności.
                  Nie mam też (jak mi się wydaje) żadnych praw do autorskich treści.
                  Dzielę się tym, czym tylko podzielić się można i wypada.
                  Jestem dumna, że Sagittarius ubogaca "moje" Forum swoją twórczością.
                  • super.222 Re: Odcinek 4. Niedziela przed południem. cd cz4 24.11.13, 06:59
                    Basiu... a przecież nie do Ciebie kierowany był żal - mój.

                    Nachodziły mnie takie myśli, że - kto wie - może i on
                    chciałby być *ubogacony* przez Twoje wpisy na jego forum.

                    Ale jak zawsze - pewnie się myliłam. Postaram się
                    zadbać by już niczym nie rysować kryształu.
                    • baska123 Re: Odcinek 4. Niedziela przed południem. cd cz4 24.11.13, 17:59
                      Superciu. Ja nie znam adresu do Forum Sagittariusa.
                      Choć ciekawość mnie zżera, to bez zaproszenia nie szukam, chyba że przypadek zrządzi,
                      "ktoś" zalinkuje albo..... no wiesz.
                      Jak nasz kochany Rząd nie wydłuży ustawowo doby o jakieś 6-8 godzin to ja zagłoduję.
                      Cierpię na brak czasu dziennego.
                      Z natury jestem odwrotnością tych co mają ADHD dla dorosłych i potrafią mieć wszystko wykonane na rok do przodu.
                      Krótko, jestem powolna po prostu leniwa też.
                      I dlatego nie mam czasu po innych forach polatać.
                      Jeśli Sagi pozwoli to udostępnij mi ten niebieski sznureczek do Jego Forum.
                      Pozdrawiam, zmęczona podróżą do synka, tam i z powrotem ok. 7 godzin,
                      obok kierowcy (małżona) - Jabaśka
                      No i jeszcze wspomnienie o Freddie Mercury, wszystko razem mnie zdruzgotało.
                      Jakoś to będzie, no nie?
                      • super.222 Re: Odcinek 4. Niedziela przed południem. cd cz4 24.11.13, 18:37
                        Tak się już plecie na tym świecie, że jeżeli nie zaglądamy do znajomych,
                        to w końcu jesteśmy niezauważani.

                        Nie mam takiej odwagi i wpływu na udostępnienie Ci tego niebieskiego
                        sznureczka. Mówią ... szukajcie, a znajdziecie big_grin


    • sagittarius954 Miła administratorko 27.11.13, 21:59
      Obliczyłem że mam jeszcze cztery odcinki . Co nie zabezpieczy miesiąca grudnia , ponieważ w tym miesiącu jak wiadomo różnymi rzeczami się zajmujemy a nie obijaniem się w kompie . Jeśli podtrzymasz cykl skończymy go w przyszłym tygodniu i czekamy na resztę napisanych odcinków, które systematycznie będę puszczał , od stycznia ( o ile coś wysmaruję w święta ) . z pozdrowieniami Sagi.
      • sagittarius954 Re: Miła administratorko 27.11.13, 22:32
        Acha , jeszcze jedno , jakbyś mogła wygasić dwa pierwsze odcinki czyli po prostu je usunąć , o te Powieść , co przestraszy wielu .... - sagittarius954 02.11.13, 15:48
        I tego
        Odcinek 2 . Sobota, wieczór . - sagittarius954 08.11.13, 09:15
        Z prostej przyczyny , jak widzę zbyt wielu nie ma chętnych do czytania a jeśli będą wtedy im umożliwisz ale tylko na ich prośbę, w konkretny dzień i godzinę , masz przecież tam dwa pstryczki usuń i przywróć . Może w ten sposób podglądaczy jestestwo i zmusimy do napisania chociaż jednego postu z czego i ty i ja będziemy zadowoleni . dobranoc.
        • baska123 Re: Miła administratorko 28.11.13, 00:00
          Sagi. Ok.
          Dobranoc.
          • baska123 Re: Miły "S" 30.11.13, 20:03
            Sobota zmarnowana na czekanie..... uch...może tylko się spóźnisz?
            • sagittarius954 Re: Miły "S" 30.11.13, 20:40
              Spóźniłem się ? Może ....
              A teraz następne dwa odcinki kasuj adminko 3 i 4 . big_grin
              • baska123 Re: Miły "S" 30.11.13, 21:31
                Zrobione.
                I co z tą Baśką... nie wiem, pali? czy kiedyś przestanie?
                Powinna.
    • sagittarius954 Wdowa . cz 7. Poniedziałek po śniadaniu. 04.12.13, 19:36
      Przez pierwsze dziesięć lat na Piętrze bloku w którym mieszkała Barbara, panował bezruch mieszkaniowy . Pierwsi właściciele mieszkań zadowoleni z nowych pomieszczeń, ani myśleli o przeprowadzkach . Dopiero koniec lat siedemdziesiątych i początek następnej dekady, spowodował wyłom w tym spokojnym kotle . Mieszkająca naprzeciwko niej rodzina z dwójką dzieci nagle wyprowadziła się, pozostawiając na dobry rok mieszkanie bez lokatorów . Ponieważ Barbara była zajęta walką z Henrykiem i sprawą rozwodową ,zupełnie nie zwracała uwagi na opuszczony lokal . Trudno jednak było nie zauważyć nowych lokatorów wprowadzających się . Starsza pani wraz z synem zajęła go i od tej pory znów drzwi naprzeciwko, przy otworzeniu ich , piszczały w charakterystyczny sposób .Nowa sąsiadka , pełna dobroci wypisanej na twarzy , skromnie ubrana, już wdowa, kupiła mieszkanie okazyjnie od spółdzielni . Lecz takie okazje na tamte czasy nie trafiały w ręce przypadkowo . Była to tajemnica poliszynela , że każdy zakup chodliwego towaru okupiony był łapówką . A chodliwych towarów było więcej, jak tych które można było dostać ot tak za pieniądze. Pani Leokadia już następnego dnia po przeprowadzce zapukała do drzwi Barbary, przedstawiając się i zapraszając do siebie na kolację w ramach rozpoczęcia dobrosąsiedzkich stosunków . Od tamtej pory minęło sporo czasu , lecz syn tak naprawdę niewiele się zmienił . Zatwardziały kawaler ubierający się w dżinsy , blondyn, niewielkiego wzrostu z osadzonymi na nosie okularami , które mimo wszystko powiększały jeszcze i tak dużą głowę Polikarpa . Samo imię dla Barbary tez było zastanawiające , lecz nigdy nie rozwikłała zagadki doboru do człowieka imienia . Polikarp też był nauczycielem pracującym w szkole podstawowej obok osiedla . Dobrze znał niemiecki a gdy zmieniła się sytuacja polityczna i nastał run na wycieczki zagraniczne, namówiony przez swoją matkę i Barbarę ruszył do krajów w których mógł swobodnie używać tego języka . Matka zachorowała na serce , w czasie jednego z wojaży syna odbywającej się w wakacje . Nie zawiadomiła go o chorobie . Co prawda stenty, jako przeciwdziałanie zatorom naczyń krwionośnych, były znane w kraju od początku lat osiemdziesiątych i stosowane dla wysoko postawionych osób , mimo to pani Leokadia nie potrafiła załatwić dotarcia do odpowiedniej osoby decydującej o operacji i pozostawiła syna samego na tym świecie . Od tego momentu wizyty Polikarpa w domu Barbary stały się jakby częstsze . Wpadał bez zapowiedzi przychodząc ,ot tak spytać się o coś i pozostawał na długie godziny dezorganizując życie rodzinne w małym dwupokojowym mieszkaniu . Tego Franciszkowi było już za dużo . Spotkał go kiedyś w windzie i rozmówił się na tyle skutecznie, że Polikarp znikł im z pola widzenia na dwa lata . Z ust zaprzyjaźnionej nauczycielki Barbara dowiedziała się ,że Polikarp porzucił zawód nauczyciela , został przedstawicielem jakiejś firmy niemieckiej na tereny skandynawskie . I jakież było jej zdziwienie, kiedy zapukał znów do jej mieszkania a obok niego stała wysoka blondynka( w każdym bądź razie zdecydowanie wyższa od Polikarpa) tak szczupła ,że Franciszek określił ją na minus trzy boczki . Przedstawił ją jako swoją żonę. Nasze pięćdziesięciolatki miały zupełnie inną posturę a już zupełnie nie było im w głowie bieganie zaraz po obudzeniu się . Gota Carlson była szwedką i też wdową, zanim poznała Polikarpa . Miała po pierwszym mężu udziały w dwóch stoczniach i w zupełności jej to wystarczało na średnio dostatnie życie .Cechowała ją jeszcze oszczędność ,za co została nazwana przez Barbarę skąpą, bardzo skąpą, bo mimo iż to oni zapraszali ich do siebie trudno było doczekać się rewanżu .Może dlatego ,że małżeństwo jadało jedynie śniadania w domu, wychodząc na kolacjo obiady do restauracji. Jesta , gdy wymawiała swoje imię Barbara dałaby sobie rękę uciąć że tak słyszy, zajadała wtedy u niej wszystko a uśmiech na twarzy mówił, że smakuje jej polskie jedzenie . Niestety, dziękowała po niemiecku . Nie nauczyła się ani jednego polskiego słowa przez 5 lat pobytu . Siedziała na przyjęciach jak Turek na niemieckim kazaniu i ożywiała się na donoszone przez Barbarę półmiski z jedzeniem .Jesień i zimę polsko szwedzka para spędzała w krajach skandynawskich i na Karaibach, wiosnę i lato w Polsce, czasem na południu Europy. Niestety tuz przed chorobą Franciszka, Gota umarła . Rak, czy to polski czy szwedzki, działał z jednakową gorliwością i Polikarp został znów sam . Na nic zdały się też zabiegi sprzed choroby dbające o zdrowie , biegi ,diety i wiara w medycynę polską gdzie leczyła się Jesta .
      Po śmierci żony Polikarp pocieszał się w dziwny sposób, kupując sobie samochody , Mercedesa Benza 200, miał zaledwie pół roku , poobijanego w niezliczonych stłuczkach i obcierkach, sprzedał za mniej niż jedną trzecią wartości samochodu . Zaraz potem zakupił coś mniejszego Fiata Punto , którego również poobijał i spowodował poważny wypadek w którym sam ucierpiał, leżąc pół roku w szpitalu ,wreszcie prawda dotarła do niego ,że kierowcą nie będzie . Odtąd jeździł taksówkami . Porzucony Fiat długo stał na parkingu dając świadectwo jego nieumiejętności parkowania . Będąc w największym dołku po śmierci Franciszka , do Barbary Polikarp przychodził popołudniami i pozostawał do późnego wieczora . W początkowym okresie zbytnio jej to nie przeszkadzało . Stroniła od ludzi , unikała dzieci i rodziny ,ale Polikarpa przyjmowała na zasadzie wypełniacza echa w domu . Gdy zabrakło Franciszka wmówiła sobie ,że w domu rozlega się echo charakterystyczne dla pustych pomieszczeń . Polikarp wypełniał je monologiem zupełnie do niej nie docierającym . Zasklepiała się w swoich myślach , jeszcze raz analizowała swoje życie , wspominała męża te najszczęśliwsze chwile spędzone razem i te mniej udane a gdy wydawało się jej, że już wszystko przypomniała sobie zaczynała od początku . Podawała Polikarpowi herbatę i nic więcej na stół nie stawiała, czasami musiał prosić o cukier .Odbierała go jakby Mówił bezgłosowymi dźwiękami , widziała poruszające się usta, nieraz milczącą postać jego siedzącą w kącie wersalki . Później kadr odbioru rzeczywistości przenosił się do przedpokoju, kiedy go żegnała . Całował jej ręce ,jakiś czas potem policzek i raz udało mu się ust dosięgnąć . Lecz Barbara przestraszona tym co zrobiła, bez zastanowienia szybko zamknęła drzwi niemal przytrzaskując sąsiada . Musiała się z nim rozmówić . Przyszedł do niej kiedy zapadła już decyzja Barbary ,że matka zamieszka razem z nią. Mówił dużo trzymając róże i obdarował ją nimi . Namawiał ją do wspólnego życia , mówił o początkach trudnych , wspólnym łożu lecz bez prawdziwego dzielenia się sobą dopóki się oboje do siebie nie przekonają , sączył opowieści o życiu na wycieczkach , mamił ją swoim delikatnym podejściem do kobiet . Ona najpierw perswadowała mu te jego fantasmagorie , gdy się upierał zrobiła się twardsza nie rozumiejąc tego mężczyzny pełnego niestworzonych marzeń lecz całkowicie odizolowanych od niej . Wreszcie, gdy żaden jej argument nie został z jego strony przyjęty rzuciła na szalę wszystko . Wstała i zdarła z siebie sukienkę pozostając w rajstopach staniku i naszyjniku z korali który bardzo lubiła . Do dziś nie wie dlaczego to zrobiła . On się wystraszył , skulił się w sobie i wycofywał do drzwi wyjściowych . A gdyby ją wziął ? Tak bez zastanowienia , bez wahania , odważnie . Czy grałaby role niewolnicy do końca swego życia ? Czy potrafiłaby spojrzeć sobie w twarz ,albo odejść kiedykolwiek , czy raczej ujęta podjętą decyzją postanowiła by ją wypełnić , do ostatniej kropli cierpliwości , nawet gdyby zobaczyła suche dno swej rozpaczy, dalej by trwała w tej decyzji ?
      W kilka tygodni później przyszedł ją przeprosić , przyniósł kwiaty , przy matce te przeprosiny wyglądały bardzo ogólnikowo , zdążyła mu do ucha szepnąć :
      - Nie jesteś mnie wart . Odejdź i nie wracaj .
      A matka i tak go zaprosiła na następny raz . Przychodził i rozmawiał przeważnie z nią.
      To co przeżywa dziś na korytarzu, było dopełn
      • sagittarius954 Re: Wdowa . cz 7. Poniedziałek po śniadaniu.cz.2 04.12.13, 19:38
        To co przeżywa dziś na korytarzu, było dopełnieniem tylko jego marzeń i niepogodzeniem się z jej odmową , tak sobie tłumaczyła ten wypadek . Na ławce przed blokiem wypaliła trzy papierosy i była zdziwiona ,że zdenerwowanie wyparowywało z niej tak szybko . Na korytarzu zaraz jak go nadepnęła , bo przecież nie kopnęła , pierwsza odezwała się sąsiadka :
        - Pani Basiu pomóc pani w czymś ? – spytała .
        I co miała odpowiedzieć . Wstyd zatykał jej usta , choć to nie ona powinna się wstydzić , wstyd mieszał się ze złością lecz tuż za bramą tych nieszczęść czaiła się litość i pewnie wzięła by górę , gdyby nie słowa listonosza .
        - Jakie piękne róże , bierz je pani Barbaro szkoda żeby turlały się po podłodze .
        Na świecącym się lastryku, dalej skulony Polikarp trzymał się za miejsce niewymowne w towarzystwie.
        - Wsadź je sobie pan do torby, będziesz pan miał Eden do końca dnia – zezłoszczona Barbara dawała sobie upust .
        - A coś pani taka zła , przecież widzę że mężczyzna za kalafiorki się trzyma , zapewne pozbawić go pani chciała męskości, kiedy on do pani z uczuciem, bo i jak róże inaczej interpretować - zagadywał podchodząc coraz bliżej do kobiety .
        - Taaak ??!!! Róże pana interesują i kalafiorki, przynieś pan wody ciepłej obłóż je pan temu , temu, te kalafiorki... – rozeźliła się na dobre , a temu co miała najbliżej , nogę listonosza , spróbowała kopnąć , zresztą niecelnie
        - Co ??!! To napaść na funkcjonariusza , policja ! – krzyczał i spojrzawszy na wystające dwie głowy z drzwi na korytarzu – Panie będą świadkami .
        W odpowiedzi obie głowy zniknęły . Barbara zaś wrzasnęła do Polikarpa :
        - Masz do mnie zadzwonić i nie waż się zbliżać do moich drzwi mieszkania . Po czym opuściła korytarz spiesząc się na ławkę na podwórku nie omieszkając fuknąć z dezaprobatą :
        - Funkcjonariusz ...
        • sagittarius954 Poproszę o wykreslenie 04.12.13, 19:40
          Cz5 i cz6 .big_grin kiss)
    • sagittarius954 Wdowa cz.8 .Poniedziałek , w nocy . 11.12.13, 11:04
      Obudziła się niespodziewanie przed północą . Do tej pory nigdy jej się to nie przydarzało . Nawet po śmierci Franciszka spała tak samo , nie budząc się i nie śniąc żadnych nocnych majaków . Nie rozumiała całej tej gadaniny o snach i ich wpływie na życie człowieka . Pierwsze godziny jej snu były takie same jak i ostatnie . Po prostu nie pamiętała ich . A odejście człowieka w czasie snu uważała za łaskę i litość ze strony Pana Boga . Wpatrywała się w budzik, który fluoroscencyjną zielonkawą barwą i delikatnym tykaniem dyktował nocny czas . Za oknem panowała cisza, tylko światło delikatne wbiegające przez okna zmieniało barwę i charakter pokoju . Jej myśli płynące w kierunku znalezienia przyczyny nagłego obudzenia się , powoli zmniejszały natężenie by po chwili dopłynąć mogły do zupełnie innego brzegu . Stał na nim Franciszek , tak samo jak wtedy, gdy podawał jej rękę a ona uczepiona towaru nie mogła sobie poradzić i zmęczona już coś mu odburknęła . Poznali się na koloniach letnich . Dyrektor z jej szkoły zaproponował pracę na koloniach z ministerstwa spraw wewnętrznych, znając jej sytuację rodzinną i pragnąc pomóc jej . Najpierw przeraziła się tej propozycji tym bardziej, że jeszcze w trybie nadzwyczajnym wprowadzony stan wojenny dzielił społeczeństwo . I czy mogła ot tak bez ceregieli przenieść się z jednego krańca społeczeństwa i powędrować do drugiego , tego nielubianego . Po rozwodzie z Henrykiem było jej trudno ogarnąć wszystkie sprawy domowe, zająć dzieci a czas wakacji nie pozwalał z jej cieniutkiej pensji nauczycielki na wysłanie ich na odpoczynek poza miejscem zamieszkania . I ta propozycja dyrektora spadła w odpowiednim momencie . Trójka jej dzieci będąc pod opieką innych nauczycielek mogła wypocząć bawiąc się przez całe dwa turnusy . Nie płaciła za dzieci a zarobek dodatkowy, nawet większy niż jej nauczycielska pensja, pozwalał na zaplanowanie jesiennych zakupów do domu . Na pierwszym spotkaniu organizacyjnym w czerwcu zamieniła się stanowiskami z młodą dziewczyną i została intendentką . Kierowniczka kolonii, osoba ze szkoły w której mieściły się kolonie starsza pani bardzo spokojna, ale znakomicie znająca problemy wynikające z organizacji i prowadzenia tego typu placówki , zgodziła się szybko oceniając wzrokowo jej postać . Samo zorganizowanie koloni , przyjęcie dzieci, starania o towar , z jednej strony ułatwiony, bo mogli korzystać z magazynów ministerstwa dostając przydziały na wędlinę i mięso, upłynęły szybko . Najpierw nie zwracała uwagi na małomównego kierowcę wożącego ją wszędzie bez żadnych problemów odnajdującego nawet najbardziej zapadłych dziurach każde magazyny i sklepy , absolutnie nie wtrącającego się w zaopatrzenie koloni . Jego samochód Żuk zawsze był sprawny a sam kierowca miał jedna zaletę . Stronił od alkoholu . To była rzadkość wśród populacji męskiej pracującej w milicji a jednocześnie wielka zaleta . Zawsze po skończonym dniu zapraszała go wieczorem do swego pokoiku na szklaneczkę wina lub innego alkoholu , a on zawsze odmawiał tłumacząc się jutrzejszą jazdą od samego rana . Z rozmów wywnioskowała , że jest zwykłym człowiekiem bez wykształcenia wyższego za to z mocnym kręgosłupem obyczajowym , który do tej pory bardzo jej się podobał .To co raz powiedział musiało być zrobione . Nic nie zapowiadało ich połączenia, jakikolwiek związek kobiety i mężczyzny był wykluczony , tym bardziej uczuciowy , lecz jednego wieczoru ...
      Tego dnia wyszła z magazynu stosunkowo późno . Nie chcąc paradować roznegliżowana po korytarzu i wzniecać niezdrowego pożądania we wzroku zaspanych młodocianych maruderów idących do toalety, przyniosła do swojego pokoju miskę z wodą z zamiarem umycia się . Nie musiała nikogo się krępować , wyswobodziła się z ubrania stanęła nago nad miską i myła swoje ciało . Jej delikatna twarz z wąskimi ustami i równomiernie usytuowanymi oczami , krótko obcięte włosy kasztanowe, niemal na chłopczycę, odsłaniały kształtne uszy, prezentowała się dając możliwość poznania piękna kobiety wieku średniego . Nieliczne pasemka siwych włosów nie oszczędzały jej , lecz nie dbała o to mając tak dużo innych walorów . Mały nosek z lśniącymi oczyma, ciemnymi u jego nasady, osadzonymi w oczodołach zabarwionych równymi symetrycznymi kreskami brwi , kto z bardzo bliska zaglądał jej w oczy, zobaczył wszystkie odcienie brązu .Rzęs na oczach nie miała zbyt długich jednak barwą ciemniejszą wyraźnie zaznaczały powieki. Czoło mające powód do zarysowania się, nadal prezentowało gładkość młodości . Ta mała głowa z wysuniętą dolną szczęką oznajmiała, że nie jest łatwą kobietą we współżyciu Jej wymagania spełnia się lub odchodzi a w innym przypadku przychodzi walczyć długo i daremnie. Skóra Barbary niemal jak drogi materiał nie miała żadnej skazy ani przebarwień wskazujących na dolegliwości . Była niedużego wzrostu , ciężkie duże piersi zwracały oczy mężczyzn na nią i dopóki młodość wspomagała ją, nie nosiła stanika , duże sutki nawet w powiewach delikatnego chłodnego powietrza piętrzyły gruczołki dając jej poczucie kobiecości . Odżywiała się nieskomplikowanie prostymi daniami , oszczędnie lecz gdy głód doskwierał jej, jadła spokojnie i długo, przeżuwając dokładnie jedzenie . Jej brzucho doświadczone trzema porodami nadal prezentowało zgrabny pępek choć w pobliżu wzgórka łonowego dawała zaznaczyć się kreska oddzielająca górną część tułowia . Obfite włosy łonowe zasłaniały jej dawno stracone dziewictwo . A cała postać Basi opierała się na dwóch nogach tak zgrabnych jak mogą być zgrabne nogi kobiety . Pośladki wraz z udami nie były ciężkie a łydki choć wyraźnie zaznaczone mięśniami prezentowały się najlepiej dopiero wtedy , gdy zakładała jedną nogę na drugą . Uważała że ma jedna wadę . Duże ręce i za krótkie palce . Zupełnie nie pasowały na nich pierścionki , dlatego unikała noszenia błyskotek . Nie mogła odmówić sobie zakładania jednego , pamiątki po ciotce , złotego pierścionka z dużym zielonym koralem osadzonym na kratce złotych poprzecinanych wiązań . I gdy kończyła podmywanie , jej ręka z tym pierścionkiem pozostała między nogami , wywołując ostry ból . Próbowała delikatnie poruszać ręką w różnych kierunkach , o ile w takiej sytuacji można takie ruchy wykonać . Jednak kolejne próby oswobodzenia się spełzały na niczym .Ból mógł być większy , gdy próbowała się oswobodzić lub mniejszy ,gdy zaprzestawała walki o uwolnienie , Żałowała że nie była wysportowana , próby pochylenia się tak ,aby zobaczyć istotę niewoli spełzały na niczym. W myślach przemykały jej sceny kiedy napuchnięte miejsce , przecież musi spuchnąć jeśli się nie oswobodzi, tak się powiększy ,że konieczna będzie interwencja lekarza , a jeśli będą musieli odciąć jej wargę ? Powoli zaczynała ogarniać ją panika . Zebrała myśli i pokuśtykała do jednej ze ścian, pojękując po drodze, za którą spała kierowniczka . No przecież najlepiej, żeby to była kobieta . Zaczęła cichutko wołać :
      - Pani Leokadio, pani Leokadio – i z każdym kolejnym zawołaniem odpowiadała jej cisza , wreszcie po kilkunastu minutach bezowocnych szeptów i zawołań z jej ust wydobył się jęk rozpaczy najpierw piskliwy a później coraz bardziej mężniał ze złością wypływając z ust właścicielki . I gdy wydawało się że do rana już nikt jej nie pomorze za drzwiami usłyszała delikatne szuranie i glos Franciszka .
      - Pani Barbaro, pani Basiu czy mogę pani w czymś pomóc ?
      Zdrętwiała na samą Myśl, że ten facet może ją zobaczyć w takiej pozie . Nie mogła wydusić z siebie słowa , choć pomocy pragnęła . Miała już odezwać się, gdy powoli drzwi otworzyły się i do pokoju wsunął się Franciszek . Miał na sobie podkoszulkę i dżinsy z rozpiętym paskiem i swobodnie zwisającymi jego końcami . Cicho zbliżył się do niej bosymi stopami .To co zobaczył po otwarciu drzwi najpierw go odurzyło , lecz widok pięknej nagiej kobiety zawsze jest przyjemnością . Ocenił sytuację, domyślając się że ręka kobiety utknęła tam w jakimś celu .Spytał :
      - Czy pani tam coś wetknęła ? - spoglądając na nią .
      Jakby nie widział tam ręki . Z te
      • sagittarius954 Re: Wdowa cz.8 .Poniedziałek , w nocy . cz.2 11.12.13, 11:07
        Jakby nie widział tam ręki . Z tego strachu zapomniała o swojej nagości i zwisających piersiach ,ale nie mogła spojrzeć mu w oczy .
        - Ja się podmywałam , na ręku , na palcu miałam pierścionek , i nie wiem co ,czy pierścionek w cipie, czy cipa w pierścionku mi utknęła – wydukała do niego nie owijając w bawełnę i troszkę się złoszcząc na siebie.
        Podsunął stół z lampką nocną i krzesełko . Światło oświetliło jej biodra zalewając je ciepłem żarówki.
        - Niech pani podniesie prawą nogę i postawi na krzesełku a lewą ręką przytrzyma się stołu . Sam usadowił się między nogami a głowę podniósł do jej krocza i delikatnie zaglądał odsuwając jej palce . Zaraz też zmienił swoją pozycję i z tylnej kieszeni wyciągnął obcinacz do paznokci i zanim zdążyła zareagować złapał obręcz pierścionka i odciągał go a jego zgięte palce zagłębiały się w nią dotykając tego delikatnego miejsca . Dreszcz przebiegł jej po plecach a skóra na ciele pokryła się maleńkimi chropowatymi krostkami, meszek włosków zaś unosił się jakby zadziałał niewidzialny magnes, i w tym samym momencie poczuła jak ręka została uwolniona . Postawiła nogę blokując swobodne wydostanie się Franciszka z przestrzeni między nogami . Zaraz poprawiła się, cofając nogę poza jego tułów i kierowca pozostał w pozie, jakby reperował podwozie swego samochodu małym narzędziem zupełnie nieprzydatnym do naprawy takiego organizmu jakim jest samochód . Ona stała naprzeciwko niego zasłaniając swoje piersi tak niezdarnie ,że obie brodawki zerkały na wybawcę ręki, pierścionka i tego miejsca do którego pierścionek nie pasował. Gdy Franciszek zmienił pozycje i klęczał przed nią jakby był rabem a ona królową , objął ją za kolana i z pochyloną głową zdołał wyszeptać :
        - Nigdy nie myślałem ,że obcinaczem paznokci oswobodzę najpiękniejszą szparkę jaką widziałem . Basiu jeśli pozwolisz zapamiętam ta chwile na zawsze , jeśli rozkażesz, zapomnę .
        A co ona miała do jego pamięci ? Niech sobie pamięta albo i nie , pomógł jej ,ale czy to powód aby wykorzystywać sytuację . Lecz czy nadarzy się taka okazja jak dziś ? Tak dawno nie była z nikim ...Ujęła jego głowę w swoje ręce podnosząc ją do góry. Postać Franciszka dźwignęła się, za moment czarne włosy łączyły się z kasztanowymi przeplatanymi pasemkami siwizny.
        Obraz Franciszka . Tego młodego mężczyzny , szczupłego , może nie wirtuoza seksu ,ale potrafiącego uspokoić jej zmysły ... A teraz jest sama i musi wysłuchiwać dyrdymałów innego chłopa . Odłożyła książkę , podniosła okulary opadłe na dywan podłogi . Słuchała jak jej matka ciężko oddycha przerywając na moment rytmiczne szmery wychodzące z jej krtani . Obróciła się na bok wpatrując się w ciemną ścianę kończącą pokój . Czyż nie największą zaletą i szczęściem bycia razem jest możliwość wsłuchiwania się w oddech ukochanego , możliwość poczucia jego ciepła i wypełnienia łóżkowej kołdry .
        - „Gdybyś teraz był przy mnie nie dałabym ci spać” – myślała – „Wspominalibyśmy tamte czasy albo pieścilibyśmy się odnajdując całą radość z bycia z sobą . Ja tobie a ty mnie szeptalibyśmy słowa , czułe i te mniej czułe”
        Zaraz jednak fala doznań przyniosła jej wspomnienia te mniej radosne . Zamknęła oczy , nie chciała do nich wracać , choć kiedyś będzie musiała przypomnieć sobie całą ich historię po to by ją zamknąć . Definitywnie .- „ Człowiek to taka skomplikowana maszyna” – pomyślała jeszcze raz . Noc jednak zmęczyła powieki na tyle, że te zamknęły się ochoczo nad oczami zaglądającymi w głąb wspomnień . Basia spała , kot od czasu do czasu otwierał oczy spoglądając na swoją panią , jego zielonkawe źrenice doskonale widoczne były w poświacie ciemnego pokoju . Od strony matki dolatywały pochrapywania . Kot bezszelestnie wstał z swego miejsca i poszedł szukać ciepła ręki pana, który nie wiadomo dlaczego nie wracał a jego wizerunek dalej tkwił w kocim mózgu .

        • sagittarius954 Basieńko dziękuję :D 11.12.13, 11:10
          Za mozliwość przedstawienia swego opowiadania . To na razie tyle . W poniedziałek , proszę bądź łaskawa wykreślić ostatnie dwie pozycje . Z forumowym pozdrowieniem Miłej admince Zbyszek . Sagittarius954 .
          • baska123 Re: Basieńko dziękuję :D 11.12.13, 12:22
            Sagi. Dobrze się czytało.
            Ale rwania na pierścionek w cipie kobieta by nie wymyśliła.
            Skoro los jej zesłał w tych okolicznościach tego Franka?
            Widać, los tak chciał i niema co dywagować.
            Ja zawsze mogę przeczytać jeszcze i jeszcze raz.
            Czekam na "cdn"po Nowym Roku a może już po Świętach, przed Nowym Rokiem?
            Pozdrawiam kiss JaBaśka
    • sagittarius954 Opowieść Wigilijna ... 18.12.13, 22:22
      W starym domu , w starych kątach mieszkają sobie cichutko stare historie . Zalęgają pod stertą kurzu i pajęczyny snutej przez znudzonego pająka czyhającego na muszkę . Ta muszka nie pojawiła się w tym domu już od kilku lat . Pająki muchy kochają ,ale nie mają świadomości człowieka i wiedzy wyjaśniającej ile żyje taka drobna istota jak muszka . Niekiedy przy sprzyjających okolicznościach jej żywot wydłuża się i ze względu na pająka łamagę jak i na otoczenie w której zwykle zasypia na zimę . Tego roku ,a było to kilkadziesiąt muszych pokoleń wstecz i tylko dwa pająkowe . Nastał czas, kiedy pomieszczenie w którym mucha położyła się spać wypełniło się gorącem tak wielkim ,że przewyższało nawet to gorąco letnie uwielbiane przez owadzie istoty . Skrzydełka musze nabrały znów kolorowo-szmaragdowego połysku i niewiadomo kiedy poniosły na pół śpiącą muszkę do góry . Znudzony i wychudzony pająk poczuł wibracje powietrza i też stężał w swojej poprutej pajęczynie umieszczonej w kąciku pokoju pod sufitem . Zanim mucha okrążyła to maleńkie słońce grzejące niewyobrażalnie gorąco, swoimi podzielonymi oczyma zobaczyła trzy istoty ludzkie krzątające się w zapale trudu . Jej smak wręcz nakazywał jej lecieć wprost w objęcia zapachu wydobywającego się z wielkiego waniliowego ciasta rozłożonego na stolnicy kuchennej . Kiedy jej mały móżdżek muszy już myślał o wessaniu przez trąbkę zwinięta w rulonik tych smakołyków nagle spadła na muchę klepatką wbijając w rozrobione ciasto małą postać muchy .
      - No i cóżeś ty mi tutaj narobił ? – krzyknęła gospodyni na małego chłopca , podeszła do stołu i nożem oderżnęła kawał ciasta z biedną mucha , której duszyczka zupełnie nie widoczna unosiła się do muszego nieba . Wyrzuciła do kubła z pomyjami zarażony kawałek ciasta i spojrzała srogo na małego chłopca
      -Skaranie z taką pomocą - marudziła - jeszcze doczekasz się lania w dzisiejszym dniu i to porządnego , który to raz już dzisiaj nabroiłeś - krzyknęła srogo i wzięła zamach na małego chłopca ścierką trzymana w ręku . Kacperek przyczyna całego nieszczęścia skulił się w sobie i zacisnął oczy oczekując uderzenia . Ale to nie nadchodziło . Tęga gospodyni miała dzisiaj wiele spraw do załatwienia a czas gonił ją jeszcze szybciej niż sam uciekał . Kolacja Wigilijna to najważniejsza kolacja w całym roku , dzisiaj wszyscy wieczorem usiądą przy stole , no może oprócz Jadźki siostrzenicy która została sierotą rok wcześniej . Jej matka umarła na suchoty a nią obiecała się zająć siostra Gabriela . Tęga jejmość właśnie ją wołała :
      - Jadźka , chodźże tu niecnoto , bierz kubełek i po węgiel mi szybko do komórki , ino migiem mi się spraw , bo ogień przygasa w kuchni a tu ciasta się pieką , mięsa czekają, ryby w lesie a wy co – narzekała głośno – nic nie robita, tylko latacie po tej kuchni i lenicie się obydwoje .
      Kacper spoglądał na dziewczynkę starszą od niego i kilka lat , wiecznie umorusaną , która wieczorami ze szmatek od gospodyni rozbiła sobie laleczki przewiązywane sznurkami lub drucikami pozostałymi po wiązaniu drzew a . Jadzia śpiewała wtedy piosenki snując swym pięknym głosem melodie który nikt jeszcze nie słyszał a nazajutrz i jej trudno było zaśpiewać tak samo . W małym serduszku chłopca rodziło się uczucie do tej niezwykłej dziewczynki , niezwykłe bo spotkane po raz pierwszy w nim samym
      Pająk tymczasem cofnął się znów do swej porwanej kryjówki , jak był głodny tak zapewne i ta dzisiejsza kolację wigilijną spędzi o głodzie . Ale czy to nie los pająka , ciągle głodować w zimie ...

      Cd. nastąpi 24.12.
      • baska123 Re: Opowieść Wigilijna ... 19.12.13, 01:22
        Czy to ten pajączek?
        http://i44.tinypic.com/2yk0400.gif

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka