godzinaosmaminut97poczasie
17.10.13, 14:49
Początek podróży nie zapowiadał niczego dobrego . Jak ten ślepak na dworcu Centralnym wszedłem do toalety damskiej . I czego tam szukałem ? Ze wstydu łykałem gorzkie wspomnienie zaraz po ruszeniu pociągu .
Cztery wagony, całe cztery wagony pociągu i w ten sposób każdy przedział był zapełniony , po osiem osób w ciasnym przedziale ,do swojego przedziału wchodziłem szurając nogami inaczej prawdopodobnie nadepnąłbym każdą z nóg będących na mojej drodze do miejsca przy oknie. Usiadłem szczęśliwie , ale nie zdjąłem kurtki letniej z siebie , po nabraniu szybkości przez pociąg poczułem chłód bijący od ściany ,jakby mimo wszystko ten wąski przedział został przenicowany przez korniki i drobnymi dziurkami wpadało chłodne powietrze . Obok mnie siedziała starsza jejmość , naprzeciwko niej jej wnuczka , lub siostrzenica i przy drzwiach, jej mąż pilnował walichy tak wielkiej , że nie udałoby się ja podnieść a co mówić o włożeniu jej na półkę bagażową . Walicha stała w przejściu przedziału zajmując trzy czwarte wyjścio-wejścia .
Nie zdążyłem zatopić się w krajobrazie , kiedy młoda dama podróżująca do Radomska wracająca z toalety, ostrym głosem zwróciła uwagę właścicielowi walichy, aby wystawił ją z przedziału i drzwi, ponieważ zawadza, zawala , irytuje i w ogóle . Przymknąłem powieki , /oho / będzie draka . O dziwo , groźna sytuacja rozpłynęła się . Dziadek odburknął coś niezrozumiale , a nikt z pasażerów przedziału nie poparł jej w staraniach usunięcia zawalidrogi . Młoda dama w kraciastej pomarańczowej koszuli i wydatnym biustem( który zauważyłem dopiero gdy odwracała kartę gazety) zatopiła się najpierw w jakiejś lekturze czasopisma , gryząc jabłko zawzięcie . Siedząca obok mnie małżonka dziadka z walizką mająca chęć na rozmowę , ucichła raptownie i do Radomska siedzieliśmy jak śledzie w beczce i mumie zrazem. Przy takim obrocie sprawy pozostało mi już tylko wpatrywanie się w krajobraz , kąsanie kanapek i popijanie ich wodą mineralną . I dlaczego nie zostałem kolejarzem ?
Za oknem pociągu słodkie lato ciągnęło swoją suknię a już jesień wstępowała do tego ogrodu przyrody. O ile podwarszawskie miejscowości mogły cieszyć się jeszcze zielenią drzew o tyle im głębiej w kraju tym bardziej jesień malowała kolorami wszystkie drzewa. I te pola jeszcze świeżo poorane, wygładzone bronami i zasiane , lekki meszek zbóż już wzrastał znacząc młodziutką zielenią brązowe , czarne i szare bryłki ziemi . Ta szachownica układająca się przypadkiem wzdłuż torów, przecinana była łąkami , zaroślami tak dziewiczymi ,że tylko zwierz polny był w stanie tam dotrzeć a z niegdyś borów będących ostoją zwierza pozostały małe poletka pasów różnorakiego lasku . I tutaj pędzlem niezliczonego tonażu farb i niezliczonej odmiany , pięły się do góry smukłe brzozy z listkami na spodzie swych uroczych sukienek wszystkimi odmianami żółci i im bliżej czubka drzewa, coraz więcej zielonych listków się pokazywało ,aby na samym szczycie królować jeszcze barwą lata . Klony , dęby , jesiony czekały, aż pani jesień przeciągnie po nich swoim uśmiechem i zamieni dojrzałe liście w odmiany czerwieni , brązu . Stąd już tylko krok do pierwszego dnia ,gdzie wiatr przybiegnie z utęsknieniem i śpiewając swoją rzewną pieśń pozrzuca te kolorowe ozdoby pozostawiając gołe nagie gałązki czekające z tęsknotą, na nowe przyszłoroczne odzienie .
Nagle w oknie przesuwających się detali pokazały się wrony pokrywające dopiero co zoraną ziemię . Jej czarne grudy wydawały się tak ciemne jak węgiel , lecz na ich tle czerń wron stała się prawie granatowa . Potężne stado wydobywało smakołyki , pokrywając przestrzeń kilkuset metrową i gdy ta połać kończyła się niezoraną skibą zaczynała się druga a na niej królowało inne stado białych rybitw . O wiele mniejsze , lecz przesuwające się falą , gdy początkowa część stada lądowała do żeru jej koniec już podrywał się do lotu . Moja żona zatopiona w książkę zupełnie nie widziała tego nadzwyczajnego spektaklu , ani nikt z uczestników podróży . Nagły przeciągły gwizd ciągnącej lokomotywy wagony , spowodował wzbicie się obu stad . Ptaki wzlatywały wysoko , a ja odprowadzałem je wzrokiem , by niebawem całkowicie stracić z nimi kontakt . W głębi serca zazdrościłem wolnym ptakom , mogącym się wzbijać do góry i z tej odległości mogących spoglądać na świat pól .
Zapowiadane ciepło w rejonie kraju do którego jechałem, zupełnie się nie sprawdziło . Pochmurne niebo zamiast dobrotliwego ciepłego powietrza przyniosło zimne , co mogliśmy poczuć bezpośrednio w wagonie . A na fale ciepłego powietrza musiałem jeszcze poczekać do wieczora . Koluszki osiągnęliśmy z dziesięciominutowym opóźnieniem i o ile miałem jakieś złudzenia do nadrobienia straty zaraz po ruszeniu ze stacji zatrzymaliśmy się na kolejne dziesięć minut i już nic nie wróżyło punktualnego przebycia . Za oknem dalej kwitły kolorami drzewa , lasy , nawet rozbujałe krzaki przytorowe przystrajały się wchłaniając ostatnie promienie ciepła . W Piotrkowie Trybunalskim pożegnał nas młodzieniec siedzący przy drzwiach i po naszej stronie zrobiło się luźniej a mnie przypomniał się wierszyk ,same grubasy siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.
Oprócz przyrody , gdybym był bardzo obcym na terenie kraju turystą moją uwagę przyciągnęła by infrastruktura drogowa . Obudowana ścianami wygłuszaczy, rzucała się w oczy . W mniejszych miejscowościach odznaczały się pojedyncze budynki wzorowane na wielkomiejską modłę i jedno boisko, z krótką prostą bieżnią lekkoatletyczną i chyba sztuczną nawierzchnią do gry w piłkę . Było puste , co coraz bardziej mnie smuciło , bo i dla kogóż miałoby być budowane skoro po godzinie dziesiątej rano było na nich pusto . Ten sam tok myślenia przywiódł mnie skoro ujrzałem następnego kolejarza sprawdzającego bilety . . I co stacja to nowy kolejarz pokazywał się a ten stary z poprzedniej kontroli gdzieś znikał . Wreszcie turlając się wjechaliśmy na stację Częstochowy . W tyle pozostały naprawdę śliczne widoki krajobrazu a przede mną rozpościerała się kraina do której pociągiem zdążałem po przeszło kilkudziesięciu latach . Jakie to jest miasto? Wypada poczekać do następnego odcinka mojego spotkania z Częstochową o ile czytający wytrzymają jeden dzień postoju przy tym opisie .