Dodaj do ulubionych

Z podróży spóźnionego . Kierunek Częstochowa

17.10.13, 14:49
Początek podróży nie zapowiadał niczego dobrego . Jak ten ślepak na dworcu Centralnym wszedłem do toalety damskiej . I czego tam szukałem ? Ze wstydu łykałem gorzkie wspomnienie zaraz po ruszeniu pociągu .

Cztery wagony, całe cztery wagony pociągu i w ten sposób każdy przedział był zapełniony , po osiem osób w ciasnym przedziale ,do swojego przedziału wchodziłem szurając nogami inaczej prawdopodobnie nadepnąłbym każdą z nóg będących na mojej drodze do miejsca przy oknie. Usiadłem szczęśliwie , ale nie zdjąłem kurtki letniej z siebie , po nabraniu szybkości przez pociąg poczułem chłód bijący od ściany ,jakby mimo wszystko ten wąski przedział został przenicowany przez korniki i drobnymi dziurkami wpadało chłodne powietrze . Obok mnie siedziała starsza jejmość , naprzeciwko niej jej wnuczka , lub siostrzenica i przy drzwiach, jej mąż pilnował walichy tak wielkiej , że nie udałoby się ja podnieść a co mówić o włożeniu jej na półkę bagażową . Walicha stała w przejściu przedziału zajmując trzy czwarte wyjścio-wejścia .

Nie zdążyłem zatopić się w krajobrazie , kiedy młoda dama podróżująca do Radomska wracająca z toalety, ostrym głosem zwróciła uwagę właścicielowi walichy, aby wystawił ją z przedziału i drzwi, ponieważ zawadza, zawala , irytuje i w ogóle . Przymknąłem powieki , /oho / będzie draka . O dziwo , groźna sytuacja rozpłynęła się . Dziadek odburknął coś niezrozumiale , a nikt z pasażerów przedziału nie poparł jej w staraniach usunięcia zawalidrogi . Młoda dama w kraciastej pomarańczowej koszuli i wydatnym biustem( który zauważyłem dopiero gdy odwracała kartę gazety) zatopiła się najpierw w jakiejś lekturze czasopisma , gryząc jabłko zawzięcie . Siedząca obok mnie małżonka dziadka z walizką mająca chęć na rozmowę , ucichła raptownie i do Radomska siedzieliśmy jak śledzie w beczce i mumie zrazem. Przy takim obrocie sprawy pozostało mi już tylko wpatrywanie się w krajobraz , kąsanie kanapek i popijanie ich wodą mineralną . I dlaczego nie zostałem kolejarzem ?

Za oknem pociągu słodkie lato ciągnęło swoją suknię a już jesień wstępowała do tego ogrodu przyrody. O ile podwarszawskie miejscowości mogły cieszyć się jeszcze zielenią drzew o tyle im głębiej w kraju tym bardziej jesień malowała kolorami wszystkie drzewa. I te pola jeszcze świeżo poorane, wygładzone bronami i zasiane , lekki meszek zbóż już wzrastał znacząc młodziutką zielenią brązowe , czarne i szare bryłki ziemi . Ta szachownica układająca się przypadkiem wzdłuż torów, przecinana była łąkami , zaroślami tak dziewiczymi ,że tylko zwierz polny był w stanie tam dotrzeć a z niegdyś borów będących ostoją zwierza pozostały małe poletka pasów różnorakiego lasku . I tutaj pędzlem niezliczonego tonażu farb i niezliczonej odmiany , pięły się do góry smukłe brzozy z listkami na spodzie swych uroczych sukienek wszystkimi odmianami żółci i im bliżej czubka drzewa, coraz więcej zielonych listków się pokazywało ,aby na samym szczycie królować jeszcze barwą lata . Klony , dęby , jesiony czekały, aż pani jesień przeciągnie po nich swoim uśmiechem i zamieni dojrzałe liście w odmiany czerwieni , brązu . Stąd już tylko krok do pierwszego dnia ,gdzie wiatr przybiegnie z utęsknieniem i śpiewając swoją rzewną pieśń pozrzuca te kolorowe ozdoby pozostawiając gołe nagie gałązki czekające z tęsknotą, na nowe przyszłoroczne odzienie .

Nagle w oknie przesuwających się detali pokazały się wrony pokrywające dopiero co zoraną ziemię . Jej czarne grudy wydawały się tak ciemne jak węgiel , lecz na ich tle czerń wron stała się prawie granatowa . Potężne stado wydobywało smakołyki , pokrywając przestrzeń kilkuset metrową i gdy ta połać kończyła się niezoraną skibą zaczynała się druga a na niej królowało inne stado białych rybitw . O wiele mniejsze , lecz przesuwające się falą , gdy początkowa część stada lądowała do żeru jej koniec już podrywał się do lotu . Moja żona zatopiona w książkę zupełnie nie widziała tego nadzwyczajnego spektaklu , ani nikt z uczestników podróży . Nagły przeciągły gwizd ciągnącej lokomotywy wagony , spowodował wzbicie się obu stad . Ptaki wzlatywały wysoko , a ja odprowadzałem je wzrokiem , by niebawem całkowicie stracić z nimi kontakt . W głębi serca zazdrościłem wolnym ptakom , mogącym się wzbijać do góry i z tej odległości mogących spoglądać na świat pól .

Zapowiadane ciepło w rejonie kraju do którego jechałem, zupełnie się nie sprawdziło . Pochmurne niebo zamiast dobrotliwego ciepłego powietrza przyniosło zimne , co mogliśmy poczuć bezpośrednio w wagonie . A na fale ciepłego powietrza musiałem jeszcze poczekać do wieczora . Koluszki osiągnęliśmy z dziesięciominutowym opóźnieniem i o ile miałem jakieś złudzenia do nadrobienia straty zaraz po ruszeniu ze stacji zatrzymaliśmy się na kolejne dziesięć minut i już nic nie wróżyło punktualnego przebycia . Za oknem dalej kwitły kolorami drzewa , lasy , nawet rozbujałe krzaki przytorowe przystrajały się wchłaniając ostatnie promienie ciepła . W Piotrkowie Trybunalskim pożegnał nas młodzieniec siedzący przy drzwiach i po naszej stronie zrobiło się luźniej a mnie przypomniał się wierszyk ,same grubasy siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.

Oprócz przyrody , gdybym był bardzo obcym na terenie kraju turystą moją uwagę przyciągnęła by infrastruktura drogowa . Obudowana ścianami wygłuszaczy, rzucała się w oczy . W mniejszych miejscowościach odznaczały się pojedyncze budynki wzorowane na wielkomiejską modłę i jedno boisko, z krótką prostą bieżnią lekkoatletyczną i chyba sztuczną nawierzchnią do gry w piłkę . Było puste , co coraz bardziej mnie smuciło , bo i dla kogóż miałoby być budowane skoro po godzinie dziesiątej rano było na nich pusto . Ten sam tok myślenia przywiódł mnie skoro ujrzałem następnego kolejarza sprawdzającego bilety . . I co stacja to nowy kolejarz pokazywał się a ten stary z poprzedniej kontroli gdzieś znikał . Wreszcie turlając się wjechaliśmy na stację Częstochowy . W tyle pozostały naprawdę śliczne widoki krajobrazu a przede mną rozpościerała się kraina do której pociągiem zdążałem po przeszło kilkudziesięciu latach . Jakie to jest miasto? Wypada poczekać do następnego odcinka mojego spotkania z Częstochową o ile czytający wytrzymają jeden dzień postoju przy tym opisie .

Obserwuj wątek
    • aga-kosa Re: Z podróży spóźnionego . Kierunek Częstochowa 17.10.13, 18:38
      Dziękuję.
      Jak przyjemnie czyta się taki tekst, napisany bez pospiechu, pozwalający na pełen relaks przy czytaniu. Patrzyłam razem z Tobą na ten wczesnojesienny krajobraz za oknem wagonu.smile aga
      Ps Z jazdą pociągiem przypomniał mi się dowcip:
      W przedziale siedzi osiem osób słusznej postury, na korytarzu też tłok. Starszy pan z korytarza dostrzegł obok nóg pani siedzącej w przedziale sporych rozmiarów skrzynkę. Zapytał.
      - Czy mógłby usiąść na tej skrzynce?
      - Ależ proszę - padła odpowiedź - tylko niech pan uważa na jajka
      - To pani w skrzynce jajka wiezie? - Nie, gwoździe. aga
      • super.222 Re: Z podróży spóźnionego . Kierunek Częstochowa 17.10.13, 22:09
        (...)Patrzyłam razem z Tobą na ten wczesnojesienny
        krajobraz za oknem wagonu (...)
        smile aga

        Miałaś szczęście, że żona akurat zatopiona była w lekturze ... big_grin

        Ja się przyłączę w następnym odcinku i zapewniam, że będę
        razem szła ...

    • godzinaosmaminut97poczasie Częstochowa 18.10.13, 09:49
      Dla turysty Częstochowa zaczyna się tam, gdzie z peronu trzeba przebić się na stronę wschodnią lub zachodnią miasta . Pochmurne niebo wcale nie było przeciwwskazaniem ,aby wybierać zły kierunek . Jeśli jedziecie z północy na południe i musicie wybrać kierunek Jasnej Góry, tylko w prawo skierujecie się po wyjściu z pociągu( lub cofniecie się do tyłu do schodów prowadzących do łącznika i wejściu schodami do łącznika . Zaraz potem znajdziecie się w przestrzeni znaków informujących, gdzie chcecie podążać .

      Owal kas biletowych z wyraźnie zaznaczonymi biletami krajowymi i międzynarodowymi skieruje was do odpowiedniej kasy a oblatani pożeracze dróg kolejowych nie wejdą wam na głowy przy zakupie biletu, w bezpiecznej odległości spokojnie poczekają, aż nabędziecie odpowiedni bilet i po zjeździe schodami jedno piętro w dół znajdziecie się w przestrzeni miasta . I nie sugerujcie się estetyką, wybierzcie tą wredniejszą stronę miasta . Dobrze wam radzę . Mimo walających się papierków , tłoku na przystankach tramwajowych, dziur w chodnikach, wolno posuwajcie się ulicą Wolności rozglądając się ciekawie co tez do zaoferowania ma wam miasto Częstochowa .

      A miasto wybudowało pułapkę na towarożerców pozwalając panoszyć się hipermarketowi T na samym początku wędrówki . I ani myślcie tam wchodzić . Czyha tam smok połykający wszystkie zasoby gotówkowe z konta , dlatego warto wolno ,ale posuwać się do przodu . Po niecałych dwóch przystankach osiągnięcie jakże odmienna strukturę drogową , wygładzoną , wypielęgnowaną z starannie ułożoną kostką , wyprostowanymi drzewkami , ławeczkami , urzekającymi lampami, i innymi atrakcjami na obrzeżach ulicy . Ulica NMP Najświętszej Maryi Panny jest tak prościutka jak może być wyprostowana każda panna , jeszcze wiotka , jeszcze urocza i zachęcająca . I choć te w czasie rzeczywistym tracą wiele w swoim uroku ta , trwa .

      Modelowana rękami architektów nabiera niebywałej zachęty do przemaszerowania całym odcinkiem . Na widnokręgu po wejściu w ulicę NMP po lewej stronie zobaczycie smukłą wierzę Jasnej Góry a gdy obrócicie się zobaczycie chłopaka , potężny komin , z przysadzistym zadem panoszącym się na widnokręgu miasta . Ulica w stylu zachodnim , środkiem zachęca do spacerów , bokami do zakupów , wstąpienia do restauracji i kawiarni i jazdy samochodami . Piękne młodziutkie drzewa, już złapały oddech jesieni barwiąc się na żółto ,ale są tak strzeliste , prościutkie ,że pragnie się do nich przytulić całując te listki i korę drzew . Zanim jednak nastąpi okres uniesień , warto posuwać się do przodu do celu . Po przejściu pierwszego odcinka ulicy NMP dotrzecie do placu , który nie tylko urzeka swoim urokiem ,ale i możliwościami .

      To tutaj rajcy miejscy urzędują w budynku którego wieża podobna jest do latarni morskiej . Jeśli racy miejscy uzurpowaliby sobie jedyną mądrość w wyznaczaniu kierunków rozwoju miasta , było by to niedobrze . Przed ratuszem niewielki pomnik Piłsudskiego z jeszcze nie zwiędniętymi kwiatami a naprzeciwko niego ukryta w drzewach świątynia Św. Jakuba z ładnym odgłosem dzwonu o godzinie dwunastej . Cala ulica NMP to szereg budynków nie wyższych od 5 pięter , co znów stanowi zaletę . Nic nie jest przesłonięte a niebo z chmurkami wdzięcznie się prezentuje nad tym miastem . Przejścia dla pieszych jak najbardziej są dla tych kłusaków samotnych i chodzących w grupkach . Po naciśnięciu przycisku przy sygnalizatorach w kilkanaście sekund zareagują zatrzymując samochody . Szkoda tylko ,że wśród tych drzew nie ukryto samoczyszczącej się toalety .

      Wtedy już zupełnie ta ulica pretendowała by do najlepszej w kraju. Gdzież tam Krakowskiemu Przedmieściu do tej ulicy . Sobotnie południe nie gromadziło wielu osób , ten na pół senny krajobraz miejski dopełniały punkty do których mogą i powinni zdążać przyjeżdżający . Tych ostatnich jest wiele na tym prostym odcinku drogi . Oprócz restauracji i kawiarni , zupełnie nie panoszących się wśród zieleni i żółci drzew odnajdziecie jeszcze pomnik H.Sienkiewicza , Dziewczynki z gołębiami i Pani z kotem . Przyległe ławeczki pozwolą odpocząć i zadumać się nad tymi których uwiecznili artyści . Od tego miejsca aleja zmieni nazwę na nazwisko naszego pisarza lecz urok jakiemu poddałem się trwa nadal . Wejście pod górę Jasnogórską zapoczątkuje pomnik Popiełuszki i krzyża tak surowego z napisem Bóg Honor Ojczyzna , lecz po obu stronach drogi rozpościera się park St. Staszica, tak samo uroczy jak i ulica wiodąca nas do celu . I jak tu nie pokochać tego miasta ? Nagle okazało się ,że dobrze zrobiłem wybierając tradycyjną podróż pociągiem . Czyż zobaczyłbym i poczuł turystyczną część miasta ?
      • super.222 Re: Częstochowa 30.10.13, 17:54
        czestochowa.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,14813405,Hydrozagadka_w_III_Alei__Dlaczego_dziewczynka_z_golebiami.html#TRrelSST.
        .
        Popatrz *po czasie* ... dziewczynka osiwiała big_grin
        Podnoszę ten wątek, bo zadałeś sobie tyle trudu opisując
        przejście Alejami... Serdecznie pozdrawiam. big_grin
        • godzinaosmaminut97poczasie Re: Częstochowa 30.10.13, 19:42
          Widzę przeca że po czasie big_grin niezły refleks tongue_out A film też mam ale mi się nie chce na youtubka go wsadzać big_grin
          • aga-kosa Re: Częstochowa 04.11.13, 17:21
            Ponad dziesięć lat temu szłam ulicą NMP z rowerem, był jakiś majowy wtorek, nie widziałam pielgrzymów - nie było żadnego święta w pobliżu - senne, ciepłe popołudnie.
            Miałam za sobą zwiedzanie Jasnej Góry, szukania kogoś kto by mi zrobił zdjęcie przy murach lub na drodze Krzyżowej, malarstwo Dudy-Gracza. Na meldowanie się w schronisku stanowczo za wcześnie więc spacer po mieście. Tak jak opisujesz.
            W pewnej chwili zaskoczenie, uczta dla oka i ducha: wystawa obrazów Beksińskiego. Niesamowite. Wrażenia pozostały do dziś.
            Cztery lata później byłam kolejny raz i wtedy w Częstochowie było wielu pielgrzymów..
            Zabrakło atmosfery. smile aga
            • sagittarius954 Specjalnie dla agi Jasna Góra 04.11.13, 18:03
              Ile razy zwykły Polak jest na Jasnej Górze ? Od kilku do kilkunastu a czy wykorzystuje ten niezwykły dar obcowania z miejscem niezwykłym . I tu mam największy zgryz . Tak po ludzku trzeba przyznać, że raczej gdyby zebrać z całego życia jednego pokolenia doświadczenia z tym miejscem związane, pewnie wyszło by to tak lekko na plus . Ale czy na tym zegarze lekki plus zadawalałby indywidualnego człowieka ?Nie , dlatego życie człowieka przebiega tak dramatycznie , oddala się od wiary , zbliża się , szanuje ją i jakimiś ruchami nawet niezrozumiałymi dla człowieka poniża ją . I dopiero w takich miejscach , pokoleniowych, gdzie stopy ludzi depczą ten sam skrawek ziemi, relacje stykają się ze sobą przez wiarę . Wiara jest czynnikiem łączącym nas naród, ale przez kogo ? Właśnie przez Nią, przez naszą Matkę Jedyną której tkliwość rozpościera się na wszystkie serca matek , naszych rodzonych matek.
              Gdy dochodziliśmy na Jasną Górę pielgrzymka poganiała pielgrzymkę . Jedna masa ludzi wtłaczała się w mury jasnogórskie i już inna wylewała się z nich . Przechodziliśmy obok pomnika Kardynała Wyszyńskiego klęczącego w pokłonie tej Najdroższej Matce i pobiegliśmy do Domu Pielgrzyma załatwić sobie miejsce w pokoju na ta jedna noc .

              W przestrzeni recepcyjnej też pełno ludzi i od okienka odchodzimy z niczym . Na razie bez żadnego zmartwienia podchodzimy do braku miejsca w hotelu. Jest ciepło , choć pochmurno . Maszerujemy do Kaplicy , wchodzimy wejściem od parkingu , tą drogę pokonywałem już nie raz , nieraz łapałem się na jakimś szczególe, który próbował mi utkwić w pamięci . Tym razem pięknie przystrojona flagami droga tylko śmignęła i już znaleźliśmy się w przestrzeni placyków wypełnionych poukładanymi kamieniami . W jednym zaułku a raczej wnęce poświęconej Michałowi Archaniołowi, z daleka rozpoznaję ten obraz postać mężczyzny z mieczem , tylko pochylam nisko głowę ,ale codziennie poświęcam chwilkę na modlitwę do tego najpotężniejszego z Aniołów .

              Trudno przejść , tak dużo ludzi , nie spodziewaliśmy się tego i do Kaplicy Matki Boskiej chcemy wejść jej głównym wejściem . A tam różnorakie kolejki pozawijane i nie wiadomo gdzie koniec . Przepychamy się do drzwi ze wszystkimi po prawej stronie , gdzie prawdopodobnie zaczyna się kolejka do adoracji obrazu jasnogórskiego . Ustawiamy się za jakąś panią w prawie czarnej bluzeczce i tak zostajemy będąc kilkanaście metrów od wejścia do świątyni . Od tego momentu pozostajemy w kolejce oczekując na naszą kolej adoracji .Przed nami wycieczka młodzieży z szkoły podstawowej , jacyż oni karni , szepczą sobie coś na tyle cicho że ich nie słychać . Zupełnie odwrotnie do otaczających dorosłych . Wreszcie po kilku minutach przesuwamy się do kościoła . Spoglądam wzrokiem po malowidłach Drogi Krzyżowej , starych ławkach pamiętających ileś pokoleń zasiadających w nich, starutkie konfesjonały dziś zapewne bezużyteczne wobec Sali Pokuty , przygarniają zmęczonych pielgrzymów na swych stopniach .

              Ściany wypełnione votami , ileż tutaj historii ludzkiej jest zawieszonej, ileż miłości i rozpaczy , opowiadań z których niejedno byłoby wspaniałą lekturą . Kiedy przychodzi mi na myśl, żeby powiesić swój różaniec , rozlega się głos księdza informującego , że samemu nie wolno zawieszać niczego . Oto jak aniołowie pilnują tego miejsca świętego . Gdy dochodzimy do drugiej części kościoła na zewnątrz rozlega się śpiew głosów męskich i zaraz brzmi wewnątrz rozsadzając te mury . Pod dowództwem Konfratera paulinów Wacława Depo wchodzą księża pomodlić się przed obrazem . Ten śpiew wywołuje u zgromadzonych tu ludzi wzruszenie , moja żona łka cichutko a po policzkach płyną jej grube łzy . Czasami dobrze jest być kobietą .Myślę sobie że też chciałbym ze śpiewem wejść tutaj ,aby pokłonić się Matce Boskiej . A fe pycho. Gdy docieramy do wąskiego przesmyku ,aby móc na kolanach obejść obraz , kończą modlitwę przybyli księża , lecz już muszą wycofać się cichaczem , obok trwa msza a przed obrazem ma się rozpocząć następna . Dodreptujemy do miejsca , gdzie pora już uklęknąć , w marmurowej podłodze wgłębienia od kolan i nosków butów . Wreszcie mogę spojrzeć w twarz NMP i pomodlić się . Z każdym posunięciem do przodu twarz Matki spogląda na mnie nie tracąc ze swego spojrzenia . Zaraz za zakrętem dopada mnie prośba - Matko Boska pozwól Cieszyć się twym widokiem tak bliskim jeszcze odrobinkę , nie wiem czy tu wrócę .

              W odpowiedzi zatrzymuje nas zakonnik wypuszczający księży do mszy( środowisk twórczych Częstochowy i okolic) i mam to co chciałem . Jeszcze kilka szurnięć kolanami , nie zdążyłem się obrócić ,abym mógł spojrzeć w oblicze Pani Jasnogórskiej a już ktoś z wolontariuszy jakiś facet z długimi wąsami , jeszcze dłuższymi niż moje popędza mnie . Wychodzę i staję na stopniach obok dużego Krucyfiksu na ołtarzu , tu modle się do mszy a Eucharystię przyjmuję w przedsionku kościoła . Po upalnym wnętrzu , chłodne powietrze na zewnątrz staje się przyjemnością . Jeszcze raz biegniemy do recepcji , oczywiście zostajemy odprawieni i biegniemy ulica Klasztorną kupić kilka obrazków dla wnusi , dla mnie różaniec z większymi paciorkami i świece na uroczystości wieczorne . Zaraz potem szukamy miejsca na zjedzenie obiadu . Małych i większych knajpek dużo ,ale pamiętając gdzie już jedliśmy w dawnych latach , szukamy nowego dobrego miejsca i znajdujemy takie samo złe jak poprzednio . Numerek 4 otrzymał pierś z kurczaka z frytkami i surówką kapusty . Pierś bez grama soli , frytki nasączone olejem a kapusta bez wyrazu . I co mi da gderanie , wymiatam talerz do czysta .Cofamy się na błonia jasnogórskie , przycupnąć na rozstawionych krzesłach i na prośbę kawoszki idziemy ulicą NMP do kawiarni, która mijaliśmy w drodze tutaj .

              Docieramy do zupełnie innej o nazwie Il Lithos , w której nabywamy wielką napoleonkę , żona kawę i ja też tylko w filiżance dla mężczyzny i dzbanuszkiem mleka . Napoleonka była pyszna , warto było tu przyjść , kawa smakowała mi a i spotkaliśmy aktora znanego z tv siedzącego samotnie na czarnej kanapie . Oczywiście był to pan Marek Bargiełowski . Posiedziałbym w tej kawiarni dłużej ,ale żona popędza , musimy kupić kolację na wieczór w sklepie i możemy zając miejsce na błoniach . W poszukiwaniu sklepu dochodzimy pod ulicę Wolności . Tam w Małpce kupujemy kilka bułeczek i kilka puszeczek . Ot taki ekspresowy sklep . Weź i uciekaj . Pod Cukiernią Blikle napotykamy pomnik „Pani z kotem” ? Haliny Poświatowskiej, więc Częstochowa ma ileś uroczych miejsc do których można zaglądać. Wracamy choć jeszcze bym posiedział w kawiarni ,albo na ławce .

              Mojej żonie apetyt dopisuje i chce w parku pod JG zjeść bułeczkę . Opodal furtka z powrotem na trasę . Drzewa kwitną jesienią , w porywach wiatru drgają delikatnie mieniąc się dodatkowym odcieniem . Na mostku bawi się z dzieckiem jakiś młody mężczyzna . Dodatkowe chwile odpoczynku dobrze mi robią . Nawet nie przeciwstawiam się małżonce pragnącej jeszcze raz odwiedzić recepcję DP . Wita nas siostra w okienku i o dziwo dostajemy pokój do 9.00 . Ech tak długo nam nie potrzebny . 357 . Schodami na górę i po lewej stronie jest nasz pokoik . Bardzo skromny , bez wygód , tylko umywalką . Za to 4 łóżka . Ale jest ciepło . Siadam zadowolony na swoim łóżku . Teraz już nic nie jest straszne . Na godzinę przed rozpoczęciem Tele-mostu z Sanktuariami wychodzimy na błonia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka